Reklama

Studia na UKSW - pielęgniarstwo

Być kobietą...

2017-12-27 11:10

Jolanta Marszałek
Edycja częstochowska 53/2017, str. IV

Rido/fotolia.com

Rzadko zastanawiamy się, jakie cechy wyrażają naszą kobiecość czy męskość, i jak to wpływa na nasze codzienne życie. Dlatego też Duszpasterstwo Akademickie „Emaus” w Częstochowie zorganizowało cykl spotkań pod wspólnym tytułem „Kobietą i mężczyzną stworzył ich”. Gościem pierwszego spotkania była Elżbieta Łozińska z Wrocławia, terapeuta, kulturoznawca, doradca psychologiczno-pedagogiczny w poradni rodzinnej. Towarzyszył jej mąż Dominik

Prelegentka omówiła charakterystyczne dla kobiet pary cech, które się wzajemnie uzupełniają bądź przenikają. Każda z nas może w sobie te cechy odnaleźć.

Romantyczna-radosna

Kobieta jest romantyczna, to znaczy, że ma zdolność kochania, zdolność do zachwytu. Romantyczność nie musi się objawiać tylko w relacji damsko-męskiej, jest to pojęcie dużo szersze, dotyczy naszego życia duchowego, także obywatelskiego, np. miłości do Ojczyzny. Również kobieta, która nie odnalazła męskiej miłości w swoim życiu, może być romantyczna, tworzyć piękno wokół, np. z oddaniem pomagać w wychowywaniu siostrzeńców, robić wspaniałe kartki bożonarodzeniowe itd. Można być romantyczką na sposób tkliwy, smutny, wzdychać i tęsknić za księciem na białym koniu, ale wtedy będziemy uciążliwe dla naszych bliskich. Chodzi o to, żeby w dzieleniu się z innymi miłością robić to z radością.

Zdecydowana-zrozumiana (czytelna)

Kobiety mają taką cechę, że sobie coś wymyślą i uważają, że otoczenie powinno wiedzieć, czego oczekują. Żona idzie do kuchni nic nie mówiąc i uważa, że mąż powinien pójść za nią i jej pomóc. Gdy się tak nie dzieje, kobieta jest zawiedziona. Mężczyźni przez wiele lat uczą się, ale wciąż mają problem z odczytaniem intencji, tego co w kobiecej duszy gra. Mężczyznę trzeba na nasze myśli naprowadzić, nawet poprzez sygnały niewerbalne, żeby mógł je odczytać. Nieraz niedomówienia narastają latami. Aby tego uniknąć, trzeba do danych sytuacji wrócić, wyjaśnić, żeby nie było niedopowiedzeń, np.: „Wczoraj byłam zła, bo nie zareagowałeś tak czy tak”. Problem ten dotyczy nie tylko relacji damsko-męskich. Często w wielu domach bliskie sobie kobiety, np. przed świętami, nie mogą się dogadać, podzielić obowiązkami. I odwrotnie, są kobiety, które głośno artykułują swoje myśli, ale nie potrafią same zdecydować. Mówią ciągle o swoich wątpliwościach, ale mają problem z decyzyjnością.

Reklama

Walcząca-wierna

Kobiety potrafią być bardzo wierne, ale nieraz zatracają zdolność zawalczenia o rzeczy ważne. Tak dzieje się z osobami współuzależnionymi, np. ofiarami przemocy domowej. Kobieta, trwając w sytuacji przemocy domowej, nie potrafi zawalczyć o swoje dzieci. Wierność nie może być współuzależnieniem, wierność nie może być niewolą i trzeba umieć zawalczyć o to, żeby zatrzymać przemoc w rodzinie, o dobre relacje. Wiele kobiet zdobyło się na walkę o swoją rodzinę, o pokój w swojej rodzinie i udało im się pokonać zło. Z drugiej strony – na świecie jest mnóstwo walczących kobiet, które nie są wierne żadnym wartościom. Czymś pięknym jest wierność dobrym rzeczom.

Czarująca (oczarowana)-czuła

Kobieta lubi być czarująca i oczarowywana. Ale niektóre kobiety wykorzystują tę umiejętność, aby pokazać mężczyźnie, gdzie jest jego miejsce. Może oczarowywać zespół pracowników, których trzyma w szachu. Wpada i mówi np. „Kochanieńki, zrobisz to dla mnie”, tworząc relacje na pograniczu flirtu, uwodzenia, ale brakuje w nich czułości, serca. Wystarczy, że ktoś się zbuntuje, ona mu drzwi pokaże. Bywa tak, że kobieta jak zła wróżka potrafi zaczarować kogoś w kamień, zamrozić jego serce, zniechęcić. Dzieci, mając taką mamę, nie będą wierzyć w miłość. Kobieta, gdy chce zdobyć mężczyznę swojego życia, też oczarowuje go, ale takim działaniom towarzyszy czułość, a nie pokazanie swojej wyższości.

Empatyczna-elegancka

W pracy nad własnym wizerunkiem kobieta powinna szukać właściwego dla siebie stylu. On może być bardzo różny, istotne jest, żeby w tym stylu odnalazła siebie. Można wyglądać modnie, ale czuć się w tym źle. Trzeba też sobie zadawać pytania, co mój strój robi z uczuciami innych osób, czy nie podnieca, czy nie zawstydza, czy nie prowokuje innych. Strój musi być adekwatny do tego, w jakie miejsce wchodzimy. Zbyt bogatym strojem możemy zawstydzić kogoś ubranego skromnie. Prawdziwa elegancja pozwala nam wyrazić strojem to, co jest naprawdę w nas i żeby inni czuli się dobrze, patrząc na nas.

Twórcza-troskliwa

Słabością kobiet matek jest często nadmierna troskliwość, czyli nadopiekuńczość, wszystko robią za swoje dzieci. Powoduje to, że przestają je twórczo wychowywać. Boją się, żeby ktoś przy nich wykazywał kreatywność i ją tępią, nie pozwalając na szaleństwa sportowe, harcerskie. Niektóre kobiety są bardzo twórcze, szczególnie te o zawodach artystycznych, ale przestają troszczyć się o swoją rodzinę. Zatracają się w pracy, biorąc kolejne role, trasy koncertowe kosztem dzieci, rodziny czy relacji z bliskimi.

Autentyczna-afirmująca

Żeby wzrastała nasza kobiecość, dobrze jest usłyszeć dobre słowa o sobie. My też mówmy dobre słowa innym. Zdarzają się jednak kobiety, które wpadają w skrajność i zachwycają się wszystkim. Afirmują wszystkich i w każdym momencie. Takich osób nikt nie lubi. Afirmacja ma być autentyczna. Dobre słowo dla innych musi być prawdziwe. Twoja koleżanka wróciła od fryzjera. Tobie niezbyt się podoba jej nowa fryzura, więc nie mów: „Ale świetnie wyglądasz”, tylko zapytaj: „Dobrze się czujesz w tej fryzurze?”. Zwłaszcza dzieci są bardzo wyczulone na ten fałsz w naszych zachwytach. Jeśli będziesz to robić często, przestaną ci ufać.

Praca nad sobą ma nas prowadzić do osiągnięcia przymiotu, który nie ma pary – do świętości. Nie chodzi o świętość uznaną przez Kościół w procesie kanonizacyjnym. Święci są wszyscy ci, którzy są w niebie. Do tego powinniśmy w życiu dążyć. Podpowiedzią i pomocą w tej drodze są święte kobiety, które Kościół nam daje za przykład.

***

Zainteresowanych tematem odsyłamy do książki Elżbiety Łozińskiej „Jak rozmawiać w rodzinie”, wydanej w Bibliotece „Niedzieli”

Tagi:
spotkanie duszpasterstwo duszpasterstwo akademickie

Duszpasterstwo Parlamentarzystów i Samorządowców

2018-09-25 11:55

Joanna Kruczyńska
Edycja toruńska 39/2018, str. VIII

Bp Wiesław Śmigiel powołał w diecezji nowe duszpasterstwo. Jest ono skierowane do osób pracujących na wszystkich szczeblach organizacji polityki i zarządzania państwem

Joanna Kruczyńska
Parlamentarzyści i samorządowcy podczas konferencji z zakresu etyki życia społeczno-gospodarczego

Msza św. inaugurująca działalność Diecezjalnego Duszpasterstwa Parlamentarzystów i Samorządowców odbyła się 10 września w toruńskiej katedrze Świętych Janów. Eucharystii przewodniczył i słowo Boże wygłosił bp Wiesław Śmigiel.

Rządy Salomona czy Dawida?

W homilii bp Wiesław ukazał historię króla Salomona. Objąć tron po wielkim ojcu, królu Dawidzie, było nie lada wyróżnieniem, ale i wyzwaniem. – Dawid nauczył Salomona, że można wchodzić w różne układy i sojusze, ale najważniejsze jest mieć Boga w swoim sercu – mówił kaznodzieja. Stąd też Salomon prosił Boga, by dał mu serce pełne rozsądku do sądzenia ludu, serce zdolne do odróżniania dobra od zła. Bogu spodobała się taka prośba Salomona, więc spełnił ją aż z nadmiarem. Salomon stał się sędzią znanym, sprawiedliwym, mądrym i roztropnym. Niemniej z czasem okazało się, że nie był władcą idealnym, bo nie potrafił przyznać się do popełnionego błędu ani też odpokutować go. I to właśnie odróżniało go od wielkiego króla Dawida. Kaznodzieja podkreślił też, że Salomon wychowywał się w królewskim pałacu, nieco w cieniu ojca, i mimo daru mądrości otrzymanego od Boga, nie był w stanie zrozumieć problemów zwykłych, prostych, biednych ludzi. – Do podejmowania decyzji potrzebne są mądrość i wrażliwość – mówił bp Wiesław. – Módlmy się o dary Ducha Świętego dla rządzących i polityków, by w swojej służbie zawsze potrafili rozpoznać, gdzie jest dobro, a gdzie zło – nawoływał biskup.

Duszpasterstwo

Podczas spotkania ks. prał. Marek Rumiński, diecezjalny duszpasterz parlamentarzystów i samorządowców, podziękował bp. Wiesławowi, że w roku obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę powołał Diecezjalne Duszpasterstwo Parlamentarzystów i Samorządowców. Ma ono na celu osiągnięcie harmonii w dążeniach będących wyrazem troski kapłanów o duchową sferę funkcjonowania człowieka oraz troski parlamentarzystów i samorządowców o sferę materialną. W ramach funkcjonowania duszpasterstwo zaproponuje swoim uczestnikom doroczne spotkanie formacyjne, rekolekcje oraz pielgrzymkę.

Na zakończenie Eucharystii przedstawiciele parlamentarzystów i samorządowców wyrazili wdzięczność wobec bp. Wiesława i ks. prał. Marka za powołanie duszpasterstwa przeznaczonego dla nich i spotkanie inaugurujące to duszpasterstwo. Oprawę liturgiczną Mszy św. zapewnili samorządowcy, a muzyczną schola katedralna.

W dalszej części spotkania zebrani wysłuchali konferencji ks. dr. hab. Tomasza Dudkiewicza pt. „Zasada złotego środka w etyce życia społeczno-gospodarczego”, wysłuchali krótkiego koncertu organowego oraz zasiedli do posiłku przy wspólnym stole.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Franciszek: nie zabijać to pierwszy krok ku miłości

2018-10-17 10:49

st (KAI) / Watykan

O piątym przykazaniu Bożym - „nie zabijaj” jako powołaniu do miłości mówił Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej w Watykanie. Papież kontynuował cykl katechez o Dekalogu. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dziś około 18 tys. wiernych.

Grzegorz Gałązka

W swojej katechezie Franciszek nawiązał do Jezusowego wykładu piątego przykazania w Mt 5,21-24, gdzie Pan wskazuje, że każdy, kto się gniewa na swego brata, podobnie jak zabójca podlega sądowi. Wskazał, że dlatego właśnie św. Jan napisał: „Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą” (1 J 3, 15). Papież zaznaczył, że Pan Jezus dodał, iż nawet ci, którzy znieważają i wyszydzają, mogą zabijać, nakazując, byśmy zanim złożymy dar Bogu pojednali się z bratem.

Ojciec Święty stwierdził, że „za każdym razem, gdy wyrażamy brak zainteresowania życiem innych, za każdym razem, gdy nie kochamy, w głębi pogardzamy życiem. Nie kochać to pierwszy krok do zabicia; a nie zabijać to pierwszy krok do miłości”. Przypomniał, że pierwszy zabójca Kain, pytany przez Boga o swego brata Abla, którego zamordował odpowiada „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9). Podkreślił, że słowa obojętności charakteryzują mowę zabójcy. Tymczasem my mamy być stróżami jedni drugich.

Franciszek przypomniał, że ludzkie życie potrzebuje miłości wyrażającej się w miłosierdziu i przebaczeniu. „Jeśli zabijanie oznacza zniszczenie, zgładzenie, eliminowanie kogoś, to «nie zabijaj» będzie oznaczało uzdrowienie, dowartościowanie, włączanie i przebaczanie” – powiedział papież.

Ojciec Święty zaznaczył, że od człowieka wymaga się nie tylko, by nie czynił zła, ale także aby czynił przygotowane dla siebie dobro. „«Nie zabijaj» jest wezwaniem do miłości i miłosierdzia, jest wezwaniem do życia zgodnie z Panem Jezusem, który oddał za nas życie i dla nas zmartwychwstał” – stwierdził Franciszek.

„W Nim, w Jego miłości silniejszej niż śmierć i mocą Ducha Świętego, którego daje nam Ojciec, możemy przyjąć słowo „Nie zabijaj” jako najważniejszy i zasadniczy apel: czyli nie zabijaj oznacza powołanie do miłości” – powiedział papież na zakończenie swojej katechezy.



Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj chciałbym kontynuować katechezę na temat piątego Słowa Dekalogu: „Nie zabijaj”. Podkreśliliśmy już, że przykazanie to ukazuje, iż w oczach Boga ludzkie życie jest cenne, święte i nienaruszalne. Nikt nie może pogardzać życiem innych czy też swoim własnym. Człowiek nosi bowiem w sobie obraz Boga i jest przedmiotem Jego nieskończonej miłości, niezależnie od tego jakie byłyby warunki, w jakich został powołany do istnienia.

W usłyszanym właśnie fragmencie Ewangelii Jezus objawia nam jeszcze głębszy sens tego przykazania. Stwierdza, że przed trybunałem Boga także gniew przeciwko bratu jest formą zabójstwa. Dlatego właśnie apostoł Jan napisze: „Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą” (1 J 3, 15). Ale Jezus na tym się nie zatrzymuje, i zgodnie z tą samą logiką dodaje, że nawet ci, którzy znieważają i wyszydzają, mogą zabijać. A my nawykliśmy do znieważania. To prawda znieważanie innych przychodzi nam tak, jakby było oddechem. A Jezus nam mówi: zatrzymaj się, bo zniewaga wyrządza zło, zabija. Pogardzanie. „Ja tymi ludźmi, tym człowiekiem pogardzam”- ależ jest to pewna forma zabijania godności osoby. Wspaniale byłoby, żeby to nauczanie Jezusa weszło do umysłu i serca każdego z nas i abyśmy postanowili, że nigdy nikogo nie będziemy znieważali. Byłoby to piękne postanowienie! Jezus mówi tutaj: uważaj – jeśli gardzisz, jeśli znieważasz, jeśli nienawidzisz - to jest zabójstwo.

Żaden ludzki kodeks nie zrównuje tak różnych czynów przypisując im ten sam stopień osądu. I konsekwentnie Jezus zachęca nas, abyśmy przerywali składanie ofiary w świątyni, jeśli pamiętamy, że brat nosi urazę przeciwko nam, aby pójść i szukać go oraz pojednać się z nim. Także my kiedy idziemy na Mszę św. powinniśmy mieć tę postawę pojednania wobec osób, z którymi mieliśmy problemy, o których źle myśleliśmy, które znieważaliśmy. Ale często kiedy czekamy na przyjście kapłana, aby odprawił Mszę świętą plotkujemy i źle mówimy o innych. Tego nie wolno czynić! Pomyślmy, jak ciężkim przewinieniem jest znieważanie, pogardzanie, nienawiść. Jezus stawia je na linii zabójstwa.

Co Jezus pragnie powiedzieć, rozszerzając aż do tego stopnia zakres Piątego Słowa? Człowiek ma szlachetne, bardzo wrażliwe życie i posiada najskrytsze „ja”, nie mniej ważne niż jego istnienie fizyczne. Istotnie by urazić niewinność dziecka wystarczy niewłaściwe zdanie. Dla zranienia kobiety wystarczy gest oziębłości. By złamać serce młodej osoby wystarczy odmówić jej zaufania. Aby unicestwić człowieka, wystarczy go zignorować. Obojętność zabija. To jakby powiedzieć innej osobie: jesteś dla mnie martwy, bo zabiłeś go w swoim sercu. Nie kochać to pierwszy krok do zabicia; a nie zabijać to pierwszy krok ku miłości.

Na początku Biblii czytamy to straszne zdanie, które wyszło z ust pierwszego zabójcy, Kaina po tym, jak Pan zapytał go, gdzie jest jego brat. Kain odpowiedział: „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4, 9) [1]. Tak mówią mordercy: „to mnie nie dotyczy”, „to twoje sprawy” i tym podobne. Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie: czy jesteśmy stróżami naszych braci? Tak, jesteśmy! Jesteśmy stróżami jedni drugich! To jest droga życia, to jest droga, by nie zabijać.

Ludzkie życie potrzebuje miłości. A czym jest prawdziwa miłość? Jest tym właśnie, co ukazał nam Chrystus to znaczy miłosierdziem. Miłość, bez której nie możemy się obyć to ta, która przebacza, która akceptuje tych, którzy nas skrzywdzili. Nikt z nas nie przeżyje bez miłosierdzia, wszyscy potrzebujemy przebaczenia. Tak więc, jeśli zabijanie oznacza zniszczenie, zgładzenie, eliminowanie kogoś, to „nie zabijaj” będzie oznaczało uzdrowienie, dowartościowanie, włączanie a także przebaczanie.

Nikt nie może się łudzić myśląc: „Jestem w porządku, bo nie czynię nic złego”. Taki typ egzystencji jest właściwy dla minerału lub rośliny, tego bruku tutaj na placu św. Piotra, które nie czynią nic złego, ale nie dla człowieka, nie dla kobiety czy mężczyzny. Od człowieka wymaga się więcej. Istnieje dobro, które należy uczynić, przygotowane dla każdego z nas, każdemu sobie właściwe, które nas dogłębnie czyni samymi sobą. „Nie zabijaj” jest wezwaniem do miłości i miłosierdzia, jest wezwaniem do życia zgodnie z Panem Jezusem, który oddał za nas życie i dla nas zmartwychwstał.

Kiedyś my wszyscy zgromadzeni tutaj na placu powtarzaliśmy zdanie pewnego świętego dotyczące tej kwestii. Może nam dopomoże: „Nie czynienie zła jest rzeczą dobrą, ale nie czynienie dobra nie jest dobre”. Zawsze powinniśmy czynić dobro i wychodzić dalej.

On, który przyjmując ludzkie ciało uświęcił naszą egzystencję; On, który swoją krwią uczynił ją bezcenną; On, „Stwórca życia” (Dz 3, 15), dzięki któremu każdy jest darem Ojca. W Nim, w Jego miłości silniejszej niż śmierć i mocą Ducha Świętego, którego daje nam Ojciec, możemy przyjąć słowo „Nie zabijaj” jako najważniejszy i zasadniczy apel: czyli nie zabijaj oznacza powołanie do miłości. Dziękuję.

PRZYPISY:

1.Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 2259: „Pismo święte w opisie zabójstwa Abla przez jego brata Kaina ukazuje od początku historii ludzkości obecność w człowieku gniewu i pożądliwości, skutków grzechu pierworodnego. Człowiek stał się nieprzyjacielem swego bliźniego. Bóg osądza zbrodniczość tego bratobójstwa: «Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku Mnie... Bądź więc teraz przeklęty na tej roli, która rozwarła swą paszczę, aby wchłonąć krew brata twego, przelaną przez ciebie» (Rdz 4,10-11)”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

II Międzynarodowy Kongres Europa Christi

2018-10-18 09:44

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem