Reklama

Z miłości do bliźniego

2018-01-03 12:37

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 1/2018, str. IV

Archiwum M. T. Kierocińskiej w Sosnowcu
Dzieci z sierocińca i dziewczęta ukrywające się podczas okupacji w klasztorze, Sosnowiec 1943 r.

Piotr Lorenc: – Zwykłemu człowiekowi czcigodna sł. Boża Matka Teresa Kierocińska kojarzy się przede wszystkim z założeniem nowego zgromadzenia. To bardzo mgliste wyobrażenie i nie oddające zupełnie tego, jakim była człowiekiem. Spróbujmy przedstawić ją taką, jaka była naprawdę…

S. Bogdana Batog: – To, jakim człowiekiem była nasza Matka, najlepiej widać na przykładzie jej służby dzieciom. Janina Kierocińska od wczesnej młodości miała kontakt z dziećmi. W domu rodzinnym opiekowała się dziećmi starszego rodzeństwa. Już wtedy można było zauważyć uzdolnienia pedagogiczne Janiny, która potrafiła cierpliwością, wyrozumiałością i dobrocią zjednać sobie sympatię bratanków, którzy kochali ją całym sercem i byli jej posłuszni. Bratanica napisała o Janinie: „Starała się być zawsze jak najlepszą dla otoczenia, a myśmy wszyscy bardzo ją kochali, była taka inna, taka dobroć i słodycz płynęła od niej. Ja osobiście najwięcej ją zawsze kochałam, gdyż straciłam matkę w dzieciństwie, a Ciocia Janinka bardzo się o mnie i o moje rodzeństwo troszczyła”. Janina miała dobry przykład w osobach swojej mamy i babci. Widziała, jak dawały jałmużnę ubogim. Od nich uczyła się takiej postawy miłosierdzia wobec potrzebujących.

– Te relacje z bliskimi, rodziną nie zmieniły się u Matki Teresy nigdy i zawsze z równie dużą uwagą, czułością i poświęceniem obchodziła się ze wszystkimi napotkanymi osobami. Jak to się przełożyło na działalność wychowawczą tuż po założeniu Zgromadzenia w okresie międzywojennym?

– Po zamieszkaniu sióstr w domu przy ul. Wiejskiej Matka Teresa szybko zdała sobie sprawę z potrzeb dzieci i młodzieży w Sosnowcu. W pracy wychowawczej dostrzegała możliwość formowania dusz dziecięcych. Dlatego podejmowała liczne inicjatywy apostolskie. Widziała w dzieciach „fundament pod budowę Ojczyzny naszej”. „Nie ma kto zająć się tymi dziećmi – ubolewała – Matki poszły do pracy. Trzeba, by siostry nimi się zajęły. Nie pozwólmy, by po ulicach wałęsały się dzieci, by w rynsztokach i kałużach brudziły się, by w bagnach kąpały się. Trzeba dać dzieciom – mówiła do Sióstr – zdrowy pokarm, by zdrowe były na duszy i na ciele”. „Jakże bardzo zależy mi na dobrym wychowaniu”. Właśnie w tym celu obok pracowni dla dziewcząt Matka Teresa, uzyskawszy zgodę na koncesję, otworzyła w grudniu 1925 r. ochronkę dla dzieci, zwłaszcza zaniedbanych i ubogich, w wieku od 3 do 7 lat. Posyłała też siostry do domów ubogich matek z zachętą, by przyprowadzały do ochronki swoje dzieci.

– Doszło nawet do tego, że Kuratorium Okręgu Szkolnego Krakowskiego 8 lipca 1933 r. udzieliło Zgromadzeniu pozwolenia na otwarcie Przedszkola im. św. Teresy do Dzieciątka Jezus...

– Według statutu przedszkole miało za zadanie roztaczanie troskliwej i umiejętnej opieki nad zdrowiem oraz rozwojem fizycznym, moralnym i umysłowym dzieci w wieku przedszkolnym. Przyjmowano dzieci, które ukończyły trzeci rok życia. Gdy dzieci były chore i nie przychodziły na zajęcia do przedszkola, Matka Teresa zachęcała siostry do odwiedzania ich w domach. Matka Teresa kładła duży nacisk w wychowaniu na wyrobienie sumień dzieci. Gdy któreś z nich w czymś zawiniło, brała je na rozmowę i pouczała: „Pan Jezus jest smutny, gdy jesteś niegrzeczna, a ty masz być pociechą Pana Jezusa”. W dowód zaś swego przebaczenia tuliła żałującego winowajcę do serca. Matka nieraz zastępowała siostrę wychowawczynię, wówczas umiała także wesoło bawić się z dziećmi. Była przez dzieci bardzo kochana i jak najmilej widziana. Pozyskała sobie serca dziecięce. Mówiły do niej po prostu „mamo”, a gdy pojawiła się na podwórzu zaraz zbiegały się do niej, by tuląc się, wyrazić swą wdzięczność za troskliwą opiekę i miłość.

– Opieka, nauka, wyżywienie – to chyba nie wszystko. Jak Matka dbała o sprawy religijne?

– Wdrażała dzieci do codziennej modlitwy, ale także sama za nie modliła się, by wyrosły na wielką pociechę Bogu i dobre dzieci naszej ojczyzny. Często mówiła o Bogu, uczyła pacierza i pieśni religijnych. Razem z siostrami przygotowywała dzieci, jak również dorosłych do sakramentów świętych. Z okazji uroczystości Pierwszej Komunii św. urządzano w klasztorze odświętne śniadanie, które dzieci spożywały w obecności ks. Prefekta i Matki Teresy.

– Po otwarciu przedszkola zrodziła się myśl założenia szkoły?

– W 1931 r. po przeprowadzeniu koniecznego remontu domu, Matka zwróciła się do inspektora szkolnego w Sosnowcu o pozwolenie na otwarcie przy klasztorze Prywatnej 4-klasowej Szkoły Powszechnej Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Naukę rozpoczęto we wrześniu 1931 r. Działalność sióstr w dziedzinie wychowania i nauczania nabierała coraz większego rozmachu. Przejawiała się ona w podejmowaniu wielu inicjatyw, jak chociażby przygotowywaniu z dziećmi i młodzieżą przedstawień teatralnych o charakterze religijnym i patriotycznym dla mieszkańców dzielnicy. Siostry organizowały wycieczki do pobliskich miast i okolic, jak np. do Krakowa, Polanki, gdzie znajdował się dom sióstr, pięknie położony wśród lasów i pól. Matka Teresa bardzo chętnie uczestniczyła w tych wycieczkach, bowiem w towarzystwie dzieci i młodzieży czuła się zawsze dobrze.

– Jak wyglądało życie sióstr i Matki Kierocińskiej podczas II wojny światowej?

– Podczas okupacji, gdy naród polski doświadczał prawdziwego męczeństwa, Matka Teresa swą niezachwianą wiarą i odwagą dodawała otuchy siostrom i ludziom przychodzącym do furty zakonnej. Szukała też sposobów i środków, aby wyjść naprzeciw potrzebom ludzi głodnych, bezdomnych, zrozpaczonych. W celu wybłagania miłosierdzia Bożego dla świata Matka pościła, umartwiała się, nocami adorowała Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Od listopada 1940 r. prowadzone były tajne zajęcia dla dzieci w zakresie szkoły podstawowej. Matka Teresa, w trosce o bezpieczeństwo dzieci, podczas lekcji, z różańcem w ręku obchodziła dom i modliła się, by Przenajświętsze Oblicze zasłoniło dom od „nieproszonych gości”. Świadek życia Matki Teresy, Bogumił Grajewski, we wspomnieniach napisał: „Wiele dzieci przybyłych do ochronki było niedożywionych, schorowanych i duchowo okaleczonych. Matka Teresa nie szczędziła im czasu i miłości. Często nocą przychodziła do płaczących dzieci, przemawiając do nich czule, potrafiła przytulić i rozweselić je. Robiła to tak, jak robi to czuła, dobra matka”. Siostra, która również w tym czasie pracowała w ochronce, wyznała: „Byłam zbudowana miłością, z jaką odnosiła się do dzieci”.

– Nie możemy pominąć faktu ratowania przez Matkę żydowskich dzieci. Ile ich było?

– Nie potrafimy dokładnie określić, ilu osobom pochodzenia żydowskiego siostry karmelitanki udzieliły schronienia, a więc uratowały życie. Na pewno ukryły czworo dzieci i jedną osobę dorosłą. Wiadomo jednak, że do Matki Teresy kierował „swoich znajomych” – Żydów – ks. Mieczysław Zawadzki, proboszcz parafii Świętej Trójcy w Będzinie. Podobnie jak Matka Teresa, został on odznaczony po wojnie Medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Ona zdawała sobie sprawę, że przygarniając dzieci pochodzenia żydowskiego ryzykowała życie nie tylko swoje, ale i całego Zgromadzenia. A jednak w swym zawierzeniu Bogu była pewna. Jak sama mówiła: „Pan Bóg czuwa nad nami, nie sądzę, żeby miało nam coś grozić”. Jedna z uratowanych osób pochodzenia żydowskiego napisała w Księdze Pamiątkowej: „Żyję dzięki Matce Teresie i jej duchowym córkom. Podczas okupacji, narażając życie swoje i sióstr, ukrywała mnie przed okupantem. Jakież słowa mogą oddać moją wdzięczność? Jak można podziękować za życie? Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek w Sosnowcu uważam za swój rodzinny dom, a Matkę Teresę za przybraną Matkę”.

– Pomagała także dzieciom...

– Dzieci, które trafiały w czasie wojny do naszego sierocińca były bardzo zaniedbane, zawszone i cierpiały z powodu różnych schorzeń. Jedna z sióstr zajmujących się nimi opisała we wspomnieniach przykład miłości, jaki dała jej pewnego razu Przełożona: „W naszym zakładzie wśród dzieci, które wówczas przebywały, zachorowało jedno. Rany po całej głowie i ciele rozlewały się, a ja nie mogłam sobie z tym poradzić. Nasza Matka dowiedziawszy się o tym, sama z macierzyńską miłością – chociaż już dochodziła 11.00 godzina – opatrywała rany i miała pieczę nad nią, aż wyzdrowiała”. Niejednokrotnie do późnych godzin nocnych, przezwyciężając zmęczenie, czuwała nad dziećmi. Myła je, karmiła, czesała, przewijała niemowlęta. Wszystko czyniła jak prawdziwa i najlepsza matka. Ile miłości wkładała w to co czyniła, może coś o tym powiedzieć tylko ten, kto tego doświadczył lub widział jej codzienny trud. Trzeba jednak zaznaczyć, że Matka Teresa nie ograniczała się do służby dzieciom. Rozdawała potrzebującym odzież, żywność, lekarstwa, wysyłała paczki dla więźniów KL Auschwitz i obozów pracy, udzielała schronienia dziewczętom, którym groziła wywózka na roboty do Niemiec oraz żołnierzom Armii Krajowej.

Tagi:
wspomnienia

Wspomina ostatni szkolny kolega Karola Wojtyły

2018-06-06 10:32

Eugeniusz Mróz
Niedziela Ogólnopolska 23/2018, str. 20-22

Po raz ostatni zasiedli w ławkach wadowickiego gimnazjum w pogodny dzień przed osiemdziesięcioma laty, 17 kwietnia 1938 r., gdy przygotowywali się do matury. Nie przypuszczali, że już wkrótce przyjdzie im złożyć najtrudniejszy egzamin – z patriotyzmu

Graziako/Niedziela
Eugeniusz Mróz

Gdy przekraczaliśmy progi neoklasycznego Państwowego Gimnazjum im. Marcina Wadowity, przy ul. Adama Mickiewicza w Wadowicach, witała nas wmurowana w 1889 r. – trzy lata po założeniu wadowickiego gimnazjum – tablica-inskrypcja napisana heksametrem daktylicznym Albiusa Tibullusa, żyjącego w I wieku przed Chrystusem przyjaciela rzymskich poetów Horacego i Owidiusza.

„Casta placent superis,
pura cum veste venite
et manibus puris
sumite fontis aquam”.

„Najwyższemu podobają się dusze czyste,
przybywajcie w szatach czystych
i czystymi rękoma
czerpcie wodę ze źródła”.

Ta sentencja rzymskiego pisarza, poety, filozofa była dla nas, uczniów ośmioklasowego gimnazjum w Wadowicach, wademekum w zdobywaniu wiedzy w prawdzie, przekazywanej nam przez naszych profesorów, wychowawców, starszych przyjaciół, umacniała nas w koleżeńskiej solidarności, przyjaźni... Słowa rzymskiego filozofa krzepiły nas w latach nauki, krzepiły w okresie niemieckiej i sowieckiej okupacji.

Na naszych koleżeńskich zjazdach absolwentów rocznika 1938 wadowickiego gimnazjum, z udziałem Karola Wojtyły – „Lolka”, ze wzruszeniem i radością cytowaliśmy strofy Albiusa Tibullusa: „Casta placent superis...” oraz w języku greckim pierwsze wersety „Iliady” Homera: „Menin aeide, thea”...

Po raz ostatni zasiedliśmy w ławkach wadowickiego gimnazjum w pogodny dzień przed osiemdziesięcioma laty, 17 kwietnia 1938 r., gdy przygotowywaliśmy się do matury – egzaminu naszej dojrzałości. Warunkiem dopuszczenia do maturalnych egzaminów było uzyskanie pozytywnych wyników ze wszystkich przedmiotów na trzeci kwalifikacyjny okres. Do egzaminu pisemnego można było wybrać język polski lub historię oraz dwa języki obce – łacinę, grekę, język niemiecki, a do egzaminu ustnego jako czwarty przedmiot – trzeci język obcy lub matematykę. Języka łacińskiego uczyliśmy się od klasy czwartej, greckiego – od piątej, niemieckiego – już w szkole powszechnej. Kto z nas egzamin pisemny z danego przedmiotu napisał z wynikiem dobrym, nie zdawał go ustnie.

Karol Wojtyła – „Lolek” – najzdolniejszy, najpilniejszy z nas, który przez lata nauki w wadowickim gimnazjum miał najwyższe noty, egzamin pisemny zdawał z języka polskiego, z łaciny i greki, wszystkie z wynikiem bardzo dobrym. Mimo tego musiał obowiązkowo ustnie zdawać jeden przedmiot – wybrał język niemiecki.

Zdali wszyscy – czterdziestu dwóch, w tym dwóch eksternistów – Zygmunt Kręcioch i Tadek Bryzek.

Żegnając nas, już jako absolwentów gimnazjum, dyrektor Jan Królikiewicz powiedział m.in.: „Dziękuję wam za przykładną i wzorową pracę na terenie szkoły. Życzę wam, byście godnie zamknęli łańcuch ośmioletniego gimnazjum...”.

W naszym imieniu, już absolwentów, Karol Wojtyła w serdecznych słowach podziękował gronu profesorskiemu za pracę nad naszymi młodymi umysłami i zapewnił, że udzielonymi nam wskazaniami zawsze będziemy się kierować.

Pożegnanie ze szkołą miało miejsce 27 maja. Wspaniała biesiada – komers, obecnie studniówka – w restauracji Wysogląda wraz z naszymi maturalnymi rówieśniczkami z prywatnego Gimnazjum im. Michaliny Mościckiej – to miły akord kończący naszą ośmioletnią edukację.

Gdy się rozstawaliśmy, nie przypuszczaliśmy, że już wkrótce przyjdzie nam złożyć najtrudniejszy egzamin – z patriotyzmu. Nie sądziliśmy, że nasze koleżeńskie spotkanie odbędzie się dopiero za kilka lat, a wielu z nas nie będzie już w nim uczestniczyć.

Rozpierzchliśmy się w różne strony. Część kolegów podjęła różne prace, studia na uniwersytetach w Krakowie, Warszawie, we Lwowie, w Poznaniu, Gdańsku. Większość jednak otrzymała wezwanie do odbycia służby wojskowej, najpierw w Junackich Hufcach Pracy.

Wybuch wojny, w piątek 1 września 1939 r., zastał nas w różnych sytuacjach, w różnych miejscach. Już w pierwszych dniach września 1939 r. padł w okolicy Dębicy Zbyszek Gałuszka, miał 18 lat. Urodził się z Toruniu, wraz z rodziną zamieszkał w Śleszowicach. Mieszkał na stancji w Wadowicach. Po maturze został powołany do Szkoły Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu, a kampanię wrześniową odbywał w 3. Pułku Ułanów w Tarnowskich Górach. Zginął wraz z dwoma ułanami jako dowódca zwiadu.

Na stokach kopca Kościuszki w Krakowie, w dzień Wigilii Bożego Narodzenia, w pierwszym roku wojny, został rozstrzelany Józek Wąsik z Zawadki. Wraz z nim członkowie ruchu oporu – Stefan Boryczka, Jan Dudoń, Mojżesz Melman, Stefan Węgrzyn.

Tę konspiracyjną grupę zorganizował i nią dowodził artysta malarz i rzeźbiarz Wicek Bałys. Zginął w wieku 33 lat.

W Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie walczyli: Władek Balon, Zdzisiek Bernaś, Tadek Czupryński, Tolek Galwin, Staszek Jura, Jurek Kluger, Mietek Nowobilski, Tomek Romański, Staszek Bartosik, Rudek Kogler.

W walkach o Monte Cassino wsławiło się pięciu naszych kolegów – Tomek Romański, Rudek Kogler, Tadek Czupryński, Jurek Kluger, Zdzisiek Bernaś.

Szczególnie wielką odwagę i poświęcenie wykazał Tomek Romański, urodzony w Nowym Wiśniczu. Po maturze rozpoczął służbę w Dywizyjnym Kursie Podchorążych Rezerwy Piechoty w Krakowie, brał udział w wojnie obronnej. Dotarł do Tarnopola, skąd przedostał się na Węgry i tam był internowany wraz ze Staszkiem Jurą, Zdziśkiem Bernasiem, Rudkiem Koglerem. Na wiosnę 1940 r. przez Jugosławię dotarł do Turcji, a stamtąd – do Bejrutu. W maju 1940 r. jako żołnierz Brygady Strzelców Karpackich walczył przy boku armii francuskiej do czasu jej haniebnej kapitulacji.

Dalsze wojenne losy Tomka to tereny Palestyny, Egiptu, Tobruku, Iraku.

W maju 1944 r. był jednym ze zdobywców Monte Cassino, którzy pierwsi zatknęli polską flagę na murach klasztoru Monte Cassino. Wiele stronic poświęcił bohaterskiemu Tomkowi Romańskiemu w swym reportażu wojennym Melchior Wańkowicz. Tomek po zakończeniu wojny wrócił wraz ze Staszkiem Jurą, lotnikiem RAF-u, i Staszkiem Bartosikiem do rodzinnego Wiśnicza. Zamiast pochwał i wyróżnień spotkały go ze strony władz reżimu komunistycznego prześladowania, inwigilacja. Przez dłuższy okres nie mógł znaleźć pracy ani zyskać mieszkania. W grudniu 1994 r. zakończył życie.

W niemieckich obozach koncentracyjnych zginęło naszych trzech kolegów:

Jasiu Banaś, urodzony w Rabie Wyżnej, powołany do Szkoły Podchorążych Broni Pancernych. Walczył w wojnie obronnej 1939 r. Zbiegł z niewoli niemieckiej do Hiszpanii. Ciężko pracował w kopalniach, był prześladowany, żył w nędzy. Zmarł w 1942 r. w obozie Miranda de Ebro.

Wiktor Kęsek, urodzony w Wadowicach. Po maturze rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W czasie okupacji niemieckiej mocno zaangażowany wraz z Antkiem Bohdanowiczem w Narodowej Organizacji Wojskowej. Na skutek zdrady niemieckiego konfidenta, leśnika z Suchej, został aresztowany; mimo okrutnych tortur m.in. w więzieniu w Mysłowicach nie zdradził swej organizacji. Przewieziony do Auschwitz i Mauthausen, gdzie został rozstrzelany 8 lipca 1943 r.

Trzeci nasz kolega, zamordowany w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, to Zbyszek Nowobilski, starszy brat Mietka, również naszego gimnazjalnego kolegi. Urodził się w Palczy. Po rozbiciu jego pułku wrócił w okolice Wadowic, do Gorzenia Dolnego, w mundurze, w pełnym rynsztunku. W pobliżu miejsca, gdzie mieszkała rodzina Nowobilskich, która zachowywała tradycje narodowe, była wielka góra, zwana „Dzwonkiem”. Dzwon z tej niewielkiej kapliczki rozpędzał nad Gorzeniem i okolicą chmury deszczowe. „Na Dzwonku” znajdowała się dobrze zakonspirowana polna jamka – miejsce konspiracyjnej organizacji. Przewodził jej senior, nauczyciel Jan Nowobilski wraz ze swym sąsiadem Walentym Tomalikiem. Zbyszek podjął pracę w składnicy opału w Sporyszu k. Żywca i równocześnie pełnił funkcję konspiracyjnego łącznika między powiatami: bielskim, żywieckim i wadowickim. Często przez góry odwiedzał Gorzeń – „Dzwonek”, by przekazać konspiracyjne materiały. Zdekonspirowany, aresztowany przez gestapo w 1941 r. na ulicy w Bielsku, przeszedł ogromne tortury w więzieniu w Mysłowicach, ale nie ujawnił swej konspiracyjnej działalności. W stanie agonalnym został przewieziony do Auschwitz, w 1942 r. zakończył swe życie.

W wojennych bojach wsławiło się trzech naszych kolegów:

Władek Balon dojeżdżał pociągiem z Przeciszowa k. Zatora. Ukończył Szkołę Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Do zakończenia wojny obronnej dotarł do Wielkiej Brytanii i tam walczył w 316. Dywizjonie Myśliwskim „Warszawskim”. Jako pilot w stopniu porucznika zginął w sierpniu 1942 r. w nurtach kanału La Manche.

Tadek Czupryński z Zatora. Po maturze wraz ze Zbyszkiem Siłkowskim ukończył Szkołę Podchorążych Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. Wywieziony do Związku Sowieckiego wraz z matką ciężko pracował w sowchozie w Pawłodarze. Mieszkali w lepiance, często przymierali głodem, żywili się „zupą” z traw łąkowych. Uciekł z sowchozu i po licznych bolesnych perypetiach przedarł się do tworzącej się w ówczesnej Persji armii gen. Władysława Andersa. Brał udział w kampanii włoskiej. W marszu armii polskiej, by wyzwolić Ankonę, Bolonię, jako dowódca zwiadu padł w lipcu 1944 r. pod Scapezzano, 30 km od Ankony. Tadek spoczął w Loreto, na jednym z czterech polskich cmentarzy wojennych na ziemi włoskiej.

Nasz Wielki Kolega – Jan Paweł II w czasie jednej z wizyt we włoskich diecezjach oddał hołd swemu bohaterskiemu koledze z wadowickiego gimnazjum. W skupieniu i zadumie uniósł do niebios modlitwę.

Również my, koledzy Tadka, we wrześniu 1994 r. – w czasie jednego z koleżeńskich spotkań w Italii wspólną modlitwą uczciliśmy jego poświęcenie dla wolności Polski.

Niezwykłe dzieje wojenne przeszedł młodszy brat Zbyszka – Mietek Nowobilski, urodzony w Palczy. Po maturze – w Dywizyjnym Kursie Podchorążych Rezerwy Piechoty w Krakowie, następnie w Szkole Podchorążych Piechoty. Uciekł z niewoli niemieckiej, a w styczniu 1940 r. przez Węgry i Jugosławię dotarł do Francji; w tym czasie nadal prowadził walkę z Niemcami. Mietek znów dostał się do niewoli niemieckiej i znów udało mu się zbiec. Wrócił do Gorzenia Dolnego. Po krótkim pobycie „Na Dzwonku” przez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię i Turcję, obdarzony wielką odwagą i wolą walki przeciwko zbrodniczej armii niemieckiej, dotarł do Palestyny. Zgłosił się do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Początkowo przyjęty nieufnie, pozytywnie zweryfikowany dzielnie walczył jako dowódca samochodów pancernych z otwartą górą, często zwanych „carrierami”. W grudniu 1941 r., po bohaterskich walkach, trafiony zdradziecko pociskiem artylerii włoskiej pod Ghazalą zginął w płomieniach swego pancernego pojazdu.

Wadowiczanie: Poldek Zweig i Zygmunt Selinger, po internowaniu aż na Syberię, barką po rzece Ob zamierzali dotrzeć do armii gen. Andersa. Sowieccy żołnierze odcięli linę barki od lądu. Utonęli wszyscy syberyjscy uchodźcy – czterystu, a wraz z nimi nasi koledzy Poldek i Zygmunt.

Profesorowie wadowickiego gimnazjum nie ugięli się przed niemieckim okupantem. Z narażeniem życia prowadzili zajęcia na konspiracyjnych kampusach, dzięki czemu przeszło 70 uczniów mogło ukończyć szkołę średnią.

Nasz katecheta – ks. dr Edward Zacher przez ponad 5 lat konspiracyjnie kształcił młodzież.

Po zakończeniu II wojny światowej część kolegów podjęło prace w różnych zawodach. Wyższe studia wydały 3 lekarzy medycyny, 2 lekarzy weterynarii, 6 ekonomistów, 2 księgowych, 3 inżynierów, 2 księży: oprócz Karola Wojtyły – Karol Kurek, który jako wikariusz jednej z parafii ziemi krakowskiej na skutek słabego zdrowia wcześnie zmarł.

Gdy nasz wspaniały kolega z ławy szkolnej Karol Wojtyła zasiadał na Watykanie jako Jan Paweł II – namiestnik Chrystusa, nie zapomniał o swych kolegach z wadowickiego gimnazjum. Słał do nas serdeczne listy, kilkakrotnie spotkał się z nami w rodzinnym mieście Wadowicach, w Rzymie, w Watykanie, w letniej rezydencji papieży w urokliwym Castel Gandolfo, nad jeziorem w Górach Albańskich.

Zawsze serdeczny, otwarty, bez dystansu, z gorącym sercem dla swych wadowickich kolegów.

Pierwsze nasze spotkanie absolwentów wadowickiego gimnazjum 1938 r. odbyło się w licznej jeszcze grupie naszych profesorów, koleżanek rówieśniczek, w lipcu 1948 r. w Wadowicach – w 10. rocznicę matury; również w Wadowicach świętowaliśmy 20. rocznicę we wrześniu 1958 r. Rok 1966 to setna rocznica założenia naszego gimnazjum.

Czerwiec 1979 r. na zawsze radośnie pozostanie w naszych sercach. Pierwsze spotkanie z Karolem jako papieżem. Następnie w czerwcu 1983 r. w Mistrzejowicach i w Krakowie.

W pierwszych dniach czerwca 1997 r. zjechaliśmy do stolicy Tatr – Zakopanego. Niepowtarzalne piękno gór z panującym nad Zakopanem wysokim krzyżem na Giewoncie, liczne kapele i chóry, stroje góralek i górali, blask czerwcowego słońca – wszystko to tworzyło wspaniały, radosny nastrój. Dzieci z zakopiańskich szkół na powitanie Wielkiego Gazdy Gór śpiewały: „Witojcież, Ojcze Świenty, witojcież, ostomiły, pod Giewontu turniami”.

W uroczej scenerii gór i jeziora Albano w sierpniu 1998 r. gościliśmy w Castel Gandolfo, letniej papieskiej rezydencji. To była 60. rocznica matury.

Po raz ostatni spotkaliśmy się z Janem Pawłem II 21 sierpnia 2002 r. w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich w Krakowie, już w znacznie skromniejszym gronie. Papież na wózku wrócił ze spotkania na krakowskich Błoniach z licznymi pielgrzymami przybyłymi nie tylko z Polski, ale i z okolicznych krajów. Nie śpiewaliśmy jak na poprzednich spotkaniach ulubionych piosenek harcerskich, młodzieżowych, ja nie przygrywałem na harmonijce. Ze smutkiem zdawaliśmy sobie sprawę, że nasz Wielki Kolega, Przyjaciel „Lolek” – Jan Paweł II, Papież Nadziei, odchodzi do wieczności.

Wspomniałem: „Ojcze Święty, byłoby nam wszystkim, Twoim kolegom i koleżankom, radośnie i krzepiąco na dalsze lata, kończące ziemską wędrówkę, spotkać się w Wadowicach, Krakowie lub u Ciebie w Watykanie w 65. rocznicę wadowickiej matury”. Jan Paweł II na chwilę się zadumał i po chwili rzekł: „Jak Bóg da, zobaczymy”.

W sobotę 26 maja 2018 r. w bazylice Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny w Wadowicach koncelebrowana była uroczysta Msza św. poświęcona pamięci absolwentów wadowickiego gimnazjum rocznika 1938.
Homilię wygłosił ks. prof. Edward Staniek, absolwent 1959 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Modlitwy w intencji powołań w sanktuarium św. Jana Vianneya

2018-07-20 09:42

ks. mf / Mzyki k. Gniazdowa (KAI)

„Wszyscy jesteśmy powołani do świętości. Byłoby bardzo źle, gdyśmy my księża w pierwszym rzędzie nie odnieśli tego do siebie.” – mówił w homilii bp Andrzej Przybylski. - Dlaczego jest coraz mniej świętych kapłanów? Dlaczego jest coraz mniej młodych ludzi, którzy mają odwagę pójść tą drogą? – pytał biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej.

Ks. Mariusz Frukacz
Zobacz zdjęcia: Trwa „Modlitwa serc i stóp kapłańskich w intencji powołań”

Wieczorem 19 lipca biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej przewodniczył Mszy św. w Sanktuarium św. Jana Vianneya w Mzykach k. Gniazdowa, na zakończenie kolejnego dnia „Modlitwy serc i stóp kapłańskich w intencji powołań”, która trwa w archidiecezji częstochowskiej.

Mszę św. koncelebrowali kapłani z archidiecezji częstochowskiej. W modlitwie wzięli udział klerycy Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie oraz wierni z parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gniazdowie.

Przeczytaj także: Modlitwa serc i stóp kapłańskich

- W przypadku nas kapłanów świętość jest szczególnie wymagana i potrzebna. Tylko troską o własną świętość możemy uświęcać innych – mówił w homilii bp Przybylski i wskazując na przykład św. Jana Marii Vianneya podkreślił, że „Święci są po to, żeby nas czegoś nauczyć.”

- Ten święty ksiądz jest po to, żeby nam zrobić rachunek sumienia, czy jesteśmy świętymi kapłanami. On był pewny mocy, którą mu dał Pan Bóg w jego kapłaństwie. Nigdy nie przestał wierzyć w swoją misję, którą dostał od Boga – podkreślił biskup i powtórzył za świętym proboszczem z Ars: „Gdyby ksiądz zrozumiał tak naprawdę w czym uczestniczy, to by umarł, ale nie ze strachu, tylko z miłości. Bo kapłaństwo to miłość Serca Jezusowego.”

- Dlaczego jest coraz mniej świętych kapłanów? Dlaczego jest coraz mnie młodych ludzi, którzy mają odwagę pójść tą drogą? – pytał biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej.

Za kard. Stefanem Wyszyńskim odpowiedział: „Proszę Was, mniej się usprawiedliwiajcie, mniej się zastanawiajcie, co jest przyczyną w świecie, ze ludzie odchodzą od Boga, a więcej myślcie czego Wam brakuje, że nie przyciągacie, że odpychacie czasem.”

- Czasem lubimy się usprawiedliwiać, że świat jest taki, ale każdy z nas kapłanów musi zadać sobie to pytanie czego mnie brakuje, że nie potrafię pociągnąć młodych, dzieci. Może zamiast głosić słowo Boże, to głoszę siebie. Może chcę uprawiać kapłaństwo swoją spekulacją, swoim zdrowym rozsądkiem, który jest strasznie daleko od drogi Pana – kontynuował biskup.

Bp Przybylski zaznaczył, że „Bożych spraw nie załatwia się po ludzku, dobrą administracją, przepisami prawnymi, wymurowaną świątynią, która lśni, dobrą reklamą i ulotkami o powołania. Boże sprawy załatwia się po Bożemu. A Boże załatwianie to jest modlitwa, pokuta i post.”

Odnosząc się do tekstu Ewangelii biskup podkreślił, że „jarzmo to jest nasza stuła kapłańska.” - Jak ją zakładasz, to nie po to, żeby Ci mówili ekscelencjo, to nie żeby Cię chwalili i żeby Ci było wygodnie, ale to jest jarzmo. To są takie nosidła, na które każdy ksiądz musi wziąć biednych grzeszników, wszystkie trudne sprawy parafii, ludzi, by ich kochać i zbawiać – mówił bp Przybylski.

Na zakończenie Mszy św. kapłani ucałowali relikwie św. Jana Marii Vianneya i św. Teresy od Dzieciątka Jezus.

Przed Mszą św., przy wystawionym Najświętszym Sakramencie bp Andrzej Przybylski poprowadził modlitwę koronki za kapłanów. Tekst tej koronki wraz z Nowenną za kapłanów zatwierdził 4 października 2017 r. abp Wacław Depo metropolita częstochowski.

Również 19 lipca bp Andrzej Przybylski wraz z kapłanami dekanatu koziegłowskiego pielgrzymował od parafii do parafii w intencji powołań kapłańskich, w ramach inicjatywy „Modlitwa serc i stóp kapłańskich w intencji powołań”

Natomiast w rozmowie z KAI ks. prał. Marian Duda, jeden z koordynatorów tej inicjatywy modlitewnej powiedział: „Ufamy, że nasza pokuta i modlitwa w przyszłości przyniesie owoce.”

- To jest modlitwa, która boli w pewnym sensie i ona kosztuje. To jest taki pokorny środek przed Bogiem. To jest także okazja do przeżywania głębokiej jedności kapłańskiej – podkreślił ks. Duda.

Również ks. Wojciech Gaura, proboszcz parafii pw. Zesłania Ducha Świętego w Winownie zaznaczył, że „ta inicjatywa, to jest droga współczesnego człowieka, żeby wyjść i poszukiwać, wołać o sumienia.” - Idziemy w naszej pielgrzymce ze świadomością, ze to Pan powołuje. Na pokornych i świętych kapłanów oczekują ludzie – powiedział KAI ks. Gaura.

Podczas akcji „Modlitwa serc i stóp kapłańskich w intencji powołań”, która potrwa od 16 lipca do 20 sierpnia, każdego dnia w innym dekanacie kapłani będą pieszo pielgrzymować od parafii do parafii, modląc się i poszcząc w intencji powołań kapłańskich.

Modlitwa i pielgrzymka w intencji powołań kapłańskich odbywa się w ramach poszczególnych dekanatów. W godzinach rannych kapłan odprawia Mszę św. w intencji nowych powołań kapłańskich w kościele, w którym posługuje, bądź po uzgodnieniu z proboszczem miejsca w kościele, od którego rozpoczyna pielgrzymkę. Następnie wyrusza w drogę przechodząc od parafii do parafii, nawiedzając na kwadrans poszczególne kościoły. W drodze kapłan odmawia różaniec i medytuje Ewangelię. Na drogę kapłan bierze tylko suchy chleb i wodę. W drogę kapłan zabiera drewniany krzyż z napisem „Jezus: szukam właśnie Ciebie” oraz relikwie św. Teresy od Dzieciątka Jezus, św. Jana Pawła II lub inne. Krzyż jest przekazywany z dekanatu do dekanatu kolejnym kapłanom pielgrzymom.

Sanktuarium św. Jana Vianneya w Mzykach to kościół filialny na terenie parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gniazdowie. Kościół ten został poświęcony 4 sierpnia 1994 r. przez abp Stanisława Nowaka metropolitę częstochowskiego. Kościół w Mzykach jako jedyny w archidiecezji częstochowskiej i jeden z nielicznych w Polsce p.w. św. Jana Marii Vianneya posiada relikwie św. Proboszcza z Ars. 4 sierpnia 2000 r. kościół został podniesiony do rangi sanktuarium.

Pielgrzymi przybywający do tego sanktuarium w ramach posiłku otrzymują m. in. tzw. „ziemniak św. Jana Vianneya”. - To taki nasz pomysł, nawiązujący do bardzo skromnego i ubogiego posiłku Świętego Proboszcza z Ars. Przy naszym sanktuarium jest również „pokój św. Jana Marii Vianneya”, zrobiony na wzór pokoju świętego proboszcza w Ars - podkreśla ks. Tomasz Nowak, kustosz sanktuarium w Mzykach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Abp D. Martin: sukcesu wizyty Jana Pawła II w Irlandii nie da się powtórzyć

2018-07-20 21:58

(KAI/vaticannews.va) / Dublin

Zbliżającej się wizyty Franciszka w Irlandii towarzyszy duże zainteresowanie, ale na pewno nie uda się powtórzyć tego, co działo się podczas podróży apostolskiej Jana Pawła II w 1979 r. Taki pogląd wyraził arcybiskup Dublina Diarmuid Martin podczas konferencji prasowej prezentującej Światowe Spotkanie Rodzin, które odbędzie się w stolicy Irlandii w dniach 21-26 sierpnia. W dwóch ostatnich dniach tego wydarzenia weźmie udział Ojciec Święty.

Włodzimierz Rędzioch

Mówca przyznał, że podróż papieża Polaka była zjawiskiem historycznym, wręcz legendarnym. Było to jedno z tych wydarzeń, o których dziadkowie do dziś opowiadają swoim wnukom. Były to także największe zgromadzenia w historii Irlandii, a zarazem szczytowy punkt w dziejach tamtejszego Kościoła – wspominał abp Martin.

Ale zaznaczył, że również obecna wizyta Ojca Świętego cieszy się dużym zainteresowaniem. W jej centrum znajduje się osoba Franciszka, który jest swego rodzaju religijną gwiazdą. "80-letni papież jawi się jako człowiek nowoczesny i ludziom się to podoba" – dodał abp Martin.

Zwrócił uwagę, że o popularności Franciszka świadczy chociażby to, jak szybko rozeszły się wejściówki na wszystkie papieskie wydarzenia. Arcybiskup przyznał, że część z nich mogli zarezerwować złośliwie ludzie, którzy wcale nie zamierzają uczestniczyć w spotkaniach z papieżem i chcą jedynie zaniżyć frekwencję. Wyraził jednak przekonanie, że dotyczy to niewielkiej liczby biletów. Takie działania określił mianem łobuzerii.

Arcybiskup Dublina zaznaczył, że po wizycie papieża nie należy się spodziewać cudów. Franciszek będzie na wyspie jedynie 36 godzin. To za mało, by wytyczyć drogę przed Kościołem w Irlandii. "Papież będzie dla nas jednak wyzwaniem, abyśmy naprawdę byli Kościołem w zmieniającej się kulturze" – dodał prymas Irlandii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem