Reklama

Nikogo nie przekreśla

2017-12-20 12:28

Anna Józwik
Edycja łódzka 52/2017, str. VIII

Archiwum
Wigilia w więzieniu

Więźniowie, którzy być może w swoim życiu nie poznali Boga, mogą Go odnaleźć dzięki posłudze kapelanów. Zaangażowani w duszpasterstwo więzienne, kierując się słowami Jezusa: „Byłem w wiezieniu, a przyszliście do mnie”, głoszą bezwarunkową miłość Boga.

– Chcemy tym ludziom pokazać, że Jezus nikogo nie przekreślił. On pierwszy przychodził do osób, które były na bakier z prawem. Kiedy pochwycili kobietę na cudzołóstwie, wszyscy chcieli ją ukamienować, a Jezus jako jedyny wyciągnął do niej rękę – zaznacza ks. Kamil Przybysz, który od trzech lat jest kapelanem jednego z łódzkich zakładów karnych. Wiedział, że w miejscu, w którym posługuje przebywają osadzeni za różne ciężkie przestępstwa. – Mimo obaw spotkałem się z normalnością i wielką życzliwością. Wyszedłem pełen entuzjazmu, wiary w to, że ci ludzie są tam by się zmienić – wspomina. I choć doświadczeni funkcjonariusze mówili mu, żeby nie wierzyć w szybkie nawrócenie skazanych, ks. Kamil robił swoje. – W zakładzie karnym sprawujemy sakrament pokuty i pojednania, prowadzimy także rozmowy z więźniami. Raz w tygodniu sprawowana jest Eucharystia, wtedy osadzeni czynnie angażują się w oprawę liturgii, śpiew, czytania. Posługujemy także w szpitalu więziennym. To, że oni się tam znaleźli – co im często powtarzam – znaczy, że Bóg ma też jakiś plan wobec nich – mówi. – Pewien młody człowiek, który skończył już odbywanie kary, przeżył głębokie nawrócenie, to było widać. Pracę nad sobą rozpoczął przy wsparciu kapelana w więzieniu, w którym był wcześniej. Potem w Łodzi to kontynuował – wspomina ks. Kamil. Zdarzały mu się upadki, ale potrafił o tym mówić. – Zanim wyszedł powiedział mi, że ma ogromne pragnienie przyjęcia sakramentu bierzmowania, do którego nie przygotowywał się nigdy, bo po prostu to ignorował. Poradziłem, aby po zakończeniu wyroku przyszedł do mnie do parafii i wtedy go przygotujemy. Nie wierzyłem, że tak się stanie. A jednak przyszedł. Przyjął sakrament bierzmowania. Teraz regularnie uczestniczy w Eucharystii, zaangażował się w działanie grup modlitewnych w Łodzi, ma także dobre plany na przyszłość. To naprawdę wartościowy chłopak – podkreśla.

Reklama

Taka przemiana to zasługa nie tylko księży, ale i współwięźniów. Koledzy z celi rozmawiają ze sobą, wspierają się. To także sztab ludzi odpowiedzialnych za ich resocjalizację. Jednak, by móc otworzyć się na łaskę i doświadczyć nawrócenia, należy stanąć w prawdzie, uznać swoją słabość. Jako wspólnota Kościoła świętego mamy razem dążyć do zbawienia i mamy nawzajem sobie pomagać. A czy to będzie miało owoce w przyszłości, to już Bóg oceni.

Tagi:
wigilia więzienie

Asia Bibi wybaczyła tym, którzy ją skrzywdzili

2018-04-01 07:54

kg (KAI/RV) / Lahaur

Już dziewiąty Wielki Tydzień przeżywa w więzieniu pakistańska chrześcijanka i matka rodziny Asia Bibi. W czerwcu 2009 fałszywie oskarżono ją o bluźnierstwo przeciwko Mahometowi. Jej prawnicy liczyli, że jeszcze przed Wielkanocą odbędzie się rozprawa sądowa, decydująca o jej ewentualnym uwolnieniu. Niestety pod naciskiem islamskich fundamentalistów Sąd Najwyższy cały czas zwleka z wyznaczeniem daty rozprawy.

www.christiansinpaan.com

Joseph Nadeem z „Renaissance Education Foundation”, która wspiera naukę dzieci mężnej kobiety i który odwiedził ją ostatnio w więzieniu, podkreśla, że Wielki Tydzień przeżywa, skupiając się całkowicie na przebaczeniu. „Wybaczam wszystkim tym, którzy mnie skrzywdzili. Przecież Jezus także wszystkim przebaczył” – powtarza Pakistanka, która w tych dniach szczególnie dużo modli się na różańcu otrzymanym od papieża Franciszka.

„Jej postawa jest lekcją dla wszystkich chrześcijan Pakistanu, którzy na co dzień doświadczają prześladowań i wykluczenia” – powiedział metropolita Lahauru abp Sebastian Francis Shaw. Wskazuje, że w związku z realnym zagrożeniem atakami islamskich fundamentalistów wzmocniono ochronę wszystkich miejsc kultu. „Ludzie wciąż pamiętają o krwawym zamachu w zeszłoroczną Wielkanoc, mimo to kościoły są pełne” - dodał hierarcha.

Asia Bibi trafiła do więzienia 19 czerwca 2009 wskutek donosu jej sąsiadek-muzułmanek, które zarzuciły jej, że chwaliła Jezusa, a krytykowała Mahometa. W listopadzie następnego roku skazano ją na śmierć na podstawie ustawy o bluźnierstwie z 1986, ale wykonanie kary kilkakrotnie wstrzymywano. Kobieta do dzisiaj przebywa za kratkami m.in. ze względów bezpieczeństwa, gdyż ekstremiści islamscy wielokrotnie grozili jej śmiercią, gdyby wyszła na wolność. W 2011 zamordowali oni gubernatora stanu Pendżab Salmana Taseera, który żądał zniesienia wspomnianej ustawy, a wcześniej z rąk radykałów islamskich zginął minister ds. mniejszości religijnych w rządzie Pakistanu – katolik Shahbaz Bhatti.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Henryk Hoser o sprawie Alfiego Evansa: Sądy stają się panami życia

2018-04-25 14:16

Rozmawiał Adam Kacprzak/wpolityce.pl

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a którą mu się odbiera - powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl arcybiskup Henryk Hoser SAC, biskup senior diecezji warszawsko-praskiej.

Artur Stelmasiak
Abp Henryk Hoser

wPolityce.pl: Księże Arcybiskupie, historia dwuletniego Alfiego Evansa bez wątpienia porusza, ale także i bulwersuje. Lekarze przekonywali, że jego terapia jest „daremna”, a wręcz „nieludzka”. Czy ktokolwiek ma moralne prawo wygłaszać takie słowa?

Ks. Arcybiskup Henryk Hoser: Każda terapia jest ludzka. Nieludzkie może być traktowanie człowieka. Trzeba powiedzieć, że ten przypadek nie podpada pod pojęcie terapii uporczywej, czyli daremnej, ponieważ nie zachodzą dwie ważne proporcje. Po pierwsze, to jest dwuletnie dziecko, czyli organizm rosnący, a nie będący u kresu swego życia człowiek podeszły, którego perspektywa życia biologicznego nie jest długa. Tutaj przede wszystkim są pewne szanse podtrzymania tego dziecka przy życiu. A nawet gdy dzisiaj nie mamy efektywnej terapii leczenia, to jednak postęp w leczeniu chorób genetycznych jest tak duży, że za jakiś czas można by pomoc przyczynowo. I po drugie, fakt, że to dziecko, odłączone od aparatury, oddychało samodzielnie ponad 10 godzin, pokazuje, że miało ono autonomię życia.

Przy tej sprawie trzeba zwrócić jeszcze uwagę, że mimo postawy rodziców i nadaniu dziecku włoskiego obywatelstwa - co stało się dzięki zaangażowaniu Ojca Świętego - by mogło zostać transferowane do rzymskiego szpitala Bambino Gesu, nie chciano dać mu tej możliwości. Trzeba też wreszcie powiedzieć, że jest bardzo złą praktyką, że to sądy stają się panami życia i śmierci.

Czy można powiedzieć w takim razie, że system – sąd brytyjski, ale także trybunał w Strasburgu, który podtrzymał decyzję o odłączeniu od aparatury – stał się w jakimś sensie przejawem cywilizacji śmierci?

To jest przejaw cywilizacji śmierci. Widzimy tę perspektywę i autonomię życia, która już tutaj zaistniała. Natomiast przypadki takich chorób regresyjnych - gdy dziecko urodziło się bez objawów, a które postępują teraz – powinny być uprzywilejowane przez badania medyczne, by można było takie choroby obserwować i potem leczyć. A tego się nie robi. Każdy taki przypadek jest wielkim wyzwaniem dla nauki o człowieku i medycyny.

Pojawia się również pytanie o prawa rodziców, którzy walczyli o życie swojego dziecka przed sądami. Czy w świecie Zachodu rodzice tych praw już nie mają?

Coraz bardziej te prawa są im odbierane. A w tym wypadku, nawet jeśli państwo brytyjskie nie chciało tego dziecka utrzymywać – co na pewno nie stanowi wielkiego obciążenia – to powinno zgodzić się na przewiezienie go tam, gdzie chciano go leczyć, czyli wyspecjalizowanego szpitala rzymskiego Bambino Gesu.

Interwencja Ojca Świętego Franciszka i Watykanu daje chyba poczucie nadziei, że Kościół wypełnia tak mocno swoją misję obrony życia.

Został już prawie sam na tej arenie walki o życie. Coraz mniej jest instytucji, które broniłyby ludzkiego życia tak konsekwentnie jak właśnie Kościół.

W Wielkiej Brytanii widzimy wyraźnie dwa obrazki: ciężko chory dwulatek, skazany na śmierć i radość z powodu narodzin „royal baby”. Ten rozdźwięk chyba nie najlepiej świadczy o społeczeństwie Zachodu?

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a które się odbiera.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Wielka Brytania: ks. Gabriele modli się przy łóżku Alfiego

2018-04-26 15:59

vaticannews.va / Liverpool, Watykan (KAI)

Rodzice Alfiego Eczują się po raz kolejny zdradzeni przez swój kraj. Jednak decyzja sądu ich nie powstrzyma. Zapewnili mnie, że będą dalej walczyć i zrobią wszystko, co w ich mocy, by ich syn został przewieziony do Włoch – powiedział ks. Gabriele Brusco, który towarzyszy angielskiemu chłopcu i jego rodzinie w walce o życie i godną opiekę w chorobie.

Alfie Evans/Facebook

Po wczorajszej decyzji sądu apelacyjnego, który odrzucił odwołanie rodziców i potwierdził, że Alfiego nie można przetransportować na dalszą terapię do Rzymu, Thomas Evens, tata chłopca, oświadczył, że będzie zabiegał u lekarzy o jak najszybsze przeniesienie go do domu.

Ks. Brusco, który niemal przez cały czas pozostaje w szpitalu w Liverpoolu, potwierdza, że stan chłopca jest stabilny. Rodzicom bardzo zależy na obecności kapłana, proszą by się modlił za Alfiego czy choćby, na znak błogosławieństwa, kładł rękę na jego czole. Kwestia wiary jest w tej całej sprawie bardzo ważna – mówi włoski kapłan.

- Musimy mieć nadzieję i modlić się – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Brusco. – Bo cudu nigdy nie da się wykluczyć. Jesteśmy wierzący i dlatego w to wierzymy. Teraz jednak trzeba czekać. Tylko Bóg wie, kiedy udzieli nam tego cudu, i czy w ogóle nam go udzieli.

Ks. Brusco zwraca też uwagę na bardzo napiętą atmosferę w samym szpitalu i stałą obecność policjantów. Podkreśla też, że jest pełen podziwu dla młodych rodziców Alfiego. „Gdybym to ja był ojcem – powiedział włoski kapłan - to podobnie jak Tom, zrobiłbym wszystko, by ocalić mego syna i nie poddałbym się po orzeczeniu sędziego, który nie pozwala przyjąć pomocy od tych, którzy chcą udzielić opieki umierającemu synowi”.

Tymczasem do Watykanu przyjechał wczoraj arcybiskup Liverpoolu i po audiencji ogólnej rozmawiał z papieżem. Powiedział Franciszkowi, że katolicy w jego diecezji są do głębi wzruszeni całą sprawą. Stanął też jednak w obronie szpitala, w którym przetrzymywany jest Alfie. Zapewnił, że jego personel robi wszystko, co po ludzku jest możliwe, by pomóc dziecku. Wyraził wdzięczność za współczucie okazane w tej sprawie przez Włochów. „Wiem jednak – dodał abp Malcolm McMahon – że i nasz system medyczny i prawny w Zjednoczonym Królestwie jest oparty na współczuciu i ochronie praw dziecka”.

W obronie lekarzy stanęła też brytyjska policja. Oświadczyła, że monitoruje związaną z tą sprawą aktywność na sieciach społecznościowych i zagroziła sankcjami prawnymi przeciwko tym, którzy obrażają pracowników liverpoolskiego szpitala.

Tym nie mniej dyskusja na temat kontrowersyjnych decyzji brytyjskich lekarzy i prawników nie milknie. Stawka jest bowiem bardzo wysoka – uważa bp Francesco Cavina, który w ubiegłym tygodniu zorganizował spotkanie papieża Franciszka z tatą Alfiego Thomasem Evansem.

- Nasi ojcowie walczyli z nazizmem i komunizmem, ponieważ były to ideologie, w których państwo stało się dobrem absolutnym, decydującym o dobru i złu, o życiu i śmierci swych obywateli – powiedział Radiu Watykańskiemu bp Cavina. – Trzeba sobie postawić pytanie, czy dziś ponownie nie zbliżamy się do takiej sytuacji. Tym razem ma to jednak inną oprawę. Mówi się bowiem o godnym życiu, którego to dziecko, zdaniem szpitala, mieć nie będzie. Jest to bardzo niepokojące. Ale zarazem wydaje mi się, że do wielu sumień dotarło jednak, o co chodzi tak naprawdę w tej walce. Jest to walka o życie, by móc nadal żyć i by nikt inny nie decydował, kto ma prawo żyć, a kto musi umrzeć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem