Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Deribie Mekanene

z muzycznej szuflady

Łazarza Psy

2018-01-03 10:32

Z Tomaszem "Hiobem" Karenko i Łukaszem "Wiecznym" Wieczorkiem rozmawia Łukasz Sośniak SJ
Niedziela Ogólnopolska 1/2018, str. 50-53

Łukasz Sośniak SJ

Raperzy Tomasz „Hiob” Karenko i Łukasz „Wieczny” Wieczorek przyjaźnią się od wielu lat. Niedawno postanowili stworzyć wspólny projekt pod nazwą „Non Grata” – o czym opowiadają Łukaszowi Sośniakowi SJ

ŁUKASZ SOŚNIAK SJ: – Po co Wam ten duet?

WIECZNY: – Ileż można razem występować i nie nagrać wspólnej płyty?! Jesteśmy przyjaciółmi, a mamy na koncie zaledwie cztery utwory. Teraz postanowiliśmy to zmienić i zarejestrować razem cały krążek. Najważniejszym powodem jest nasza przyjaźń, to, że po prostu lubimy ze sobą pracować.

– Liczycie, że razem osiągniecie większy sukces niż osobno?

WIECZNY: – Pewnie. Próbowaliśmy indywidualnie, z różnymi efektami (śmiech). Razem jest po prostu łatwiej. Wspieramy się, motywujemy, inspirujemy i... krytykujemy.

– Pojawialiście się w mediach. Kiedy pracowałem w radiu, grałem Was bardzo często.

WIECZNY: – Media interesowały się głównie moim świadectwem nawróconego alkoholika, uratowanym małżeństwem, a nie muzyką. Czułem się niedoceniony artystycznie. Podobnie było z Hiobem. Teraz chcemy, żeby zwrócono uwagę przede wszystkim na to, co mamy do powiedzenia na gruncie artystycznym.

– Powiedzieliście, że czujecie się niedocenieni, ale „Non Grata” brzmi ostrzej, to ktoś niechciany, intruz. Czujecie się intruzami? Kto Was nie chce?

HIOB: – Jako chrześcijanie nie jesteśmy akceptowani przez ten świat, który odrzuca naszą wiarę i sposób życia. Czujemy, że nasze chrześcijańskie przesłanie często blokuje nam drogę na różne sceny. Organizator, wybierając innych artystów, raczej nie kieruje się poziomem muzycznym, ale tym, że w naszych tekstach wyznajemy Jezusa. Nie ukrywam, że nas to wkurza.

– To, że mówicie o Jezusie, jednak wyróżnia Was z tłumu raperów.

WIECZNY: – Hip-hop polega na szczerym nawijaniu o tym, co we mnie siedzi, a że siedzi we mnie Jezus, to o tym mówię. Nie różnię się przez to od innych raperów. Na poziomie intencji nie różnię się nawet od tych, którzy rapują o ćpaniu i imprezach. Po prostu dzielę się tym, co jest dla mnie ważne. Jesteśmy pod szczerym wrażeniem tych artystów, którym mimo silnie wyznawanej wiary udało się dotrzeć do szerszego grona odbiorców, np. chłopaków z „Wyrwanych z niewoli”, których serdecznie pozdrawiamy.

HIOB: – Nie zamierzamy rezygnować z chrześcijańskiego przesłania po to, by dostać się w więcej atrakcyjnych miejsc. To by była rezygnacja z siebie, a więc rezygnacja z rapu.

– Czujecie się zaszufladkowani? Wrzucono Was do przegródki z napisem „chrześcijański rap” i teraz cokolwiek nagracie, będzie oceniane przez pryzmat Waszej wiary?

HIOB: – O takie szufladki łatwo także wśród ludzi bliskich Kościołowi. Sporo lat temu byłem ministrantem i na pewnym etapie swojego życia zrobiłem sobie irokeza, chodziłem w glanach. Kiedyś przyszedłem tak na Eucharystię do swojej parafii. Ksiądz wyprosił mnie z zakrystii. Już nie mogłem służyć do Mszy św. Stałem na samym końcu kościoła i czułem się bardzo odtrącony. Wiem, jak smakuje takie potraktowanie i apeluję o to, żebyśmy jako wyznawcy jednego Pana nie robili tego jeden drugiemu. Trochę nauczyliśmy się, że w Kościele nie wolno wystawać poza pewne ramki, jeśli tylko ktoś nie wpasowuje się idealnie, to raczej jest pomijany.

– A Wy wystajecie poza te ramki?

WIECZNY: – My wystajemy poza ramki i dlatego często nie jesteśmy akceptowani. Jednak nie chcemy z tym walczyć. Chcemy pozostać sobą. Może dzięki temu dotrzemy do wielu ludzi, do których nie udałoby się dotrzeć mówiąc okrągłe słowa i paradując w pięknych garniturach. Może kogoś dzięki temu obudzimy. To jeden z celów naszej wspólnej płyty.

– Docieranie do tych ludzi, którym jest w ramkach ciasno albo którzy się w nich nie mieszczą, jest zadaniem jezuitów. Jednym z naszych celów jest praca na granicach. Pokazanie, że wielu z tych, którzy się „nie mieszczą”, tak naprawdę się mieści, ale nie umiemy tego dostrzec spoza swojego egoizmu.

Hiob: – W pięknej pieśni Jana Kochanowskiego „Czego chcesz od nas, Panie, za twe hojne dary?” jest wers: „Kościół Cię nie ogarnie”. To brzmi całkiem wywrotowo. Jak to „nie ogarnie”? Czyżby to oznaczało, że Kościół nie ma odpowiedzi na wszystkie pytania? No, nie ma! Odpowiedzi na wszystkie pytania ma tylko Bóg. Ta fraza odpowiada na pytanie, dlaczego potrzebna jest praca na granicach. Zamiast głosić „ex cathedra” objawione prawdy, warto pójść do ludzi i z pokorą porozmawiać, posłuchać ich historii, tego, czym żyją. Dzięki temu na pewno szybciej odnajdą Jezusa.

– Jak to zrobić?

HIOB: – Trzeba wychodzić poza ciepełko własnych wspólnot, ewangelizować nie tych, którzy już są zewangelizowani, chociaż ich też, ale głównie te osoby, które nie odkryły jeszcze Jezusa. Trzeba zaprezentować bezkompromisowy, oparty na Ewangelii przekaz. Konkret. Jasno zaprezentowana Ewangelia. Tak – znaczy tak, a nie – znaczy nie.

– To może się nie spodobać...

HIOB: – Nie chcemy tworzyć „pod publikę”, zastanawiać się, czy dany wers może się spodobać, czy nie. Nie chcemy unikać tego, co jest niewygodne. Po prostu mówimy o tym, co w nas gra. Buntujemy się przeciwko gadaniu dla samego gadania, przeciwko pustej formie.

– Od kiedy to bunt ma coś wspólnego z Ewangelią?

HIOB: – Odkąd istnieje Ewangelia. Można zbuntować się przeciwko ludziom i Bogu, i przez to siać zniszczenie. Można też zbuntować się przeciwko temu światu, przestać go słuchać. Można spróbować iść pod prąd. Z prądem płyną tylko śmieci i zdechłe ryby.

WIECZNY: – Nasza postawa jest sprzeciwem wobec tego, co nas atakuje: laicyzacji, hedonizmowi, który jest wszechobecny, zwłaszcza w muzyce hip-hopowej, propagandzie jakichkolwiek używek. To cywilizacja śmierci, o której mówił Jan Paweł II.

HIOB: – W jednym z tekstów pojawia się nawiązanie do Jana Pawła II. Rapujemy, że jesteśmy jak „psy Łazarza” dla tego świata. Papież podczas spotkania z twórcami powiedział, że artysta ma być jak pies Łazarza. Lizać rany, dawać ukojenie, pocieszenie i uzdrowienie. My chcemy to naszym projektem realizować.

– To ja już nie wiem, czy Wy chcecie pocieszać ludzi, czy ich wytrącać z błogiej równowagi?

WIECZNY: – Nie chodzi o takie pocieszenie, że ktoś poklepie cię po ramieniu i powie, że będzie dobrze. To może jedynie irytować. Chodzi o takie ukojenie, o jakim jest mowa, kiedy o Duchu Świętym mówimy, że jest pocieszycielem. Chcemy, żeby każda osoba, która sięgnie po naszą twórczość, została zapalona ogniem wiary, chcemy, żeby nasi słuchacze zostali zainspirowani przez Jezusa do lepszego życia. Niektórych znów chcemy trafić w łeb, żeby się opamiętali i nawrócili.

– Nawet nie wiecie, jacy jesteście ignacjańscy...

WIECZNY: – Nie znamy się na duchowości ignacjańskiej, ale opisujemy to, co jest dla nas ważne i na czym nam zależy. Chcemy, żeby słuchacze się ocknęli, zobaczyli, że są na wojnie. Że trwa walka o nasze dusze. Jeśli nie powstaniesz, nie sięgniesz po broń, to polegniesz.

– Macie w sobie coś z „Synów Gromu”, Boanerges, którzy pojawiają się w tekście. Oni też nie szukali ładnych słów. Zapytali po prostu Jezusa, czy mogą na grzeszne miasto spuścić ogień i zniszczyć je. Co jak co, ale jeśli wierzyli, że to się może stać, to wiarę mieli wielką.

WIECZNY: – Buntujemy się przeciwko złu. Jesteśmy frondą. To słowo oznacza procę. Jest ona zbudowana z rymów i wersów. Wymierzamy ją w zło, w to, co Biblia nazywa światem. Chcemy walczyć z Goliatem. Jesteśmy przy nim mali, ale wiemy, że jest z nami ktoś mocniejszy od najsilniejszego Goliata.

– Od dłuższego czasu mam coraz bardziej dojmujące poczucie, że otacza nas świat zbudowany z udawania. Jest jakoś „sztucznie” wokół nas. Wystarczy pójść do galerii handlowej czy posłuchać języka, jakim ludzie mówią, np. mówi się już nie o ubraniu, ale o stylizacji. Sam język pokazuje, że stajemy się sztuczni, stylizujemy się, udajemy ludzi, jakimi nie jesteśmy.

HIOB: – Współczesna kultura kastruje nas.

WIECZNY: – Mnie to wszystko kojarzy się z filmami apokaliptycznymi, z jakimś wylewem zombie. Czuję się jak Rick Grimes w „The Walking Death”, który zdumiony spogląda na to, co go otacza, idąc ze swoją grupą. Ja idę tak z moimi ludźmi, z moją wspólnotą „Dobry Łotr”, z Hiobem, z moimi bliskimi. Jako osoba wierząca, starająca się żyć autentycznie, czuję się jak człowiek wśród zombie.

– Kim jest zombie?

WIECZNY: – Żywy trup. Zombie pragnie mięsa. Nic innego go nie interesuje. My też karmimy się substytutami. Czekamy, aż rzucą nam ochłap. Zachowujemy się jak nomadzi, którzy żyją od oazy do oazy, interesuje nas tylko najbliższa przyszłość i doraźna przyjemność. Zadowalamy się erzacami szczęścia. Jak zombiaki mamy wyłączone rozumy, działamy na emocjach, kierujemy się popędami. Idziemy za swoimi głodami.

– Jeśli nie nomada, to...

WIECZNY: – Pielgrzym! Ktoś, kto zna cel swojej wędrówki i przez to nie da się łatwo oszukać. Znając cel, wie, że ochłap, który został mu rzucony, do niego nie zaprowadzi, że zaszkodzi. Chcemy budzić ludzi. Przeprowadzać od nomadyzmu do bycia pielgrzymem.

– Podobnie jak Ty, Wieczny, rozpocząłem ostatnio studia teologiczne. Zaczynają się one od studium filozofii. Niedawno na zajęciach usłyszałem, że we współczesnym świecie jest wyłączona metafizyka. Jesteśmy tak zajęci doraźnością, że zapominamy nawet o tym, że nasze życie się kończy, że ta wydmuszka się rozpadnie i nasze złudzenia runą.

WIECZNY: – Celem jest obudzenie duszy. Kiedy budzi się dusza, to wtedy w człowieku zaczyna się życie. Aby budzić dusze w kulturze śmierci, najlepiej jest mówić o śmierci w sensie chrześcijańskim. Z moich ewangelizacyjnych doświadczeń wynika, że kiedy mówi się poważnie o śmierci, nie w sposób popkulturowy, bawiąc się konwencjami z filmów grozy, to wtedy widać na twarzach ludzi szok. Ludzie często doświadczają czegoś w rodzaju przebłysku. Myślą o tym, co będzie dalej: „jaki jest sens mojego życia, skoro teraz żyję, żeby kupić sobie nowego smartfona”.

HIOB: – Napisaliśmy o tym w kawałku „Tempo”, w którym pokazujemy, że dzisiaj cały czas przyspieszamy, podkręcamy tempo życia, bodźców, doznań. Próbujemy zagłuszyć świadomość, że umrzemy. Wkładamy mnóstwo wysiłku w to, żeby nie myśleć.

– Znów mogę tylko powiedzieć, że nawet nie wiecie, jacy jesteście ignacjańscy... Celem rekolekcji, które napisał Ignacy, jest pozbycie się tego, co nas zniewala. Środkiem do osiągnięcia tego jest spotkanie z Bogiem w ciszy, zatrzymanie się, wyłączenie bodźców, posłuchanie wewnętrznego głosu, w którym możemy rozpoznać delikatne Boże słowa...

WIECZNY: – Ludzie tęsknią za duchowością, nawet w muzyce. Jest wokół nas mnóstwo utworów, które pod względem technicznym są świetne, wszystko w nich idealnie „gra i buczy”, ale nie ma ducha. To zaczyna się nudzić. Widzę, że często hitami stają się nawet takie utwory, gdzie wykonawca fałszuje, ale ma duszę i ludzie to dostrzegają.

– Widzą prawdę?

WIECZNY: – Tak! Autentyzm. Życie. Zobacz, jaki sukces osiągnął w Stanach młody wilk, NF. W swoich tekstach podkreśla chrześcijańskie wartości. Gość znikąd, wcześniej nieznany, a nagle sprzedaje tyle płyt, co Jay Z, Kendrick czy Drake. To dość podobna sytuacja jak pojawienie się Tau na polskiej scenie. Prawdy i autentyzmu potrzebujemy jak pustynia wody. My chcemy tak żyć i tym się dzielić. Tyle w temacie.

Tagi:
wywiad

Prymas Polski: mamy problem z wolnością

2018-07-11 10:58

rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa (KAI)

Mamy w Polsce kłopot z właściwą realizacją wolności, to znaczy twórczym działaniem na rzecz wspólnego dobra - ocenia w rozmowie z KAI abp Wojciech Polak. Prymas Polski wyraził nadzieję, że pozytywnym przemianom w naszym życiu publicznym sprzyjać będzie wrześniowy Zjazd Gnieźnieński, który jest forum otwartej, wolnej dyskusji o teraźniejszości.

Episkopat.news

Abp Wojciech Polak: – Myślę, że Zjazd Gnieźnieński skierowany jest nie tylko do Kościoła. Można mówi, że, owszem, Kościół ma ważną rolę w wychowywaniu ludzi do pełni wolności, do jej dobrego zagospodarowywania, natomiast temat Zjazdu jest szerszy. Dotyczy on realizacji ludzkiej wolności we wszystkich wymiarach, nie tylko w ściśle religijnym (choć ten może być fundamentalny) ale też społecznym i w wymiarze „poszerzonej” ojczyzny, czyli w wymiarze europejskim. Jesteśmy bowiem wezwani do tego, by tę wolność zagospodarować na różnych polach. Stąd też refleksja zjazdowa jest tak polifoniczna. Nie dotyczy tylko jakiegoś jednego, wybranego obszaru, ale jest bardzo szeroka: od zagadnień życia społecznego, kościelnego aż do realizacji wolności w rodzinie, poprzez dialog z drugim człowiekiem, w relacjach sąsiedzkich itp.

KAI: Tegoroczny Zjazd odbędzie się na krótko przed obchodami 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Możemy mieć nadzieję, że spotkanie w Gnieźnie wpłynie na relacje polsko-polskie, byśmy przeżyli tę rocznicę wspólnie i ponad podziałami?
– Mam nadzieję, że Zjazd, który odbędzie się na niecałe dwa miesiące przed centralnymi obchodami niepodległości odegra taką rolę. Trzeba przy tym dodać, że cały bieżący rok obfituje w różne rocznicowe wydarzenia, choćby czerwcowe Święto Dziękczynienia w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie będące dziękczynieniem Kościoła za wolność.
Ale, rzeczywiście, mam nadzieję, że wrześniowy Zjazd może stanowić rodzaj duchowego zaplecza do dobrego przeżywania centralnych obchodów 100-lecia niepodległości.

- Tegoroczny Zjazd to idealna okazja ku temu, by natchnąć polityków do nowego stylu uprawiania polityki. To wydaje się może abstrakcyjne i nieosiągalne, ale przecież aktorzy naszej sceny politycznej odwołują się do chrześcijańskich korzeni Polski i Europy.

- – Myślę, że jest na to duża szansa. Oczywiście, ważniejsze wydaje się to, co wydarzy się pomiędzy uczestnikami zjazdu, a dodajmy, że główni wykładowcy i panelistami są osoby o różnych wrażliwościach społecznych i politycznych. Jeżeli pomimo tego wszyscy oni przyjeżdżają na wydarzenie, na którym odwołujemy się do chrześcijańskiego depozytu wartości, to mam nadzieję, że może to być ważny krok naprzód. Wszyscy liczymy na to, że będzie to twórczy dialog i początek budowy płaszczyzny pojednania, zrozumienia i polsko-polskiego dialogu.
Oczywiście tymi osobami nie są politycy zaangażowani w bieżące działania (choć są wyjątki, np. min. Konrad Szymański). Niewątpliwie natomiast Zjazd podejmie refleksję nad tym, z czego te bieżące działania wyrastają oraz w jakim kierunku prowadzą.

- A czy Zjazd nie powinien stać się miejscem spotkania głównych polskich polityków? Czy nie byłoby szczególna wartością, gdyby właśnie na tym forum mogli podyskutować ze sobą Andrzej Duda i Donald Tusk?

- – Za każdym razem organizatorzy Zjazdów Gnieźnieńskich zabiegają o obecność czołowych polityków i przypomnę, że w Gnieźnie gościło z tej okazji kilku polskich prezydentów. Problem polega na tym, że różne międzynarodowe wydarzenia niekiedy utrudniają politykom możliwość przyjazdu do Gniezna. Na szczęście obecny będzie prezydent Andrzej Duda, który tuż potem leci na forum ONZ, natomiast napięty kalendarz wydarzeń uniemożliwił przybycie Donaldowi Tuskowi.
Niemniej chcę zwrócić uwagę, że i tak będą obecni bardzo ważni przedstawiciele życia społecznego, publicznego, kościelnego. Stąd moja nadzieja, że wydarzenie poprawi relacje społeczne i polityczne w Polsce.

- A dlaczego właściwie te relacje wyglądają dziś tak słabo? Dlaczego, pomimo powoływania się na te same wartości, nasze spory są tak zajadłe i skoncentrowane na pognębieniu przeciwnika?

- – Trudno powiedzieć. Może to sprawa naszych emocji związanych z nazbyt intensywnym przeżywaniem rzeczywistości? Może decyduje to, że każdy ma swoje polityczne interesy? Dlatego nigdy dość zachęt do tego, byśmy odwoływali się do dobra wspólnego i przypominania, że możemy je osiągnąć jedynie poprzez dialog i rozmowę.
Myślę, że także w tym roku rozmowa będzie ciekawa i różnorodna. Oprócz 4 wykładów mamy 7 paneli i aż 22 warsztaty. Spotkania warsztatowe dotyczą bardzo różnych zagadnień i umożliwiają odbywanie prawdziwego dialogu a nie tylko teoretyzowanie na jego temat. To jest konkret. Tyle możemy i powinniśmy robić.
Zjazd Gnieźnieński nie pretenduje do tego, by być jedyną płaszczyzną dialogu Polaków, ale niewątpliwie pozostaje ważną okolicznością do wykorzystania: zarówno z uwagi na sporą już tradycję oraz starania organizatorów, by ich tematyka bardzo mocno wpisywała się w rzeczywistość, w której żyjemy. To jest otwarta, wolna dyskusja o teraźniejszości. Może w niej wziąć udział każdy i poczuć się czynnym współgospodarzem tego wydarzenia. Liczę na to, że Zjazd będzie prawdziwy dialogiem, że każdy będzie mógł wejść w interakcję i wypowiedzieć własne oczekiwania, niepokoje i nadzieje.

- Czy my, Polacy, mamy kłopot z zagospodarowaniem wolności?

- – Tak, mamy kłopot z jej twórczą realizacją. Bo wszystko zależy od tego, co będziemy rozumieć pod pojęciem wolności: czy wolność to tylko brak ograniczeń i poczucie, że nikt nas nie naciska czy też rozumiemy ją jako twórcze działanie na rzecz wspólnego dobra. Z tym drugim, właściwym rozumieniem wolności, mamy problem. Nie zawsze mamy świadomość, że moja wolność realizuje się zawsze w odniesieniu do innych. Nikt nie jest wolny dlatego, że jest jednostką odizolowaną od innych, ale że współtworzy rzeczywistość, w której żyje. I z tym mamy problem. Potrzebujemy namysłu i odwagi do twórczego realizowania wolności. A także zdolności do dialogu i przekonywania siebie nazwaniem do szukania i wytyczania czy odczytywania najlepszych dróg prowadzących nas do wspólnego dobra. Myślę, że jest to bardzo poważne zadanie.

- Czy dostrzega Ksiądz Prymas wpływ dotychczasowych Zjazdów na polską przestrzeń publiczną, a więc rzeczywistość szerszą niż Kościół?

- – Wydaje mi się, że ważniejsze od oddziaływania na przestrzeń publiczną jest zmiana ludzi. Na Zjazd przyjeżdża wiele osób chcących się podzielić swoimi doświadczeniami i poglądami. Największą wartością tych zgromadzeń jest to, że kształtują świadomość i mentalność. Jeżeli ludzie będą wyjeżdżać ze Zjazdów Gnieźnieńskich z większą świadomością, z większym zaangażowaniem i przekonaniem do realizowania wartościowych idei i pomysłów, to także nasza przestrzeń publiczna będzie stopniowo zmieniać się na lepsze.
*** XI Zjazd Gnieźnieński odbędzie się w dniach 21-23 września pod hasłem "Europa ludzi wolnych. Inspirująca moc chrześcijaństwa".
Zjazdy Gnieźnieńskie organizuje metropolita gnieźnieński Prymas Polski wraz z Fundacją św. Wojciecha Adalberta i kilkunastoma polskimi organizacjami katolickimi i chrześcijańskimi. Ich obecna formuła, realizowana w formie chrześcijańskich kongresów, jest odpowiedzią na apel św. Jana Pawła II z Gniezna (1997), aby Europa była wspólnotą ducha.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Papież pobłogosławił związek małżeński gwardzisty szwajcarskiego

2018-07-16 10:35

azr (aciprensa.com/KAI) / Rzym

W sobotę 14 lipca papież Franciszek przewodniczył uroczystości zaślubin gwardzisty szwajcarskiego i Brazylijki, pracującej w Muzeach Watykańskich.

TOMASZ LEWANDOWSKI

O wydarzeniu poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych proboszcz brazylijskiego Sanktuarium Chrystusa Odkupiciela – Corcovado, ks. Omar Reposo. „Zobaczcie, jaka niespodzianka! Papież Franciszek zawsze zaskakuje!” – napisał kapłan, komentując zdjęcie młodej pary, zrobione podczas uroczystości zaślubin. Ślub odbył się w poświęconym św. Szczepanowi kościele Abisyńczyków (Santo Stefano degli Abissini) w Ogrodach Watykańskich. O tym, że będzie mu przewodniczył Ojciec Święty, wiedzieli tylko narzeczeni: gwardzista szwajcarski Luca Schafer i jego narzeczona, Brazylijka Letítia Vera, pracująca w Muzeach Watykańskich. Przybycie Franciszka było zaskoczeniem dla gości i księży koncelebrujących uroczystość.

Jak przypomina portal aciprensa.com, to nie pierwszy raz, kiedy Franciszek pobłogosławił związek małżeński w Watykanie. We wrześniu 2014 r. przewodniczył w Bazylice Świętego Piotra zaślubinom 20 par, a w lipcu 2016 r. w kaplicy Domu św. Marty pobłogosławił związek małżeński niesłyszącej pary.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Licheń: Pamiętają o niewolniczej pracy w ramach służby wojskowej

2018-07-16 18:02

Robert Adamczyk

Żołnierze-górnicy, którzy w latach 1949-1959 pracowali przymusowo w kamieniołomach, kopalniach uranu i węgla modlili się w Sanktuarium Maryjnym w Licheniu Starym w ramach dorocznej pielgrzymki.

Biuro Prasowe Sanktuarium w Licheniu

Tegoroczna pielgrzymka, będąca 18. z kolei, rozpoczęła się uczestnictwem w nabożeństwie drogi krzyżowej alejkami licheńskiego Sanktuarium. Następnie uczestnicy pielgrzymki w asyście pocztów sztandarowych, zgromadzili się przy pomniku poświęconym ofiarom reżimu komunistycznego znajdującym się nieopodal kościoła pw. Matki Bożej Częstochowskiej.

Zobacz zdjęcia: Pamiętają o niewolniczej pracy w ramach służby wojskowej

Uczestników pielgrzymki powitał pan Bolesław Karandyszowski, prezes Okręgowego Zarządu Związku Represjonowanych Politycznie Żołnierzy-Górników w Bydgoszczy. Dziękując za obecność zwrócił uwagę na fakt, iż z roku na rok w pielgrzymce uczestniczy mniejsza liczba osób, co jest spowodowane wiekiem jej uczestników. W uroczystościach wzięli także udział przedstawiciele wojewody kujawsko-pomorskiego oraz Wojska Polskiego z Bydgoszczy i Powidza. Zwieńczeniem uroczystości przy pomniku było złożenie kwiatów przez przedstawicieli poszczególnych okręgów Związku Represjonowanych Politycznie Żołnierzy-Górników.

Centralnym momentem pielgrzymki była uroczysta Msza św. o godz. 12.00 sprawowana przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Licheńskiej. Eucharystii przewodniczył i słowo do zgromadzonych w świątyni wiernych wygłosił ks. Adam Stankiewicz MIC, wicekustosz licheńskiego Sanktuarium.

W homilii ks. Stankiewicz podkreślił m.in. potrzebę przebaczenia: „Skazywano Was na przymusową pracę. Ci, którzy tego dokonywali, byli głusi na jęk i ucisk swych braci i sióstr. I gdy myśleli, że odnoszą zwycięstwo, oto wypełniło się słowo powiedziane przez proroka Prawica Pana moc okazała. Bo gdzie jest szargana godność człowieka, tam Bóg ujmuje się za człowiekiem”.

Związek Represjonowanych Politycznie Żołnierzy-Górników istnieje od 1992 roku. W chwili założenia należało do niego 60 tysięcy osób. Do dziś przeżyło zaledwie 6 tysięcy. Szacuje się, że w Batalionach Górniczych pracowało ok. 200 000 osób. Tysiąc spośród nich straciło życie wypełniając żołnierski obowiązek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem