Reklama

Postawimy na formację świeckich

2018-01-11 07:13

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 2/2018, str. IV

Artur Stelmasiak
Bp Romuald Kamiński

Artur Stelmasiak: – Ksiądz Biskup zna stolicę i diecezję warszawsko-praską. Jako były kanclerz praskiej kurii współtworzył administrację diecezjalną. Później papież Benedykt XVI w 2005 r. skierował Księdza Biskupa do pracy w rodzinne tereny diecezji ełckiej, a teraz Ekscelencja wraca do stolicy Polski. Jak Ksiądz Biskup dziś się czuje, jak w domu, czy jeszcze trochę, jak w gościach?

BP Romuald Kamiński: – Dwanaście lat to dużo czasu, ale w moim przypadku nie był to czas całkowitego odcięcia się od spraw diecezji warszawsko-praskiej. Często bywałem w Warszawie i miałem kontakt z tym, co dzieje się zarówno w stolicy, jak i w diecezji. Objęcie diecezji nie jest więc jakimś przyjściem z zaświatów. Nie mam bowiem poczucia bym wszystko odkrywał na nowo. Co więcej, gdy w październiku pierwszego dnia rozpakowałem się na Pradze i przyszedłem do biura, to miałem wrażenie jakbym nigdy z niego nie wychodził. Wiedziałem co mam robić, znałem współpracowników, struktury diecezji i parafie.

– Czyli czuje się Ksiądz Biskup jak w domu.

– Chyba tak trzeba powiedzieć, bo to określenie najlepiej oddaje moją sytuację.

– Ale również posługa w diecezji ełckiej jest cennym doświadczeniem. Wydaje mi się, że po tych 12 latach Ksiądz Biskup może spojrzeć z dystansu, świeżym okiem na sprawy Kościoła warszawsko-praskiego. Czy teraz Ekscelencja patrzy inaczej na diecezję, którą dobrze zna?

– Na pewno okres ełcki dał mi możliwość okrzepnięcia w pracy duszpasterskiej biskupa.

– W Ełku Ksiądz Biskup nauczył się być biskupem?

– To nie jest takie trudne (śmiech)... Jak się jest księdzem, to, jako biskup, pozostaje się tym księdzem, tylko ma się trochę szersze pole posługi oraz więcej obowiązków i odpowiedzialności. Ale rzeczywiście w diecezji ełckiej skupiałem się na zwykłych obowiązkach biskupa, czyli wizytowałem parafie, spotykałem się ze wspólnotami i uczestniczyłem w uroczystościach religijnych oraz patriotycznych. Tam nie było tylu ważnych instytucji centralnych, udzielania wywiadów i takiego zainteresowania mediów sprawami diecezji. Okres tych 12 lat był odskocznią od zgiełku wielkiego miasta, kiedy to mogłem wzbogacić się o doświadczenie podstawowej i najważniejszej posługi biskupa.

– Wspomniał Ksiądz Biskup o tym, że w Ełku uczestniczył także w uroczystościach patriotycznych. Ten ważny rys posługi będzie potrzebny w roku 2018, kiedy to obchodzimy 100-lecie odzyskania niepodległości Polski. W rodzinnej diecezji Ekscelencja zaangażowała się w uroczystości upamiętniające Obławę Augustowską, o której mieszkańcy Warszawy i okolic nie wiedzą zbyt wiele.

– Obława Augustowska jest mi bardzo bliska z wielu powodów. Po pierwsze wychowałem się w centrum tych terenów, które zostały brutalnie spacyfikowane latem 1945 roku. Po drugie w Obławie zginął mój dziadek ze strony mamy. Czas mojej posługi w diecezji ełckiej zbiegł się z okresem, gdy coraz głośniej zaczęto mówić o Obławie i jej ofiarach. Z jednej strony Instytut Pamięci Narodowej prowadził śledztwo, a także lokalna społeczność zaczęła organizować uroczystości patriotyczno-religijne, podczas których upamiętniamy ofiary. Na czele organizacji kultywujących pamięć historyczną o Obławie Augustowskiej stoi ks. prał.Stanisław Wysocki, który stracił w tym okresie aż troje bliskich ze swojej rodziny. O tragicznych wydarzeniach z 1945 r. dużo wiedzą mieszkańcy moich rodzinnych terenów, ale historia ta powinna być znana w całej Polsce.

– Czy ta największa zbrodnia w historii powojennej Polski zostanie kiedyś wyjaśniona?

– Ja bym powiedział, że zbrodnia już została wyjaśniona, bo wiemy o jej przebiegu bardzo dużo. Wiemy, kiedy to się stało, dlaczego doszło do tej zbrodni i kto ze strony sowieckiej brał w niej udział. Jednak nadal nie znamy miejsca pochówku ofiar Obławy Augustowskiej.

– Ksiądz Biskup w czasie II wojny światowej stracił jednego dziadka z rąk niemieckich, a drugiego po wojnie z rąk radzieckich. Dlaczego w czasach „pokoju” nadal mordowano Polaków?

– Najczęściej mówimy, że zginęli, bo byli Polakami... Ale Suwalszczyzna, ziemia augustowska, okolice Sokółki i Sejn zawsze były bardzo mocno zakorzenione w tradycji patriotycznej, narodowej i niepodległościowej. Najwidoczniej sowieccy przywódcy zdawali sobie z tego sprawę, że na tak mocnym gruncie polskości będzie im trudno wprowadzić swoje zasady i nową władzę. Doszli więc do wniosku, że teren ten trzeba spacyfikować.

– Już wiemy, że Ksiądz Biskup wywodzi się z terenów i środowiska o mocnych patriotycznych korzeniach. Ale jak to się stało, że młody Rajmund Kamiński trafił do warszawskiego seminarium duchownego przy Krakowskim Przedmieściu?

– O wstąpieniu do seminarium zacząłem coraz intensywniej myśleć w połowie szkoły średniej. Gdy rozmawiałem o tym ze swoim proboszczem z Janówki, on wspomniał o Warszawie. I tak po maturze, którą zdałem w 1975 r. w Białymstoku, przyjechałem do stolicy.

– I trafił Ksiądz Biskup do wielkiego świata.

– Ale to nie było podyktowane jakąś pychą, chęcią sławy, czy pogonią za wielkim światem. Był to przecież czas, kiedy Warszawa borykała się z problemami powołań. W innych diecezjach, gdzie chętnych nie brakowało, było przyzwolenie biskupów, aby młodzi jechali na formację kapłańską właśnie do prymasowskiej Warszawy.

– Tak było w przypadku ks. Jerzego Popiełuszki, ale także wybitny patrolog ks. prof. Józef Naumowicz pochodzi z tego samego terenu, co Ksiądz Biskup.

– Mama ks. Naumowicza pochodzi nawet z mojej parafii. Nas z północno-wschodniej Polski do Warszawy przyjechało bardzo dużo. Gdybyśmy popatrzyli na powołania warszawskie w latach 70. XX wieku, to zobaczymy, że większość kapłanów pochodzi z terenów spoza archidiecezji warszawskiej. A ówczesna diecezja łomżyńska, białostocka i podlaska stanowiły prawdziwe zaplecze w wypełnianiu seminarium przy Krakowskim Przedmieściu.

– To jest proces naturalny, bo przecież Warszawa rozbudowuje się dzięki ludziom, którzy do niej przyjeżdżają. Czy za nimi powinni podążać także „przyjezdne” powołania?

– Podobnie wygląda sytuacja, gdy wysyłamy polskich kapłanów, by otaczali opieką duszpasterską Polaków, którzy w ostatnich latach wyjechali np. na Wyspy Brytyjskie. W moich czasach do Warszawy powołania przyciągał również Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński, który prosił innych biskupów, by pomagali w trudnej sytuacji stołecznej archidiecezji. Zresztą on sam pochodził z tej samej, co ja ówczesnej diecezji łomżyńskiej.

– A Ksiądz Biskup nie chciał wrócić w rodzinne strony?

– Po 2-3 latach pojawiała się tęsknota i wątpliwości. Zastanawiałem się, czy nie przenieść się do seminarium w Łomży. Gdy mówiłem o tym swojemu ojcu duchownemu, on szybko wybił z głowy moje rozterki. Powiedział, że na moich rodzinnych terenach jest tyle powołań, że biskupi nie wiedzą co z nimi robić, a tu w archidiecezji warszawskiej jest wiele dużych parafii, w których ciągle brakuje kapłanów do pracy.

– Diecezja warszawsko-praska także się szybko rozbudowuje. Powstają nowe osiedla, w których osiedlają się również osoby przybyłe ze wschodu Polski. Jednocześnie w diecezji brakuje „rąk” do pracy. Czy nie należy otworzyć seminarium warszawsko-praskiego na powołania z innych diecezji?

– Byłoby to całkiem naturalne. Jednak sęk w tym, że problem powołań dotyka także diecezje na wschodzie Polski, bo z tamtych terenów wielu młodych ludzi wyjechało.

– Ale jednak jest tam o wiele większy „procent księdza” na 1000 mieszkańców, niż w diecezji warszawsko-praskiej.

– To prawda, że „nasycenie” kapłanami na Wschodzie jest nadal duże i wystarczy jeszcze na wiele lat. Ale mądry biskup i gospodarz nie myśli tylko o tym, co jest tu i teraz, ale także o tym, co będzie za 20-30 lat.

– Jakie Ksiądz Biskup ma plany na najbliższe tygodnie i miesiące?

– Muszę jak najszybciej wejść w normalny tryb pracy. Z tym nie powinno być problemów, bo jak mówiłem znam diecezję i ludzi, którzy ją tworzą. Można powiedzieć, że jestem w dosyć komfortowej sytuacji.

– Diecezja i diecezjanie też są w komfortowej.

– Mam taką nadzieję... Ale wracając do planów, to zawsze bardzo ważna była dla mnie sprawa właściwej formacji wspólnoty kapłańskiej i dobrych relacji z księżmi. Diecezja jest też bardzo bogata w domy zakonne. Będę się spotykał z przedstawicielami życia konsekrowanego i zapewnię ich o swojej otwartości na ich potrzeby i propozycje. Oprócz tego bardzo ważna jest praca ze świeckimi.

– Dlaczego?

– Moim zdaniem udziału świeckich w Kościele nie możemy lekceważyć, jeżeli naprawdę chcemy troszczyć się o zbawianie ludzi. Choć duchowieństwo jest bardzo ważne i niezbędne w Kościele, to jednak księżą są maleńką cząstką pracowników tej wielkiej Winnicy Pana. Dlatego będę stawiał na formację różnych wspólnot i grup modlitewnych. Dobrze przygotowani świeccy wchodzą na te obszary i w takie społeczności, gdzie kapłan nie jest w stanie nawet zajrzeć. Świeccy mogą dotrzeć do tych środowisk i instytucji, które dla księdza są nieosiągalne. Misja i ewangelizacja Kościoła musi opierać się także świeckich.

– Na łamach „Niedzieli” wielokrotnie o tym pisaliśmy i często zastanawiam się, jak ten „świecki potencjał” powinien być wykorzystany. W cyfrach jesteśmy jednym z najbardziej religijnych narodów na świecie, ale jednocześnie mam wrażenie, że Polacy są dosyć bierni pod względem wynoszenia Ewangelii w przestrzeń publiczną.

– Ale to się poprawia i nie tracę nadziei, że będzie jeszcze lepiej. W Adwencie odwiedzałem różne parafie, by modlić się wspólnie z wiernymi na Roratach. Jak widziałem, że wcześnie rano w zwykły dzień powszedni przed świtem na Mszy św. były tłumy młodych małżeństw z dziećmi, to jestem optymistą. Przecież te rodziny z wielkiego miasta są dziś w głównym nurcie organizowania naszego życia społecznego i prowadzą sprawy naszej Ojczyzny. Oni swój dzień rozpoczynają przy ołtarzu, a chwilę później idą do swoich środowisk, do pracy. Dlatego nie widzę lepszych współczesnych apostołów od dobrze uformowanych świeckich.

– To dołożę łyżeczkę dziegciu... W ostatnich miesiącach byłem świadkiem, jak w młodych warszawskich parafiach zbierane były podpisy pod ustawą #ZatrzymajAborcję. Nie mogę zrozumieć dlaczego tak mało z obecnych na Mszach św. ludzi podpisywało się pod projektem, który ratuje życie bezbronnych i najsłabszych dzieci.

– Dlatego ja wielokrotnie mówiłem, że potrzebna jest nam lepsza i stała formacja świeckich.

– Ale znam nawet ludzi zdawałoby się uformowanych, rozmodlonych, ze wspólnot, którzy przeszli obojętnie i się nie podpisali. Nie słyszałem też o jakimś pospolitym poruszeniu we wszystkich wspólnotach i ich zaangażowaniu w toczącą się batalię o życie i zbieranie podpisów. Jeżeli ten temat jest drażliwy i kontrowersyjny nawet dla uformowanych katolików, to chyba nie jest z nami najlepiej?

– To znaczy, że jakiś element formacji świeckich źle funkcjonuje. Ludzie też mają różną wrażliwość i nie każdy element nauczania Kościoła akceptują w takim samy stopniu.

– W ostatnich latach coraz dotkliwiej w środowisku wielkomiejskim odczuwalny jest również kryzys rodziny. Nie bez znaczenia są też celowe ataki, w których usiłuje się rozmyć wizję normalnej rodziny i jej znaczenie w społeczeństwie. Jak diecezja i poszczególne parafie mogą sobie z tym radzić, aby się przeciwstawić „zachodnim trendom” społecznym?

– Tu nasza diecezja jest w wyjątkowo dobrej sytuacji, bo dziewięć lat pasterskiej opieki księdza arcybiskupa Henryka Hosera zrobiły swoje. Uważam, że jego praca w duszpasterstwie rodzin jest dziś nie do przecenienia, bo abp Hoser wprowadził swój autorski program poradnictwa, który obejmuje absolutnie najszersze spojrzenie na duszpasterstwo rodzin.

– Ale czy program sprawdzony w Afryce zadziała w stolicy Polski?

– Moim zdaniem „materiał ludzki” w Afryce pod wieloma względami był lepszy, bo nieskażony i łatwiejszy do formacji. Jednocześnie w Polsce mamy o wiele większe możliwości formacyjne, bo możemy więcej osób zaangażować w program, a do tego mamy wielu wybitnych specjalistów, których z oczywistych względów nie było w Afryce. Abp Hoser wprowadził w diecezji program dostosowany do polskich warunków, który jest wymagający zarówno dla duszpasterzy, jak i formatorów. Całym sercem będę wspierał i kontynuował ten program, bo jeżeli się w niego zaangażujemy, to wykonamy wspaniałą pracę dla rodzin z terenu diecezji, która będzie wzorcowa dla całego Kościoła w Polsce, a później może przyjdzie czas na inne państwa.

– W czasach, gdy ks. Romuald Kamiński był kanclerzem kurii warszawsko-praskiej, co niedzielę posługiwał wśród niepełnosprawnych w Międzylesiu. Jak do tego doszło?

– Można powiedzieć, że znalazłem się tam przypadkowo... Ale ja wiem, że w zamiarach Bożych nie ma przypadków. Początkowo zastąpiłem raz, drugi księdza, który nie mógł przyjechać, a później stałem się takim duszpasterzem na stałe. Wspólnie z Siostrami Misjonarkami Miłości Matki Teresy z Kalkuty jeździliśmy tam co niedzielę. Przez siedem lat przygotowywaliśmy niepełnosprawnych do Eucharystii, a później odprawiałem im Mszę św.

– I tu znowu powrócę do tematu aborcji. W Polsce obowiązuje prawo, które w brutalny sposób pozbywa się osób niepełnosprawnych, zabijając je przed urodzeniem. Pytam więc ich duszpasterza: Czy niepełnosprawni są społeczeństwu potrzebni?

– Wszystko co Pan Bóg na świat powołuje jest święte i królewskie! Na tym stwierdzeniu powinien być już koniec dyskusji. Jednak druga część tego sporu należy do nas, by ludziom wytłumaczyć niezwykłą wartość każdego życia i wyrobić w nich szacunek do niepełnosprawności.

– To dlaczego w Polsce dyskutujemy nad tym czy wolno zabijać, czy nie wolno? Dlaczego o zakazie aborcji eugenicznej mówi się, że sprawa jest „kontrowersyjna”?

– Ja się nawet denerwuje, że osoby świetnie wykształcone i na wysokim poziomie intelektualnym mają problem z obroną niepełnosprawnych dzieci. Można powiedzieć, że kwestie ochrony życia są pewną łaską zrozumienia prawdziwej rzeczywistości. Ja jeszcze raz powtórzę, że życie jest święte, bo ono jest tchnieniem samego Boga. Dlatego wszyscy jesteśmy prawdziwymi dziećmi Bożymi, a nie jakimś przypadkiem. Żaden człowiek wierzący w Boga nie może mieć „problemu” z ochroną życia, bo każda ingerencja ludzka w to życie jest otwartą walką z Bogiem Świętym.

– Jak już Ksiądz Biskup wrócił do rozpolitykowanej Warszawy, to zadam pytanie polityczne. Co by Ekscelencja poradził parlamentarzystom, którzy będą głosować nad projektem obywatelskim „Zatrzymaj Aborcję”?

– Odpowiedź wcale nie jest trudna... Posłużę się przykładem jednego z twórców Wspólnoty Europejskiej, włoskiego polityka Alcide De Gasperi. Ludzie go pytali: Alcide jak ty to robisz, że twoje słowa są takie jasnei klarowne? On nie odpowiadał tylko wyścignął z kieszeni różaniec. Zachęcam także polskich polityków, by szli śladami Alcide De Gasperi, a wszystko będzie na swoim miejscu. Sercem ich do tego namawiam, bo zwykle jest tak, że nasze pomysły bez Bożej pomocy źle się kończą.

Tagi:
wywiad bp Romuald Kamiński

Bp Kamiński: bez sprawiedliwości nie ma ani jedności, ani niepodległości

2018-11-04 16:08

mag / Warszawa (KAI)

Bez sprawiedliwości nie ma ani jedności, ani niepodległości – ostrzegł bp Romuald Kamiński. W katedrze św. Michała Archanioła i św. Floriana odbyły się uroczystości upamiętniające 224. rocznicę Rzezi Pragi. W czasie Mszy św. biskup warszawsko-praski modlił się za ofiary ostatniej bitwy Insurekcji Kościuszkowskiej oraz za ludność cywilną wymordowaną przez wojska rosyjskie.

Magdalena Kowalewska

W homilii bp Kamiński podkreślił, że tym co zgubiło I Rzeczpospolitą, była prywata i brak jedności. – Może byli wówczas wielcy ludzie, wydarzenia, które imponowały w naszej Ojczyźnie i poza jej granicami, ale zbyt dużo było nagromadzonej nieprawości, rozwarstwienia społecznego, podziałów między narodami i poszczególnymi ludźmi, które sprawiało, że nie byliśmy jedną wielką rodziną. Nie mieliśmy więc dostatecznej siły, by udźwignąć zadania, które trzeba było podjąć – powiedział biskup warszawsko-praski.

Zwrócił uwagę, że niesprawiedliwość zawsze rodzi niepokój i wrogość, co sprawiało że nie ma również stabilności.

Powiedział, że praca nad moralną odnową narodu trwała ponad sto lat. – Świętując stulecie odzyskania niepodległości, bardzo często koncentrujemy się na wydarzeniach politycznych, doceniamy sprawność oręża, błyskotliwość niektórych polityków i ludzi nauki, zapominając przy tym, że wszystko to nie byłoby możliwe bez fundamentu, jakim jest modlitwa i cierpienie setek tysięcy ludzi – zwrócił uwagę bp Kamiński.

Na zakończenie zaapelował o wyciągniecie wniosków z historii i zrobienie rachunku sumienia z powinności wobec Ojczyzny. – Warunkiem utrzymania niepodległości jest sprawiedliwość społeczna, jedność, wzajemna miłość, przebaczanie oraz okazywanie sobie wsparcia – powiedział bp Kamiński.

- Niech zatem świętowanie setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości będzie zanurzone w tym, co także dziś dla Ojczyzny jest istotne. Wielkość bowiem i piękno Rzeczypospolitej mierzy się sumą pięknych sumień i serc obywateli, a nad tym, to już jesteśmy w stanie sami zapanować – oświadczył duchowny.

Po liturgii odbył się koncert autorski „Requiem kameralnie” przygotowany przez Huberta Giziewskiego i Harmonium Consulting.

Następnie przemaszerowano pod cerkiew Św. Marii Magdaleny, gdzie stoi Krzyż upamiętniający ofiary Rzezi Pragi. Zapalono tam znicze i złożono wiązanki kwiatów.

Wojska rosyjskie pod dowództwem gen. Aleksandra Suworowa wymordowały 4 listopada 1794 r. 20 tys. bezbronnych mieszkańców warszawskiej Pragi. Tym samym otworzyli sobie drogę do stolicy, która została zajęta 9 listopada. Rok później 24 października 1795 r. Polska zniknęła z mapy Europy na 123 lata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święty Mikołaj - „patron daru człowieka dla człowieka”

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 49/2004

6 grudnia cały Kościół wspomina św. Mikołaja - biskupa. Dla większości z nas był to pierwszy święty, z którym zawarliśmy bliższą znajomość. Od wczesnego dzieciństwa darzyliśmy go wielką sympatią, bo przecież przynosił nam prezenty. Tak naprawdę zupełnie go wtedy jeszcze nie znaliśmy. A czy dziś wiemy, kim był Święty Mikołaj? Być może trochę usprawiedliwia nas fakt, że zachowało się niewiele pewnych informacji na jego temat.

pl.wikipedia.org

Wyproszony u Boga

Około roku 270 w Licji, w miejscowości Patras, żyło zamożne chrześcijańskie małżeństwo, które bardzo cierpiało z powodu braku potomka. Oboje małżonkowie prosili w modlitwach Boga o tę łaskę i zostali wysłuchani. Święty Mikołaj okazał się wielkim dobroczyńcą ludzi i człowiekiem głębokiej wiary, gorliwie wypełniającym powinności wobec Boga.
Rodzice osierocili Mikołaja, gdy był jeszcze młodzieńcem. Zmarli podczas zarazy, zostawiając synowi pokaźny majątek. Mikołaj mógł więc do końca swoich dni wieść dostatnie, beztroskie życie. Wrażliwy na ludzką biedę, chciał dzielić się bogactwem z osobami cierpiącymi niedostatek. Za swoją hojność nie oczekiwał podziękowań, nie pragnął rozgłosu. Przeciwnie, starał się, aby jego miłosierne uczynki pozostawały otoczone tajemnicą. Często po kryjomu podrzucał biednym rodzinom podarki i cieszył się, patrząc na radość obdarowywanych ludzi.
Mikołaj chciał jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga. Doszedł do wniosku, że najlepiej służyć Mu będzie za klasztornym murem. Po pielgrzymce do Ziemi Świętej dołączył do zakonników w Patras. Wkrótce wewnętrzny głos nakazał mu wrócić między ludzi. Opuścił klasztor i swe rodzinne strony, by trafić do dużego miasta licyjskiego - Myry.

Biskup Myry

Był to czas, gdy chrześcijanie w Myrze przeżywali żałobę po stracie biskupa. Niełatwo było wybrać godnego następcę. Pewnej nocy jednemu z obradujących dostojników kościelnych Bóg polecił we śnie obrać na wakujący urząd człowieka, który jako pierwszy przyjdzie rano do kościoła. Człowiekiem tym okazał się nieznany nikomu Mikołaj. Niektórzy bardzo się zdziwili, ale uszanowano wolę Bożą. Sam Mikołaj, gdy mu o wszystkim powiedziano, wzbraniał się przed objęciem wysokiej funkcji, nie czuł się na siłach przyjąć biskupich obowiązków. Po długich namowach wyraził jednak zgodę uznając, że dzieje się to z Bożego wyroku.
Biskupią posługę pełnił Mikołaj ofiarnie i z całkowitym oddaniem. Niósł Słowo Boże nie tylko członkom wspólnoty chrześcijańskiej. Starał się krzewić Je wśród pogan.
Tę owocną pracę przerwały na pewien czas edykty cesarza rzymskiego Dioklecjana wymierzone przeciw chrześcijanom. Wyznawców Jezusa uczyniono obywatelami drugiej kategorii i zabroniono im sprawowania obrzędów religijnych. Rozpoczęły się prześladowania chrześcijan. Po latach spędzonych w lochu Mikołaj wyszedł na wolność.
Biskup Mikołaj dożył sędziwego wieku. W chwili śmierci miał ponad 70 lat (większość ludzi umierała wtedy przed 30. rokiem życia). Nie wiemy dokładnie, kiedy zmarł: zgon nastąpił między 345 a 352 r. Tradycja dokładnie przechowała tylko dzień i miesiąc tego zdarzenia - szósty grudnia. Podobno w chwili śmierci Świętego ukazały się anioły i rozbrzmiały chóry anielskie.
Mikołaj został uroczyście pochowany w Myrze.

Z Myry do Bari

Wiele lat później miasto uległo zagładzie, gdy w 1087 r. opanowali je Turcy. Relikwie Świętego zdołano jednak w porę wywieźć do włoskiego miasta Bari, które jest dzisiaj światowym ośrodkiem kultu św. Mikołaja. Do tego portowego miasta w południowo-wschodniej części Włoch przybywają tysiące turystów i pielgrzymów. Dla wielu największym przeżyciem jest modlitwa przy relikwiach św. Mikołaja.

Międzynarodowy patron

Biskup z Myry jest patronem Grecji i Rusi. Pod jego opiekę oddały się Moskwa i Nowogród, ale także Antwerpia i Berlin. Za swego patrona wybrali go: bednarze, cukiernicy, kupcy, młynarze, piekarze, piwowarzy, a także notariusze i sędziowie. Jako biskup miasta portowego, stał się też patronem marynarzy, rybaków i flisaków. Wzywano św. Mikołaja na pomoc w czasie burz na morzu, jak również w czasie chorób i do obrony przed złodziejami. Opieki u niego szukali jeńcy i więźniowie, a szczególnie ofiary niesprawiedliwych wyroków sądowych. Uznawano go wreszcie za patrona dzieci, studentów, panien, pielgrzymów i podróżnych. Zaliczany był do grona Czternastu Świętych Wspomożycieli.

Święty zawsze aktualny

Od epoki, w której żył św. Mikołaj, dzieli nas siedemnaście stuleci. To wystarczająco długi czas, by wiele wydarzeń z życia Świętego uległo zapomnieniu. Dziś wiedza o nim jest mieszaniną faktów historycznych i legend. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nawet w fantastycznie brzmiących opowieściach o św. Mikołaju tkwi ziarno prawdy.
Święty Mikołaj nieustannie przekazuje nam jedną, zawsze aktualną ideę. Przypomina o potrzebie ofiarności wobec bliźniego. Pięknie ujął to papież Jan Paweł II mówiąc, że św. Mikołaj jest „patronem daru człowieka dla człowieka”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Najnowsze badania PEW: Polska nadal najbardziej katolickim krajem Europy

2018-12-19 16:02

kg (KAI/www.pewresearch.org) / Waszyngton

Polska, której 87 proc. mieszkańców przyznaje się do katolicyzmu, pozostaje nadal najbardziej katolickim państwem Europy. Te i wiele danych przynosi najnowsze opracowanie amerykańskiego instytutu Pew Research Center nt. Kościoła katolickiego na naszym kontynencie, przeprowadzone w 34 krajach.

Ruggiero Scardigno / Fotolia.com

Opracowanie przypomina na wstępie, że jeszcze na początku XX wieku większość katolików mieszkała właśnie w Europie – w 1910 wskaźnik ten wynosił 65 proc. ogółu wiernych, ale już w sto lat później spadł on do 24 proc., za to prawie 40 proc. zamieszkuje obecnie Amerykę Łacińską, w Afryce Subsaharyjskiej żyje 16 proc. wszystkich katolików a w regionie Azji i Pacyfiku - 12. Nadal natomiast na naszym kontynencie istnieje najwięcej różnych instytucji katolickich i żyje tu aż 42 proc. ogółu kardynałów.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że katolicy przeważają w Europie Południowej i Środkowej, przy czym w większości są to najludniejsze kraje tej części świata: Francja, Włochy, Hiszpania, Niemcy i Polska, która ma najwyższy odsetek wiernych w stosunku do ogółu mieszkańców: 87 proc. Dalsze miejsca zajmują: Włochy – 78 proc. i Portugalia – 77, następnie Hiszpania – 60 proc. i Węgry – 56 proc. ludności. Ale wysokie wskaźniki mają też kraje spoza tego regionu: Litwa – 75 proc. i Irlandia – 72. Znacznie niższe, choć też liczące się, są odsetki katolików w Wielkiej Brytanii i Holandii – po 19 proc. i na Ukrainie – 10, przy czym w tej drugiej większość miejscowych katolików to grekokatolicy.

Wierni w Europie Środkowej i Wschodniej są bardziej religijni niż ich współwyznawcy na Zachodzie. Na przykład do kościoła chodzi tam przynajmniej raz na miesiąc średnio 44 proc. wiernych, podczas gdy w Europie Zachodniej wskaźnik ten jest o 11 proc. niższy. I odpowiednio wyższe są procenty tych, którzy modlą się codziennie: 36 i 13 proc., uważających religię za bardzo ważną w ich życiu: 31 i 13 proc. oraz wierzących w Boga – 91 wobec 80 proc. 56 proc. Ukraińców stwierdziło, że modlą się przynajmniej raz dziennie, podczas gdy we Francji odsetek ten wynosi 9.

Katolicy środkowo- i wschodnioeuropejscy są też bardziej konserwatywni w sprawach społecznych, np. o ile we wszystkich krajach zachodnich większość wiernych popiera legalizację związków osób tej samej płci (Holandia – 92 proc., Belgia – 83 proc.), to we wschodniej części kontynentu większość jest temu przeciwna. Najniższy odsetek zgody na takie rozwiązania występuje na Ukrainie oraz w Bośni i Hercegowinie – poniżej 10 proc. w każdym z tych państw. Również stopień poparcia dla legalnej aborcji jest w Europie Środkowo-Wschodniej znacznie niższy niż na Zachodzie, choć też jest stosunkowo wysoki: 47 wobec 71 proc.

I wreszcie katolicy zachodni są bardziej skłonni od swych współwyznawców na Wschodzie do akceptacji muzułmanów w swym otoczeniu. W większości krajów zachodnich co najmniej połowa miejscowych wiernych zgodziłaby się mieć w rodzinie wyznawcę islamu, przy czym najwyższe wskaźniki występują w Hiszpanii – 69 proc. i w Szwajcarii – 57. Tymczasem w naszej części kontynentu aprobatę dla takiej postawy wyraziło najwyżej 21 proc. wiernych na Węgrzech i 15 proc. na Łotwie. W pozostałych krajach tego regionu odsetki te są znacznie niższe.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem