Reklama

Biały Kruk 2

Na powitanie Dzieciny

2018-01-11 07:12

Mariusz Rzymek
Edycja bielsko-żywiecka 2/2018, str. IV

Archiwum parafii
Świętowanie w Straconce

Smyczki, basy i trombity przygrywały wiernym, którzy zgromadzili się na pasterkach, o których oprawę zatroszczyły się zespoły i kapele góralskie. Taki charakter miały Msze św., w Sopotni Wielkiej, Straconce, w Żabnicy i w Szczyrku na Górce.

Od dźwięku trombit i kolędy „Wśród nocnej ciszy” rozpoczęła się Pasterka góralska w kościele MB Pocieszenia w Bielsku-Białej Straconce. Jej piątej odsłonie towarzyszyło wielkie zainteresowanie parafian i przyjezdnych. Nowo narodzonemu Jezusowi grało z przytupem około 60 muzyków, w tym z Podhala i Beskidu Śląskiego. – Cieszę się, że możemy modlić się z kapelą góralską, która pomaga doświadczyć właściwej atmosfery tej nocy, pełnej radości z tego, że Bóg jest z nami i dla nas – mówił na wstępie eucharystycznej ofiary, ks. proboszcz Ryszard Knapik. Wraz z nim liturgię sprawowali ks. dr Marek Studenski, ks. Kazimierz Malaga, ks. Grzegorz Piekiełko.

Mój tata nas znajdzie

W świątecznym kazaniu ks. dr M. Studenski przypomniał historię, jaka wydarzyła się w Armenii w 1989 r. Doszło tam wtedy do trzęsienia ziemi o sile 8,2 stopnia w skali Richtera. Żywioł obrócił w gruzowisko budynek szkolny, który wkrótce po zawaleniu zaczął przeczesywać zrozpaczony ojciec. Nieprzerwanie odgruzowywał rumowisko, aż po 38 godzinach dotarł do syna, z którym ocalało 13 innych dzieci. – A mówiłem wam, że mój tata nas znajdzie – wykrzyknął chłopak do swoich rówieśników. Wykorzystując tą historię ks. dr. M Studenski podkreślił, że w ten szczególny dzień Bożego Narodzenia każdy z nas może powtórzyć: „Mój Ojciec mnie znajdzie w tym, co przeżywam. Nie zostawi mnie w moim grzechu, chorobie, bałaganie, nałogach”. – Jeśli człowiek żyje w grzechu, to grzech staje się jego przekleństwem. A jeśli dopuści do działania Jezusa, to On potrafi ze zła naszego życia wyprowadzić dobro – mówił ks. dr M. Studenski. Jak podkreślił grzech może przerodzić się w szansę, gdy tylko jest on oddany Jezusowi. Nawrócony alkoholik jest w stanie pomóc innemu alkoholikowi usidlonemu nałogiem, mąż, który dopuścił się zdrady, po zerwaniu z nią i powrocie do żony, jest w stanie pokochać swoją wybrankę jeszcze mocniej – tłumaczył kaznodzieja. Na zakończenie Eucharystii ks. Ryszard Knapik podziękował wszystkim za przybycie, a muzykującym góralom rzucił na pożegnanie: „dobrze mieć kogoś takiego jak wy w parafii”. Osoby, które nie mogły pomieścić się we wnętrzu świątyni, nabożeństwo oglądały na ustawionym na zewnątrz telebimie.

Reklama

Po raz pierwszy, nie ostatni

– Ja was wszystkich roztomili witom. Kupa was. Sopotnia dawno tylu ludzi nie widziała. Trochę ceprów z dołu też przyjechało – mówił do zgromadzonych ks. proboszcz Adam Ciapka. Chwilę później odbierał on od parafian życzenia imieninowe, a góralska kapela zagrała mu „Niech żyje nam!”. Tak rozpoczęła się pierwsza pasterka z udziałem wieloosobowej sekcji góralskiej w kościele św. Jana Chrzciciela w Sopotni Małej. – To jest Msza pasterska. Przychodzimy jako oni do Betlejem. Słyszymy: Czuwajcie i bądźcie gotowi! Ci pasterze czuwają i są gotowi przez co mogą iść do Betlejem – mówił w kazaniu ks. Wojciech Pal. Nakreślił przy tym obraz ośmiu pasterzy, którym objawia się Anioł i zachęca do drogi. Czworo z nich zostało, a czworo wyruszyło. W tej pierwszej grupie znalazły się osoby, które były zmęczone po robocie, bały się mroku i czyhającego w nim niebezpieczeństwa, niedowiarkowie, a także mające za nic nowinę o narodzonym Mesjaszu. W drugiej, ci, co szli bo tak wypadało, nawoływacze, zachwycenie Nowonarodzonym, przy którym siedzieliby bez końca, i ten, co bezgranicznie uwierzył. – W naszym życiu zdarza się być którymś z tych pasterzy. Do kogo z nich wam bliżej – pytał retorycznie kaznodzieja. I dodał: – Jezus wszystkich pasterzy przemienił. Życzę wam, aby poroztapiał wszystkie zaspy, co nam w sercu dobroć zasypały – zakończył kazanie ks. W. Pal. Strona muzyczna liturgii pozostała w rękach członków zespołu Romanka z Sopotni Małej oraz Kapeli Eśta.

Tradycji stało się zadość

Po raz 12. w kościele w Żabnicy miejscowi parafianie wyśpiewywali kolędy na góralskiej Pasterce. – On chce obdarzyć nas swą miłością i przekazać prawdę, że każde życie jest cenne w oczach Boga i każdy z nas jest chciany i kochany przez Ojca w niebie – mówił ks. kan. Jacek Jaskiernia, witając uczestników Mszy św. Na kazaniu ks. Jarosław Bielesz dodał od siebie: – Tego wam życzę, aby dzisiaj w żadnym domu nie było smutku, ani łez. Życzę, aby w każdym była miłość, radość, szczęście (…). Chciejmy te święta przeżyć w cieple rodzinnego domu, aby tak jak w Betlejem zapanował pokój, w miejscach, w których jesteśmy – stwierdził kaznodzieja. Na koniec wierni mogli posłuchać i zaśpiewać tradycyjne kolędy i góralskie pastorałki. Wśród nich wybrzmiała „Nocka wigilijna” z tekstem: „Nojpiekniejso nocka w całym roku, telo mo radości i uroku; Łod wieków cekany, nas umiłowany narodzieł się ...”.

Tagi:
pasterka

Abp Głódź: polskich spraw nie rozstrzygnie ani ulica, ani zagranica

2017-12-25 17:06

abd / Gdańsk (KAI)

Niczego się nie zbuduje nieładem serc, zacietrzewieniem umysłów, inwektywą, złorzeczeniem. Odmawianiem prawa do podejmowania decyzji tym, którzy mają ku temu społeczną legitymację – wolę wyborców. Negowania wszelkich dobrych rozwiązań, choćby w zakresie polityki społecznej.- pisze w bożonarodzeniowym orędziu abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański.

Katarzyna Cegielska

Publikujemy treść przesłania.

Orędzie Księdza Arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia, Metropolity Gdańskiego, na Boże Narodzenie Roku Pańskiego 2017

Na wieki będę sławił łaskę Pana Ps 89 (88) 2a

Umiłowani Diecezjanie! Drodzy Kapłani! Siostry Zakonne! Umiłowani Bracia i Siostry!

Nadchodzi błogosławiony czas Bożego Narodzenia. Czas łaski, pokoju, miłości, otwierających się ku sobie serc. Na firmamencie mrocznego grudniowego nieba rozbłysło światło od Betlejem. Mocne i silne. Rozpraszające duchowe mroki. Słabość. Zwątpienie. Bylejakość. Czasem nikczemność.

Światło radości. Światłość spełnionej nadziei pokoleń. Światło, które zwiastuje niepojęty gest Bożej miłości ofiarowany ludzkości. Zesłał Bóg Syna swego. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. I. „Dziecię nam się narodziło” W noc Narodzenia Pańskiego zostało odsłonięte to, co zapowiadały pisma prorockie Starego Testamentu. Mówiące o wierności Boga ze swym ludem. O nadejściu oczekiwanego Mesjasza, potomka Dawida. Tego, którego królestwo, gdy nastanie, będzie trwało wiecznie.

„Przede Mną dom twój i twoje królestwo będzie trwać na wieki|. Twój tron będzie utwierdzony na wieki” – mówił jeden z nich, prorok Samuel. W wigilijnych czytaniach liturgicznych słyszymy Jego słowa. Jesteśmy członkami tego Królestwa Bożego obiecanego od wieków. Królestwa, które „zaczyna jaśnieć dla ludzi w słowie, czynach i obecności Chrystusa” (Lumen gentium, 5).

Przypomina nam św. Paweł Apostoł w Liście do Rzymian, że tajemnica proklamacji tego Królestwa była „dla dawnych wieków ukryta”. Objawiła się w konkretnym czasie i miejscu. Za panowania cezara Augusta w rzymskim imperium. W mieście o nazwie Betlejem. Rodzinnym mieście Józefa z rodu Dawida. Przybył do niego z zaślubioną sobie, brzemienną małżonką Maryją, aby wziąć udział w zarządzonym przez cezara spisie ludności. „A ty, Betlejem, Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku do dni wieczności (Mi 5,1-4a).

Jak co roku, w misterium wiary, podczas Pasterki, wędrować będziemy do Betlejem drogą Ewangelii, kolęd, odwiecznej polskiej tradycji. Przyjmiemy do serc Izajaszowe słowa, które tamtej nocy odmieniły bieg ludzkich dziejów: „Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany” (Iz 9,5). Wieczny Bóg. Nasz Zbawiciel i Odkupiciel. Tamtej nocy objawiło się również – jak przypomina Ojciec Święty Franciszek – żywe i widoczne Miłosierdzie Boże, które osiągnęło swoją pełnię w Jezusie Chrystusie. (Franciszek, Misersordiae vultus)

Umiłowani! W misterium nocy Narodzenia Pańskiego szczególne miejsce zajmuje Maryja. Pokorna służebnica Pańska. Ewangelia dzisiejszego dnia ukazuje kluczowy moment jej życia. Stanęła wtedy wobec zda się niepojętego wyzwania skierowanego ku Niej przez Bożego wysłańca. Nie ulękła się, nie schowała za zasłoną płochliwego serca. Jej „fiat” – niech tak się stanie – otworzyło drogę do cudu Wcielenia. Do nocy Narodzenia Pańskiego. Do pełni czasu. Gloria in excelsis Deo! W czasie Pasterki rozlegną się te słowa wdzięczności i chwały ku Bogu skierowanej, że tak „umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” (J 3,16).

II. Czyńcie wszystkim dobrze Wcześniej nadejdzie ta szczególna godzina, kiedy zgromadzimy się przy wigilijnym stole, aby otworzyć ku sobie serca, składać życzenia, dziękować za doznane dobro, przekreślać niesnaski i nieporozumienia, jakie zdarzyły się na naszej drodze. Przełamać się opłatkiem. Znakiem pojednania i przebaczenia. Symbolem chleba naszego powszedniego. Swoistym drogowskazem kierującym nasze spojrzenie ku Eucharystii. Bo przecież w centrum jej celebracji jest chleb i wino. Poprzez słowa Chrystusa i wezwanie Ducha Świętego stają się Ciałem i Krwią Chrystusa. Wielkim darem, który przyjmując „umieramy dla grzechu i żyjemy dla Boga”.

Do tych rodzinnych, wspólnotowych życzeń, dołączam także życzenia moje. Waszego biskupa diecezjalnego, posłanego do gdańskiego wieczernika wiary przez Ojca Świętego Benedykta XVI. W kwietniu przyszłego roku minie dziesięć lat naszej wspólnej drogi z Chrystusem, ku zbawieniu. Da Bóg, że będę mógł za czas tego dziesięciolecia dziękować, A was, Drodzy Diecezjanie, prosić o modlitwę w intencji mej pasterskiej posługi.

Tymczasem dziękuję za miniony rok naszej drogi. Wraz ze wspólnotą Kościoła w naszej Ojczyźnie realizowaliśmy program duszpasterski, którego istotę ujmowały słowa: „Idźcie i głoście” . Nawiązujące do Chrystusowego wezwania: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię” (Mk 16,15). Staraliśmy się czynić to z odwagą. Z otwartością. Także wobec tych naszych bliźnich, którzy odcinają się od wartości, które ukształtowały chrześcijańską tożsamość naszego narodu. Drogę jego historii która biegła w przyjaźni z Chrystusem, Jego Matką, Kościołem.

Dziękuję za te liczne przykłady codziennego, godnego chrześcijańskiego życia. Za liczne świadectwa miłosierdzia. Zachęca do nich nieustannie Ojciec Święty Franciszek. Przypomina o nich św. Brat Albert. Ubiegły rok nasz Parlament ogłosił Rokiem Świętego Brata Alberta. Jego życiową dewizą były słowa: „Czyńcie wszystkim dobrze”. Swoje duchowe dzieci uczył, że należy starać się „być dobrym, jak chleb, który dla każdego leży na stole, by brał, ile potrzebuje”. Ta nauka nie umilkła. Realizuje ja wielu z was. Dziękuję za to.

W ubiegłym roku radowaliśmy się z 25. rocznicy podniesienia diecezji gdańskiej do rangi archidiecezji, znacznego rozszerzenia jej terytorium, uczynienia jej stolicą metropolii gdańskiej. Także z 60-lecia istnienia Gdańskiego Seminarium Duchownego. Tej szczególnej instytucji, która jest sercem każdej diecezji. Zapewnia jej trwanie. Przygotowuje, formuje, kształci, młodych ludzi, którzy usłyszeli głos Chrystusa: „Pójdź za mną”. Przygotowuje ich do posługi w Winnicy Pańskiej Archidiecezji Gdańskiej.

Żegnaliśmy na drogę wieczności, tych którzy w czasie trudnym, nie ulękli się. Służyli Chrystusowi i Ojczyźnie, odebranej jej wtedy wolności i niepodległości. Jednym z nich był ks. infułat Stanisław Bogdanowicz, proboszcz Parafii Mariackiej, duszpasterz Solidarności i Polski Podziemnej lat stanu wojennego, opiekun ubogich i prześladowanych.

16 grudnia. W rocznicę tragedii Gdańskiego Wybrzeża w 1970 roku. Tamtego, zroszonego niewinną robotniczą krwią ogniwa na polskiej drodze ku wolności miała miejsce znamienna uroczystość. W Bazylice św. Brygidy, gdańskim bastionie wiary Prezydent Rzeczypospolitej wraz z Przewodniczącym Solidarności odsłonił Bursztynowy Ołtarz Ojczyzny. Poświecił go Nuncjusz Apostolski w Polsce.

Monumentalne wotum wdzięczności Bogu za dar Ojczyzny. Za bogate wiano dziejów. Za ewangeliczny siew Kościoła, z którego wyrastało to, co wielkie, twórcze, także święte na drodze naszego narodu. Za Niepodległą, która przed stu laty odrzuciła pęta niewoli. Przeszła potem wiele tragicznych doświadczeń. Idzie dalej starym ojców szlakiem. Wierna Chrystusowi, Jego Krzyżowi i Ewangelii i Matce Pana, królowej naszego Narodu.

Bursztynowy Ołtarz Ojczyzny. Dzieło artyzmu. Powstało dzięki ofiarności naszej pomorskiej wspólnoty. To przecież wy, Bracia i Siostry, ofiarowaliście bursztyn niezbędny do realizacji tego monumentalnego dzieła. Okruchy podniesione z bałtyckich plaż. Pamiątki, ozdoby…. Bóg zapłać za ten dar waszych serc.

III. O, Stworzycielu Duchu przyjdź! Umiłowani Bracia i Siostry! Od pierwszej niedzieli Adwentu drodze nowego roku liturgicznego przyświeca hasło: „Duch, który umacnia miłość”. Będziemy się skupiać na odkrywaniu Osoby i darów Ducha Świętego, które zostały nam udzielone podczas sakramentu bierzmowania. Niezbędnego w dochodzeniu do dojrzałości chrześcijańskiej. Jakże ważnej w naszych czasach, kiedy co i raz musimy dawać świadectwo – także to wymiarze społecznym. Jasne, wyraźne, jednoznaczne o tym, że jesteśmy chrześcijanami.

Niech w tym roku, częściej i mocniej rozbrzmiewa pieśń: „O, Stworzycielu Duchu przyjdź/ Nawiedź dusz wiernych Tobie krąg /Niebieską łaskę zesłać racz/ Sercom co dziełem są Twych rąk”. Tych znaków Ducha świętego, jego ożywiającej mocy, doszukiwać się będziemy w roku setnej rocznicy odzyskania przez Polskę Niepodległości. Wracać będziemy do wspomnień tego niezwykłego bierzmowania dziejów jakiego – wzywając Ducha Świętego – dokonał w czasie swej Pierwszej Pielgrzymki do Ojczyzny w 1979 roku święty Jan Paweł II. Pamiętne wezwanie: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi” – wiemy o tym dobrze – stało się detonatorem ostatniego, zwycięskiego etapu naszej drogi do wolności. Zrzucenia jarzma systemowego i ideologicznego zniewolenia bezbożnym systemem komunistycznym. Niech modlitwa wstawiennicza do Ducha Świętego nie milknie w polskich sercach dziś i jutro. Modlitwa o dar mądrości, rozumu, rady, męstwa, umiejętności, pobożności, bojaźni Bożej – o dary Ducha Świętego. Potrzebne w naszym tu i teraz. Wspólnotowym, społecznym, politycznym. W życiu narodu. Państwa. W parlamencie. W debacie publicznej.

Święta Bożego Narodzenia to szczególny czas Treuga Dei – pokoju Bożego, wyciągniętych ku sobie rąk, przebaczania i jednania serc. Podnieś rączkę Bożę dziecię, błogosław ojczyznę miłą – niesie się śpiew kolędy. Jakże byśmy pragnęli, aby to błogosławieństwo Dzieciątka Jezus, który wyraża także nadbiegający od Groty Narodzenia anielski śpiew: Gloria in excelsis Deo, skruszyło mury wrogości, osobności, zacietrzewienia, także niesprawiedliwość w osądzie innych. Jakże mocno ten stan rzeczy osłabia tkankę narodu. Jego jedność w pryncypialnych sprawach, która jest rękojmią niepodległego bytu. Wymodlonego, wycierpianego, wywalczonego. Wielkiego daru Bożej Opatrzności – Polski Niepodległej. Europejskiego państwa świadomego swej historycznej drogi, swej przeszłości bywało wielkiej, przenikniętej ewangelicznym duchem. Także. Tarczy Europy. Przeciw nawale islamu, przeciw Armii Czerwonej, która zamierzała ogniem bolszewickiej rewolucji podpalić Europę. Kto dziś o tym w krajach Zachodu pamięta? Może tylko czerwone maki na zboczach Monte Cassino, co wyrosły z polskiej, ofiarnej żołnierskiej krwi.

Umiłowani! Niczego się nie zbuduje nieładem serc, zacietrzewieniem umysłów, inwektywą, złorzeczeniem. Odmawianiem prawa do podejmowania decyzji tym, którzy mają ku temu społeczną legitymację – wolę wyborców. Negowania wszelkich dobrych rozwiązań, choćby w zakresie polityki społecznej.

Polskich spraw nie rozstrzygnie ani ulica, ani zagranica. Ani ręka podniesiona w Brukseli za rozrządzeniami wymierzonymi w Polskę. Ani poklask dla decyzji, które negują suwerenność naszego ustawodawstwa. Tym, którzy tak czynią trzeba przypomnieć postawę Czcigodnego Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Nigdy poza granicami ojczyzny nie mówił źle o Polsce. Nawet takiej, jak wtedy była. Bo to była Jego Matka. Powtarzał nie raz: „Kocham ojczyznę bardziej niż własne serce”.

To jest miara, To jest wyzwanie. To jest potrzeba. To jest droga. To jest zadanie. Dla polskich elit. Dla wielu z nas, podzielonych, skłóconych. Droga ku odbudowy wspólnoty polskich serc. Droga, która potrzebuje naszej wspólnotowej modlitwy, także głębokiej indywidualnej refleksji. „Kocham ojczyznę bardziej niż własne serce”.

IV. Narodził się Jezus Chrystus, bądźmy weseli. Umiłowani! Zgodnie z odwieczną polską tradycją wyciągam ku Wam, Bracia i Siostry, dłoń z białym opłatkiem. Aby się nim przełamać, złożyć życzenia.

Kieruję je do Was, licznej, różnorodnej wspólnoty naszej archidiecezji. Idącej za Chrystusem drogami Pomorza Gdańskiego, Trójmiasta, Wybrzeża, Kaszub. Niech to będzie dalej nasza wspólna droga: wiary, nadziei, miłości. Zawierzenia. Wierności i otwartości na Słowo Pana, na zbawcze działanie świętych sakramentów. Na Eucharystię – źródło i szczyt całego życia chrześcijańskiego.

Droga wzrastania wzwyż – ku duchowemu rozwojowi. Droga Miłosiernych czynów. Wspólnoty i odpowiedzialności, za tą cząstkę Kościoła powszechnego, którą jest nasza Archidiecezja Gdańska. Dzielę się opłatkiem z Księżmi Biskupami Wiesławem i Zbigniewem, z kapłanami wszystkich stopni i godności, wspólnotami zakonnymi, młodzieżą seminaryjną, wspólnotami życia konsekrowanego. Dziękuję za waszą oddaną i skuteczną posługę Chrystusowi, Kościołowi naszej Archidiecezji, Ludowi Bożemu.

Niech Chrystus, Odwieczny Kapłan, błogosławi waszej posłudze i daje radość z jej różnorodnych, dorodnych owoców. A w młodzieży seminaryjnej niech umacnia łaskę powołania i drogę ku kapłaństwu.

Dzielę się opłatkiem z rodzinami. To w nich Polska trwa, kształtuje swą chrześcijańską tożsamość. To w nich zaplątują się trwałe więzy miłości i odpowiedzialności. To w rodzinach, pod sercami Matek rozlega się pierwsze drgnienie zawiązującego się życia. Polecajcie je Matce Bożej z Matemblewa, strażniczce poczętego życia. Przyjmujcie go z radością i miłością.

Pozdrawiam ludzi pracy. Wielkie, różnorodne środowisko. Realizujecie przypisane wam wyzwania, zadania, powinności. A poprzez to zmieniajcie oblicze ziemi. Oby jak najwięcej ku dobru, rozwojowi, sprawiedliwości. Niech w tym co robicie jak najmocniej wyraża się – przez Boga zadany – duch pracy ludzkiej. Uzewnętrznia chrześcijański etos pracy, jej godność. Jesteście wszyscy – ludzie pracy Pomorza Gdańskiego – depozytariuszami tych niezbywalnych wartości, jakie ludzie pracy wnieśli stąd do drogi Narodu ku Niepodległej. Trzeba zapytać, właśnie dziś, czy doszlibyśmy do jej bram, gdyby nie ofiara Grudnia 1970 roku, gdyby nie wicher Solidarności? Pamiętajcie o tym.

Dzielę się opłatkiem z ludźmi publicznej służby: wybranymi, posłanymi, odpowiedzialnymi, wyposażonymi czasem w potężne instrumenty władzy. Ludzie służby publicznej mają być ludźmi sumienia i klarownych zasad. Jeśli tak nie będzie, umacniać się będzie – powtarzam to nie raz za św. Janem Pawłem II – „rozpowszechniony pogląd, że polityka musi być terenem moralnego zagrożenia” (adhortacja Christifidelis laici.)

Dzielę się opłatkiem z ludźmi młodymi. Jesteście radością i nadzieją waszych rodzin, także Kościoła, narodu, Ojczyzny. Nie pogubcie radości waszej młodości, waszych ideałów, waszego pragnienia jednoznaczności. Niech na waszych drogach ku dorosłości będzie wam towarzyszył promienny Jezus Chrystus, Nauczyciel, który nie zawodzi, nie roztacza miraży, ukazuje wartość prawdy, piękna, dobra, sprawiedliwości. Dzielę się opłatkiem z kombatantami polskich dróg ku Niepodległej. Tych, którzy szli nimi w wojskowym mundurze, z powstańczą biało - czerwoną opaska na ramieniu, także w robotniczych uniformach – robotników Grudnia 1970, ludzi Solidarności. Należy się Wam nasza wdzięczność. Wyraża ją najpełniej okrzyk: Cześć i chwała bohaterom.

Także z żołnierzami Wojska Polskiego, Marynarki Wojennej, służb mundurowych. Powołanymi do obrony Ojczyzny i ochrony ładu i bezpieczeństwa jej obywateli.

Łamię się opłatkiem z ludźmi chorymi, słabymi, pochylonymi pod brzmieniem przebytych lat. Odczujcie życzliwą i pomocną obecność tych, którzy pamiętają o słowach Chrystusa: „Byłem chory a przyszliście do mnie”.

Umiłowani! Dziś radość wielka! „Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata”(1 J 4, 14) „Narodził się Jezus Chrystus, bądźmy weseli Chwałę Mu na wysokości nucą Anieli! Gloria gloria in excelsis Deo”! Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Miłość ludzka nie jest Bogiem

2018-06-27 09:37

Rozmawia Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 26/2018, str. 22-23

Graziako

AGNIESZKA BUGAŁA: – Ojcze, Józef wiedział, że Maryja ślubowała dziewictwo. To jest małżeństwo od początku niewyrażające sobie miłości przez współżycie.

O. AUGUSTYN PELANOWSKI OSPPE: – Wszystko się zgadza, tak było.

– Czy dziś ktoś by Ich zrozumiał? Seksualność jest w związku dwojga ludzi lansowana jako główna podpora konstrukcyjna małżeństwa.

– Nie wyobrażają sobie tego tylko ci, którzy nie doświadczają życia w czystości. Jeśli ktoś doświadcza, potrafi to sobie wyobrazić. Powściągliwość, decyzja o powstrzymaniu się jest czymś innym – można postanowić i wytrzymać dwa, trzy lata, w zależności od tego, jaki powód warunkuje tę decyzję. Ale można po prostu trwać w czystości. Jest taka łaska! To nie jest powstrzymywanie się, uporczywe pilnowanie się – nie! To jest wolność od tej potrzeby, to jest tak, jakby coś spadło z człowieka i on już nie czuje ciężaru tego przynaglenia i zachęty.

– Napisał Ojciec w „Domu Józefa”, że nie adorujemy czegoś w sobie, nie ubóstwiamy tego w sobie, ale poza sobą, na zewnątrz...

– Czystość jest czymś takim, że człowiek, doznając Miłości nie z tego świata, nie potrafi znaleźć najmniejszej fascynacji miłością z tego świata. Wydaje mu się to mniej niż banalne, nawet nudne. Podam przykład z życia Mojżesza: stare midrasze żydowskie opowiadają, że Mojżesz po objawieniu Boga na Horebie nie potrafił współżyć z Seforą. I że Sefora też nie mogła. I od tej pory żyli w celibacie.

– Doświadczyli magis poza sobą...

– Tak, stało się coś więcej! Nie postrzegajmy tego w ten sposób: musieli się codziennie powstrzymywać i w ten sposób troszczyli się o życie w czystości. Nic podobnego! Skoro Maryja i Józef mieli przy sobie taki reaktor jądrowy miłości, jakim jest Serce Jezusa, to mieli zakładać dodatkowe kaloryfery? Czy mogłoby być coś jeszcze bardziej interesującego? Gdy jest Jezus, to jest taka Miłość, że już żadna inna nie pociąga!

– Czy na tym zasadza się też celibat?

– W istocie powinien. Na początku może zacząć się od powściągania, ale czystość jest łaską, nie efektem postanowień i karkołomnych wyrzeczeń. To jest dar – dostajesz go, a nie ćwiczysz się w osiągnięciu jakiegoś poziomu.

– Czyli czystość można sobie wyprosić?

– W jedną chwilę.

– Nie ma dwóch takich samych powołań?

– Nie – i to widać w projekcie powołania św. Józefa, który odkrywamy już w Księdze Rodzaju w osobie Józefa Egipskiego. On jest tu szkicem, który Duch Święty sobie nakreślił. Jeśli ktoś jest mądry, to domyśli się, o co tu chodzi: będzie kiedyś taki człowiek i też będzie miał na imię Józef, czyli „Jahwe wzbogacił”. A tylko Jahwe może wzbogacić. I musiał się urodzić taki człowiek, był przewidziany. Mówi się, że Maryja była przewidziana w Raju, więc jeśli tak, to i Józef.

– My też?

– Przecież byliśmy utkani we wnętrzu Ziemi, zanim żeśmy się urodzili! Jesteśmy przewidziani. Nikt z nas nie jest tu przypadkiem.

– Ojcze, ale choć każdy z nas był przewidziany, to jednak przybywamy i zawodzimy. Józef dał radę ze swoim powołaniem, a nam dość często nie wychodzi.

– Są różnice w przeznaczeniach. Wielu jest powołanych do królestwa Bożego, niewielu jest wybranych; wśród tych wybranych są i tacy, którzy wybierają po swojemu, i tacy, którzy choćby nie chcieli, to i tak pójdą do nieba, bo Bóg bardzo się na nich uparł.

– Och, jak ja bym chciała, żeby się na mnie uparł...

– (śmiech) Są między ludźmi różnice. Ale Józef był jedną jedyną, wyjątkową osobą i sam też potrzebował czasu, aby odkryć, że nie jest na świecie przypadkiem, jaka jest jego misja, co ma robić. Wreszcie odkrył i zdecydował: wchodzę w to. I wszedł na zawsze.

– Józef i Maryja stworzyli Świętą Rodzinę. Mówi Ojciec, że to było pierwsze sanktuarium, bo Oni pierwsi adorowali Jezusa. I to jest nasz ideał, wzór. Ale popatrzmy na rodziny dzisiaj. Ludzie decydują się na małżeństwo i zakładają z góry, że jeśli im się nie uda, to się rozejdą. Co się takiego wydarzyło po drodze dziejów, że my, ludzie, nie wierzymy, że to się da doprowadzić do końca?

– Doświadczenie tysięcy małżeństw, które się rozpadają. Lęk związany z trwałością związku. Ludzie się boją, że to nie wyjdzie. Ale za tym wszystkim stoi grzech, czyli zaprzeczenie czystości. Widzę, jako spowiednik, gdy słucham ludzi, że nadużycia w sferze seksualnej, np. seks przedmałżeński, powodują, że w ludziach zwiększa się lęk co do drugiej osoby. Obawa jest coraz większa, szansa na zdradę jest jeszcze większa, bo są otwarte drzwi do ciała. Niebezpieczeństwo zaniku uczuć wyższych jest jeszcze większe. Nie dlatego współżycie przed ślubem jest grzechem, że Bóg ma złośliwy charakter i chce odmówić ludziom przyjemności, tylko dlatego, że konsekwencje tych nadużyć przedmałżeńskich są tragiczne dla człowieka. Wszystko, co jest nieszczęściem dla człowieka, Bóg nazwał grzechem. Gdyby ktoś się nad tym uczciwie zastanowił, toby stwierdził, że to się w ogóle nie opłaca, bo jeśli ja będę współżył przed małżeństwem, to po pierwsze nigdy nie będę ufał drugiej stronie – bo jaką mam gwarancję, że skoro ona nie może się powstrzymać od współżycia ze mną teraz, to za pięć lat powstrzyma się od współżycia z kimś innym? Nie mam żadnej gwarancji, bo widzę, że ta osoba nie umie panować nad swoim ciałem, nie umie powiedzieć: nie. Więc co, gdy przestanie mnie tak bardzo kochać? A średnio człowiek dorosły może się zakochać nawet dziesięć razy, jeśli jest normalny – to może się zdarzyć. Tylko że zakochać się albo nawet pokochać nie oznacza od razu grzeszyć. A dla wielu ludzi to jest tożsame... i ci są już nieszczęśliwi. Bo co? Skoro dziesięć razy się zakochałem, to tyle razy mam wziąć ślub?

– A po drugie: Dlaczego współżycie przed ślubem, uczciwie patrząc, się nie opłaca?

– Bo oznacza nadużywanie antykoncepcji. I pojawia się asocjacja, proste skojarzenie: seks to jest lęk.

– Przed dzieckiem...

– I dalsze: dziecko równa się zagrożenie, mój chłopak równa się agresja, bo spotkanie z nim owocuje dzieckiem, a ja nie chcę dziecka. Po dwudziestu latach takiej antykoncepcji można patrzeć na męża tylko jak na wroga, na żonę – podobnie. Antykoncepcja prowadzi do rozbicia, bo skojarzenia są jednoznaczne: to jest mój wróg, zagraża mi, muszę się bronić przed tym mężczyzną, żeby nie zajść w ciążę.

– Antykoncepcję wymyśliliśmy my, ludzie. Co zawiodło, że sami wykreowaliśmy potwora, który nas zjada? Czy Kościół na tej drodze też zawiódł?

– Nie, Kościół od początku mówił prawdę, encyklika „Humanae vitae” mówiła prawdę, ale może zbyt teologicznym językiem. Może zabrakło przykładów, prostych wskazań akcji-reakcji, opisu decyzji i ich konsekwencji. Być może wielu uznało, że to za mało życiowe, takie mądre ex cathedra, i nie przyjęło się, nie miało związku z życiem.

– Czy możemy jeszcze ten proces zatrzymać, odwrócić?

– Tak, oczywiście, że tak, wszystko da się zrobić. Trzeba zacząć od przekonywania poszczególnego człowieka, a nie tłumów. Przecież kiedy ktoś przychodzi do mnie do spowiedzi i mówię mu o konsekwencjach jego działań, to ta osoba łatwiej daje się przekonać, niż gdyby stała na wielkim placu. Pozostaje jeszcze tylko kwestia słabości, przyzwyczajeń, grzesznych nawyków, ale od tego mamy środki sakramentalne, które służą pomocą tym, co chcą wychodzić na prostą. I wychodzą. Znam takich ludzi, którzy podjęli decyzję o zmianie życia i radzą sobie bardzo dobrze. Najważniejsze: nie żałują. Poza tym jeśli ktoś eksploatuje się seksualnie przed ślubem, to zanikają w nim uczucia wyższe – nie ma poświęcenia, empatii, miłosierdzia, jest wykorzystywanie. A gdy w małżeństwie nie ma uczuć wyższych, a pojawi się wykorzystywanie, to małżeństwo nie ma szans przetrwać. Eksploatowanie się seksualne przed ślubem, bez przysięgi, nie kontaktuje się z pełnią miłości Boga, czyli ciągle się wyczerpuje...

– Muszę zadać to pytanie: co zmienia przysięga?

– Wszystko, bo to nie jest zwykła przysięga. To jest uczestnictwo w życiu Chrystusa i Kościoła, bo sakrament to jest partycypacja w tym, co Chrystus robił z Kościołem. Sakrament małżeństwa jest na obraz miłości Chrystusa do Kościoła. A jaka to jest miłość? Przede wszystkim wierna, nigdy nas nie opuści. Żeby czerpać z tej wierności, żeby mieć gwarancję, że moja przysięga nie jest gołosłowiem, to ja, przez sakrament, podłączam się do tej miłości.

– Ale tyle osób się podłącza, staje przed ołtarzem, a jednak odsetek rozwodów rośnie. Nie mówiąc już o wydłużającej się liście tych, którzy mają potrzebę sprawdzić ważność zawartego przez siebie małżeństwa.

– Tak, nawet są już specjalne firmy, które w tym pomagają. Odpowiem na to pytanie, zadając inne: Ilu ludzi podchodzi do zawieranych sakramentów, nawet do samej spowiedzi, w sposób zupełnie szczery? Nie jest tajemnicą, że duży odsetek spowiedzi przedślubnych to są spowiedzi świętokradzkie. Więc jak Bóg może coś gwarantować...? Gdy taka sytuacja ma miejsce, już na starcie jest falstart. To widać czasem po twarzach młodych ludzi, którzy stają w ślubnych strojach przed ołtarzem, że oni przyszli do kościoła odegrać role, jest im potrzebny lokal dla ich przedstawienia. W ogóle nie ma żadnego Boga... A ja, jako kapłan, jestem tu tylko aktorem, który też ma odegrać jakąś rolę. I wtedy nie ma podłączenia pod Bożą miłość, mimo że przyszli.

– Czyli jesteśmy ochrzczonymi ateistami?

– W pewnym sensie tak jest. Być może stało się tak z powodu przesunięcia akcentów w nauczaniu, tak długo powtarzaliśmy „kochaj bliźniego samego”, że odeszliśmy od treści najważniejszej: kochaj Boga. Przecież gdy spytamy kogoś na ulicy o to, co jest dla niego najważniejsze, to odpowie, że rodzina. A rodzina nie jest najważniejsza. Rodzina nie jest Bogiem. Czy ktoś zwrócił na to uwagę? A jeśli rodzina nie jest Bogiem, to Bóg przestaje być rodziną... bo rodzina jest najważniejsza. I w ten sposób odcinamy się od Niego. To nie jest niuans, to jest rdzeń.

– Bóg jest miłością, ale miłość nie jest Bogiem...

– Tak! I wtedy można pytać: Kogo ty pragniesz? Żony, która stoi przed tobą? Czy Boga, który jest w niej, który ją stworzył, który ci ją dał? Kto jest dla ciebie ważniejszy?

– I pada odpowiedź: żona.

– Dobrze, to spotkamy się najdalej za pięć lat, żeby ratować małżeństwo. Twoja żona nie jest źródłem miłości. Ty, jako mąż, też nie jesteś źródłem miłości.

– Dlaczego nie wszyscy o tym wiemy?

– Jak to? Przecież wszyscy wiedzą, to jest proste!

– Chyba jednak nie jest, bo mamy lawinę rozwodów i długą listę zapytań o ważność zawartego małżeństwa…

– Jednym z grzechów jest też głupota, Jezus mówi o tym wyraźnie. Głupota to jest niechęć do zrozumienia. Gdy jest niemożliwość, to mamy do czynienia z niedorozwojem. Ale gdy jest niechęć, to mamy do czynienia z grzechem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Baldisseri: synod młodych nie zapomni o rodzinie

2018-07-17 20:44

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Temat rodziny nieodłącznie związany jest z młodzieżą, stąd na pewno wybrzmi na październikowym Synodzie Biskupów. Wskazuje na to kard. Lorenzo Baldisseri przypominając, że Franciszek apeluje do młodych, by troszczyli się o przyszłość rodziny.

Włodzimierz Rędzioch

Kard. Baldisseri, który jest sekretarzem generalnym Synodu Biskupów wskazuje, że Ojciec Święty wielokrotnie mówił o odpowiedzialności młodego pokolenia za przyszłe rodziny. Ostatnio karaibską młodzież zachęcił do tego, by inspiracji do przemiany rodziny szukała w jego adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”. Franciszek wskazał młodym jej czwarty rozdział, który mówi, jak żyć miłością w rodzinie. „Papież swym przykładem pokazuje, że młodym ludziom trzeba towarzyszyć, tak by czerpiąc ze swych korzeni potrafili zbudować przyszłość” – mówi kard. Baldisseri.

„Młodym trzeba towarzyszyć, ponieważ mocno pociąga ich perspektywa przyszłości i zafascynowani nią, często niestety palą wszelkie mosty łączące ich z przeszłością. Oczywiście wpisuje się w to rozwój człowieka, nastolatek szuka własnej autonomii, wychodzi poza rodzinę – mówi Radiu Watykańskiemu kard. Baldisseri. – Chciałbym jednak podkreślić ciekawą rzecz, która wyszła w czasie przedsynodalnych spotkań i sondaży, a mianowicie to, że elementem, jaki młodzi stawiają na pierwszym miejscu, mówiąc o swych nadziejach na przyszłość, zawsze jest rodzina. Oznacza to, że młodzi nie chcą sami żeglować przez życie, tylko szukają konkretnej busoli, potrzebują wsparcia rodziny. Oczywiście obok rodziny trzeba wysiłku szkoły, Kościoła, różnych grup i stowarzyszeń. Trzeba ich ukierunkować, i to jest obok towarzyszenia kolejne ważne słowo, o którym przypomina nam Papież Franciszek. A wszystko po to, by młodzi mogli dobrze rozeznać i podjąć właściwe decyzje, co do swojej przyszłości”.

W perspektywie październikowego spotkania kard. Baldisseri wskazuje też na znaczenie papieskiej nominacji dotyczącej czterech kardynałów, którzy pokierują obradami synodu. „Franciszek swym zwyczajem zaczerpnął z krańca świata. Wybrał hierarchów z Syrii, Madagaskaru, Birmy i Papui-Nowej Gwinei. W ten sposób Kościół z peryferii staje się centrum” – wskazuje sekretarz generalny Synodu Biskupów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem