Reklama

Arche Hotel

W sercu Kościoła

2018-01-24 12:44

Ks. Mariusz Frukacz
Edycja częstochowska 4/2018, str. I

Bożena Sztajner/Niedziela
Siostry kanoniczki Ducha Świętego towarzyszą kapłanom w ich starości i cierpieniu w Domu Księży Emerytów w Częstochowie

W święto Ofiarowania Pańskiego od 1997 r., z woli św. Jana Pawła II, przeżywamy w Kościele powszechnym Światowy Dzień Życia Konsekrowanego, który jest okazją do głębszej refleksji całego Kościoła nad darem życia poświęconego Bogu. Życie konsekrowane, które ma różne formy, takie jak życie zakonne (monastyczne), stan dziewic poświęconych Bogu, pustelnicy, wdowy i wdowcy konsekrowani, instytuty zakonne i świeckie, stowarzyszenia życia apostolskiego, jest świadectwem życia i wiary.

Osoby życia konsekrowanego do współczesnego świata wnoszą radość i Ewangelię. Kościół w swoich dokumentach podkreśla, że życie konsekrowane to skarb życia oddanego Bogu i ludziom, a osoby życia konsekrowanego to szczególne źródła światła w świecie współczesnym. Żyjąc według rad ewangelicznych: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, służą one z miłością i oddaniem drugiemu człowiekowi. Ludzie, którzy swoje życie oddali Bogu, posługują w naszych świątyniach, w szkole, na katechezie, szpitalach, domach opieki społecznej, na misjach, prowadzą dzieła miłosierdzia, dzieła apostolskie, służą osobom cierpiącym, bezdomnym, dzieciom i młodzieży.

W naszej archidiecezji istnieje 20 zakonów, zgromadzeń i instytutów zakonnych męskich oraz 71 zakonów, zgromadzeń i 2 instytuty świeckie żeńskie (dane z dnia 31 XII 2016 r.). M.in. od 1973 r. w Domu Księży Emerytów w Częstochowie posługuje Zgromadzenie Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia (CSS). „Charyzmatem naszego zgromadzenia jest opieka na chorymi, ubogimi, potrzebującymi i dziećmi. Nasz założyciel – bł. Gwidon z Montpellier zgromadzenie i jego dzieła oddał szczególnej opiece Ducha Świętego, tak aby również Duch Święty był pocieszycielem dla ludzi chorych, cierpiących i nieszczęśliwych. My jako zgromadzenie mamy również nieść pocieszenie wszystkim cierpiącym i potrzebującym” – mówi w rozmowie z „Niedzielą” s. Leticja Lechoszest, od 2014 r. przełożona wspólnoty sióstr w Domu Księży Emerytów im. Jana Pawła II. „Tu w Domu Księży Emerytów chcemy towarzyszyć kapłanom w ich starości i cierpieniu. Pragniemy nieść im radość Ducha Świętego. Każdego dnia również z kapłanami spotykamy się na Eucharystii i wspólnie uwielbiamy Boga. Każdego dnia przyzywamy Ducha Świętego Pocieszyciela, by był dla tych kapłanów źródłem radości i pokoju. Jak również dla nas umocnieniem w naszej posłudze w tym domu. Czynimy wszystko, aby jak najlepiej towarzyszyć kapłanom, aby nie odczuwali samotności” – zaznacza s. Leticja. Siostra Przełożona podkreśla: „Ta posługa jest dla nas nauką, bo same jako siostry bardzo świadomie także przygotowujemy się do tego, jak kiedyś przeżywać swoją starość”, i dodaje, że siostry mają wykształcenie pielęgniarskie.

Reklama

Zgromadzenie Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia pracuje również w domach samotnej matki, domach dziecka, szpitalach, ale również na misjach, gdzie także siostry służą chorym i cierpiącym.

W naszej archidiecezji w święto Ofiarowania Pańskiego obchodzimy również szóstą rocznicę ingresu abp. Wacława Depo, metropolity częstochowskiego.

Tagi:
zakony zgromadzenia

Stąd bliżej do Nieba

2019-02-13 23:01

Anna Skopińska

Maria Niedziela

Ksiądz wraz ze swoim poprzednikiem - ks. Antonim Głową sprawowali Eucharystię w 60. rocznicę pracy sióstr na Stokach. W mieszkaniu, w przedwojennym bloku, w małej kaplicy, która zwłaszcza dla osób chorych i starszych stała się miejscem, gdzie powierzają swoje troski, problemy i radości Dobremu Pasterzowi. Bo świeccy, jak przypominała przełożona generalna s. Gracjana Zborała, to trzeci zakon pasterski, a łódzki dom to niejako pamiątka po założycielce bł. Marii Karłowskiej, bo choć w nim fizycznie nie była, to placówka ta związana jest ściśle z podjętym przez nią kilkadziesiąt lat wcześniej apostolatem - posługą pielęgniarską kobietom chorym wenerycznie w łódzkim miejskim szpitalu im. Marii Magdaleny przy ul. Tramwajowej 13. Od 1 sierpnia 1927 roku założycielka zakonu przez kilka lat przebywała w Łodzi. Tu jej praca była szczególnie potrzebna. Maria Karłowska nie żałowała trudu i czasu dla kobiet, które utraciły swą godność. Założyła nie tylko szpital dla kobiet chorych wenerycznie, ale też ośrodek w Romanowie (1932 r.).

Szpital i służba kobietom

Na łódzki jubileusz w minioną sobotę przybyły m.in. siostry, które przeszły przez kapliczkę na Stokach. To ponad 30 zakonnic. Swoje spotkanie rozpoczęły historią zgromadzenia na ziemi łódzkiej i niełatwych ścieżek, jakimi musiały kroczyć. To przede wszystkim wspomniany szpital, do którego 1 sierpnia 1927 roku przybyło 10 sióstr – w tym 7 pielęgniarek. Weszły w wyjątkowo trudne warunki. Jak wiemy z historii: „Zaczęły swą pracę od koniecznych remontów i zewnętrznych porządków. Zorganizowały szpital na wzór lecznicy w Toruniu: z kaplicą, salami szpitalnymi, jadalnią i pracownią. Najwięcej trudu włożyły w przygotowanie ogrodu. Dotychczas szpital miał tylko obszerne, ale zagracone podwórko, właściwie bagnisty nieużytek. Zorganizowały tam ogród kwiatowo-warzywno-owocowy z inspektami. Nad oczyszczonym stawem przerzuciły mostek. Pacjentki, których liczba dochodziła do 150, zdobyte powoli miłością i taktem sióstr, uspokoiły się i coraz chętniej angażowały się w prace razem z siostrami. Obok zajęć w ogrodzie, podjęły szycie bielizny szpitalnej, co uzupełniało skąpy budżet szpitala. Z biegiem czasu udało się wprowadzić katechizację pacjentek i przygotowanie do sakramentów świętych. Równocześnie działał dom wychowawczy dla dziewcząt lekkich obyczajów w Radogoszczu, przy ul. Kościuszki 15, w wydzierżawionej na ten cel willi z ogrodem. Bp Wincenty Tymieniecki, a także władze miejskie, gorąco poparli ten projekt. Jednak na skutek narastających trudności finansowych, zakład w 1932 r. został przeniesiony do Romanowa pod Łodzią”.

Ukrywanie kapłanów

W czasie okupacji dom przestał istnieć. Mieszkające tam siostry przeszły tułaczkę przez więzienie na Radogoszczu, skąd z innymi zakonnicami zostały wywiezione. Uniknęły tego jedynie siostry pracujące w szpitalu św. Marii Magdaleny, które - staraniem dyrekcji placówki - zwolniono. Jak czytamy w historii zgromadzenia: W latach wojny szpital był pod zarządem lekarzy i obsługi niemieckiej, jednak siostry – zawierzając Opatrzności Bożej - ukrywały kapłanów, między innymi ojców jezuitów. Nazwisk ojców Jezuitów nie znamy, ale wiadomym jest, że we wspólnocie sióstr na Tramwajowej ukrywał się ks. proboszcz Czesław Ochnicki z Łasku, przebrany w habit pasterki, pod imieniem s. Stanisławy. Po powrocie do swej parafii, z wdzięczności za ocalenie mu życia przez pasterki, w 1947 r. przysłał do zgromadzenia kandydatkę (niedawno zmarłą S. Ezechielę Krawczyk), której sam o tym opowiedział.

Zamurowane drzwi

Siostry ze szpitala udzielały pomocy współsiostrom uwięzionym w obozie w Bojanowie i rozproszonym w rodzinach po zwolnieniu z tego obozu, jako starsze, niedołężne i chore. Wspomagały też materialnie biedne rodziny, służyły bezinteresowną pomocą chorym poza szpitalem, chociaż oficjalnie było to zakazane”. Stąd słowa z jubileuszowej homilii – niezwykłe to było powołanie. Powołanie i odzyskiwanie człowieka, który się zachwiał. Powołanie okupione cierpieniem w Radogoszczu, zamurowaną kaplicą w szpitalu – mówił ks. Izydorczyk. Bo po wojnie, w 1954 roku, gdy od 1949 roku, siostry już nie mogły pracować w szpitalu, ale nadal mieszkały na jego terenie, zamurowano drzwi do szpitalnej kaplicy, by z oddziału nikt nie mógł do niej wchodzić. Dopiero po trzech latach mur wyburzono a siostrom ponownie (na krótko) pozwolono pracować z chorymi. Szpital św. Marii Magdaleny przeniesiono też na Stoki. Siostry poszły za nim i tak w lutym 1969 roku osiadły na ul. Skalnej 7.

skalna i Stoki

Tu zajęły się przede wszystkim pracą w parafii i katechizacją. Obecnie wspólnota liczy dwie siostry. Ale to nadal ważne miejsce dla Łodzi, dla mieszkańców, dla tych, którzy poszukują wsparcia, pomocy, opieki duchowej a nawet rozmowy czy po prostu uśmiechu. Tu to wszystko odnajdują. Pośród przedwojennych wojskowych bloków, na najwyżej położonym osiedlu miasta. Może stąd bliżej do nieba? A może ciągle aktualne są słowa bł. Marii Karłowskiej: Nie ma co się lękać, aby Łódź zginąć miała, /.../ jeżeli w Łodzi Zbawiciel będzie z nami, a my czuwać będziemy u Jego stóp”. Tak, jak czuwają od dziesiątek lat pasterki.

Na jubileuszu sióstr obecne też były siostry antonianki, bo jak podkreślali kapłani – oba te zgromadzenia żyją w Łodzi w ogromnej symbiozie. I oba służą drugiemu człowiekowi.


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Jaki ksiądz, taki biskup

2015-05-21 12:27

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 21/2015, str. 6-7

Jaki jest biskup nominat ks. prof. Michał Janocha?

Artur Stelmasiak
Biskup Nominat i rektor seminarium prawosławnego ks. Jerzy Tofiluk podczas prezentacji albumu „Ikony w Polsce” autorstwa ks. prof. Michała Janochy

Przyjaciele mówią do niego po prostu: Michał. I tak pozostanie bez względu na to, czy jest zwykłym księdzem czy biskupem. – Jak do tej pory nie zmienił się jako prałat, to myślę, że teraz nie zbiskupieje. On ma odpowiedni dystans do siebie i do otaczającej go rzeczywistości – mówi „Niedzieli” Mateusz Środoń, znajomy Biskupa Nominata.

Ks. prof. Michał Janocha praktycznie zawsze chodzi w stroju kapłańskim. O ile na spływach kajakowych, obozach pod namiotem widziano go bez koloratki, to na Krakowskie Przedmieście i na Uniwersytet Warszawski zawsze wychodzi w sutannie. – Może nie jest to najważniejsze, ale sutanna jest wymownym symbolem tego, jak Michał traktuje swoje kapłaństwo – podkreśla Krzysztof Smulski, z którego rodziną Biskup Nominat jest bardzo zżyty.

Otwarte mieszkanie

Gdy Krzysztof Smulski dowiedział się, że przyjaciel jego rodziny zostanie biskupem pojechał do podwarszawskiego Ołtarzewa, gdzie Nominat uczestniczył razem z kard. Kazimierzem Nyczem w liturgii święceń kapłańskich księży pallotynów. – Nie bardzo wiem co powiedzieć. Jestem szczęśliwy, bo Michał jest najbliższym przyjacielem. Błogosławił nasz ślub i ochrzcił trójkę dzieci – powiedział Smulski tuż po uroczystości.

Cechą wspólną, którą wymieniają wszyscy znajomi ks. Janochy, jest otwartość na drugą osobę. Nie patrzy na nikogo z góry, ale zawsze z uwagą słucha. Ma wielu przyjaciół, z którymi uwielbia przebywać i dyskutować o wspólnych pasjach.

Zdaniem Smulskiego ks. Janocha ma w sobie coś ze słynnego „wujka Wojtyły”. Jego mieszkanie w seminarium duchownym często zapełnia się świeckimi, a nawet całymi rodzinami. – On jest otwarty i bardzo ufa ludziom. A drzwi do jego mieszkania prawie się nie zamykają – mówi Mateusz Środoń.

Nie jest to jedyna cecha, która wyróżnia nowego Biskupa pomocniczego archidiecezji warszawskiej. Uwielbia dzieci i od razu nawiązuje z nimi świetny kontakt. – Czasami, gdy biegliśmy na wykłady podrzucaliśmy dzieci do Michała. On świetnie sobie z nimi radzi, a dzieciaki go uwielbiają – mówi Smulski.

Jest człowiekiem, który dba i pielęgnuje znajomości. Grupa znajomych Księdza Profesora rokrocznie wyjeżdża z całymi rodzinami nad morze pod namiot. Jak ksiądz Michał miał wolną chwilę, to pakował swój namiot, śpiwór i jechał ich odwiedzić. – Dzięki temu mieliśmy codziennie Mszę św. na naszym biwaku, a kto chciał mógł włączyć się w Liturgię Godzin – mówi Środoń.

Kajaki, namioty, zabytki

Specjalnością Księdza Profesora są jednak kilkutygodniowe eskapady po chrześcijańskim Wschodzie, podczas których zarażał młodych pasją do sztuki sakralnej i chrześcijańskiego dziedzictwa. Organizowane przez niego wyjazdy naukowo-dydaktyczne miały wyjątkowy charakter. Ksiądz Profesor potrafił zabrać młodych w nieznaną przygodę. Dzięki temu powstała spora grupa osób, którą zaraził pasją do sztuki sakralnej. – Znajduje ze wszystkimi wspólny język, także z młodymi, ze studentami ma dobry kontakt. Jego wyjazdy miały charakter naukowy, poznawczy, ale też religijny – opowiada ks. prof. Józef Naumowicz, znajomy Biskupa Nominata.

Biskup Nominat uwielbia organizować nie tylko dalekie podróże, ale także spływy kajakowe po Polsce. – Pamiętam jak kilka lat temu znajomy ksiądz zaprosił go na spływ po Wiśle. Całość miała trwać ponad tydzień, a ks. Janocha miał tylko dwa dni. Dołączył więc do przyjaciela w okolicach Warszawy – opowiada Środoń. – Spali na jakieś wyspie pod gołym niebem, a całą noc lało. Gdy odwiedziliśmy go gdzieś koło Czerwińska siedział pod swoim kajakiem i był doszczętnie przemoczony. Pożyczył ode mnie koszulę i popłynął dalej.

Objechał już cały Wschód i lubi przebywać w najdziwniejszych miejscach. Często są to przecież wyjazdy w nieznane. – Ta odwaga opiera się na wierze w Bożą Opatrzność. Michał jest człowiekiem, który bardzo ufa Panu Bogu – mówi Środoń.

Bp Janocha jest osobą bardzo towarzyską i doskonale czującą się zarówno w gronie osób duchownych, jak i świeckich. Ale kilka razy w roku poświęca czas, aby pobyć w pustelni na modlitwie i medytacji. Niestety teraz, jako biskup, będzie miał mniej wolnego na swoje pasje. I choć nadal będzie wykładał na UW historię sztuki, to jednak część jego dotychczasowej aktywności zostanie ograniczona.

Powołanie, kapłaństwo, biskupstwo

Choć ks. Michał Janocha i Mateusz Środoń od lat mieszkają w Warszawie, to jednak poznali się aż na Atosie. Mateusz po studiach na ASP postanowił uczyć się pisania ikon od greckich mnichów, a ówczesny Ksiądz Doktor przyjechał tam w ramach swoich podróży i pielgrzymek. Wspólna fascynacja sztuką i kulturą chrześcijańskiego Wschodu połączyła ich drogi także w stolicy Polski. Od lat zaangażowani są w Studium Chrześcijańskiego Wschodu przy klasztorze Ojców Dominikanów na Służewie. – Ksiądz Profesor od początku jest zaangażowany od strony teoretycznej, a ja prowadzę kursy ikonograficzne, czyli od strony praktycznej – mówi Środoń.

Sztuka jest wielką pasją Księdza Biskupa. Zanim wstąpił do seminarium studiował właśnie historię sztuki na Akademii Teologii Katolickiej. – Wówczas koncentrowaliśmy się na Zachodzie, bo stąd się wywodzimy, a o Wschodzie wiedziałem mało. Dopiero później poprzez różne znajomości, przyjaźnie, wyjazdy na Ukrainę, do Rosji, zacząłem odkrywać świat sztuki chrześcijańskiego Wschodu – wspomina Biskup Nominat.

Jako kapłan i naukowiec interesował się zawsze sztuką i duchowością. Szukając miejsca, gdzie te dwie rzeczywistości mogą się połączyć, odnalazł ikony. – Choć ikona jest materialna, to jednak tu, na ziemi, pełni bardzo ważną rolę duchową. W życiu doczesnym ikony są nam potrzebne, bo potrzebujemy okien, przez które widać niebo – tłumaczy.

Od 2010 r. pracuje na Uniwersytecie Warszawskim, na Wydziale Artes Liberales, w komisji Speculum Byzantinum. Gdy wchodzi w sutannie na pierwsze zajęcia, wielu studentów patrzy na niego podejrzliwie. Ale pod koniec roku wszyscy go szanują, a z wieloma nawet się zaprzyjaźnia.

– To człowiek, który opowiadając o kulturze i sztuce potrafi jednocześnie mówić o rzeczywistości nadprzyrodzonej. Jego obecność i wykłady w tym miejscu mają więc również wymiar ewangelizacyjny – mówi dr Irina Tatarova, koleżanka z wydziału na UW. – Ma wielki talent popularyzowania nauki, a jednocześnie jest uczciwym badaczem. On w sztuce i nauce poszukuje przede wszystkim prawdy egzystencjalnej. Dlatego też wkłada w nią tak wiele pasji.

Pochodzi z parafii św. Aleksandra przy pl. Trzech Krzyży. Całe życie mieszkał w Warszawie. Tu się wychował, studiował i tu dojrzewało jego powołanie. Jego tata jest emerytowanym architektem, a mama pracowała w biurze. – Bardzo często odwiedza rodziców. Jest z nimi bardzo zżyty – mówi Tatarova, która zna Księdza Profesora od 20 lat.

Pierwszym wydarzeniem, które odcisnęło się na decyzji młodego Michała była śmierć przyjaciela. – Konrad Gałecki chciał iść do seminarium, ale utonął podczas spływu w 1977 r. Wtedy nie myślałem, aby pójść w jego ślady, ale był to znak, który nie dawał mi spokoju – mówi bp Michał Janocha. Później na ATK-a poznał ks. prof. Janusza Pasierba i ujęła go jego wizja sztuki, kultury i Kościoła.

Znajomi mówią o nim, że jest księdzem, który nie ucieka od swojego kapłaństwa. W gronie warszawskiego duchowieństwa jest uważany za eksperta od duchowości, którego fascynuje kultura i zachodzące w niej zmiany.

Zna kilka języków obcych, ale pozostaje skromny. Na pierwszy rzut oka wydaje się nawet nieśmiały.

– Był bardzo dobrym księdzem i z pewnością będzie bardzo dobrym biskupem – mówi ks. prof. Józef Naumowicz, kolega bp. Janochy z seminarium i z uczelni.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Żeby życie stało się modlitwą

2019-02-17 08:31

Katarzyna Krawcewicz

Jak to jest z tą modlitwą? Z jednej strony mówi się, że jest oddechem, bez którego życie duchowe umiera, z drugiej – tylu ludzi powtarza, że jest czymś bardzo trudnym. Marta Robin powiedziała, że jej życie warte jest tyle, ile jej modlitwa. Czy zatem modlitwy można się nauczyć? Wspólnota Pustynia w Mieście jest zdania, że jak najbardziej i dlatego właśnie zorganizowała w Zielonej Górze Szkołę Modlitwy. Pierwsza lekcja odbyła się 16 lutego w Kawiarni pod Aniołami w parafii św. Józefa, a poprowadziła ją s. Faustyna ze Wspólnoty Błogosławieństw.

Maciej Krawcewicz
Chodzi o to, żeby nasze życie stało się modlitwą – mówi s. Faustyna

- Myślę, że modlitwy każdy z nas będzie się uczyć do końca życia. Ja sama modlę się ponad 50 lat, a wciąż jeszcze wiele przede mną. Przez całe życie musimy się modlić i szukać Boga. On pragnie przychodzić, mówić do nas, ale my nie potrafimy Go spotkać – tłumaczy s. Faustyna. - Modlitwa to spotkanie z Kimś, kogo nie widzimy, a więc zakłada pewien akt wiary. Chodzi o to, żeby nasze życie stało się modlitwą, żebyśmy nie modlili się tylko wtedy, kiedy jesteśmy w kościele. Modlitwa jest spotkaniem z Kimś, kogo bardzo kocham, a przecież ukochane osoby chcemy spotykać jak najczęściej.

Więcej w papierowym wydaniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem