Reklama

Symbol majestatu Rzeczypospolitej

2018-01-10 10:56

Z prof. Wojciechem Fałkowskim rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 2/2018, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Prof. Wojciech Fałkowski

O historii, teraźniejszości i przyszłości Zamku Królewskiego w Warszawie z prof. Wojciechem Fałkowskim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Zamek Królewski w Warszawie w czasach Pierwszej, a także Drugiej Rzeczypospolitej dzielił jej dobre i złe losy. Był przede wszystkim ośrodkiem i siedzibą władzy (czasem tej wrogiej), za ostatniego króla stał się zauważalnym w Europie centrum kultury. W czasie II wojny światowej został zniszczony przez Niemców, a następnie – dzięki powojennemu, bezprzykładnemu wysiłkowi całego narodu – odbudowany i mozolnie odtworzony. Dziś pełni jedynie funkcje muzealne i reprezentacyjne i wydaje się, że pozostał już tylko historyczną dekoracją...

PROF. WOJCIECH FAŁKOWSKI: – Wprost przeciwnie! Zamek jest i pozostaje w naszej pamięci jako miejsce, gdzie koncentrowała się władza suwerennej i wielkiej Rzeczypospolitej – jest więc symbolem trwania polskiej państwowości, aspiracji narodu, ciągłości polskiej tradycji. To tu odbywają się dziś główne uroczystości państwowe, a to wyraźny znak, że to właśnie tu, w sposób szczególny i właściwy temu miejscu, do dziś koncentrują się symbolika, władza i tradycja państwowa, czyli wszystko to, co dla bytu narodu i jego tożsamości najważniejsze.

– I z tego właśnie powodu przed kilkudziesięciu laty miał na stałe zniknąć z krajobrazu Warszawy!

– I na wiele lat zniknął, ale właśnie wtedy, kiedy go nie było, zyskał niezwykłe dodatkowe znaczenie. Mimo że przez ponad ćwierć wieku wiatr hulał po wybetonowanym placu, że tylko resztki muru od strony Wisły, za „oknem Żeromskiego” (pisarz wraz z rodziną spędził w zamkowym mieszkaniu ostatni rok swego życia – 1924-25), świadczyły o tym, że kiedyś stał tu budynek... Mimo że Zamku nie było, to przez cały czas trwał w świadomości Polaków i nawet przez swoją nieobecność był symbolem nieugiętej postawy narodu. A zatem jest to miejsce szczególne, ponieważ łączy się z emocjami, wspomnieniami i polską historią. Warszawski Zamek Królewski to coś więcej niż tylko budynek i więcej niż ceremoniał i reprezentacja.

– Jednak mimo że pełni dostojne funkcje muzealne tudzież reprezentacyjne, wydaje się dziś jakby nieco za mało obecny i doceniany w życiu narodowym...

– Nie zapominajmy, że Zamek Królewski w Warszawie zawsze symbolizuje majestat Rzeczypospolitej, a tym samym pewien dystans wobec spraw bieżących, wobec przechodniów, wobec turystów. Trzeba więc tu odpowiednio pogodzić kilka jego bardzo ważnych funkcji. Przede wszystkim połączyć funkcję dostojnego symbolu z powszedniością funkcji muzealnej, która zakłada bardzo szerokie otwarcie dla zwiedzających. A codzienność muzeum musi tak funkcjonować, by nie kolidowała z równie ważną funkcją reprezentacyjną, czyli z dostępnością dla gości zagranicznych najwyższej rangi i naczelnych władz państwowych, z możliwością organizacji najważniejszych uroczystości państwowych. Równolegle niezmiernie ważne jest pielęgnowanie i niezatracanie jego funkcji symbolicznej, najważniejszej dla narodu. Coraz większego znaczenia nabiera też rola Zamku Królewskiego w Warszawie jako placówki naukowej.

– W jaki sposób warszawski Zamek odgrywa tę rolę?

– Moim zdaniem, to powinna być wysokiej klasy placówka, która rozwija badania naukowe w dziedzinie historii sztuki, historii, muzealnictwa, organizuje piękne i ważne wystawy o znaczeniu popularnonaukowym przybliżające historię chwały Polski, a jednocześnie rozwija badania naukowe związane z rezydencjami królewskimi, z rytuałem i ceremoniałem władzy.

– Powiedział Pan Profesor: „powinna być”. A nie jest?

– Jest, ale uważam, że jej funkcje naukowe powinny być pielęgnowane i nieustannie wzmacniane. Musimy pamiętać o tym, że trwanie jest wartością ważną, ale niewystarczającą. Dlatego też coraz ważniejsze staje się umocnienie wiedzy historycznej współczesnych Polaków, a także Europejczyków, dotyczącej znaczenia naszego Zamku Królewskiego. Zamek Królewski powinien stać się znakiem rozpoznawczym Polski na miarę Westminsteru czy Luwru.

– Jak to osiągnąć?

– Z całą pewnością przez ważne wystawy czasowe. Także przez nieustanne pozyskiwanie nowych obiektów sztuki do naszej kolekcji stałej.

– A przede wszystkim przez odzyskiwanie tych utraconych?

– Tak. Musimy pamiętać o tym , że przez cały XIX wiek, podczas zaborów, a później zwłaszcza w czasie II wojny światowej polskie dziedzictwo kulturalne było niszczone i rabowane; najeźdźcy kradli wszystko, co cenne, a dopiero później palili i niszczyli... Teraz to, co można, trzeba odzyskiwać, ale również pozyskiwać nowe dzieła – nie tylko polonica, ale także te najwyższej klasy światowej, na ile będzie to, oczywiście, możliwe.

– Tak jak to było kiedyś, gdy wielcy lokatorzy Zamku dbali o jego wystrój i rozbudowę...

– Tak, ta historyczna wskazówka powinna nam obecnie jaśniej przyświecać, przynajmniej przez okres jednego pokolenia; powinniśmy wzmocnić i rozbudować naszą kolekcję zamkową o dzieła z najwyższej półki.

– W najnowszej historii Zamku, od odbudowy aż po lata III RP, nie było z tym najlepiej?

– Nie było łatwo, o czym świadczy wciąż jeszcze trwająca odbudowa Zamku. Dopiero teraz kończymy aranżację tzw. dolnych ogrodów, które schodzą ku Wiśle, stosunkowo niedawno zostały oddane do użytku Arkady Kubickiego. Ogrody Dolne będą takim naturalnym dostępem do Zamku od strony rzeki. Chcielibyśmy zakończyć te prace w ciągu najbliższego roku, a ogrody udostępnić zwiedzającym na wiosnę 2019 r. Byłoby to najlepsze uczczenie 400-lecia istnienia Zamku w ostatecznym kształcie pełnoprawnej i z rozmachem zbudowanej rezydencji królewskiej. Prace wykończeniowe zakończono w 1619 r., ale już wcześniej, w 1611 r., zamieszkał tu na stałe król Zygmunt III Waza wraz z całym dworem. Chcemy, by rok 2019 był Rokiem „Zamkowym”, podkreślającym rolę Zamku Królewskiego w panoramie stolicy i w historii Polski.

– Czy znany jest już program obchodów tego zacnego jubileuszu?

– Planujemy wielką wystawę poświęconą kulturze epoki Wazów, ale również całą serię małych seminariów, konferencji naukowych, także pikników i festynów dla szerokiej publiczności, które będziemy urządzać na dziedzińcu zamkowym oraz w Dolnych Ogrodach.

– Będzie to zatem znakomita okazja do niezwykle ważnej edukacji historycznej, i to chyba nie tylko dla Polaków?

– Jak najbardziej. To będzie historia Polski w pigułce. Chcielibyśmy przedstawić opowieść o historii I Rzeczypospolitej, z jej tradycją parlamentarną, tradycją demokracji szlacheckiej, wspaniałą historią wielokulturowego społeczeństwa i rozwoju świadomego narodu polskiego. No a dalej pokazać późniejszy okres zaborów, gdy Zamek przez cały czas pozostawał symbolem polskiej państwowości, także czasy II Rzeczypospolitej, która przywróciła należny mu cały jego majestat, aż po trudną odbudowę w czasach PRL. Historia Zamku prowadzi przez historię Polski i chcemy, by dotarła ona nie tylko do Polaków, ale by przedostała się także do europejskiej publiczności.

– I tu akurat niezwykle istotne wydaje się przypomnienie nie tylko wspaniałej historii, okresu świetności warszawskiego Zamku, ale też barbarzyńskiego zniszczenia go w czasie II wojny światowej...

– Przypomnimy przede wszystkim to, że zasadniczym elementem tożsamości warszawskiego Zamku jest jego trwanie w najtrudniejszych czasach, że upływ czasu, grabieże, zniszczenia – nawet wysadzenie w powietrze w 1944 r. w celu złamania ducha walczącego narodu – nie osiągały zamierzonego przez najeźdźców celu, lecz zawsze, jakby na przekór, umacniały polską tożsamość. Oczywiście fakt, że trudne koleje losu zawsze raczej wzmacniały Zamek, niż go osłabiały, nie zwalnia nas z konieczności nieustannego dbania o to wielkie dobro narodowe. Dlatego też warto wciąż przypominać powojenne zaangażowanie całego polskiego społeczeństwa w jego odbudowę, co samo w sobie było symbolem powrotu do normalności w umysłach i sercach Polaków, mimo niesprzyjającej rzeczywistości politycznej.

– W swoim czasie zajmował się Pan Profesor szacowaniem strat wojennych stolicy w czasie II wojny światowej. W jaki sposób przygotowywany pod Pana kierunkiem specjalny „Raport o stratach wojennych Warszawy” uwzględnia stratę z tytułu zrównania z ziemią warszawskiego Zamku Królewskiego?

– Tej akurat straty nie sposób przecenić... Oszacowanie wartości tych konkretnie zniszczeń jest o tyle proste, że łatwo możemy obliczyć wartość odtworzeniową całej budowli, właśnie ze względu na powojenną odbudowę. Łatwo można nie tylko podsumować to, ile kosztowało odbudowanie murów, ale też wycenić całe wyposażenie i przywrócenie wnętrzom dawnej świetności. Do tego, oczywiście, należy doliczyć wszystkie dzieła sztuki do tej pory nieodzyskane – malarstwo, rzeźby, meble – które do dziś znajdują się w prywatnych zbiorach zagranicznych. Takie bardziej szczegółowe obliczenia są wciąż możliwe, choć do tej pory ich nie zrobiliśmy.

– Czy w związku z podnoszoną od niedawna kwestią reparacji wojennych od Niemiec będą podejmowane także szczegółowsze wyliczenia strat związanych z intencjonalnym zniszczeniem warszawskiego Zamku?

– Z tego, co wiem, podstawą prac specjalnie powołanego zespołu parlamentarnego ds. reparacji wojennych będą wcześniejsze, już wykonane szacunki i obliczenia, przechowywane w polskich archiwach. Ważne, aby pokazać światu ten ogrom zniszczeń oraz koszt ich odbudowy i włożony w nią wysiłek. A właśnie na przykładzie Zamku można to zrobić najlepiej... I choć w tej chwili nie umiałbym podać bardzo dokładnej kwoty, to myślę, że kiedyś ją wyliczymy.

– Podobnie jak to było w przypadku wyceniania szkód wojennych stolicy?

– W tym przypadku rzecz jest prostsza; przede wszystkim trzeba się oprzeć na podliczeniu wydatków związanych z odtworzeniem Zamku w latach 1971-90 i przeliczyć je na dzisiejsze pieniądze. Nasz raport o zniszczeniach stolicy – przygotowany w 2004 r. na zlecenie ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego – niestety, nie odniósł oczekiwanego skutku, nie odbił się szerszym echem, gdyż nie został nawet opublikowany, ani po angielsku, ani po niemiecku – mimo że tłumaczenie niemieckie mieliśmy gotowe, już po redakcji naukowej i terminologicznej... Mam nadzieję, że tym razem wystarczy woli politycznej, by te ważne sprawy doprowadzić do pomyślnego końca.

– To znaczy – wreszcie szerokiemu światu pokazać warszawski Zamek z jego niełatwą historią tak, aby stał się bardzo czytelnym znakiem i symbolem polskiej historii?

– Właśnie tak. W związku z tym gdy obejmowałem stanowisko dyrektora Zamku Królewskiego, wyznaczyłem sobie trzy podstawowe cele-marzenia. Po pierwsze: pozyskać dla Zamku dzieła wybitne. Mimo że Zamek dziś jest już dobrze wyposażony, to z pewnością bardzo w nim brakuje eksponatów najwyższej klasy światowej... Dzięki darowiźnie prof. Karoliny Lanckorońskiej uzyskaliśmy kilka cennych obiektów – dwa wspaniałe obrazy Rembrandta oraz kilka obrazów XVI- i XVII-wiecznych. Chciałbym kontynuować to wzbogacanie zamkowych wnętrz. Drugim moim celem jest rozwijanie działalności naukowej – Zamek powinien być ośrodkiem naukowym promieniującym na całą Europę, powinien prowadzić badania nad ośrodkiem władzy centralnej, powinien mieć bardzo dobrą bibliotekę, zapraszać gości zarówno do studiowania polskich przykładów, jak i do prowadzenia zajęć z polskim środowiskiem naukowym, doktorantami, młodymi naukowcami... A w sensie czysto materialnym – chciałbym doprowadzić do ostatecznego odtworzenia całego korpusu zamkowego, razem z Malarnią Królewską, która stanowiła integralną część budynku, z ogrodami i uporządkowaniem terenu gospodarczego. To jest praca, która zajmie 10 najbliższych lat.

Prof. Wojciech Fałkowski, historyk mediewista, nauczyciel akademicki i urzędnik państwowy, profesor zwyczajny nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego i paryskiej Sorbony, działacz opozycji demokratycznej w okresie PRL, w latach 2015-17 podsekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, od 2017 r. dyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie

Tagi:
zamek

Makieta Zamku Książąt Pomorskich w skali 1:100

2019-02-27 14:17

zamek.szczecin.pl

Około 300 kg brązu wykorzystali znani wrocławscy rzeźbiarze do sporządzenia makiety Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie w skali 1:100 na Dziedzińcu Menniczym. Wstęp wolny, wstęp na zamkowe dziedzińce codziennie w godz. 6.00-23.00.

Kamil Robak / zamek.szczecin.pl

- Makieta powstała przede wszystkim z myślą o osobach niewidomych i niedowidzących. Opatrzona jest opisami w kilku językach, także pismem Braille'a - mówi Barbara Igielska, dyrektor Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie. - Ale dla wszystkich szczecinian i turystów to wspaniała nowa możliwość zobaczenia Zamku z innej perspektywy - w pełnej formie architektonicznej, nie tylko we fragmentach. A dzięki kunsztownie wykonanym detalom również możliwość przyjrzenia się szczegółom zabytkowej budowli.

Makietę sporządzili rzeźbiarze Stanisław Wysocki i jego syn Michał Wysocki z wrocławskiej pracowni Stan Wys Atelier.

- Zadanie było bardzo pracochłonne i czasochłonne - mówi Stanisław Wysocki. - To prawdopodobnie największa makieta z brązu w Polsce. Z wielką precyzją musieliśmy wykonać wiele skomplikowanych detali architektonicznych, których Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie jest pełen.

Artyści najpierw długo pracowali nad projektem. Kształt budowli i detale architektoniczne odwzorowywali na podstawie planów i zdjęć. Komputerowo sporządzili trójwymiarowy projekt. Później wykonali model - rzeźbili go ręcznie, a do niektórych elementów wykorzystali także drukarkę 3D. Następnie powstał odlew.

Rzeźbiarze znakomicie oddali piękno szczecińskiego Zamku. Z wielkim pietyzmem wykonali najdrobniejsze elementy, na przykład renesansowe krużganki i attyki czy zamkowy zegar, na którym widać godzinę. Jest nawet miniaturowy dzwon w Wieży Dzwonów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego data Wielkanocy jest zmienna

Ks. Józef Dębiński
Edycja włocławska 16/2003

Sashkin/pl.fotolia.com

Wielkanoc jest świętem ruchomym, którego data wielokrotnie była przedmiotem sporu. Obecnie przyjmuje się, że to święto przypada w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca, tj. po 21 marca.
Niejakim problemem przy ustaleniu daty Wielkanocy jest różnica w dacie ukrzyżowania Chrystusa podana w Ewangeliach synoptycznych (św. Marka, św. Mateusza i św. Łukasza) i w Ewangelii św. Jana. Różnica ta spowodowana jest żydowskim systemem liczenia dnia, czyli od zachodu do zachodu słońca. Stąd pytanie, jak powinien być zaliczony wieczór 14. nizan. Obydwa ujęcia miały swoich zwolenników. Kościoły wschodnie opowiadały się za dniem 14., a zachodnie - za 15. Kwestia ta została w końcu rozstrzygnięta na pierwszym soborze ekumenicznym w Nicei (Turcja) w 325 r., gdzie przyjęto oficjalnie datę 15.
Zgodnie z kalendarzem żydowskim i przekazami Ewangelii, Chrystus został ukrzyżowany 14. nizan, a zmartwychwstał w niedzielę po 14. nizan. Tę praktykę za św. Janem Apostołem przyjął Kościół w Małej Azji i obchodził uroczystości wielkanocne w dwa dni po 14. nizan. Zwolenników takiego terminu Świąt Wielkanocnych nazywano kwartodecymanami.
Praktyka Kościoła na Zachodzie była inna. Uroczystości wielkanocne obchodzono w niedzielę po 14. nizan, natomiast pamiątkę śmierci Chrystusa czczono w piątek przed niedzielą. Należy zauważyć, iż Kościoły małoazjatyckie, podkreślając dogmatyczny punkt widzenia, obchodziły dzień śmierci Chrystusa jako dzień radości - odkupienia. Zachód zaś akcentował mocniej punkt widzenia historyczny i obchodził dzień śmierci Chrystusa jako dzień żałoby, smutku, postu.
Nie można nie wspomnieć o trzeciej grupie chrześcijan, o tzw. protopaschistach, którzy po zburzeniu Jerozolimy nie trzymali się ściśle kalendarza żydowskiego i często obchodzili uroczystości wielkanocne przed 14. nizan.
Biskup Smyrny Polikarp w 155 r. udał się do Rzymu, do papieża Aniceta, w celu ustalenia jednego terminu Świąt Wielkanocnych dla całego Kościoła. Do porozumienia jednakże nie doszło. Sprawa odżyła w 180 r., za papieża Wiktora, kiedy opowiedziano się za niedzielnym terminem Wielkanocy. Papież polecił - pod karą ekskomuniki - przestrzegać nowo ustalonego terminu święcenia Wielkanocy. Mimo tego polecenia, metropolia efezka z biskupem Polikarpem na czele trzymała się nadal praktyki 14. nizan. Zanosiło się nawet na schizmę, ale nie doszło do niej dzięki zabiegom św. Ireneusza, biskupa Lyonu.
Dopiero na I soborze powszechnym w Nicei (325 r.) przyjęto dla całego Kościoła praktykę rzymską. Uchwały Soboru nie zlikwidowały jednak różnic pomiędzy Kościołami wschodnimi i zachodnimi. Należy pamiętać, że Rzym i Aleksandria używały odmiennych metod obliczania daty. Metoda aprobowana przez Rzym zakładała zbyt wczesną datę równonocy - 18 marca, gdy tymczasem Aleksandryjczycy ustalili ją poprawnie.
By położyć kres tej dwoistości, Synod Sardycki (343 r.) podniósł na nowo kwestię dnia wielkanocnego, ustalając wspólną datę na 50 lat. Inicjatywa przetrwała jednak zaledwie kilka lat. Po raz kolejny spór próbował zażegnać cesarz Teodozjusz (346--395). Prosił biskupa aleksandryjskiego Teofilosa o wyjaśnienie różnic. W odpowiedzi biskup, opierając się na metodzie aleksandryjskiej, sporządził tabelę chronologiczną świąt Wielkanocy. Jego zaś kuzyn, św. Cyryl, kontynuując dzieło wuja, wskazał przy okazji, na czym polegał błąd metody rzymskiej. Metoda aleksandryjska uzyskała pierwszeństwo i została zaakceptowana dopiero w połowie V w.
Z polecenia archidiakona Hilarego, Wiktor z Akwitanii w 457 r. rozpoczął pracę nad pogodzeniem metody rzymskiej i aleksandryjskiej. Hilary, już jako papież, zatwierdził obliczenia Wiktora z Akwitanii i uznał je za obowiązujące w Kościele. Od tego czasu obydwa Kościoły obchodziły Wielkanoc w tym samym czasie.
Największego przełomu w zakresie ustalenia daty Wielkanocy dokonał żyjący w VI w. scytyjski mnich, Dionysius Exiguus (Mały). Stworzył on chrześcijański kalendarz, rozpoczynając rachubę lat od narodzenia Chrystusa. To nowe ujecie chronologii zapanowało w Europie na dobre w XI w., a w świecie greckim dopiero w XV w. Chcąc uzyskać datę Wielkanocy, średniowieczny chronolog znalazł tzw. złotą liczbę danego roku (tj. kolejny numer roku w 19-letnim cyklu lunarnym), a potem sprawdzał w tabelach datę pełni księżyca. Znalazłszy ją, szukał pierwszej pełni po równonocy, czyli po 21 marca. Potem sprawdzał tabelę tzw. liter niedziel, która podawała datę Niedzieli Wielkanocnej.
Również Mikołaj Kopernik, na zamku w Olsztynie, gdzie przebywał przez pięć lat, własnoręcznie wykonał tablicę astronomiczną, na której wykreślił równonoc wiosenną. Było to ważne m.in. przy ustalaniu Wielkanocy.
Po XVI-wiecznej reformie kalendarza i wprowadzeniu w 1582 r. kalendarza gregoriańskiego po raz kolejny rozeszły się drogi Wschodu i Zachodu. Niedokładność kalendarza juliańskiego spowodowała przesunięcie względem rzeczywistej daty wiosennej równonocy, dziś wynoszące 13 dni.
Pod koniec XX i na początku XXI w. można zauważyć tendencje do wprowadzenia stałej daty Wielkanocy. Takie propozycje przedstawiano już na forum Ligi Narodów i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dał temu też wyraz w Konstytucji o liturgii II Sobór Watykański oraz patriarcha Konstantynopola Atenagora I w wielkanocnym orędziu z 1969 r., wzywając do usuwania różnic pomiędzy Kościołami i ustalenia wspólnej daty Wielkanocy.
Spośród proponowanych stałych dat sugerowana jest najczęściej druga niedziela Wielkanocy, co pokrywałoby się z ogólnym trendem ustaleń daty śmierci Chrystusa na dzień 3 kwietnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Maryjny program Prymasa Wyszyńskiego to nasz testament

2019-03-26 19:19

it / Jasna Góra (KAI)

Beatyfikacja prymasa Wyszyńskiego jest nam dziś bardzo potrzebna - uważa częstochowski bp Andrzej Przybylski. Był on wraz z innymi gośćmi uczestnikiem kolejnego spotkania w cyklu „Prymas Jasnogórski w drodze na ołtarze”, które odbywają się na Jasnej Górze. Są one okazją do spotkania świadków życia i posługi kard. Stefana Wyszyńskiego. Ostatnie dotyczyło „obecności” Sługi Bożego w częstochowskim sanktuarium. To na podstawie książki „Jasnogórskie wspomnienia. Zapiski osobiste”.

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego
„Miłość jest niejako dowodem osobistym naszego pochodzenia z Boga-Miłości, jest znakiem rozpoznawczym naszego synostwa Bożego” – kard. Stefan Wyszyński

- Nie ustawajmy w modlitwie o beatyfikację kard. Stefana Wyszyńskiego i rozpamiętywaniu dziedzictwa ks. Prymasa - zachęcał bp Andrzej Przybylski. Jego zdaniem wyniesienie na ołtarze tego wielkiego Prymasa jest nam w Polsce naprawdę bardzo potrzebne: w życiu społecznym, narodowym i duchowym.

- Jako adept w biskupstwie nieraz słyszę postulaty, że w tym zamęcie w Polsce, zwłaszcza moralnym, kulturowym, bardzo przydał by się taki nowy Wyszyński i ciągle słyszy się wołanie o takiego Wyszyńskiego. I myślę, że w tym wołaniu jest właśnie prośba o jego beatyfikację i nasze odrodzenie – mówił hierarcha.

Częstochowski biskup pomocniczy przypomniał, że prymas Wyszyński w testamencie pozostawił nam program, który wszystkich nas zobowiązuje. - Program dla Kościoła w Polsce nie może być sztywny, ten program to credo, to Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, i Śluby Jasnogórskie, i Matka Boża Jasnogórska – powiedział biskup. Zauważył, że maryjność ks. Prymasa była czymś bardzo praktycznym: „to nie kwestia wrażliwości czy duchowości, to Ona jest naszym programem”.

Zachęcał byśmy ten program „nieśli” dalej, bo „może nie narodzić się drugi Wyszyński, ale Matka Boża ciągle jest ta sama”.

Świadkowie życia i posługi Prymasa Wyszyńskiego mówili o niezwykłych związkach Sługi Bożego z Jasnogórską Maryją Królową Polski. Hanna Zyskowska, redaktor książki „Jasnogórskie wspomnienia. Zapiski osobiste” przypomniała, że udokumentowanych jest aż 603. dni pobytu ks. Prymasa na Jasnej Górze a wynika to z osobistych zapisków ks. Kardynała, które prowadził od czasu nominacji na Prymasa Polski.

- Jasna Góra była dla niego przede wszystkim domem Matki, on tutaj czuł się bardzo dobrze, tu odpoczywał a jednocześnie tutaj prowadził naród. Jasna Góra była dla niego amboną, z której mówił kazania do całego narodu. W archiwum Instytutu Prymasowskiego jest ponad 3 tys. kazań autoryzowanych a duża ich część to „głos z Jasnej Góry” – mówiła Hanna Zyskowska. Autorka podkreśliła, że książka ukazuje zwierzenie życia Prymasa Matce Bożej i jego ukierunkowanie nas na Maryję. – Ta publikacja to także pokazanie, że Jasna Góra nie zapomina o ks. Prymasie i jest mu wdzięczna – podkreśla p. Zyskowska.

O. Samuel Pacholski, dyrektor wydawnictwa Paulinianum nakładem, którego książka się ukazała przypominał, że Prymas Wyszyński był nie tylko konfratrem Paulinów czyli przyjacielem Zakonu, ale był protektorem. – On uczynił z Jasnej Góry centrum duszpasterstwa w Polsce i jeśli chcemy, by Jasna Góra nadal była tym centrum, to to jest nasza misja na teraz i nasz związek z Prymasem – mówił paulin.

O. Józef Płatek były generał Paulinów, świadek jasnogórskiej posługi ks. Prymasa zwraca uwagę, że pobytów kard. Wyszyńskiego na Jasnej Górze było znacznie więcej niż 603 dni. – Zawsze kiedy przejeżdżał przez Częstochowę wstępował do Matki Bożej. Czasem były to bardzo krótkie wizyty, żałuję, że one nie były odnotowywane, ale ja oni też zaświadczam – mówił o. Płatek.

Przedstawił bogatą teczkę, w której paulini skrzętnie przechowują listy Prymasa Stefana Wyszyńskiego, które pisał do zakonnych przełożonych i do pojedynczych ojców.

Książka „Jasnogórskie wspomnienia. Zapiski osobiste” to uzupełnienie pracy o. prof. Zachariasza Jabłońskiego wydanej 15 lat temu pod tytułem: ”Jasnogórskie Kalendarium Prymasa Polski Kardynała Stefana Wyszyńskiego”. Publikacja umożliwia śledzenie – rok po roku, miesiąc po miesiącu, dzień po dniu, niemal godzina po godzinie – procesu kształtowania się wielkiego zafascynowania i głębokiej miłości Prymasa do Matki Boskiej Częstochowskiej.

Jak napisał w słowie wstępnym prof. Antoni Jackowski „ w światowej literaturze przedmiotu brak jest podobnego opracowania, umożliwiającego odtworzenie tego typu więzi między konkretnym człowiekiem a danym sanktuarium”.

W pracy wykorzystane zostały archiwalia znajdujące się w zbiorach Instytutu Prymasowskiego w Warszawie oraz archiwum Zakonu Paulinów na Jasnej Górze. Autor przedstawił poszczególne dni Prymasa na jasnej Górze w postaci odrębnych zapisów podejmowanych zajęć, w miarę możliwości nawet z podaniem godzin. Te harmonogramy dzienne ukazują Sługę Bożego jako tytana pracy i modlitwy, zwłaszcza że prowadził ponadto diariusz - notatki osobiste.

Orgom posługi ewangelizacyjnej nie tylko wyraża się tym, że Prymas niemal każdego dnia wygłaszał kilka kazań, przemówień, refleksji modlitewnych i referatów, ile raczej różnorodnością grup słuchaczy , poczynając od biskupów poprzez duszpasterzy, zakonników i siostry zakonne, przedstawicieli stanów i wielu zawodów a kończąc na wielotysięcznych rzeszach pielgrzymów przybywających na jasnogórskie uroczystości.

W większości te wystąpienia były Prymasa Polski były przedłożeniami formacyjnymi i programowymi, uwzględniającymi nauczanie Soboru Watykańskiego II, aktualny program duszpasterski Kościoła w Polsce , jak również sytuację społeczno-polityczną kształtowaną przez władze totalitarne, z różnym natężeniem propagujące ideologię ateistyczną i zwalczające Kościół jako wroga. Podane tematy czy fragmenty wypowiedzi stanowią jedynie ilustrację i służą wzbudzeniu zainteresowania czytelnika tekstami niż ich pełne przybliżenie.

Jasnogórskie kalendarium nie ogranicza się do samego pobytu Sługi Bożego na jasnej Górze, ukazuje również propagowanie kultu Matki Bożej jasnogórskiej zarówno na forum Kościoła powszechnego, jak i utrwalania wśród Polonii świata. Obrazuje też jak pogłębiała się osobista więź ks. Prymasa z matką Bożą Jasnogórską a także rozwijanie jego inicjatyw duszpasterskich służących formowaniu pobożności maryjnej o wymiarze eklezjalnym.

Podczas spotkania pojawiły się pytania o możliwość beatyfikacji tego Prymasa Jasnogórskiego w częstochowskim Sanktuarium. Uczestnicy uznali, że byłoby to spełnieniem prośby samego kard. Stefana Wyszyńskiego: „chcę zawsze stać na progu kaplicy, choć by mnie wszyscy potrącali”.

Kolejne spotkanie w cyklu „Prymas jasnogórski w drodze na ołtarze” odbędzie się 30 kwietnia. Jak zwykle poprzedzone będzie Mszą św. o rychłą beatyfikację Sługi Bożego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem