Reklama

Sklep sakralny

To najlepsze, co mnie spotkało

2017-12-13 11:06

Anna Skopińska
Edycja łódzka 51/2017, str. IV

Archiwum DSM
S. Magdalena Krawczyk z jednym z podopiecznych

Anna Skopińska: – W tym roku minęło 25 lat od powstania Domu Samotnej Matki. Czy jest jakaś różnica, jeśli chodzi o środowiska, z których kobiety trafiały tu kiedyś i obecnie?

S. Magdalena Krawczyk: – Na przestrzeni 25 lat można zauważyć zmianę w profilu podopiecznych. Na początku funkcjonowania domu były to głównie studentki, dziewczyny pochodzące z tzw. normalnych rodzin, którym gdzieś zdarzyła się przypadkowa, nieplanowana ciąża. I chroniły się w DSM, by urodzić, ale też często, by oddać dziecko do adopcji.
Teraz ten profil podopiecznych znacznie się różni. Są to kobiety pochodzące z nizin społecznych, z bardzo trudnych rodzin, gdzie zerwane są te podstawowe więzy, dotkniętych problemem alkoholowym, przemocą, biedą, wykluczeniem społecznym. Często są to też ofiary przemocy domowej, które uciekają przed agresją ze strony partnera bądź też swoich rodziców. Są matki wielodzietne, które przychodzą tu już z dwójką, trójką dzieci, będąc w kolejnej ciąży.

– A wiekowo – to młode dziewczyny czy już może dojrzałe kobiety?

– To bardzo młode matki. Często niepełnoletnie. Dwa lata temu miałyśmy tu 7 niepełnoletnich matek. Taka średnia granica wieku to 20-22 lata. Najmłodsza w tej chwili ma 17 lat.

– One tu są do pewnego momentu, potem idą w świat. Czy Siostrę, siostry, interesuje to, co z nimi się dalej dzieje, czy ten kontakt z podopiecznymi jest utrzymywany?

– To zależy od nich. Są matki, które zupełnie się odcinają i nie chcą wracać do tego etapu swojego życia, ale one stanowią margines. Z większością z nich mamy kontakt. Niedawno przyszły dwie mamy ze swoimi dziećmi. Mieszkały tu 4 lata temu, nie mogły być na jubileusz, a ponieważ to była dla nich ważna uroczystość zjawiły się w dniu, gdy miały obie wolne w pracy. Przyszły z dziećmi. Dla nich to była radość i dla mnie też. Krzysio, jedno z dzieci, bardzo cieszył się ze spotkania. Już od rana mówił do mamy, że szkoda, że nie może cofnąć się w czasie do tych miesięcy, gdy był mały i tu wrócić – do starego domu. A wcześniej, za każdym razem, idąc czy jadąc obok domu, pokazywał go i mówił – tutaj jest nasz stary dom. Chłopiec spędził tu 2 lata. Jak przyszedł – był dwulatkiem i ten czas dobrze mu się zapisał.

– To też taka nagroda dla was – takie słowa, takie spotkania – za tą pracę. Na czym polega praca Siostry Dyrektor, ale też pewnie Siostry pracownika?

– Staram się unikać pracy biurowej, choć to też część moich obowiązków, ale koncentruję się głównie na pracy z mamami. A ta odbywa się na wielu poziomach – duchowym, socjalnym czy medycznym jako położna. W domu jest możliwość terapii indywidualnej, spotkań grupowych, są warsztaty z położną czy doradcą zawodowym, odbywają się kursy aktywizacyjne. Jednak najczęściej najpierw jest praca u podstaw, bo trzeba nauczyć te dziewczyny choćby tego, by zadbały o własną higienę czy higienę dziecka. By nauczyły się sprzątać, wstawiać pranie, przygotowywać posiłki. One mają tego typu braki. Dopiero potem można wchodzić już w kolejne etapy. Chcemy te nasze mamy wzmacniać jako kobiety. By nabrały poczucia własnej wartości i sprawczości. I te metamorfozy po jakimś czasie są widoczne gołym okiem. Widać, jak zmieniają się fizycznie, zaczynają dbać o siebie, czują się atrakcyjniejsze jako kobiety, bo ufarbują sobie włosy, podmalują, ładnie ubiorą. Myślę, że to też jest ważny dla nich etap, gdy przychodzą tu zaniedbane, zniszczone i dzieje się taka pierwsza widoczna gołym okiem zmiana. To jest ta moja psychologiczna i edukacyjna praca. Jest też ta duchowa, bo to często kobiety pogubione, dla których relacja z Panem Bogiem zakończyła się na etapie szkoły podstawowej czy I Komunii św. A tu obecność sióstr czy księdza daje im możliwość, jeśli chcą, na uporządkowanie tej sfery i na powrót do Pana Boga.

– Chcą? Wracać, uczyć tych wszystkich rzeczy czy raczej przychodzą z taką postawą roszczeniową, że mnie się to wszystko należy?

– Rożnie to bywa. Czasami nie rozumieją, po co to jest. Dopiero po jakimś czasie dostrzegają, że jest im to potrzebne. Moja dewiza mówi, że trzeba żyć tak, by moje życie było dla innych znakiem dobroci Boga. Być może one nie sięgną do Biblii, nie przyjdą na Mszę św., ale przez moją dobroć zobaczą, że Bóg też dla nich jest dobry. I zaczyna się od prostych spotkań, projekcji filmu, takiej pracy, jak z dziećmi. Wtedy rodzą się pytania, jakieś dyskusje, potem gdzieś dopiero jest to podprowadzenie do sakramentu spowiedzi.

– Siostra często zamieszcza na Facebooku apele o modlitwy, informacje, że któraś z kobiet ma problem z ciążą, że ktoś jest chory. Dużo jest takich sytuacji?

– Tak. I stąd te apele. Wiem, że sama po ludzku tego nie udźwignę. Ostatnio była taka sytuacja, że przyszła do nas pobita mama z dzieckiem. Będąc już u nas, nie wróciła na noc, nie było z nią kontaktu, akcja policji trwała dość długo. Wtedy proszę o modlitewne wsparcie. Proszę też o modlitwę w sytuacji zagrożenia ciąży. W minionym roku miałyśmy tu 18 kobiet z ciążą powikłaną, problemową, zagrożonych poronieniem. Gdzieś to też wynika z tego, że nie dbały o swoje zdrowie albo nie miały do tego warunków.

– Gdy zdarzają się takie sytuacje, to w DSM jest alarm czy raczej spokój i wyczekiwanie?

– Wszystko odbywa się na spokojnie. Ufam, że we wszystkim jest Boża łaska i że to On tym kieruje. W sytuacjach awaryjnych szukam wsparcia modlitewnego, ale generalnie każdy, kto tu pracuje, wie, co ma robić i uruchamia się wtedy odpowiednie procedury.

– W sytuacji tych młodych kobiet zmienił coś program 500+? Widać poprawę ich życia, te pieniądze stanowią jakąś pomoc?

– Dla mnie to kwestia dyskusyjna, jeśli chodzi o ten typ podopiecznych. Dobre jest to, że mamy które się wyprowadzają, a przez rok odkładały sobie ten dodatek na dziecko, mogą kupić meble i wyposażyć mieszkania czy wyjechać gdzieś na wakacje z dziećmi. Dobre, bo korzystają na tym dzieci. Nie u wszystkich tak jest. Dla niektórych jest to demoralizujące, zwłaszcza że tych pieniędzy nie liczy się do dochodu. Niektórym mamom spada wtedy morale. Bo państwo je wspiera, daje tyle różnych świadczeń, że trudniej je zmotywować do pójścia do pracy. Na szczęście to margines. Myślę, że bardziej ten dodatek służy rodzinom wielodzietnym, niebędącym w placówkach i podejmującym pracę. Niekoniecznie tutaj.

– To jedyny dom o takim profilu w Łodzi. Potrzeba byłoby więcej takich miejsc, czy może jest to wystarczające?

– Jeden dom to za mało. Często mamy obłożenie, długą listę oczekujących, zwłaszcza w czasie jesienno-zimowym. Bywa, że na przyjęcie czeka po 20 osób. A jeśli założymy, że każdej matce przysługuje rok pobytu tutaj i chciałaby ten rok wykorzystać, to jak przyjmę 60 matek na początku roku, to przez rok nie mogłabym już nikogo przygarnąć.

– Dom współpracuje z innymi placówkami?

– Z ośrodkiem dla ofiar chroniących się przed przemocą z ul. Franciszkańskiej, z domami dziecka i z domem dla matek małoletnich.

– Wspomniała Siostra, że kobiety starają się wychowywać swoje dzieci, tworzyć im rodziny. Zdarzają się sytuacje, że wasze dzieci trafiają do domów dziecka?

– Wtedy, gdy wyczerpiemy wszelkie możliwości pomocy i gdy matka jest agresywna albo uzależniona aktywnie, albo porzuca dziecko – to tak, zdarzają się takie sytuacje. Mniej jest sytuacji, gdy matka oddaje dziecko do adopcji. Bardziej starają się zachować dziecko przy sobie, choć niekoniecznie są wydolne wychowawczo. Ale dom dziecka to zawsze jest ostateczność.

– Praca w domu nie jest przewidywalna ani spokojna...

– Jak ktoś mnie rano pyta, jakie mam plany, to odpowiadam, że ich nie mam. Oczywiście – jakiś ogólny zarys dnia tworzę, ale i tak wiem, że to wszystko może ulec zmianie. Czasem wieczorem mówię – koniec dnia, spokój, a tu ktoś nie wraca do domu albo ktoś weźmie narkotyki.

– Martwi się wtedy Siostra?

– Boję się o dzieci. Kobieta jest dorosła, ma wolną wolę, wybiera taki los. Najbardziej martwię się, jak wraca do sprawcy przemocy. Wtedy drżę o dziecko, bo jest bezbronne i to nie ono decyduje o swoim losie. Martwię się także tym, że uzależnienie od sprawcy, taka chora miłość, jest silniejsze niż dobro dziecka. To są najtrudniejsze przeżycia. Albo gdy ktoś odchodzi, a ja wiem, że mogłabym pomoc, ale ten ktoś nie dojrzał jeszcze do tej pomocy.

– Wiele jest takich trudnych chwil?

– Nie tak dawno przyszła mama z problemem alkoholowym. Pila od 9. roku życia, w 13. została zdiagnozowana jako uzależniona od alkoholu. Trafiła do nas w czasie ciąży i tak przychodziła, odchodziła, zapijała. I wbrew regulaminowi, bo – gdy zapiła to nie powinna być przyjęta, ale by jakoś chronić dziecko i by nie urodziła gdzieś na ulicy czy w krzakach – przyjmowałyśmy ją. Tu urodziła dziecko i przez 7 miesięcy nawet dobrze sobie radziła. Ale potem przyszedł taki dzień, że nie wróciła do placówki. Zostawiła tu dziecko i po trzech dniach trzeba było uruchomić procedury. Dziecko znalazło się w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Rozmawiałam z nią wiele razy, ma świadomość, że w jeden dzień wszystko straciła. Teraz ciężko jest jej odbić się od dna. Wiem, że z jednej strony te 7 miesięcy to taki jej sukces, bo to była najdłuższa abstynencja w jej życiu, ale wiem też, że jedna chwila zniszczyła wszystko. Często zdarza się, że ten cud miłości macierzyńskiej jest faktycznym cudem. Tutaj się nie udało. Mimo jakiegoś jej wielkiego wysiłku i zaangażowania. Jednak nałóg był silniejszy niż miłość do córki. Na razie dziecko jest w rodzinie zastępczej u jej mamy, ona dostała namiary na ośrodek terapeutyczny. Czy skorzystała? Nie wiem, bo się nie odzywa. Chciałabym wszystkim pomóc ale nie zawsze się uda.

– Kocha Siostra tą pracę, te dzieci i pewnie też te kobiety...

– Bardzo. To jest najlepsze co mnie spotkało.

– Dziękuję za rozmowę.

Tagi:
wywiad

Święci otwierają nam niebo

2018-10-16 11:31

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 42/2018, str. IV

Karolina Krasowska
Ks. Krzysztof Hojzer zaprasza na Zielonogórski Wieczór Wszystkich Świętych

Kamil Krasowski: – Od kilku lat nasza Diecezjalna Grupa Modlitewna św. Ojca Pio organizuje 31 października tzw. Wieczór Wszystkich Świętych. W tym roku będzie on szczególny, gdyż jego ranga urosła do głównego tego rodzaju wydarzenia w mieście. Jak zatem zapowiada się tegoroczny Zielonogórski Wieczór Wszystkich Świętych? Jacy święci w znaku relikwii będą obecni?

Ks. Krzysztof Hojzer: – W tę szczególną noc, rozważając ewangelijne błogosławieństwa, które ukazują nam duchowy wizerunek Jezusa i wyrażają Jego misterium – tajemnicę śmierci i zmartwychwstania, pragniemy w obecności Wszystkich Świętych i za ich wstawiennictwem głębiej wniknąć w życie Boga. Człowiek zatopiony w Bogu bardzo konkretnie czerpie z tych niezwykłych głębin życia Bożego. Każdego roku widzimy, jak wielka to łaska. Święci tej nocy wypraszają nam głębsze rozumienie i doświadczenie miłości Boga. Mamy bardzo wiele świadectw pięknych nawróceń. Święci swymi modlitwami otwierają nam tej nocy niebo na oścież. Dlatego chcemy tej łaski dla całego miasta i nie tylko. W modlitwie zawierzenia i adoracji u stóp Jezusa tej nocy modlą się z nami i orędują m.in.: św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Avila, św. Ignacy Loyola, św. Ojca Pio, św. Faustyna, św. Jan Paweł II, św. Franciszek i Hiacynta, św. Matka Teresa z Kalkuty, bł. ks. Jerzy Popiełuszko...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Kraków: odsłonięcie mozaiki w Oknie Papieskim

2018-10-17 09:31

md / Kraków (KAI)

Z udziałem prezydenta RP Andrzeja Dudy z małżonką, biskupów i młodzieży odbyło się 16 października wieczorem odsłonięcie mozaiki na Oknie Papieskim. Wydarzeniu towarzyszył multimedialny pokaz na murach Pałacu Arcybiskupów Krakowskich. Zgromadzeni pod Oknem młodzi ludzie modlili się ponadto w ramach inicjatywy „Support dla Synodu”.

archidiecezja krakowska.pl
Odsłonięcie mozaiki św. Jana Pawła II w Oknie Papieskim

Mozaikę w Oknie Papieskim wykonała ze szkła weneckiego poznańska artystka Maria Czeska. Wizerunek papieża umieszczony jest na tle krzyża. Uśmiechnięty Jan Paweł II unosi dłoń w geście pozdrowienia. Na górze i na dole, znajdują się kwiaty, które mają nawiązywać do sukienki z cudownego obrazu Matki Bożej Kalwaryjskiej.

Odsłonięcia i poświęcenia mozaiki dokonał abp Marek Jędraszewski. „Zebrani dzisiaj w 40. rocznicę wyboru kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, w dniu, kiedy nowy papież z rodu Polaków przyjął imię Jana Pawła II, jesteśmy przekonani, że błogosławi nam z nieba” – mówił.

Okno Papieskie na Franciszkańskiej 3 jest miejscem szczególnie drogim krakowianom. Jan Paweł II spotykał się tutaj z nimi, zwłaszcza z młodzieżą, podczas wszystkich swoich pielgrzymek do Polski. Prowadził serdeczne dialogi i pogawędki. Tę tradycję kontynuowali kolejni papieże – Benedykt XVI i Franciszek, którzy błogosławili mieszkańcom miasta i pielgrzymom z szeroko otwartego okna Domu Arcybiskupów Krakowskich.

Krakowianie gromadzili się pod Oknem przy okazji papieskich rocznic i uroczystości. Organizowane tu były koncerty i czuwania modlitewne. Szczególnie przejmujące było czuwanie mieszkańców miasta w dniach odchodzenia Jana Pawła II do domu Ojca. Wieść o śmierci papieża przekazał im w tym miejscu kard. Franciszek Macharski. Wiele osób prywatnych przychodziło pod Okno, zapalając świeczki i zostawiając wiązanki kwiatów jako znak pamięci o Janie Pawle II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Warszawa: międzynarodowa konferencja „Wspólnota – rodzina – ojcostwo – współczesne wyzwania”

2018-10-17 20:44

dg, maj / Warszawa (KAI)

„Wspólnota – rodzina – ojcostwo – współczesne wyzwania” to tytuł międzynarodowej konferencji naukowej, która odbyła się 17 października w Warszawie w ramach obchodów XVIII Dnia Papieskiego pod hasłem „Promieniowanie ojcostwa”. Organizatorem konferencji jest Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, a partnerem merytorycznym Centrum Myśli Jana Pawła II. Patronat honorowy nad wydarzeniem objął Prezydent RP.

MARIAN SZTAJNER

Konferencja rozpoczęła się Mszą św. w kościele seminaryjnym Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa Oblubieńca. Następnie obrady na Zamku Królewskim otworzył kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Gości przywitał też ks. Dariusz Kowalczyk, prezes Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Spotkanie poprowadził red. Grzegorz Górny.

O. prof. Jarosław Kupczak, dogmatyk z UPJPII, wystąpił z referatem pt. „Macierzyństwo i ojcostwo jako obraz miłości Boga”. Analizując dramat Karola Wojtyły „Promieniowanie Ojcostwa”, wskazał na obecne tam dwa konkurujące ze sobą humanizmy – jeden odrzucający Boga ze wszystkimi tego konsekwencjami i drugi – integralny, wskazujący na człowieka jako „homo religiosus” i jego transcendentne odniesienia, dopełniające ludzkie poszukiwanie prawdy. Te dwa humanizmy ukazane są przez przeciwstawienie sobie samotności i ojcostwa.

– Samotność jest doświadczeniem każdego człowieka. Ta fundamentalna samotność, o której mówi Wojtyła, jest dla niego skutkiem jakiegoś upadku. Polegał on na tym, że Adam nie potrafił udźwignąć ojcostwa i sprostać mu, dlatego zrzucił je jak brzemię, co jest centralnym tematem dramatu. To odrzucenie ojcostwa można rozumieć na dwa sposoby, po pierwsze jako opis każdego człowieka, mężczyzny i kobiety, po grzechu pierworodnym. Człowiek odrzucił promieniowanie ojcostwa Ojca Niebieskiego, dlatego jest fundamentalnie samotny – mówił dominikanin. – W drugiej, doczesnej perspektywie, odrzucenie ojcostwa to sytuacja każdego człowieka, który opiera się miłości i wybiera siebie, sprzeciwiając się w ten sposób podstawowemu prawu rozwojowemu swojej osoby. Takie odrzucenie ojcostwa i macierzyństwa to sprawa nie tyle naszego dziedzictwa, ile teraźniejszego wyboru każdego z nas. Wojtyła sugeruje, że te dwa wymiary odrzucenia ojcostwa i ludzkiej samotności są ze sobą związane, gdyż ojcostwo i macierzyństwo są najważniejszym sposobem wierności Ojcu Niebieskiemu i wierności wobec swojej natury. Dojrzałość mężczyzny realizuje się w ojcostwie, kobiety w macierzyństwie, fizycznym bądź duchowym – dodał teolog.

Znawca nauczania Karola Wojtyły zaznaczył, że wg. niego alienuje człowieka nie relacja z Bogiem, a odcięcie od Niego i religijna samotność. Nawiązując do myśli włoskiego filozofa Massimo Serettiego, wskazał również na problem współczesnego buntu przeciwko ojcostwu, dekonstrukcji tradycyjnego modelu rodziny oraz zniesienia różnicy płci: „W prometejskiej kulturze tylko człowiek nadaje sens takim rzeczywistościom jak ojcostwo i macierzyństwo, płeć, męskość, kobiecość, rodzina, małżeństwo. Natura okazuje się wyłącznie konstruktem kulturowym, mówi tylko o człowieku, nie odsyła do Boga. Zanim więc rozpoczęła się w laboratoriach technologiczna abolicja ojcostwa przez procedurę in vitro, banki nasienia, praktykę anonimowych dawców i inne skandaliczne praktyki, od długiego czasu dokonywała się już filozoficzna i teologiczna dekonstrukcja idei ojcostwa”.

Nawiązując do opisów biblijnych, nauczania Wojtyły czy Levinasa, o. Kupczak omówił wagę różnicy płciowej jako podstawowego miejsca doświadczenia inności oraz fundamentu poznania. Za Lewinasem wskazał też na podstawy relacji rodzic-dziecko: „Syn, córka, nie jest własnością. Faktu płodzenia nie pozwalają uchwycić ani pojęcie przyczyny, ani pojęcie własności”.

– Akt poczęcia nie jest aktem tworzenia, uczynienia człowieka. Mężczyzna i kobieta nie mają władzy nad procesem poczęcia. Mogą starać się o dziecko, ale nigdy nie osiągną pewności, że w akcie seksualnym to poczęcie nastąpiło. Ten brak kontroli i władzy nad poczynającym się człowiekiem jest bardzo ważny, bo w biologię rodzenia wpisana jest genealogia osoby. Ten brak kontroli i władzy nad poczęciem jest etycznym warunkiem i metafizycznym znakiem godności procesu poczęcia jak również samej poczętej osoby, czyli każdego z nas, bo ostatecznie każdy z nas narodził się w ten sposób – mówił dominikanin i dodał: „Pochodzenie od innego, które implikuje zależność i wdzięczność, sprawia, że człowiek nie może myśleć o sobie, jako absolucie. Sama struktura procesu poczęcia i wychowania pokazuje, że istotą ludzkiego życia jest zależność i pochodzenie od innego. Przyjęcie i zdanie sobie sprawy z promieniowania ojcostwa jest warunkiem ludzkiej dojrzałości, dorosłości”.

Miłość mężczyzny i kobiety jest zamierzonym przez Stwórcę obrazem odwiecznej miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego. „Sercem tej ludzkiej, płodnej miłości jest odpowiedzialność za drugą osobę, która czyni z kobiety matkę a z mężczyzny ojca. Istotą miłości erotycznej jest fakt, że dokonuje się pomiędzy osobami. Miłość jest wzięciem odpowiedzialności za drugie ‘ja’ i sprawia, że w społeczeństwie bez ojców na nowo pojawiają się ojcowie i matki” – powiedział dominikanin.

Hiszpańska pisarka, filozof i antropolog, członkini Królewskiej Akademii Lekarzy prof. Blanca Castilla de Cortazar z Nawary swoje wystąpienie poświęciła tematowi „Dar ludzkiego rodzicielstwa”. „Żyjemy w czasach kryzysu rodziny. Co się stało z naszym społeczeństwem, że ojcostwo stało się czymś mniej oczywistym, swego rodzaju czarną dziurą? Problemem w naszym społeczeństwie jest kryzys genealogii osoby i kryzys miłości” – mówiła.

Zaznaczyła, że bycie dzieckiem i rodzicem nie jest tylko kwestią biologiczną, ale musi mieć również wymiar duchowy. Omawiając przyczyny kryzysu rodziny, wskazała na konsekwencje rewolucji przemysłowej, zaangażowanie kobiet w pracę zawodową, a także przyczyny socjologiczne, takie jak dysocjacja między małżeństwem a rodzicielstwem, niezgodę u mężczyzny na własną tożsamość syna. Przyczyny kryzysu męskości natomiast hiszpańska antropolog widzi w upadku struktur patriarchalnych, rozprzestrzenianiu się homoseksualizmu i dysfunkcjach płci.

– Dorośli mężczyźni czują się często zdezorientowani z powodu upadku zasad patriarchatu, zaniku hierarchicznych ról, również zaniku podziału na sferę publiczną reprezentowaną przez mężczyzn i prywatną, zarezerwowaną dla kobiet. Włączenie kobiet do szkolnictwa wyższego i we wszystkie dziedziny pracy, gdzie kobiety często są bardziej kompetentne, sprawia, że mężczyźni czują się niepewni swojej tożsamości. Ustawienie w zbiorowej świadomości tego, że ludzie są równi sprawia, że mężczyźni kwestionują swoją tożsamość, nie wiedzą, co znaczy bycie mężczyzną, czy ma to podłoże biologiczne, czy istnieją uniwersalne i trwałe wzorce kulturowe, czy to prawda, że wszystko jest kwestią wychowania. Czy mężczyzna może być wrażliwy, dbający o siebie, wyrażający emocje, rezygnujący z przemocy, czy może wtedy zostanie uznany za zniewieściałego? Mężczyźni w wieku 60-70 lat zostali wychowani do tego, by byli wierni w małżeństwie i utrzymywali swoje dzieci. Ci, którzy mają 30-40 lat muszą sprostać różnym wymogom: być dobrym mężem, kochankiem, powiernikiem, wrażliwym, współodpowiedzialnym za obowiązki domowe, dobrze wychowującym dzieci. Ludzie nie wiedzą, jakie cechy społecznie promować, żeby ułatwić określanie tożsamości – mówiła prof. Castilla de Cortazar.

Odniosła się do kryzysu antropologicznego: „Mówi się dziś nawet o aborcji - niezgodnej przecież z prawem do życia - jako prawie. 50 lat po rewolucji seksualnej doświadczamy głębokiego kryzysu antropologicznego, gdzie każda osoba jest wewnętrznie pęknięta i nieświadoma związku między swoim ciałem, tożsamością, miłością, prokreacją, za to promuje się rodzaj nijaki, neutralność. Największą wartością zdaje się być niezależność”. – Nikt nie ma praw do żadnego człowieka. Nawet rodzice nie mają praw do dziecka, ponieważ ono też jest osobą. W kontekście in vitro podaje się jako argument prawo do dzieci, tymczasem jest to nieprawda. Nie ma prawa do posiadania dzieci – zaznaczyła prelegentka.

Mówczyni zauważyła, że dziś neguje się różnice między płciami. Tymczasem Jan Paweł II wskazywał, że „różnica pomiędzy mężczyzną a kobietą leży nie tylko w działaniu, ale również w sferze bytu. Jesteśmy bytami komplementarnymi nie tylko biologicznie i psychologicznie, ale także ontologicznie. Płeć biologiczna jest tym, co jest nam dane, a płeć społeczna, kulturowa się rozwija w społeczeństwie”. Płci się nie zmieni nawet operacją, która nie pozmienia chromosomów, ani tym bardziej nie naruszy stanu ontologicznego.

– W naszych czasach, kiedy mówi się o tym, że aborcja jest prawem, miłość matczyna pozostaje ostatnią ostoją miłości, ponieważ ojcostwo już zostało zniszczone. Dziś atakuje się również macierzyństwo. Aby je chronić, mężczyzna musi odnaleźć w sobie ojcostwo – powiedziała hiszpańska pisarka wskazując za Janem Pawłem II, by wzorców w budowaniu rodziny, szukaniu tożsamości ojca i matki szukać w świętej rodzinie z Nazaretu.

Ostatni podczas pierwszej sesji wystąpił Marek Grabowski, filozof i socjolog, prezes Fundacji Mamy i Taty. Zaprezentował on projekty i badania prowadzone przez Fundację. Omawiając przyczyny współczesnego kryzysu rodziny, wskazał na „problem z tradycyjną moralnością, związaną z chrześcijaństwem. Mamy coraz mniej zaangażowanych, świadomych chrześcijan. Z drugiej strony mamy dawno już rozpoczęte procesy, np. w czasie industrializacji, spowodowane poborami czy szkolnictwem, związane z migracjami. To wszystko nie wpływa pozytywnie na gotowość ludzi do zawiązywania związków i sprzyja rozpadaniu tych zawartych. Małżeństwo trwa dziś średnio 12-14 lat”. Omawiając badania wskazał, że młodzi mężczyźni w Polsce w dużej mierze definiują się poprzez pracę. Jest ona dla nich źródłem satysfakcji i dochodu. Chcą rywalizować, być zauważonymi. Obawiają się czasów, w których żyją, boją się porażki rodzinnej, dlatego nie chcą się żenić. Obawiają się, że są zdolni do zdrady partnerki, nie mają do siebie zaufania, brakuje im charakteru czy kręgosłupa moralnego. Są także uzależnieni od świata wirtualnego. Najnowsza kampania Fundacji poświęcona będzie problemowi rozwodów.

Druga część konferencji przebiegała pod hasłem „Ojcowizna – Ojczyzna – Tradycja – dziedzictwo narodowe”. Wykłady wygłosili: prof. Wojciech Roszkowski, ekonomista i autor prac historycznych, wykładowca SGH, dr Massimiliano Signifredi, historyk, wykładowca Uniwersytetu Roma Tre oraz ks. prof. Jacek Grzybowski, filozof, prof. UKSW. Spotkanie prowadził dr hab. Paweł Skibiński, historyk, wykładowca UW.

Prof. Roszkowski podkreślił, że Jan Paweł II odnosił się do spraw swojej Ojczyzny, szczególnie podczas swoich pielgrzymek do Polski. Przypomniał następnie te kolejne wizyty oraz papieskie nauczanie na temat Ojczyzny i patriotyzmu z kluczowym stwierdzeniem z 1979 r.: Polski nie można zrozumieć bez Chrystusa. Mówił o pielgrzymce z 1991 r. gdy Jan Paweł II przypominał rodakom Dekalog i pierwszy raz podniósł głos przestrzegając przed fikcją wolności rozumianej w sposób liberalny – która w istocie zniewala. Wspomniał też o testamencie Papieża – Polaka, który żegnając się z Ojczyzną w 2002 r. mówił, że wszystkie jej trudne sprawy powierza Bożej Opatrzności.

Dr Signifredi zwrócił uwagę, że w przeciwieństwie do swych poprzedników, którzy jako biskupi Rzymu raczej odcinali się od swych korzeni, Jan Paweł II podkreślał swoje pochodzenie. Do tego stopnia, że po raz pierwszy w historii Kościoła, wbrew protokołowi, swój list apostolski „Rutilans Agmen” z 1979 r. podpisał ”Jan Paweł II, Polak”. Podkreślił, że Jan Paweł II w dziejach swojego narodu szczególnie upodobał sobie epokę jagiellońską – wielonarodową Rzeczpospolitą, w której mogły pokojowo współistnieć różne nacje a władcy nie byli „królami sumień” obywateli, choć wkoło w Europie szalały wojny religijne. – W koncepcji Wojtyły nie istnieje naród bez narodów sąsiednich, każdy naród ma swoją misje, swoje szczególne powołanie – powiedział dr Signifredi. Podkreślił też, że patriotyzm Jana Pawła II zdecydowanie odrzucał nacjonalizm jako degenerację idei narodu, prowadzącą do totalitaryzmu.

Ks. prof. Jacek Grzybowski w swoim wystąpieniu zastanawiał się, czy rozumienie Ojczyzny i narodu przez Jana Pawła II - jako społeczności naturalnej i formy życia wspólnotowego która wyrasta z egzystencjalno – relacyjnej sytuacji osoby czy rodziny – może być aktualne dziś, w mobilnym cyfrowym, wielokulturowym, migracyjnym i społecznie różnorodnym XXI wieku.

Dr Paweł Rojek, filozof, wykładowca UJ, w komentarzu do jednego z wystąpień zwrócił uwagę, że papieskie przesłanie nie ma jedynie wymiaru historycznego: papież wnosi trwały wkład do świata idei, czego przykładem jest jego homilia w 1979 r. na Placu Zwycięstwa w Warszawie. Zaznaczył, że wezwanie do Ducha św. jest formą epiklezy, czyli modlitwy liturgicznej nad darami ofiarnymi. Przypomniał, że przed tym wezwaniem Ojciec Święty wspominał dzieje Ojczyzny i „wszystko, co Polskę stanowi”, ukazując przez to, że ludzka historia jest darem, elementem liturgii dziejów.

Marek Jurek, poseł do Parlamentu Europejskiego, podkreślił w rozmowie z KAI, że nie ma państwa i wspólnoty obywatelskiej bez wspólnoty społecznej, zgromadzonej wokół określonych wartości, określonych tradycji i nadziei. – Zarówno Ojczyzna jak i patriotyzm rozwija się i ma swoja historię ale sama idea się nie zmienia, to stały paradygmat, w którym zawsze chodziło o przywiązanie, odpowiedzialność i poświęcenie – powiedział. Zwrócił uwagę, że wspólnota jaką jest Ojczyzna opiera się na naturalnej więzi a nie na projekcie politycznym . – Jan Paweł II był wielkim orędownikiem prawdy o znaczeniu narodu w życiu człowieka. Mówił, że jest to kluczowa wspólnota, najważniejsza ze wspólnot naturalnych, obok rodziny – podkreślił.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem