Reklama

Łatwość manipulacji

2017-12-13 11:06

Z dr. Jolantą Hajdasz rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 51/2017, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Jolanta Hajdasz

O wolności słowa, propagandzie i dominującej pozycji zagranicznych koncernów medialnych w Polsce z dr Jolantą Hajdasz rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Niedawno Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zaapelowało do kolegów ze Związku Dziennikarzy Niemieckich o dziennikarską rzetelność przy opisywaniu sytuacji w Polsce. Zjazd Delegatów SDP wyraził oburzenie rezolucją Związku Dziennikarzy Niemieckich z 5 listopada 2017 r., w której mówi się o braku wolności prasy i prześladowaniu dziennikarzy w Polsce. Mamy kolejne wielkie nieporozumienie, kolejny przykład wprowadzania w błąd zagranicy przez polską totalną opozycję i „życzliwych” polskich dziennikarzy?

DR JOLANTA HAJDASZ: – Obawiam się, że nie jest to tylko zwykłe nieporozumienie, lecz celowa rozgrywka „drugiej strony”. Pytanie: kto w tej grze jest „drugą stroną”? Nie wierzę, żeby osoby mieszkające i pracujące w Polsce świadomie aż tak bardzo działały przeciwko swojemu krajowi, przeciwko swoim miejscom pracy. Jeżeli ktoś dziś kolportuje informacje, że w Polsce nie ma wolności słowa, że dziennikarze są prześladowani, to musi mieć naprawdę wrogie intencje, bo każdy, kto pracuje w naszych realiach, dobrze wie, że wolność słowa mamy na co dzień, a dziennikarze na pewno nie są prześladowani. Opinia niemieckich dziennikarzy jest dla nas wyjątkowo krzywdząca, polscy dziennikarze muszą się więc zdecydowanie przeciwstawiać tego rodzaju pomówieniom.

– Jednak nie całe środowisko dziennikarskie jest skłonne to robić, wielu naszych kolegów raczej wspiera owe zagraniczne opinie...

– Można tylko nad tym ubolewać. Pozostawmy to ich sumieniu... Wymowniejsze jest to, że najstarsza i największa organizacja dziennikarska w Polsce, którą jest SDP, na swoim Walnym Zjeździe wyraziła oburzenie treścią rezolucji Związku Dziennikarzy Niemieckich. Jest to bardzo reprezentatywny głos naszego środowiska. SDP zrzesza ponad 2,6 tys. czynnie pracujących dziennikarzy.

– Jednak zagraniczne media ignorują ten głos, a nieprzychylne Polsce oceny opierają wyłącznie na opinii swoich wypróbowanych polskich współpracowników. Czy nie znaczy to przypadkiem, że to one są w jakiś sposób zniewolone?

– Można tak to ocenić. Na pewno jednak są jednostronne, pokazują tylko wybrane przez siebie przykłady ilustrujące ich tezy. Prawda przestaje być istotna. Niestety, gdy usiłujemy to prostować – czy na forum europejskim, czy w kraju – to nasz głos, zarówno SDP, jak i Centrum Monitoringu Wolności Prasy, jest ignorowany i przyjmowany z obojętnością.

– Mamy takie polskie wołanie na puszczy?

– Powiem więcej, mamy do czynienia z jedną z najgroźniejszych współczesnych metod manipulacji opinią publiczną – z pomijaniem pewnych tematów, z negacją istnienia odmiennych opinii, a nawet faktów. Obojętność jest bardzo niebezpiecznym narzędziem. Zastanawiające jest to, że nikt z nami nie chce polemizować, nikt nie zarzuca nam kłamstwa, nawet się nie oburza. Nasz głos protestu – mówię w imieniu SDP – jest zwyczajnie ignorowany, prawdopodobnie dlatego, aby społeczeństwo w Europie znało poglądy tylko tych, którzy wbrew faktom mówią o braku wolności mediów w Polsce.

– Jak się więc bronić? Może przydałyby się działania bardziej ofensywne, a nawet „odwetowe”? – np. wypominające niemieckim mediom ich poprawne polityczne milczenie po pamiętnym sylwestrze w Kolonii, podczas którego imigranci próbowali zgwałcić kilkadziesiąt kobiet...

– Jak najbardziej tak! Ale w ramach „odwetu” proponujemy zmuszanym lub zmuszającym się do milczenia niemieckim kolegom... łamy naszych polskich gazet. Możemy ich zaprosić na nasze portale, do radia i telewizji, bo one naprawdę funkcjonują w wolny sposób! Mówię to bez ironii, bo na prywatnych profilach niektórych niemieckich dziennikarzy czytam, że ci, którzy tam wyłamują się z tego ogólnie jednoznacznego chóru mediów, po prostu tracą pracę, spotykają się z ostracyzmem towarzyskim... To nieliczni, bo większość niemieckiego świata dziennikarskiego zachowuje się tak, jakby była wydrukowana z jednej matrycy. Wszyscy mają jednakowe, liberalne poglądy.

– Może to także dlatego, że znakomita większość niemieckich dziennikarzy – wprost przeciwnie niż wielu polskich dziennikarzy – bardzo poważnie identyfikuje się z interesem swego kraju, z patriotyzmem. Można im tego tylko zazdrościć...

– To prawda, jednak myślę, że również znaczna część polskich dziennikarzy myśli dziś kategoriami dobra własnego kraju. Sądząc po treści gazet, ale przede wszystkim portali internetowych, wydaje się, że w Polsce nie jest tak źle z myśleniem o Polsce. Należałoby się bardziej martwić tylko tym, czy te głosy docierają do szerokiej opinii publicznej, czy nie są wciąż skutecznie zagłuszane.

– A tych, co najskuteczniej zagłuszają innych, zagłuszyć się przecież nie da!

– Nie o to chodzi, by kogokolwiek dosłownie zagłuszać, wręcz przeciwnie – mamy wolność słowa, więc każdy ma prawo głosić to, co uważa za słuszne. Ważne jest jednak, byśmy umieli rozpoznać, kto w mediach reprezentuje czyj interes i w czyim imieniu do nas mówi. W Polsce np. przeważająca część gazet drukowanych znajduje się w rękach zagranicznych, a konkretnie niemieckich koncernów; ponad 200 mln egzemplarzy gazet i czasopism sprzedaje rocznie na polskim rynku niemieckie wydawnictwo Bauer, ok. 110 mln – niemiecko-szwajcarskie Ringier Axel Springer, a ok. 100 mln – niemieckie wydawnictwo Passauer Presse pod polsko brzmiącą nazwą Polska Press Grupa... Jeśli do tego dodać, że nr 4 to wydawnictwo Agora z wciąż wpływową – choć już coraz mniej – „Gazetą Wyborczą”, to trudno się dziwić, że obraz Polski w Europie jest taki, a nie inny.

– Czy w Polsce podejmuje się jakiekolwiek badania prasoznawcze, które przedstawiłyby wpływ tych mediów na kształtowanie postaw społecznych?

– Niestety, nie. Nikt nie jest w stanie i chyba nie chce monitorować treści publikowanych dzisiaj przez gazety i prawie nikt nie bada tego, jaki one wywierają wpływ na polską opinię publiczną.

– Wiadomo, że dość duży, że to one ukształtowały w III RP myślenie Polaków o Polsce.

– Na szczęście od pewnego czasu mają coraz silniejszą konkurencję, bo na rynku przebiły się wcześniej marginalizowane tytuły, przemówili dziennikarze, których wcześniej pozbawiano pracy, a czytelnicy powoli zaczynają rozróżniać, kto jest kim w świecie mediów i czyje interesy reprezentuje.

– I oto mamy nowy podział na jakoby zakneblowane – według opinii zagranicy i polskiej „ulicy” – ciemne media prorządowe oraz na media opozycyjne, dzielnie walczące o wolność i demokrację...

...podział narzucony przez te media, które uważają się za wolne, nieskrępowane, niezależne, a do niedawna także mówiły o sobie, że są nowoczesne, bo cała reszta była w ich oczach ciemnogrodem.

– Od pewnego czasu te „nowoczesne” media nazywa się z przekąsem „polskojęzycznymi”, co sugeruje rodzaj ich uzależnienia. Czy można zatem mówić, że pracujący w nich dziennikarze naprawdę cieszą się pełną wolnością słowa?

– Trudno dziś mówić o niezależności dziennikarzy, ponieważ wiadomo, że w zasadniczych sprawach najistotniejsze jest zdanie właściciela danego medium. Nie oczekujmy różnych opinii od dziennikarza i jego pracodawcy, który ma jasno określony światopogląd i nie kryje swego zaangażowania politycznego. Przykładem jest list właściciela koncernu Ringier Axel Springer do polskich dziennikarzy z marca br., w którym poucza ich, co mają myśleć o bieżącej polskiej polityce, gdyby przez przypadek jeszcze tego nie wiedzieli...

– Dziennikarze zagranicznych korporacji medialnych z jakiegoś powodu dziś uważają się jednak za bardziej niezależnych i wolnych, często demonstrują swą wyższość, zwłaszcza wobec np. mediów publicznych i katolickich. Najzupełniej niesłusznie?

– Najzupełniej! Trzeba by im raczej współczuć, bo tak bardzo zamknęli się w tej swojej otoczce rzekomej niezależności, że nie dostrzegają, iż ta otoczka powoli zanika. Czytelnicy już coraz lepiej wiedzą, z kim, z jakim rodzajem dziennikarstwa mają do czynienia. Powoli mija zauroczenie wyniesione z czasów PRL-u, kiedy to na zagraniczne gazety patrzyło się jak na jakichś posłańców wolnego słowa. W okresie transformacji ustrojowej chyba wszyscy uwierzyliśmy w to, że „niewidzialna ręka rynku” rozwiąże wszystkie medialne problemy...

– A przyniosła nowe, zupełnie niespodziewane problemy. Bo oto zagraniczne gazety i czasopisma jednakowoż nie stały się – jak nas przekonywano – wzorcem dobrego dziennikarstwa...

– Otóż to! Wielokrotnie przekonałam się, że w polskiej edycji różnych zagranicznych tygodników i miesięczników trudno doszukać się rzetelnego dziennikarstwa, uczciwego opisu rzeczywistości. Często jest to po prostu wręcz tendencyjny przekaz, jakby na konkretne zamówienie polityczne lub biznesowe. Mam nadzieję, że czytelnicy tych gazet czy związanych z nimi portali internetowych zorientują się sami, że w łatwy sposób dają sobą manipulować.

– Tymczasem staliśmy się już nie tylko chętnymi konsumentami, ale przede wszystkim ofiarami tychże mediów.

– To prawda. Przez całe lata Polacy z braku innych możliwości godzili się na ten stan rzeczy. Jeśli więc dziś Zachód wytyka nam brak wolności słowa, to przypomnijmy, że na polskim rynku medialnym wciąż mamy do czynienia z dominacją zachodnich koncernów, które mogą u nas działać w absolutnie nieskrępowany sposób. Bez problemu promują np. panujący już niemal we wszystkich mediach na Zachodzie liberalno-lewacki światopogląd oraz bronią interesów własnych krajów. I można nawet powiedzieć, że w Polsce właśnie ta nadmierna wolność staje się wręcz ograniczeniem. Każdy, kto chce, może w polskiej przestrzeni medialnej doskonale funkcjonować – nie tylko doskonale zarabiać, ale też uprawiać swoją propagandę. Biedny w tym wszystkim jest właśnie tylko nasz odbiorca – czytelnik, słuchacz, telewidz, który nie wie, czego słuchać i komu wierzyć, gdzie szukać prawdy.

– Nie w mediach publicznych – przekonują polska opozycja oraz zachodnie media – bo polskie media publiczne kłamią i są dziś potężną jak nigdy dotąd tubą prorządowej propagandy...

– Warto się zastanowić, kto tu naprawdę kłamie, dlaczego kłamie i jaką propagandę uprawia... Pragnę zauważyć, że mocą ustawy zostały powołane polskie Media Narodowe, w których skład wchodzą Polskie Radio, TVP oraz Polska Agencja Prasowa, ale one tworzą nie więcej niż jedną czwartą całego rynku medialnego w naszym kraju.

– Mają zatem mniejszą moc oddziaływania niż media zagranicznych koncernów?

– Zdecydowanie tak, aczkolwiek teraz wreszcie odróżniają się od nich pod względem przekazywanych treści; już nie mówią tym samym głosem, jak to było jeszcze 2 lata temu. Problemem tych nowych polskich mediów publicznych jest dziś to, że znajdują się pod lupą wrogo nastawionej komercyjnej konkurencji, która wytyka im po stokroć każdy błąd warsztatowy, każde potknięcie, aby je zdyskredytować w oczach odbiorców, podważyć zaufanie do treści, które przekazują.

– I naprawdę nie są żadną „tubą rządową”?

– Moim zdaniem, po prostu bardziej szczegółowo niż komercyjne media informują o pracach prezydenta, parlamentu czy rządu. Wrażenie odgórnego sterowania tymi mediami ma wiele osób, ale w mojej ocenie jest ono skutkiem przede wszystkim błędów warsztatowych niedoświadczonych dziennikarzy. To zresztą temat na osobną rozmowę.

– Nieco ironizując, można powiedzieć, że to media zagranicznych koncernów mogą sobie pozwolić na zatrudnienie bardziej doświadczonych propagandystów?

– Mam czasem wrażenie, że właśnie tak robią! Narodowe media mają jednak prawo i obowiązek przedstawiać punkt widzenia państwa polskiego, co nie ma związku z żadną propagandą, lecz z najbardziej fundamentalnym interesem naszej ojczyzny – Polski. I to właśnie one zapewniają dziś większą równowagę w przestrzeni publicznej, w ogólnokrajowej debacie, czego jeszcze 2 lata temu tak bardzo nam brakowało. A zatem nawet jeśli obecnie w narodowych mediach bardziej eksponowane są racje rządzących, to jest to uzasadnione i w obecnej medialnej rzeczywistości naprawdę bardzo potrzebne.

Jolanta Hajdasz, doktor nauk humanistycznych, wykładowca akademicki, dziennikarka i publicystka, redaktor naczelny Wielkopolskiego Kuriera Wnet, pracowała m.in. w Radiu Wolna Europa, Polskim Radiu, TVN i TVP oraz w „Przewodniku Katolickim”. Jest autorką m.in. książki „Szczekaczka, czyli Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa” oraz filmów dokumentalnych: „Zapomniane męczeństwo” i „Żołnierz Niezłomny Kościoła” o prześladowaniu przez komunistów abp. Antoniego Baraniaka. Od lipca 2017 r. dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Tagi:
społeczeństwo

Treblinki nie wymyślili Polacy

2018-11-16 09:37

Magdalena Kowalewska

Dla młodzieży izraelskiej wyjazdy do Polski to szansa na łamanie stereotypów, zmienianie mentalności i postaw młodego pokolenia - uważa urodzony w Warszawie Alex Danzig, który od 60 lat mieszka w Izraelu.

Magdalena Kowalewska

Przez 25 lat Alex szkolił izraelskich przewodników przybywających z wycieczkami do Polski. – Uczę ich, że historię trzeba pokazywać z różnych perspektyw. Młodzież izraelska powinna odwiedzać obozy koncentracyjne i dawno getto warszawskie, ale powinna również poznać miejsca związane na przykład z Powstaniem Warszawskim – mówi „Niedzieli” Alex Danzig, współtwórca raportu na temat obrazu Polski w podręcznikach przeznaczonych dla uczniów izraelskich szkół średnich.

Jego zdaniem już po pięciu minutach spotkania młodych z jednego i drugiego kraju pryskają stereotypy na temat Polski i Izraela. Wszak pokolenie wychowane na smartfonach i w wirtualnym świecie jest do siebie podobne. Ma te same problemy, te same zainteresowania. – Wypracowaliśmy merytorycznie, jak mają takie wyjazdy wglądać. Podstawą powinno być zdobycie wiedzy o Zagładzie, ale także poznawanie historii Żydów polskich. Przecież przez tysiąc lat żyli oni w Polsce. Wraz Holokaustem zamordowano cywilizację żydowską – przypomina. Zdaniem Alexa młodzi z Izraela powinni zgłębiać te tematy. – Trzeba pokazać, czym jest Polska i jakie były stosunki polsko-żydowskie. Mówić o tym, a nie milczeć. Jeśli nie będziemy tego robić, będą pojawiać się półprawdy i różne stereotypy – dodaje.

Zdaniem Alexa stereotypy na temat polskiego czy izraelskiego społeczeństwa to wynik niewiedzy i ignorancji faktów historycznych. Pomocne w ich obalaniu są właśnie wymiany młodzieży.

Program wyjazdów młodych z Izraela do Polski zaczął się 30 lat temu. Na początku przyjeżdżało kilkuset uczniów, teraz są ich tysiące. Izraelska młodzież do naszego kraju przyjeżdża na zorganizowaną wycieczkę w wieku 16-17 lat. Są to dobrowolne wyjazdy, jednak nie wszyscy na nie się decydują, ponieważ są odpłatne. Wielu rodziców toczy dyskusję w Izraelu na temat kosztów wyjazdu. Mimo to około 35 tys. młodych Izraelczyków rocznie przyjeżdża do Polski. Mogą zgłaszać się klasy maturalne lub przedmaturalne. Młodsi muszą poczekać aż osiągną odpowiedni wiek. Sztandarowe miasta, które poznają młodzi to Warszawa, Kraków i Lublin. Na terenie Polski zwiedzają niemieckie obozy Zagłady. Każdy program zatwierdzany jest przez resort edukacji. Izraelski dziennik „Haarec” w lutym informował, że ministerstwo edukacji Izraela planowało w 2018 r. dofinansować wyjazdy dla 40 tys. uczniów.

Wyjeżdża też polska młodzież do Izraela. Muzeum POLIN i Stowarzyszenie Instytut Żydowski Historyczny do młodych Polaków i Izraelczyków od 13 lat kierują zaproszenie na Polsko-Izraelską Wymianę Młodzieży.

Alex podkreśla, że w pokonywaniu stereotypów polsko-izraelskich pomocne są spotkania z żywymi świadkami historii. Takie jak odbywają się w polskich szkołach. Uczniowie spotykają się z tymi, od których mogą dowiedzieć o Holokauście i historii powstania państwa Izrael. Wśród licznych szkół uczestniczących w takich spotkaniach i studyjnych wyjazdach jest między innymi kilka liceów z Częstochowy, szkoła prowadzona przez pijarów w Krakowie czy nazaretańska szkoła w Kielcach.

Grupa polskich dziennikarzy spotyka się z Alexem w sąsiedztwie Strefy Gazy, w wiosce, w której są dwa mury. Jeden graniczny, a drugi wybudowany przez mieszkańców, mający za zadanie chronić ich przed terrorystami z Hamasu. Pytamy Alexa o to, jak mówić młodemu pokoleniu o Zagładzie i drugiej wojnie światowej. Rozmówca odpowiada, że nie chodzi o współzawodnictwo w cierpieniu. – Nie dyskutujemy podczas wyjazdów, kto bardziej cierpiał. Młodzi muszą zrozumieć, kto budował komory gazowe i dlaczego – podkreśla Alex. Zwraca uwagę na ważną rolę wyszkolenia izraelskich przewodników, którzy nie mogą przekazywać podstawowej wiedzy o historii Polski. – Przewodnik musi wiedzieć, kto wymyślił i zorganizował Treblinkę. To nie byli przecież Polacy – odpowiada krótko.

Obóz Zagłady w Treblince to miejsce śmierci ponad 90 proc. członków rodziny ojca Alexa. – Nic nie pozostało po moim ojcu, który mieszkał przy ul. Miłej 20 w Warszawie. Nie zostały również żadne fotografie po moim dziadku i innych członkach rodziny – wyznaje.

Alex zabrał synów m.in. do Miejsc Pamięci Auschwitz-Birkenau. Ostatnio jego wnuczka odwiedziła nasz kraj. Córka nie chciała przyjechać do Polski. Nie jest jeszcze gotowa na łzy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: uczestnicy szczytu wysłuchali pięciu świadectw

2019-02-21 13:11

st (KAI) / Watykan

O ranach doświadczanych przez ofiary wykorzystywania seksualnego przez duchownych mowa była w świadectwach przedstawionych w formie video podczas odbywającego się w Auli Nowej Synodu w Watykanie spotkania przewodniczących episkopatów na temat ochrony małoletnich w Kościele.

Krzysztof Hawro

W pierwszym świadectwie mężczyzny z Chile mowa była o trudnościach w przekazaniu biskupom informacji o doznanym molestowaniu ze strony duchownego, potraktowaniu go jako kłamcy i wroga Kościoła. Zaapelowano o zaufanie do zeznań ofiar, okazanie im szacunku jako koniecznego warunku ich uzdrowienia a także położenie kresu ukrywania tych przestępstw.

Kolejne dramatyczne świadectwo złożyła po francusku – kobieta wykorzystywana seksualnie od 15 do 28 roku życia przez kapłana. Podkreśliła ona, że kapłani mogą bardzo pomóc, ale mogę też wyrządzić wiele szkód. Dlatego powinni zachowywać się odpowiedzialnie.

Trzecie świadectwo złożył po włosku 53-letni zakonnik. Wyznał, że po swoim nawróceniu był wykorzystywany seksualnie przez kapłana. Jako osoba dorosła doniósł o tym biskupowi, a po braku reakcji nuncjuszowi. O ile nuncjusz okazał zrozumienie, to biskup na niego napadł, nie usiłując go zrozumieć. Zaapelował do biskupów, by wysłuchiwali ofiary wykorzystywania.

Kolejne świadectwo – po angielsku przedstawił mężczyzna z USA, molestowany w młodości przez duchownego. Wskazał na przykład wyrazistej postawy wobec pedofilii zmarłego przed niemal czterema laty kard. Francisa Georga i zaapelował do biskupów o stanowcze przewodzenie ludowi Bożemu.

Ostatnie świadectwo – po angielsku złożył także mężczyzna z kontynentu azjatyckiego, wielokrotnie molestowany przez zakonnika. Wskazał on na zmowę milczenia, z jaką spotkał się wśród przełożonych zakonnych. Podkreślił konieczność jasnego wskazania i ukarania sprawców przestępstw.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Komunikat Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej

2019-02-23 13:30

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

W „Raporcie nt. naruszeń prawa świeckiego lub kanonicznego w działaniach polskich biskupów w kontekście księży sprawców przemocy seksualnej wobec dzieci i osób zależnych” z dnia 19 lutego 2019 roku zostały przekazane nieprawdziwe i zmanipulowane informacje.

Mazur/episkopat.pl
Kraków

Wszystkie wypowiedzi abpa Marka Jędraszewskiego jako metropolity krakowskiego, są w całości możliwe do zweryfikowania w niemontowanych, nagrywanych w całości przez biuro prasowe archidiecezji krakowskiej filmach ze wszystkich wystąpień publicznych od początku objęcia przez Niego archidiecezji krakowskiej, aż po dzień dzisiejszy. Wszystkie nagrania dostępne są na oficjalnym kanale YouTube archidiecezji krakowskiej Zobacz.

Abp Marek Jędraszewski jako wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Polski jest w pełni zaangażowany w tworzenie mechanizmów prewencji i obrony ofiar wykorzystywania seksualnego przez niektórych kapłanów w polskim Kościele. Jako metropolita krakowski szczególną wagę przykłada do skrupulatnego, rzetelnego i sprawiedliwego rozeznawania ewentualnych przypadków oskarżeń o wykorzystywanie seksualne przez kapłanów. Na stronie internetowej archidiecezji polecił w kilku, najbardziej widocznych miejscach, również na stronie głównej, zamieścić wszelkie informacje na temat ochrony dzieci i młodzieży oraz kontakt do osób odpowiedzialnych w archidiecezji za pomoc ofiarom przemocy seksualnej, aby pomóc ewentualnym ofiarom i ich bliskim.

To właśnie w archidiecezji krakowskiej powstało, działa i rozwija się na rzecz całego Kościoła polskiego Centrum Ochrony Dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem