Reklama

Stulecie Benedyktynek Misjonarek

2017-12-13 11:06

Urszula Buglewicz
Edycja lubelska 51/2017, str. VI

Paweł Wysoki
Uroczystość zgromadziła kilkadziesiąt sióstr z matką Marceliną Kuśmierz

Zgromadzenie Sióstr Benedyktynek Misjonarek w 2017 r. świętuje 100-lecie powstania. Z tej okazji 26 listopada w parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Puławach odbyły się uroczystości jubileuszowe

Siostry Benedyktynki pięknie wpisują się historię Puław; są wśród nas od 1945 r. Obecność sióstr to dla naszej społeczności zaplecze modlitewne, świadectwo głębokiej wiary, przykład gorliwej posługi i apostolskiej pracy. Dzięki nim w naszej parafii i mieście zrodziło się wiele powołań kapłańskich i zakonnych. Dziękczynienie za stulecie istnienia zgromadzenia jest naszą wielką radością – mówił ks. Krzysztof Krakowiak, proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Puławach. Jubileuszowa Msza św. sprawowana w uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata pod przewodnictwem abp. Stanisława Budzika zgromadziła władze zakonne z matką generalną s. Marceliną Kuśmierz, kilkadziesiąt sióstr z licznych placówek zgromadzenia w naszej archidiecezji i w Polsce, przedstawicieli różnego szczebla władz i instytucji, a także wdzięcznych wychowanków z ks. inf. Grzegorzem Pawłowskim. Benedyktynki Misjonarki przez wiele lat prowadziły w Puławach dom dziecka, a obecnie opiekują się niepełnosprawną młodzieżą. – Boża Opatrzność pozwoliła nam doczekać stulecia. Naszą wdzięczność chcemy wyrazić Bogu oraz prosić o łaski potrzebne na następne lata, by gorliwie służyć w charyzmacie Matki Założycielki – mówiła we wprowadzeniu przełożona domu sióstr w Puławach, prosząc o modlitwę w intencji rozwoju zgromadzenia zgodnie z duchem św. Benedykta i matki Jadwigi Kuleszy.

Troska o sieroty

Zgromadzenie Benedyktynek Misjonarek zostało założone przez Jadwigę Kuleszę w 1917 r. w Białej Cerkwi k. Kijowa. Nowa wspólnota, nawiązująca do reguły św. Benedykta (z hasłem przewodnim: „Aby Bóg we wszystkim był uwielbiony”), gotowa podążać ścieżkami Ewangelii po współczesnych sobie drogach świata, w charyzmacie w szczególny sposób skupiła się na niesieniu pomocy osieroconym dzieciom. Wkrótce po powstaniu, gdy wybuchła wojna polsko-bolszewicka, zgromadzenie musiało opuścić okolice Kijowa. Pierwsze siostry osiadły więc na Wołyniu, gdzie podjęły katechizację i apostolat wśród młodzieży żeńskiej. Wierne charyzmatowi, prowadziły domy dziecka, intuicyjnie stosując rozpowszechniany dziś system opieki tzw. rodzinkowy. II wojna światowa i kolejna zmiana granic zmusiła siostry do przeprowadzki na tereny nowej Polski. W 1945 r. część sióstr wraz z podopiecznymi znalazła się w Puławach. Przez dwa tygodnie przesiedleńcy zamieszkiwali w magazynie kolejowym, zdani na pomoc innych. Mimo powojennej biedy mieszkańcy Puław zatroszczyli się o najuboższych. Wkrótce repatrianci otrzymali dom, ale władze komunistyczne nie zabezpieczyły funkcjonowania domu dziecka. Mimo to siostry z pomocą mieszkańców miasta i okolic, z wielkim oddaniem troszczyły się o „swoje” sieroty. Dom dziecka przy al. Królewskich funkcjonował do 1948 r., kiedy to o zwrot nieruchomości upomniał się właściciel. Mimo przeciwności siostry postanowiły nie opuszczać Puław i osiedliły się przy ul. Czartoryskich. Do 1961 r. z wielkim oddaniem prowadziły dom dziecka, który władze przekształciły w ośrodek dla niepełnosprawnych intelektualnie chłopców. Rozpoznając znaki czasu, siostry podjęły się prowadzenia specjalnego ośrodka wychowawczego, który dziś jest wzorem dla innych ośrodków specjalnych.

Reklama

Wotum wdzięczności

Z czasem warunki lokalowe wymusiły na zgromadzeniu wybudowanie nowego ośrodka. Bezpieczne miejsce na potrzebną dla sióstr i ich podopiecznych inwestycję znalazło się w bliskim sąsiedztwie kościoła pw. Miłosierdzia Bożego. Decyzja sióstr o pozostaniu w Puławach spotkała się z życzliwym przyjęciem władz kościelnych i miejskich, a przede wszystkim mieszkańców, którzy modlitwą, dobrym słowem i ofiarnym groszem wciąż wspomagają pracę rozmodlonych zakonnic. Tysiące Puławian zna je osobiście, bo wpisały się w historię życia przez gorliwą pracę katechetyczną przy parafiach i w szkołach. W pamięci wielu obecna jest również charyzmatyczna przełożona i powojenna dyrektora domu dziecka s. Klara Staszczak. Dla osieroconych dzieci była kochającą i wymagającą, najlepszą pod słońcem matką. Wśród duchowych dzieci s. Klary znajduje się ks. Grzegorz Pawłowski, a właściwie Jakub Hersz Griner. Żydowskie dziecko ocalałe z Holokaustu s. Klara wychowała na dobrego człowieka, który wybrał Chrystusa i kapłańską drogę życia. S. Klarze i innym zasłużonym dla zgromadzenia osobom poświęcona jest okolicznościowa wystawa pt. „Siła wielkich Polaków”. Można ją oglądać w nowym domu przy ul. Kowalskiego 3, wybudowanym jako wotum wdzięczności za 100 lat zgromadzenia. W klasztorze znajduje się otwarta dla wszystkich kaplica, w której przechowywane są relikwie św. Benedykta. W gościnnych progach swoje miejsce znajdują wszyscy zainteresowani duchem benedyktyńskim, a także chorzy, starsi i samotni. Posługi realizowane w ramach projektów „Benedictus” i „Misericordia” są kolejną odpowiedzią na potrzeby czasu.

Bóg we wszystkim uwielbiony

Dziękując za świadectwo życia poświęconego Bogu i opartego na Ewangelii, życia przepełnionego modlitwą, duchem ofiary i miłości do człowieka, abp Stanisław Budzik podkreślał: – Siostry, poświęcając się pracy opiekuńczo-wychowawczej, uczą nas odkrywać Chrystusa, który cierpi i potrzebuje pomocy w swoich braciach najmniejszych, potrzebujących troski i miłości. Za papieżem Franciszkiem, który z okazji Roku Życia Konsekrowanego mówił o potrzebie patrzenia w przeszłość z wdzięcznością, na teraźniejszość z pasją i w przyszłość z nadzieją, mówił: – Benedyktyni Misjonarki spoglądają na historię zgromadzenia z wdzięcznością; dziękują za dzieło św. Benedykta, które ciągle stanowi inspirację dla ich charyzmatu i odpowiadają na znaki czasu, przez które przemawia Duch Święty, wyznaczając kolejne zadania. Przeżywają teraźniejszość z pasją, czego przykładem jest nowy ośrodek i liczne w parafii dzieła apostolskie. Patrzą w przyszłość z nadzieją; modlą się o nowe powołania i bez granic ufają Chrystusowi, dla którego nie ma nic niemożliwego. Dla Niego żyją i pracują, starając się, by Bóg był we wszystkim uwielbiony. Jakby w odpowiedzi matka Marcelina Kuśmierz mówiła: – Dla sióstr ważne są słowa Chrystusa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mniecie uczynili”.

Tagi:
jubileusz zgromadzenie

Bezpieczny azyl

2018-01-24 12:44

Anna Skopińska
Edycja łódzka 4/2018, str. VIII

Kamil Gregorczyk
Kalkutki pomagają nie tylko materialnie, ale przede wszystkim duchowo

Dwa miejsca w Łodzi. Obydwa nierzucające się i niekrzyczące o tym, co robią. W jednym posługują siostry kalkutki. Ich obecność w Łodzi jest dla wielu doświadczonych przez los ludzi, którzy nie umieją poradzić sobie z problemami codziennego dnia, prawdziwym błogosławieństwem. Bo okazują miłość drugiemu człowiekowi. Tak prosto, bezwarunkowo i pięknie.

Drugim jest stacja, którą obsługują świeccy. Ale realizując charyzmat świętego. Szczególnie teraz, gdy na dworze mróz, gdy nie ma się gdzie podziać, widać, co robią.

Materialnie i duchowo

W każdą niedzielę grubo ponad setka osób uczestniczy w dwóch Mszach św. odprawianych w malutkiej kaplicy Sióstr Misjonarek Miłości w Łodzi. Najpierw rozpoczynające się Eucharystią spotkanie rodzin, po którym rodzice, dziadkowie, opiekunowie gromadzą się w stołówce na wspólnym śniadaniu i rozmowach, a dzieci trafiają pod opiekę sióstr i wolontariuszy.

Są dla nich specjalne katechezy, jest modlitwa, posiłek. Czekają na ten dzień. Wielu w codziennym życiu stara się być twardymi, ale w rozmowach z siostrami otwierają się i opowiadają o swoich problemach, często wielkich kłopotach, boleściach. A misjonarki słuchają i pomagają. Jak podkreślają – ważna jest tu pomoc duchowa, rozmowa, to, że nikt nie „zbywa” przychodzących, że posłucha, jak płaczesz.

Przychodzą tu od wielu już lat, niektóre rodziny już 5 czy 7.

Chwalą siostry za ich serce i poświęcenie dla drugiego człowieka. Nigdy nie wychodzą z pustymi rękoma, dostaną jedzenie, czasem ubrania dla dzieci, najmłodszym siostry podarują zawsze coś słodkiego.

Samotni i chorzy

Po południu dom odwiedzają bezdomni i samotni. Przychodzą ok. 15 na Mszę św. Tak jest codziennie, oprócz czwartków. Potrzebujący wspólnej modlitwie siadają razem do stołów. Przyjeżdżają tu z niemal z całej Łodzi ci, którzy śpią na dworcach, na klatkach schodowych, ulicach, czy też samotni, którym ciężko jest związać koniec z końcem. Te prawie dwie godziny spędzone razem pod skrzydłami kalkutek, to dla nich naprawdę dużo. Tak, jak dla kilkorga podopiecznych, którym siostry dały dach nad głową. Do stworzonej przez misjonarki noclegowni trafili bez środków do życia, bez perspektyw. Tu starają się zweryfikować swoje życie, deklarują jego przemianę. Wielu właśnie tu doświadcza swego człowieczeństwa. Mówią, że to wielka zasługa cichych, pokornych i skromnych sióstr.

W domu mieszkają także, już na stałe, niepełnosprawni. Kilkunastu mężczyzn. Chorzy z amputowanymi nogami, na wózkach, bezdomni, którymi nikt już nie chciał się zająć. Nie dawano im nawet szansy na dom, na pomoc, na doświadczenie czegoś dobrego. Siostry opiekują się nimi najlepiej, jak mogą, opatrują rany, karmią, opierają. Bezinteresownie. Każdego dnia. Jak mówią podopieczni – siostry nie odrzucają nikogo, w każdym potrafią dostrzec bliźniego i go pokochać. Może dlatego ci – odrzuceni i niechciani – tak licznie przystępują do spowiedzi i Komunii św. Często tylko tym i aż tym mogą podziękować.

Miłość zwycięża cierpienie

Z ich pomocy każdego dnia korzysta ponad 100 osób. Nie tylko ci, którzy przychodzą na posiłek czy umyć się w łaźni, pozostający w trudnej sytuacji życiowej i materialnej, którzy dostają paczki żywnościowe, ale też ludzie chorzy, samotni, leżący w domach, cierpiący na różne schorzenia.

Stacja Opieki Środowiskowej Konwentu Bonifratrów w Łodzi to jedyne takie miejsce w naszym mieście, które oprócz jadłodajni i pomocy potrzebującym realizuje też misję opiekuńczą w domach pacjentów. Do tych chorych wyjeżdżają dwie pielęgniarki, dwie opiekunki i jeden brat bonifrater. Mają pod swoją opieką kilkunastu podopiecznych. Pielęgniarki umyją, podadzą leki, pomogą posprzątać, zrobić zakupy tym, którzy tego wymagają, zrobią zastrzyki czy ustawią kroplówkę. Porozmawiają, potrzymają za rękę. To praca, która powinna być powołaniem. I nim jest. Pracownicy stacji dzięki podopiecznym rozumieją, że radością i szczęściem może być drobny, nawet niezauważalny gest, uśmiech, dotknięcie ręki, wypowiedziane słowo, bo dla tych przychodzących tu jest czymś bardzo ważnym. Dlatego starają się dać tym, do których są posłani, całe serce. I nie zapominać, że to „miłość zwycięża cierpienie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Dlaczego posłowie ignorują życie dzieci?

2018-04-20 17:38

Artur Stelmasiak

Jakich opinii potrzebują posłowie, aby przestać zabijać dzieci? - z takim pytaniem Kaja Godek zwróciła sie do szefowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.

Magdalena Kowalewska

Od kilku miesięcy projekt ustawy zakazującej aborcji eugenicznej czeka na rozpatrzenie przez sejmową Komisję Polityki Społecznej i Rodziny. Podczas ostatniego posiedzenia odrzucono wniosek o dopisanie #ZatrzymajAborcję do harmonogramu prac. Jednocześnie przewodnicząca komisji Bożena Borys-Szopa stwierdza w mediach, że prezydium komisji pracuje już nad ustawą zbierając na jej temat opinie.

Z drugiej strony rzecznik prasowy Prawa i Sprawiedliwości Beata Mazurek mówi, że prace nad #ZatrzymajAborcję nie są prowadzone. Aby rozwiać wątpliwości, co dzieje się z projektem obywatelskim, komitet #ZatrzymajAborcję postanowił zwrócić się z zapytaniem w trybie dostępu do informacji publicznej. - Mamy więc sprzeczne informacje o tym, co dzieje się z naszym projektem. Musimy wyjaśnić, kto mówi prawdę, a kto kłamie - mówi "Niedzieli" Kaja Godek. - Przecież jedna pani poseł mówi, że komisja pracuje nad wnioskiem, a druga pani mówi dokładnie coś innego. Gdy będziemy mieli wszystko na papierze, to dowiemy się prawdy.

Komitet inicjatywy ustawodawczej prosi o wskazanie do jakich podmiotów poza sejmową Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka zwróciło się prezydium Komisji Polityki Społecznej i Rodziny o zaopiniowanie obywatelskiego projektu ustawy „Zatrzymaj aborcję” oraz przesłanie kserokopii ww. wniosków o opinie.

Obrońcy nienarodzonych dzieci pytają też treść tych opinii oraz proszą o wskazanie w jakim terminie prezydium Komisji Polityki Społecznej i Rodziny zamierza skierować obywatelski projekt ustawy „Zatrzymaj Aborcję” do pracy w komisji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: zakończyły się 18. Dni Tischnerowskie

2018-04-22 10:36

led / Kraków (KAI)

O zagrożeniach wolności słowa, o wolności w sztuce i o roli słowa w polityce rozmawiali uczestnicy tegorocznej 18. edycji Dni Tischnerowskich, które przebiegały pod hasłem „Wolność i słowo”. Wydarzenie odbyło się w dniach 18 – 21 kwietnia w Krakowie. Zdaniem uczestników, wolność słowa wiąże się z prawem do wyrażania własnych myśli i prawem do życia w świecie niezafałszowanym, ponieważ tylko dysponując wolnym słowem, można rozmawiać o tym co łączy i dzieli.

tischner.pl
Jan Paweł II i ks. Józef Tischner w Castel Gandolfo

Dni Tischnerowskie zainaugurowała uroczysta Msza św. w intencji patrona wydarzenia. W nabożeństwie w Uniwersyteckiej Kolegiacie św. Anny uczestniczyła rodzina ks. prof. Tischnera, przyjaciele, pisarze, publicyści, naukowcy oraz przedstawiciele Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie i Uniwersytetu Jagiellońskiego. W trakcie Mszy św. ks. prof. dr hab. Jarosław Jagiełło, dziekan Wydziału Filozoficznego UPJPII i przyjaciel ks. Tischnera powiedział, że on wciąż żyje w słowie jakie pozostawił i w myśli o wolności.

W drugim dniu wydarzenia prof. Timothy Garton Ash, gość specjalny tegorocznych Dni Tischnerowskich wygłosił wykład pt. „Wolne słowo: dziesięć zasad dla połączonego świata”. Taki sam tytuł nosi wydana właśnie jego książka, od której organizatorzy zaczerpnęli motyw przewodni tegorocznego spotkania. Wybitny brytyjski historyk mówił o zagrożeniach wolności słowa w Polsce i na świecie.

W trakcie wystąpienia profesor wyznał, że miał zaszczyt dobrze znać ks. Józefa Tischnera, a „Etyka Solidarności” to książka, która gigantycznie na niego wpłynęła, wtedy gdy pracował nad własną książką o solidarności. - Wszyscy przecież pytamy co poszło nie tak? Wychodzi na to, że mieliśmy niedostateczną etykę solidarności, to dotyczy nie tylko Polski, ale też innych państw – powiedział.

Zdaniem prof. Timothy'ego Gartona Asha, państwo powinno dać wolność słowa, aby ludzie mogli wybrać swoją wolność mowy. - Tischner zawsze myślał o prawdzie i wypowiadał prawdę. Mówił o tym ze stanowczą uprzejmością. Nie unikał trudnych tematów. Robił to z gigantyczną, ludzką dozą ciepła i empatii. Był modelem odpowiedzi na pytanie: jak słowo wolnym ma być? - podkreślił prelegent.

Według niego, wolność słowa konieczna jest do tego, aby móc poszukiwać prawdy. Jak podkreślił, umiejętność wyrażania się jest niezbędna do tego, aby móc żyć w społeczeństwach wielości i to jego zdaniem stanowi klasyczny argument za wolnością słowa. - Na skutek masowych migracji i internetu stajemy się sąsiadami wszystkich. To nie globalna wioska, to globalne miasto, które fizycznie zamieszkujemy – wyjaśniał prof. Garton Ash, dodając, że internet daje szansę dla wolności słowa, gdyż ułatwia kontakt między ludźmi, ale przynosi też niebezpieczeństwo, którym jest nadzór i możliwość manipulacji.

Profesor podkreślał, że ludzi muszą być wolni i mieć zdolność do wyrażania siebie i swoich myśli. Jego zdaniem, najpowszechniejszą przeszkodą dla wolności słowa jest przemoc lub strach przed przemocą. W trakcie wystąpienia zwracał uwagę na zagrożenia, jakie – jego zdaniem – są w Polsce. Wśród nich wymienił ograniczenia umieszczone w prawie o zniesławieniu i prawo dotyczące pamięci historycznej. Zdaniem prof. Timothy'ego Gartona Asha, w Polsce istnieje mowa niebezpieczna, która często prowadzi do szkody psychologicznej. - Z wszystkich zagrożeń demokracji liberalnej w Polsce tym co jest najważniejsze są media. Nieocenzurowane media, którym możemy ufać, prezentują różne poglądy i są wiarygodne. Niestety wiemy co w Polsce się stało – mówił profesor, dodając, że jego zdaniem telewizja w Polsce jest upartyjniona. - O wolne słowo wciąż trzeba walczyć, ponieważ wciąż jest atakowane w wielu krajach – powiedział mówca.

W ramach wydarzenia odbyła się także debata poświęcona wolności słowa we współczesnym świecie. Uczestnicy zastanawiali się w jakiej relacji pozostaje wolność słowa w stosunku do innych wolności, czy jest „matką innych wolności”?

Zdaniem Henryka Woźniakowskiego, prezesa Wydawnictwa Znak, wolność słowa jest wolnością niezwykle fundamentalną, ale uznanie jej za taką, zależy od koncepcji człowieka i tego, jakie wyobrażenie o człowieku reprezentuje dana osoba. Według niego, tradycyjna wizja człowieka przyznaje każdemu człowiekowi jego niezmywalną godność. - To wolność fundamentalna, ponieważ pierwotną jest wolność myśli. Jeżeli wolność myśli jest tą wolnością fundamentalną i jeśli mamy myśl splątaną to jesteśmy zniewoleni – wyjaśniał Woźniakowski, dodając że myśl, która mgliście się rysuje w głowie, nabiera właściwego wyrazu w momencie gdy jest wyartykułowana. Odwołując się do ks. prof. Józefa Tischnera podkreślił, że wolność odbywa się zawsze na jakiejś scenie, czyli pomiędzy ludźmi.

- W gruncie rzeczy na tej scenie pierwszym sygnałem jest słowo. Wymiana słów na scenie ludzkiego dramatu jest spotkaniem wolności – wyjaśniał mówca. Z kolei pisarz i reporter Wojciech Jagielski mówił o tym, czy w innych kulturach i tradycjach wolność słowa zawsze jest postrzegana jako ta źródłowa. Jak wyjaśniał, niekiedy wolność jednostki ma mniejsze znaczenie niż wolność wspólnoty, ale jest czymś fundamentalnym. Mówiąc o swoich doświadczeniach z pobytu w Afryce i Afganistanie powiedział, że kiedyś wydawało mu się, że gdy zagrożone jest życie, wolność słowa musi ustąpić. -Teraz sądzę, że może stawała się mniej pilną, ale nie mniejszą – mówił Jagielski.

Podczas tegorocznych Dni, uczestnicy spotkań rozmawiali także na temat wolności słowa w sztuce, o tym, czy poprawność polityczna jest koniecznym ograniczeniem wolności, czy jej zaprzeczeniem, a także na temat roli słowa w polityce.

Nowością tegorocznej edycji było Otwarte Forum Filozoficzne „OFF Tischner”. Stanowiło ono zaproszenie dla wszystkich, którzy chcieli kontynuować dyskusję o tym, co usłyszeli w czasie spotkań. W wydarzeniu uczestniczyli filozofowie związani z krakowskim Instytutem Myśli Józefa Tischnera. Zdaniem Wojciecha Bonowicza, publicysty i biografa ks. Tischnera „wolność słowa” należy do tych sformułowań, które często przyjmowane są bezrefleksyjnie. Jego zdaniem, jednak relacje między wolnością a słowem wcale nie są takie proste. - Słowa mogą zmieniać znaczenia, ustanawiać nową rzeczywistość, wywyższać lub poniżać, krzywdzić lub naprawiać krzywdę – a to wszystko sprawia, że obok gromkiego „tak” dla wolności słowa zawsze pojawia się jakieś „ale” - podkreślał publicysta.

- Niewiele daje wolność mówienia, jeśli słowo wypowiadane nie jest wolne. Jeśli jest spętane egocentryzmem, kłamstwem, podstępem, może nawet nienawiścią lub pogardą dla innych – dla tych, na przykład, którzy różnią się narodowością, religią albo poglądami. Niewielki będzie pożytek z mówienia i pisania, jeśli słowo będzie używane nie po to, aby szukać prawdy, wyrażać prawdę i dzielić się nią, ale tylko po to, by zwyciężać w dyskusji i obronić swoje – może właśnie błędne – stanowisko – mówił, cytując słowa św. Jana Pawła II. Według Bonowicza, jesteśmy obecnie w nowej sytuacji kulturowej: gwałtownego poszerzenia możliwości komunikacyjnych. - Pojedyncze słowo, zdanie, czy pogląd, wydaje się mieć większą niż kiedykolwiek moc rażenia, a z drugiej strony – zdaje się ginąć w masie łatwo namnażanych i rozpowszechnianych słów – tłumaczył.

Tradycyjnie podczas Dni Tischnerowskich wręczona została Nagroda Znaku i Hestii im. ks. Józefa Tischnera. Nagroda przyznawana jest w trzech kategoriach wybitnym intelektualistom, publicystom i działaczom społecznym. Promuje w Polsce styl myślenia i postawy łączące intelektualną rzetelność, odwagę i wrażliwość na drugiego człowieka – wartości jej patrona.

W kategorii pisarstwa religijnego lub filozoficznego, stanowiącego kontynuację „myślenia według wartości”, nagrodę otrzymał filozof Miłosz Puczydłowski. Młody uczony został wyróżniony za studium „Religia i sekularyzm. Współczesny spór o sekularyzację”, w którym „ukazuje splątaną genealogię, a w konsekwencji wzajemne zapośredniczenie religijnych i świeckich modeli rozumienia współczesnej kultury. Jego wnikliwe analizy wyczulają na to, co łączy – otwartość na dobro, które przemienia i przekracza podziały”.

- Najważniejszym tematem filozofii ks. Józefa Tischnera było spotkanie z drugim człowiekiem. Wnioski jakie z tego wciągnął były takie, że wobec drugiego człowieka nie wolno przejść obojętnie. Dzisiaj ta postać, wobec której nie możemy przejść obojętnie ma twarz przybysza, uciekiniera, uchodźcy - mówił Miłosz Puczydłowski. - Spotykamy się z nimi nie tylko na wyspie Lampedusa, czy Lesbos, gdzie widzieliśmy papieża Franciszka, ale u naszych granic też są tacy ludzie, niektórym udało się wjechać do Polski i myślę tutaj o czeczeńskich rodzinach, które koczowały na dworcu w Brześciu. Dzieci zmuszone były mieszkać na dworcu i spotkała je wielka krzywda, także ze strony Polski, która nie chciała ich wpuścić, a także myślę, że ubiegać się o to, aby mogli tutaj zostać – powiedział laureat. Jak dodał, pomoc tym rodzinom ofiarowała obecna na uroczystości Marina Hulia, która opiekowała się potrzebującymi w Brześciu. Filozof zadeklarował, że swoją nagrodę przekaże czeczeńskim rodzinom.

W kategorii publicystyki lub eseistyki na tematy społeczne, która uczy Polaków przyjmować „nieszczęsny dar wolności”, nagrodę otrzymał Krzysztof Czyżewski, animator kultury i eseista. Jury nagrodziło jego książkę „Małe centrum świata”, podkreślając, że są to „zapiski praktyka idei”, podpowiadające „ jak budować niewidzialne, ale odporne na szaleństwa polityki i historii mosty między narodami, religiami i kulturami”.

Laureat odbierając Nagrodę nawiązał do słów ks. Tischnera, który powiedział, że „nie ważne jak się żyje, ale ważne z kim”. - Wszystkiego jak tworzyć małe centrum świata dowiedzieliśmy się ucząc się słuchać. A później szukać odpowiedzi i praktycznych działań. A więc takie nasłuchiwanie w miejscu, w którym przyszło nam żyć to jest wielka część tej pracy, którą wspólnie wykonujemy – mówił Czyżewski. - Wiedza bierze się z miejsca, z ludzi, z pamięci i historii, czyli z tych wszystkich elementów, którymi staramy się nasączać naszą pracę – dodał.

W kategorii inicjatyw duszpasterskich i społecznych współtworzących „polski kształt dialogu Kościoła i świata” nagrodę otrzymał Jan Jakub Wygnański, animatorem ruchu organizacji pozarządowych w Polsce. Został wyróżniony „za całokształt działalności na rzecz sektora organizacji pozarządowych w Polsce. Jego wytrwała praca służy wzmocnieniu ruchów obywatelskich, a także rozpoznawaniu nowych wyzwań, które przed nimi stoją” - napisano w werdykcie.

- Filozofa ks. Tischnera uodporniła mnie na wiele rzeczy. On był duszpasterzem w takim prawdziwym rozumieniu, wiedział co znaczy pasterzowanie. Wiedział, że w nas jest i siła ciążenia i łaska i że każdą ewolucję moralną trzeba zaczynać od siebie – powiedział laureat, dziękując za wyróżnienie.

Celem Dni Tischnerowskich jest upamiętnienie osoby i dzieła ks. Józefa Tischnera oraz podejmowanie refleksji nad zagadnieniami, którymi się interesował. Spotkanie gromadzi co roku filozofów, naukowców, aktorów i reżyserów, którzy debatują na temat jego bogatej twórczości.

Ks. prof. Józef Tischner był filozofem, teologiem, publicystą, duszpasterzem, jednym z najwybitniejszych współczesnych europejskich filozofów chrześcijańskich. Był też jedną z najciekawszych postaci polskiego życia intelektualnego w drugiej połowie XX wieku, komentatorem naszej rzeczywistości: bezlitosnym w polemikach, a jednocześnie otwartym na różnorodność opinii i przekonań. Do najbardziej znanych, tłumaczonych na wiele języków, książek należą "Myślenie według wartości", "Polski kształt dialogu", "Etyka solidarności". W 1999 roku otrzymał Order Orła Białego – najwyższe polskie odznaczenie.

Jako filozof interesował się głównie problemami istnienia i teorii wartości, ale nie stronił od publicystyki, starając się dotrzeć swoimi przemyśleniami o Polsce, chrześcijaństwie i Kościele do jak najszerszego grona odbiorców. Był postacią bardzo popularną, obecną w mediach. Przez lata publikował w "Tygodniku Powszechnym" i "Znaku".

Zmarł w Krakowie 28 czerwca 2000 r. w wieku 69 lat. Został pochowany w Łopusznej, skąd pochodził.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem