Reklama

Wokół nas

Młodzi w debacie o wartościach

2017-12-27 11:10

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 53/2017, str. VII

W.D.
Z kielecką młodzieżą spotkał się bp Marian Florczyk

Ponad stu uczniów z kieleckich szkół średnich wraz wychowawcami wzięło udział w przedświątecznym spotkaniu z bp. Marianem Florczykiem, które odbyło się w Domu Kultury „Zameczek” w Kielcach. Wydarzenie zorganizowano w ramach cyklu „Debata Młodych”. Dyskusję prowadzili uczniowie Zespołu Szkół Przemysłu Spożywczego w Kielcach.

O co młodzi pytali Księdza Biskupa? Byli ciekawi, jak wspomina swoje dzieciństwo i czas dorastania, dlaczego wybrał drogę kapłańską i kiedy odkrył swoje powołanie? Czy rozmawiał z papieżem Franciszkiem i jak zapamiętał ostatnie Światowe Dni Młodzieży w Krakowie?

Ksiądz Biskup, dzieląc się swoimi doświadczeniami z młodzieżą, podkreślał, że dorastał w innych czasach, gdzie wolność człowieka była ograniczana przez władze komunistyczne na różne sposoby. Ciepło wspominał dom rodzinny, tradycje świąteczne, zabawy z rówieśnikami najczęściej improwizowane, ponieważ nie było żadnych zabawek w sklepie, smak pomarańczy, które przynosił tata w paczce na święta z zakładu pracy i ulubioną kolędę „Nie było miejsca dla Ciebie” oraz Pasterkę z głośnym śpiewem kolęd przez mężczyzn. – Z czymś takim spotkałem się później w czasie „Solidarności”, kiedy odwiedzałem działaczy, przetrzymywanych w więzieniu i modliłem się z nimi. Jak oni wtedy głośno i pięknie śpiewali kolędy – mówił. Ksiądz Biskup opowiadał o czasach nauki w Technikum Mechanicznym, z wdzięcznością wyrażając się o swoich wychowawcach i nauczycielach, mówił o przyjaźniach i studniówce, o studiach najpierw w WSP a potem w WSD, w czasie których zaangażował w pracę Niezależnego Zrzeszenia Studentów w Kielcach. Nawiązał do swojego pobytu w Rzymie na studiach i wymieniał różnice w przeżywaniu Świąt Bożego Narodzenia we Włoszech i tęsknocie, jaka się pojawiła wówczas za polską Wigilią.

Reklama

Młodzież zapytała Księdza Biskupa o jego przyjaźń z niepełnosprawnymi osobami i doroczne spotkania organizowane dla nich w Masłowie. Biskup Marian podkreślał godność każdego człowieka, zwłaszcza chorego i cierpiącego. Zauważył, że wokół widzi wiele osób młodych o wrażliwym i pięknym sercu, którzy pomagają chorym i słabszym, są wolontariuszami i to go bardzo cieszy.

Na zakończenie podziękował wszystkim uczestnikom debaty za spotkanie oraz złożył wszystkim obecnym życzenia świąteczne.

W zamyśle pomysłodawców zasadniczym celem debaty jest twórcza, intelektualna i prospołeczna aktywizacja młodzieży. Teresa Wołczyk-Rosłowska – dyrektor Domu Kultury „Zameczek” wyjaśnia, że spotkanie z autorytetami, osobowościami związanymi z miastem i regionem świętokrzyskim dają uczniom możliwość pełniejszego zrozumienia współczesnych problemów cywilizacyjnych w kontekście etycznym i kulturowym oraz prowadzą do zrozumienia przez młodego człowieka jego potrzeb w kontekście wyzwań, jakie niesie życie. Poznawanie życia, doświadczeń i pasji zaproszonych gości inspiruje młodzież do realizowania swoich zainteresowań i talentów. Takie debaty, jak podkreślają organizatorzy, mają wiele walorów wychowawczych, ponieważ kreują pozytywny wizerunek młodych ludzi, ich system wartości, wzmacniają wrażliwość moralną i intelektualną młodego pokolenia. To szkoła prowadzenia prawdziwego dialogu, kultury słowa, ale i szkoła konstruktywnego sporu oraz pole do ciekawych dyskusji naukowych. Debaty organizowane są cyklicznie od kilku lat. Dotychczas odbyły się spotkania ze znanymi sportowcami, politykami, społecznikami i dziennikarzami. Każdą debatę przygotowuje i moderuje inna kielecka szkoła.

Tagi:
młodzi debata

Otwarci na drugiego człowieka

2018-05-23 10:54

Anna Skopińska
Edycja łódzka 21/2018, str. IV

W przeddzień rocznicy zwycięskiej bitwy o Monte Cassino w domu łódzkich arcybiskupów odbyła się kolejna debata w ramach zainicjowanego przez abp. Grzegorza Rysia cyklu „Polskość – inspiracje – obowiązki”

Ks. Paweł Kłys
Abp Grzegorz Ryś i Małgorzata Niezabitowska z księgą „Dziesięciolecie Polski niepodległej 1989-1999”

Tym razem o patriotyzmie, pamięci, jedności i otwartości na drugiego człowieka, który ma inne pochodzenie i poglądy od naszych, rozmawiały Małgorzata Niezabitowska, rzeczniczka pierwszego w wolnej Polsce rządu Tadeusza Mazowieckiego, i szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej Janina Ochojska. Debatę prowadził Zbigniew Nosowski, a uczestniczyła w niej młodzież z I LO w Piotrkowie Trybunalskim.

– Maj jest szczególnym czasem, by zadumać się nad polskością – podkreślił abp Ryś na rozpoczęcie spotkania. Zwrócił też uwagę, że jest ono niezwykłe poprzez obecność tak wspaniałych kobiet. A Małgorzata Niezabitowska wręczyła Księdzu Arcybiskupowi jako dar dla niego i całej diecezji zredagowaną przez Waldemara Kuczyńskiego i siebie księgę „Dziesięciolecie Polski niepodległej 1989-1999”.

Janina Ochojska zwróciła uwagę, że dla niej ważna jest miłość i służba dla ojczyzny. Jak ją wypełnia? Poprzez pomoc drugiemu człowiekowi. Opowiedziała też o tym, co robi i jaką wielką daje to satysfakcję, ale też poczucie dumy i wzruszenie. – Czy pomoc humanitarna ma związek z polskością? Ma wieloraki. Polskość kojarzy mi sie z otwartością, a ucząc się historii uczyłam sie patriotyzmu i kochania tego kraju, nawet wtedy, gdy był komunistyczny. Opozycja i zaangażowanie w nią, a potem Solidarność – wszystko budowało potrzebę i obowiązek robienia czegoś dla innych. Także jako niepełnosprawna doświadczałam pomocy innych. Ludzie pomogli mi z akceptacją niepełnosprawności, więc potraktowałam to jako dar, że mogę służyć innym – tłumaczyła. I podkreślała: – Czy miałam jakieś inne wyjście? Wszystko tamto oznaczyło moje życie w kierunku drugiego człowieka i służenia też mojej ojczyźnie, odwdzięczając się za ta ogromną pomoc, która przychodziła w stanie wojennym i nadal przychodzi do Polski teraz ze strony UE – dodała. Małgorzata Niezabitowska przypomniała z kolei słowa Józefa Piłsudskiego: „Naród, który zapomina o swojej przeszłości, przestaje być narodem, staje się zbiorem jednostek zamieszkujących czasowo dane terytorium” i wiersz Karola Wojtyły „Myśląc Ojczyzna”. – Ci dwaj Polacy to moje dwa największe autorytety – mówiła.

Obie panie zwróciły uwagę na to, że patriotyzmu i pamięci o historii powinny uczyć rodziny, szkoła, Kościół, że to misja mediów publicznych. – Jednak nikt teraz tego nie robi – mówiły. A przecież, jak zauważyła Małgorzata Niezabitowska: – Polskość to sztafeta pokoleń, w której pałeczką jest pamięć i wiedza o dziejach i doświadczeniach dana nam po to, byśmy czerpali siłę z pozytywnych dokonań, a uczyli się na ich błędach.

Za wolność trzeba brać odpowiedzialność i dzielić się nią. Także z tymi, którzy tej wolności nie mają lub ją stracili. – Bo otwartość na innych, tolerancja wobec innych religii, ras jest czymś, co według mnie świadczy o poziomie molarnym narodu – mówiła szefowa PAH. – Dla mnie fakt odmowy przyjęcia uchodźców do Polski jest oznaką molarnego upadku – dodała. Wskazała też, że nieprawdziwie podaje się dane dotyczące pomocy udzielonej przez Polskę Ukraińcom, bo przecież oni przyjechali tu za pracą. – Tylko 12 osób z Ukrainy ma status uchodźcy – dodała. Według niej o społeczeństwie świadczy to, jak dba o swoich najsłabszych, a przejawem patriotyzmu jest dbanie o bezdomnych, niepełnosprawnych, osoby wykluczone. A Niezabitowska dodała, że „w najlepszym okresie dla Polski była ona rajem dla Żydów”. – Można więc stworzyć takie warunki uchodźcom, by oni się zasymilowali – dodała. Dlatego – „bądźmy otwarci” – zachęcały obie panie.

Następna debata 3 czerwca – spotkają się wtedy były premier Jerzy Buzek i Stefan Krajewski, były wojewoda łódzki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Miłość ludzka nie jest Bogiem

2018-06-27 09:37

Rozmawia Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 26/2018, str. 22-23

Graziako

AGNIESZKA BUGAŁA: – Ojcze, Józef wiedział, że Maryja ślubowała dziewictwo. To jest małżeństwo od początku niewyrażające sobie miłości przez współżycie.

O. AUGUSTYN PELANOWSKI OSPPE: – Wszystko się zgadza, tak było.

– Czy dziś ktoś by Ich zrozumiał? Seksualność jest w związku dwojga ludzi lansowana jako główna podpora konstrukcyjna małżeństwa.

– Nie wyobrażają sobie tego tylko ci, którzy nie doświadczają życia w czystości. Jeśli ktoś doświadcza, potrafi to sobie wyobrazić. Powściągliwość, decyzja o powstrzymaniu się jest czymś innym – można postanowić i wytrzymać dwa, trzy lata, w zależności od tego, jaki powód warunkuje tę decyzję. Ale można po prostu trwać w czystości. Jest taka łaska! To nie jest powstrzymywanie się, uporczywe pilnowanie się – nie! To jest wolność od tej potrzeby, to jest tak, jakby coś spadło z człowieka i on już nie czuje ciężaru tego przynaglenia i zachęty.

– Napisał Ojciec w „Domu Józefa”, że nie adorujemy czegoś w sobie, nie ubóstwiamy tego w sobie, ale poza sobą, na zewnątrz...

– Czystość jest czymś takim, że człowiek, doznając Miłości nie z tego świata, nie potrafi znaleźć najmniejszej fascynacji miłością z tego świata. Wydaje mu się to mniej niż banalne, nawet nudne. Podam przykład z życia Mojżesza: stare midrasze żydowskie opowiadają, że Mojżesz po objawieniu Boga na Horebie nie potrafił współżyć z Seforą. I że Sefora też nie mogła. I od tej pory żyli w celibacie.

– Doświadczyli magis poza sobą...

– Tak, stało się coś więcej! Nie postrzegajmy tego w ten sposób: musieli się codziennie powstrzymywać i w ten sposób troszczyli się o życie w czystości. Nic podobnego! Skoro Maryja i Józef mieli przy sobie taki reaktor jądrowy miłości, jakim jest Serce Jezusa, to mieli zakładać dodatkowe kaloryfery? Czy mogłoby być coś jeszcze bardziej interesującego? Gdy jest Jezus, to jest taka Miłość, że już żadna inna nie pociąga!

– Czy na tym zasadza się też celibat?

– W istocie powinien. Na początku może zacząć się od powściągania, ale czystość jest łaską, nie efektem postanowień i karkołomnych wyrzeczeń. To jest dar – dostajesz go, a nie ćwiczysz się w osiągnięciu jakiegoś poziomu.

– Czyli czystość można sobie wyprosić?

– W jedną chwilę.

– Nie ma dwóch takich samych powołań?

– Nie – i to widać w projekcie powołania św. Józefa, który odkrywamy już w Księdze Rodzaju w osobie Józefa Egipskiego. On jest tu szkicem, który Duch Święty sobie nakreślił. Jeśli ktoś jest mądry, to domyśli się, o co tu chodzi: będzie kiedyś taki człowiek i też będzie miał na imię Józef, czyli „Jahwe wzbogacił”. A tylko Jahwe może wzbogacić. I musiał się urodzić taki człowiek, był przewidziany. Mówi się, że Maryja była przewidziana w Raju, więc jeśli tak, to i Józef.

– My też?

– Przecież byliśmy utkani we wnętrzu Ziemi, zanim żeśmy się urodzili! Jesteśmy przewidziani. Nikt z nas nie jest tu przypadkiem.

– Ojcze, ale choć każdy z nas był przewidziany, to jednak przybywamy i zawodzimy. Józef dał radę ze swoim powołaniem, a nam dość często nie wychodzi.

– Są różnice w przeznaczeniach. Wielu jest powołanych do królestwa Bożego, niewielu jest wybranych; wśród tych wybranych są i tacy, którzy wybierają po swojemu, i tacy, którzy choćby nie chcieli, to i tak pójdą do nieba, bo Bóg bardzo się na nich uparł.

– Och, jak ja bym chciała, żeby się na mnie uparł...

– (śmiech) Są między ludźmi różnice. Ale Józef był jedną jedyną, wyjątkową osobą i sam też potrzebował czasu, aby odkryć, że nie jest na świecie przypadkiem, jaka jest jego misja, co ma robić. Wreszcie odkrył i zdecydował: wchodzę w to. I wszedł na zawsze.

– Józef i Maryja stworzyli Świętą Rodzinę. Mówi Ojciec, że to było pierwsze sanktuarium, bo Oni pierwsi adorowali Jezusa. I to jest nasz ideał, wzór. Ale popatrzmy na rodziny dzisiaj. Ludzie decydują się na małżeństwo i zakładają z góry, że jeśli im się nie uda, to się rozejdą. Co się takiego wydarzyło po drodze dziejów, że my, ludzie, nie wierzymy, że to się da doprowadzić do końca?

– Doświadczenie tysięcy małżeństw, które się rozpadają. Lęk związany z trwałością związku. Ludzie się boją, że to nie wyjdzie. Ale za tym wszystkim stoi grzech, czyli zaprzeczenie czystości. Widzę, jako spowiednik, gdy słucham ludzi, że nadużycia w sferze seksualnej, np. seks przedmałżeński, powodują, że w ludziach zwiększa się lęk co do drugiej osoby. Obawa jest coraz większa, szansa na zdradę jest jeszcze większa, bo są otwarte drzwi do ciała. Niebezpieczeństwo zaniku uczuć wyższych jest jeszcze większe. Nie dlatego współżycie przed ślubem jest grzechem, że Bóg ma złośliwy charakter i chce odmówić ludziom przyjemności, tylko dlatego, że konsekwencje tych nadużyć przedmałżeńskich są tragiczne dla człowieka. Wszystko, co jest nieszczęściem dla człowieka, Bóg nazwał grzechem. Gdyby ktoś się nad tym uczciwie zastanowił, toby stwierdził, że to się w ogóle nie opłaca, bo jeśli ja będę współżył przed małżeństwem, to po pierwsze nigdy nie będę ufał drugiej stronie – bo jaką mam gwarancję, że skoro ona nie może się powstrzymać od współżycia ze mną teraz, to za pięć lat powstrzyma się od współżycia z kimś innym? Nie mam żadnej gwarancji, bo widzę, że ta osoba nie umie panować nad swoim ciałem, nie umie powiedzieć: nie. Więc co, gdy przestanie mnie tak bardzo kochać? A średnio człowiek dorosły może się zakochać nawet dziesięć razy, jeśli jest normalny – to może się zdarzyć. Tylko że zakochać się albo nawet pokochać nie oznacza od razu grzeszyć. A dla wielu ludzi to jest tożsame... i ci są już nieszczęśliwi. Bo co? Skoro dziesięć razy się zakochałem, to tyle razy mam wziąć ślub?

– A po drugie: Dlaczego współżycie przed ślubem, uczciwie patrząc, się nie opłaca?

– Bo oznacza nadużywanie antykoncepcji. I pojawia się asocjacja, proste skojarzenie: seks to jest lęk.

– Przed dzieckiem...

– I dalsze: dziecko równa się zagrożenie, mój chłopak równa się agresja, bo spotkanie z nim owocuje dzieckiem, a ja nie chcę dziecka. Po dwudziestu latach takiej antykoncepcji można patrzeć na męża tylko jak na wroga, na żonę – podobnie. Antykoncepcja prowadzi do rozbicia, bo skojarzenia są jednoznaczne: to jest mój wróg, zagraża mi, muszę się bronić przed tym mężczyzną, żeby nie zajść w ciążę.

– Antykoncepcję wymyśliliśmy my, ludzie. Co zawiodło, że sami wykreowaliśmy potwora, który nas zjada? Czy Kościół na tej drodze też zawiódł?

– Nie, Kościół od początku mówił prawdę, encyklika „Humanae vitae” mówiła prawdę, ale może zbyt teologicznym językiem. Może zabrakło przykładów, prostych wskazań akcji-reakcji, opisu decyzji i ich konsekwencji. Być może wielu uznało, że to za mało życiowe, takie mądre ex cathedra, i nie przyjęło się, nie miało związku z życiem.

– Czy możemy jeszcze ten proces zatrzymać, odwrócić?

– Tak, oczywiście, że tak, wszystko da się zrobić. Trzeba zacząć od przekonywania poszczególnego człowieka, a nie tłumów. Przecież kiedy ktoś przychodzi do mnie do spowiedzi i mówię mu o konsekwencjach jego działań, to ta osoba łatwiej daje się przekonać, niż gdyby stała na wielkim placu. Pozostaje jeszcze tylko kwestia słabości, przyzwyczajeń, grzesznych nawyków, ale od tego mamy środki sakramentalne, które służą pomocą tym, co chcą wychodzić na prostą. I wychodzą. Znam takich ludzi, którzy podjęli decyzję o zmianie życia i radzą sobie bardzo dobrze. Najważniejsze: nie żałują. Poza tym jeśli ktoś eksploatuje się seksualnie przed ślubem, to zanikają w nim uczucia wyższe – nie ma poświęcenia, empatii, miłosierdzia, jest wykorzystywanie. A gdy w małżeństwie nie ma uczuć wyższych, a pojawi się wykorzystywanie, to małżeństwo nie ma szans przetrwać. Eksploatowanie się seksualne przed ślubem, bez przysięgi, nie kontaktuje się z pełnią miłości Boga, czyli ciągle się wyczerpuje...

– Muszę zadać to pytanie: co zmienia przysięga?

– Wszystko, bo to nie jest zwykła przysięga. To jest uczestnictwo w życiu Chrystusa i Kościoła, bo sakrament to jest partycypacja w tym, co Chrystus robił z Kościołem. Sakrament małżeństwa jest na obraz miłości Chrystusa do Kościoła. A jaka to jest miłość? Przede wszystkim wierna, nigdy nas nie opuści. Żeby czerpać z tej wierności, żeby mieć gwarancję, że moja przysięga nie jest gołosłowiem, to ja, przez sakrament, podłączam się do tej miłości.

– Ale tyle osób się podłącza, staje przed ołtarzem, a jednak odsetek rozwodów rośnie. Nie mówiąc już o wydłużającej się liście tych, którzy mają potrzebę sprawdzić ważność zawartego przez siebie małżeństwa.

– Tak, nawet są już specjalne firmy, które w tym pomagają. Odpowiem na to pytanie, zadając inne: Ilu ludzi podchodzi do zawieranych sakramentów, nawet do samej spowiedzi, w sposób zupełnie szczery? Nie jest tajemnicą, że duży odsetek spowiedzi przedślubnych to są spowiedzi świętokradzkie. Więc jak Bóg może coś gwarantować...? Gdy taka sytuacja ma miejsce, już na starcie jest falstart. To widać czasem po twarzach młodych ludzi, którzy stają w ślubnych strojach przed ołtarzem, że oni przyszli do kościoła odegrać role, jest im potrzebny lokal dla ich przedstawienia. W ogóle nie ma żadnego Boga... A ja, jako kapłan, jestem tu tylko aktorem, który też ma odegrać jakąś rolę. I wtedy nie ma podłączenia pod Bożą miłość, mimo że przyszli.

– Czyli jesteśmy ochrzczonymi ateistami?

– W pewnym sensie tak jest. Być może stało się tak z powodu przesunięcia akcentów w nauczaniu, tak długo powtarzaliśmy „kochaj bliźniego samego”, że odeszliśmy od treści najważniejszej: kochaj Boga. Przecież gdy spytamy kogoś na ulicy o to, co jest dla niego najważniejsze, to odpowie, że rodzina. A rodzina nie jest najważniejsza. Rodzina nie jest Bogiem. Czy ktoś zwrócił na to uwagę? A jeśli rodzina nie jest Bogiem, to Bóg przestaje być rodziną... bo rodzina jest najważniejsza. I w ten sposób odcinamy się od Niego. To nie jest niuans, to jest rdzeń.

– Bóg jest miłością, ale miłość nie jest Bogiem...

– Tak! I wtedy można pytać: Kogo ty pragniesz? Żony, która stoi przed tobą? Czy Boga, który jest w niej, który ją stworzył, który ci ją dał? Kto jest dla ciebie ważniejszy?

– I pada odpowiedź: żona.

– Dobrze, to spotkamy się najdalej za pięć lat, żeby ratować małżeństwo. Twoja żona nie jest źródłem miłości. Ty, jako mąż, też nie jesteś źródłem miłości.

– Dlaczego nie wszyscy o tym wiemy?

– Jak to? Przecież wszyscy wiedzą, to jest proste!

– Chyba jednak nie jest, bo mamy lawinę rozwodów i długą listę zapytań o ważność zawartego małżeństwa…

– Jednym z grzechów jest też głupota, Jezus mówi o tym wyraźnie. Głupota to jest niechęć do zrozumienia. Gdy jest niemożliwość, to mamy do czynienia z niedorozwojem. Ale gdy jest niechęć, to mamy do czynienia z grzechem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Wielka Brytania: minister wzywa Kościół do zmiany nauczania

2018-07-18 06:42

azr (The Telegraph/Catholic Herald/KAI) / Londyn

Penny Mordaunt, brytyjska sekretarz stanu ds. międzynarodowego rozwoju, spotkała się z przewodniczącym Papieskiej Akademii Życia abp Vicenzo Paglią. Przekonywała go, że Kościół katolicki powinien zmienić nauczanie dotyczące stosowania środków antykoncepcyjnych.

dalaprod/Fotolia.com

Jak informuje brytyjski dziennik The Telegraph, minister Mordaunt użyła m.in. argumentu mówiącego o tym, że każdego dnia 800 kobiet umiera z powodu powikłań ciążowych i połogowych. Argumentowała, że szerszy dostęp do środków antykoncepcyjnych "złagodziłby ten problem". Podczas spotkania w Watykanie, Mordaunt przekonywała, że przywódcy religijni powinni zmienić swoje "głębokie przekonania i postawy", aby umożliwić kobietom szerszy dostęp do "prokreacyjnej opieki medycznej".

W rozmowie z The Telegraph polityk podsumowała swoje spotkanie z abp Vicenzo Paglią i abp Paulem Gallagherem, sekretarzem ds. relacji z państwami watykańskiego Sekretariatu Stanu. Mówiła o potrzebie pomocy młodym kobietom, narażonym na utratę życia i zdrowia, m.in. w związku z niedostateczną dostępnością środków antykoncepcyjnych.

"Kościół katolicki może nam w tym pomóc, a moim apelem było, aby pomógł nam w ratowaniu życia, zwłaszcza młodych matek" - mówiła.

Jej wystąpienie zbiegło się w czasie z jubileuszem 50-lecia ogłoszenie encykliki "Humanae Vitae" papieża Pawła VI, która porządkowała nauczanie Kościoła m.in. w kwestii antykoncepcji. Jak przypomina Catholic Herald, w ubiegłym miesiącu blisko 500 księży z Wielkiej Brytanii podpisało się pod dokumentem wyrażającym wdzięczność za zawarte w encyklice nauczanie i podtrzymującym całkowity sprzeciw przeciwko sztucznej antykoncepcji.

"Jako księża, pragniemy poprzeć, w 50. rocznicę Humanae Vitae tę szlachetną wizję miłości życiodajnej, jak zawsze nauczał Kościół i jak ją rozumiał. Wierzymy, że prawdziwa "ludzka ekologia", ponowne odkrycie dróg natury i szacunku dla godności ludzkiej, są kluczowe dla przyszłości naszego narodu: zarówno katolików, jak i nie-katolików. Proponujemy ponowne odkrycie Humanae Vitae, nie tylko w wierności Słowu Bożemu, ale jako klucz do uzdrowienia i trwałego rozwoju naszego społeczeństwa" - napisali w dokumencie brytyjscy księża.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem