Reklama

Stowarzyszenie Przyjaciół Ludzkiego Życia - 1%

Wigilijka harcerska w Tarnogrodzie

2018-01-03 12:37

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 1/2018, str. III

Joanna Ferens
Świąteczne spotkanie harcerzy służy m.in. konsolidacji środowiska

5. Tarnogrodzka Drużyna Harcerek „Agape” i 13. Próbna Tarnogrodzka Drużyna Wędrowniczek „Phillia” zorganizowały harcerską wigilijkę, w której wzięło udział ok. 100 harcerek należących do obu drużyn

Opomyśle na wigilijkę i ideach tego wydarzenia poinformowała drużynowa 5. Tarnogrodzkiej Drużyny Harcerek „Agape”, Natalia Zając: – Wigilijka harcerska towarzyszy nam od początku tworzenia drużyny. Uważamy, że drużyna to swoista rodzina, więc jeśli z rodziną spotykamy się przy świątecznym stole i składamy sobie życzenia, tak spotykamy się z całym środowiskiem harcerskim. Chcemy złożyć sobie życzenia, podzielić się opłatkiem, ale przede wszystkim chcemy spędzić wspólnie czas w świątecznej atmosferze. Zorganizownie wigilijki uczy nas również odpowiedzialności za całą drużynę, staranności i umiejętności praktycznych, gdyż druhny same wszystko przygotowują, dekorują stół, przynoszą zrobione przez siebie potrawy, a także własnoręcznie wykonane prezenty – opowiadała Natalia Zając.

Swoimi refleksjami na temat tego wydarzenia podzieliła się samarytanka Aleksandra Fus z drużyny „Phillia”: – Jest to dla nas wszystkich bardzo ważne spotkanie. Ono nas wszystkich jednoczy, możemy podzielić się opłatkiem w swoim gronie, gdyż harcerstwo mówi o braterstwie. Jak widzę młodsze harcerki, które są uśmiechnięte i szczęśliwe, to bardzo mnie to motywuje do dalszego działania. Nie wyobrażam sobie życia bez harcerstwa. Poza tym ogromną rolę w życiu harcerza odgrywa Bóg, dlatego organizacja tej wigilijki ma na celu przybliżyć nas do Pana Boga – podkreśliła.

W skład drużyny tarnogrodzkiej wchodzą również harcerki z Majdanu Starego. Jedną z nich jest przyboczna Alicja Nizio, która również tłumaczyła, czym jest dla niej harcerska wigilia: – Jesteśmy jedną drużyną, więc jeśli coś organizujemy to wszystkie razem, nieważne skąd pochodzą nasze poszczególne zastępy. Spotykamy się na tej wigilijce, aby połamać się opłatkiem, złożyć sobie świąteczne życzenia. Dla mnie jest to wielka przygoda i niesamowity czas wspólnego przeżywania świąt Bożego Narodzenia – podkreśliła.

Reklama

Opiekunką 13. Próbnej Tarnogrodzkiej Drużyny Wędrowniczek „Phillia” jest pochodząca z Jarosławia podharcmistrzyni Beata Lichota, która podkreśla wymiar dydaktyczny wydarzenia. – Wigilijka to wydarzenie, które bardzo mocno integruje środowisko harcerskie. Jest to okazja do spotkania, rozmowy i wymiany doświadczeń, a także podsumować kończącego się roku kalendarzowego i wspominania przeżytych w mijającym roku wielu przygód. Składając sobie życzenia dziękujemy sobie wzajemnie za wszystko, co otrzymaliśmy od innych. Ponadto mamy doskonałą okazję, aby zaplanować działania na nowy rok, zwłaszcza na te najbliższe miesiące. Ponadto jest to również edukacja religijna i ewangelizacja, gdyż w ramach wydarzenia czytamy fragmenty Pisma Świętego o narodzeniu Chrystusa i śpiewamy kolędy – wskazała.

Na spotkaniu pojawił się również ks. Jerzy Tworek, proboszcz parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Tarnogrodzie, który złożył harcerkom świąteczne życzenia i udzielił błogosławieństwa. – Pan jest blisko, radujcie się! Cieszę się z waszej obecności i waszych licznych działań na terenie naszego miasta. Życzę wam Bożego błogosławieństwa i wielu łask, zdrowych i spokojnych świąt w gronie najbliższych. Niech Pan, który narodzi się z Maryi Dziewicy obdarza was radością i pokojem – mówił do zebranych ks. Tworek.

Wigilijka rozpoczęła się uroczystym apelem drużyny, podczas którego nastąpiło oficjalne powołanie nowych funkcji w poszczególnych zastępach, poszczególne zastępowe zakończyły swoją trzymiesięczną próbę, a nowe druhny otrzymały mundury. Nie zabrakło również śpiewania kolęd i harcerskich zabaw integracyjnych.

Tagi:
wigilia

Po "Wigilii bez granic" będzie "Wielkanoc bez granic"

2018-02-15 08:01

Dzieło "Wielkanoc bez granic" jest kontynuacją "Wigilii bez granic".

Fotolia.com

Polega na budowaniu relacji między Polakami a cudzoziemcami studiującymi lub pracującymi w Polsce. Dobre, osobiste relacje pomogą cudzoziemcom poznać naszą kulturę, tradycję i wiarę chrześcijańską. Celem tych działań jest pomoc w procesie stopniowego wrastania danej osoby w kulturę otaczającego ją społeczeństwa, czyli inkulturację. Czas Świąt jest dobrym momentem, żeby, wykorzystując przerwę w zajęciach na uczelni czy w pracy, zaprosić cudzoziemców do naszych domów na Śniadanie Wielkanocne lub Obiad Wielkanocny.

Głównym inspiratorem „Wielkanocy bez granic” jest Robert Schuman. Uznawany za ojca założyciela Wspólnoty Narodów Europy. Schuman łączył narody i instytucje oraz wspierał współpracę gospodarczą, ale zawsze podkreślał, że najważniejsze jest łączenie ludzi, budowanie relacji między nimi. Patrząc na wyzwania naszych czasów, czyli np. na wielką migrację ludzi i problemy z tym związane nie trudno zauważyć, że potrzebują oni pomocy nie tylko instytucjonalnej, ale przede wszystkim otwartego serca drugiego człowieka. W Polsce mamy już bogate doświadczenie goszczenia w domach młodych pielgrzymów z całego świata, którzy przyjechali do nas na Światowe Dni Młodzieży.

Aby dotrzeć z pomysłem "Wielkanocy bez granic" do jak największej liczby cudzoziemców studiujących lub pracujących w Polsce oraz do polskich rodzin, które mogłyby ich gościć, chcemy promować ten projekt na uczelniach, w firmach zatrudniających cudzoziemców, przez wojewódzkie urzędy d/s cudzoziemców, w parafiach, szkołach oraz oczywiście w mediach: prasa, radio, telewizja zarówno ogólnopolska jak i regionalna oraz oczywiście przy pomocy portali internetowych.

Cudzoziemcy i polskie rodziny chętne do wzięcia udziału w "Wielkanocy bez granic" będą mogły się spotkać przed Wielkanocą w celu poznania i zaproszenia się na śniadanie lub obiad wielkanocny. Szczegółowe informacje o takich spotkaniach będą umieszczone na stronie www.WielkanocBezGranic.com. Można też zgłosić chęć udziału i zaproszenia na Wielkanoc poprzez formularz na stronie www.WielkanocBezGranic.com.

Projekt budowania relacji pomiędzy Polakami a Cudzoziemcami nie ogranicza się tylko do jednej akcji -spotkania przy Wielkanocy, ale przewiduje regularne spotkania obu stron przez cały rok dla rozwijania powstałych relacji, przenoszenia ich w inne sfery życia społecznego oraz angażowania w kolejne dzieła, aby mogła zawiązywać się Wspólnota Narodów w praktyce.

Mamy już pierwsze doświadczenia spotkań po Wigilii i angażowania się wigilijnych gości w organizowanie „Wielkanocy bez granic”. Kolejnym wydarzeniem, na które będziemy zapraszać gości z obu tych projektów będzie II

Europejski Festiwal Schumana w Świątyni Opatrzności Bożej 13 maja 2018 roku.

Chcemy w każdym mieście wojewódzkim lub powiatowym, ale nie tylko, zorganizować grupy wolontariuszy, które realizowałaby powyższe zadania oraz wszelkie inne działania potrzebne dla jak najlepszego zrealizowania tego projektu. Lokalne grupy wolontariuszy będą współpracować z zespołem centralnym, który będzie służył wszelką pomocą merytoryczną i techniczną. Przygotowujemy spot telewizyjny i radiowy, które będą promowały to dzieło w mediach oraz środkach komunikacji miejskiej i międzymiastowej. Przygotowujemy także plakaty i ulotki.

Organizujemy w marcu akcję rozdawania/naklejania przez wolontariuszy naklejek-zaproszeń w formie jajka wielkanocnego promujących "Wielkanoc bez granic" na ulicach i innych miejscach polskich miast, takich jak uczelnie, parafie, instytucje, ośrodki kultury, szkoły.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Abp Henryk Hoser o sprawie Alfiego Evansa: Sądy stają się panami życia

2018-04-25 14:16

Rozmawiał Adam Kacprzak/wpolityce.pl

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a którą mu się odbiera - powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl arcybiskup Henryk Hoser SAC, biskup senior diecezji warszawsko-praskiej.

Artur Stelmasiak
Abp Henryk Hoser

wPolityce.pl: Księże Arcybiskupie, historia dwuletniego Alfiego Evansa bez wątpienia porusza, ale także i bulwersuje. Lekarze przekonywali, że jego terapia jest „daremna”, a wręcz „nieludzka”. Czy ktokolwiek ma moralne prawo wygłaszać takie słowa?

Ks. Arcybiskup Henryk Hoser: Każda terapia jest ludzka. Nieludzkie może być traktowanie człowieka. Trzeba powiedzieć, że ten przypadek nie podpada pod pojęcie terapii uporczywej, czyli daremnej, ponieważ nie zachodzą dwie ważne proporcje. Po pierwsze, to jest dwuletnie dziecko, czyli organizm rosnący, a nie będący u kresu swego życia człowiek podeszły, którego perspektywa życia biologicznego nie jest długa. Tutaj przede wszystkim są pewne szanse podtrzymania tego dziecka przy życiu. A nawet gdy dzisiaj nie mamy efektywnej terapii leczenia, to jednak postęp w leczeniu chorób genetycznych jest tak duży, że za jakiś czas można by pomoc przyczynowo. I po drugie, fakt, że to dziecko, odłączone od aparatury, oddychało samodzielnie ponad 10 godzin, pokazuje, że miało ono autonomię życia.

Przy tej sprawie trzeba zwrócić jeszcze uwagę, że mimo postawy rodziców i nadaniu dziecku włoskiego obywatelstwa - co stało się dzięki zaangażowaniu Ojca Świętego - by mogło zostać transferowane do rzymskiego szpitala Bambino Gesu, nie chciano dać mu tej możliwości. Trzeba też wreszcie powiedzieć, że jest bardzo złą praktyką, że to sądy stają się panami życia i śmierci.

Czy można powiedzieć w takim razie, że system – sąd brytyjski, ale także trybunał w Strasburgu, który podtrzymał decyzję o odłączeniu od aparatury – stał się w jakimś sensie przejawem cywilizacji śmierci?

To jest przejaw cywilizacji śmierci. Widzimy tę perspektywę i autonomię życia, która już tutaj zaistniała. Natomiast przypadki takich chorób regresyjnych - gdy dziecko urodziło się bez objawów, a które postępują teraz – powinny być uprzywilejowane przez badania medyczne, by można było takie choroby obserwować i potem leczyć. A tego się nie robi. Każdy taki przypadek jest wielkim wyzwaniem dla nauki o człowieku i medycyny.

Pojawia się również pytanie o prawa rodziców, którzy walczyli o życie swojego dziecka przed sądami. Czy w świecie Zachodu rodzice tych praw już nie mają?

Coraz bardziej te prawa są im odbierane. A w tym wypadku, nawet jeśli państwo brytyjskie nie chciało tego dziecka utrzymywać – co na pewno nie stanowi wielkiego obciążenia – to powinno zgodzić się na przewiezienie go tam, gdzie chciano go leczyć, czyli wyspecjalizowanego szpitala rzymskiego Bambino Gesu.

Interwencja Ojca Świętego Franciszka i Watykanu daje chyba poczucie nadziei, że Kościół wypełnia tak mocno swoją misję obrony życia.

Został już prawie sam na tej arenie walki o życie. Coraz mniej jest instytucji, które broniłyby ludzkiego życia tak konsekwentnie jak właśnie Kościół.

W Wielkiej Brytanii widzimy wyraźnie dwa obrazki: ciężko chory dwulatek, skazany na śmierć i radość z powodu narodzin „royal baby”. Ten rozdźwięk chyba nie najlepiej świadczy o społeczeństwie Zachodu?

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a które się odbiera.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielka Brytania: ks. Gabriele modli się przy łóżku Alfiego

2018-04-26 15:59

vaticannews.va / Liverpool, Watykan (KAI)

Rodzice Alfiego Eczują się po raz kolejny zdradzeni przez swój kraj. Jednak decyzja sądu ich nie powstrzyma. Zapewnili mnie, że będą dalej walczyć i zrobią wszystko, co w ich mocy, by ich syn został przewieziony do Włoch – powiedział ks. Gabriele Brusco, który towarzyszy angielskiemu chłopcu i jego rodzinie w walce o życie i godną opiekę w chorobie.

Alfie Evans/Facebook

Po wczorajszej decyzji sądu apelacyjnego, który odrzucił odwołanie rodziców i potwierdził, że Alfiego nie można przetransportować na dalszą terapię do Rzymu, Thomas Evens, tata chłopca, oświadczył, że będzie zabiegał u lekarzy o jak najszybsze przeniesienie go do domu.

Ks. Brusco, który niemal przez cały czas pozostaje w szpitalu w Liverpoolu, potwierdza, że stan chłopca jest stabilny. Rodzicom bardzo zależy na obecności kapłana, proszą by się modlił za Alfiego czy choćby, na znak błogosławieństwa, kładł rękę na jego czole. Kwestia wiary jest w tej całej sprawie bardzo ważna – mówi włoski kapłan.

- Musimy mieć nadzieję i modlić się – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Brusco. – Bo cudu nigdy nie da się wykluczyć. Jesteśmy wierzący i dlatego w to wierzymy. Teraz jednak trzeba czekać. Tylko Bóg wie, kiedy udzieli nam tego cudu, i czy w ogóle nam go udzieli.

Ks. Brusco zwraca też uwagę na bardzo napiętą atmosferę w samym szpitalu i stałą obecność policjantów. Podkreśla też, że jest pełen podziwu dla młodych rodziców Alfiego. „Gdybym to ja był ojcem – powiedział włoski kapłan - to podobnie jak Tom, zrobiłbym wszystko, by ocalić mego syna i nie poddałbym się po orzeczeniu sędziego, który nie pozwala przyjąć pomocy od tych, którzy chcą udzielić opieki umierającemu synowi”.

Tymczasem do Watykanu przyjechał wczoraj arcybiskup Liverpoolu i po audiencji ogólnej rozmawiał z papieżem. Powiedział Franciszkowi, że katolicy w jego diecezji są do głębi wzruszeni całą sprawą. Stanął też jednak w obronie szpitala, w którym przetrzymywany jest Alfie. Zapewnił, że jego personel robi wszystko, co po ludzku jest możliwe, by pomóc dziecku. Wyraził wdzięczność za współczucie okazane w tej sprawie przez Włochów. „Wiem jednak – dodał abp Malcolm McMahon – że i nasz system medyczny i prawny w Zjednoczonym Królestwie jest oparty na współczuciu i ochronie praw dziecka”.

W obronie lekarzy stanęła też brytyjska policja. Oświadczyła, że monitoruje związaną z tą sprawą aktywność na sieciach społecznościowych i zagroziła sankcjami prawnymi przeciwko tym, którzy obrażają pracowników liverpoolskiego szpitala.

Tym nie mniej dyskusja na temat kontrowersyjnych decyzji brytyjskich lekarzy i prawników nie milknie. Stawka jest bowiem bardzo wysoka – uważa bp Francesco Cavina, który w ubiegłym tygodniu zorganizował spotkanie papieża Franciszka z tatą Alfiego Thomasem Evansem.

- Nasi ojcowie walczyli z nazizmem i komunizmem, ponieważ były to ideologie, w których państwo stało się dobrem absolutnym, decydującym o dobru i złu, o życiu i śmierci swych obywateli – powiedział Radiu Watykańskiemu bp Cavina. – Trzeba sobie postawić pytanie, czy dziś ponownie nie zbliżamy się do takiej sytuacji. Tym razem ma to jednak inną oprawę. Mówi się bowiem o godnym życiu, którego to dziecko, zdaniem szpitala, mieć nie będzie. Jest to bardzo niepokojące. Ale zarazem wydaje mi się, że do wielu sumień dotarło jednak, o co chodzi tak naprawdę w tej walce. Jest to walka o życie, by móc nadal żyć i by nikt inny nie decydował, kto ma prawo żyć, a kto musi umrzeć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Od oceanu do oceanu - 1%

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem