Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Proces bp. Wilhelma Pluty po 15 latach od rozpoczęcia

2017-12-27 11:10

Ks. Dariusz Gronowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 53/2017, str. IV

Archiwum Aspektów
Pierwsza publiczna sesja procesu bp Wilhelma Pluty w pałacu biskupim w Gorzowie

Sługa Boży bp Wilhelm Pluta już za życia był uważany za człowieka o niezwykłej głębi duchowości i za wielki autorytet moralny. Zmarł w opinii świętości i już na pogrzebie mówiło się nawet o możliwości rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego. Jednak w historii naszej diecezji nigdy nie było żadnego procesu beatyfikacyjnego i przez kilkanaście lat po śmierci bp. Pluty nikt nie zdecydował się go rozpocząć

Przełom nastąpił 2 czerwca 1997 r., w dniu wizyty w Gorzowie św. Jana Pawła II. W homilii podczas Liturgii Słowa przywołał on postać bp. Wilhelma, a po nabożeństwie udał się do katedry do jego grobu. Wieczorem zaś w rozmowie, w której brali udział biskupi gorzowscy i ks. Mieczysław Marszalik, padło zdanie: „Ojciec Święty rozpoczął właściwie proces beatyfikacyjny”, na co papież odparł: „Kontynuujcie”. Te słowa i wydarzenia stały się bezpośrednią inspiracją do rozpoczęcia przygotowań do procesu beatyfikacyjnego.

Przygotowania

Po okresie przygotowawczym 31 maja 2000 r. bp Adam Dyczkowski ustanowił postulatora procesu beatyfikacyjnego, którym został ks. Andrzej Brenk. W piśmie z 10 czerwca postulator wystosował oficjalną prośbę o rozpoczęcie dochodzenia. Następnie 20 czerwca 2000 r. bp Dyczkowski poprosił biskupów polskich o opinię w tej sprawie. Biskupi zebrani na 307. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski 25 sierpnia 2000 r. w Częstochowie wyrazili pozytywną opinię o duszpasterskiej stosowności rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego, co potwierdził Prymas Polski kard. Józef Glemp w liście do bp. Dyczkowskiego z 30 sierpnia 2000 r. Listem z 28 września 2001 r. bp Adam Dyczkowski zwrócił się do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych z prośbą o nihil obstat, jednocześnie informując o tym listem z 2 października 2001 r. św. Jana Pawła II, jako że jego słowa stały się inspiracją do rozpoczęcia prac procesowych. Stolica Apostolska szybko, bo już 3 listopada 2001 r. odpisała, że nic nie stoi na przeszkodzie, by proces rozpocząć.

Początek

Wreszcie 21 stycznia 2002 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym, a konkretnie – dochodzenie na temat życia, heroiczności cnót i sławy świętości i znaków sługi Bożego. 20 lutego rozpoczęły się przesłuchania świadków.

Reklama

Dochodzenie rozpoczął trybunał mianowany 15 stycznia 2002 r. w składzie: bp Edward Dajczak – delegat biskupi, ks. Piotr Kubiak – promotor sprawiedliwości, ks. Zbigniew Kobus – notariusz aktuariusz i ks. Stanisław Gręś – notariusz pomocniczy. 13 listopada 2002 r. bp. Edwarda Dajczaka na urzędzie delegata biskupiego zastąpił ks. Grzegorz Cyran. Komisję historyczną w procesie stanowili: ks. Józef Swastek – przewodniczący, ks. Dariusz Śmierzchalski-Wachocz, ks. Stanisław Jaworecki, ks. Władysław Kulka, później dołączyli do niej ks. Mariusz Kołodziej i ks. Maciej Kubala.

W międzyczasie nastąpiła zmiana na urzędzie biskupa diecezjalnego. Nowy rządca diecezji zielonogórsko-gorzowskiej bp Stefan Regmunt kontynuował prace procesowe. Dekretem z 7 stycznia 2011 r. mianował nowego postulatora, którym został ks. Dariusz Gronowski. Dekretami z 17 września 2012 r. zmienił także notariuszy, mianując na to stanowisko ks. Tomasza Trębacza i ks. Andrzeja Sapiehę.

Prace

W ramach dochodzenia odbyło się 60 sesji Trybunału, który przesłuchał 49 świadków: 45 wskazanych przez postulatora i 4 z urzędu, do tego należy doliczyć 6 członków komisji historycznej. Komisja historyczna prowadziła poszukiwania w ponad 40 archiwach i innych miejscach, gdzie mogły znajdować się dokumenty dotyczące sługi Bożego. Akta dochodzenia liczą 4629 stron tekstu podstawowego i dodatkowo kilka tysięcy stron pism sługi Bożego. Wreszcie 9 września 2015 r. dochodzenie diecezjalne zostało oficjalnie zamknięte na uroczystej sesji w Instytucie Biskupa Wilhelma Pluty w Gorzowie.

13 października 2015 r. akta zostały dostarczone do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie. Towarzyszyła temu wydarzeniu mała pielgrzymka diecezjalna. Już następnego dnia Kongregacja zatwierdziła nominację ks. Dariusza Gronowskiego na postulatora rzymskiego procesu beatyfikacyjnego. Na prośbę postulatora 24 października Kongregacja wydała reskrypt pozwalający na otwarcie plików procesu, a data otwarcia została wyznaczona na 12 stycznia 2016 r.

Po dokładnym sprawdzeniu,

15 kwietnia 2016 r. został wydany przez Kongregację dekret potwierdzający ważność dochodzenia diecezjalnego. 21 października 2016 r. o. Zdzisław Kijas OFMConv został mianowany relatorem sprawy. Od tego momentu pod jego kierunkiem powstaje Positio, czyli księga zbierająca najważniejsze elementy materiału dowodowego.

Tagi:
bp Wilhelm Pluta

Najcięższa praca została już wykonana

2018-06-20 08:09

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 25/2018, str. IV

Z ks. dr. Dariuszem Gronowskim, postulatorem w procesie beatyfikacyjnym sługi Bożego bp. Wilhelma Pluty, rozmawia Kamil Krasowski


Ks. dr Dariusz Gronowski – wykładowca na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie. Jest rezydentem parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Zielonej Górze

Kamil Krasowski: – 5 czerwca br. przekazał Ksiądz bp. Tadeuszowi Lityńskiemu Positio, czyli dokument w sprawie procesu beatyfikacyjnego sługi Bożego bp. Wilhelma Pluty. Czym dokładnie jest Positio?

Ks. Dr Dariusz Gronowski: – Positio, o którym rozmawiamy, jest to dokument watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych dotyczący życia, cnót i opinii świętości sługi Bożego bp. Wilhelma Pluty. Jest to dokument zbierający najważniejsze elementy pochodzące z ogromnej dokumentacji procesowej, składającej się z tysięcy stron akt, które zostały dostarczone do Rzymu. Wybiera się z nich te elementy, które są kluczowe do dowodzenia opinii świętości i heroiczności cnót i zbiera się je według odpowiednich reguł wyznaczonych przez Kongregację w jednym woluminie mniej więcej wielkości omawianego dokumentu. Zgodnie z aktualnymi normami, Positio powinno mieścić się w jednym tomie, liczącym ok. 600 stron. Warto dodać, że dawniej, w niektórych przypadkach, Positio bywały znacznie dłuższe, kilkutomowe.

– Do jakich materiałów sięgał Ksiądz przy opracowywaniu Positio? Jak wyglądały i ile czasu trwały prace nad przygotowaniem tego dokumentu?


– Ponieważ jest to dokument procesowy, podstawowym źródłem są akta procesu. W niektórych sytuacjach, kiedy uznawałem za stosowne wykorzystać jakikolwiek inny, choćby pojedynczy dokument, konsultowałem to z relatorem z Kongregacji, który oceniał, czy można z niego skorzystać. Prace nad Positio trwały ok. 2 lat. Dokument składa się z różnych części. Każda z nich wymaga zupełnie innej metodologii. Dla przykładu jest część „Summarium testium”, czyli wybór z wypowiedzi świadków. Znajdują się tam ich zeznania. Przygotowując Positio, trzeba je opracować według odpowiednich kryteriów i skrócić, czyli wybrać to, co jest najważniejsze, pomijając te rzeczy, które powtarzają się u kilku świadków. Jeżeli trzech mówi o tym samym fakcie, to można pozostawić wypowiedź jednego, a pozostałych dwóch po prostu skreślić. W ten sposób oszczędza się miejsce.
Jedną z części jest „Summarium documentorum”, czyli wybór z dokumentów. Tutaj najpierw trzeba dokonać wyboru różnych dokumentów – pism sługi Bożego czy pism o nim. Muszę przyznać, że w tej sprawie mamy taki ogrom dokumentów, że wybranie czegoś reprezentatywnego było naprawdę wyzwaniem. Po dokonaniu wyboru należy te materiały przetłumaczyć i opracować zgodnie z regułami Kongregacji tak, żeby odpowiednio wyglądały i żeby ci, którzy później będą je przeglądali, mogli zrozumieć kontekst i sens danego dokumentu. Pamiętajmy, że Positio wezmą do ręki osoby, które nie tylko zupełnie nie znały bp. Pluty, ale także bardzo często nawet nie znają kontekstu jego życia w Polsce XX wieku. Trzeba było wyjaśnić, dlaczego taki dokument w danym momencie powstał, co on oznaczał. To wymaga szczegółowych opisów tak, żeby ktoś, kto zupełnie nie ma z tym nic wspólnego, biorąc do ręki Positio, zrozumiał, o co chodzi.

– Jaki obraz sługi Bożego bp. Wilhelma Pluty wyłania się z materiałów, które udało się Księdzu zebrać w Positio?


– Istnieje taka część Positio, która nazywa się „Informatio”. Tu po kolei argumentowałem o heroiczności wszystkich cnót teologalnych, kardynalnych i innych sługi Bożego. I w przypadku każdej z nich faktycznie było sporo argumentów za tym, że bp Wilhelm Pluta daną cnotę posiadał w stopniu nadzwyczajnym, ponadprzeciętnym – to znaczy nie takim, jak zwykli dobrzy chrześcijanie, ale wyższym – o czym utwierdziłem się jeszcze bardziej po opracowaniu „Informatio”. On naprawdę wyróżniał się spośród innych – nie tylko tym, że jako biskup był bardzo ważną osobą, ale przede wszystkim tym, co było w jego wnętrzu – w jaki sposób wierzył, w jaki sposób kochał i jakie było jego chrześcijaństwo. Oprócz cnót, o których mówię, są pewne elementy jego duchowości, o których osobno napisałem w Positio, a które warto podkreślić. W jego życiu kapłańskim panowała harmonia między modlitwą, pracą i studiowaniem, o co starał się od samego początku swojego kapłaństwa. To nie jest coś, co dopiero osiągnął, będąc biskupem. On do tego doszedł już wcześniej. Harmonia między tymi trzema elementami pozwoliła mu przez całe życie zachować pewną równowagę. Nigdy nie poszedł za bardzo w pracę, ale też nigdy nie poszedł za bardzo w modlitwę, bo nie to było jego powołaniem.
To, co niewątpliwie wyróżnia bp. Wilhelma Plutę, to wyjątkowo delikatne sumienie. Z takim właśnie sumieniem podchodził do ludzi i różnych spraw. Starał się tak wszystko robić, aby przypadkiem kogoś nie skrzywdzić. Z drugiej strony, niejednokrotnie musiał też być surowy, wyznaczać kary, podejmować trudne decyzje, ale zawsze próbował to robić tak, żeby człowiek nie został skrzywdzony, żeby było tak jak chciałby tego Pan Bóg. Nawet jeżeli zdarzyło mu się podnieść głos, to bardzo szybko się opanowywał i przepraszał za to. Wyróżniała go również modlitwa mistyczna. Ale, co ciekawe, mistyka ta stała obok duchowości, którą bym wręcz określił jako duchowość dziecięca. On jednocześnie był prostym dzieckiem przed Bogiem i mistykiem. Połączenie tych dwóch elementów jest charakterystyczne dla bp. Wilhelma Pluty.
To, czym się na pewno wyróżniał, to była też wyjątkowa gorliwość duszpasterska. Lenistwo było mu obce. Księża i biskupi, którzy również byli gorliwi i którzy z nim współpracowali, mówili, że jego gorliwość przechodzi ludzkie pojęcie. Organizm bp. Pluty pod koniec życia był już tak wyniszczony pracą, że konsekwencją tego było słabsze serce. Dlatego w wypadku samochodowym, który tak naprawdę nie był aż tak dramatyczny, bp Pluta stracił życie, jego serce tego nie wytrzymało. Był już tak bardzo przemęczony.
Elementem, który też na pewno go wyróżniał, o którym wspomniałem opisując jego osobę w Positio, było poczucie humoru. Niejednokrotnie bywa tak, że wielcy święci mają poczucie humoru, co dodaje niezwykłości ich postaci. W tę rzeszę wpisuje się również bp Wilhelm Pluta.

– Czy w trakcie opracowywania Positio zwracał się Ksiądz o pomoc do bp. Wilhelma Pluty?

– Codziennie. To jest taki rodzaj pracy, że nie da się jej wykonać bez przekonania o tym, że człowiek, o którym się pisze, za którym się argumentuje, faktycznie jest już osobą świętą. Bo to jest jedna rzecz, że my czekamy na to i o to się staramy, żeby Kongregacja wydała swój werdykt, natomiast druga rzecz to jest przekonanie prywatne. Takie przekonanie towarzyszy mi już od lat i z takim przekonaniem w sercu pisałem to wszystko, codziennie modląc się do sługi Bożego. Mam poczucie, że doświadczałem jego stabilnej opieki. Nie doświadczyłem jednak takiej łaski, która tak by się wyróżniła spośród innych, żebym miał prawo o tym mówić osobno.

– Przypomnijmy, kiedy w ogóle rozpoczął się proces beatyfikacyjny bp. Wilhelma Pluty i na jakim etapie się on obecnie znajduje.

– Proces rozpoczął się w styczniu 2002 r. Ja pracuję nad sprawą od stycznia roku 2011. Jak wiemy, proces na poziomie diecezjalnym zakończył się we wrześniu 2015 r. Od tego momentu wszystkie dokumenty trafiły do Rzymu i rozpoczął się etap rzymski. Jako postulator fazy diecezjalnej zostałem zatwierdzony przez Kongregację również na postulatora fazy rzymskiej. Potem nastąpiło otwarcie pudeł z aktami, które zostały przywiezione do Rzymu, oprawienie ich. W dalszej kolejności Kongregacja bez żadnych zastrzeżeń stwierdziła ważność procesu diecezjalnego. Później jako postulator wniosłem prośbę o ustanowienie relatora, którym został mianowany franciszkanin o. prof. Zdzisław Kijas OFMConv i przez mniej więcej 2 lata trwało pisanie Positio, co jest główną i najtrudniejszą pracą na etapie rzymskim. Obecnie dokument czeka w kolejce spraw do rozpatrzenia. Kiedy przyjdzie nasza kolej, Positio zostanie najpierw wzięte pod uwagę przez teologów, którzy będą musieli odpowiedzieć na pytania, czy faktycznie bp Pluta posiadał cnoty w stopniu heroicznym i czy faktycznie cieszy się opinią świętości, a następnie wypowiedzą się w tej sprawie kardynałowie i biskupi z Kongregacji. Jeśli orzekną o zatwierdzeniu heroiczności cnót sługi Bożego, wówczas Ojciec Święty podpisze dekret o heroiczności cnót i od tej pory będziemy mogli mówić „czcigodny sługa Boży”. Tak wygląda umiejscowienie naszego obecnego etapu na tle całego procesu. Pamiętajmy jednak, że to nie wystarczy, bo do beatyfikacji wyznawcy, jakim był sługa Boży bp Wilhelm Pluta, oprócz orzeczenia heroiczności cnót potrzebny jest jeszcze cud.

– Tak jak Ksiądz wspomniał, najcięższa praca została już wykonana. Proszę zatem powiedzieć, jak odtąd będzie wyglądała Księdza działalność jako postulatora?

– Rola postulatora nie kończy się. Ona wciąż trwa. Sprawę trzeba monitować w Rzymie, a poza tym Kongregacja cały czas jest w kontakcie z postulatorem. W momencie, kiedy pojawi się cud, pracy będzie sporo, ponieważ w przypadku cudu przeprowadza się osobny proces. On co prawda jest mniejszych rozmiarów niż proces o heroiczności cnót, ponieważ jest mniejsza ilość dokumentacji i mniejsza liczba świadków, ale też jest to proces, który wymaga sporo pracy, zarówno na etapie diecezjalnym, jak i później na etapie rzymskim, gdzie powstaje nowe Positio, ale już to o cudzie.

– Czy rodzina bp. Wilhelma Pluty jest na bieżąco informowana o postępach w procesie beatyfikacyjnym swojego krewnego?

– Gdy bp Wilhelm zmarł, nigdy nie został przerwany kontakt z jego rodziną. Przez cały czas był i jest utrzymywany. Dobrym przykładem tego jest fakt, że najbliżsi bp. Wilhelma co roku przyjeżdżają w styczniu na rocznicę jego śmierci do Gorzowa, do katedry. Tak więc są na bieżąco informowani o postępach w sprawie procesu. To jest coś naturalnego. Kilka dni temu odwiedziłem ich, żeby im przedstawić obecny etap, na jakim znajduje się proces, i bardzo się cieszyli z tego, że już zaszliśmy tak daleko i że Positio jest już gotowe.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

MIVA Polska od 18 lat pomaga misjonarzom

2018-07-18 12:39

nak / Warszawa (KAI)

Ponad 500 samochodów, 148 motocykli, 1485 rowerów – to tylko część pojazdów przekazanych na misje za pośrednictwem stowarzyszenia MIVA Polska. Działa ono od 2000 roku zajmując się zdobywaniem środków na zakup środków transportu dla misjonarzy: samochodów, rowerów ale tez łodzi czy koni.

Archiwum MIVA Polska

Założycielem stowarzyszenia jest ks. Marian Midura, który po powrocie z misji w Afryce, założył w Polsce stowarzyszenie pomagające misjonarzom w wypełnianiu ich posługi.

- Po powrocie z Afryki w 1999 r. zobaczyłem, że w Polsce mamy już coraz lepsze samochody, dużo więcej kierowców , a polscy misjonarze w tym czasie jeździli naprawdę słabymi pojazdami – wspomina ks. Midura. – Widziałem wiele przypadków, kiedy misjonarz był ranny po wypadku czy nawet ginął, tylko dlatego, że samochód był w bardzo złym stanie technicznym - dodaje.

Stowarzyszenie MIVA Polska pomaga misjonarzom w zdobywaniu i zakupie misyjnych środków transportu przez corocznie organizowaną „Akcję św. Krzysztof”. W parafiach zbierane będą ofiary do puszek na zakup pojazdów dla misjonarzy. Ideą jest przekazanie na środki transportu dla misjonarzy tyle groszy, ile w ciągu roku przejechało się kilometrów - 1 grosz za 1 szczęśliwie przejechany kilometr.

W zeszłym roku w ramach „Akcji św. Krzysztof” udało się zebrać prawie 2 mln 800 tys. złotych. Za te pieniądze zakupiono 48 samochodów terenowych i osobowych, 2 busy, ambulans, traktor, 39 motocykli i motorowerów, 470 rowerów dla katechistów, 2 silniki do łodzi i 2 łodzie motorowe, motolotnię oraz 30 wózków dla niepełnosprawnych, które trafiły do misjonarzy w prawie 30 krajach, głównie w Afryce i Ameryce Południowej.

W ciągu 18 lat działalności MIVA Polska zakupiła dzięki ofiarności darczyńców m.in.: 529 samochodów, 148 motocykli, 1485 rowerów, 14 łodzi, 2 konie, 13 ambulansów.

„Dzięki temu polscy misjonarze mogą bezpiecznie głosić dobrą nowinę w różnych częściach świata” - powiedział KAI Krajowy Duszpasterz Kierowców, Ks. Marian Midura.

MIVA Polska zaczęła działać w 2000 roku decyzją KEP przy Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W hołdzie ojcu polskiej niepodległości

2018-07-19 07:13

Łukasz Krzysztofka

Paderewski zdawał sobie sprawę, że talent nie jest prywatną zdobyczą, ale pochodzi od Boga i dlatego Bogu i Ojczyźnie trzeba się odwdzięczyć – podkreślił prof. Jan Żaryn podczas wernisażu wystawy pt. „Ignacy Jan Paderewski. Artysta. Ambasador polskości. Mąż Stanu. Filantrop“. Wydarzenie rozpoczęło projekt „Paderewski w Służbie Niepodległej”

Łukasz Krzysztofka

Ekspozycja pokazuje Ignacego Jana Paderewskiego nie tylko jako muzyka i męża stanu, ale również podkreśla jego wielkoduszność oraz działalność filantropijną. Wystawa składa się z siedemnastu plansz, na których znajdują się zdjęcia oraz opisy fragmentów życia Ignacego Jana Paderewskiego. Autorem grafiki jest Paweł Kowalczyk, a twórcą całości Elwira Gilewicz. Fotografie pochodzą z Muzeum Narodowego w Warszawie oraz z Narodowego Archiwum Cyfrowego.

Zobacz zdjęcia: W hołdzie ojcu polskiej niepodległości

Celem projektu jest budowanie świadomości historycznej poprzez przypomnienie osoby i działalności Ignacego Jana Paderewskiego. Jako postać, która bezpośrednio przyczyniła się do powrotu Polski na mapę świata i premiera rządu, wpisuje się on wyjątkowo w jubileuszowe obchody 100-lecia odzyskania niepodległości. Może być przykładem służby ojczyźnie, przede wszystkim wśród młodego pokolenia.

Prezentowane plansze przetłumaczone są również na język angielski. Bohater wystawy, jak nikt inny, działał na rzecz Polski za granicą. Szacunek, jaki posiadał wśród polityków i dyplomatów z całego świata był tego wyrazem. - Ten projekt to nasza cegiełka, którą chcemy dołożyć do wspólnego dzieła przypominania o ojcach naszej niepodległości w 100-lecie jej odzyskania. Ma on na celu popularyzację wiedzy o Ignacym Janie Paderewskim. Nasza wystawa ma pokazać wielość twarzy Paderewskiego – mówi „Niedzieli” Marcin Pasierbski, prezes Fundacji Służba Niepodległej, organizatora przedsięwzięcia.

Postawił na Stany Zjednoczone

Podczas wernisażu wystawy wykład pt. „Ignacy Jan Paderewski i jego wkład w odbudowę Państwa Polskiego” wygłosił prof. Jan Żaryn. Było to swoiste preludium do informacji oraz zdjęć, które zgromadzono na wystawie.

Senator zaznaczył, że – pomimo tezy, iż ludzie kultury niekoniecznie powinni angażować się w politykę – Paderewski sprawdził się w tej dziedzinie znakomicie. – Równie mocno mieścił się na podium między dwoma herosami ówczesnej Polityki – Piłsudskim i Dmowskim – podkreślił prof. Żaryn. Przypomniał, że Paderewski zyskał sławę międzynarodową nie tylko jako wirtuoz i pianista, ale także jako wybitny kompozytor tamtej epoki. Bez wątpienia pozostaje jednak dzisiaj, w 100-lecie odzyskania niepodległości, w pamięci jako wybitny mąż stanu. – Zapisał się w historii jako jeden z tych, którzy postawili na Stany Zjednoczone i tam ulokowali nadzieje na to, by sprawa polska uzyskała należyte miejsce – powiedział prof. Żaryn. Dodał, że Paderewski potrafił zauroczyć swoją osobą i improwizacją utworów muzycznych, ale także myśleniem w kategoriach politycznych prezydenta Stanów Zjednoczonych Thomasa W. Wilsona, na czym zyskała Polska.

- Paderewski stanął na czele rządu polskiego w 1919 r. – bodaj czy nie najważniejszym, jeśli chodzi o wytworzenie struktur państwowych tak, by one mogły nie tylko obronić się przed nawałnicą, która w 1920 r. nastąpiła, ale także by na bieżąco realizować najważniejsze kwestie związane z integracją państwa i budowania jego podstawowych struktur, czyli urzędów. W zasadzie dzisiaj w 2018 r. wszystkie najważniejsze instytucje państwowe będą albo w tym, albo w przyszłym roku obchodzić swoje stulecie – zauważył prof. Żaryn.

Symbol zgody i pojednania

Odnosząc się do prezentowanej wystawy powiedział, że każde przedsięwzięcie, które mówi o ważnych fragmentach naszej historii to duża wartość sama w sobie. Na samej wystawie jednak nie powinno się zakończyć. - Paderewski zasługuje na osobne potraktowanie także np. w formie filmu fabularnego czy serialu telewizyjnego, bo była to szalenie barwna postać i taka, której życie rozpisało scenariusz filmowy – wskazał senator Żaryn. Zaznaczył, że w podręcznikach Paderewski będzie zawsze istniał jako pianista i kompozytor, mąż stanu, który we właściwym momencie naszej historii odnalazł swoje zadanie życiowe. Było nim służenie Polsce jako państwu, które odradzało się po 123 latach. - Niewątpliwie jego podpis pod Traktatem Wersalskim to ten dokument, który jest dzisiaj traktowany jako najważniejszy, jeśli chodzi o dokumenty podpisane przez premiera rządu polskiego i ministra spraw zagranicznych – Ignacego Jana Paderewskiego – podkreślił. W opinii prof. Żaryna Paderewski to także symbol zgody i pojednania między Piłsudskim a Dmowskim, jak zwornik, który jednoczy rozchwiany dom.

Prelekcje i recital

Życie Ignacego Jana Paderewskiego, jego twórczość, działania na arenie międzynarodowej i sytuacje społeczno-polityczne przedstawione w projekcie znajdują sens, jeśli zwiąże się je z finalną sytuacją 1918 roku. Całość jest bardzo wymowna, bowiem dzieje się w roku 2018: 100 lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.

Projekt „Paderewski w Służbie Niepodległej” składa się z wystawy, cyklu seminariów oraz recitalu fortepianowego. Wystawa w lipcu i sierpniu będzie podróżowała po instytucjach w Warszawie i okolicy, we wrześniu planowane jest jej pokazanie w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych. Z kolei seminaria odbędą się jeszcze 28 sierpnia oraz 26 września. Prelegentami będą prof. Marian Marek Drozdowski oraz Marek Dyżewski. Projekt zakończy recital fortepianowy, który odbędzie się na przełomie września i października w Warszawie.

Wernisaż wystawy odbył się w Domu Polonii przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Uczestniczył w nim prof. Piotr Gliński, minister kultury i dziedzictwa narodowego, Polacy z Ukrainy i Polonia włoska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem