Reklama

Dzieło miłosierdzia na Kubie

2017-12-20 12:28

Ks. Mieczysław Puzewicz
Edycja lubelska 52/2017, str. V

Ks. Mieczysław Puzewicz
Spotkanie abp. Stanisława Budzika i bp. Arturo Amadora

Jedenaście tysięcy kilometrów od Lublina, w diecezji Santa Clara na Kubie, jako wolontariuszka posługuje Ewa Pankiewicz. Jej misją jest pomoc w katechezie, przygotowywanie jasełek z grupami dzieci i młodzieży (tradycja nieznana na Kubie) oraz organizacja wolontariatu na rzecz wsparcia osób chorych, ubogich, bezdomnych i dzieci ulicy.

Z Lublina na wyspę

Ewa pochodzi z parafii Żabia Wola, jest absolwentką psychologii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i od wielu lat angażuje się w działania lubelskiego Centrum Wolontariatu.

2 lata temu brała udział w organizowanym przez Centrum oraz diecezję Santa Clara Kongresie Miłosierdzia pod hasłem: „Nowa wyobraźnia miłosierdzia”. Kongres zgromadził ponad 50 osób z sześciu kubańskich diecezji i zaowocował cennymi inicjatywami miłosierdzia dla chorych, samotnych i ubogich podjętymi na wyspie. – Pracuję w Caibarien, małym mieście w środkowej Kubie. Ludzie żyją tu bardzo ubogo. System kartkowy pozwala na zakup 10 jajek na miesiąc, dwóch kilogramów cukru i kilku kilogramów ryżu, mięso (głównie z kurczaków) jest widziane najwyżej raz na miesiąc. Obecnie, po przejściu gwałtownych huraganów w lecie, ciągle są problemy z prądem, wiele domów jest zniszczonych, mieszkańcy nie mają środków na ich odbudowę. Niektórzy utracili i tak skromny cały dobytek. Najbardziej przejmujący jest widok dzieci, które nie mogą nawet pomarzyć o zabawkach – opowiada wolontariuszka. – Parafia, w której przebywam, dopiero się organizuje, w kilku punktach, w mieście i w okolicy, wspomagam prowadzoną tu katechezę, spotykam się także na zajęciach z dziećmi. Nastawienie do Polaków jest bardzo życzliwe i serdeczne, często wspomina się pielgrzymkę św. Jana Pawła II, który odwiedził Santa Clara 20 lat temu, 22 stycznia 1998 r. To był niezwykły moment, kiedy Kubańczycy mogli spotkać się, aby przeżywać wspólnie Mszę św., co wcześniej nie było możliwe. W mieście stoi jedyny na Kubie pomnik upamiętniający wizytę Papieża – mówi Ewa.

Reklama

Wyjazd na Kubę poprzedziło wielomiesięczne przygotowanie do pracy z dorosłymi, dziećmi i młodzieżą. Bp Arturo Amador, ordynariusz diecezji Santa Clara, wystosował specjalne zaproszenie, dzięki któremu wolontariuszka uzyskała tzw. „visa religiosa”, czyli dokument uprawniający do legalnej pracy w strukturach kościelnych, wydawany przez władze państwowe.

Odradzający się Kościół

Kubański Kościół katolicki jest dopiero na etapie organizacji po okresie wieloletniej programowej ateizacji, prowadzonej przez władze komunistyczne. Nie ma tam jeszcze pełnych struktur, znanych w Polsce. Diecezja Santa Clara powstała w 1995 r., ma tylko 40 parafii oraz ponad 200 ośrodków duszpasterskich. Są to małe kościoły, kaplice, czasem domy prywatne, do których co pewien czas dojeżdża kapłan z Eucharystią, a świeccy sami przygotowują nabożeństwa Słowa Bożego i katechezę. Biorą w niej udział ludzie dorośli, przygotowujący się do przyjęcia chrztu. Przez lata, za przyznawanie się do wiary katolickiej, groziła utrata możliwości studiowania czy szansy na dobrą pracę. Po wizycie św. Jana Pawła II władze zaczęły zwracać Kościołowi świątynie, otwarto seminarium duchowne, powoływano do życia parafie. W diecezji Santa Clara, na terenie której żyje prawie 1,5 mln ludności, obecnie pracuje 38 księży, w tym 2 z Polski. W stosunku do potrzeb odradzającego się katolicyzmu jest to liczba wręcz symboliczna. W przyszłym roku swój dom zakonny otworzą w Santa Clara siostry ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu (nazaretanki).

Archidiecezja lubelska współpracuje z diecezją Santa Clara już ponad 10 lat, a lubelskie inicjatywy są odpowiedzią na wołanie św. Jana Pawła II: „Niech świat otworzy się na Kubę!”, wypowiedziane w czasie jego pielgrzymki na wyspę w 1998 r. Do diecezji Santa Clara przekazana została pomoc humanitarna w postaci tony mleka w proszku, setki egzemplarzy Pisma Świętego i Katechizmu Kościoła Katolickiego. Lubelscy wolontariusze brali udział w misjach ludowych na terenie kubańskiej diecezji i animowali powstawanie młodzieżowych wspólnot duszpasterskich. Ordynariusz Santa Clara bp Arturo Amador dwukrotnie odwiedzał Lublin i Polskę, spotykał się m.in. z abp. Stanisławem Budzikiem. Wolontariat Ewy Pankiewicz nie byłby możliwy, gdyby nie solidarne wsparcie wielu lubelskich parafii, w których zbierane były ofiary na tę misję. Dzięki zrozumieniu i hojności lublinian na dalekiej Kubie tworzy się piękne dzieło miłosierdzia.

Tagi:
misje wolontariat

Fotografia, która zostanie na całe życie

2018-04-18 12:13

Krystyna Smerd
Edycja świdnicka 16/2018, str. I-V

Ryszard Wyszyński
Młodzież z uwagą słuchała opowieści o pisarce

Wzorem lat poprzednich podczas Mszy św. odprawionej 7 kwietnia br. na wałbrzyskim stadionie u podnóża Chełmca z górującym nad nim milenijnym krzyżem – w 13. rocznicę odejścia do domu Ojca naszego papieża Jana Pawła II – przeprowadzono kwestę na rzecz wałbrzyskiego Hospicjum, które nosi jego imię. Ze specjalnie oznaczonymi puszkami pomiędzy rzędami ławek znajdującymi się na murawie stadionu oraz na jego koronie, zbierając datki od zgromadzonych licznie w tym miejscu wiernych uczestniczących w nabożeństwie przeszli wolontariusze wałbrzyskiego Hospicjum ubrani w żółte charakterystyczne koszulki. Było ich 36, a wśród nich uczniowie: PG nr 7, PSP nr 15, PSP nr 28 im. Jana Pawła II wraz z opiekunami ze szkół współpracujących regularnie z Hospicjum w tej i wielu innych charytatywnych akcjach. Uroczystej polowej Eucharystii przewodniczył metropolita lwowski abp Mieczysław Mokrzycki wraz z bp. Ignacym Decem i bp. Adamem Bałabuchem. Po Mszy św. Ksiądz Arcybiskup i Księża Biskupi zostali zaproszeni przez prezes Renatę Wierzbicką do wspólnej fotografii z wolontariuszami Hospicjum.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Londyn: Sąd Apelacyjny odrzucił apelację w sprawie Alfiego Evansa

2018-04-25 20:49

abd (KAI) / Londyn

Po trwającej blisko 5 godzin rozprawie, Sąd Apelacyjny w Londynie odrzucił apelację złożoną przez ojca Alfiego Evansa i tym samym odmówił zgody na transport chorego dwulatka do Włoch "gdyż nie jest to w jego najlepszym interesie".

Kaspars Grinvalds/fotolia.com

Po blisko pięciogodzinnej rozprawie Sądu Apelacyjnego w Londynie, zapadł wyrok w sprawie dwuletniego Alfiego Evansa, cierpiącego na niezdiagnozowaną i najprawdopodobniej nieuleczalną chorobę neurologiczną. Sąd odrzucił apelację złożoną przez ojca chłopca. Tym samym choremu dziecku po raz drugi odmówiono zgody na wyjazd do Włoch, w celu kontynuowania leczenia, argumentując to faktem, że "nie jest to w jego najlepszym interesie".

Alfie Evans przebywa obecnie w szpitalu Alder Hey w Liverpoolu. W poniedziałek został odłączony od aparatury podtrzymującej życie, na polecenie sądu i wbrew woli jego rodziców. Po 11 godzinach chłopcu ponownie podano tlen, a władze szpitala poinformowały, że kontynuowane będzie leczenie paliatywne. Rodzice chłopca walczyli o przetransportowanie go do należącego do Watykanu szpitala pediatrycznego Dzieciątka Jezus w Rzymie. Także dyrektor szpitala przybył do Liverpoolu, by osobiście porozmawiać z władzami placówki, w której przebywa chłopiec, jednak nie został wysłuchany.

Apele o ratowanie chłopca ponawia wiele środowisk Kościelnych i świeckich. Kilkukrotnie prosił o to papież Franciszek, wezwanie ponawiał także prezes papieskiej Akademii Życia abp Vicenzo Paglia. Wiele instytucji zbiera podpisy pod petycjami o pomoc dla Alfiego. CitizenGo zebrała ponad 200 tys. podpisów pod apelem skierowanym do władz szpitala Alder Hey. Z kolei ojciec Alfiego Thomas Evans, prowadzi w internecie zbiórkę podpisów pod prośbą do królowej Elżbiety II i brytyjskiego Parlamentu.

Niespełna 2-letnie Alfie Evans cierpi na niezdiagnozowaną i najprawdopodobnie nieuleczalną chorobę neurologiczną. Od grudnia 2016 r. przebywa w szpitalu Alder Hey w Liveropplu, gdzie, wg lekarzy, utrzymywany jest przy życiu jedynie dzięki aparaturze medycznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Niemcy: kontrowersje wokół krzyża w gmachach państwowych Bawarii

2018-04-26 09:25

ts (KAI) / Monachium

Ożywioną dyskusję wywołała decyzja rządu krajowego w Monachium, że od 1 czerwca br. we wszystkich gmachach państwowych Bawarii mają w widocznych miejscach zawisnąć krzyże. Krzyż będzie wisiał u wejścia jako „widoczne przyznanie się do podstawowych wartości ładu prawnego i społecznego w Bawarii i w Niemczech” - poinformowała kancelaria rządu Bawarii 24 kwietnia. "Krzyż jest fundamentalnym symbolem „naszej bawarskiej tożsamości i sposobu życia” - powiedział premier Markus Söder (CSU).

HannahJoe7/pixabay.com

Choć decyzja ta nie wszystkim się podoba, z zadowoleniem przyjął ją arcybiskup Bambergu Ludwig Schick. „Uważam że to dobre, aby zawiesić krzyż tłumacząc, że jest to znak jedności, pojednania, pokoju, braterstwa, solidarności” - powiedział abp Schick w wywiadzie dla Bayerische Rundfunk. W innej rozmowie dla „domradio” w Kolonii zwrócił uwagę, że „krzyż nie jest znakiem tożsamości jakiegokolwiek kraju czy państwa”.

Również kierownik Biura Katolickiego Bawarii, Lorenz Wolf, cieszy się z takiej decyzji, kiedy to „ugruntowane w chrześcijaństwie podstawowe wartości naszej społeczności, zwłaszcza godność człowieka, miłość bliźniego, tolerancja i solidarność znowu silniej docierają do świadomości społecznej”.

Pozytywnie do faktu, że „krzyże będą widoczne w miejscach publicznych” odniósł się też ewangelicki biskup Bawarii oraz przewodniczący Rady Kościołów Ewangelickich w Niemczech (EKD) Heinrich Bedford-Strohm. Podkreślił, że w ten sposób religia nie pozwala się „wypędzić” do sfery prywatnej, lecz staje się częścią życia publicznego. Ewangelicki biskup nie widzi w tej decyzji marginalizacji innych religii, a humanitaryzm, którego symbolem jest krzyż, oznacza także wolność wyznania. Jednocześnie ostrzegł przed wykorzystywaniem krzyża do polityki partyjnej oraz polemik. Przesłanie, jakie płynie z krzyża, to godność człowieka, miłość bliźniego i humanitaryzm. „To są wartości, do których musi się stosować każdy z nas, muszą się stosować także działania polityczne” - przypomniał Bedford-Strohm.

Krytyk nie szczędzi lewicowa SPD twierdząc, że jest to taktyczny manewr wyborczy CSU. Natomiast studenci w Ratyzbonie już zapowiedzieli, że nie zgodzą się na zawieszenie krzyży na tamtejszym uniwersytecie. Uniwersytety mogą, ale nie musza zawieszać krzyży. Dotychczas decyzją rządu Bawarii krzyże muszą wisieć tylko w klasach szkolnych oraz salach sądowych.

Katolicki specjalista prawa kanonicznego na uniwersytecie w Münster, Thomas Schüller uważa, że decyzja rządu Bawarii jest „na granicy” prawa konstytucyjnego. W rozmowie z „Deutsche Welle” powiedział, że „jeśli ktoś w ten sposób politycznie instrumentalizuje krzyż, nie pojmuje teologicznego znaczenia „głupoty słowa Krzyża” z pierwszego listu św. Pawła do Koryntian, która jest ością w gardle władców i znakiem nadziei dla słabych i pozbawionych praw”. Skrytykował, że uzasadnianie zawieszania krzyży „historycznymi i kulturalnymi tradycjami” Bawarii powoduje, że krzyż staje się „zwykłym symbolem folkloru”.

O umiar w ocenach zaapelował Centralny Komitet Katolików Niemieckich (ZdK). „Krzyż jest tematem poważnym i nie może być przedmiotem drwin i wszelkiego rodzaju żartów”, powiedział przewodniczący ZdK, Thomas Sternberg w rozmowie z niemieckimi mediami. Dodał, że krzyż podkreśla wartość religii i nie oznacza żadnego wykluczania.

Krytycznie do decyzji rządu Bawarii odniosła się Centralna Rada Muzułmanów. „Krzyż w oficjalnych budynkach państwowych jest sprzeczny z zasadą neutralności państwa”, stwierdził w rozmowie z dziennikiem „Die Welt” Mohamed Abu El-Qomsan, przewodniczący tego gremium w Bawarii i podkreślił, że krzyż jest „oczywiście symbolem religijnym”. Zażądał jednocześnie równego traktowania innych religii. „Jeśli Bawaria dopuszcza symbole religijne w budynkach państwowych, to konsekwentnie powinna także zezwolić na noszenie muzułmańskich chust w miejscach publicznych” - powiedział.

Pozytywnie natomiast wypowiedziała się Izraelska Wspólnota Wyznaniowa Monachium i Górnej Bawarii. Zwłaszcza w obliczu „mamuciego zadania, jakim jest integracja”, wspólnota żydowska uważa za „ważne i właściwe” zdefiniowanie norm i wartości oraz żądanie ich uznania, co jest niezbędne dla dobrego współżycia, stwierdziła przewodnicząca Izraelskiej Wspólnoty Wyznaniowej Charlotte Knobloch.

Rząd federalny nie chciał skomentować decyzji władz Bawarii. Rzecznik rządu Steffen Seibert powiedział jedynie, że „nic mu nie wiadomo, aby podobne plany zamierzał wprowadzić rząd federalny”. Według rzecznika ministerstwa spraw wewnętrznych, decyzję o zawieszeniu krzyża w pomieszczeniach urzędowych regulują przepisy organizacyjne poszczególnych urzędów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem