Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Anioł na trudne czasy

2018-01-03 10:32

Z ks. Władysławem Suchym CSMA rozmawia Krzysztof Tadej
Niedziela Ogólnopolska 1/2018, str. 10-12

Krzysztof Tadej
Ks. Władysław Suchy CSMA, rektor sanktuarium św. Michała Archanioła w Monte Sant’Angelo, co roku przyjmuje w sanktuarium 400-500 czytelników „Niedzieli”, którzy tam pielgrzymują z edycją rzeszowską tygodnika, pod przewodnictwem ks. Józefa Kuli

Sanktuarium św. Michała Archanioła w Monte Sant’Angelo we Włoszech to miejsce wielu łask, nawróceń i cudów. Powstało w V wieku. Według źródeł, podczas pierwszego objawienia w 490 r. w tym miejscu św. Michał Archanioł powiedział: „Modlitwy, które będziecie tu zanosić do Boga, zostaną wysłuchane”. Do sanktuarium pielgrzymowało wielu papieży, przywódców państw i świętych. Wśród nich: Franciszek z Asyżu, Brygida Szwedzka, Ojciec Pio, kard. Angelo Giuseppe Roncalli (późniejszy Jan XXIII) i Jan Paweł II. Tym jednym z najsłynniejszych sanktuariów świata opiekują się polscy zakonnicy ze Zgromadzenia Świętego Michała Archanioła – michalici. Z rektorem sanktuarium ks. Władysławem Suchym CSMA rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

KRZYSZTOF TADEJ: – We Włoszech istnieje wiele wspaniałych sanktuariów, tysiące ludzi przyjeżdża jednak tutaj, do sanktuarium św. Michała Archanioła w Monte Sant’Angelo. Dlaczego?

KS. WŁADYSŁAW SUCHY CSMA: – Rzeczywiście przybywa tu wiele osób. Nie robimy dokładnych statystyk, ale to mniej więcej od 1,5 do 2 mln ludzi rocznie. To fenomen, który narasta. Przyjeżdżają ludzie z różnych krajów świata. Szukają pomocy u św. Michała Archanioła. Dla mnie to znak, że coraz więcej osób odczuwa obecność zła w świecie. Chcą zawierzyć swoje życie i wytrwać w walce ze złem. To również znak, że wiele osób cierpi w związku z działaniem złego ducha, które przejawia się m.in. rozwodami i kłótniami w rodzinach.

– To miejsce pod każdym względem wyjątkowe. Również dlatego, że aby wejść do sanktuarium, należy pokonać wyjątkową drogę. Zejść w dół po 86 XIII-wiecznych kamiennych schodach. Wtedy ukazuje się grota św. Michała Archanioła – miejsce jego objawień.

– Wielu pielgrzymów, wchodząc do niej, doznaje niebywałego spokoju. Mówią, że panuje tam szczególna, mistyczna atmosfera. Patrząc na znajdujące się w niej skały, można sobie wyobrazić, że przez 15 wieków istnienia sanktuarium zostały one nasączone modlitwami, wiarą i prośbami o potrzebne łaski.
To miejsce dostępne dla wszystkich. Chorzy, na wózkach, ci, którzy mają kłopoty z poruszaniem się, bez problemów mogą się dostać do groty, korzystając z wind i udogodnień, które są dla nich przygotowane.
Chcę podkreślić, że łaska Boża nie jest ograniczona do jakiegoś obszaru. Pan Bóg działa wszędzie. Ale o sanktuariach możemy powiedzieć, że są szczególnymi miejscami. Kiedyś papież Paweł VI stwierdził, że to „kliniki ducha”. W nich można zaleczyć rany, urazy, porzucić nałogi, zmienić swoje życie. I to się właśnie tutaj dzieje. Obserwuję to każdego dnia.

– Jakie konkretne łaski w ostatnim czasie szczególnie Ksiądz zapamiętał?

– Jest ich bardzo dużo. Opowiem o 21-letnim chłopaku z Sycylii. Był chory na nowotwór. Przyjechał z odległego o 25 km Szpitala Ojca Pio w San Giovanni Rotondo. Modlił się w grocie św. Michała Archanioła, a potem uczestniczył we Mszy św. I jak później nam powiedział, podczas Eucharystii poczuł się „wewnętrznie dotknięty”. Jakby energia przeszła przez jego ciało. Po powrocie do domu zrobiono mu badania. Okazało się, że choroba zniknęła. Nie było śladu po nowotworze.
Oczywiście, otrzymanie łaski, np. uzdrowienie, to nie jest jakaś sprawa mechaniczna. „Przyjadę, pomodlę się i na pewno, na 100 proc. minie choroba”. Nie, tak się nie dzieje. Ale widzę, że każdy, kto z wiarą przychodzi do tego miejsca, otrzymuje od Pana Boga to, co jest dla niego najważniejsze.

– A Ksiądz? Czy on też doznał tu wielu łask? Czy życie Księdza w jakiś sposób się zmieniło? Myślenie o życiu, o kapłaństwie?

– Każdy dzień w tym sanktuarium to dla mnie wielka łaska. Widzę, jak Pan Bóg działa, jak zmienia serca ludzi. A to ugruntowuje moją wiarę.
Zdarza się, że słyszę od kogoś: „Jestem tutaj, ale wcale nie zamierzałem przyjechać do sanktuarium św. Michała. Pomyliłem drogę. Wstąpiłem z ciekawości i coś się we mnie zmieniło”. Albo inna sytuacja. Przyjechało małżeństwo, które straciło 9-letnie dziecko. Modlili się w grocie, z płaczem i wielkim cierpieniem w sercach. Później przyszli do mnie. Powiedzieli, że zrozumieli dopiero tutaj, co jest sensem życia i kim jest Pan Bóg. „Chcieliśmy mieć dziecko tylko dla siebie, na własność. Pan Bóg miał inne plany. Tu zrozumieliśmy, co to jest życie i szczęście wieczne”. Kiedy spotykam się z takimi sytuacjami, kiedy rozmawiam z ludźmi, pocieszam ich, spowiadam, to następuje u mnie pogłębienie charyzmatu zakonnego. Założyciel naszego zgromadzenia bł. ks. Bronisław Markiewicz wskazał św. Michała Archanioła jako przewodnika, który ma nas prowadzić do uwielbienia Boga. Nasza posługa na być hymnem dla Boga w konkretnych warunkach, w codziennych obowiązkach. Zgodnie z hasłem: „Któż jak Bóg!”. I tak staram się czynić.

– Nieraz mówi Ksiądz do pielgrzymów: „Nie przyjeżdżajcie tylko po to, żeby zobaczyć atrakcję turystyczną czy dotknąć kamieni, które są z tego czy tamtego wieku. Przyjedźcie na pół dnia albo na dłużej. Pójdźcie się pomodlić, w ciszy...”.

– Zachęcam do tego. Proponuję, żeby nawiedzenie sanktuarium nie trwało pół godziny czy godzinę. Aby ten pobyt nie polegał na szybkim obejrzeniu miejsca i kupieniu kilku pamiątek. Istotą jest wyciszenie umysłu i otwarcie serca na Boga. A także przemyślenie swojego życia, postępowania. Św. Michał Archanioł obiecał, że tutaj będą przebaczone grzechy ludzi. I warto z tego skorzystać, aby rozpocząć nowe życie.
Jeśli ktoś przyjedzie na dłużej, to oprócz tego, że się pomodli i będzie uczestniczyć w nabożeństwach, może też zobaczyć dwa wyjątkowe muzea w sanktuarium. Opowiadają one o 15 wiekach historii tego miejsca. Są tam świadectwa wiary, dzieła sztuki, dary wotywne świadczące o tym, jak Pan Bóg działał w Monte Sant’Angelo w różnych okresach historii.

– Wspomniał Ksiądz o pamiątkach. Jedną z nich są malutkie białe kamyki z groty...

– To kawałeczki skał z miejsca objawień, które są uważane przez wielu za relikwie. Jak wiemy, anioł, św. Michał, nie ma ciała, więc nie można mieć relikwii np. z kości czy ubrania. Kamyki są symbolem jego obecności w tym miejscu i czterech objawień. Ostatnie z nich miało miejsce w 1656 r., gdy miejscowy biskup z wiernymi modlili się do św. Michała i prosili o uwolnienie miasta od śmiercionośnej zarazy. Według źródeł, św. Michał objawił się biskupowi i powiedział, żeby mieszkańcy zabrali z groty kamień, wyryli na nim krzyż i hebrajskie imię Michael, co znaczy „Któż jak Bóg”. Obiecał, że osoby, które będą go nosiły z wiarą, zostaną uwolnione od zarazy. Tak zrobili i zaraza nie dotknęła miasta.
Często w ciągu wieków kamienie z groty były brane jako kamienie węgielne pod budowę nowych świątyń. Tak się stało np., gdy budowano słynne sanktuarium na wyspie Mont Sant-Michel we Francji. Dzisiaj kamyczki są symbolem wiary. Mają przypominać, żeby opierać nasze życie na skale, czyli na Chrystusie. I mają przez to pomagać zwyciężać zło każdego dnia.

– Czy wszyscy zakonnicy w sanktuarium to Polacy?

– W naszej wspólnocie michalickiej jest 9 osób – 7 kapłanów i brat zakonny to Polacy. Jeden nowicjusz w naszej wspólnocie jest Włochem. W sanktuarium są również siostry zakonne, michalitki. Mają dużo pracy w sanktuarium, ale również prowadzą znajdujący się tuż obok Dom Pielgrzyma. Korzysta z niego wiele osób, zatrzymując się w nim często na kilka dni, aby doświadczyć wspaniałej atmosfery tego miejsca i podziwiać półwysep Gargano.

– Polacy rozpoczęli opiekę nad tym wyjątkowym sanktuarium 13 lipca 1996 r. I od tego czasu wiele się zmieniło. Michalici m.in. odrestaurowali kościół główny, zbudowali muzea, kaplicę pojednania z nowymi konfesjonałami, odbudowali Dom Pielgrzyma, wymienili organy...

– Nie mając grosza w kieszeni, rozpoczęliśmy działania, które kosztowały miliony euro. Patrząc po ludzku, racjonalnie jest to nie do wytłumaczenia. Ale udało się. Na początku zawierzyliśmy wszystko św. Michałowi. I teraz podkreślamy, że to dzieło jego i Opatrzności Bożej.

– Św. Michał Archanioł jest symbolem walki z szatanem, z siłami zła. Czy Ksiądz w tych wszystkich działaniach odczuwał kiedyś działania takich sił?

– Proszę pana... Takie zdarzenia zacząłem już traktować jako coś normalnego. Kiedy chcemy zrobić coś ważnego dla sanktuarium, coś dobrego, to zawsze nasilają się niespodziewane przeciwności i ataki. Tak samo się dzieje, gdy zbliża się uroczystość św. Michała Archanioła. Pojawiają się trudne i dziwne sytuacje.

– To znaczy?

– Gdy przystąpiliśmy do odbudowy sanktuarium, to np. pojawiły się sprzeciwy z różnych stron; zamieszczano w prasie artykuły przeciwko nam, powoływano komitety protestacyjne. Kolejne działania nastąpiły, gdy budowaliśmy kaplicę spowiedzi. Była ona bardzo potrzebna, bo wielu ludzi chciało korzystać z sakramentu pojednania. Ale ciągle pojawiały się jakieś trudności. W którymś momencie zablokowano nam tę budowę. Było też wiele innych działań, które – moim zdaniem – nie były spowodowane np. złośliwością ludzi, ale właśnie działaniem złego ducha.

– Jak Ksiądz wówczas reagował?

– Bardzo spokojnie. Spokój, modlitwa i zawierzenie wszystkiego Bogu to najlepsze sposoby na pokonanie trudności.

– Czy w tym wyjątkowym dla całego Kościoła katolickiego miejscu mogę prosić Księdza o modlitwę za czytelników tygodnika „Niedziela”?

– Z radością to uczynię. Tym bardziej że czujemy się bardzo związani z tygodnikiem „Niedziela”. Co roku przyjeżdża do nas pielgrzymka, nieraz nawet 400-500 osób, która jest organizowana przez rzeszowską edycję tygodnika „Niedziela”. Będziemy się tutaj modlić za czytelników pisma, całą redakcję „Niedzieli” i tych wszystkich, którzy są sercem związani z tym miejscem, ale z różnych powodów nie mogą do nas przybyć.
Przy tej okazji chcę również zapewnić o modlitwach za wszystkich czcicieli św. Michała Archanioła. Modlimy się teraz również za tych, którzy obecnie przyjmują w polskich parafiach wierną kopię figury św. Michała. To figura z naszego sanktuarium peregrynująca po Polsce.

Tagi:
spotkania

Daj wędkę, a nie rybę

2018-04-12 12:40

Anna Buchar

,,Kiedy miłość przechodzi w nałóg”. To główny temat tegorocznej edycji Laboratorium Miłości, czyli cyklu konferencji dla młodych i o młodych.

Anna Buchar

Po raz kolejny na Politechnice Wrocławskiej laboratoryjnym testom została poddana miłość.

10 kwietnia w sali Instytutu Materiałoznawstwa i Mechaniki Technicznej Politechniki Wrocławskiej wykład ,,Częste kłótnie, koniec związku?” wygłosili Monika i Marcin Gomułkowie - małżeństwo, które rozsiewa wokół siebie aurę prawdziwej i autentycznej miłości, autorzy bloga i kanału Początek Wieczności.

Anna Buchar

Drugiego dnia w auli budynku B5 dr Maria Popkiewicz- Ciesielska wypowiedziała się na temat „Jesteś moją kokainą… czyli o uzależnieniu od człowieka”.

Znana psycholog zwróciła szczególną uwagę na ,,naddawanie’’ miłości: - Kto się może uzależnić? Ktoś, kto daje drugiemu człowiekowi na tyle dużo, by już nie potrafić funkcjonować bez drugiej strony. Właściwie źródło uzależnienia wychodzi z dobrej idei - dawania miłości. Ale pamiętajmy, że miłość to dawanie, a nie naddawanie. Naddawanie jest służeniem. Rozpaskudzamy partnerów, nie mobilizujemy ich. Naprawdę dawać, to dawać wędkę, a nie rybę. Dawać głęboką przyjaźń, a nie służyć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Londyn: Sąd Apelacyjny odrzucił apelację w sprawie Alfiego Evansa

2018-04-25 20:49

abd (KAI) / Londyn

Po trwającej blisko 5 godzin rozprawie, Sąd Apelacyjny w Londynie odrzucił apelację złożoną przez ojca Alfiego Evansa i tym samym odmówił zgody na transport chorego dwulatka do Włoch "gdyż nie jest to w jego najlepszym interesie".

Kaspars Grinvalds/fotolia.com

Po blisko pięciogodzinnej rozprawie Sądu Apelacyjnego w Londynie, zapadł wyrok w sprawie dwuletniego Alfiego Evansa, cierpiącego na niezdiagnozowaną i najprawdopodobniej nieuleczalną chorobę neurologiczną. Sąd odrzucił apelację złożoną przez ojca chłopca. Tym samym choremu dziecku po raz drugi odmówiono zgody na wyjazd do Włoch, w celu kontynuowania leczenia, argumentując to faktem, że "nie jest to w jego najlepszym interesie".

Alfie Evans przebywa obecnie w szpitalu Alder Hey w Liverpoolu. W poniedziałek został odłączony od aparatury podtrzymującej życie, na polecenie sądu i wbrew woli jego rodziców. Po 11 godzinach chłopcu ponownie podano tlen, a władze szpitala poinformowały, że kontynuowane będzie leczenie paliatywne. Rodzice chłopca walczyli o przetransportowanie go do należącego do Watykanu szpitala pediatrycznego Dzieciątka Jezus w Rzymie. Także dyrektor szpitala przybył do Liverpoolu, by osobiście porozmawiać z władzami placówki, w której przebywa chłopiec, jednak nie został wysłuchany.

Apele o ratowanie chłopca ponawia wiele środowisk Kościelnych i świeckich. Kilkukrotnie prosił o to papież Franciszek, wezwanie ponawiał także prezes papieskiej Akademii Życia abp Vicenzo Paglia. Wiele instytucji zbiera podpisy pod petycjami o pomoc dla Alfiego. CitizenGo zebrała ponad 200 tys. podpisów pod apelem skierowanym do władz szpitala Alder Hey. Z kolei ojciec Alfiego Thomas Evans, prowadzi w internecie zbiórkę podpisów pod prośbą do królowej Elżbiety II i brytyjskiego Parlamentu.

Niespełna 2-letnie Alfie Evans cierpi na niezdiagnozowaną i najprawdopodobnie nieuleczalną chorobę neurologiczną. Od grudnia 2016 r. przebywa w szpitalu Alder Hey w Liveropplu, gdzie, wg lekarzy, utrzymywany jest przy życiu jedynie dzięki aparaturze medycznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Autokefalia prawosławia na Ukrainie

2018-04-26 18:23

Paweł Przeciszewski / Kijów (KAI)

Ekumeniczny Patriarchat Konstantynopola podjął na ostatnim spotkaniu Świętego Synodu kwestię autokefalii prawosławia na Ukrainie. Dotąd podzielone jest ono na trzy konkurencyjne Ukraińskie Kościoły Prawosławne: Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego, Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego i Autokefaliczny Ukraiński Kościół Prawosławny. O przyznanie autokefalii ukraińskiemu prawosławiu poprosili patriarchę Konstantynopola Bartłomieja prezydent Poroszenko, Rada Najwyższa Ukrainy oraz ci spośród tamtejszych hierarchów prawosławnych, którzy popierają tę inicjatywę.

Jorge Lascar/Foter.com/CC-BY

Podczas obradującego 19 i 20 kwietnia Świętego Synodu Patriarchatu Ekumenicznego zapoznano się z „kościelną sytuacją na Ukrainie” oraz otrzymanymi od tamtejszych władz kościelnych i państwowych prośbami o przyznanie autokefalii. Synod postanowił rozważyć tę sprawę we współpracy z innymi Kościołami prawosławnymi.

Negocjacje z Patriarchatem Ekumenicznym w Konstantynopolu

17 kwietnia prezydent Ukrainy Piotr Poroszenko na nadzwyczajnym spotkaniu z przywódcami partii obecnych w parlamencie oznajmił, że przekazał patriarsze Konstantynopola Bartłomiejowi prośbę w sprawie autokefalii Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego, czyli pełnej jego niezależności. Dodał, że Ukraina jest dziś bliższa bardziej niż kiedykolwiek urzeczywistnienia tej idei. 19 kwietnia z podobnym oświadczeniem wystąpiła Rada Najwyższa Ukrainy. Poparła ona działania prezydenta, przyjmując tekst orędzia do patriarchy ekumenicznego Bartłomieja, z prośbą o udzielenie Tomosu o autokefalii dla ukraińskiego prawosławia.

Negocjacje z patriarchą Bartłomiejem toczono w trójkącie: Patriarchat Kijowski - Patriarchat Ekumeniczny - Państwo Ukraińskie. Państwo było reprezentowane przez jego przedstawicieli z najwyższej półki: prezydenta Piotra Poroszenkę, przewodniczącego Parlamentu Andrija Parubija i premiera Wołodymira Hrojsmana. Świadczy to, że niezależność prawosławia w Ukrainie od Moskwy należy do najwyższych priorytetów ukraińskich władz i stanowi kwestię bezpieczeństwa państwa.

Dla Konstantynopola - którego pozycja jako głównego centrum i arbitra w świecie prawosławnym jest zagrożona przez Moskwę - rozwiązanie "kwestii ukraińskiej" jest również priorytetem rangi najwyższej. Nie rozwiązanie jej, pozostawia pod dominacją moskiewskiego centrum Kościół prawosławny na Ukrainie, posiadający ciągłość od czasów apostolskich, liczący dziś 250-280 mln wyznawców.

Ponadto prawosławie rosyjskie, dzięki swym możliwościom finansowym i organizacyjnym, powoli zaczyna wypierać i przyćmiewać struktury konstantynopolskie. Np. Święta góra Athos, centrum duchowości prawosławia, dosłownie zalewana jest przez rosyjskich mnichów.

Dziś, to właśnie Ukraina jest miejscem, gdzie można powstrzymać pochód moskiewskiego Kościoła prawosławnego, sprzężonego w nieomal jeden organizm z obecnym rosyjskim reżimem.

Sprawa ukraińska z perspektywy światowego prawosławia

Kwestia przezwyciężenia podziałów wśród prawosławnych na Ukrainie i nadania im statusu jednej i niepodzielnej autokefalicznej Cerkwi, stanowi jeden z kluczowych problemów dla współczesnego prawosławia. Stanowiła ona też główny temat rozmów kuluarowych w trakcie obrad Soboru Powszechnego Prawosławia, który zebrał się na Krecie w czerwcu 2016 r. Ojcowie Soboru rozważali ją jednak poza porządkiem obrad. Był to wynik działań patriarchy moskiewskiego Cyryla, który jako warunek uczestnictwa delegacji swojego Kościoła w soborze, postawił nie poruszanie tej kwestii. Jednak – obawiając się takiego rozwoju rzeczy - i tak tam nie przyjechał.

Specyfiką sytuacji ukraińskiej jest fakt, że prawosławie w tym kraju jest podzielone na trzy jurysdykcje (odrębne Kościoły), z których tylko jeden, ten podporządkowany Moskwie posiada oficjalny status kanoniczny. Patriarcha Bartłomiej uważa, że udzielenie statusu tylko jednej z konkurujących ze sobą jurysdykcji nie rozwiąże problemu, ale narazi na szwank autorytet Patriarchatu Ekumenicznego. Sytuację może zmienić zjednoczenie prawosławia na Ukrainie. Dlatego Patriarchat Ekumeniczny, będący do dziś kluczowym autorytetem dla całego prawosławia na świecie, zamierza rozwiązać problem autokefalii poprzez utworzenie jednego Lokalnego Kościoła Prawosławnego na Ukrainie. Na samej Ukrainie zjednoczenie trzech odrębnych Kościołów prawosławnych Kościoła wydaje się dziś możliwe, w przeciwieństwie do sytuacji sprzed kilku lat. A to dlatego, że wojna z Rosją przyśpieszyła tu umocnienie tożsamości narodowej Ukrainy i poczucia jej odrębności.

Oprócz tego, patriarcha Bartłomiej musi maksymalnie zneutralizować następstwa powstania nowego Kościoła lokalnego dla całego prawosławia na świecie. Winien więc tak to przeprowadzić, aby jedynym oponentem udzielenia autokefalii prawosławiu ukraińskiemu, był Patriarchat Moskiewski i aby nie znalazł on poparcia wśród innych Kościołów prawosławnych.

Tak jak ukraińska deklaracja niepodległości rozbiła ZSRR, tak ukraińska autokefalia kościelna osłabi Rosyjski Kościół Prawosławny. Bardzo łatwo jest policzyć, że po otrzymaniu autokefalii przez Ukrainę, Rosyjski Kościół Prawosławny spadnie z pozycji największego z Kościołów Prawosławnych na świecie, na drugą pozycję po ukraińskim. Dlatego fakt zwrócenia się Prezydenta i Parlamentu Ukrainy do patriarchy ekumenicznego Bartłomieja o darowanie ukraińskiemu prawosławiu autokefalii, rosyjski tygodnik prawosławny i Radio "Radonież" nazwały „podłożeniem bomby atomowej pod gmach Rosji”.

Dotychczasowa rusyfikacja Kościoła prawosławnego w Ukrainie

Przez siedem stuleci, zaczynając od chrztu Rusi-Ukrainy (988 r.) aż po rok koniec wieku XVII działała w Ukrainie jedna Cerkiew prawosławna. Tworzyła ją metropolia kijowska, jedna z sufraganii Patriarchatu Ekumenicznego w Konstantynopolu. Kres jej samodzielnego bytowi położyła ekspansja Moskwy. Ta ostatnia po dokonaniu podziału Ukrainy między siebie a Rzeczpospolitą (1685 r. traktat Grzymułtowskiego), włączyła metropolię kijowską do własnej jurysdykcji.

Kościół prawosławny w Ukrainie, uległszy stopniowej rusyfikacji przestał stanowić "podstawę wolności" Rusi Kijowskiej. Stanowił jedno z głównych narzędzi oddziaływania imperialnego centrum na miejscowe społeczeństwo. Zarówno w okresie cesarstwa rosyjskiego, jak i ZSRR, żaden z „ukraińskich” hierarchów, nie miał prawa ani możliwości reprezentowania stanowiska proukraińskiego.

Dziś, w warunkach wojny rosyjsko-ukraińskiej, wewnątrz Ukraińskiego Kościoła Patriarchatu Moskiewskiego, hierarchowie opowiadający się po stronie ukraińskiej stanowią mniejszość. Cerkiew Moskiewskiego Patriarchatu oficjalnie jest "apolityczna", ale w rzeczywistości niedwuznacznie stoi po rosyjskiej stronie konfliktu. Stanowi to ogromne zagrożenie dla Ukrainy.

Inne Kościoły prawosławne na Ukrainie

Ukraiński Autokefaliczny Kościół Prawosławny

Jego tworzenie rozpoczął dekret władz Ukraińskiej Republiki Ludowej (petlurowskiej), przyjęty 1 stycznia 1919 r., ogłaszający autokefalię tej ukraińskiej Cerkwi. Jej proklamowania dokonano uroczyście w katedralnym Sofijskim soborze Kijowa, wyzwolonego przez Wojsko Polskie. Po powstaniu tego Kościoła, Patriarchat Konstantynopolitański oficjalnie ogłosił, że wcielenie metropolii kijowskiej, dokonane przez Moskwę w roku 1686, było nielegalne, wobec czego obszary znajdujące się na zachód od granic Rosji z roku 1634 stanowią nadal jego terytorium kanoniczne.

14 października 1921 r., już pod władzą bolszewicką, która początkowo odnosiła się przychylnie do tworzenia oddzielnego ukraińskiego Kościoła, został zwołany Pierwszy Ukraiński Sobór Cerkiewny, w którym uczestniczyli przedstawiciele parafii i przedstawiciele ukraińskiej elity kulturalnej i naukowej. Sobór nie tylko wybrał zwierzchnika Kościoła, ale udzielił mu święceń biskupich. Został nim ksiądz Wasyl Lipkiwśkyj, wybitny działacz narodowy i tłumacz Pisma św. oraz liturgii na język ukraiński. Metropolita Wasyl wyświęcił też biskupów diecezjalnych. Stworzony w ten sposób Ukraiński Autokefaliczny Kościół Prawosławny przetrwał do bolszewickich represji w latach trzydziestych. Metropolita i ostatni jego kapłani zostali rozstrzelani w roku 1937. Przed rozgromieniem UAKP, udało się założyć diecezję wśród Ukraińców w Kanadzie. Jej władyką (ordynariuszem) został biskup Iwan (Teodorowycz). Diecezja ta okazała się "przetrwalnikiem Kościoła".

Próbę odbudowy własnego państwa Ukraińcy podjęli w trakcie drugiej wojny światowej. 30 czerwca 1941, w dniu zajęcia Lwowa przez wojska niemieckie, ukraińscy nacjonaliści ogłosili Akt Odnowienia Państwa Ukraińskiego. Tymczasowy Rząd zachodnich obwodów Ukrainy, z Jarosławem Stećką jako premierem, został jednak w całości aresztowany przez gestapo w ciągu 7 dni.

Na zajmowanych przez wojska niemieckie ziemiach radzieckiej Ukrainy, ludność spontanicznie otwierała świątynie pozamykane przez władze bolszewickie. Przywracaniem ich do życia zajęli się głownie kapłani Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Przewodził im biskup łucki Polikarp (Sikorski), mianowany przez Dionizego (Waledyńskiego) metropolitę warszawskiego i całej Polski tymczasowym administratorem Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego na wyzwolonych spod władzy radzieckiej ziemiach Ukrainy. W ten sposób zwierzchnik Cerkwi polskiej dołączył Kościół Ukraiński do polskiej autokefalii. Dzięki niej, wszyscy biskupi otrzymujący sakrę biskupią w okresie wojny w tym Kościele byli w pełni kanonicznymi hierarchami prawosławnymi.

Największą rolę spośród nich odegrał Stepan Skrypnyk, siostrzeniec Semena Petlury, żołnierz wojsk URL, a w dwudziestoleciu międzywojennym poseł na Sejm RP. Skrypnik w czerwcu roku 1942 otrzymał w Sofijskim soborze Kijowa chirotonię biskupią z rąk metropolity Dionizego.

Po wojnie wraz z innymi biskupami UAKP, duchowieństwem i ich rodzinami, znalazł się w Kanadzie, gdzie w roku 1950 doprowadził do zjednoczenia ukraińskich prawosławnych z USA. Zjednoczony Kościół został nazwany Ukraińskim Kościołem Prawosławnym w USA. Zaczynając od lata 1988 r., kiedy ekipa Michaiła Gorbaczowa zezwoliła na uroczyste obchody Tysiąclecia Chrztu Rusi, kapłani UKP z Ameryki, zaczęli masowo wracać do ojczyzny. Przystąpili oni do odbudowy UAKP na jego własnym terytorium.

W roku następnym, w soborze św. św. Piotra i Pawła we Lwowie ogłoszono oficjalne odnowienie UAKP. Z kolei na soborze lokalnym w 1990 r. w Kijowie, przyjęto nowy status Kościoła, a metropolicie Mstysławowi przyznano tytuł Patriarchy Kijowskiego i całej Ukrainy. Władze ukraińskie odmówiły jednak autokefalistom, zwrotu świątyń i innych budynków. Nowe parafie mogły powstawać tylko dzięki przechodzeniu do Kościoła autokefalicznego wspólnot parafialnych z oficjalnego Kościoła Patriarchatu moskiewskiego. Już w początkach roku 1992 UAKP posiadał ponad 600 własnych parafii.

Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego

Powstał wiosną 1992 r. w wyniku rozłamu w ramach Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego. W roku 1991 po ogłoszeniu przez Ukrainę niepodległości, metropolita Filaret (Denysenko) zwołał sobór lokalny biskupów z Ukrainy, który ogłosił powstanie Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego i zwrócił się do patriarchy moskiewskiego z prośbą o nadanie "pełnej niezależności kanonicznej”, czyli autokefalii. Patriarcha Aleksy odmówił udzielenia autokefalii "na danym etapie historycznym", a od metropolity Filareta zażądał dymisji. W trakcie obrad moskiewskiego soboru metropolita Filaret, znajdując się "pod silnym naciskiem i huraganem krytyki" zgodził się złożyć swój urząd, ale powróciwszy do Kijowa odmówił wypełnienia danego słowa i po raz drugi, na początku roku 1992 zwrócił się do patriarchy Aleksego z prośbą o nadanie autokefalii. Wtedy patriarcha moskiewski zwołał kolejny sobór, na którym tylko czterech biskupów odważyło się zagłosować za autokefalią. A 27 maja 1992 metropolita Filaret został pozbawiony urzędu. Na jego miejsce sobór, a faktycznie patriarcha Aleksy, powołał metropolitę Wołodymira (Sabodana), wybitnego duszpasterza i bez wątpienia ukraińskiego patriotę, ale człowieka nie umiejącego wyobrazić sobie swojego Kościoła bez zwierzchnictwa Moskwy.

Metropolita Filaret został także pozbawiony wszystkich swoich godności a nawet święceń kapłańskich, zachowując jedynie śluby zakonne. Nie ustąpił jednak, poparty przez Leonida Krawczuka, prezydenta Ukrainy i ostatecznie uzyskał poparcie części swoich biskupów i prawie połowy duchowieństwa, za którymi poszła niemała część wiernych. Wtedy metropolita Filaret zwrócił się z prośbą do patriarchy ekumenicznego Bartłomieja z prośbą o uznanie autokefalii.

Nieudane próby zjednoczenia ukraińskich Kościołów Prawosławnych

W czerwcu 1992 r. metropolita Filaret zwołał do Kijowa Ogólnoukraiński Sobór Lokalny, w którym oprócz jego zwolenników wziął udział Ukraiński Autokefaliczny Kościół Prawosławny. Przedstawiciele obu Kościołów zjednoczyli się w jeden Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego. Na zwierzchnika Kościoła sobór wybrał zaocznie patriarchę UAKP Mstysława (Skrypnyka), zachowując jego tytuł Patriarchy Kijowskiego i całej Ukrainy. Filaret został wyznaczony na jego następcę, zachowując tytuł Metropolity Kijowskiego. Na mocy ustawy przyjętej przez Parlament Ukrainy, zarówno cały majątek nieruchomy i ruchomy, który utrzymali w swoich rękach zwolennicy metropolity Filareta, jak i majątek którego dorobił się UAKP, stał się własnością Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego.

Zjednoczenie ukraińskiego prawosławia, po upływie trzech lat zakończyło się fiaskiem. Część episkopatu i duchowieństwa wywodząca się rozwiązanego UAKP w żaden sposób nie była w stanie znaleźć wspólnego języka z metropolitą Filaretem, który jako zastępca przebywającego w Kanadzie patriarchy Mstysława faktycznie kierował Kościołem. Zarzucali mu despotyzm i autorytarny styl rządzenia. Patriarcha Mstysław przyjechał do Kijowa w lipcu i zdystansował się wobec osoby swojego zastępcy.

Po śmierci sędziwego patriarchy Mstysława został zwołany Sobór dawnego UAKP, na którym została zerwana unia Kościołów. Sobór ten 7 września 1993 r. dokonał wyboru własnego Patriarchy Kijowskiego i Całej Ukrainy, którym został hieromnich Dymitr Jarema.

Natomiast zwolennicy metropolity Filareta, zachowawszy dotychczasową nazwę UKP PK, zwołali swój Sobór Lokalny, na którym 24 października 1993 r. wybrali metropolitę Wołodymira (Romaniuka) na urząd Patriarchy. Niestety długoletnie uwięzienie nie pozostało bez śladu na jego zdrowiu. Umarł on po okresie rządow trwającym 19 miesięcy. 22 października 1995 roku Sobór Lokalny UKP PK wybrał metropolitę Filareta swoim trzecim w kolejności patriarchą. Od tego czasu patriarcha Filaret, mimo podeszłego wieku (ur. w 1929 r.) skutecznie działa podnosząc rangę i prestiż swojego Kościoła

Jesienią roku 2017, patriarcha Filaret wystosował list do patriarchy moskiewskiego Cyryla (Gundiajewa), zwracając się o przywrócenie komunii modlitewnej i eucharystycznej z wiernymi Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego. Synod RKP uznał ten list za "pierwszy krok w kierunku przezwyciężenia podziału" i licząc na to, że Filaret złoży samokrytykę i w charakterze "skruszonego grzesznika", powróci razem ze swoim Kościołem na łono Patriarchatu Moskiewskiego. Filaret odpowiedział, że Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego nigdy nie powróci do Patriarchatu Moskiewskiego, a on ubiega się i nadal będzie się ubiegać się o pojednanie, aby stworzyć autokefaliczny, samodzielny Ukraiński Kościół Prawosławny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Stowarzyszenie Przyjaciół Ludzkiego Życia - 1%

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem