Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Dobro silniejsze jest od zła

2017-12-20 12:28

Urszula Buglewicz
Edycja lubelska 52/2017, str. VI

Paweł Wysoki
Wśród gości obecna była Wiesława Kozielewska (pierwsza z lewej), córka chrzestna Jana Karskiego

Na rynku w Izbicy stanął monument upamiętniający Jana Karskiego, legendarnego kuriera i emisariusza politycznego, który w czasie II wojny światowej przekazał światu informacje o bestialskich dokonaniach nazistów w okupowanej Polsce

Z inicjatywy Towarzystwa Jana Karskiego oraz Wójta Gminy Izbica 3 grudnia w odsłonięciu pomnika uczestniczyli krewni bohatera, przedstawiciele różnego szczebla władz i instytucji oraz mieszkańcy gminy i powiatu krasnostawskiego. Kościół reprezentowali bp Mieczysław Cisło i ks. Jarosław Wójcik, proboszcz parafii w Tarnogórze. Uroczystość została objęta honorowym patronatem Prezydenta RP Andrzeja Dudy. W okolicznościowym adresie Prezydent napisał: „Generał brygady Jan Karski to postać wyjątkowa w wymiarze nie tylko polskiej, ale i ogólnoludzkiej historii. Człowiek niezłomnej służby, zawsze idący za wezwaniem ojczyzny i wskazaniami sumienia. Bohater wielu narodów, kawaler Orderu Orła Białego i amerykańskiego Medalu Wolności, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Człowiek – symbol. Postać wyrażająca najwspanialsze ludzkie wartości i nadzieje, że dobro silniejsze jest od zła”.

Misja Jana Karskiego

Monument w Izbicy został odsłonięty z okazji 75-lecia misji Jana Karskiego. Na początku października 1942 r. Karski, w przebraniu ukraińskiego strażnika formacji pomocniczej SS, przedostał się do obozu tranzytowego w Izbicy, skąd Żydzi (zwożeni tam z Polski oraz wielu krajów Europy) trafiali do komór gazowych niemieckich obozów śmierci w Bełżcu i Sobiborze. Jak podkreślił Andrzej Duda, „Karski wkroczył do ziemskiego piekła. Zrobił to w pełni świadomie, w poczuciu moralnego i patriotycznego obowiązku. Uważał bowiem, że jako emisariusz polskich władz podziemnych musi na własne oczy zobaczyć całą okrutną prawdę o tym, jaki los zgotowali hitlerowscy oprawcy narodowi żydowskiemu. Kierowany takim przeświadczeniem przebywał też w warszawskim getcie. Widział sceny straszliwe”. Jan Karski, któremu Polskie Państwo Podziemne powierzyło misję dokładnego poinformowania aliantów o dokonującej się Zagładzie Żydów, jako naoczny świadek przygotował raport, który osobiście dostarczył przywódcom Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. „Niestety, ci, którzy mieli możliwości działania, nie zareagowali na raport emisariusza. Polski krzyk o Zagładzie Żydów spotkał się z obojętnością świata” – przypomniał Prezydent RP.

Bohater najwyższej próby

Podczas uroczystości wielokrotnie podkreślano, że Jan Karski, syn narodu polskiego, to wielki patriota i mężny żołnierz, gotowy do najwyższych poświęceń w służbie ojczyzny, a jednocześnie emisariusz wolności i międzyludzkiej solidarności, który występował w imię fundamentalnych zasad człowieczeństwa; o niezłomnej postawie, głęboko oddany wartościom chrześcijańskiej miłości bliźniego, spieszący na ratunek ginącym żydowskim współbraciom. – Mówi się niekiedy, niesprawiedliwie, że misja Karskiego zakończyła się niepowodzeniem, ale to nieprawda, ona zakończyła się zwycięstwem – podkreślił wojewoda Przemysław Czarnek. – Zagłada Żydów i historia okupowanej Polski nie mieściła się w głowach aliantów, dlatego pozostali obojętni na głos emisariusza. Ale Jan Karski przywrócił nam wiarę w ludzkość. Pokazał, że można być bohaterem najwyższej próby po to tylko, żeby choćby próbować ratować ludzi przed zagładą, przed skrajną niesprawiedliwością i brutalnością ze strony innych ludzi. Jan Karski woła do nas z tego pomnika, żebyśmy próbowali być tak odważni jak on – mówił wojewoda.

Reklama

Odnosząc się do aktualnej sytuacji, gdy w różnych rejonach świata mordowani są niewinni ludzie ze względu na swoją narodowość czy wyznanie, Przemysław Czarnek podkreślał: – Hasło „never again” (już nigdy) musimy cały czas powtarzać, żeby uzmysłowić sobie, że dzisiaj na świecie dzieją się dokładnie takie same rzeczy jak tutaj, w Izbicy, 75 lat temu. W bestialski sposób mordowani są ludzie tylko dlatego, że np. są chrześcijanami. Dzisiaj na świecie znów wykazujemy obojętność. Mówię tu o wszystkich przywódcach światowych, którzy nie przykładają się do tego, żeby zlikwidować zło tam, gdzie dzieją się straszne rzeczy.

Rodzina Kozielewskich

Szczególnym gościem uroczystości była dr Wiesława Kozielewska, córka chrzestna Jana Karskiego (właściwie Jana Kozielewskiego), która do Izbicy przyjechała z Jerzym Kozielewskim. – Dziękuję za pamięć ojczyzny o wybitnym jej synu i członku naszej rodziny, która wzrusza nas; jest słuszna i sprawiedliwa. To, co czynił mój stryj i ojciec chrzestny, zaczyna nabierać godnego wymiaru, a on sam zyskuje miejsce, na jakie sobie zasłużył – podkreślała. Kozielewska. Przywołała sceny sprzed 75 lat, gdy Karski po dwóch wejściach do żydowskiego getta został skierowany z misją do Izbicy. Podkreśliła, że bez współpracy miejscowych struktur Polskiego Państwa Podziemnego, zwłaszcza policjantów z Krasnegostawu, tajna operacja nie przebiegłaby pomyślnie. Przywołała innych członków rodziny, którzy w ciemną noc okupacji oddali na służbę ojczyźnie swoje zdolności i życie. Stryjowie Marian i Edmund, stryjenka Laura oraz ojciec Stefan to godne Jana Karskiego rodzeństwo, które na wdzięczność ojczyzny musiało czekać przez kilkadziesiąt lat niewoli komunistycznej. – Ornamentem naszej rodziny jest Jan, znany całemu światu, ale za ojczyznę walczyli i cierpieli inni Kozielewscy – podkreślała pani Wiesława. W imieniu rodziny serdecznie dziękowała wszystkim, którzy pamiętają o stryju Janie i przyczyniają się do godnego przywracania jego pamięci. – Jego misja została wykonana. Zrobił wszystko, by uratować suwerenność Polski i przerwać zbrodnię Holocaustu. To możni tego świata nie zrobili nic – mówiła z przekonaniem.

Pomnik w Izbicy

Monument usytuowany na izbickim rynku powstał z inspiracji Waldemara Piaseckiego, twórcy Towarzystwa Jana Karskiego i nagrody Orła Jana Karskiego. Na podstawie rozmów z samym Karskim oraz z Andrzejem Pityńskim, polskim rzeźbiarzem mieszkającym w Stanach Zjednoczonych, zrodziła się idea wyciągniętej ku niebu dłoni. – Wspominając nasze rozmowy, przypomniałem sobie, że większe wrażenie na Karskim zrobiły bezbronne ręce, wyciągnięte ku niebu w geście wołania o pomoc niż ciała pomordowanych. On powtarzał, że za mało zrobiliśmy, by uchwycić te ręce. Zresztą, on uważał, że pomniki nie powinny być stawiane jemu, tylko ofiarom nazistowskich zbrodni – mówił Piasecki. Głównym elementem pomnika jest więc wyciągnięta ku niebu dłoń, zaprojektowana przez Pityńskiego i odlana w brązie. – Prosimy o troskę o pomnik, o pamięć o skazanych na zagładę Żydów. Prosimy o solidarność, by wyciągnięte ku niebu ręce już nigdy nie zawisły bezradnie. Pamiętajmy o misji Jana Karskiego, która przynosi dumę wszystkim Polakom – apelował Piasecki. – Chylimy czoło przed rodziną Kozielewskich, z których pierwszy jest Jan, że wychowała takich bohaterów. Odsłonięcie pomnika zobowiązuje nas, by był on edukatorem młodego pokolenia na polskiej ziemi, na której nie ma miejsca dla antysemityzmu, dla nienawiści – mówił na zakończenie uroczystości bp Mieczysław Cisło.

Tagi:
Jan Karski

Jan Karski. Jedno życie

2018-05-28 08:15

Jacek Rotmund

Archiwum
Jan Karski

Mało jest w polskiej historii bohaterów formatu Jana Karskiego. Postaci przynoszącej nam chwałę i dumę w świecie. Jednocześnie całymi latami pozostającej, dla ogromnej większości Polaków, poza ich świadomością zbiorową.

Urodzony 24 czerwca 1914 roku w Łodzi, jako Jan Kozielewski, w dzień św. Jana Chrzciciela, po nim otrzymał imię. Wychowywany był w rodzinie głęboko patriotycznej i katolickiej otwartej na wieloreligijne sąsiedztwo, w tym żydowskie. Żydami była większość sąsiadów, Żydami – najbliżsi koledzy szkolni. Od jedenastego roku zycia formowany był przez Sodalicję Mariańską.

Na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie ukończył studia prawnicze i dyplomatyczne, a jako prymus - podchorążówkę artylerii konnej we Włodzimierzu Wołyńskim. Po odbyciu praktyk dyplmatycznych został zatrudniony w Ministerstwie Spraw Zgranicznych. Bił się w kampanii wrześniowej w szergach 5 Dywizjonu Artylerii Konnej i dostał do sowieckiej niewoli. Udało mu się z niej wydostać, podobnie jak zbiec z niewoli niemieckiej. Powrócił do okupowanej Warszawy, gdzie jego brat pułkownik Marian Kozielewski zaprzysiagł go w konspiracji.

Państwo Podziemne powierzyło mu odpowiedzialne misje emisariusza. Zdradzony, dostał się w ręce gestapo i poddany nieludzkim torturom. Zdołał zbiec dzięki pomocy Podziemia by powrócić do pracy emisariusza pomiędzy okupowanym krajem a Rządem RP na Wychodźstwie. Skierowany do przwódców alianckich raportował o tragicznej sytuacji okupowanej Polski, w tym masowo mordowanych Żydów. Ich tragiczny los poznał dwukrotnie wchodząc do Getta Warszawskiego oraz do obozu tranzytowego w Izbicy. Raportował o działalności Polskiego Państwa Podziemnego, uniklnej struktury w skali całej okupowanej Europy. Apelował o pomoc zarówno dla ginących Zydów, jak i przede wszystkim o zachowanie powojennej niepodległości Polski i nieoddawnie jej w strefę wpływów sowieckich. Wydał w Ameryce wstrząsającą książkę „Story of a Secret State”, która stała się bestsellerm.

Po wojnie pozostał w Stanach Zjednoczonych, gdzie związał się na ponad czterdziesci lat z najstarszą katolicką uczelnią na ziemi amerykańskiej, jezuickim Unwersytetm Georgetown w Waszyngtonie, wykładając na jego Wydziale Służby Zagranicznej. Stał się ornamentem akademickim swej uczelni.

Przez wiele lat nie chciał powracać do swojej przeszłości wojennej. Został na nowo „odkryty” przez profesora Elie Wiesela, twórcę terminu Holocaust i laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Zaczął przypominać swój dramatyczny wojenny raport o ratunek dla ginącego narodu żydowskiego, za którym alianci nie podążyli. Stał się żywym wyrzutem sumienia.

Do świadomości Polaków został w pełni przywrócony dopiero po przeminach ustrojowych przełomu lat 80. i 90. Gigantyczna pracę w tej materii wykonał najbliższy przyjaciel i współpracownik Jana Karskiego – Waldemar Piasecki. Najpierw zarealizował (wspólnie z Michałem Fajbusiewiczem) dokumenatalny film o Karskim „Moja misja”. Potem przetłumaczył i opracował polską edycję wojennej ksiązki bohatera, podając ją czytelnikowi jako „Tajne państwo”.

Wkrótce rozpoczął pisanie biografii Jana Karskiego. Śmierć Profesora w lipcu 2000 roku przerwała i opoźniła tę pracę. Ostatecznie przybrała ona formę trylogii „Jan Karski. Jedno życie” wydawanej przez krakowskie Wydawnictwo „Insignis”. Dwa pierwsze tomy: „Madagaskar” i „Inferno” ukazały się w latach 2015 i 2017 stając się bestsellerami i zyskując znakomite oceny i recenzje.


W rzeczy samej opowieść o Janie Karskim podana jest w niezwykle dynamicznej narracji fabularnej , jednozceśnie ubogaconej mnóstwem faktów na tle historycznej panaramy czasów, w jakich bohater żył. Jest to po prostu znakomita lekcja historii.

Jest też aspekt szczególny wart podania na tych łamach. Ksiądz kardynał Stanisław Dziwisz wyraził go w takich słowach:
Prócz patriotycznej powinności i poczucia obowiązku wobec obywateli Polski narodowości żydowskiej, dzielnym emisariuszem kierował przejrzysty motyw religijny – nie mógł pozwolić na hekatombę narodu, poprzez który Bóg się ludziom objawił. Czyż można łatwo znaleźć równie poruszającą i odnoszącą się do korzeni chrześcijaństwa, praktyczną deklarację wiary?

W 1998 roku, w pięćdziesiątą rocznice powstania państwa żydowskiego, katolik Jan Karski, walczący o prawo do życia Zydów, został nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Był blisko.

W tym roku, 28 lipca kończy się 75-lecie wojennej misji Jana Karskiego. W tym dniu w 1943 r. raportował w Białym Domu prezydentowi Franklinowi Delano Rooseveltowi.

Nasza pamięć o Janie Karski powinna przetrwać znacznie dłużej. Po to jest trylogia „Jan Karski. Jedno życie”. Powinna stać się lekturą obowiązkową każdego Polaka.

WIĘCEJ O KSIĄŻCE TUTAJ

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

MIVA Polska od 18 lat pomaga misjonarzom

2018-07-18 12:39

nak / Warszawa (KAI)

Ponad 500 samochodów, 148 motocykli, 1485 rowerów – to tylko część pojazdów przekazanych na misje za pośrednictwem stowarzyszenia MIVA Polska. Działa ono od 2000 roku zajmując się zdobywaniem środków na zakup środków transportu dla misjonarzy: samochodów, rowerów ale tez łodzi czy koni.

Archiwum MIVA Polska

Założycielem stowarzyszenia jest ks. Marian Midura, który po powrocie z misji w Afryce, założył w Polsce stowarzyszenie pomagające misjonarzom w wypełnianiu ich posługi.

- Po powrocie z Afryki w 1999 r. zobaczyłem, że w Polsce mamy już coraz lepsze samochody, dużo więcej kierowców , a polscy misjonarze w tym czasie jeździli naprawdę słabymi pojazdami – wspomina ks. Midura. – Widziałem wiele przypadków, kiedy misjonarz był ranny po wypadku czy nawet ginął, tylko dlatego, że samochód był w bardzo złym stanie technicznym - dodaje.

Stowarzyszenie MIVA Polska pomaga misjonarzom w zdobywaniu i zakupie misyjnych środków transportu przez corocznie organizowaną „Akcję św. Krzysztof”. W parafiach zbierane będą ofiary do puszek na zakup pojazdów dla misjonarzy. Ideą jest przekazanie na środki transportu dla misjonarzy tyle groszy, ile w ciągu roku przejechało się kilometrów - 1 grosz za 1 szczęśliwie przejechany kilometr.

W zeszłym roku w ramach „Akcji św. Krzysztof” udało się zebrać prawie 2 mln 800 tys. złotych. Za te pieniądze zakupiono 48 samochodów terenowych i osobowych, 2 busy, ambulans, traktor, 39 motocykli i motorowerów, 470 rowerów dla katechistów, 2 silniki do łodzi i 2 łodzie motorowe, motolotnię oraz 30 wózków dla niepełnosprawnych, które trafiły do misjonarzy w prawie 30 krajach, głównie w Afryce i Ameryce Południowej.

W ciągu 18 lat działalności MIVA Polska zakupiła dzięki ofiarności darczyńców m.in.: 529 samochodów, 148 motocykli, 1485 rowerów, 14 łodzi, 2 konie, 13 ambulansów.

„Dzięki temu polscy misjonarze mogą bezpiecznie głosić dobrą nowinę w różnych częściach świata” - powiedział KAI Krajowy Duszpasterz Kierowców, Ks. Marian Midura.

MIVA Polska zaczęła działać w 2000 roku decyzją KEP przy Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W czym tkwi siła Różańca?

2018-07-19 07:23

Salve TV

- Kilka lat temu rozpocząłem moją przygodę z modlitwą różańcową i zaprosiła mnie do tego Maryja, jak do wszystkich dobrych rzeczy - mówił Piotr Chomicki z Fundacji Holy Mary Team.

Bożena Sztajner/Niedziela

- Różańca też trzeba się nauczyć. Do kontemplacji trzeba dojrzeć - dodaje.

- Koncepcja "Siły różańca" była taka, żeby z innej strony pokazać Różaniec, nie jako modlitwę, która jest tylko bronią. To modlitwa, która jest kontemplacją, poznawaniem Pana Boga, która jest przybliżaniem się do Pana Boga, łączenie się z Panem Jezusem przez Maryję - podkreśla.

- Pan Bóg nie potrzebuje spektakularnych materiałów, bo sam jest spektakularny i zaprasza nas do tego, żebyśmy w tym przypadku zrobili materiał o prostym przekazie, w dobrej jakości - dodaje.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem