Reklama

100 modlitw za Polskę

Święci w muzyce

2018-01-03 10:32

Marcin Tadeusz Łukaszewski
Niedziela Ogólnopolska 1/2018, str. 46-47

GRAZIAKO
Bazylika katedralna Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Sandomierzu - posąg św. Cecylii

Postaci świętych fascynowały licznych twórców sztuki – malarzy, rzeźbiarzy, poetów, powieściopisarzy, filozofów, reżyserów filmowych oraz kompozytorów. Można tu przedstawić liczne przykłady utworów muzycznych różnych epok, napisanych przez twórców polskich i zagranicznych. Liczba dzieł poświęconych świętym, powstałych na przestrzeni wieków, jest olbrzymia i stale się powiększa, również za sprawą wynoszenia na ołtarze kolejnych świętych i błogosławionych

W niniejszym artykule pomijam twórczość liturgiczną, czyli pieśni jednogłosowe ku czci świętych, a także utwory z pogranicza muzyki popularnej i rozrywkowej. Pomijam też twórczość maryjną, gdyż ta wymaga odrębnych rozważań.

Sami święci mieli zróżnicowane związki z muzyką. Patronką śpiewu i muzyki kościelnej jest św. Cecylia, którą – zgodnie z ikonograficzną tradycją – przedstawiano jako grającą na organach, psalterium, cytrze lub na harfie, chociaż z muzyką nie miała wiele wspólnego. Świętemu papieżowi Grzegorzowi Wielkiemu tradycyjnie przypisuje się powstanie śpiewu (chorału) gregoriańskiego, co też nie jest do końca prawdą, ponieważ za jego pontyfikatu skodyfikowano śpiewy liturgiczne powstałe znacznie wcześniej, a sam papież autorem tych śpiewów prawdopodobnie nie był. Św. Klemens Hofbauer, redemptorysta działający w klasztorze przy warszawskim kościele św. Benona na Nowym Mieście na przełomie XVIII i XIX wieku, wielce zasłużył się w popularyzacji muzyki sakralnej w tym ośrodku. Z kolei papież św. Pius X napisał słynne motu proprio „Inter pastoralis officii sollicitudines”, mówiące w całości o muzyce sakralnej, na które powoływali się później ojcowie soborowi, pisząc Konstytucję o Liturgii Świętej, której szósty rozdział jest poświęcony muzyce sakralnej.

To oczywiste, że wśród świętych są postaci „znane”, o szczególnym znaczeniu dla dziejów Kościoła powszechnego lub Kościołów lokalnych. W średniowieczu na ziemiach polskich powstawały jednogłosowe oficja rymowane o świętych: Stanisławie, Wojciechu, Jadwidze i Zygmuncie. Wielu świętym poświęcono szereg zróżnicowanych dzieł muzycznych. Są również tacy święci, którzy doczekali się na razie tylko pojedynczych kompozycji im dedykowanych.

Reklama

O św. Wojciechu np. powstały następujące utwory: Augustyna Blocha – „Hac festa die” na organy, chór i orkiestrę (1996); Henryka Mikołaja Góreckiego – „Kantata o św. Wojciechu Salve Sidus Polonorum” op. 72 na wielki chór mieszany, dwa fortepiany, organy i zespół instrumentów perkusyjnych (1997 – 2000); Juliusza Łuciuka – oratorium „Sanctus Adalbertus flos purpureus – historia śpiewana o życiu i męczeńskiej śmierci św. Wojciecha” na mezzosopran, tenor, baryton, chór mieszany i orkiestrę symfoniczną (1997, prawykonanie odbyło się w Częstochowie – na festiwalu „Gaude Mater”). Wiele drobnych utworów chóralnych o św. Wojciechu napisali na jubileusz tysiąclecia jego męczeńskiej śmierci (1997 r.) m.in. warszawscy kompozytorzy: Maria Pokrzywińska, Marian Sawa, Paweł Łukaszewski, Barbara Niewiadomska, Jan Węcowski. Utwory te powstały do łacińskich tekstów Jerzego Wojtczaka-Szyszkowskiego i Jana Węcowskiego – muzykologa i kompozytora.

Szczególnym szacunkiem i zainteresowaniem twórców cieszyła się postać św. Jana Pawła II. Utwory jemu poświęcone powstawały jeszcze za jego pontyfikatu. Książkę o nich napisała Krystyna Bielska („Jan Paweł II w utworach muzycznych. Bibliografia”, Fundacja Jana Pawła II – Ośrodek Dokumentacji Pontyfikatu, Rzym 1993; dziś niewątpliwie praca ta wymaga aktualizacji), która wyróżniła utwory dedykowane Ojcu Świętemu, mówiące o nim oraz napisane do jego zróżnicowanych tekstów (wierszy, dramatów, a także pism papieskich – adhortacji czy encyklik).

Można tu wymienić następujące utwory: Bronisława Kazimierza Przybylskiego, kompozytora łódzkiego – „Missa Papae Joannis Pauli Secundi” na sopran solo, chór mieszany i orkiestrę symfoniczną (1998); liczne utwory krakowskiego kompozytora Juliusza Łuciuka, którego twórczość wielokrotnie prezentowano na festiwalu „Gaude Mater” w Częstochowie, w tym m.in.: „Medytacje nad Księgą Rodzaju na progu Kaplicy Sykstyńskiej” – oratorium na mezzosopran, baryton i fortepian kolorystyczny do tekstu drugiej części „Tryptyku rzymskiego” Jana Pawła II (2006); „Sonet słowiański XV” na baryton, chór mieszany i orkiestrę instrumentów dętych (1995); „Sonet słowiański IX” na chór mieszany (1995); „Oremus pro pontifice Joanne Paulo Secundo” na chór mieszany (1992); „O, ziemio polska” na chór mieszany a cappella (1987); „Pieśń nadziei o papieżu słowiańskim” na chór mieszany a cappella (1978). Utwory chóralne Łuciuka stale utrzymują się w repertuarach polskich zespołów śpiewaczych. Swoje utwory dedykowali Ojcu Świętemu również tacy kompozytorzy, jak: Krzysztof Penderecki, Roman Palester, Joanna Bruzdowicz i wielu innych.

Postaci świętych, których życie i postawa duchowa zainspirowały kompozytorów do napisania utworów im poświęconych, są bardzo liczne. Z konieczności podaję ich subiektywny i retrospektywny wybór, z przewagą twórców polskich i ze szczególnym uwzględnieniem utworów napisanych w XX i XXI wieku. Może kiedyś nadarzy się okazja, aby na łamach „Niedzieli” przedstawić niektóre z nich w nieco szerszym ujęciu.

I tak oto wybór ten otwiera św. Andrzej Bobola: Andrzej Dutkiewicz – „Hymnus in honorem Sancti Andreae” na chór mieszany a cappella (1998); św. Antoni: Paweł Łukaszewski – „Beatus vir, Sanctus Antonius” na chór mieszany a cappella (2003); św. Cecylia: Franciszek Lessel (był jedynym polskim uczniem wielkiego Józefa Haydna w Wiedniu) – „Kantata na dzień Świętej Cecylii”; Marian Sawa – oratorium „Sancta Caecilia” na sopran solo, chór chłopięcy, chór męski, chór mieszany, dwoje organów, dzwony i smyczki (1997); św. Franciszek: Juliusz Łuciuk – „Franciszek z Asyżu” – oratorium na sopran, tenor, baryton, chór mieszany i orkiestrę symfoniczną (1976); Olivier Messiaen – „Święty Franciszek z Asyżu („Saint François d’Assise”)”, opera w trzech aktach (1975-83); św. Jan Złotousty (Chryzostom): Piotr Czajkowski – „Liturgia św. Jana Złotoustego” op. 41 na chór chłopięco-męski a cappella (1878); św. Jan Kanty: Juliusz Łuciuk – „Modlitwa do Świętego Jana Kantego” na chór mieszany (1990); św. Jan z Dukli: Paweł Łukaszewski – „Beatus vir, Sanctus Ioannes de Dukla” na chór mieszany a cappella (2001); bł. Jerzy Popiełuszko: Andrzej Panufnik – „Koncert” na fagot i małą orkiestrę (1984-85), dedykowany pamięci ks. Jerzego; Łukasz Urbaniak, kompozytor młodego pokolenia – „Missa in memoriam Beati Georgio Popiełuszko” na chór mieszany i małą orkiestrę symfoniczną (2012/13); św. Joanna d’Arc: Arthur Honegger, szwajcarski kompozytor działający we Francji – oratorium „Święta Joanna na stosie” („Jeanne d’Arc au bucher”, 1935, premiera 1938); Giuseppe Verdi – opera „Giovanna d’Arco” (premiera 1845); św. Kinga: Juliusz Łuciuk – „Święta Kinga”, pieśń na uroczystość kanonizacji Królowej Kingi na chór mieszany a cappella (1999); św. Klara: Juliusz Łuciuk – „O Świętej Klarze z Asyżu” – cztery pieśni na chór żeński (2004); św. Klemens Hofbauer: Marian Sawa – „Tryptyk o św. Klemensie Hofbauerze-Dworzaku” na baryton solo, chór mieszany i organy (2001); Paweł Łukaszewski – „Litania de Sancto Clemente” na sopran, chór mieszany, orkiestrę smyczkową lub organy (2001/2009); św. Maksymilian Maria Kolbe: Dominique Probst, kompozytor francuski – opera o św. Maksymilianie według libretta E. Ionesco, wystawiona w 1988 r. w Rimini, we Włoszech, chociaż zamówiona była przez Operę Paryską; Paweł Łukaszewski i Michał Sławecki skomponowali utwory na chór mieszany a cappella do tekstu „Ostatni list św. Maksymiliana do Matki”; św. Marcin: Paweł Łukaszewski – „Beatus Vir, sanctus Martinus” na chór mieszany a cappella (1996); św. Maria Magdalena: Paweł Łukaszewski – „Missa de Maria a Magdala” na sopran, baryton, chór, organy i orkiestrę (2010); św. Norbert: Juliusz Łuciuk – „Hymnus de Sancto Norberto” na chór chłopięcy lub żeński (1982); św. Rafał Kalinowski: Juliusz Łuciuk – „Święty Rafał Kalinowski – Pielgrzym Boży” – oratorium na sopran, tenor i chór mieszany (2007); święci Piotr i Paweł: Felix Mendelssohn-Bartholdy – oratorium „Paulus” op. 36 na głosy solowe, chóry, orkiestrę i organy (1834-36); Marian Sawa – „Hymnus in honorem Sancti Petri et Pauli” na organy (1994); Paweł Łukaszewski – „Beatus vir, sanctus Paulus” na chór mieszany a cappella (2003); św. Sebastian: Claude Debussy – „Męczeństwo św. Sebastiana” na orkiestrę („Le martyre de saint Sébastien”, 1911); św. Stanisław: Franz Liszt – oratorium „Legenda o św. Stanisławie” (zawierające popularne interludium „Salve Polonia”); Henryk Mikołaj Górecki – „Beatus vir” op. 38 – psalm na baryton solo, chór mieszany i wielką orkiestrę (1979), zamówiony przez kard. Karola Wojtyłę na rocznicę 900-lecia śmierci św. Stanisława, a wysłuchany już przez Jana Pawła II; Paweł Łukaszewski – „Splendor Patriae – Beatus vir, sanctus Stanislaus” (2003); św. Teresa z Lisieux: Wojciech Kilar – „Modlitwa do Małej Tereski” na chór mieszany a cappella (2013).

Na przykładzie powyższego zestawienia można zauważyć, że święci inspirowali wielu twórców na przestrzeni stuleci, także w czasach nam współczesnych. Zapoznanie się z niektórymi utworami o konkretnych świętych przez człowieka wierzącego może być w jakiś sposób pomocne w kulcie świętego, jakim się go obdarza. Można przypuszczać, że twórcy, pisząc dzieło poświęcone danemu świętemu, w wielu przypadkach kierowali się wiarą i szczególnym kultem danego świętego. Mogli się też zasugerować np. zamówieniem, w wyniku którego powstał dany utwór. Można zakładać, że warsztatowo dopracowane dzieło mogło zostać napisane przez twórcę niewierzącego. Dzieła wybitne o tematyce religijnej mogą zachwycić swoim pięknem także odbiorców niewierzących, nie wszyscy bowiem słuchacze są wierzący, mogą więc percypować dane dzieło w sposób czysto estetyczny. Kto wie, może takie dzieło przyczyni się do ich nawrócenia? Są to jednak rozważania daleko wykraczające poza ramy niniejszego tekstu, a którymi szerzej zajmuje się teologia muzyki.

Marcin Tadeusz Łukaszewski, muzyk, teoretyk muzyki, kompozytor

Chrześcijanie nie obchodzą Halloween

Marcin Konik-Korn
Edycja małopolska 43/2008

Tytuł tego artykułu właściwie nie jest prawdziwy. Jest w nim zawarte pobożne życzenie. Chrześcijanie, niestety, coraz częściej obchodzą to „święto”, które ani nie jest świętem, ani też nie da się pogodzić z wiarą w Chrystusa. W naszym kraju Halloween jest nowym zwyczajem, jeszcze niezakorzenionym. Warto więc podjąć zawczasu starania o to, by móc kiedyś śmiało powiedzieć: „chrześcijanie nie obchodzą Halloween”

pixabay.com

Są takie elementy amerykańskiej popkultury, które raz za razem wdzierają się do niegdyś konserwatywnej kulturowo Polski. Wcześniej św. Mikołaj został zastąpiony przez zlaicyzowaną maskotkę Coca-Coli, następnie walentynki wyparły wspomnienie św. Walentego, a teraz Halloween próbuje młodemu pokoleniu wywrócić w głowie sens uroczystości Wszystkich Świętych oraz Dnia Zadusznego.

Droga do piekła

Halloween to celtyckie, a zatem pogańskie święto. Związane było z obrzędami Samhain. W średniowieczu nadano mu nazwę All Hallows Eve - co znaczy - Wigilia Wszystkich Świętych. W skrócie Halloween. Halloween polegało na kontaktowaniu się z zaświatami, po to by odkryć przyszłość, nabrać mocy, zaspokoić potrzeby zmarłych. Zwyczaje te można porównać z obchodzonymi w naszej części Europy dziadami, tak dobrze zobrazowanymi przez Adama Mickiewicza w III części jego najważniejszego dramatu. Dziady jednak Kościół katolicki skutecznie wyrugował kilka wieków temu. W miejsce obrządków mających za cel kontakt z duchami, udało się wprowadzić kult zmarłych, polegający na czczeniu ich pamięci i modlitwie za nich. Dzięki temu od XII wieku w Kościele obchodzi się Dzień Zaduszny.
W XIX wieku zwyczaje Halloween dotarły wraz z emigrantami z Wysp Brytyjskich do Ameryki. Tam nabrały swojego kolorytu i komercyjnego charakteru. Smaczku (a może raczej niesmaczku) dodaje fakt, że w Nowym Jorku jest to dzień parad gejowskich. W XX wieku zmodyfikowana pogańska praktyka powróciła już nie tylko na Wyspy Brytyjskie, ale do całej Europy. Na ironię zakrawa fakt, że choć w niemal całej Europie udało się Kościołowi „ochrzcić” dziady, po 800 latach musi on ponownie walczyć o to, aby kult zmarłych nie miał okultystycznego charakteru. Tak to już jest, licho nie śpi.

Demonizowanie?

Wiele osób uśmiecha się pod nosem, kiedy poznaje stanowisko Kościoła na temat Halloween. Najczęściej ludzie używają argumentu: co złego jest w tym, że dzieci przebierają się za czarownice i diabliki? Albo: przecież to tylko zabawa, nie ma w niej nic złego. Problem polega na tym, że cała symbolika i atmosfera Halloween otwiera człowieka na rzeczywistość, o której gdyby człowiek wiedział, uciekałby, gdzie pieprz rośnie.
Taka oto dynia z zapaloną w niej świecą symbolizuje dusze błąkające się w postaci ogników. Tańce czarownic z diabłami i skrzatami przy ognisku (za te postaci przebierają się dzieci) mają za zadanie skontaktować człowieka z duchami. Wróżby mają na celu zajrzeć w zaświaty, by dowiedzieć się czegoś o nadchodzącej przyszłości.
Jak wiemy, wróżby to grzech śmiertelny przeciw Panu Bogu, który jest jedynym Panem Czasów. Nie wolno próbować wcielać się w Jego rolę i próbować odkrywać przyszłość, którą zaplanował. Otwieranie się zaś na duchy to zabawa z diabłem w chowanego, ale na takich zasadach, że jedynie człowiek szuka, a diabeł pozwala się znaleźć. Duchy istnieją. Z tym tylko, że dusze zbawione trwają w adoracji Boga, a nie zajmują się ziemskimi zabawami ludzi. Toteż kiedy wywołujemy duchy, możemy mieć pewność, że spotkamy albo duszę potępioną, albo demony. Bo choćby człowiek tę zabawę traktował zupełnie niepoważnie, to diabły odpowiadają na każde zaproszenie człowieka. Zresztą sama atmosfera Halloween bliższa jest naszym wyobrażeniom piekła niż nieba. Bo czy wyobrażamy sobie niebo jako miejsce, po którym hasają diabełki, potwory, kościotrupy i czarownice? A jeżeli nie, to po co bawić się w piekło? Czy zabawa w potępienie i przebieranie się za przyjaciół szatana jest miła Chrystusowi?
Wszyscy egzorcyści zwracają uwagę, że problemy opętań i schorzeń psychicznych na tle demonicznym zaczynają się niemal zawsze od niewinnych praktyk. Należą do nich: słuchanie obrazoburczej muzyki, wróżenie, kontaktowanie się z duchami, noszenie talizmanów czy też zabawa w piekło, diabły itp.

Marketingowe oszustwo

Najgorsze jest to, że sukces Halloween związany jest z zyskiem bardzo wielu osób. W okolicach Wszystkich Świętych można zarobić na zniczach i wiązankach. Wytwórcy zabawek i właściciele knajp pozazdrościli widać zysków i chcieliby również coś dla siebie uszczknąć. Stąd zależy im na zwiększaniu popularności Halloween. Jedni mogą dzięki temu sprzedać więcej upiornych strojów i zabawek, drudzy organizują imprezy w atmosferze horroru, podczas których wzrasta m.in. sprzedaż alkoholu.
Ludzie, którzy zarabiają w Polsce na Halloween, zwłaszcza jeżeli są ochrzczeni, sprzeniewierzają się wierze i tradycji dla pieniędzy. Sami ulegają marketingowemu oszustwu, że Halloween to tylko świecka zabawa, na której można zarobić kilka groszy, i organizują coś, co otwiera ich samych i innych ludzi na działanie szatana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Papież odpowiadał na pytania młodzieży i osób starszych

2018-10-23 20:48

pb (KAI/SIR) / Rzym

Papież Franciszek wziął udział w dialogu z młodzieżą i z osobami starszymi, jaki odbył się 23 października w Instytucie Patrystycznym Augustinianum w Rzymie. Była to jednocześnie promocja książki „Sharing the Wisdom of Time / La saggezza del tempo” (Dzielić się mądrością czasu), jaka powstała z inspiracji Ojca Świętego, i związanego z nią światowego projektu, mającego na celu „przymierze międzypokoleniowe”.

Grzegorz Gałązka

Książka, która ukazuje się jednocześnie w Stanach Zjednoczonych i we Włoszech, zawiera 250 świadectw, zebranych w formie wywiadów z osobami starszymi z ponad 30 krajów. Swym komentarzem opatrzył je Franciszek, z którym rozmawia o. Antonio Spadaro, dyrektor jezuickiego czasopisma „La Civiltà Cattolica”. Publikacja jest obecnie tłumaczona na wiele języków.

Witając Franciszka arcybiskup Panamy - José Domingo Ulloa Mendieta stwierdził, że dialog papieża z młodymi i dorosłymi jest coraz ważniejszy w czasach, w których dominuje kultura odrzucenia i tworzy się przepaść między pokoleniami. Poinformował, że w Panamie również stworzono przestrzeń dialogu między młodymi i starszymi w ramach przygotowań do styczniowych obchodów Światowych Dni Młodzieży. Stało się tak w odpowiedzi na radę Franciszka z ŚDM w Krakowie. Według hierarchy „zbiorowa pamięć” jest „antidotum na indywidualizm, który podważa więzi międzypokoleniowe” i jest jedną z „sił napędowych solidarności”, dającej miejsce „scenariuszom międzypokoleniowej współpracy”.

Odpowiadając na zadawane mu pytania, Franciszek sprzeciwił się „kulturze makijażu”, w której liczy się wygląd, osobisty sukces, osiągany nawet po trupach. Na „rynku hipokryzji” i konkurencji, symbolizowanym przez gest zamkniętej, zagarniającej dłoni, zaproponował gest antykonkurencji - wyciągnięcie otwartej dłoni ku innym, by witać i obejmować, bo jak mówili święci i sam Jezus: „więcej jest miłości w dawaniu niż w braniu”. W obliczu kultury, która niszczy uczucia, papież jako antidotum zaproponował służbę. - Dojrzalszymi, pewnymi siebie, uśmiechniętymi, z poczuciem humoru są ci młodzi, którzy idą naprzód, służąc - wskazał Ojciec Święty.

Wezwał młodych, by podejmowali w życiu ryzyko, bo bez tego nie osiągną dojrzałości, i by powiedzieli nie „kulturze zabezpieczeń na całe życie”, która polega na „byciu w porządku”. Zachęcił do kierowania się „kulturą wzajemnego współżycia, braterstwa, kulturą służby”, w której się otwieramy na innych i brudzimy sobie ręce.

Papież ponowił też swoje przekonanie, że wiarę zawsze przekazuje się w domu, w „dialekcie rodzinnym”. Wskazał, że w najtrudniejszych momentach historii, w czasach prześladowań religijnych, dyktatur, to babcie i dziadkowie uczyli wiary, zanosili do chrztu swoje wnuki, bo gdyby zrobili to rodzice, wówczas straciliby pracę lub padli ofiarą prześladowań.

Starszemu małżeństwu, które poruszyło temat oddalania się od wiary dzieci, którym ją przekazywali, Franciszek zalecił, by nie tracili pokoju ducha, nie starali się ich przekonywać, bo „wiara nie wzrasta na drodze prozelityzmu, lecz przez przyciąganie, jak mówił Benedykt XVI, czyli za sprawą świadectwa”. Opowiedział historię swej bezrobotnej znajomej, która się upijała. Jej matka rano przed wyjściem do pracy w milczeniu stawała przy jej łóżku i patrzyła na nią z czułością. To milczenie matki i jej czułość skłoniły młodą kobietę do zmiany życia, założenia rodziny i podjęcia kariery zawodowej. - Milczenie, które towarzyszy, a nie to, które oskarża - to cnota dziadków - dodał Ojciec Święty.

Jednocześnie stwierdził, że od wiary odciąga młodych „złe świadectwo” nie tylko w rodzinie, ale także w Kościele: „księża neurotycy, ludzie, którzy mówią, że są katolikami, a prowadzą podwójne życie”. Ci, którzy to widzą, tracą wiarę, bo „mają powód”, przyznał papież.

Zalecił rodzicom i dziadkom „wiele miłości, wiele czułości, zrozumienie, świadectwo i cierpliwość”, a także modlitwę na wzór matki św. Augustyna - św. Moniki, która „zwyciężyła łzami”. - Ale nigdy dyskutowanie, nigdy! To pułapka. Dzieci chcą wciągnąć rodziców w dysputę. Zawsze trzeba unikać bezpośredniej dysputy, bo to oddala. Zawsze [trzeba dawać] świadectwo w dialekcie, czyli z czułością, którą rozumieją - dodał Ojciec Święty.

Zachęcił swych słuchaczy, by zaczęli marzyć, tak jak w „pięknej piosence” Domenica Modugno „Volare” (Latać): „nel blu, dipinto di blu, felice di stare lassù” (w błękicie, pomalowany na błękitno, szczęśliwy, że jestem tam w górze). - Marzyć bezczelnie, bezwstydnie - podkreślił papież, dodając, że marzenia „nie znają ograniczeń”. Wyjaśnił, że oznacza to podjęcie marzeń osób starszych, co jest „sekretem relacji międzypokoleniowych”. Chodzi nie o to, by ich wysłuchać, nagrać i odejść, tylko by je nieść, gdyż marzenia, które nam przekazują są „ciężarem, odpowiedzialnością, którą musimy podjąć”, aby przyniosły owoc. Odwołał się przy tym do towarzyszącej spotkaniu ikony (pochodzącej ze wspólnoty monastycznej z Bose), na której młody mnich niesie na plecach starego mnich, by mógł przyjąć komunię.

- To zmienia Twoje serce, sprawia Twój wzrost, pomaga Ci dojrzewać, a dojrzałość jest właściwa starszym. Poprzez swoje marzenia opowiedzą Ci oni, co robili w życiu, opowiedzą Ci o błędach, upadkach i sukcesach. Podejmij to życiowe doświadczenie i idź naprzód. Weź na siebie marzenia starszych i je ponieś, dzięki temu dojrzejesz - przekonywał Franciszek.

Za ważne uznał to, by młodzi znali skutki dwóch wojen światowych XX w. Nazwał to „negatywnym skarbem”, który trzeba przekazywać, by kształtować sumienia. Przypomniał, że ten skarb doprowadził do rozwoju włoskiej sztuki, gdyż powojenne kino włoskie było „szkołą humanizmu”. Młodzi powinni o tych wydarzeniach wiedzieć, by nie popaść w te same błędy, np. by poznać jak rodzi się populizm, czego przykładem są lata 1932-33 w Niemczech i obietnice Hitlera.

Ojciec Święty przestrzegł przed sianiem nienawiści, gdyż „tak nie da się żyć”. Przyznał, że w historii nienawiść wobec siebie siali protestanci i katolicy, ale od 50 lat powoli zdają sobie sprawę, że nie tędy droga, że trzeba starać się „siać gesty przyjaźni, a nie podziału”. Zauważył, że sianie nienawiści jest łatwe nie tylko w stosunkach międzynarodowych, ale także we własnej dzielnicy czy w rodzinie, np. poprzez plotki, które zabijają czyjąś reputację, zgodę w rodzinie lub miejscu pracy.

Papież powrócił też do swego stwierdzenia o trwającej właśnie „trzeciej wojnie światowej w kawałkach”. - Kawałek tu, kawałek tam, lecz przyjrzyjcie się miejscom konfliktów. Brak człowieczeństwa, agresja, nienawiść między kulturami, plemionami, również zniekształcanie religii, by można było lepiej nienawidzić: to jest droga samobójstwa dla ludzkości - zaznaczył Franciszek.

Przywołał słowa Alberta Einsteina, który przewidywał, że czwarta wojna światowa będzie prowadzona na kamienie i kije, bo trzecia zniszczy wszystko. Szerzenie i podsycanie nienawiści, wzbudzanie przemocy i podziałów jest „drogą zniszczenia, samobójstwa”, motywowaną np. wolnością, czystością rasy czy napływem migrantów.

- Przyjmowanie migrantów jest nakazem biblijnym - napomniał Ojciec Święty. Dodał, że Europę tworzyły fale migracyjne od dawnych czasów aż do tej pory. Zmieszały się w niej różne kultury. A w trudnych czasach Ameryka Północna i Południowa przyjęły migrantów z Europy. Dlatego zanim się wyda sąd nt. migracji, trzeba sobie zrobić powtórkę z historii Europy. - Ja sam jestem synem migranta, który wyjechał do Argentyny. W Ameryce jest tyle włoskich nazwisk... Migrantów przyjętych z otwartym sercem. Zamknięcie jest początkiem samobójstwa - przestrzegł papież.

Podkreślił, że nie wystarczy migrantów przyjąć, trzeba jeszcze im towarzyszyć, a przede wszystkim ich integrować, tak jak zrobiły władze Szwecji z migrantami z Argentyny. Jego zdaniem rząd powinien mieć otwarte serce, by przyjąć migrantów i dobre struktury, by się zakorzenili w społeczeństwie, ale także roztropność, by powiedzieć: „Tyle możemy, a więcej już nie”. Za niezwykle ważne uznał, by Europa porozumiała się w sprawie przyjmowania migrantów, gdyż problem ten jest już zbyt wielkim ciężarem dla Włoch czy Hiszpanii. - Spójrzcie na nowe europejskie cmentarze. Nazywają się: Morze Śródziemne, Morze Egejskie... - zakończył Franciszek swe improwizowane odpowiedzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem