Reklama

Anioł na trudne czasy

2018-01-03 10:32

Z ks. Władysławem Suchym CSMA rozmawia Krzysztof Tadej
Niedziela Ogólnopolska 1/2018, str. 10-12

Krzysztof Tadej
Ks. Władysław Suchy CSMA, rektor sanktuarium św. Michała Archanioła w Monte Sant’Angelo, co roku przyjmuje w sanktuarium 400-500 czytelników „Niedzieli”, którzy tam pielgrzymują z edycją rzeszowską tygodnika, pod przewodnictwem ks. Józefa Kuli

Sanktuarium św. Michała Archanioła w Monte Sant’Angelo we Włoszech to miejsce wielu łask, nawróceń i cudów. Powstało w V wieku. Według źródeł, podczas pierwszego objawienia w 490 r. w tym miejscu św. Michał Archanioł powiedział: „Modlitwy, które będziecie tu zanosić do Boga, zostaną wysłuchane”. Do sanktuarium pielgrzymowało wielu papieży, przywódców państw i świętych. Wśród nich: Franciszek z Asyżu, Brygida Szwedzka, Ojciec Pio, kard. Angelo Giuseppe Roncalli (późniejszy Jan XXIII) i Jan Paweł II. Tym jednym z najsłynniejszych sanktuariów świata opiekują się polscy zakonnicy ze Zgromadzenia Świętego Michała Archanioła – michalici. Z rektorem sanktuarium ks. Władysławem Suchym CSMA rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

KRZYSZTOF TADEJ: – We Włoszech istnieje wiele wspaniałych sanktuariów, tysiące ludzi przyjeżdża jednak tutaj, do sanktuarium św. Michała Archanioła w Monte Sant’Angelo. Dlaczego?

KS. WŁADYSŁAW SUCHY CSMA: – Rzeczywiście przybywa tu wiele osób. Nie robimy dokładnych statystyk, ale to mniej więcej od 1,5 do 2 mln ludzi rocznie. To fenomen, który narasta. Przyjeżdżają ludzie z różnych krajów świata. Szukają pomocy u św. Michała Archanioła. Dla mnie to znak, że coraz więcej osób odczuwa obecność zła w świecie. Chcą zawierzyć swoje życie i wytrwać w walce ze złem. To również znak, że wiele osób cierpi w związku z działaniem złego ducha, które przejawia się m.in. rozwodami i kłótniami w rodzinach.

– To miejsce pod każdym względem wyjątkowe. Również dlatego, że aby wejść do sanktuarium, należy pokonać wyjątkową drogę. Zejść w dół po 86 XIII-wiecznych kamiennych schodach. Wtedy ukazuje się grota św. Michała Archanioła – miejsce jego objawień.

– Wielu pielgrzymów, wchodząc do niej, doznaje niebywałego spokoju. Mówią, że panuje tam szczególna, mistyczna atmosfera. Patrząc na znajdujące się w niej skały, można sobie wyobrazić, że przez 15 wieków istnienia sanktuarium zostały one nasączone modlitwami, wiarą i prośbami o potrzebne łaski.
To miejsce dostępne dla wszystkich. Chorzy, na wózkach, ci, którzy mają kłopoty z poruszaniem się, bez problemów mogą się dostać do groty, korzystając z wind i udogodnień, które są dla nich przygotowane.
Chcę podkreślić, że łaska Boża nie jest ograniczona do jakiegoś obszaru. Pan Bóg działa wszędzie. Ale o sanktuariach możemy powiedzieć, że są szczególnymi miejscami. Kiedyś papież Paweł VI stwierdził, że to „kliniki ducha”. W nich można zaleczyć rany, urazy, porzucić nałogi, zmienić swoje życie. I to się właśnie tutaj dzieje. Obserwuję to każdego dnia.

– Jakie konkretne łaski w ostatnim czasie szczególnie Ksiądz zapamiętał?

– Jest ich bardzo dużo. Opowiem o 21-letnim chłopaku z Sycylii. Był chory na nowotwór. Przyjechał z odległego o 25 km Szpitala Ojca Pio w San Giovanni Rotondo. Modlił się w grocie św. Michała Archanioła, a potem uczestniczył we Mszy św. I jak później nam powiedział, podczas Eucharystii poczuł się „wewnętrznie dotknięty”. Jakby energia przeszła przez jego ciało. Po powrocie do domu zrobiono mu badania. Okazało się, że choroba zniknęła. Nie było śladu po nowotworze.
Oczywiście, otrzymanie łaski, np. uzdrowienie, to nie jest jakaś sprawa mechaniczna. „Przyjadę, pomodlę się i na pewno, na 100 proc. minie choroba”. Nie, tak się nie dzieje. Ale widzę, że każdy, kto z wiarą przychodzi do tego miejsca, otrzymuje od Pana Boga to, co jest dla niego najważniejsze.

– A Ksiądz? Czy on też doznał tu wielu łask? Czy życie Księdza w jakiś sposób się zmieniło? Myślenie o życiu, o kapłaństwie?

– Każdy dzień w tym sanktuarium to dla mnie wielka łaska. Widzę, jak Pan Bóg działa, jak zmienia serca ludzi. A to ugruntowuje moją wiarę.
Zdarza się, że słyszę od kogoś: „Jestem tutaj, ale wcale nie zamierzałem przyjechać do sanktuarium św. Michała. Pomyliłem drogę. Wstąpiłem z ciekawości i coś się we mnie zmieniło”. Albo inna sytuacja. Przyjechało małżeństwo, które straciło 9-letnie dziecko. Modlili się w grocie, z płaczem i wielkim cierpieniem w sercach. Później przyszli do mnie. Powiedzieli, że zrozumieli dopiero tutaj, co jest sensem życia i kim jest Pan Bóg. „Chcieliśmy mieć dziecko tylko dla siebie, na własność. Pan Bóg miał inne plany. Tu zrozumieliśmy, co to jest życie i szczęście wieczne”. Kiedy spotykam się z takimi sytuacjami, kiedy rozmawiam z ludźmi, pocieszam ich, spowiadam, to następuje u mnie pogłębienie charyzmatu zakonnego. Założyciel naszego zgromadzenia bł. ks. Bronisław Markiewicz wskazał św. Michała Archanioła jako przewodnika, który ma nas prowadzić do uwielbienia Boga. Nasza posługa na być hymnem dla Boga w konkretnych warunkach, w codziennych obowiązkach. Zgodnie z hasłem: „Któż jak Bóg!”. I tak staram się czynić.

– Nieraz mówi Ksiądz do pielgrzymów: „Nie przyjeżdżajcie tylko po to, żeby zobaczyć atrakcję turystyczną czy dotknąć kamieni, które są z tego czy tamtego wieku. Przyjedźcie na pół dnia albo na dłużej. Pójdźcie się pomodlić, w ciszy...”.

– Zachęcam do tego. Proponuję, żeby nawiedzenie sanktuarium nie trwało pół godziny czy godzinę. Aby ten pobyt nie polegał na szybkim obejrzeniu miejsca i kupieniu kilku pamiątek. Istotą jest wyciszenie umysłu i otwarcie serca na Boga. A także przemyślenie swojego życia, postępowania. Św. Michał Archanioł obiecał, że tutaj będą przebaczone grzechy ludzi. I warto z tego skorzystać, aby rozpocząć nowe życie.
Jeśli ktoś przyjedzie na dłużej, to oprócz tego, że się pomodli i będzie uczestniczyć w nabożeństwach, może też zobaczyć dwa wyjątkowe muzea w sanktuarium. Opowiadają one o 15 wiekach historii tego miejsca. Są tam świadectwa wiary, dzieła sztuki, dary wotywne świadczące o tym, jak Pan Bóg działał w Monte Sant’Angelo w różnych okresach historii.

– Wspomniał Ksiądz o pamiątkach. Jedną z nich są malutkie białe kamyki z groty...

– To kawałeczki skał z miejsca objawień, które są uważane przez wielu za relikwie. Jak wiemy, anioł, św. Michał, nie ma ciała, więc nie można mieć relikwii np. z kości czy ubrania. Kamyki są symbolem jego obecności w tym miejscu i czterech objawień. Ostatnie z nich miało miejsce w 1656 r., gdy miejscowy biskup z wiernymi modlili się do św. Michała i prosili o uwolnienie miasta od śmiercionośnej zarazy. Według źródeł, św. Michał objawił się biskupowi i powiedział, żeby mieszkańcy zabrali z groty kamień, wyryli na nim krzyż i hebrajskie imię Michael, co znaczy „Któż jak Bóg”. Obiecał, że osoby, które będą go nosiły z wiarą, zostaną uwolnione od zarazy. Tak zrobili i zaraza nie dotknęła miasta.
Często w ciągu wieków kamienie z groty były brane jako kamienie węgielne pod budowę nowych świątyń. Tak się stało np., gdy budowano słynne sanktuarium na wyspie Mont Sant-Michel we Francji. Dzisiaj kamyczki są symbolem wiary. Mają przypominać, żeby opierać nasze życie na skale, czyli na Chrystusie. I mają przez to pomagać zwyciężać zło każdego dnia.

– Czy wszyscy zakonnicy w sanktuarium to Polacy?

– W naszej wspólnocie michalickiej jest 9 osób – 7 kapłanów i brat zakonny to Polacy. Jeden nowicjusz w naszej wspólnocie jest Włochem. W sanktuarium są również siostry zakonne, michalitki. Mają dużo pracy w sanktuarium, ale również prowadzą znajdujący się tuż obok Dom Pielgrzyma. Korzysta z niego wiele osób, zatrzymując się w nim często na kilka dni, aby doświadczyć wspaniałej atmosfery tego miejsca i podziwiać półwysep Gargano.

– Polacy rozpoczęli opiekę nad tym wyjątkowym sanktuarium 13 lipca 1996 r. I od tego czasu wiele się zmieniło. Michalici m.in. odrestaurowali kościół główny, zbudowali muzea, kaplicę pojednania z nowymi konfesjonałami, odbudowali Dom Pielgrzyma, wymienili organy...

– Nie mając grosza w kieszeni, rozpoczęliśmy działania, które kosztowały miliony euro. Patrząc po ludzku, racjonalnie jest to nie do wytłumaczenia. Ale udało się. Na początku zawierzyliśmy wszystko św. Michałowi. I teraz podkreślamy, że to dzieło jego i Opatrzności Bożej.

– Św. Michał Archanioł jest symbolem walki z szatanem, z siłami zła. Czy Ksiądz w tych wszystkich działaniach odczuwał kiedyś działania takich sił?

– Proszę pana... Takie zdarzenia zacząłem już traktować jako coś normalnego. Kiedy chcemy zrobić coś ważnego dla sanktuarium, coś dobrego, to zawsze nasilają się niespodziewane przeciwności i ataki. Tak samo się dzieje, gdy zbliża się uroczystość św. Michała Archanioła. Pojawiają się trudne i dziwne sytuacje.

– To znaczy?

– Gdy przystąpiliśmy do odbudowy sanktuarium, to np. pojawiły się sprzeciwy z różnych stron; zamieszczano w prasie artykuły przeciwko nam, powoływano komitety protestacyjne. Kolejne działania nastąpiły, gdy budowaliśmy kaplicę spowiedzi. Była ona bardzo potrzebna, bo wielu ludzi chciało korzystać z sakramentu pojednania. Ale ciągle pojawiały się jakieś trudności. W którymś momencie zablokowano nam tę budowę. Było też wiele innych działań, które – moim zdaniem – nie były spowodowane np. złośliwością ludzi, ale właśnie działaniem złego ducha.

– Jak Ksiądz wówczas reagował?

– Bardzo spokojnie. Spokój, modlitwa i zawierzenie wszystkiego Bogu to najlepsze sposoby na pokonanie trudności.

– Czy w tym wyjątkowym dla całego Kościoła katolickiego miejscu mogę prosić Księdza o modlitwę za czytelników tygodnika „Niedziela”?

– Z radością to uczynię. Tym bardziej że czujemy się bardzo związani z tygodnikiem „Niedziela”. Co roku przyjeżdża do nas pielgrzymka, nieraz nawet 400-500 osób, która jest organizowana przez rzeszowską edycję tygodnika „Niedziela”. Będziemy się tutaj modlić za czytelników pisma, całą redakcję „Niedzieli” i tych wszystkich, którzy są sercem związani z tym miejscem, ale z różnych powodów nie mogą do nas przybyć.
Przy tej okazji chcę również zapewnić o modlitwach za wszystkich czcicieli św. Michała Archanioła. Modlimy się teraz również za tych, którzy obecnie przyjmują w polskich parafiach wierną kopię figury św. Michała. To figura z naszego sanktuarium peregrynująca po Polsce.

Tagi:
spotkania

Jurku, pomagałeś za życia, pomóż z nieba

2018-09-06 16:44

Jolanta Kobojek

Przed święceniami kapłańskimi czas spędzali zamiast w seminarium, to w jednostce wojskowej. Jedną z trzech stworzonych specjalnie w tym celu placówek, do których powoływani byli klerycy, aby odbyć zasadniczą służbę wojskową były Bartoszyce. To właśnie tam przez 2 lata przebywał m. in. Jerzy Popiełuszko.

Jolanta Kobojek/Niedziela

"Nasz rocznik został wezwany do wojska w 1966 r. Ówczesnej władzy nie podobało się bowiem, że tak pięknie katolicy przygotowali i przeżyli rok milenijny, więc przypomnieli o sobie" - wspomina ks. Jan Zając z archidiecezji krakowskiej.

Kapłani, którzy dokładnie przed 50 laty opuścili wojskowe koszary, w dniach 3- 6 września 2018 r. spotkali się na Jasnej Górze. Przeżywali oni w Sanktuarium rekolekcje, które głosił abp Józef Michalik.

"To jest pokolenie tych, którzy byli nękani i rozpracowywani. Dzisiaj Instytut Pamięci Narodowej odtajnia różne zarządzenia i dekrety, które oni na swoich plechach dźwigali i to zarówno w wojsku, jak i po zakończeniu tej służby" - wyjaśnia arcybiskup senior.

Według danych historyków w wojsku ludowym w latach 1959-1980 służyło w sumie ok. 3 tys. kleryków z seminariów diecezjalnych i zakonnych. Kadrze oficerskiej postawiono za zadanie odsunięcie ich od Kościoła. "Szykany, których doświadczaliśmy spowodowały coś zupełnie odwrotnego. One zrodziły niesamowite koleżeńskie więzi, które w warunkach seminaryjnych na pewno by się nie pojawiły" - mówi ks. Zając. Tym bardziej, że klerycy wiedzieli, iż pośród nich są także specjalnie podstawieni żołnierze: "Nie byliśmy sami, ale oprócz nas w każdej sali, w każdym, pododdziale, było kilku świeckich kolegów, którzy byli rozliczani z tego, jak sabotują, np. nasze modlitwy i jak donoszą informacje na nas".

W rozmowie z "Niedzielą" kapłan ziemi krakowskiej wspominał także konkretne przykłady, kiedy to alumni w ramach solidarności pomagali sobie w wypełnianiu wojskowych obowiązków. Zdaniem ks. Jana jedną z osób, która wyróżniała się zdecydowanie w tym temacie był kleryk Jerzy Popiełuszko: "Jurek nie tylko podejmował pracę za innych, ale także gotów był wypełnić komuś należną karę, co oczywiście było niemile widziane". Pamiętając o tych sytuacjach doskonale, ks. Zając dodaje, że z tego powodu nie ma najmniejszych wątpliwości, by wołać: " Jurku, pomagałeś za życia, pomóż z nieba!".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gdańsk: oświadczenie Kurii ws. publikacji o ks. Jankowskim

2018-12-10 14:16

tk / Gdańsk (KAI)

Archidiecezja Gdańska wyraża gotowość podjęcia próby rzeczowego i zgodnego z prawdą zbadania wszystkich możliwych aspektów tej sprawy, w myśl Wytycznych Konferencji Episkopatu Polski – czytamy w oświadczeniu gdańskiej Kurii przesłanym KAI. Oświadczenie nawiązuje do ubiegłotygodniowej publikacji w "Dużym Formacie".

ADAM RAK

Publikujemy Oświadczenie Kurii Metropolitalnej Gdańskiej:

Gdańsk, 10 grudnia 2018 r.

W związku z artykułem dotyczącym śp. ks. prałata Henryka Jankowskiego, (zm. w roku 2010), opublikowanym w „Dużym Formacie” oraz z komentarzami i trwającą dyskusją medialną, informujemy, że do Kurii Metropolitalnej Gdańskiej, na przestrzeni ostatnich 10 lat (2008-2018), nie wpłynęły żadne doniesienia potwierdzające zarzuty podnoszone w mediach.

To zaś, co dotyczy pomnika śp. ks. Henryka Jankowskiego oraz honorowego obywatelstwa Miasta Gdańska, Archidiecezja Gdańska nie jest kompetentna do podejmowania jakichkolwiek decyzji, gdyż inicjatorem i budowniczym pomnika był Społeczny Komitet, a śp. ks. Henryk Jankowski wszedł w poczet Honorowych Obywateli Gdańska uchwałą Rady Miasta.

Jednocześnie, Archidiecezja Gdańska wyraża gotowość podjęcia próby rzeczowego i zgodnego z prawdą zbadania wszystkich możliwych aspektów tej sprawy, w myśl Wytycznych Konferencji Episkopatu Polski (z dnia 8.10.2014 r.) dotyczących wstępnego dochodzenia kanonicznego, a mianowicie: "Gdyby oskarżenie zostało wniesione przeciwko zmarłemu duchownemu, nie należy wszczynać dochodzenia kanonicznego, chyba że zasadnym wydałoby się wyjaśnienie sprawy dla dobra Kościoła".

Ks. Rafał Dettlaff Kanclerz Kurii

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Próba podpalenia samochodu wojskowego przy Watykanie

2018-12-11 19:29

ts / Rzym (KAI)

W Rzymie doszło do próby podpalenia samochodu wojskowego. Według lokalnych mediów internetowych, do stojącego przy Watykanie transportera podbiegł mężczyzna i oblał tylne koła łatwopalną substancją. Zanim zdążył podpalić, został zatrzymany przez żołnierzy i oddany w ręce policji.

o. Waldemar Gonczaruk CSsR

Transporter należał do jednostki wojskowej, której zadaniem – w ramach operacji „bezpieczne ulice” – jest ochrona Rzymu przed zamachami. Atak miał miejsce ok. 150 m od Bramy św. Anny – głównego wejścia do Watykanu.

Według dostępnych informacji, sprawcą był 45-letni mężczyzna pochodzenia marokańskiego. Nie wiadomo, jakimi motywami się kierował. Media podejrzewają, że człowiek ten cierpi na problemy psychiczne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem