Reklama

Ostatni moment na odbudowę

2018-01-03 12:38

Emilia Walczak
Edycja zielonogórsko-gorzowska 1/2018, str. VI

Towarzystwo Ziemi Głogowskiej
Budynek teatru w latach 1930-31. To były czasy jego świetności

Serce teatralne miasta przestało bić na kilkadziesiąt lat. Kiedy mieszkańcy Głogowa tracili już nadzieję na przywrócenie budynkowi teatru jego świetności, nastąpiła reanimacja. Odbudowa 200-letniej instytucji kultury ma szansę zakończyć się w przyszłym roku

Ledwie aktorka skończyła wątek, do głosu doszedł jej narzeczony, zaczął opisywać gruntowny remont, jakiemu poddano teatr w latach 1925-28. Przebudowano scenę (...), korzystając z nowinek technicznych – sceny obrotowej oraz okrągłego horyzontu koniecznego do projekcji świetlnych. (...) Wybudowano nowy balkon, a strop zaokrąglono i obłożono płytami sztukatorskimi w kolorze srebrnoszarym. Z kolei ściany widowni obito niebieskim pluszem. Idealnie kontrastuje z czerwienią foteli i posadzki. Po remoncie są aż czterysta pięćdziesiąt trzy miejsca siedzące – ekscytował się, jakby on sam wykonał większość prac”. Tak budynek i kuluary głogowskiego życia teatralnego opisuje Krzysztof Koziołek, autor kryminału „Góra Synaj”, którego tłem jest przedwojenny Głogów. Pisarz spędził długie godziny nad mapami i historycznymi dokumentami, przygotowując się do odtworzenia tamtych czasów. W okresie, do którego nas przenosi w głogowskim Teatrze im. Andreasa Gryphiusa, działał 60-osobowy zespół aktorów, grano 118 przedstawień w sezonie. Aktorzy prezentowali się w Zielonej Górze czy Nowej Soli. Posiadał on nawet zespół operowy. Teatr jednak miewał lepsze i gorsze momenty.

Przeszłość

Historia teatralna Głogowa zaczyna się w średniowieczu. Na ziemiach Dolnego Śląska odbywały się tzw. gry duchowne, związane z liturgią kościelną i świętami. Obok nich funkcjonowały rubaszne „gry świeckie” przygotowywane przez rzemieślników. W Głogowie bogaty rozdział tradycji teatralnych zapisał szkolny teatr jezuicki. – Wkrótce po przybyciu w 1625 r. jezuici uczynili z teatru jedną z najważniejszych metod nauczania i wychowania młodzieży. Z czasem otworzyli własną scenę, a przedstawienia były stopniowo rozbudowywane – mówi Antoni Bok, lokalny historyk. Głogowianie mogli oglądać przedstawienia nie tylko w auli kolegium przy kościele jezuitów, ale także w zamku i jego ogrodach. Na spektakle przychodzili do ratusza, co należało do miejskich tradycji. Ponad 200 lat temu władze postanowiły, że w mieście musi powstać teatr z prawdziwego zdarzenia i tak się stało. – Był on odpowiedzią na potrzeby mieszkańców. W mieście żyło w tamtych czasach wielu żołnierzy z rodzinami. Trzeba było zapewnić im rozrywkę – mówi Rafael Rokaszewicz, prezydent Głogowa, historyk.

Zniszczony

Od lat 20. XX wieku teatr działał w konkurencji z radiem. W Głogowie były dwa kinoteatry. W tamtych trudnych gospodarczo czasach w Niemczech zamknięto 50 teatrów. W okolicy taki los spotkał m.in. teatr w Zielonej Górze, Bolesławcu, Wałbrzychu i Opolu. – Nasz trzymał się dzielnie – ocenia A. Bok. W sezonie 1934-35 głogowski zespół dał rekordową liczbę 210 spektakli. Był w rękach prywatnych, każdy liczył pieniądze. Po wybuchu II wojny światowej teatr działał nadal. Niemieckie władze kontrolowały repertuar, a sezon w 1944 r. był ostatnim. Rok później budynek został zniszczony, podobnie jak 90 proc. Głogowa. Przestała istnieć jego część północna. Zniszczona została więźba dachowa i strop sali widowiskowej. Z wnętrz zachowały się w stanie surowym pomieszczenia hallu, kas, bufetu i zascenia. W dość dobrym stanie była konstrukcja balkonu. – Patrząc na zburzony rynek głogowski, można by powiedzieć, że budynek teatru miał mimo wszystko szczęście. Nie zniknął, pozostał na swoim miejscu. Niestety, jego dusza przepadła bezpowrotnie. Afisze, zapiski, kroniki, dokumentacja, rekwizyty, stroje i kostiumy wojna zabrała ze sobą – ubolewa historyk w wydanej broszurze „200 lat Teatru Miejskiego w Głogowie”.

Reklama

Teraźniejszość

Pierwsze próby odbudowy teatru podjęto jeszcze w latach 50. ub. wieku. Budynek po remoncie miał mieścić kino na 300 miejsc. Nic z tego nie wyszło. W latach 70. z teatru chciano zrobić Centrum Kultury „Dom Młodego Górnika”. Nie udało się. Dziesięć lat później odbudowę zadeklarowała Huta Miedzi Głogów, chciała korzystać z teatru jako własnego obiektu kulturalnego. I ten projekt został tylko na papierze. W latach 90. pojawił się pomysł na odbudowę teatru i połączenie w nim funkcji kulturalnych z gastronomią i handlem. Dobudowanie części usługowej miało kosztować 21 mln zł. Po podaniu tej kwoty temat znów ucichł na długie lata. Dlaczego 20 lat później miałoby się udać, odpowiada prezydent miasta Rafael Rokaszewicz.

– Jest kilka powodów. Teatr długo czekał na swoją kolej. Odbudowa należała się ze względu na jego wartości historyczne. Mamy ruiny najstarszego teatru miejskiego w Polsce. Były starsze teatry, ale dziś już ich nie ma. W ich miejsce wybudowano coś innego. Mówimy o obiekcie, który ma ponad 200 lat i jako zabytek jest bardzo ważny – podkreśla prezydent. Nikogo w Głogowie nie trzeba przekonywać, że warto dbać o obiekty tej klasy. Dodatkowo dzięki odbudowie teatru zostanie zamknięty temat rekonstrukcji obiektów na głogowskim rynku.

Mozolna praca

Odbudowa trwa. Do listopada 2018 zaplanowano zakończenie prac. Prezydent mówi, że nie przywiązuje się do tej daty. Po wejściu ekipy na plac budowy pojawiły się pierwsze problemy. Odbudowa zabytku to mozolna praca, każdy krok na budowie musi być skonsultowany z konserwatorem zabytków. Ze ściany wschodniej została zdjęta sztukateria, po to żeby przykleić ją na odbudowane ściany. – To wymaga czasu i odpowiedniego podejścia. Czym jest rok w porównaniu do 77 lat, kiedy obiekt stał w ruinie? – pyta R. Rokaszewicz. Elementem, bez którego nie byłoby odbudowy, jest finansowanie. Najpierw była potrzebna dokumentacja projektowa, do której władze miasta podchodziły kilka razy. Koszt samego projektu to kilkaset tysięcy zł. Jej przygotowanie trwało rok, w międzyczasie projekt odbudowy teatru był konsultowany na forum krajowym. Branża zaczęła coraz bardziej go poznawać i ułatwiło to drogę do pozyskiwania pieniędzy. – Wszyscy wiedzieli, że jest coś takiego jak teatr miejski w Głogowie i samorząd chce go odbudować. To wywołało sensację, bo kto robi takie rzeczy w dzisiejszych czasach? – opowiada włodarz. Urzędnicy głowili się, skąd wziąć miliony na odbudowę. Starano się o środki unijne u marszałka, drugi wniosek wysłano do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dobra wiadomość do Głogowa dotarła jesienią 2017 r. Ministerstwo uznało, że z 200 zgłoszonych projektów teatr w Głogowie zasługuje na dotację w wysokości ponad 14 mln zł.

Spełnienie marzeń

Finisz i happy end tej historii jest już na horyzoncie. Kiedy z placu budowy wyjadą maszyny i robotnicy, będzie on służył jako obiekt kulturalny. – Mam nadzieję, że zobaczymy w nim nie tylko spektakle, ale także wysłuchamy koncertów. Jeżeli będzie taka potrzeba, będą się tam odbywały konferencje. Zaplanowano, że zasiądzie w nim 250 widzów – relacjonuje prezydent. Takiej sali w mieście brakuje. Będzie większa niż Sala Rajców, która mieści 80-100 osób, ale mniejsza niż widownia Miejskiego Ośrodka Kultury przewidziana na 450 krzeseł. – W Głogowie istnieją ruchy teatralne, które będą miały swoje miejsce, będą miały gdzie się pokazać. Formalnie instytucja teatru będzie połączona z Miejskim Ośrodkiem Kultury – dodaje. Podkreśla, że przyszłości nie da się przewidzieć. – Zobaczymy, w jakim kierunku to podąży. Liczymy na teatry zewnętrzne, grupy działające przy ośrodku kultury. Będą mogły wystawiać swoje sztuki. Każdy samorządowiec chce coś po sobie zostawić. Jestem daleki od stawiania pomników, ale odbudowa teatru to będzie spełnienie moich zamysłów i marzeń – ocenia R. Rokaszewicz.

Wystrój stylizowany

Jak budynek będzie wyglądał za kilka lat? Po odbudowie oprócz sali widowiskowej będzie dobudowana kamienica południowa, która istniała przed wojną. Tam będą pomieszczenia techniczne, biurowe, socjalne. Do środka będzie wchodziło się dołem, gdzie zaplanowano szatnię, foyer, toalety i schody prowadzące do sali głównej. Nie będzie sceny obrotowej. Zaplanowano za to zapadnię. W budynku będzie winda i zewnętrzne schody od strony ratusza. Powstaną ze względu na przepisy pożarowe. Wystrój w środku będzie stylizowany, a sprzęty techniczne na najwyższym poziomie. Tyle o samym budynku, a kto będzie tworzył jego prawdziwe wnętrze?

Nie zawłaszczają

Na to pytanie próbują odpowiedzieć Elżbieta Bock-Łuczyńska, związana z głogowskim ruchem teatralnym od 16 lat, obecnie prowadząca grupę Intermedium, i znany animator życia teatralnego Bartek Adamczak. Pani Elżbiecie wciąż trudno uwierzyć, że teatr zostanie odbudowany. – Lepiej nie mieć wyobrażeń. Trudno sobie wyobrazić, jak wpłynie to na środowisko – zastanawia się. Parę lat temu jej teatr młodzieżowy zagrał w ruinach teatru. Pokazali przedstawienie z pogranicza pantomimy pt. „Zbrodnia”. Po występie odbyło się oprowadzanie po ruinach. Niedługo ze swoimi aktorami będzie mogła stanąć na prawdziwej scenie. – Na moje wyczucie, grupy teatralne, które będą tam działały, nie mogą być zamknięte. Tam powinny powstawać przedsięwzięcia, do których dobiera się konkretnych ludzi, doświadczonych aktorów i amatorów. To byłoby dobre – zdradza swoje pomysły.

Bartek Adamczak właśnie przygotowuje się do monodramu opartego na tekstach Nikołaja Gogola. Premiera w styczniu. Na odbudowę teatru patrzy w kontekście życia kulturalnego miasta. – To się na pewno uda, to nie będzie tylko teatr. Mam nadzieję, że to będzie centrum spotkań młodzieży, działania, łączenia wielu pomysłów – gdyba. Jego zdaniem, we współczesnym świecie jest dużo rozrywki, ale teatr ma szansę być miejscem, gdzie będzie można od niej odetchnąć. – Mam nadzieję, że stworzy się moda na bywanie w tym miejscu. Teatr wnosi w moje życie odpoczynek, radość. To tam przeżywam katharsis. Wiem, że jest to oczyszczenie nie tylko dla mnie, ale także dla tych, którzy na moje sztuki przychodzą. Wspólne przeżywanie będzie najlepszym, co nas spotka w odbudowanym teatrze – mówi bez cienia wątpliwości.

Tagi:
teatr

Teatr w ogniu pytań

2018-10-10 14:38

Tomasz Bieszczad

„Teatr w ogniu pytań” to wyjątkowe wydarzenie artystyczne, które zostanie zaprezentowane w październiku i listopadzie 2018 r. w kilku polskich gimnazjach. Obecnie znajduje się ono na etapie przygotowań. Seria prób trwa od początku września w Katolickim Gimnazjum SPSK im. Siostry Faustyny w Łodzi.

W pierwszej kolejności powstanie tam spektakl, który będzie zawierał dawkę wiedzy o specyficznych cechach i powinnościach teatru. Po łódzkiej premierze (18 października br.) zespół wykonawców pojedzie z nim „w Polskę” – czyli do kilku szkół skupionych w Stowarzyszeniu Przyjaciół Szkół Katolickich, Będą to szkoły w Częstochowie, Czarnym Dunajcu, Opolu, Włocławku, Wierzbiu i Wieluniu.

Spektakl nosi tytuł: „Teatr w ogniu pytań” i rzeczywiście, pytań będzie w nim sporo, ale będą też odpowiedzi, jednak ładunek wiedzy „utajony” w spektaklu nie zatrze jego komediowego, żartobliwego charakteru.

Zainscenizowana wizyta grupy aktorów w szkole utrzymana będzie w poetyce „teatru w teatrze”, a ściślej, w poetyce „próby otwartej” (dla widzów). Zdarzenie to przebiegnie pod dyktando Reżysera, a weźmie w nim udział trójka Aktorów, Muzyk i obecna tam „przypadkowo” Nauczycielka.

Dzięki serii oryginalnych pomysłów inscenizacyjnych publiczność będzie „przenoszona” z jednej sytuacji scenicznej do drugiej, a czasami wręcz na scenę, gdzie weźmie czynny udział w akcji i pozna, niejako „po drodze”, ważne zagadnienia z teorii i historii teatru. Nastąpi całkowite odejście od „oficjalnej” relacji pomiędzy sceną a widownią, na rzecz naturalnego, otwartego kontaktu, co zdejmie ze spektaklu charakter napuszonej powagi i trzymania publiczności „na dystans”.

Łódzka prapremiera i spektakl częstochowski zostaną nagrane, a całe widowisko – powielone na płytach DVD i rozesłane do ponad stu zainteresowanych placówek SPSK, by pełnić rolę pomocy dydaktycznej dla nauczycieli.

Projekt jest finansowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego z udziałem własnym SPSK i sponsorów prywatnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

16 października – tę datę wybrała Maryja?

2018-10-16 14:49

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Pytanie jest zasadne. W tym samym dniu, 61 lat wcześniej powstało Rycerstwo Niepokalanej.

40 lat temu Karol Wojtyła został papieżem i w tym dniu Kościół wspomina św. Jadwigę Śląską, dlatego została patronką dnia wybrania go na namiestnika Chrystusa.

101 lat temu o. Maksymilian Kolbe założył Rycerstwo Niepokalanej podpowiadając, aby dla Maryi i Jej metodami zdobyć cały świat. Czy w Księdze Rycerstwa w Niepokalanowie jest adnotacja o tym, że Karol Wojtyła był, formalnie, Rycerzem Maryi? Jeszcze nie wiem, na to pytanie szukamy odpowiedzi. Ojcowie franciszkanie do tej pory nie trafili na taki wpis, ale nie wykluczają, że w dawnych księgach może być zachowany, jeśli Karol Wojtyła taką decyzję nie tylko podjął, ale formalnie dopełnił wpisu. Jeśli tak, to miało to prawdopodobnie miejsce w okresie krakowskim Wojtyły, wtedy zresztą liczby wstępujących do Rycerstwa imponująco rosły, ojcowie franciszkanie zagarniali pod płaszcz Maryi rzesze ludzi, a Cudowny medalik, tarcza Rycerza Niepokalanej, łączył noszących go w armię kochających Jezusa Jej miłością.

Niemniej jednak polski papież, który mówił Maryi Totus Tuus, całym życiem ideę Rycerstwa wypełnił… Czy to przypadkowe daty? Myślę, że nie. I nie umniejszając roli św. Jadwigi we wstawiennictwie za polskim kardynałem, do czuwających nad losami Wojtyły dopisałbym jeszcze o. Maksymiliana (wtedy błogosławionego), ale nade wszystko Maryję.

Splatają się w tej dacie losy dwóch wielkich Polaków – Kolbego i Wojtyły.

Każdy z nich „wszystko postawił na Maryję”. Zarówno św. Maksymilian jak i św. Karol Wojtyła byli Jej umiłowanymi synami. Czy mogła wybrać datę 16 października, aby podpowiedzieć światu następcę Piotra? Mogła. Czy tak zrobiła? Możemy, znając życie Karola Wojtyły, znając życie o. Maksymiliana i znając Ją – zawsze odpowiada na miłość i wołanie dzieci – że tak, że to Ona za tym stoi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Kiedy kanonizacja bł. ks. Popiełuszki? - konferencja prasowa w KAI

2018-10-17 15:54

rl (KAI) / Warszawa

Kiedy możemy się spodziewać kanonizacji bł. ks. Jerzego Popiełuszki i co dokładnie wiemy na temat okoliczności jego męczeńskiej śmierci? - na te i inne pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy konferencji prasowej zorganizowanej w Centrum Medialnym KAI w Warszawie. Okazją do dyskusji była promocja najnowszej książki Mileny Kindziuk „Jerzy Popiełuszko. Biografia”. Autorka dotarła w niej do niepublikowanych wcześniej materiałów archiwalnych, ale również listów ks. Jerzego. Konferencja odbyła się też z okazji 34. rocznicy męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego, która przypada 19 października.

Archiwum

Dr Milena Kindziuk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego przypomniała, że ks. Popiełuszko został porwany 19 października 1984 r. wracając z Bydgoszczy, skąd wyruszył ok. godz. 21.00. W okolicach Górska koło Torunia około godz. 21.45 został zatrzymany przez trzech funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa przebranych za milicjantów. „Od 22 do 24 trwała męczeńska droga ks. Jerzego. Był on bity, został związany sznurami w taki sposób, że pętla zaciskała mu szyję, a w ustach miał knebel i zamknięty był w bagażniku” - opisywała Kindziuk. Na postoju, około godz. 23.00, kapłan odzyskał na chwilę przytomność i próbował uciec oprawcom. Ci znów go bili, szczególnie po twarzy i ponownie umieścili w bagażniku samochodu.

Około północy porywacze zawieźli ks. Jerzego do Włocławka, na tamę na Wiśle. „Nie wiadomo czy żywego czy martwego wrzucili do Wisły, z ważącym 10 kg workiem kamieni przywiązanym do nóg” - powiedziała red. Kindziuk. Jak podkreśliła, nie ma żadnych podstaw, by twierdzić, że ks. Jerzy był przez kilka dni przetrzymywany, przewieziony do Kazunia. „Z badań i dokumentów na dzień dzisiejszy jasno wynika, że męczeństwo i śmierć ks. Jerzego nastąpiły między godz. 22 a 24 19 października 1984 roku” - podkreśliła autorka. Dodała, że nie ma podstaw, by podważać oficjalną datę śmierci ks. Popiełuszki.

W książce Mileny Kindziuk „Jerzy Popiełuszko. Biografia” przedstawiono nowe informacje dotyczące ucieczki kierowcy ks. Jerzego - Waldemara Chrostowskiego. Ks. prof. Józef Naumowicz z UKSW, notariusz procesu kanonizacyjnego bł. ks. Popiełuszki powiedział, że w 2005 r. pojawiła się hipoteza jakoby ks. Popiełuszko zmarł dopiero 25 października 1984 w efekcie kilkudniowych tortur w bunkrach w Kazuniu. Jednym z argumentów dla potwierdzenia tej teorii - przypomniał ks. Naumowicz - jest fakt, że Chrostowski, który wyskoczył z samochodu porywaczy, miał mieć pociętą nożem milicyjnym marynarkę. Miałoby to wskazywać, że kierowca ks. Jerzego nie wyskoczył z samochodu.

Jak powiedział ks. Naumowicz, dzięki badaniom Mileny Kindziuk udało się dotrzeć do akt przesłuchań Waldemara Chrostowskiego oraz oględzin jego ciała, podczas których zrobiono również fotografie. „Marynarka pękła na szwie, rozdarty jest łokieć. Nie można twierdzić na podstawie zachowanych zdjęć, że została przecięta nożem milicyjnym” - podkreślił ks. Naumowicz. Przypomniał, że lekarz milicyjny stwierdził, że obrażenia ciała Waldemara Chrostowskiego mogły powstać w wyniku wyrzucenia lub wyskoczenia z jadącego samochodu.

„Nie można powtarzać twierdzenia, że marynarka Chrostowskiego została przecięta i że nie doznał on żadnych obrażeń. Kierowca nadwyrężył wtedy także kręgosłup, co skutkowało przeprowadzeniem - po latach - operacji w USA” - powiedział ks. Naumowicz.

Dr Rafał Łatka z Biura Badań Historycznych IPN poinformował, że w zasobach Instytutu wciąż istnieją dokumenty, które wymagają kwerendy i analizy, a które dotyczyć mogą ks. Popiełuszki. Przede wszystkim są to materiały po Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Inne ważne dokumenty pochodzą ze śledztwa prokuratorskiego dotyczącego uprowadzenia i zabójstwa ks. Jerzego. W opinii historyka równoczesna analiza obu rodzajów dokumentów może dostarczyć jakiś nowych informacji.

Mówiąc o swojej książce „Jerzy Popiełuszko. Biografia” Milena Kindziuk powiedziała, że udało się jej dotrzeć do wielu świadków życia ks. Jerzego z każdego okresu życia, jak również wielu archiwów, zarówno kościelnych jak i państwowych. Dzięki temu udało się odnaleźć np. oryginał listu hutników, którzy chcieli ks. Jerzego skierować na studia do Rzymu, by ocalić jego życie. Powszechnie sądzono, że list adresowany był do kard. Józefa Glempa. Tymczasem adresatem jest ówczesny Sekretarz Episkopatu Polski abp Bronisław Dąbrowski.

W trakcie konferencji zastanawiano się także, kiedy możemy się spodziewać kanonizacji ks. Popiełuszki, który beatyfikowany został w 2010 r. Ks. prof. Józef Naumowicz przypomniał, że zakończyło się już badanie, na etapie diecezjalnym, domniemanego cudu. Wydarzyć się on miał 14 września 2012 w Créteil pod Paryżem. Chodzi o uzdrowienie mężczyzny doświadczonego chorobą nowotworową. Proces na etapie diecezjalnym w Créteil toczył się od września 2014 do września 2015.

Obecnie dokumenty zostały przekazane do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Tam odbywa się najpierw badanie sprawy przez lekarzy, którzy mają potwierdzić, że poprawa zdrowia jest niewytłumaczalna z punktu widzenia medycznego oraz trwała. Następnie komisja teologów musi zatwierdzić przekonanie, że uzdrowienie to dokonało się za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki. „Procesy te toczą się niekiedy wiele lat” - podkreślił ks. Naumowicz. Dodał jedna, że być może w tym roku doczekamy się ostatecznej decyzji. W opinii ks. Naumowicza dobrze się dzieje, że stawiane jest pytanie o kanonizację ks. Popiełuszki. Jest to bowiem okazja do przypominania jego osoby.

Jutro UKSW organizuje sympozjum „Wiara i patriotyzm. Msze za Ojczyznę bł. ks. Jerzego Popiełuszki”. Jak powiedział rektor Uniwersytetu ks. prof. Stanisław Dziekoński „właśnie z wiary i miłości ks. Popiełuszko czerpał najgłębszą motywację do swego działania, co widać w jego nauczaniu”. Przypomniał, że kapłan odegrał ogromnie ważną rolę jeśli chodzi o formowanie ludzi młodych, ich umysłów.

W programie konferencji przewidziane są wystąpienia znanych historyków i znamienitych znawców tematu, m.in. prof. Jana Żaryna z UKSW, senatora RP, ks. prof. Józefa Naumowicza z UKSW, notariusza procesu kanonizacyjnego bł. Ks. Popiełuszki, dr Mileny Kindziuk z UKSW, autorki najnowszej książki o ks. Jerzym pt. „Popiełuszko. Biografia”, dr. Rafała Łatki z Biura Badań Historycznych IPN, prof. Pawła Skibińskiego z Uniwersytetu Warszawskiego.

Wydana przez krakowską oficynę "Znak" monumentalna księga, licząca ponad 900 stron jak do tej pory jest najobszerniejszą i najbardziej aktualną biografią błogosławionego męczennika. Autorka książki z dokładnością dziennikarza śledczego rekonstruuje życie, mechanizmy represji i prześladowań oraz okoliczności jego śmierci. Dociera do świadków, przeprowadza wiele rozmów, zdobywa zdjęcia, dokumenty, ustala fakty, aby jak najdokładniej wyjaśnić przebieg zdarzeń. Jest ona jednocześnie barwną i ciekawie napisaną historią człowieka, który odegrał ważną rolę w najnowszej historii Polski, i o czasach, w których żył – okresie terroru, inwigilacji, brutalnych metod działania bezpieki, ciągłego strachu, a jednocześnie nadziei, wiary i solidarności. Ten zwyczajny młody kapłan – chorowity i raczej nieśmiały, nie mający w sobie nic z herosa – stał się w pewnym momencie ikoną walki Polaków o godność i wolność.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem