Reklama

Dzięki przyjaciołom z Polski mogą zdobywać wykształcenie

2017-12-13 11:07

Iwona Łosiewicz
Edycja szczecińsko-kamieńska 51/2017, str. VI

Iwona Łosiewicz
Ks. Jeremy podczas pobytu z Polsce spotykał się z wieloma ludźmi...

Podczas tegorocznej wyprawy do Kenii grupa katechetów naszej archidiecezji z ks. dr. Pawłem Płaczkiem, dyrektorem Papieskich Dzieł Misyjnych, na czele odwiedziła Kipsing, gdzie znajduje się placówka misyjna sióstr felicjanek Jest to osada położona na pustyni, w afrykańskim buszu, oddalona 60 km od miasta Isiolo. Drogę tę pokonuje się (słowo: „jedzie się” tutaj nie pasuje) w czasie 3-4 godzin, pod warunkiem, że koryta rzek, które trzeba „przekroczyć”, są całkowicie suche. Jeżeli jest w nich choć trochę wody, nie dojedzie się do celu.

Kipsing – to piękne miejsce na ziemi z punktu widzenia turysty – gościa, który przyjedzie na kilka dni, zazna gościnności gospodarzy, wzruszy się pięknym śpiewem i tańcem członków plemienia Samburu, popatrzy na malowniczy krajobraz, wygrzeje się w afrykańskim słońcu, zachwyci rozgwieżdżonym niebem i… wróci do domu, chwaląc się zrobionymi przez siebie zdjęciami. Gdyby przyszło nam tam żyć, pewnie to samo miejsce opisalibyśmy nieco inaczej: otwarta przestrzeń z kolczastymi kępkami, które przy wielkiej wyobraźni można nazwać zielenią; czerwona ziemia, która jest bardzo wysuszona i nie chce rodzić niczego, co nadawałoby się do zjedzenia, nie mówiąc już o kwiatach, które mogłyby cieszyć nasze oko, ale ich tam nie ma. Są kłopoty z prądem, brakuje bieżącej wody, nie ma dostępu do Internetu, a telefon komórkowy służy tylko do robienia zdjęć (dopóki bateria się nie wyczerpie). W tamtejszej szkole podstawowej ok. 600 dzieci uczonych jest przez 5 nauczycieli opłacanych przez rząd, siostrę felicjankę i dorywczo-wolontariuszy.

W Kipsing istnieje parafia pw. św. Pawła Apostoła, której proboszczem jest kenijski ksiądz Jeremy Kabuga. Jego zadaniem, jest nie tylko sprawowanie liturgii na miejscu, ale przede wszystkim odwiedzanie członków plemienia Samburu tam, gdzie mieszkają, czyli w buszu. Nie jest to łatwe, bo są to ludzie, którzy żyją w warunkach bez śladu cywilizacji w naszym rozumieniu tego słowa. Wielu z nich nigdy nie słyszało o Panu Jezusie, Kościele czy Dekalogu. Żeby zacząć im o tym mówić, trzeba najpierw wzbudzić ich zaufanie, czyli z nimi przebywać, rozmawiać, interesować się ich życiem, nakarmić i ubrać ich dzieci. Dopiero potem można próbować ich ewangelizować.

Reklama

Ks. Jeremy właśnie to robi, budując we własnym kraju Kościół misyjny. Przez trzy dni byliśmy gośćmi księdza proboszcza i czterech sióstr felicjanek posługujących w Kipsing. W czasie wieczornych spotkań, upływających na rozmowach, śpiewie i modlitwie, padały też pełne nadziei słowa o ponownych spotkaniu. Wszyscy chcieliśmy wierzyć, że będzie to możliwe, ale nie spodziewaliśmy się, że zobaczymy się tak szybko. Po powrocie z Kenii wszyscy odczuwaliśmy konieczność mówienia o tym, czego doświadczyliśmy. W szkołach odbyły się liczne prezentacje, na szeroką skalę ruszył program „Adopcji ucznia” – opłacenie kosztów rocznej nauki i utrzymania kenijskiego dziecka, uczącego się w szkole w Kipsing.

Ks. Paweł Płaczek zwrócił się do katechetów i księży naszej archidiecezji z propozycją zaproszenia ks. Jeremy’ego do nas, co miało się wiązać z pokryciem kosztów otrzymania wizy, biletów lotniczych, ubezpieczenia i miesięcznego utrzymania. Propozycja została przyjęta z wielkim entuzjazmem, co zaowocowało zebraniem funduszy na ten cel podczas Szczecińskich Dni Katechetycznych. Ruszyły przygotowania do wizyty: katecheci zgłaszali chęć zaproszenia kenijskiego gościa do swoich szkół, księża zobowiązali się zapewnić mu noclegi, poczęstunek i transport, spotkania z parafianami, możliwość sprawowania Eucharystii.

30 września br. ks. Jeremy Kabuga wylądował w Berlinie, a następnie przybył do Szczecina. Przebywał w naszej archidiecezji miesiąc, spotykając się codziennie z ludźmi o wielkich sercach, którzy chcieli dowiedzieć się czegoś o mieszkańcach Kipsing, ale przede wszystkim chcieli pomóc kenijskim uczniom. Kapłan spędził niedziele w parafiach: św. Mikołaja w Wolinie, Niepokalanego Serca NMP w Barlinku, św. Stanisława BM w Szczecinie i św. Antoniego na szczecińskim Warszewie, gdzie na każdej Mszy św. głosił słowo Boże, a w jednej z nich ochrzcił też trójkę dzieci. Pieniądze tam otrzymane mają być przeznaczone na budowę kościoła w Kipsing (teraz jest tam tylko prezbiterium). Codziennie sprawował Eucharystię w innym kościele, więc wielu ludzi spotkało się z nim, mając okazję „na żywo” dowiedzieć się czegoś o kenijskim Kościele misyjnym, który jest Kościołem młodym, zaledwie stuletnim.

Księża goszczący go na plebaniach oraz parafianie spotykający się z nim, poszerzyli swoją wiedzę o misjach, ale również ich gość mógł zapoznać się z naszą kulturą, polską gościnnością i pobożnością. Na pewno po powrocie do swojego kraju będzie dzielił się tym doświadczeniem ze swoimi rodakami. Jednak głównym celem wizyty ks. Jeremy’ego były spotkania z uczniami naszych szkół (odwiedził 63 szkoły). Katecheci zapraszali go do swoich szkół, gdzie razem z innymi nauczycielami (czasem też z rodzicami), przy wsparciu dyrekcji, przygotowywali z dziećmi przedstawienia, prezentacje, wystawy, dekoracje i poczęstunek. Kenijski kapłan przedstawiał prezentację multimedialną ukazującą warunki życia jego parafian oraz warunki nauki uczniów w Kipsing. Opowiadał, odpowiadał na pytania, uczył dzieci śpiewać w języku angielskim i suahili, zwiedzał szkoły.

W wielu szkołach i parafiach w dniach poprzedzających jego przyjazd organizowane były festyny rodzinne oraz kiermasze z ciastami i innymi wyrobami, z których dochód przeznaczony był na potrzeby dzieci ze szkoły i przedszkola w Kipsing lub na edukację konkretnego „adoptowanego” ucznia. Ks. Jeremy odwiedził też Wydział Teologiczny Uniwersytetu Szczecińskiego i w ramach wykładu ks. dr. Pawła Płaczka spotkał się ze studentami, zapoznając ich z programem „Adopcja ucznia” oraz opowiedział o pracy misyjnej w swoim kraju. Jeden dzień swojej wizyty ks. Jeremy spędził w Szkole Podstawowej w Marianowie, do której na spotkanie z uczniami i nauczycielami oraz kenijskim gościem przybyli: bp Henryk Wejman, Kurator Zachodniopomorskiego Kuratorium Oświaty p. Magdalena Kulesza-Zarębska, ks. dyr. Paweł Płaczek, s. Agnieszka Piątkowska, wizytatorka diecezjalna. Uczniowie zaprezentowali wzruszające przedstawienie o św. Janie Pawle II, podkreślające jego działalność misyjną, a ks. Jeremy, tak jak w innych szkołach, opowiadał im o ich rówieśnikach z Kenii, śpiewał razem z nimi i dziękował za zaproszenie i adopcję kilkorga uczniów z Kipsing. Podobne spotkanie z Panią Kurator i przedstawicielami Wydziału Wychowania Katolickiego odbyło się ostatniego dnia wizyty gościa w naszej archidiecezji. Miało ono miejsce w Katolickiej Szkole Podstawowej im. św. Stanisława Kostki w Szczecinie.

Ks. dr Paweł Płaczek podsumował całą wizytę, podziękował wszystkim, dzięki którym doszła ona do skutku i miała tak wspaniały przebieg oraz ks. Jeremy za świadectwo swojego życia i przybliżenie nam obrazu Kościoła pierwszej ewangelizacji w Kenii.

Ks. Jeremy Kabuga podziękował „wszystkim za wszystko”, a szczególnie „za pomoc dzieciom w Kipsing, które dzięki przyjaciołom z Polski mogą zdobywać wykształcenie”. Mówił, że widząc w naszych szkołach zdjęcia przedstawiające Kipsing, czuje się blisko domu, a patrząc na s. Agnieszkę, „widzi” felicjanki, z którymi pracuje w Kenii i dlatego czuje się bardzo dobrze, jak wśród przyjaciół. Nie mogło też zabraknąć innego ważnego spotkania (wszystkie były ważne, ale to było szczególne). Dzięki gościnności s. Miriam w Domu Pielgrzyma „Totus Tuus” odbyło się spotkanie „sentymentalne” – ks. Jeremy spotkał się z grupą katechetów, którzy w lutym byli jego gośćmi w Kipsing, czyli z tymi, od wizyty których zaczęła się jego przygoda z Polską. Przybyli też sponsorzy, którzy „adoptowali” kenijskich uczniów. W czasie Mszy św. dziękowaliśmy Bogu za naszą wyprawę do Kenii, za przyjazd ks. Jeremy do Szczecina, za wszystkich ludzi, którzy otwierają serca na potrzeby Kościoła misyjnego i biorą udział w programie „Adopcja ucznia”. Po Mszy św. spotkaliśmy się przy stole (tak samo jak w Kipsing), jedząc, rozmawiając, wspominając i snując plany na przyszłość. Ks. Jeremy powiedział: „kiedy polscy katecheci zjawili się w mojej parafii, widziałem ludzi, którzy chcieli pomóc, głosić Dobrą Nowinę i pomagać biednym”. Przy pożegnaniu były uściski i słowa zapewniające o wzajemnej przyjaźni, pamięci i modlitwie oraz te, które wypowiadaliśmy z wielką wiarą: „do zobaczenia”. Ci, którzy w lutym byli w Kenii, doskonale wiedzą, że Kipsing leży bardzo blisko Szczecina, jeżeli odległości nie mierzy się kilometrami, tylko biciem serca na dźwięk nazwy tej miejscowości.

Chyba jest jeszcze za wcześnie, żeby ostatecznie podsumowywać tę wizytę i mówić o jej owocach. Niektóre już są widoczne, na inne trzeba będzie poczekać, a wielu nie zobaczymy, bo zrodzą się w ciszy ludzkich serc. Ci, którzy już wcześniej „adoptowali” dzieci, utwierdzili się w tym, że ich decyzja była słuszna. Wiele osób podjęło postanowienie o adopcji w czasie spotkania z kenijskim kapłanem, a pewnie jeszcze inni zrobią to w najbliższym czasie. Nasze dzieci nauczyły się, że dawanie przynosi radość; zetknęły się z inną kulturą (kolor skóry, język, instrumenty, śpiewy, elementy tańca); doświadczyły tego, że warto się uczyć obcych języków, żeby móc się z kimś porozumieć. Nasza archidiecezja ma w tej chwili 192 adoptowanych uczniów tylko z Kipsing, ale pomoc otrzymuje od nas o wiele większa liczba dzieci, ponieważ wiele osób złożyło ofiarę lub konkretny dar z przeznaczeniem: „dla dzieci w Kipsing”.

Nie da się policzyć, ile dzieci będzie nakarmionych, ile pozna litery napisane kredą kupioną z naszych ofiar przez s. Casty, felicjankę, na tablicy postawionej pod drzewem, albo ilu uczniów będzie czerpało radość z kopania otrzymanej od nas piłki. Nigdy się nie dowiemy, w ilu kenijskich sercach zrodzi się wiara w dobrego Boga, który otworzył serca swoich wyznawców w Polsce i uwrażliwił ich na potrzeby ich braci w dalekiej (a może jednak bliskiej?) Kenii. Tylko Pan Bóg wie, ile korzyści duchowych ta wizyta przyniosła i jeszcze przyniesie nam – tym, którzy dawali. Każdy z nas dobrze wie, że w tym czasie więcej otrzymał niż dał. To taka dziwna, Boża matematyka…

Tagi:
PDMD wizyta

Młodzież z Łaszczówki Bogiem silna

2018-04-25 11:32

Ewa Monastyrska
Edycja zamojsko-lubaczowska 17/2018, str. II

Katolickie Radio Zamość gościło w ramach tzw. Niedzieli Radiowej w parafii pw. Trójcy Przenajświętszej w Łaszczówce

Ewa Monastyrska
Silni Bogiem od młodości

Podczas spotkania i rozmów z parafianami światło dzienne ujrzało prawdziwe oblicze młodzieży z Łaszczówki, które wyraźnie różni się od współczesnych trendów. Proboszcz parafii ks. Jarosław Przyczyna zauważył np. coraz większe zaangażowanie chłopców, którzy chcą przynależeć do grupy ministrantów.

– Jestem zbudowany postawą młodych, którzy chcą być ministrantami. W ostatnim czasie przybyło nam kandydatów. Jest więc nadzieja na pracę i gorliwość młodych ludzi – powiedział ks. Jarosław Przyczyna.

– Jestem ministrantem dwa lata. Lubię chodzić do kościoła. Przychodzimy tu razem z kolegami, spotykamy się. No i bardzo lubię śpiewać psalmy. Koledzy nie reagują na to jakoś negatywnie. Śpiewam, bo lubię śpiewać. Mam świetną babcię, która jest ze mnie dumna i zawsze, gdy śpiewam, chwali mnie. Moi rodzice także są dumni. Służenie wpływa na to, że chodzimy do kościoła, stajemy się lepsi i po pewnym czasie można zostać kimś więcej. Np. księdzem, choć ja nie planuję nim być. Dzięki temu, że jestem ministrantem, umiem wiele więcej i rozwijam się – powiedział o swojej służbie w Łaszczówce Szymon Śledź.

– Mam dwanaście lat i jestem ministrantem od dwóch lat. Zazwyczaj na zbiórkach uczymy się, jak się zachowywać podczas świąt. Mówimy o tym, co ma być na Mszy św., a najciekawsze jest to, kiedy dowiadujemy się nowych rzeczy o Kościele i życiu Jezusa. Moja mama bardzo cieszy się, że jestem ministrantem. Jest ze mnie dumna zwłaszcza wtedy, gdy czytam czytania – stwierdził Paweł Harasymowicz.

– Początkowo nie wiedziałem, co to znaczy być ministrantem, ale ksiądz mi wszystko wytłumaczył i po chwili wszystko zrozumiałem. Najbardziej lubię dzwonić dzwonkami. Rodzice są ze mnie bardzo dumni – przyznał Adrian Malec.

Wyjątkową sytuacją jest obecność ministranta Kamila w Legionie Maryi. – Przyszedł do nas gimnazjalista, który ma niebawem złożyć przyrzeczenia. Był bardzo zainteresowany naszym Legionem, wciąż pytał, czy może do niego wstąpić. Pięknie się modli i widać, że sprawia mu to radość. Jest bardzo oddany Bogu i wciąż prosi o złożenie przyrzeczeń. Jest też ministrantem, takim z prawdziwego zdarzenia – powiedziała członkini Legionu Maryi w Łaszczówce Zofia Żurkiewcz.

Młodzież poszukująca Boga to nie tylko chłopcy. Podczas Niedzieli Radiowej udało się także porozmawiać z trzema członkiniami Papieskiego Dzieła Misyjnego Dzieci. Ta grupa ma za zadanie modlić się i wspierać osoby potrzebujące.

– Czytamy o dzieciach biedniejszych i zbieramy pieniądze, np. podczas kolędowania. Zebraną wtedy kwotę 13 115 zł przekazaliśmy dzieciom z Libii – powiedziała Julia Kornacka.

– Bardzo spodobała mi się ta grupa, bo chcę pomagać innym. – dodała Aleksandra Bartnicka.

– Po jasełkach także zbieraliśmy pieniądze, a po I Komunii św. były zbierane koperty na rzecz Dzieła Misyjnego i raczej wszyscy przekazywali jakąś kwotę. Pomagamy w sposób materialny, ale przede wszystkim zachęcamy wszystkich, by pomagali w sposób duchowy, przez modlitwę. Przecież i tak można pomóc tym, którzy nie mają takich warunków życia jak my – wyjaśniała Karolina Kobielarz.

– O tej cząstce parafii mam jak najlepsze zdanie, bo swoje życie układa z Panem Bogiem i po Bożemu. Widzi sens w poznawaniu Pana Boga, w służbie drugiemu człowiekowi. Jestem z nich dumny – powiedział ks. Jarosław Przyczyna.

Choć parafia liczy zaledwie 25 lat, to już Pan wskazuje na konkretne osoby, powołując ich do służby kapłańskiej czy zakonnej. Od roku 1997 do grona kapłanów dołączyło aż sześciu młodych mężczyzn, w tym ks. Andrzej Ciapa z Przeorska, ks. Andrzej Niedużak z Łaszczówki, ks. Krzysztof Portka z Rudy Wołowskiej, bracia bliźniacy – księża Janusz i Krzysztof Krupa z Łaszczówki i ks. Paweł Martyniuk z Rudy Wołowskiej.

Do Zgromadzenia Służebniczek Najświętszej Maryi Panny wstąpiła s. Lucyna Bezłada, pochodząca z parafii w Łaszczówce.

Gdzie działa Pan Bóg, tam i szatan próbuje swoich sił, dlatego proboszcz parafii nieustannie modli się o świętość swoją i swoich wiernych. – Największym wyzwaniem dla naszej parafii jest dążenie do świętości. Świętości nam trzeba. Nie tylko naszej parafii, ale każdej. Życzę moim parafianom świętości właśnie i Bożego błogosławieństwa – powiedział proboszcz parafii ks. Jarosław Przyczyna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Okaż swoją solidarność z Alfie Evansem

2018-04-25 09:40

lk / Warszawa (KAI)

Fundacja Mamy i Taty organizuje trzydniowy wieczorny protest w obronie 2-letniego Alfiego Evansa, chłopczyka z poważnym uszkodzeniem mózgu, którego odłączono od aparatury wspomagającej oddychanie. Protest odbędzie się pod ambasadą Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w Warszawie. "Okaż swoją solidarność z Alfie Evansem. Małym chłopcem, któremu brytyjski sąd odebrał nadzieję na życie" - apelują organizatorzy manifestacji.

Catholic News Agency
Alfi Evans

W nocy z poniedziałku na wtorek, na mocy wcześniejszej decyzji sądu, chłopcu przebywającemu w szpitalu dziecięcym w Liverpoolu odłączono maszynę umożliwiającą oddychanie. Przez dziewięć godzin Alfie Evans oddychał samodzielnie. Potem, jak ogłosili rodzice dziecka, zapewniono mu ponownie tlen. Chłopiec dostaje też wodę.

Dwulatek od urodzenia cierpi na niezdiagnozowaną chorobę układu nerwowego. Lekarze określają jego stan jako wegetatywny i od wielu miesięcy niezmiennie pogarszający się.

W walkę o życie chłopca zaangażowały się również włoskie władze, które przyznały Alfiemu włoskie obywatelstwo. Wydawało się, że w ten sposób sprawa zostanie rozwiązana. Rodzice Alfiego zabiegają bowiem o przewiezienie chłopca do należącego do Watykanu szpitala pediatrycznego Dzieciątka Jezus w Rzymie. Wbrew protestom włoskiego konsula w Wielkiej Brytanii sędzia podtrzymał jednak decyzję o odłączeniu Alfiego od aparatury.

We wtorek sędzia zgodził się na przeniesienie chłopca do domu w warunkach opieki paliatywnej, ale nie może opuszczać kraju.

Protest przeciwko działaniom brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości oraz w obronie Alfiego Evansa organizuje w środę Fundacja Mamy i Taty. Odbędzie się on pod ambasadą Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej przy ul. Kawalerii 12 w Warszawie.

Fundacja apeluje, by przybyć na protest prywatnie, bez barw partyjnych, a nawet przynależności do organizacji pozarządowych. Odbywać się on będzie codziennie od środy do piątku od godz. 22.00 do godz. 1.00 w nocy.

"Okaż swoją solidarność z Alfie Evansem. Małym chłopcem, któremu brytyjski sąd odebrał nadzieję na życie. W pogotowiu czekają włoskie medyczne służby ratunkowe gotowe przetransportować chłopca do szpitala Dzieciątka Jezus w Watykanie. Przyjdź i zapal świeczkę lub znicz. Bez barw partii i organizacji pozarządowych. Alfie Evans - jesteśmy z Tobą wbrew nieludzkiemu prawu! Alfie has a right to live" - apelują organizatorzy protestu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Abp Budzik w Watykanie: co uczyniliśmy z dziedzictwem św. Jana Pawła II?

2018-04-26 09:29

olc / Watykan (KAI)

„Co uczyniliśmy z dziedzictwem św Jana Pawła II?” – pytał metropolita lubelski abp Stanisław Budzik podczas Mszy św. przy grobie św. Jana Pawła II w bazylice św. Piotra. Eucharystię koncelebrowali abp Konrad Krajewski, jałmużnik papieski oraz bp Artur Miziński, sekretarz generalny KEP. Była ona jednym z punktów jubileuszowej pielgrzymki do grobu św. Jana Pawła II z okazji 100-lecia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W modlitwie uczestniczyły władze oraz pracownicy i studenci uczelni.

Katarzyna Artymiak

W homilii abp Budzik przypomniał słowa św. Jana Pawła II o tym, że chęć przyjęcia chrztu oznacza wolę bycia świętym. Nawiązał również do niedawnej 1050. rocznicy chrztu Polski, który był dla całego narodu zobowiązaniem, a nad wypełnieniem którego warto się zastanowić.

Metropolita lubelski odniósł się też do słów skierowanych niegdyś przez świętego papieża do wspólnoty akademickiej KUL: „Uniwersytecie, służ prawdzie!”.

„Jest ono wypisane na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim na tablicy. Ale czy jest też wypisane w naszych sercach, w naszym działaniu, w naszym postępowaniu?” – mówił do lubelskich pielgrzymów abp Budzik.

Pielgrzymka społeczności akademickiej KUL jest częścią obchodów 100-lecia uniwersytetu oraz dziękczynieniem za jego istnienie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem