Reklama

1 stycznia 2018 51. Światowy Dzień Pokoju

Koń Trojański islamskiego terroryzmu

2017-12-27 10:47

Tomasz Winiarski
Niedziela Ogólnopolska 53/2017, str. 18-20

Tierney/fotolia.com

Zamach terrorystyczny, do którego doszło pod koniec października br. na ulicach Manhattanu w Nowym Jorku, to kolejny akt niekończącego się dramatu, którego od wielu lat doświadcza cywilizacja Zachodu. Ataki motywowane islamskim terroryzmem stają się coraz poważniejszym problemem. Czy nowy amerykański prezydent uchroni Stany Zjednoczone przed podzieleniem losu Unii Europejskiej, dla której podobne zamachy stały się już elementem codziennej rzeczywistości?

Globalna wojna z terroryzmem, którą prezydent George W. Bush ogłosił po atakach na World Trade Center we wrześniu 2001 r., trwa nadal. Mimo upływu kilkunastu lat jej koniec wciąż jest wizją odległej przyszłości, której nie sposób zdefiniować w jakichkolwiek ramach czasowych. Dająca się przewidzieć perspektywa nie rysuje bowiem przed nami możliwości ostatecznego zwycięstwa w walce z najniebezpieczniejszym wrogiem, z którym przyszło nam się mierzyć w pierwszych dekadach XXI wieku. Coraz częściej eksperci dochodzą do przykrego wniosku, że zagrożenie terrorystyczne nie zostanie w pełni zażegnane, a my – przedstawiciele zachodniej cywilizacji – będziemy musieli nauczyć się żyć w ciągłym niebezpieczeństwie, uwzględnić niejako możliwość śmierci w wyniku ataku motywowanego islamskim ekstremizmem w problemach naszej codzienności. Przy pomocy odpowiednich środków bezpieczeństwa, uszczelnienia granic, a także np. dozbrojenia praworządnych obywateli możemy jednak zminimalizować liczbę potencjalnych ofiar islamskiego terroru.

Tani terroryzm

Przeciwnik, z którym walczymy, często nie nosi mundurów, nie posiada regularnych dywizji, których rozbicie oznaczałoby zwycięstwo, nie ma także swojego stałego terytorium, którego przejęcie zapewniłoby nam ostateczną wygraną. Zamiast tego ukrywa się wśród cywilów, wykorzystując ich jako żywe tarcze. Dokonuje niespodziewanych ataków, które coraz częściej przybierają formę prymitywnych zamachów, niewymagających ani skomplikowanego planowania, ani też dużych nakładów finansowych. To trend, który służby obserwują od dłuższego czasu. Kiedyś terroryści przeprowadzali kosztowne i skomplikowane logistycznie ataki, do których dochodziło rzadziej, lecz ich żniwo było na ogół nieporównywalnie większe. Porywanie samolotów (11 września 2001 r.) czy podkładanie ładunków wybuchowych (atak na londyńskie metro w 2005 r.) to przykłady tego typu strategii terrorystycznej. Im bardziej skomplikowany zamach, im większą grupę terrorystów angażuje, tym łatwiej go służbom specjalnym wykryć i udaremnić. Działania prewencyjne są jednak znacznie trudniejsze, gdy ataku terrorystycznego dokonują tzw. samotne wilki, terroryści działający w pojedynkę, którzy właściwie nie muszą niczego planować – po prostu chwytają za karabin, nóż czy siekierę i zaczynają zabijać ludzi lub, jak to miało miejsce ostatnio na Manhattanie, a wcześniej wielokrotnie na ulicach europejskich miast – wsiadają do ciężarówek i rozjeżdżają pieszych. Koszty przeprowadzenia takiej operacji terrorystycznej są minimalne, często bowiem nie przekraczają kilkudziesięciu dolarów.

Europejskie doświadczenie

Inaczej sprawa ma się w Unii Europejskiej, gdzie w ostatnich miesiącach wielokrotnie dochodziło do podobnych ataków. W 2016 r. w Berlinie muzułmański terrorysta rozjechał 12 osób i ranił 56 kolejnych na jarmarku z okazji świąt Bożego Narodzenia. Niemieckiej policji nie udało się wtedy schwytać sprawcy, co może sugerować problemy z wyszkoleniem funkcjonariuszy, ich nieprzygotowanie na ewentualność tego typu ataków oraz brak odpowiednich procedur bezpieczeństwa. Zamachowiec zdołał wyjechać do Włoch, dopiero tam został zastrzelony przez miejscowe służby. Otwarte granice wewnętrzne UE ułatwiają, niestety, terrorystom podróżowanie po Europie. Kiedy dodamy do tego nieszczelność granic zewnętrznych, sytuacja staje się wyjątkowo niebezpieczna i trudna do opanowania. W marcu br. w Londynie inny muzułmański ekstremista użył samochodu, by przeprowadzić zamach na moście Westminsterskim, znajdującym się w bliskim sąsiedztwie brytyjskiego parlamentu. Pod kołami rozpędzonego pojazdu zginęło wtedy 4 pieszych, a prawie 50 zostało rannych.

Reklama

Doświadczenie Starego Kontynentu pokazuje, niestety, że wbrew temu, co mogłoby się wydawać, w wyniku tego typu prymitywnych i niskobudżetowych ataków mogą zginąć dziesiątki osób. Najlepszym przykładem jest zamach, do którego doszło w lipcu 2016 r. w Nicei we Francji. Pod kołami rozpędzonej ciężarówki prowadzonej przez muzułmańskiego terrorystę życie straciło wtedy aż 86 osób, a kolejnych 458 zostało rannych.

Policja po amerykańsku

Docieram do Polaka z New Jersey, który od wielu lat mieszka w USA. Jego dom znajduje się niedaleko miasta Paterson, w którym mieszkał muzułmański terrorysta odpowiedzialny za niedawną tragedię na Manhattanie. Pytam mojego rozmówcę o przygotowanie i wyszkolenie amerykańskich policjantów, szczególnie w kontekście ich zdolności do przeciwdziałania terroryzmowi i walki z nim.

– W USA na każdym kroku widać wielki profesjonalizm policji, a także wyszkolone praktycznie do odruchów nawykowych schematy działania funkcjonariuszy. Sposób ich zachowania w sytuacjach kryzysowych jest po prostu tak perfekcyjny, że ma się wrażenie, jakby te procedury trenowali dzisiaj rano – opowiada „Niedzieli” Bogumił Olewiński z Garfield w hrabstwie Bergen.

– Policja w USA jest jednocześnie brutalna (dla przestępców) i bardzo delikatna (dla praworządnych obywateli). Gdy jedziesz drogą, a na skrzyżowaniu policjant kieruje ruchem, to jeżeli się zgubiłeś i podjeżdżasz do niego z prośbą o pomoc, to taki funkcjonariusz zatrzyma cały ruch i udzieli ci pomocy – wyjaśnia.

Chociaż w USA też istnieje problem dzielnic, do których niekiedy strach wejść po zmroku, amerykańska policja, mówiąc kolokwialnie, nie wymięka. Inaczej niż jej europejskie odpowiedniki – dla funkcjonariuszy z USA nie istnieją tzw. no-go zones.

– Getta w USA różnią się od tych w Europie jedną dość istotną rzeczą. Mianowicie policja w USA nie boi się do nich wjeżdżać, wręcz przeciwnie – to mieszkańcy na widok policji czują respekt przed władzą i wiedzą, kto rządzi w mieście – opowiada Olewiński.

Wróg u bram

Wróg już dawno przeniknął na nasze terytorium. Wojna z terroryzmem toczy się zatem nie tylko na odległych bliskowschodnich pustyniach, w afgańskich wioskach czy irackich i syryjskich miastach. Dzisiaj coraz częściej doświadczamy jej na ulicach zachodnich metropolii – tuż pod naszym nosem! My, Europejczycy, wpuściliśmy na własne terytorium konia trojańskiego islamskiego terroryzmu. Przyzwolenie państw Unii Europejskiej na masową i nielegalną imigrację z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, która od kilku lat stanowi wielkie zagrożenie dla Starego Kontynentu, a także brak odpowiednich procedur i kontroli wpuszczanych do nas muzułmańskich uchodźców i imigrantów doprowadziły ostatecznie do przeniknięcia na nasze terytorium wielu groźnych ekstremistów.

Nie tak dawno temu, gdy przeciwnicy polityki otwartych granic ostrzegali, że w olbrzymim i niekontrolowanym tłumie muzułmańskich uchodźców i imigrantów, którzy od kilku lat zalewają terytorium Unii Europejskiej, mogą się znajdować groźni terroryści, środowiska lewicowe pukały się w czoło. Wielokrotnie oskarżały one swoich prawicowych oponentów o rasizm, ksenofobię, islamofobię, zacofanie i zdradę europejskich wartości. Podobne oskarżenia pod adresem środowisk konserwatywnych pojawiały się również w Stanach Zjednoczonych, gdzie Partia Republikańska, na czele z Donaldem Trumpem, podkreślała konieczność uszczelnienia granic oraz ograniczenia imigracji z krajów muzułmańskich (w tym przyjmowania uchodźców – przyp. red.). Ostatecznie okazało się, że te obawy były w pełni uzasadnione.

Według amerykańskiego konserwatywnego think tanku „Heritage Foundation”, terroryści, którym udało się przeniknąć do Europy, udając uchodźców, uczestniczyli w sumie w 15 proc. przeprowadzonych oraz powstrzymanych zamachów.

Duże sukcesy w walce z Państwem Islamskim w Syrii oraz Iraku, o których niedawno donosiła zachodnia prasa, są bez wątpienia powodem do radości i kamieniem milowym w wojnie przeciwko terroryzmowi. Eksperci od bezpieczeństwa zwracają jednak uwagę, że osłabienie, a nawet totalne unicestwienie ISIS wcale nie będzie oznaczać końca naszych problemów. Szacuje się, że z Europy na Bliski Wschód wyjechało ok. 5 tys. obywateli Unii Europejskiej, którzy wstąpili w szeregi Państwa Islamskiego. Jeszcze w tym roku 20-30 proc. z nich ma powrócić do swoich europejskich ojczyzn. Jeżeli nie ma dowodów przeciwko konkretnej osobie, trudno takich ludzi zatrzymać na granicy, ponieważ legitymują się oni obywatelstwami państw UE. Z tego względu wielu przedstawicieli służb specjalnych nieoficjalnie przyznaje, że najlepszym rozwiązaniem byłaby śmierć takich osób, zanim zdążą sie stawić na przejściu granicznym. Niedawno na antenie jednej z polskich telewizji mówił o tym były rzecznik prasowy naszej policji Mariusz Sokołowski. O tym, jak wielkie zagrożenie stanowią powracający bojownicy ISIS posiadający obywatelstwa państw UE, świadczyć mogą zamachy w Paryżu z listopada 2015 r. Ich autorami byli właśnie terroryści, którzy wcześniej walczyli na Bliskim Wschodzie, a następnie powrócili do Europy, m.in. Salah Abdeslam.

Wielokulturowość urojona

Środowiska lewicowe próbują jednak sugerować, że wiązanie wzrostu zagrożenia terrorystycznego z kolejnymi falami uchodźców i imigrantów jest nieuzasadnione. Na potwierdzenie tej tezy przywołują statystykę, według której za większość zamachów w Europie motywowanych islamskim terroryzmem odpowiadają obywatele państw członkowskich UE arabskiego pochodzenia. To jednak przecież potomkowie imigrantów, najczęściej z drugiego lub trzeciego pokolenia. Zatem są bezpośrednim następstwem zjawiska masowej imigracji. To osoby niezasymilowane, kulturowo nadal żyjące w zupełnie innym świecie, zradykalizowane już na terytorium europejskim przez pobratymców o ekstremistycznych poglądach. Źle się dzieje, kiedy cenzura poprawności politycznej uniemożliwia nam definiowanie zagrożeń takimi, jakimi one faktycznie są. To niebezpieczny trend. Zaklinanie rzeczywistości nigdy nie wychodzi na dobre. Na terytorium największych europejskich miast powstają getta, w których wychowują się m.in. radykałowie i wszelakiej maści element przestępczy. Dzielnice ongiś znane z panującego w nich spokoju i porządku stają się strefami, do których strach wejść po zmroku. Słowem, powoli tracimy nasz własny dom – Europę. Doświadczyłem tego w trakcie mojego niedawnego wyjazdu do Brukseli. Gdy zwiedzałem dzielnice miasta, m.in. owiane bardzo złą sławą i uważane za jedną z największych wylęgarni terrorystów Molenbeek, bacznie przyglądałem się strukturze belgijskiego społeczeństwa, a także sytuacji panującej na ulicach stolicy Unii Europejskiej. Jak wygląda wielokulturowość Brukseli? Zjawisko to raczej należy określić mianem „wielokulturowości urojonej”. Z definicji wielokulturowość oznacza mnogość ludzi pochodzących z różnych kultur na jednym terytorium. W Brukseli widać raczej 2 kultury: europejską, kulturę gospodarzy – będącą w defensywie, którą reprezentują rdzenni Belgowie, a także wszyscy ci imigranci, którzy chcieli stać się Belgami i przyjąć panującą tutaj kulturę; oraz posiadającą coraz liczniejszą reprezentację – cywilizację muzułmańską, która w wielu miejscach zaczyna być, niestety, dominująca. Jej przedstawicielami są ci muzułmańscy imigranci, którzy zamiast się asymilować, postanowili przenieść swój bliskowschodni styl życia do Europy.

Obce im są nasze wartości, których nie próbowali nawet zrozumieć. Jedni z nich staną się terrorystami, inni pójdą w szranki z prawem, stając się pospolitymi bandytami, a jeszcze inni w poczuciu totalnego zagubienia i niezrozumienia otaczającej ich kultury, którą sami świadomie odrzucili, staną się marginesem społeczeństwa, żyjącymi w skrajnej biedzie ludźmi, których z Europą i wartościami tutaj panującymi nie będzie łączyć absolutnie nic. Wielu z nich trafi do coraz większych dzielnic-gett, z których już nigdy nie uda im się wydostać. Tolerowanie takiego stanu rzeczy to świadome proszenie się o kłopoty i ciche przyzwolenie na postępujący rozpad europejskiego społeczeństwa, budowanego całe wieki na fundamentach cywilizacji judeochrześcijańskiej.

Amerykański model

Europa powinna czym prędzej wziąć przykład ze swojej młodszej siostry po drugiej stronie Atlantyku. Amerykańskie społeczeństwo również bowiem składa się z wielu kultur, jednak tworzą one jeden naród – naród wielu narodów. Na czym polega zatem różnica? W USA imigranci bardzo szybko stają się Amerykanami, zaczynają żyć po amerykańsku, a wszystkich, niezależnie od pochodzenia, łączą te same amerykańskie wartości. Pierwsze, co się robi po przyjeździe do USA, to wywieszenie amerykańskiej flagi. Za oceanem imigrant uczy się patriotyzmu na każdym kroku – w szkole, od sąsiadów, na ulicy, w pracy oraz na stadionie czy w kinie. Amerykanie epatują dumą ze swojego kraju, Europejczycy natomiast coraz częściej preferują zgoła odmienny model obywatela. Duma z własnej ojczyzny oraz epatowanie miłością do niej zapala w nich raczej irracjonalną lampkę ostrzegawczą – uwaga: faszyzm! – zamiast wzbudzać pozytywne skojarzenia. To w dużym stopniu efekt powszechnej w Europie skrajnie lewicowej ideologii, której zbyt silnie manifestowany patriotyzm zawsze wadził...

– Nie mam nic przeciwko temu, żeby różne narodowości trzymały się razem i kultywowały swoją kulturę, religię czy wywieszały swoje flagi narodowe. Wszystko jednak pod warunkiem, że akceptują i przestrzegają prawo USA, a flaga USA wisi powyżej flagi kraju, z którego pochodzą. Przecież wszyscy w USA jesteśmy imigrantami. Każdy z nas skądś pochodzi i wszyscy razem musimy się szanować i czerpać z naszych tradycji – podkreśla Bogumił Olewiński.

– Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś, kto wyemigrował z państwa, w którym nie chciał mieszkać, próbuje wprowadzić taki sam porządek w kraju, do którego wyemigrował. To po co emigrował? – dodaje.

Przyjmujmy zatem imigrantów tak, jak robią to Amerykanie – z różnych części świata i kultur, zamiast głównie muzułmanów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Po skrupulatnej kontroli i procesie weryfikacji, a nie na zasadzie bezrefleksyjnego wpuszczania wszystkich przez otwarte granice. Od początku uczmy ich miłości do naszego kraju i kultury, epatujmy nią, tak by również imigranci przesiąkali naszym stylem życia. Wielokulturowość zda bowiem egzamin tylko wtedy, gdy wszystkie kultury spajać będzie ta jedna dominująca, nadrzędna – kultura kraju gospodarzy.

Migranci i uchodźcy
Pokój wszystkim ludziom i narodom ziemi! Pokój, który aniołowie głoszą pasterzom w noc Narodzenia Pańskiego [1], jest głębokim pragnieniem wszystkich ludzi i wszystkich narodów, szczególnie tych, którzy najbardziej cierpią z powodu jego braku. Spośród nich, obecnych w moich myślach oraz w mojej modlitwie, pragnę jeszcze raz wspomnieć ponad 250 mln migrantów na świecie, z których 22, 5 mln stanowią uchodźcy. Ci ostatni, jak stwierdził mój umiłowany poprzednik Benedykt XVI, „to mężczyźni i kobiety, dzieci, młodzież, osoby w podeszłym wieku, którzy szukają miejsca, gdzie mogliby żyć w pokoju” [2]. Aby je znaleźć, wielu z nich jest gotowych ryzykować życie w podróży, która w wielu przypadkach jest długa i niebezpieczna, znosić trudy i cierpienia, pokonywać druty kolczaste i mury, wzniesione po to, by trzymać ich z dala od tego celu. (...)
Św. Jan Paweł II na progu Wielkiego Jubileuszu 2000 lat od chwili, kiedy aniołowie głosili pokój w Betlejem, zwrócił uwagę na to, że wzrost liczby uchodźców jest jedną z konsekwencji „niekończącej się serii straszliwych wojen i konfliktów, ludobójstw i «czystek etnicznych»” [5], które naznaczyły XX wiek. W nowym stuleciu nie nastąpił jeszcze prawdziwy zwrot: konflikty zbrojne oraz inne formy zorganizowanej przemocy nadal powodują przemieszczanie się ludzi wewnątrz granic państw i poza nimi.
Ludzie migrują również z innych powodów, a pierwszym z nich jest chęć „lepszego życia, co wiąże się często z pragnieniem, by pozostawić za sobą «beznadziejność», którą rodzi niemożność budowania przyszłości” [6].
Wyjeżdża się, by połączyć się z własną rodziną, by znaleźć możliwości zatrudnienia lub wykształcenia: kto nie może cieszyć się tymi prawami, nie żyje w pokoju. Ponadto, jak podkreśliłem w encyklice „Laudato si’”, „tragiczne jest zwiększenie liczby migrantów uciekających od biedy spowodowanej degradacją środowiska” [7].
Większość migruje, podążając regularnymi szlakami, natomiast niektórzy wybierają inne drogi, przede wszystkim pod wpływem desperacji, gdy ich ojczyzna nie zapewnia im bezpieczeństwa ani szans, a każda legalna droga wydaje się niedostępna, zablokowana lub zbyt długa.
Z orędzia Ojca Świętego Franciszka na 51. Światowy Dzień Pokoju, pt. „Migranci i uchodźcy: mężczyźni i kobiety w poszukiwaniu pokoju”

Tomasz Winiarski - Student dziennikarstwa, amerykanista, dziennikarz dla Polonii w Stanach Zjednoczonych

Tajemnice radosne

Ks. Robert Strus
Edycja zamojsko-lubaczowska 40/2003

Ojciec Święty Jan Paweł II w encyklice „Redemptoris Mater”, poświęconej Najświętszej Maryi Pannie pisze, że Maryja, „szła naprzód w pielgrzymce wiary”. Dzisiaj Maryja jako nasza najlepsza Matka uczy nas wiary. Biorąc więc do rąk różaniec i rozważając tajemnice radosne chcemy uczyć się od Maryi prawdziwej wiary.

Jiri Hera/fotolia.com

1. Tajemnica zwiastowania.

Anioł rzekł do Maryi: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. (…) Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. (…) Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa (Łk 1, 30-38).
Każdy z nas ma swoje zwiastowanie. Tak jak do Maryi i do nas Bóg posyła anioła ze wspaniałą wiadomością. Ta wiadomość to prawda, że Bóg nas kocha, że ma wobec nas wspaniały plan swej miłości. Nieraz nie bardzo rozumiemy to zwiastowanie. Jakże się to stanie, to niemożliwe, dlaczego ja? - pytamy Boga i samych siebie. Maryja, mimo tego, że też nie wszystko rozumiała, odpowiedziała Bogu „niech mi się stanie według twego słowa”. Rozważając tę tajemnicę prośmy Boga, abyśmy tak jak Maryja zawsze z radością odpowiadali „tak” na Jego propozycje.

2. Tajemnica nawiedzenia św. Elżbiety.

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę (Łk 1, 39-41).
Nawiedzenie św. Elżbiety przez Maryję to doskonały wzór takich spotkań, których celem jest pogłębienie wiary, przybliżenie się do Boga. Elżbieta w czasie tego spotkania została napełniona Duchem Świętym i zaczęła wielbić Boga. Tak jak do Elżbiety przyszła Maryja i umocniła jej wiarę, tak i my spotykamy się z ludźmi, dzięki którym przybliżamy się do Boga. W tej tajemnicy dziękujmy Bogu za tych wszystkich ludzi, dzięki którym nasza wiara została umocniona.

3. Tajemnica narodzenia Pana Jezusa.

Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie (Łk 2, 6-7).
W czasie rozważania tej tajemnicy staje przed nami obraz stajenki betlejemskiej. Przedziwny pokój i radość z niej promieniują. Chociaż na świecie panują jeszcze legiony rzymskie, a król Herod już czyha na życie Nowonarodzonego, Maryja, Józef i Jezus czują się bezpieczni w ubogiej stajence. Tak też będzie, kiedy prawdziwie Jezus narodzi się w naszych sercach, kiedy nasze serca staną się betlejemskimi stajenkami. Nawet jeżeli na świecie będzie wiele niepokoju, nawet jeżeli będziemy doświadczać różnych problemów, to będziemy szczęśliwi szczęściem, które da nam Nowonarodzony. Prośmy zatem, aby Jezus prawdziwie narodził się w naszych sercach.

4. Tajemnica ofiarowania Pana Jezusa w świątyni.

Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu (Łk 2, 22-23).
Maryja i Józef ofiarowali Bogu to, co było dla nich najcenniejsze - ukochane Niemowlę. Uczynili to nie tylko dlatego, żeby spełnić przepis prawa, ale również dlatego, ponieważ byli przekonani, że wszystko, co człowiek posiada, pochodzi od Boga i trzeba to odnosić do Boga, przedstawiać Panu Bogu. Trudne jest to do zrozumienia dla współczesnego człowieka, który często zapatrzony w siebie, wszystko odnosi do siebie - stawiając siebie w centrum wszechświata. Rozważając tę tajemnicę uczmy się od Maryi i Józefa, że wszystko powinniśmy ofiarować Panu Bogu.

5. Tajemnica odnalezienia Pana Jezusa w świątyni.

Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice (Łk 2, 41-43).
Jak łatwo jest zgubić Chrystusa. Wystarczy chwila nieuwagi, pokusa, grzech i Chrystus schodzi na dalszy plan naszego życia. Może nam się nawet wydawać, że jesteśmy blisko Jezusa, że jesteśmy dobrymi chrześcijanami i nie dostrzegamy tego, iż Go zgubiliśmy, tak jak Maryja i Józef nie dostrzegli tego, że Jezus został w Jerozolimie. Maryja, która z bólem serca szukała swego Syna, dzisiaj pomaga nam powracać do naszego Pana i Zbawiciela. Prośmy Maryję, abyśmy szli przez życie zawsze z Jej Synem, a gdy Go zgubimy, aby pomagała nam Go odnajdywać.

Maryjo, ukochana Matko, nasza pielgrzymka wiary ciągle trwa. Prosimy Cię, bądź z nami, kiedy pielgrzymujemy do Twego Syna po drogach XXI wieku. Spraw, aby nasza wiara każdego dnia stawała się coraz bardziej żywa, prawdziwa i konsekwentna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Młody Irakijczyk przemawiał na Synodzie. Papież zaprosił go do domu

2018-10-15 17:19

ts (KAI) / Watykan

Papież Franciszek nieoczekiwanie przyjął w Domu św. Marty młodego Irakijczyka, uczestnika Synodu Biskupów w Watykanie na temat młodzieży i przekazał mu przesłanie do młodych chrześcijan w jego kraju. 26-letni stomatolog Safa al.-Abbia musi wcześniej wracać do kraju, aby opiekować się chorą na raka matką. Przed powrotem do domu wierny Kościoła chaldejsko-katolickiego pragnął osobiście pozdrowić papieża – Franciszek natychmiast spełnił jego życzenie.

VaticanNews/YouTube.com
Safa al.-Abbia z Iraku

Zdjęcia z tego serdecznego spotkania z 13 października zostały natychmiast zamieszczone na oficjalnym synodalnym Twitterze @Synod2018. Młodemu Irakijczykowi papież podarował różaniec dla mamy oraz przekazał przesłanie do młodych chrześcijan w Iraku. Franciszek zapewnił, że stale nosi w sercu młodych chrześcijan znad Eufratu i Tygrysu i zdaje sobie sprawę z ich cierpień. Jednocześnie przekonywał młodych chrześcijan w Iraku, aby ufali w przyszłość i nie dali się zniechęcić bolesną przeszłością oraz trudnym czasem współczesnym gdyż towarzyszy im Chrystus.

Safa al-Abbia zwrócił na siebie uwagę swoim wystąpieniem w auli synodalnej 11 października, kiedy przedstawił raport ukazujący męczenników w Iraku, którzy w ciągu minionych 15 lat zginęli z powodu świadectwa wiary w Chrystusa. Młody Irakijczyk podkreślał, że dziś dla młodzieży irackiej największymi wyzwaniami są „pokój, stabilizacja i prawo dożycia w godności”. Kończąc swoje wystąpienie wezwał młodych Irakijczyków do modlitwy za wszystkich cierpiących chrześcijan, nie tylko w ich kraju i wypowiedział życzenie leżące w sercach wielu irackich chrześcijan, „abyśmy pewnego dnia mogli pozdrowić papieża u nas, w naszym kraju”. Według uczestników synodalnych obrad, wystąpienia Safa al-Abbia spotkało się z największą – jak dotychczas – owacją.

W rozmowie z portalem vaticannews młody Irakijczyk powiedział, że chodziło mu o to, aby zwrócić uwagę, iż w Iraku żyje wielu wspaniałych chrześcijan, którzy mimo „smutnych i nędznych warunków życia żyją silną wiarą i ją zaświadczają”. Młodzi chrześcijanie w Iraku chcą po prostu móc żyć w swoim kraju „w godnych warunkach”. "Módlcie się za nas, my także modlimy się za was", zaapelował do młodych chrześcijan w krajach, w których nie są oni prześladowani.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem