Reklama

Babcia Jadzia

2017-12-20 12:28

Maria Fortuna-Sudor
Edycja małopolska 52/2017, str. VII

Maria Fortuna-Sudor
Moi rozmówcy zapewniają, że wspólne mieszkanie w wielopokoleniowej rodzinie uczy szacunku dla starszych osób

Jadwiga Wajda jest mieszkanką Krzyszkowic. Tu się urodziła, tu przeżyła 100 lat! Z perspektywy rodzinnej wioski nadal uważnie spogląda na świat

Szukając stulatki, zapukałam omyłkowo do innego domu. Otworzył mi starszy pan. Gdy wyjaśniłam cel wizyty, zaprosił do środka i przez okno wskazał właściwy dom. Niepytany powiedział: – To są dobrzy ludzie. A ta pani to ma piękny wiek – stwierdził. Potem dowiem się, że rozmawiałam z Józefem Fornalikiem.

Co lubi?

Jego wskazówki doprowadziły mnie na miejsce. W jednym z pokoi dużego i zadbanego domu czekała na mnie, wraz z córką – Haliną Raczek, starsza pani. Stulatka na początek dokładnie mnie przepytuje. Sama też chętnie dzieli się wspomnieniami i refleksjami z życia. A pamięć wciąż ma dobrą, chociaż bardzo lubi przesłodzoną herbatę. Gdy podpytuję, jak to z tym cukrem jest, seniorka z błyskiem w oku stwierdza: – To zależy, jakie te łyżeczki są. Jak takie malutkie, to i pięć trzeba wsypać. Dodaje: – Całe życie lubię wszystko słodkie. Kiedyś to mi ksiądz powiedział, że dlatego tak długo żyję, bo słodkie jem. Lubi też mięso i wędlinę, chętnie je owoce.

Jadwiga Wajda doczekała 10 wnuków, 12 prawnuków i jednej praprawnuczki. Ojca właściwie nie znała. Był żołnierzem I wojny światowej, w czasie której zginął. Mama została z córkami na gospodarce. Stulatka źle wspomina czasy szkoły: – Jak się czegoś nie umiało, to nauczyciel marszczył czoło i się darł. Bił nas linijką po ręce. Przed II wojną światową zaczęła pracować zarobkowo w Myślenicach. – Najpierw przez rok codziennie ziemniaki skrobałam, później myłam naczynia, a następnie zostałam podkuchenną i kucharce pomagałam – opowiada.

Reklama

Do końca życia zapamięta 1 września 1939 r. Wtedy Niemcy zabili jej mamę. – Miałam 22 lata, nie wiedziałam, jak to dalej będzie, płakałam – wspomina. Dodaje, że niejeden raz groziła jej śmierć:

– Pani, ile ja już razy miałam nie żyć. Rusków to mało pamiętam. A Niemcy to byli różni. Jeden był lepszy, drugi – gorszy. Szkoda mówić, co człowiek przeszedł – powtarza.

Jak żyła?

W ostatni dzień 1945 r. wyszła za mąż. – Od nowego roku miały być śluby cywilne, a myśmy chcieli, żeby nas ksiądz pobłogosławił – wyjaśnia. Dodaje, że na weselu zagrał na harmonii sąsiad. Goście wypili herbatę, potańczyli i było po uroczystościach. Zaczął się kolejny etap życia. Pani Jadwiga urodziła czworo dzieci. Jedno z nich zmarło, jak miało kilka miesięcy. Wajdowie mieli 3,5 hektara ziemi. Ale mąż, który pochodził z Piasków Wielkich, zajmował się też nielegalnym handlem mięsem i za to poszedł do więzienia. Wspomina: – Jeździłam do niego. Najpierw szłam na nogach z Krzyszkowic do Piasków, żeby tam być na 5. rano. Stamtąd jechałam z innymi do Wadowic. Największa radość to była, jak męża z więzienia zwolnili. Przeżyła też śmierć dorosłej córki, a potem wnuczki. W 1990 r. zmarł mąż. – To był dobry człowiek, nie pił, nie palił, o dom i rodzinę się starał – mówi, uśmiechając się do wspomnień.

Pani Jadwiga przez całe życie nie była w szpitalu. Kilka lat temu przewróciła się w łazience i mocno się potłukła. Wówczas córka zdecydowała, że trzeba wezwać lekarza. – Przyjechała pani doktor z Głogoczowa, która powiedziała, że mama musi jechać do szpitala, żeby jej zrobić prześwietlenie głowy, bo lekarka odpowiada za pacjentkę – wspomina Halina Raczek. I dodaje: – Gdy to mama usłyszała, od razu powiedziała, że ona nigdy w szpitalu nie była i tam nie pojedzie.

O co się modli?

Stulatka często powtarza, że nie wie, dlaczego jeszcze żyje, po czym sama sobie dopowiada, że pewnie jest to czas, który dostała na modlitwę. Gdy pytam, o co się modli, wyznaje: – Przepraszam Pana Jezusa za grzechy, które w życiu popełniłam i proszę o szczęśliwą śmierć. Modlę się, żeby mnie nic nie bolało, żebyśmy wszyscy byli zdrowi. I za dusze zmarłych. Myślę, jak oni tam mają. Pani Halina dodaje, że mama dużo czasu spędza z TV Trwam. Modli się, śpiewa pieśni, uczestniczy w Mszy św.

A jak wyglądały święta w pani domu? – dopytuję, a stulatka wspomina: – Przez Adwent przygotowywało się ozdoby na drzewko. Orzechy się zawijało w złotko. A ciastka na choinkę się piekło. W bibułkę zawijało się karmelki, a z opłatków robiliśmy światy. Na wigilijną wieczerzę przygotowywało się ziemniaki z grzybianką (czyli zupę grzybową z ziemniakami – przyp. red.), a czasem – pieczone rybki. Po wieczerzy łamaliśmy się opłatkiem, całowaliśmy się, składaliśmy sobie życzenia, a potem śpiewaliśmy kolędy i czekaliśmy na Pasterkę.

W powrocie do przeszłości pomagali pani Jadwidze domownicy. Bo dom rodziny Raczków zamieszkują cztery pokolenia; obok stulatki – córka Halina, która jest od 2015 r. wdową. Jej dwaj synowie z rodzinami mieszkają w tym samym domu: Marek z Kasią oraz dziećmi Karoliną i Mateuszem i Dawid z Justyną oraz szesnastomiesięczną córeczką Anią. Pani Halina dodaje, że i pozostali synowie są blisko rodziny. Wymienia: – Najstarszy Jacek wraz z żoną Danutą mieszka w Zawadzie koło Krzyszkowic, a Janusz ma dom tuż obok tego rodzinnego. Łatwo zauważyć, że babcia Jadzia, jak zwracają się do stulatki domownicy, jest w tym domu otoczona opieką, a nade wszystko wielką serdecznością.

Kim jest dla rodziny?

Kasia Raczek, która pomaga teściowej opiekować się stulatką, przyznaje, że ma bliski kontakt z babcią. Stwierdza: – To daje wielką radość, jak się tu do babci wchodzi, ona zauważa to i całą sobą z uśmiechem mówi: „O, jesteś!”. Bo babcia się martwi, jak gdzieś wyjeżdżam i zawsze powtarza, żebym przed wyjazdem się pomodliła. Z kolei Justyna Raczek opowiada: – Kiedyś zapytałam, co trzeba zrobić, żeby tak długo żyć. I babcia mi odpowiedziała, że trzeba się w życiu szanować. Nie przejmować się niepowodzeniami, że trzeba je przyjąć i jeszcze we wszystkim zachować umiar.

Opiekowanie się seniorką integruje rodzinę. – Na pewno można się wielu ciekawych rzeczy od babci dowiedzieć, na przykład jak się dawniej żyło, a wspólne mieszkanie uczy też szacunku do ludzi starszych – mówi w imieniu rodziny Justyna. Córka Halina dodaje, że przypominane przez mamę historie uświadamiają kolejnym pokoleniom, iż dawniej nie było wszystkiego na wyciągnięcie ręki, a ludzie byli dla siebie bardziej życzliwi i chętnie sobie pomagali.

– Przy babci wolniej życie płynie – stwierdza na podsumowanie rozmowy Justyna Raczek. Myślę, że wolniej znaczy też szczęśliwiej.

***


M.F.S.: – Księże Proboszczu, czy w Krzyszkowicach jest dużo wielopokoleniowych rodzin, takich jak ta, w której żyje najstarsza parafianka?
Ks. Jan Antoł, proboszcz parafii pw. św. Anny w Krzyszkowicach: – U nas nadal są rodziny wielopokoleniowe, które z punktu widzenia parafii, lokalnej społeczności są bardzo ważne. Bo ci starsi i najstarsi mieszkańcy wioski przekazują tym młodszym i najmłodszym dobre rodzinne zwyczaje, tradycje, a przede wszystkim dbają o zaszczepienie i rozwój wiary. Zwłaszcza teraz, gdy większość dorosłych pracuje poza domem, to właśnie dziadkowie mają duży wpływ na wnuki. To oni niejednokrotnie zabierają je na nabożeństwa, na Mszę św., zwłaszcza w tygodniu. To oni dopilnują nauki pacierza. To jest tradycja w wielu krzyszkowickich domach. Także w rodzinie naszej najstarszej parafianki. Pamiętam, że gdy ogłosiłem w kościele, iż będziemy mieć w parafii taką uroczystość, to niektórzy byli zdziwieni, że mamy taką wiekową babcię. Jej jubileusz był okazją, żeby podziękować Bożej Opatrzności za wielki dar, jakim jest życie od poczęcia do naturalnej śmierci. Dla naszej społeczności to także powód do radości, że mamy mieszkankę, która dożyła pięknego wieku i, co ważne, ma tego świadomość.

Tagi:
stulatka

Reklama

Testament Jana Olszewskiego

2019-02-13 07:43

Michał Karnowski, Publicysta tygodnika „Sieci” oraz portalu internetowego wPolityce.pl
Niedziela Ogólnopolska 7/2019, str. 10

„Żegnając się ostatecznie, chciałbym mieć przekonanie, że zmiana, która się w Polsce dokonuje, jest trwała. Pragnę, aby to było już przesądzone” – powiedział Jan Olszewski w jednym z ostatnich swoich wywiadów

Tomasz Gzell/PAP
Śp. Jan Olszewski (1930 – 2019)

W dziejach III RP półroczny zaledwie okres rządu Jana Olszewskiego (grudzień 1991 – czerwiec 1992) jawić się może niektórym jako epizod. Młodym należy wytłumaczyć, dlaczego było to takie ważne. Faktycznie, w sensie politycznym był to gabinet słaby, rozrywany wewnętrznymi sprzecznościami, rozbijany przez działania rozmaitej agentury, traktowany przez dominujące wówczas media ze straszliwą pogardą. Gdy upadał, ludzie uważający się za właścicieli Polski odetchnęli z ulgą, że oto układ komunistów z lewicową częścią obozu solidarnościowego pozostaje niezagrożony, że władza polityczna PZPR nadal będzie zamieniana na własność i wpływy w tym, co nazwano kapitalizmem.

Bo choć świat wokół zmieniał się radykalnie, u nas trwano przy założeniach kompromisu z komunistami. On miał sens w 1989 r. Ale trzymanie się uparcie tamtych układów w 1991 r. było szkodliwym absurdem. I Jan Olszewski, osobiście przy Okrągłym Stole obecny, rozumiał to doskonale, podobnie jak śp. Lech Kaczyński. Oni – i wielu innych – rozumieli, że szansa na zbudowanie normalnego państwa, na odcięcie się od patologii totalitarnego reżimu topiona jest w setkach nieciekawych układów i układzików. Ba, nawet bazy sowieckie miały pozostać w roli baz gospodarczych, co planował Lech Wałęsa, ale Jan Olszewski w ostatniej chwili to zablokował. „Dzisiaj widzę, że to, czyja będzie Polska, to się dopiero musi rozstrzygnąć” – te pamiętne słowa z ostatniego premierowskiego przemówienia Jana Olszewskiego dobrze oddały zadania stojące przed obozem patriotycznym w następnych dekadach.

Wspominał tamte miesiące w jednym z ostatnich wywiadów dla portalu wPolityce.pl, z okazji swoich 87. urodzin: „Z góry było wiadomo, że jest to misja o charakterze szczególnego ryzyka. Tylko że to ryzyko trzeba było podjąć. Zwłaszcza że tak się zdarzyło, iż akurat ten rząd powstawał w momencie, w którym jednocześnie rozpadał się Związek Sowiecki. Zarówno dla mnie, jak i dla wielu ludzi, którzy wówczas ze mną współdziałali, było oczywiste, że to jest specjalny moment, jakaś szczególna szansa. Oczywiście, można powiedzieć, że trzeba było zrobić więcej – i pewnie można było. Z perspektywy czasu widzę niektóre rzeczy, które trzeba było zrobić, a nie zostały zrobione, lub które trzeba było zrobić zupełnie inaczej”.

Zapytaliśmy również, czy jest szansa, że Polska w końcu będzie taka, o jakiej marzył.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rabin Schudrich: słowa Katza znieważają także nas, polskich Żydów

2019-02-18 18:33

tk / Warszawa (KAI)

Sprzeciw wobec kontrowersyjnych słów pełniącego obowiązki szefa izraelskiego MSZ wyraził Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP. Polityk przytoczył słowa byłego ministra Izraela Icchaka Szamira, że Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki. To "znieważa też nas, polskich Żydów" – czytamy w oświadczeniu podpisanym przez naczelnego rabina Polski, Michaela Schudricha.

pl.wikipedia.org
Michael Schudrich

Polscy Żydzi oceniają, że słowa izraelskiego premiera przytoczone obecnie przez Izraela Katza były niesprawiedliwe już wtedy, gdy zostały wypowiedziane pierwszy raz, w 1989 roku. Zwracają uwagę, że są one jeszcze bardziej przykre po 30 latach, "gdy po obu stronach uczyniono już tak wiele dla wzajemnego zrozumienia naszych bardzo trudnych lecz wspólnych dziejów".

"To, że niektórzy Polacy uczestniczyli (pośrednio lub bezpośrednio) podczas II WŚ w niemieckim mordowaniu Żydów, jest historycznym faktem. Pamiętajmy też, że okupowana Polska nie utworzyła w czasie II WŚ reżimu, który współpracował z III Rzesza Niemiecką" - czytamy w oświadczeniu.

Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich przypomina także, że Polacy stanowią najliczniejszą grupę wyróżnionych tytułem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. "Stawianie zarzutu antysemityzmu wszystkim Polakom, również tych Sprawiedliwych znieważa; znieważa też tych wszystkich, którzy chcą dziś w Sprawiedliwych widzieć prawdziwa reprezentację polskiego społeczeństwa. I znieważa też nas, polskich Żydów, którzy jesteśmy tego społeczeństwa częścią" - głosi oświadczenie podpisane przez naczelnego rabina Polski, Michaela Schudricha i Monikę Krawczyk.

Oświadczenie jest reakcją na słowa Izraela Kaca, pełniącego obowiązki szefa MSZ Izraela. – Było wielu Polaków, którzy kolaborowali z nazistami – mówił Kac. Przywołał słowa byłego premiera Izraela, Icchaka Szamira. – On powiedział, że Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki – stwierdził minister. – Nikt nie będzie mówił nam, jak mamy się wypowiadać i jak upamiętniać naszych zmarłych – zakończył.

Przypomnijmy, że z powodu słów izraelskiego polityka, premier Mateusz Morawiecki ogłosił dziś, że Polska wycofuje swój udział w szczycie V4 w Jerozolimie. Wkrótce po tej decyzji poinformowano, że planowany na dziś i jutro szczyt został odwołany. Zdaniem PAP stało się to wskutek interwencji premiera Morawieckiego u partnerów z Grupy Wyszehradzkiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem