Reklama

Afrykańskie safari miłości

2018-01-03 10:32

Małgorzata Kaleta
Niedziela Ogólnopolska 1/2018, str. 16-17

W trakcie organizowania przez Nowojorski Klub Podróżnika wyjazdu do Kenii i Tanzanii zgłosiła się Małgorzata Kaleta. Powiedziała mi, że wybiera się na tę wycieczkę z nadzieją, że spotka tam s. Rut Ciesielską, która od wielu lat pracuje na misjach w Tanzanii

Małgosia wspierała materialnie jej misję, ale po pewnym czasie kontakt się urwał. Postanowiliśmy zatem odszukać siostrę. Pytaliśmy o nią w jej macierzystym zgromadzeniu, pisaliśmy do Episkopatu Polski, ale nie otrzymaliśmy konkretnej odpowiedzi, gdzie obecnie przebywa. Równolegle próbowaliśmy ją odnaleźć przez Internet. Aż pewnego dnia, ku swemu zaskoczeniu, zobaczyłem na moim profilu na Facebooku zaproszenie od s. Rut. Wtedy się okazało, jaki był powód trudności w nawiązaniu kontaktu z siostrą. Otóż aby jeszcze lepiej służyć głodującym dzieciom w Afryce, założyła w diecezji Musoma w Tanzanii Zgromadzenie Dobrych Samarytanek. Siostry z tej wspólnoty odnajdują i przygarniają porzucone, osierocone dzieci, którym bardzo często grozi śmierć głodowa. S. Rut postanowiła zbudować dla nich sierociniec. Stanęła wobec ogromnego wyzwania – skąd wziąć pieniądze na budowę? Próbowała je zdobyć na różne sposoby, ale skutek był marny. Jak sama później wyznała, po nieprzespanej nocy wypełnionej modlitwą kliknęła rano na przypadkowy adres na Facebooku. Był to mój adres. I tak nawiązaliśmy kontakt. Całym sercem w pomoc misji zaangażowała się Małgosia i stała się głównym motorem tej szlachetnej akcji. Aby skuteczniej działać, założyliśmy w Nowym Jorku Wspólnotę Dobrego Samarytanina. Z nominacji biskupa Musomy i s. Rut Małgosia została koordynatorką tej wspólnoty, a ja – kapelanem. W przyszłości wspólnota przybierze formę trzeciego zakonu.

Zbiórkę pieniędzy na sierociniec zaczęliśmy od Amerykańskiej Częstochowy – Doylestown. Później w realizację tego szlachetnego celu włączyło się wiele osób i organizacji. Radowało się nasze serce, gdy widzieliśmy, jak rosną mury sierocińca za pieniądze przez nas zebrane i ofiarowane.

Reklama

Wspólnota Dobrego Samarytanina prowadzi także dzieło adopcji osieroconych dzieci. Jak bardzo jest to ważne, pokazały pierwsza rozmowa Małgosi z adoptowaną córeczką Julianną i późniejsze spotkanie z nią. Rozmowa na Skypie była niesamowitym przeżyciem dla Julianny i Małgosi. Dziewczynkę rozpierała radość, chociaż wstydliwie zasłaniała twarz. W pewnym momencie Małgosia zadała pytanie, jak się jej podoba nowa mama. Zawstydzona dziewczynka powiedziała do s. Rut: „Kocham ją”. Małgosia zapytała małą, jaki prezent chce otrzymać, gdy się spotkają w Afryce. Julianna odpowiedziała: „Twoją fotografię”. „Dobrze, ale co jeszcze?” – dopytywała Małgosia. „Ciastko” – odpowiedziała szczęśliwa dziewczynka. Siostra później wyjaśniła, że dzieci, którymi się opiekuje, nie otrzymują tu prezentów – cukierek, ciastko to już coś wielkiego. Dla Julianny najważniejsze było, że jest dla kogoś ważna, może mówić: „mamo”, że ktoś ją pokochał i się o nią troszczy. Małgosia dla wszystkich dzieci z sierocińca od tej pory nie jest już Małgosią, tylko mamą Julianny. Dziewczynka po tej rozmowie cały dzień była niezwykle radosna, a gdy rano się obudziła, podekscytowana powiedziała: „Śniło mi się, że moja mamusia dzisiaj mnie odwiedziła”. Dla tej osieroconej dziewczynki rozpoczął się nowy, cudowny etap w życiu. W tym wszystkim nie było najważniejsze materialne wsparcie, ale to, że może mówić do kogoś: „mamo”. Dla Małgosi wyjazd do Tanzanii był niezwykle ekscytujący, bo po raz pierwszy mogła przytulić swoją adoptowaną córeczkę. Ale o tym niech opowie ona sama.

Ks. Ryszard Koper

***

Wyprawa do Kenii i Tanzanii była dla nas niesamowitym przeżyciem. Urzekająca fauna i flora, niezwykła atmosfera tej niepowtarzalnej ziemi wpisywały się w naszą pamięć jako najpiękniejsza podróż życia. Każdego dnia kamienistymi i wyboistymi drogami przemierzaliśmy jeepami dziesiątki kilometrów kenijskich i tanzańskich bezdroży.

Peryferie świata

Pośród tego egzotycznego piękna natury, afrykańskiego folkloru dostrzegaliśmy ogromną biedę mieszkańców tej ziemi. Nasze serca pękały z bólu, gdy widzieliśmy brudne, wychudzone, bose dzieci w podartych ubraniach, które biegły za naszymi jeepami w nadziei, że dostaną coś do jedzenia. Prawie wszyscy podróżnicy z naszej grupy dzielili się tym, czym tylko mogli; oddawali posiłki przygotowane na drogę przez hotel, rozdawali słodycze i wszystko, co mieli ze sobą. Wielu z nas zabrało niewiele osobistych rzeczy, a walizki zostały wypełnione m.in. cukierkami, które rozdawaliśmy po drodze. Dla tych dzieci nawet nadgryziona kanapka była ogromnym darem, pozwalającym zaspokoić głód. Ta podróż odmieniła spojrzenie na życie niejednego z nas. Gdy mieszkamy w USA czy w Polsce, nie doceniamy dóbr, którymi Bóg obdarowuje nas każdego dnia. Wydaje nam się, że czysta pitna woda czy chleb to coś, co po prostu zawsze jest. W Afryce chleb jest rzadkim przysmakiem, a po pitną wodę trzeba iść kilometrami z wiaderkiem na głowie.

Kiedy przemierzaliśmy wyboiste drogi, z kilometra na kilometr w naszych sercach potęgowało się uczucie współczucia dla tych biednych, niewinnych dzieci, które żyją w tak nieludzkich warunkach. Z niecierpliwością oczekiwaliśmy także dnia, kiedy dotrzemy do Tanzanii, do s. Rut, która przy wsparciu Wspólnoty Dobrego Samarytanina z Nowego Jorku buduje sierociniec dla porzuconych afrykańskich sierot, by je ratować od śmierci głodowej. Dla mnie to oczekiwanie miało wyjątkowy charakter – otóż po raz pierwszy miałam spotkać dziewięcioletnią Juliannę, moją adoptowaną córeczkę, która kiedyś była jedną z takich błąkających się, głodnych dzieci, a teraz ma co jeść, ma gdzie mieszkać i dzięki mojemu wsparciu finansowemu będzie miała szansę na edukację i lepszą przyszłość. Wiem, że nie zmienię całego świata, nie nakarmię wszystkich głodnych, ale świadomość tego, że mogę odmienić życie chociaż jednej żyjącej tam dziewczynki, nadaje sens temu, co robię, w myśl powiedzenia: „Pomoc jednej osobie nie zmieni całego świata, ale może zmienić świat jednej osoby”.

U celu

Do Musomy dotarliśmy trochę spóźnieni, bo nawet wytrawni afrykańscy kierowcy pobłądzili na tanzańskich bezdrożach, a ponadto jeden z naszych jeepów stracił tylne koło wraz z osią. Ale po dotarciu do celu czekała nas miła niespodzianka. Otóż sam biskup Musomy Michael Msonganzila przyjechał na nasze powitanie. Jest on niesamowicie serdecznym i wrażliwym człowiekiem. To on ofiarował s. Rut – założycielce i przełożonej Zgromadzenia Dobrych Samarytanek działkę nad Jeziorem Wiktorii, aby zbudowała tu dom dla bezdomnych i głodnych sierot. Po serdecznym powitaniu przez bp. Michaela, ks. Edwarda i s. Rut oraz wręczeniu nam wszystkich koniecznych dokumentów, aby Wspólnota Dobrego Samarytanina w Nowym Jorku mogła jeszcze skuteczniej działać i wspierać budowę sierocińca, jak również listów z podziękowaniem dla naszych ofiarodawców, mogłam wreszcie zobaczyć moją adoptowaną córeczkę Juliannę.

Spełnia się sen dziecka

Julianna od pierwszej rozmowy na Skypie nazywała mnie swoją mamą. Gdy my załatwialiśmy formalności z księdzem biskupem, Julianna siedziała w ogrodzie, czekając z niecierpliwością na spotkanie. Kiedy wyszłam na zewnątrz i zawołałam: „Julianna!”, dziewczynka podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję. To było niesamowite przeżycie – jej małe serduszko biło przy moim. Uniosłam moją małą córeczkę na rękach, a ona wtuliła się we mnie i patrzyła na mnie swoimi tryskającymi radością ślicznymi oczyma. Kiedy usiłowałam postawić ją na ziemi, podkurczała nóżki – dawała mi znak, że nie chce opuścić moich ramion. S. Rut, widząc to, podeszła do mnie i powiedziała: – Małgosiu, właśnie teraz spełnia się jej sen – marzenie z ostatniej nocy. Dzisiaj rano twoja córeczka po przebudzeniu przybiegła do mnie i z ogromną radością powiedziała: „Siostro, siostro... śniło mi się, że dzisiaj przyjechała moja mama i cały dzień nosiła mnie na rękach”. Zrozumiałam wtedy, jak ogromne znaczenie dla tych porzuconych dzieci ma bliskość drugiego człowieka, kogoś, kto je pokocha, do kogo mogą powiedzieć: mamo, tato.

Przez cały pobyt nosiłam Juliannę na rękach, tuląc ją do siebie, aby choć przez chwilę mogła poczuć, że gdzieś daleko jest ktoś, kto bardzo ją kocha.

Zarażeni dobrem

Wszyscy uczestnicy Nowojorskiego Klubu Podróżnika, którzy wzięli udział w tej wyprawie, zostali zaproszeni na plac budowy sierocińca. Po dotarciu na miejsce s. Rut wraz z ks. Edwardem oprowadzili naszą grupę po pierwszym skrzydle sierocińca, w którym trwają prace wykończeniowe, oraz drugim, które jest w budowie. Pokazali także miejsce, gdzie zostaną wybudowane dwa kolejne skrzydła, gdy tylko znajdą się na to fundusze. W tym czasie podszedł do mnie ksiądz biskup, chwycił mnie za rękę i powiedział: – Dziękuję ci i ks. Ryszardowi, że zorganizowaliście pomoc na budowę naszego sierocińca. Wiem, że kosztowało was to wiele pracy, stresu i nieprzespanych nocy, ale zobacz, to dzięki temu powstaje wspaniałe dzieło. To jest wspaniały pomnik szlachetnych serc naszych darczyńców. Po czym, wskazując na sierociniec, dodał: – Dzięki waszej pracy, ofiarności wielu ludzi tam, w Ameryce, nasze błąkające się, głodne dzieci ulicy będą miały swój wymarzony dom. Te słowa całkowicie rozwiały moje wątpliwości. Zrozumiałam, że oni bez naszej pomocy nie są w stanie tej budowy ukończyć, że nie możemy się poddać, musimy ich wspierać. Tu dodam, że w ciągu 3 miesięcy działalności Wspólnoty Dobrego Samarytanina na budowę sierocińca wpłynęło prawie 50 tys. dol.

W czasie wizyty na budowie s. Rut pokazała nam krowy, które wcześniej zakupiliśmy dla sierocińca. A gdy przekazywaliśmy jej pieniądze, które zebraliśmy podczas różnego rodzaju akcji charytatywnych, oraz ofiary przekazane nam na ten cel, zauważyliśmy, że za nami ustawiła się kolejka. Część naszych pielgrzymów, widząc dzieło s. Rut, postanowiło wesprzeć jej budowę. Byli też tacy, którzy gdy usłyszeli o Wspólnocie Dobrego Samarytanina w Nowym Jorku i akcjach przez nią prowadzonych, sami zorganizowali zbiórkę pieniędzy i ubrań wśród swoich znajomych, aby dołożyć cegiełkę do tego szlachetnego dzieła. W czasie spotkania przekazaliśmy walizki z plecakami i przyborami szkolnymi, ubraniami i butami. Radość dzieciaków na widok walizek pełnych ubrań, zabawek, zeszytów czy słodyczy była przeogromna. Zapewne sam Bóg w niebie się radował, widząc naszą solidarność z najuboższymi dziećmi, cierpiącymi nie ze swojej winy.

Zdjęcia: ks. Ryszard Koper i Małgorzata Kaleta – koordynatorka Wspólnoty Dobrego Samarytanina w Nowym Jorku
Więcej informacji o afrykańskich misjach i formach pomocy znajdziemy na stronie internetowej: nytravelclub.com.pl w sekcji: „Uratuj życie dziecka – Afrykańskie misje”.

Obraz Matki Bożej Częstochowskiej pojedzie na ŚDM do Panamy

2018-07-18 09:39

it / Częstochowa (KAI)

Ikona Matki Bożej Częstochowskiej „Od Oceanu do Oceanu”, peregrynująca po świecie w intencji obrony cywilizacji życia, będzie w Panamie na Światowym Spotkaniu Młodych z papieżem Franciszkiem. Obraz nawiedza teraz Ekwador, ale już pod koniec listopada ma trafić do Republiki Panamskiej, gdzie rozpoczną się przygotowania do spotkania młodzieży.

Archiwum HLI
Ikona Matki Bożej Częstochowskiej w swojej pielgrzymce przez region Santo Domingo w Ekwadorze nawiedza parafie i szkoły

Ikonę Matki Bożej Częstochowskiej „Od Oceanu do Oceanu” zaprosił do Panamy abp José Domingo Ulloa Mendieta., przewodniczący lokalnego komitetu organizacyjnego. Postanowił, że „Jej bazą” będzie kaplica pw. św. Jana Pawła II, w przekonaniu, że „młodzi na pewno przyjdą na spotkanie z Mamusią św. Jana Pawła II”.

Obecność wędrującej przez świat „Od Oceanu do Oceanu” Ikony Częstochowskiej będzie okazją do zaprezentowania młodzieży z całego świata Jej ikonograficznego wizerunku i przekazania wiedzy o Jej historii i przesłaniu. Będzie także zwróceniem ich oczu na Polskę i sanktuarium na Jasnej Górze.

Telewizja katolicka w Panamie podczas pobytu w biurze Human Life International - Polska oraz w Częstochowie przygotowała filmy informacyjne o historii Ikony oraz o pielgrzymce „Od Oceanu do Oceanu”. Będzie to wówczas także okazja do poruszania niezwykle ważnej tematyki obrony ludzkiego życia. Z tego powodu zdecydowano, że Ikona powinna przybyć do Panamy już na początku grudnia, gdy zjadą się wolontariusze z całego świata, którzy po szkoleniach i spotkaniach będą odpowiedzialni za porządek podczas całego spotkania.

Podczas Światowych Dni Młodzieży Obraz znajdować się będzie w jednym z kościołów stacyjnych, bo na głównych spotkaniach z Ojcem Świętym będzie obecna patronka Panamy, Santa María la Antigua (Matka Boża Starsza).

Kustoszem Ikony w Ekwadorze jest polski misjonarz ks. Leon Juchniewicz, który ma wielkie doświadczenie duszpasterskie, gdyż pracuje tam już ponad 30 lat. Będzie też prowadzić spotkania z liderami podczas przygotowań do Światowych Dni Młodzieży, ponieważ znakomicie zna język hiszpański oraz historię i znaczenie Ikony Częstochowskiej.

Już pod koniec listopada ks. Leon powinien zawieźć Ikonę do Panamy. Wszystko jest zaplanowane, ale jak napisała w komunikacie pomysłodawczyni i organizatorka peregrynacji Obrazu „Od Oceanu do Oceanu” Ewa Kowalewska, potrzebne są pieniądze na bilety do Panamy.

- Poświęconej kopii Ikony Częstochowskiej podczas drogi samolotem zawsze towarzyszy kustosz, odpowiedzialny za Jej bezpieczeństwo i odpowiednie traktowanie. Nigdy nie nadajemy Jej na cargo, jak zwykłego ciężkiego pakunku. Byłoby to uwłaczające godności Matki Bożej, która - jak wierzymy - jest obecna poprzez swoją Ikonę. Podróżuje zatem razem z kustoszem, który musi opłacić dodatkowy nadbagaż, a skrzynia z Ikoną jest ciężka - waży 45 kg. Do tego dochodzą elementy feretronu i oprzyrządowania. Dotychczas jednak ten system się sprawdzał i oprócz sporego zamieszania i wysiłku z wożeniem na lotnisko, było dobrze. Koszt biletów i opłata za nadbagaż wynosi ok. 930 dolarów - wyjaśnia Ewa Kowalewska.

Kowalewska zachęca: „pomóżcie przewieźć Ikonę do Panamy!”. Dodaje: zwracamy się więc do Przyjaciół. To my, Polacy powinniśmy zadbać o naszą Królową i postarać się, aby mogła spotkać się z młodzieżą z całego świata”.

Ks. Juchniewicz prowadzi ubogą parafię i szkołę katolicką, więc nie ma żadnych możliwości, aby opłacić tę podróż. Ofiarowuje jednak swój cenny czas, pomoc i zaangażowanie duszpasterskie. Szczegółowe informacje, jak to zrobić, znajdują się na stronie: www.odoceanudooceanu.pl.

34. Światowe Dni Młodzieży Panama 2019 odbędą się od 22 do 27 stycznia 2019 r. w stolicy Panamy. Jak powiedział przewodniczący lokalnego komitetu organizacyjnego, abp Jose Domingo Ulloa Mendieta, wybór daty spotkania podyktowany został względami klimatycznymi, ponieważ styczeń jest miesiącem letnim. Ponadto, jest to pora sucha, która sprzyja organizacji wydarzeń plenerowych.

Tematem spotkania wyznaczonym przez papieża, są słowa Matki Bożej, zaczerpnięte z Ewangelii wg św. Łukasza: „Oto ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według słowa twego” (Łk 1,38). Także na lata 2017 i 2018, kiedy ŚDM są obchodzone w wymiarze diecezjalnym w Niedzielę Palmową, papież zaproponował słowa Maryi: „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1,49) i te, które do niej się odnosiły: „Nie bój się Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” (Łk 1,30).

Jak powiedział KAI koordynator generalny komitetu organizacyjnego ŚDM w Panamie, ks. Romulo Aguilaro, okres przygotowań do ŚDM będzie w tym kraju czasem odnawiania maryjnej pobożności, która towarzyszy Panamczykom od początku istnienia wspólnoty Kościoła na kontynencie amerykańskim. Zapowiedział też, że patronka Panamy, Matka Boża Starsza (Santa Maria la Antigua) będzie jedną z głównych postaci spotkania młodych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trudności ateistów z podejściem do Całunu Turyńskiego

2018-07-19 08:45

(KAI/vaticannews) / Liverpool/Turyn

Specjaliści od medycyny sądowej z Liverpoolu stwierdzili, że na Całunie Turyńskim jest za dużo śladów krwi. Zdaniem znawców zagadnienia są to słabe argumenty, tym bardziej że nie analizowano samych śladów, lecz przeprowadzono jedynie symulacje na manekinach. Problem z tym niezwykłym kawałkiem płótna mają przede wszystkim niewierzący i krzewiciele ateizmu, a nie katolicy, dla których prawdziwość bądź fałszywość tej relikwii w niczym nie zmieni ich wiary. Ale jeśli Całun jest autentyczny, to trudno podważyć prawdziwość historycznych wydarzeń dotyczących Jezusa z Nazaretu, łącznie z Jego zmartwychwstaniem.

Graziako
Wizerunek Jezusa z Całunu Turyńskiego

W ten sposób włoska badaczka prof. Emanuela Marinelli, cytując kard. Giacomo Biffiego (1928-2015), skomentowała w Radiu Watykańskim kolejne sensacje na temat Całunu Turyńskiego. Jej zdaniem, tylko w ten sposób można wytłumaczyć łatwowierność i otwarcie niektórych środowisk na wszystko, co mogłoby podważyć autentyczność Całunu.

Uczona podkreśliła, że przedstawione 16 lipca dowody liverpoolskich specjalistów medycyny sądowej są bardzo słabe. Twierdzą oni bowiem, że na Całunie jest za dużo śladów krwi. Przyznają, że niektóre znajdują się na właściwym miejscu, inne zaś nie, w związku z czym wysuwają wniosek, że musiały zostać domalowane. Prof. Marinelli zaznaczyła, że dobrze zna te badania, bo przedstawiono je już przed 4 laty, ale dopiero teraz udało się je opublikować.

Według naukowców angielskich, przykładem śladów nieprawdziwych jest plama odpowiadająca ranie w boku Jezusa – powiedziała prof. Marinelli, dodając, że chodzi o wielką plamę krwi na Całunie w miejscu, gdzie Jezus został przebity włócznią. Tymczasem specjaliści z Liverpoolu nie nawiązują do poważnych badań, przeprowadzonych 40 lat temu, gdy prowadzono doświadczenia na ciałach ludzi, którzy - podobnie jak Jezus - zmarli na zawał serca. "Oni wzięli plastykowy manekin, taki jak w sklepie z odzieżą, nadziali na kij gąbkę z krwią i patrzyli, jak rozchodzi się krew po uderzeniu w bok manekina. Stwierdzili, że spływa ona inaczej niż na Całunie, stąd wysunęli wniosek o fałszywości Całunu. Przecież to niepoważne. To nie są poważne badania naukowe. Te zdjęcia z manekinem budzą tylko śmiech” - stwierdziła z mocą włoska uczona.

Przypomniała, że od kilkudziesięciu lat czynione są wielkie starania, by podważyć autentyczność Całunu. Inwestuje się w to wielkie pieniądze. Poważnym skandalem pozostaje też do dzisiaj sposób, w jaki przeprowadzono badania na datowanie płótna metodą radiowęglową, gdyż nie zachowano podstawowych kryteriów badań archeologicznych. Rozmówczyni rozgłośni papieskiej zwróciła uwagę, że próbkę do analizy pobrano z miejsca, najbardziej wystawionego na kontakt ze światem zewnętrznym, co - jak dobrze wiadomo - mogło wpłynąć na wynik badań.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem