Reklama

Arche Hotel

Jedność to kwestia fundamentalna

2018-01-10 10:56

Ks. Paweł Rozpiątkowski
Niedziela Ogólnopolska 2/2018, str. 30

Grzegorz Jacek Pelica
Abp Abel, abp Budzik

Kiedy myślę o Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan, w sposób naturalny staje mi przed oczami Wieczernik. Wyobrażam sobie podniosły nastrój tej wieczerzy paschalnej, która stała się pierwszą Eucharystią, a podczas niej Modlitwę Arcykapłańską Jezusa Chrystusa i słowa, które mocno utkwiły w pamięci siedzącego tuż przy Chrystusie umiłowanego ucznia – św. Jana: „Aby wszyscy byli jedno. Podobnie jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, tak i oni niech będą w Nas, aby świat uwierzył, że to Ty Mnie posłałeś” (J 17, 21)

Oczywiste jest, że aby świat uwierzył w Jezusa Chrystusa, niezbędna jest leżąca u podstaw wzajemna miłość Jego wyznawców, która rodzi pokój, wraz z którym musi przyjść jedność. Niestety – trzeba to powiedzieć z pokorą – nie udało się. Gdy spojrzę tylko na skład Światowej Rady Kościołów, zrzeszającej aż 350 wspólnot chrześcijańskich, a na dodatek przeczytam w „General Statistics and Facts of Christianity” statystykę mówiącą już o tysiącach, a nawet dziesiątkach tysięcy wspólnot przyznających się do Chrystusa, to odczuwam skalę grzechu przeciw jedności, którego chrześcijanie dopuścili się w historii, a który tak bardzo osłabia, a niekiedy wręcz uniemożliwia chrześcijańskie świadectwo o Mistrzu i Zbawicielu. Publicystyczna przesada? Nie tym razem. Powiedziałbym nawet, że zbyt łagodna ocena, wziąwszy pod uwagę inne słowa Chrystusa: „Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi” (Mt 5, 13). No właśnie. Czy skoro jesteśmy tak podzieleni, skoro tyle między nami nieufności, takie niedobory miłości, które zaciemniają nasze – uważam, że szczere – pragnienie świadectwa o Chrystusie, to trzeba by powiedzieć, że nadajemy się na wyrzucenie jak ta zwietrzała sól. Tak jak Księżyc potrafi zaćmić Słońce, tak my zaciemniliśmy Chrystusa. Jedyna nadzieja dla człowieka jest w miłosierdziu Bożym.

„Ja jestem od Pawła, a ja od Apollosa”

Wiem, wiem, że trudne są te słowa. W istocie jest to ciężkie oskarżenie. Wielu, broniąc się desperacko, krzyknie z miejsca: Nie! To nieprawda. Jeszcze nie teraz? Przecież mamy Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Prowadzimy dialog na różnych szczeblach. Rozmawiamy. Spotykamy się. Tak, to prawda. Od 18 do 25 stycznia każdego roku w różnych zakątkach świata. W wielkich katedrach i malutkich świątyniach rozbrzmiewa przesłanie jedności. Warto zauważyć, że te dni są spięte postaciami dwu osób, które łączą wszystkich wyznawców Chrystusa: Piotra i Pawła. Już oni – wielcy Apostołowie – zmagali się z pierwszymi próbami podziałów, o czym świadczą pełne boleści słowa Apostoła Narodów, który narzekał i jednocześnie piętnował pęknięcia we wspólnocie, którą zakładał. Wyrażały się one w przytaczanych przez Pawła słowach: „Ja jestem od Pawła, a ja od Apollosa”; „ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa” (1 Kor 1, 12).

Bóg jest mocniejszy niż grzech

Tegoroczny Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan będziemy przeżywać pod hasłem: „Prawica Twoja wsławiła się mocą” (Wj 15, 6). To zdanie jest częścią, jednym wersetem ze znanej pieśni Mojżesza i jego siostry Miriam, w której opisywane są szczegóły zbawczej interwencji Boga, która doprowadza do wyzwolenia Izraelitów z niewoli egipskiej. Jeśli odniesiemy tę poetycką historię do naszego konkretu życia, oznacza to, że Bóg daje siłę, więcej – On sam wyrywa nas z niewoli, zrywa krępujące kajdany, wyzwala z sideł grzechu o tyle, o ile Mu na to zezwolimy, a to jest konieczne, żeby postępować na drodze ku jedności i ku wolności, do której wyswobodził nas Chrystus (por. Ga 5, 1).

Reklama

Materiały na tegoroczny Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan przygotowali chrześcijanie z Karaibów. To potomkowie ludów tubylczych, ale przede wszystkim niewolników z Afryki, wykorzystywanych przez kolonizatorów, którzy usprawiedliwiali wprowadzony przez siebie okrutny i dehumanizujący system świętymi pismami. „Podczas gdy ci, którzy zanieśli Biblię w ten rejon, używali świętych pism, aby usprawiedliwić niewolnictwo, w rękach zniewolonych stała się ona zapewnieniem, że Bóg jest po ich stronie i poprowadzi ich ku wolności” – czytamy w specjalnym biuletynie. To wymowne świadectwo mocy Boga, której nie jest w stanie przeszkodzić nawet najcięższy grzech. W tym jest nasza nadzieja, a te dni są po to, żeby ją ożywić.

Jedno wielkie wołanie o jedność

Zresztą pragnienie jedności powinny ożywiać nie tylko ten jeden z 52 tygodni w roku, ale też – w przypadku nas, katolików – każda Eucharystia, która jako powtórzenie Ostatniej Wieczerzy jest wielkim wołaniem o jedność w Kościele Chrystusowym i wśród całej ludzkości. „Pokornie błagamy, aby Duch Święty zjednoczył nas wszystkich, przyjmujących Ciało i Krew Chrystusa” – modli się kapłan tuż po Przeistoczeniu. „Spraw, aby lud Twój wzrastał w miłości” – dodaje chwilę później. „Obdarz nasze czasy pokojem” – błaga w obrzędach Komunii św. „Napełniaj go pokojem i doprowadź do pełnej jedności” – powtarza tuż przed zachętą do przekazania znaku pokoju. I wreszcie sam znak pokoju, który jest wyrazem szczerego pragnienia zwyciężenia istniejących między nami podziałów.

Wyobraźnia ekumeniczna

W pontyfikacie papieża Franciszka działanie na rzecz jedności wśród chrześcijan jest szczególnie wyraźne. Ojciec Święty nie boi się odważnych kroków, którymi naraża się częstokroć na krytykę. Tak było po spotkaniu z patriarchą Cyrylem czy w związku z jego uczestnictwem w obchodach 500. rocznicy reformacji w październiku 2017 r. w Szwecji. Papież nadaje ton. Wskazuje kierunek. Motywuje i zachęca. Wszystkiego jednak nie załatwi.

Powszechnie uważa się, że najtrudniejszy na drodze do jedności jest dialog doktrynalny, uzgodnienie tego, w co wierzymy. Często się powtarza, jako anegdotę, że teologów należałoby zebrać w jednym miejscu, najlepiej na wyspie, aby tam dzielili włos na czworo i może coś z tego będzie. Nie wiem jednak, czy nie większym wyzwaniem jest brak ducha jedności wśród samych chrześcijan, co wynika z cytowanego niedawno na łamach „Niedzieli” sondażu Pew Research Center na temat dialogu ekumenicznego katolicko-prawosławnego. Wielu z wyznawców Chrystusa nie ma wyobraźni ekumenicznej. Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan jest po to, żeby ją ciągle poszerzać.

"Szczęść Boże" czy... "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"?

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 6/2003

Piotr Drzewiecki

Ostatnio jedna z kobiet zapytała mnie jakby z pewnym wyrzutem: "Proszę księdza, zauważam z niepokojem, że ostatnimi laty coraz modniejsze w ustach duchownych, kleryków, sióstr duchownych jest pozdrowienie: «Szczęść Boże» zamiast «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Nawet ksiądz, który przyszedł do mnie po kolędzie, pozdrowił nas słowami «Szczęść Boże». To nie jest przywitanie chwalące Boga. Kiedyś w taki sposób pozdrawiano osoby pracujące: «Szczęść Boże w pracy» i wówczas padała odpowiedź: «Bóg zapłać». Dzisiaj kiedy słyszę «Szczęść Boże», od razu ciśnie mi się na usta pytanie: do czego, skoro nikt nie pracuje w tej chwili? Nie wiem, co o tym myśleć. Według mnie to nie jest w pełni chrześcijańskie pozdrowienie".
No cóż, wydaje się, że powyższa interpretacja pozdrowień chrześcijańskich jest uzasadniona. Ale chyba może za bardzo widać tutaj przyzwyczajenie do tego, co jest tradycją wyniesioną z dziecinnych lat z domu rodzinnego. Pamiętajmy jednak o jednym: to, co jest krótsze, a mam tu na myśli zwrot "Szczęść Boże", niekoniecznie musi być gorsze.
Owszem, pozdrowienie "Szczęść Boże" jest krótsze i z tego powodu częściej stosowane. Ale ono ma swoją głęboką treść, która nie tylko odnosi się do ciężkiej, fizycznej pracy. To w naszej tradycji związano to pozdrowienie z pracą. A przecież życzenie szczęścia jest związane z tak wieloma okolicznościami. Bo jest to ludzkie życzenie skierowane do Boga, stanowiące odpowiedź na całe bogactwo życia człowieka. I jest tu wyznanie wiary w Boga i Jego Opatrzność; wyznanie wiary, że to, co jest ludzkim życzeniem, spełnić może tylko Bóg. To szczęście ma pochodzić od Niego. Mamy tu więc skierowanie uwagi na Boga i naszą od Niego zależność. Zależność, w którą wpisana jest Boża życzliwość dla człowieka. Tak oto odsłania się nam głębia tego skromnego pozdrowienia "Szczęść Boże". Czyż to mało?
Poza tym życzyć szczęścia od Boga, to znaczy życzyć Bożego błogosławieństwa. A jak jest ono cenne, świadczy opisana w Księdze Rodzaju nocna walka patriarchy Jakuba z aniołem, której celem jest m.in. uzyskanie błogosławieństwa w imię Boga: "Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz" (por. Rdz 32, 25-32). I tu znów odsłania się znaczenie naszego pozdrowienia "Szczęść Boże". Jest to prośba o udzielenie przez Boga błogosławieństwa, czyli prośba o uszczęśliwienie człowieka, a więc ogarnięcie go Bożą łaską. Z tym łączy się życzenie osiągnięcia szczęścia wiecznego, którego wszelkie szczęście doczesne jest zapowiedzią i obrazem.
Nie chciałbym jednak być źle zrozumiany. To, że piszę tak wiele o pozdrowieniu "Szczęść Boże", nie znaczy automatycznie, iż chcę przez to podważać pierwszeństwo pozdrowienia "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Moją intencją jest jedynie odkrycie głębokiej wartości wypowiedzenia słów "Szczęść Boże" przy spotkaniu dwóch osób.
A na koniec pragnę przytoczyć - niejako w formie argumentu na poparcie moich rozważań - słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, które wypowiedział 10 czerwca 1997 r. w czasie wizyty w Krośnie: "Niech z ust polskiego rolnika nie znika to piękne pozdrowienie «Szczęść Boże» i «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Pozdrawiajcie się tymi słowami, przekazując w ten sposób najlepsze życzenia (bliźnim). W nich zawarta jest wasza chrześcijańska godność. Nie dopuście, aby ją wam odebrano".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Franciszek: wspólna modlitwa, świadectwo i służba prowadzą do jedności

2019-01-19 19:36

tłum. st (KAI) / Watykan

Na znaczenie wspólnej modlitwy, świadectwa i służby w dążeniu do jedności chrześcijan wskazał papież przyjmując przedstawicieli Kościoła ewangelicko-luterańskiego z Finlandii. Przybyli oni do Rzymu z coroczną pielgrzymką ekumeniczną na święto patrona tego kraju, św. Henryka.

Vatican Media

Oto tekst papieskiego przemówienia w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry,

Witam was z radością. Od kilku dziesiątek lat wasza ekumeniczna pielgrzymka do Rzymu z okazji święta św. Henryka pozwala na nasze braterskie spotkanie i przyczynia się do krzewienia jedności chrześcijan.

Wspólne zaangażowanie w ekumenizm jest zasadniczym wymogiem wiary, którą wyznajemy, wymogiem, który wynika wręcz z naszej tożsamości jako uczniów Jezusa. A jako uczniowie, gdy podążamy za tym samym Panem, coraz bardziej rozumiemy, że ekumenizm jest procesem, który jak wielokrotnie powtarzali różni papieże od Soboru Watykańskiego II, jest nieodwracalny. To nie jest droga opcjonalna. Jedność pośród nas wzrasta na tej drodze: dlatego wasza coroczna pielgrzymka do Rzymu jest szczególnie wymownym znakiem, za który wam dziękuję. Zachęca nas ona, byśmy szli razem drogą jedności, która w łasce Ducha Świętego prowadzi nas razem z Chrystusem, naszym Panem, jako umiłowanymi dziećmi Ojca, a zatem jako braci i siostry między sobą. Jestem wdzięczny biskupowi luterańskiemu Kuopio, jak również za uprzejme słowa i za cenne modlitwy, a także za zwrócenie naszej uwagi na fakt, że mamy przede wszystkim do wypełnienie posługę miłości i świadectwo wspólnej wiary. Mają one swą podstawę w chrzcie, w naszym byciu chrześcijanami: to jest centrum! Rzeczywiście, jak nam przypomniano, różne klasyfikacje socjologiczne, które są często powierzchownie przypisywane chrześcijanom, są aspektami drugorzędnymi i bezużytecznymi. Kiedy razem się modlimy, gdy razem głosimy Ewangelię oraz służymy ubogim i potrzebującym, sami jesteśmy w drodze, a droga ta zmierza ku widzialnej jedności.

Także kwestie teologiczne i eklezjologiczne, które wciąż nas oddalają mogą zostać rozwiązane tylko podczas tej wspólnej podróży - nigdy nie zostaną rozwiązane, jeśli pozostaniemy w bezruchu – nie naciskając i nie przewidując, jak i kiedy to się stanie. Ale możemy być pewni, że jeśli będziemy posłuszni, Duch Święty poprowadzi nas w sposób, którego nie możemy sobie nawet wyobrazić. W międzyczasie jesteśmy wezwani, aby uczynić wszystko, co w naszej mocy, aby sprzyjać spotkaniom i rozwiązać w miłości nieporozumienia, wrogość i uprzedzenia, które obciążały nasze stosunki przez stulecia. Drodze ku uzgodnieniom teologicznym wniosła swój wkład niedawna Deklaracja Fińskiej Luterańsko-Katolickiej Komisji ds. Dialogu ma temat Kościoła, Eucharystii i posługi zatytułowany „Komunia w rozwoju”. Dialog ten należy kontynuować, rozwijając to, co zostało rozpoczęte.

W drodze nie jesteśmy sami. Mamy wspólnych świadków, którzy podobnie jak św. Henryk poprzedzają nas w drodze. Tak więc to prawda - dziękuję za przypomnienie nam o tym - że Tradycja nie jest dylematem, lecz darem. Tradycja odnosi do łacińskiego słowa tradere, co oznacza przekazanie. Tradycja nie jest czymś, co wolno sobie przywłaszczyć, by się od siebie różnić, ale przekazem który został nam powierzony, aby się wzajemnie ubogacić. Jesteśmy zawsze wezwani, by powrócić do pierwotnego przekazu, z którego wypływa rzeka Tradycji: to otwarty bok Chrystusa na krzyżu. Tam dał nam samego siebie, przekazując nam także swojego Ducha (por. J 19, 30.34). Stąd pochodzi nasze życie jako wierzących, taj jest nasze odwieczne odrodzenie. Tam znajdujemy siłę, by nosić ciężary i krzyże jedni drugich. Poprzedzeni i wspierani przez tych, którzy oddali swoje życie ze względu na umiłowanie Pana oraz braci, jesteśmy wezwani, by niestrudzenie iść drogą.

Każdego roku chrześcijanie na świecie wyznaczaj sobie szczególne spotkanie, by prosić Pana o większą jedność. Jest to Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, który w tym roku koncentruje się na biblijnym wersecie „Dążcie do sprawiedliwości” (por. Pwt 16, 20). Jest on sformułowany w liczbie mnogiej i przypomina nam, że sprawiedliwości nie można uczynić samemu: sprawiedliwości dla wszystkich wyprasza się i poszukuje razem. W świecie rozdartym przez wojnę, nienawiść, nacjonalizmy i podziały, wspólnej modlitwy i zaangażowania na rzecz większej sprawiedliwości nie można odkładać na później. Są to zaniedbania, na które nie możemy sobie pozwolić. Ufam, że nasze wspólne świadectwo modlitwy i wiary przyniesie owoce i że wasza wizyta umocni już solidną współpracę luteranów, prawosławnych i katolików w Finlandii. Za to i za każdego z was wzywam obfitej łaski Bożej, prosząc was, abyście nadal modlili się za mnie. Dziękuję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem