Reklama

Nauczyciel i świadek

2017-12-20 12:28

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 52/2017, str. IV

Artur Stelmasiak
W wolnych chwilach abp Henryk Hoser modli się, czyta książki oraz słucha klasycznej muzyki. Stara się również być na wszystkich premierach w Operze

Pallotyn, misjonarz z powołaniem, lekarz, ekspert od zagadnień bioetycznych, duszpasterz rodziny, autorytet, nauczyciel i świadek wiary – tak najkrócej można opisać abp. Henryka Hosera, który po dziewięciu latach posługi w diecezji warszawsko-praskiej przechodzi na emeryturę

Wszystko zaczęło się w 1969 r., gdy dobrze zapowiadający się młody lekarz Henryk Hoser postanowił wstąpić do seminarium księży pallotynów w podwarszawskim Ołtarzewie. Już w trakcie formacji kapłańskiej kleryk Hoser wiedział, że zdobytą wiedzę i praktykę medyczną będzie chciał wykorzystać w swojej kapłańskiej posłudze jako misjonarz na czarnym kontynencie. – To wybitna postać Kościoła w Polsce. Jego życiorys jest niezwykle bogaty i mógłby wypełnić biografie kilku osób – podkreśla ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski.

Bardzo duże doświadczenie duszpasterskie zdobył w Afryce, ale także posługując na Zachodzie Europy oraz w Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. Jego wszechstronna wiedza okazała się cennym darem dla Kościoła w Warszawie i w Polsce. – Podziwialiśmy Księdza Arcybiskupa, że w 65. roku życia potrafił wejść w rolę biskupa diecezjalnego i jednocześnie spożytkować swoją wiedzę i doświadczenie w Warszawie. To wzbudzało podziw w Episkopacie Polski – mówi kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. – Jego pracę w różnych gremiach Episkopatu wyróżniała wyrafinowana inteligencja, dzięki której podniósł poprzeczkę niezwykle wysoko.

Niedoszły ulubieniec salonów

Arcybiskup w żaden sposób nie zabiegał o nominację na biskupa w stolicy, z którą jego rodzina związana była od pokoleń.

Reklama

– Miał raczej plany związane z misjami. On poświęcił im przecież prawie całe kapłańskie życie – mówi „Niedzieli” Mateusz Dzieduszycki, rzecznik prasowy diecezji warszawsko-praskiej.

Po ponad 30 latach abp Hoser wrócił w swoje rodzinne strony. – Zarówno Kościół, jak i społeczeństwo ewoluowało, zmieniło się. Wyjechałem za „środkowego Gierka”, a gdy wróciłem, miałem wrażenie, że społeczeństwo straciło orientację w sprawach społecznych i narodowych; w sprawach ważnych i prawdziwych. Wróciłem w czasie ogromnej agresji wobec Kościoła katolickiego w Polsce, sam jej doświadczyłem w sposób niesłychanie brutalny – mówił w wywiadzie dla „Niedzieli” abp Henryk Hoser.

Ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej szybko odnalazł się w polskiej rzeczywistości wielkiego miasta. Wniósł wiele nowego w duszpasterstwie diecezjalnym oraz w pracach Konferencji Episkopatu Polski. – Jego doświadczenie i wiedza sprawiały, że świeżym okiem dostrzegał takie rzeczy, których my w naszym polskim Kościele na co dzień nie widzieliśmy – mówi „Niedzieli” ks. Dariusz Szczepaniuk, kanclerz kurii warszawsko-praskiej.

Początkowo media nieprzychylne Kościołowi były zachwycone papieską nominacją dla biskupa obytego w świecie, który – ich zdaniem – miał wyleczyć Polaków z ich zaściankowości. – Warszawski „salon” zmienił zdanie, gdy okazało się, że abp Hoser ma autentycznie katolickie poglądy. Gdy rozpoczęła się w Polsce dyskusja o in vitro i kwestiach ochrony życia, to szybko przestali go lubić. Okazało się, że ordynariusz warszawsko-praski jest świetnie wykształconym człowiekiem, który potrafi naukowo przekonywać do swoich racji – tłumaczy Dzieduszycki.

Zaczęła się więc krytyka abp. Hosera za jego katolickie poglądy. Atakowali go rządzący wówczas politycy, a media zaczęły szukać haków w całej diecezji. – Ksiądz Arcybiskup nie znał podwładnych i współpracowników w swojej diecezji i musiał im ufać. Dlatego jego stanowcze decyzje były podejmowane z pewnym opóźnieniem, co skwapliwie wykorzystały media – przypomina Dzieduszycki.

Najdłużej trwający atak medialny dotyczył sprawy proboszcza podwarszawskiej Jasienicy. – Ks. Wojciech Lemański podważał nauczanie Kościoła ws. ochrony życia i stał się szybko „bohaterem” liberalnych mediów, które go wykorzystały do ataków na abp. Hosera – mówi rzecznik diecezji warszawsko-praskiej.

– Ksiądz Arcybiskup był bardzo cierpliwy, ale w końcu musiał podjąć trudną dla siebie decyzję o suspendowaniu ks. Lemańskiego.

Warszawska misja Arcybiskupa

Abp Henryk Hoser objął władzę w diecezji warszawsko-praskiej pod koniec czerwca 2008 r. Podczas swojego ingresu apelował o wrażliwość misyjną, dialog ekumeniczny i głoszenie orędzia Ewangelii z nadzieją. – Obawy o przyszłość Kościoła są płonne. W swej najgłębszej, sakramentalnej rzeczywistości jest on niezniszczalny – podkreślił wówczas. Z perspektywy 9 lat jego posługi na Pradze widać, że homilia była jego osobistym programem. – On ten program konsekwentnie realizował – mówi ks. Szczepaniuk. – Poświęcił wiele pracy, by otworzyć wrażliwość księży i wiernych na potrzeby misyjne. W kurii powstał specjalny wydział misyjny, a w Sierra Leone prowadzimy swoją parafię misyjną, która może uchodzić w Afryce za wzorcową.

Ksiądz Arcybiskup potrafi godzinami opowiadać o Afryce, która była dla niego miłością kapłańskiego życia. Uważa, że czarny kontynent jest przyszłością Kościoła katolickiego i dlatego warto inwestować w tamtejsze dzieła ewangelizacyjne. W grudniu 2016 r. pojechał z wizytacją do parafii św. Augustyna w Sierra Leone. Ta podróż była jego osobistym pożegnaniem z Afryką przed przejściem na emeryturę. W czasie swojego pobytu uczestniczył w uroczystości, podczas której ochrzczono ponad siedemdziesięciu katechumenów oraz udzielono ośmiu ślubów katolickich.

Kolejnym wymiarem posługi Arcybiskupa było otwarcie na nową ewangelizację. Bardzo lubi spotykać się ze wspólnotami, a przy kurii warszawsko-praskiej powstało prężnie działające duszpasterstwo młodzieży Floriańska 3.

Za rządów abp. Hosera w diecezji warszawsko-praskiej powstał Międzyuczelniany Akademik Praski dla 130 studentów, który otwiera perspektywę formacji młodego pokolenia ludzi z wyższym wykształceniem. – To miejsce spotkania i formacji elit katolickich stolicy, na których Księdzu Arcybiskupowi bardzo zależy – mówi Dzieduszycki.

Otwarty konserwatysta

Wielkim dziełem ewangelizacyjnym są też cyklicznie organizowane rekolekcje „Jezus na Stadionie”, które przyciągają każdego roku kilkadziesiąt tysięcy wiernych z całej Polski. – Podczas rekolekcji „Jezus na Stadionie” Kościół ukazał to, co ma najcenniejsze – mówił abp Henryk Hoser. Kilkukrotne zapraszanie kapłana z Ugandy – o. Johna Baptist Bashobora z jednej strony pokazuje, że w pewnych wymiarach Polacy mogą nauczyć się żywej wiary od Kościoła w Afryce, ale także otwartości na charyzmatyczne ruchy ewangelizacyjne. – Ksiądz Arcybiskup docenia zarówno nowe formy ewangelizacyjne, jak i tradycyjną polską pobożność. On jest autentycznie konserwatywny w poglądach i jednocześnie autentycznie otwarty – mówi Mateusz Dzieduszycki.

Abp Hoser pokazał również swoją otwartość w dialogu ekumenicznym. Naprzeciwko katedry św. Floriana stoi przecież katedralna cerkiew i siedziba zwierzchnika Kościoła prawosławnego. Stosunki hierarchów i duchownych obydwu wyznań są znacznie lepsze, niż tylko dyplomatycznie poprawne, a prawosławni duchowni często goszczą w katolickiej katedrze oraz w studiu katolickiego Radia Warszawa. – Współczesny świat potrzebuje takiego świadectwa o Chrystusie, jakie ekscelencja daje swoim życiem – tak o abp. Hoserze mówił bp Warsonofiusz Doroszkiewicz z Kościoła prawosławnego.

Oprócz zajęć duszpasterskich i głoszenia słowa z ambony abp Hoser poświęca czas na prace w komisji bioetycznej KEP oraz uczy bioetyki kleryków w diecezjalnym seminarium. – Czasami obserwuję go jak na przerwach rozmawia z chłopakami w seminarium. On ma świetny kontakt z młodymi, dla których jest prawdziwym autorytetem – uważa kanclerz kurii.

Największą miłością życia abp. Hosera są misje, ale także ochrona życia ludzkiego i duszpasterstwo rodzin. Na terenie diecezji powołał do istnienia prawie 50 parafialnych ośrodków poradnictwa rodzinnego, na wzór tych, które zakładał niegdyś w Afryce. – Pilna potrzeba podjęcia systematycznej pracy formacyjnej z małżeństwami jest odpowiedzią na szereg zjawisk społecznych, m.in. wzrastającą liczbę rozwodów i separacji – mówi Małgorzata Walaszczyk, dyrektor diecezjalnej poradni rodzinnej. – Abp Hoser osobiście zaangażował się w nauczanie i przygotowanie nowej kadry animatorów rodzinnych, którzy najpierw przygotowują narzeczonych do sakramentu małżeństwa, ale później pracują z małżeństwami.

Jako członek Episkopatu wniósł bardzo wiele do refleksji polskiego Kościoła o problemach bioetycznych oraz był szanowanym w środowisku medycznym duszpasterzem lekarzy. – Dzięki jego zaangażowaniu powstał bardzo ważny Dokument Bioetyczny KEP, który zawiera odpowiedź na kluczowe pytania związane z ochroną życia, w kontekście nauczania Kościoła katolickiego – mówi ks. Paweł Rytel-Andrianik. – On jest postacią wybitną, nawet genialną, a jednocześnie człowiekiem skromnym, który nie epatuje własną osobą.

Cztery godziny od śmierci Polacy, a zwłaszcza warszawiacy doskonale pamiętają Boże Narodzenie sprzed roku.

Choć abp Henryk Hoser rozchorował się w Wigilię, jeszcze pojechał odprawić Pasterkę w Radzyminie, a pierwszego dnia świąt poświęcił żywą szopkę przy katedrze. – Mówił później, że z ledwością stał przy ołtarzu i sam nie wie, jak mu się udało odprawić Mszę św. do końca – wspomina ks. Szczepaniuk.

To mogła być ostatnia odprawiona przez Księdza Arcybiskupa Eucharystia, bo z godziny na godzinę jego organizm był coraz słabszy. Początkowo myślano, że to zwykła infekcja, ale po kilku dniach lekarze zdecydowali, by przewieźć Księdza Arcybiskupa do szpitala. – To były jedne z najbardziej dramatycznych chwil jego posługi pasterskiej. Początkowo lekarze nie mogli zdiagnozować przyczyny wysokiej gorączki, a abp Henryk Hoser słabł w oczach – wspomina Mateusz Dzieduszycki.

Badania w szpitalu potwierdziły najgorsze obawy, że hierarcha jest chory na malarię. Ruszył modlitewny szturm w intencji zdrowia Księdza Arcybiskupa. – To bardzo osobiste doświadczenie. Po raz pierwszy byłem hospitalizowany. Najtrudniejsze momenty w szpitalu przeżywałem bez świadomości, w stanie śpiączki farmakologicznej. Mam wspomnienia sprzed tego stanu i z czasu wychodzenia z niego – mówił „Niedzieli” Ksiądz Arcybiskup po wyjściu ze szpitala.

Jest przekonany, że został uratowany przez zespół doskonałych lekarzy, ale największe wsparcie przekazali mu wierni, którzy modlili się w jego intencji. Apel o modlitwę uruchomił bowiem prawdziwe poruszenie.

– W opinii lekarzy cztery godziny dzieliły mnie od śmierci. Jestem przekonany, że uratowała mnie modlitwa tysięcy ludzi, którym z całego serca dziękuję. To było wręcz tsunami modlitwy zarówno we wszystkich diecezjach w kraju, ale również i za granicą: w Belgii, Francji, we Włoszech, w Afryce. Ogrom tej fali modlitwy do dziś mnie zdumiewa – mówił abp Hoser w specjalnym przesłaniu na Światowy Dzień Chorego. – Doświadczenie choroby pozwoliło mi w głębszy sposób spojrzeć na tajemnicę ludzkiego cierpienia. Łącząc swoje doświadczenie z tym, co przecierpiał Syn Boży, człowiek uczestniczy w tajemnicy odkupienia. Stajemy się tymi, którzy zbawiają świat.

Arcybiskup był wówczas przekonany, że został ocalony, bo Pan Bóg ma wobec niego jeszcze jakieś plany. Szybko okazało się, że papież Franciszek mianował go specjalnym wysłannikiem do Medjugorje. Wkrótce po wyjściu ze szpitala abp Hoser wyjechał, by w imieniu Ojca Świętego zbadać kult oraz duszpasterstwo w tym słynnym miejscu.

Egzamin przed Bogiem

Abp Henryk Hoser został wyniesiony przez św. Jana Pawła II do godności arcybiskupa w 2005 r. Jako dewizę biskupią obrał słowa z pierwszego listu św. Jana: „Maior est Deus” (Większy jest Bóg). – Bóg jest większy niż kryzysy naszej ludzkiej tożsamości, większy niż nasza słabość również wtedy, gdy my wątpimy w samych siebie. Bóg jest większy niż zło i zły – wyjaśniał później abp Hoser.

Te słowa tłumaczą życiową drogę Księdza Arcybiskupa i jego nieugiętą postawę w głoszeniu prawdy orędzia zbawienia. I choć wydawałoby się, że po ludzku można by ustąpić, by nie narażać się na taką krytykę, to jednak ordynariusz warszawsko-praski nie cofnął się nawet o pół kroku. – Ja nigdy nie zejdę z linii strzału. Nie mówię niczego, co jest moim własnym wymysłem, tylko głoszę autentyczną naukę Kościoła – tłumaczy abp Hoser. – Opinia salonu mnie nie interesuje. Wiem, że zdaję egzamin przed Kościołem i przed Panem Bogiem.

Taka postawa Księdza Arcybiskupa sprawiła, że jest on szanowany przez swoich diecezjan, na forum Episkopatu i w Kościele powszechnym. – On jest dla nas kapłanów autorytetem, świadkiem wiary i autentycznym przewodnikiem, który wskazuje prawdziwą drogę. Ksiądz Arcybiskup jest po prostu prawdziwy, bo to, co mówi jest tożsame z tym, jak żyje – podkreśla ks. Szczepaniuk.

Tagi:
abp Henryk Hoser

Abp Hoser: wszyscy ponosimy odpowiedzialność za Kościół

2018-09-16 19:43

mag / Warszawa (KAI)

Wszyscy ponosimy odpowiedzialność za Kościół - podkreślił abp Henryk Hoser przypominając, że nie jest to instytucja socjologiczna, ale Mistyczne Ciało Jezusa Chrystusa, które tworzą wszyscy ochrzczeni.

Bożena Sztajner/Niedziela

Biskup senior diecezji warszawsko-praskiej przewodniczył uroczystościom odpustowym w prowadzonej w stolicy przez ojców pasjonistów parafii św. Mateusza Apostoła i Ewangelisty, gdzie wznoszony jest kościół pw. św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej i młodych świętych. Ma on być w przyszłości diecezjalnym sanktuarium dla młodzieży.

W homilii abp Hoser przypomniał istotę Kościoła, apelując, by patrzeć na Niego w perspektywie wiary. – Prawdziwe oblicze Kościoła ukazuje Jego najgłębsza warstwa nie widoczna dla oczu. Wszyscy, którzy żyją w łasce uświęcającej tworzą bowiem Mistyczne Ciało Chrystusa. Kościół nie jest powołany przez ludzi, ale przez Zbawiciela. To On jest jego Głową. Do takiego Kościoła – czystego i bez zmazy - Jezus zaprasza wszystkich ludzi – mówił abp Hoser.

Podkreślił, że kluczem do poznania Kościoła jest osobiste spotkanie z Chrystusem. - W dzisiejszym świecie jest wiele osób, które nie znają Jezusa, widząc tylko socjologiczną stronę Kościoła, która jest również obliczem grzeszników którzy w nim są. W konsekwencji ludzie gorszą się i chcą odchodzić. Tymczasem Święty Piotr w takim momencie powiedział: „ Do kogóż Panie pójdziemy! Ty masz Słowa Życia Wiecznego” – przypomniał abp Hoser.

Przestrzegł przed kłótliwością, mówiąc, że jest to w naszym kraju jeden z poważniejszych problemów. – Upieranie się przy swoim zdaniu oraz próby narzucania go drugiemu rodzą podziały, począwszy od naszych rodzin aż po całe społeczeństwo. Plaga ta jest również jednym z powodów rozpadu związków małżeńskich – zwrócił uwagę hierarcha, apelując o wzajemny szacunek i zrozumienie.

Podkreślił, że Kościół wtedy jest jednością, kiedy wszyscy pełnią tę samą misję apostolską. - Prorok Izajasz ukazuje nam rozmaitość posług. Nie myślmy jednak, że dotyczy to jedynie kapłanów i osób konsekrowanych. Wszyscy ponosimy odpowiedzialność za Kościół. Wszyscy powołani są do tego, by być apostołami, ewangelizatorami, nauczycielami, w zależności od tego, jakie dary otrzymaliśmy od Boga i jak nas poprowadzi Duch Święty – powiedział kaznodzieja.

Nawiązując do patronów wznoszonego kościoła abp Hoser przypomniał, że świętość jest tak naprawdę powołaniem każdego ochrzczonego. Przyznając, że są różne kategorie. - Obok sprinterów, jak młodzi święci, są również długodystansowcy. Oni biegną wolniej, ale dłużej - dojrzewając przez długie lata dochodząc w końcu do mety stając się wielkimi świętymi – powiedział biskup senior diecezji warszawsko-praskiej. Dodał, że to jak szybko osiągniemy świętość, zależy w dużej mierze od współpracy z Bożą łaską.

Kościół pw. św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej i młodych świętych będzie zbudowany na planie krzyża a swoją architekturą będzie nawiązywał do stylu gotyckiego. Będą w nim dwie boczne kaplice. Jedna z adoracją Najświętszego Sakramentu, druga przeznaczona na spowiedź. Zgodnie z planem budowa nowej świątyni ma zakończyć się za rok. Mimo to już trwają specjalne spotkania formacyjne dla dzieci i młodzieży zwana "Domkiem Młodych". - Obok teorii można tam nauczyć się praktycznych rzeczy, taki jak: rozpalanie ogniska, czy pierwszej pomocy. W planach są także warsztaty elektrotechniczne, plastyczne oraz matematyczne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mamy papieża! – przed 40. rocznicą wyboru kard. Wojtyły

2018-10-15 11:20

Tomasz Królak / Warszawa (KAI)

16 października mija 40. rocznica wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża. Publikujemy garść faktów, wspomnień, opinii i ciekawostek dotyczących pamiętnego konklawe.

Bardzo znamiennie, z perspektywy przyszłych wydarzeń, brzmią słowa jakie kard. Wojtyła wypowiedział 11 października 1978 w bazylice Mariackiej, podczas Mszy św. intencji zmarłego papieża, Jana Pawła I: „Mężowie stanu, głowy państw mówią o tym, że zapoczątkował nowy styl pasterzowania na Stolicy Apostolskiej. Styl pełen ogromnej prostoty, pełen ogromnej skromności, pełen olbrzymiego poszanowania dla człowieka”.

15 sierpnia 1963 r. podczas uroczystości koronacji przez prymasa Wyszyńskiego figury Matki Bożej Ludźmierskiej miał miejsce znamienny – z perspektywy późniejszych wydarzeń – epizod. Kardynał Wojtyła uchwycił berło, jakie podczas procesji w pewnym momencie wypadło z ręki Madonny. "Karolu, Maryja dzieli się z Tobą władzą" – powiedział do bp. Wojtyły stojący obok jego kolega, ks. Franciszek Macharski.

Niektórzy bliscy znajomi kard. Wojtyły uważają, że jego niezwykłe zachowanie w dniach poprzedzających konklawe (w tym szczególne skupienie i małomówność) mogło wskazywać, że przeczuwał on to, co się ostatecznie wydarzyło. Kiedy rankiem 29 września 1978 r. metropolita krakowski dowiedział się o niespodziewanej śmierci Jana Pawła I, głęboko wstrząśnięty powiedział: “Niezbadane są wyroki Boże, chylimy przed nimi głowę”.

Ostatnią noc przed wyjazdem na pogrzeb Jana Pawła I i konklawe, przyszły papież spędził w domu gościnnym sióstr urszulanek na warszawskim Powiślu. W tym samym domu od lat mieszkał wybitny historyk filozofii Stefan Swieżawski, od lat przyjaciel Karola Wojtyły. "Był bardzo milczący. Pożegnaliśmy się właściwie bez słowa. Widziałem, że nie chce nic mówić. A on już wiedział..."

Przed konklawe, które wybrało go na papieża kard. Wojtyła mieszkał w Papieskim Kolegium Polskim przy Piazza Remuria. Wczesnym rankiem, 14 października 1978 r. w kaplicy Kolegium odprawił Mszę św. Po południu odjechał na konklawe samochodem prowadzonym przez brata Mariana Markiewicza ze Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego. Wysłużone już wówczas auto kupił po latach amerykański aktor Jon Voight, odtwórca roli papieża w amerykańskim filmie "Jan Paweł II" (USA, 2005).

Bezpośrednim poprzednikiem Jana Pawła II na Stolicy Piotrowej był kard. Albino Luciani, który przybrał imię Jana Pawła I. Zmarł na atak serca 28 września 1978 r. po 33 dniach pontyfikatu. Wedle niepotwierdzonych doniesień, papież zmarł we śnie trzymając w dłoni słynne dzieło Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”.

Kard. Wojtyła niemal „na styk” zdążył na konklawe, które wybrało go na papieża. 14 października metropolita krakowski wybrał po południu do rzymskiej kliniki Gemelli, by odwiedzić chorego przyjaciela, biskupa Deskura. Do Kaplicy Sykstyńskiej wszedł ostatni a trzeba wiedzieć, że po zamknięciu wrót Kaplicy do środka nie wpuszcza się nikogo, nawet kardynałów....

Kard. Karol Wojtyła został wybrany na papieża w poniedziałek, 16 października 1978 r., w drugim dniu konklawe. Biały dym zwiastujący dokonanie wyboru pojawił się nad Kaplicą Sykstyńską o godz. 18.18. Metropolita krakowski stał się 262. następcą św. Piotra. Ostatnia notatka w prowadzonej przez metropolitę krakowskiego ‘Księdze czynności biskupich’, przesłanej później do Krakowa, brzmi: „Około godz. 17.15 – Jan Paweł II”.

Podczas konklawe, prymas Polski kard. Stefan Wyszyński szepnął kardynałowi Wojtyle: “Jeśli wybiorą, proszę nie odmawiać...”.

Znamienne reminiscencje z konklawe zamieścił papież w swoim testamencie: „Kiedy w dniu 16. października 1978 konklawe kardynałów wybrało Jana Pawła II, Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński powiedział do mnie: ‘zadaniem nowego papieża będzie wprowadzić Kościół w Trzecie Tysiąclecie’. Nie wiem, czy przytaczam to zdanie dosłownie, ale taki z pewnością był sens tego, co wówczas usłyszałem. Wypowiedział je zaś Człowiek, który przeszedł do historii jako Prymas Tysiąclecia. Wielki Prymas. Byłem świadkiem Jego posłannictwa, Jego heroicznego zawierzenia. Jego zmagań i Jego zwycięstwa. ‘Zwycięstwo, kiedy przyjdzie, będzie to zwycięstwo przez Maryję’” – zwykł był powtarzać Prymas Tysiąclecia słowa swego Poprzednika kard. Augusta Hlonda.

Kolegium Kardynalskie, które dokonało wyboru liczyło 111 purpuratów. Spośród kardynałów elektorów tylko 18 było młodszych od kard. Wojtyły. Został on najmłodszym z papieży, jakich wybrano od półtora wieku. Zgodnie z kościelną normą określoną przez papieża Pawła VI, w konklawe nie brali udziału kardynałowie powyżej 80. roku życia.

Jan Paweł II był pierwszym od 455 lat papieżem nie-Włochem (od czasu pontyfikatu Hadriana VI, który był Holendrem i pełnił najwyższy urząd w Kościele w latach 1522-23), najprawdopodobniej pierwszym w dziejach papieżem-Słowianinem i pierwszym w historii Kościoła papieżem, który przybranym imieniem powołuje się aż na trzech swoich bezpośrednich poprzedników (Jana XXIII, Pawła VI i Jana Pawła I).

Pełne, oficjalne i uroczyste określenie urzędu, na jaki wybrano kard. Wojtyłę brzmi: “Jego Świątobliwość Ojciec Święty Jan Paweł II, Biskup Rzymski, Namiestnik Pana Naszego Jezusa Chrystusa, Następca Księcia Apostołów, Najwyższy Kapłan Kościoła Katolickiego, Patriarcha Zachodu, Prymas Italii, Arcybiskup i Metropolita Rzymskiej Prowincji Kościelnej, Suwerenny Władca Państwa Watykańskiego, przedtem Arcybiskup i Metropolita Krakowski Karol Kardynał Wojtyła”.

Obrady są absolutnie tajne, zaś kardynałów obowiązuje tajemnica, niemniej wedle miarodajnych opinii metropolita krakowski został wybrany w ósmym głosowaniu, przytłaczającą większością 99 głosów (spośród 111 wszystkich uczestników konklawe).

Chociaż kardynał Wojtyła zyskiwał od czasu udziału w obradach coraz większe uznanie wśród hierarchów z całego świata, to nie był wymieniany przez media w gronie papabili a więc purpuratów, których wybór na papieża jest wielce prawdopodobny. Wynik konklawe był absolutną światową sensacją.

Postać papieża z Polski stała się przez szereg dni po konklawe kluczowym temat światowych mediów, które nie kryły zafascynowania jego osobą. Zwracano uwagę na jego horyzonty intelektualne, wszechstronność zainteresowań, bogactwo doświadczeń duszpasterskich; podkreślano, że zna biegle sześć języków, lubi spływy kajakowe, uprawia narciarstwo a do tego jest poetą...

Gdy uczestnicy konklawe zostali zapoznani z wynikami rozstrzygającego głosowania, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Villot, zadał metropolicie Krakowa przewidziane rytuałem pytanie: “Czy przyjmujesz dokonany przed chwilą kanonicznie wybór twojej osoby na Najwyższego Kapłana?” Wyraźnie wzruszony kard. Wojtyła odpowiedział: „W duchu posłuszeństwa wobec Chrystusa, mojego Odkupiciela i Pana, w duchu zawierzenia wobec jego Matki – przyjmuję”.

Zgodnie ze zwyczajem, tuż po wyborze nowy papież przyjmuje od kardynałów elektorów ślubowanie posłuszeństwa. Jak poinformowali świadkowie tego wydarzenia, Jan Paweł II dokonał w tej ceremonii znamiennej modyfikacji, którą biorąc pod uwagę styl całego pontyfikatu, można określić jako wręcz symboliczną: w przeciwieństwie do poprzedników odebrał ten hołd w pozycji stojącej a nie siedząc na tronie.

Jednym z hierarchów, który podczas przerw w kolejnych sesjach konklawe, optował na rzecz wyboru metropolity krakowskiego był ówczesny arcybiskup Wiednia i przyjaciel metropolity krakowskiego, kard. Franz König. Wielce znamienną rozmowę odbył on z kard. Wyszyńskim, któremu zasugerował, że Polska ma odpowiedniego kandydata. “Co? Miałbym opuścić Warszawę i pozostać w Rzymie? To byłby triumf komunistów!” – odparł na to Prymas. Kard. König doprecyzował więc, kogo miał na myśli...

Niezwykłą adnotację zawiera księga metrykalna parafii Karola Wojtyły w Wadowicach. Nazajutrz po konklawe z 16 października 1978, pod kolejnymi adnotacjami – o chrzcie, bierzmowaniu, święceniach, sakrze biskupiej, kreowaniu kardynałem – ksiądz proboszcz Edward Zacher, w obecności dziennikarzy z całego świata, wypisał wiecznym piórem: “Die 16 X 1978, in Summum Pontificem electus, et imposuit sibi nomen: Joannes Paulus PP”...

Postać nowego papieża wzbudzała medialną gorączkę na całym świecie, zaś osoby, które znały kard. Wojtyłę udzielały nieskończonej liczby wywiadów. Tuż po konklawe ciekawą charakterystykę metropolity krakowskiego przedstawił włoskiemu radiu sekretarz Episkopatu Polski bp Bronisław Dąbrowski: “Żyje bardzo ubogo. Gdybyście widzieli, jak mieszka w Krakowie, gdzie jest wielki pałac, a on zajmuje mały pokoiczek, nic więcej... To człowiek pracy. Śpi mało, pracuje wiele (...) Mogę powiedzieć, że jest ludzki, że to człowiek święty, bardzo dobry, otwarty dla wszystkich”.

Wśród wielu zadziwiających faktów dotyczących Karola Wojtyły, jakie u kresu pontyfikatu zebrał szwajcarski dziennik „Tribune de Geneve” podano i ten, że metropolita krakowski przybył na konklawe mając ze sobą wyjątkowo skromne kieszonkowe, stanowiące odpowiednik 125 franków szwajcarskich.

Dla bloku państw komunistycznych, na czele z ZSRR wybór polskiego kardynała na papieża był potężnym ciosem. Ciężki szok przeżywało kierownictwo PZPR, które tuż po wyborze zwołało specjalną naradę. Jej klimat opisywał jeden z jej funkcjonariuszy: “Konsternacja widoczna. Olszewski wylewa na jasne spodnie filiżankę czarnej kawy. Westchnienia. Ciężkie. Czyrek ładuje się z tezą (...) – ‘ostatecznie lepszy Wojtyła jako Papież tam, niż jako Prymas tu’. Teza jest chwytliwa. Trafia do przekonania. Ulga”.

Oficjalna reakcja władz na wybór kard. Wojtyły na Papieża była utrzymana w tonie radości i satysfakcji. Niekiedy starania aby robić “dobrą minę do złej gry” przynosiły efekt humorystyczny. W telegramie wystosowanym przez władze PRL nazajutrz po zakończeniu konklawe napisano m.in.: “Na tronie papieskim po raz pierwszy w dziejach jest syn polskiego narodu, budującego w jedności i współdziałaniu wszystkich obywateli wielkość i pomyślność swej socjalistycznej ojczyzny...”

Wybór hierarchy “zza żelaznej kurtyny” wywołał radość i wzbudził wiele nadziei. Vaclav Havel, wówczas słynny dysydent i dramaturg (później prezydent Czechosłowacji a następnie Republiki Czeskiej) siedział z przyjaciółmi w swoim górskim domku. “Kiedy usłyszeliśmy tę wiadomość, zaczęliśmy wiwatować i krzyczeć z radości do późnego wieczora. Instynktownie czuliśmy, że jest to olbrzymie wsparcie dla wszystkich ludzi kochających wolność a żyjących w świecie komunistycznym”.

Wielki pisarz rosyjski, wygnany z ojczyzny przez władze radzieckie, autor słynnego „Archipelagu Gułag”, Aleksander Sołżenicyn, tak skomentował decyzję konklawe z 16 października 1978 r.: „Wybór papieża Wojtyły to jedyna dobra rzecz, jaka wydarzyła się ludzkości dwudziestego wieku”.

Wietnamski arcybiskup van Thuan czwarty rok siedział w odosobnieniu skazany przez komunistyczne władze swojego kraju (w areszcie domowym i więzieniach spędził w sumie lat 13). Kilka lat wcześniej widział się kard. Wojtyłą w Rzymie. Ktoś potajemnie przekazał mu wieść o wyniku konklawe. “Bardzo się ucieszyłem, ponieważ w moim przekonaniu była to wielka łaska dla Kościoła”.

Pontyfikat Jana Pawła II od pierwszych dni pełen był zachowań, słów i gestów, które odmieniły oblicze papiestwa w oczach świata, przybliżając je do zwykłych ludzi. Już pierwszego dnia po wyborze Ojciec Święty zdecydował się na rzecz nie do pomyślenia przez poprzedników: opuścił mury Watykanu by udać się do szpitala Gemelli w odwiedziny do chorego przyjaciela, kard. Andrzeja Deskura.

Brytyjski „The Times” nazajutrz po konklawe z 16 października: „Wybór kardynała Wojtyły na papieża jest wydarzeniem o niezwykłym znaczeniu. Kardynałowie wyprawili Kościół w podróż, której koniec nie jest znany (...) Być może postąpili najmądrzej, jednak zaryzykowali wyzwolenie takich sił ludzkich, politycznych i religijnych, który nie będą w stanie kontrolować”.

Wybór papieża z Polski był niezwykłym wydarzeniem w dziejach świata, ale, jak się okazało, zapowiedzianym w poetyckim proroctwie innego Polaka. Juliusz Słowacki napisał w 1848 r.: „Pośród niesnasek Pan Bóg uderza/W ogromny dzwon,/Dla słowiańskiego oto papieża/Otworzył tron, (...)// Twarz jego słowem rozpromieniona,/Lampa dla sług,/Za nim rosnące pójdą plemiona/W światło, gdzie Bóg./Na jego pacierz i rozkazanie/Nie tylko lud -/Jeśli rozkaże, to słońce stanie,/Bo moc - to cud!

Proroctwo Juliusza Słowackiego o słowiańskim papieżu odczytano na Placu św. Piotra podczas koncertu jaki zorganizowano dokładnie w 20. rocznicę wyboru kard. Wojtyły. Wielotysięczny tłum pielgrzymów i turystów gorącym aplauzem przyjął słowa polskiego wieszcza odczytane po włosku przez jednego z aktorów. Kilka chwil później niemal dokładnie co do minuty w 20 lat po swoim wyborze, w oknie Pałacu Apostolskiego pojawił się Jan Paweł II. Pozdrowił krótko przybyłych, podziękował im za pamięć o rocznicy i pobłogosławił ich.

Według tak zwanego Proroctwa świętego Malachiasza przydomek papieża Wojtyły brzmi „De labore Solis” – Z trudu słońca. Tego rodzaju alegorycznymi czy poetyckimi określeniami w proroctwie tym określano kolejnych papieży. Tekst proroctwa św. Malachiasza (prymasa Irlandii) powstał w XII wieku.

Kiedy drugiego (i ostatniego) dnia konklawe dyskusje wśród kardynałów coraz wyraźniej wskazywały na możliwość wyboru metropolity krakowskiego, dawny rzymski znajomy ks. Wojtyły a wówczas już kardynał, o. Maksymilian de Fuerstenberg, pochylił się nad nim cytując słowa z Ewangelii św. Jana: „Dominus adest et vocat te” (Pan jest i woła cię).

Uczestnik konklawe, hiszpański kardynał Enrique y Tarancon, powiedział po wyborze kard. Wojtyły: „Nie szukaliśmy kandydata konserwatywnego ani postępowego, tylko ‘pewnego’ jeśli chodzi o kontynuowanie linii Soboru Watykańskiego II. Kryteria oceny nie miały charakteru ideologicznego. Poza tym Wojtyła był typem biskupa-duszpasterza, co miało zasadnicze znaczenie”.

Powracając po latach do czasów swojego wyboru na papieża, Jan Paweł II oceniał, że w ten sposób konklawe „jak gdyby zażądało świadectwa Kościoła, z którego ten kardynał przychodził – jakby go zażądało dla dobra Kościoła powszechnego. (...) Wybór Polaka nie mógł nie oznaczać jakiegoś przełomu. Świadczył o tym, że konklawe, idąc za wskazaniami Soboru, starało się odczytywać ‘znaki czasu’ i w ich świetle kształtować swoje decyzje”.

W homilii podczas Mszy z okazji 25. rocznicy pontyfikatu, 16 października 2003 r. Papież wyznał, że w momencie wyboru silne odczuł w swym sercu pytanie, jakie skierował Jezus do Piotra: „Miłujesz Mnie, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”(J 21, 15-16); i dodał: „Każdego dnia odbywa się w mym sercu ten dialog, a w duchu wpatruję się w to łaskawe spojrzenie zmartwychwstałego Chrystusa, które ośmiela, aby jak Piotr ze świadomości swej ludzkiej ułomności ze spokojem odpowiadał: ‘Panie, Ty wiesz... Ty wiesz, że Cię kocham, a potem podejmować zadania, jakie On sam przed nami stawia”.

Wybitny polski pisarz Andrzej Kijowski, który znał ks. Wojtyłę jeszcze z czasów jego pracy w kościele św. Floriana, tu po wyborze polskiego kardynała na papieża opublikował w miesięczniku “Więź” ciekawą “przepowiednię”: “Nie będzie cudzoziemcem ani w Rzymie, ani w świecie, ponieważ ma ten rodzaj inteligencji, która każdemu, kto się z nim zetknie, uświadamia jego inteligencję własną. Ma dar otwierania serc na tajemnie Boga i tajemnice człowieka. (...) uniwersalna mądrość tego papieża, jego talent identyfikacji z innymi, jego wewnętrzna wielość i jego wielkość rzucą blask na całą nadchodzącą epokę w historii Kościoła”.

*

Fragment książki "1001 rzeczy, które warto wiedzieć o Janie Pawle II", Wydawnictwo M, Kraków

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Młodzi w Europie – drugi dzień II Międzynarodowego Kongresu Europa Christi

2018-10-15 21:51

Ks. Jakub Nagy

Ks. Jakub Nagy

Młodzi w Europie – drugi dzień II Międzynarodowego Kongresu Europa Christi O młodych, dla młodych, za młodych i z młodymi. Tak można streścić wydarzenie odbywające się w Jasionce k. Rzeszowa w ramach II Międzynarodowego Kongresu Europa Christi. Dzisiejsze spotkanie w Jasionce w Centrum Wystawienniczo-Kongresowym (CWK) zgromadziło wiele osób z Podkarpacia. Wszystkich zebranych powitali Milena Sławińska – dziennikarka TVP oraz ks. Mariusz Mik.

Wśród uczestników spotkania byli m. in. ks. bp Jan Wątroba – Ordynariusz Diecezji Rzeszowskiej, ks. bp Stanisław Jamrozek – biskup pomocniczy Archidiecezji Przemyskiej, przedstawiciele parlamentarzystów, władz państwowych i samorządowych oraz kapłani i siostry zakonne Diecezji Rzeszowskiej. Zaproszeni goście dzielili się swoim świadectwem doświadczenia Pana Boga w swoim życiu.

Jako pierwszy świadectwem podzielił się o. Stan Fortuna, który jest Polakiem z pochodzenia mieszkającym w Stanach Zjednoczonych. Jest kapłanem i muzykiem. Szczególnie ceni nauczanie św. Jana Pawła II i dzieli się nim z innymi. -Jan Paweł II, kiedy był młodym człowiekiem powiedział, że miłość jest tym, co tłumaczy wszystko. Ona wszystko wyjaśnia. Jak chodzi o młodych ludzi w Europie (…) należy odkryć, że Chrystus jest tą miłością, która wszystkim kieruje – mówił o. Fortuna.

Wspomniał również, że tym, co przemawia dzisiaj do ludzi młodych jest autentyczna miłość. Przykład takiej postawy dał św. Jan Paweł II, który o Bogu i wierze świadczył swoim cierpieniem, miłością i modlitwą. Papież Polak był autentycznie zainteresowany sprawami młodych ludzi. Kolejnym z zaproszonych gości był ppor. Marek Cierpica, który w swoim życiu doświadczył autentycznego balansowania miedzy życiem, a śmiercią.

Na początku zadał pytanie: „kiedy bałeś się o swoje życie?” - Zawsze, gdy jad grzechu jest w twoich żyłach, twoje życie jest zagrożone (…) ale Bóg czeka na ciebie – podkreślał Cierpica. Następnie opowiedział historię swojego życia i prawdziwej obecności Pana Boga. Wychował się w katolickiej rodzinie i to według niego dało dobre fundamenty pod jego przyszłe życie. Zapragnął być żołnierzem, chciał służyć w armii. Powiedział, że warto iść w życiu za wielkimi pragnieniami, które rodzą się w sercu, bo one pochodzą od Pana Boga.

Gdy służył w armii i był na misjach był w trudnej sytuacji duchowej. Gdy na wojnie znalazł się w niebezpieczeństwie jego towarzysz – Amerykanin Michael oddał na niego życie. Cierpica odczytał to, jako szanse od Boga, drugie życie, wielki dar. Gdy spotkał się z rodzicami amerykańskiego żołnierza, który zginał na wojnie, powiedzieli mu: „witaj w rodzinie”. - Tak się dzieje, gdy Bóg jest w domu na pierwszym miejscu. Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszytko jest na właściwym – mówił Cierpica. Następnie swoją wiarą podzielił się Pio Corvino z Włoch, który doświadczył szczególnej interwencji Boga za wstawiennictwem św. O. Pio. - Od czterech lat mieszkam na Sycylii, postanowiłem oddać swoje życie Jezusowi, jako świecki konsekrowany. Podjąłem również dzieło ewangelizacji ulicznej wśród młodych – mówił Pio Corvino.

Głos zabrał również włoski kapłan Ks. Francesco Braccio, który powiedział, że ważne jest dawanie iskry nadziei, która wypływa z wiary, która nas rozświetla. Ważne jest dawanie świadectwa, które jest autentyczne, gdy wypływa z głębokiej wiary.

W kolejnej części przedstawiciele wspólnoty duszpasterskiej Diecezji Kamieniecko-Podolskiej z Ukrainy podzielili się swoim przeżywaniem relacji z Bogiem. Wydarzenie organizowane w ramach Kongresu wymaga wiele wysiłku. Ten wysiłek to oczywiście nie tylko przygotowania zewnętrzne, ale przede wszystkim przygotowanie duchowe.

-Najgorsza jest bezczynność, czyli nic nie robić. Chrześcijanie to są ludzie ducha i jeżeli widzą, że tego ducha zaczyna brakować, a jest tylko ciało to tym bardziej zwierają szyki. Nie po to by kogoś odciągną, ale by przyprowadzić tak jak św. Andrzej Apostoł kiedyś zrobił coś fantastycznego. Przyprowadził swojego brata do Jezusa. Również i my musimy innych przyprowadzać do Jezusa.

Nie zasłaniamy sobą Pana Jezusa, nie zasłaniamy świata, ale prowadzimy do Tego, który jest źródłem świata, mądrości, miłości i tego, co nam bliskie – mówił ks. Mariusz Mik – koordynator Kongresu w Rzeszowie. W drugiej części spotkania w CWK odbyła się „Medytacja, adoracja i modlitwa za Europę”.

Tę cześć prowadził Jan Budziaszek wraz z Chórem i Orkiestrą Jednego Serca Jednego Ducha. -Połączenie chóru z orkiestrą (…) odbieramy w wymiarze duchowym. Szczególnie wśród młodych modlitwa przez muzykę, wyrażanie swojej wiary, uczuć, duchowości przez melodię, muzykę i współbrzmienie między orkiestrą, solistami i chórem przybliża do Boga – mówił Jakub Orzechowski – chórzysta Jednego Serca Jednego Ducha.

W modlitwę i śpiew włączyła się również młodzież Duszpasterstwa Muzycznego Diecezji Kamieniecko-Podolskiej z Ukrainy, której przewodzi ks. Mykola Bystrytskyi. Niezwykle przejmującym momentem podczas spotkania, była modlitwa prowadzona przez ks. Bystrytskiego. W kolejnych wypowiadanych słowach zwracał się on do Pana Boga o pokój, który jest tak bardzo upragniony na Ukrainie. -Spraw Panie Boże, żeby tej nocy żadna matka nie otrzymała informacji, że jej syn zginął na wojnie – modlił się ks. Mykola Chór Jednego Serca Jednego Ducha tworzą młodzi chrześcijanie, którzy widzą sens misji, którą mają do spełnienia. -Muzyka, którą gramy niesie większy przekaz niż jakakolwiek, jaka istnieje. Niesiemy ze sobą radość, szczęście. Dla mnie jest to uduchowienie i motywacja do pracy nad sobą, ale też nad graniem i śpiewaniem – mówiła Karolina Nowak – chórzysta Jednego Serca Jednego Ducha Czas modlitwy, adoracji Najświętszego Sakramentu i uwielbiania Pana Boga śpiewem zakończył Apel Jasnogórski. 

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem