Reklama

Benedyktynki modernizują opłatkarnię

2018-01-31 10:18

Monika Kanabrodzka
Edycja podlaska 5/2018, str. IV

Monika Kanabrodzka
S. Teresa przy nowej maszynie przeznaczonej do wycinania opłatków, hostii i komunikantów

Odbudowa części skrzydła przeznaczonego pod opłatkarnię to głównie cegiełka rodzin z diecezji drohiczyńskiej. Dzięki pracy rąk Mniszek Benedyktynek z Drohiczyna powstają opłatki, komunikanty, hostie, które rozprowadzane są do parafii w diecezji drohiczyńskiej

W tym trudnym czasie modernizacji opłatkarni siostry otrzymały deszcz wzmocnienia w postaci dobrego słowa, modlitwy i wsparcia finansowego. „Módl się i pracuj”, i nie bądź smutny

Misją i priorytetem zakonów klauzurowych jest modlitwa. Większość czasu siostry klauzurowe spędzają w celach zakonnych (łac. caleum – niebo) oraz w obrębie murów klasztoru, gdzie podejmują pracę. W diecezji drohiczyńskiej bp Tadeusz Pikus otacza szczególną troską zakony klauzurowe (Mniszki Benedyktynki w Drohiczynie i Mniszki Klaryski w Hajnówce).

Reklama

W historię powstania i funkcjonowania Sióstr Benedyktynek w Drohiczynie wpisane są chwile wzlotów i upadków. Rok 1734 – budowa nowego murowanego kościoła oraz późniejszy okres rozbioru Polski nie był łatwym czasem dla Zakonu Sióstr Benedyktynek. Ciężka praca fizyczna, przesiedlenia, prześladowania, represje nie były obce siostrom. Na początku lat 90. benedyktynki podjęły pracę w opłatkarni w ramach utrzymania się. Zakupiły nowe maszyny. Najpierw opłatkarnia była w klasztorze, w jednej z cel. Niestety, okazało się, że warunki nie są dostosowane do pracy ze względu na wilgoć i brak wentylacji. W okresie poprzedzającym Boże Narodzenie, kiedy potrzebna jest większa ilość opłatków i komunikantów, praca była wykonywana praktycznie po 12 godz. na dobę, a zdarzało się, że nawet całą noc. Reguła św. Benedykta mówi o tym, że mnisi oraz mniszki mają żyć z pracy rąk własnych. Stąd ważne jest zapewnienie miejsca pracy w obrębie muru oraz podjęcie się wszelkich czynności, które można wykonywać na miejscu, w klasztorze. Modlitwa i praca jest ważnym czynnikiem dla wspólnoty. Podjęcie się takich dzieł jest zarówno darem jak i zadaniem.

Z motyką na słońce?

Wspólnota, która liczy obecnie siedem sióstr podjęła się w marcu ubiegłego roku trudnego zadania, a zarazem wielkiego wyzwania, jakim jest odbudowa i modernizacja skrzydła klasztoru pod opłatkarnię. S. Klara (przełożona Zakonu Mniszek Benedyktynek) powiedziała: „Odpowiedzią na wszystkie wątpliwości i kłopoty jest sam Pan Bóg, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych”. Opłatkarnia została zawierzona wielkiemu orędownikowi – św. Józefowi, który umacnia w podejmowaniu codziennych wyzwań. Od samego początku siostry obawiały się, że nie udźwigną ciężaru, jakim jest rozpoczęcie remontu oraz myślały nad rezygnacją. Pierwszemu podejściu towarzyszyły myśli: „Nie udźwigniemy tego”, „Nie podołamy”, „To się nie uda”. Za każdym razem, kiedy siostry chciały wycofać się, na ich drodze stawali ludzie, którzy mówili, że nie należy się poddawać. „Był do deszcz wzmocnienia w postaci dobrego słowa, modlitwy i wsparcia finansowego” – powiedziała s. Klara. Dzięki życzliwości i trosce bp. Tadeusza Pikusa modernizacja udała się. Siostry benedyktynki otrzymały w tym czasie specjalne pozwolenie na opuszczenie klasztoru i klauzury, by móc odwiedzić parafie, różne miejsca w diecezji i poza nią. W ubiegłym roku siostry wzięły udział w 60 kwestach. Nie udałoby się dokonać tego wielkiego dzieła, jakim jest zakup maszyn i remont, gdyby nie ogromne zaangażowanie i wsparcie materialne wszystkich ludzi dobrej woli. „Jest to ogromny owoc całej diecezji” – podkreśliła s. Klara.

Nowa technika

„Praca w opłatkarni w porównaniu z tym, jak opłatkarnia funkcjonowała przed modernizacją jest nie do porównania” – zaznaczyła s. Teresa. Większa przestrzeń sprzyja poprawie warunków pracy, szczególnie ze względu na duże natężenie dźwięków przy wypieku. 3 matryce, które wytwarzają parę, kompresor, robot emitują intensywny hałas. „Od strony fizycznej brakuje słów, o ile jest to lżejsza praca” – dodała s. Teresa. Praca przy wcześniejszych maszynach wiązała się z otwieraniem, zamykaniem ciężkich przyrządów przy zmieniającym się prądzie, a nawet jego braku. Obecnie maszyna jest skomputeryzowana. Zadaniem sióstr jest pilnowanie odpowiednich temperatur, aby ciasto było w podajniku oraz aby nie przekraczać kurtyny bezpieczeństwa. Teraz wszystko jest obsługiwane przy komputerze za pomocą guzika. Zbiera się jedynie placki i czyści maszynę. „My się tych maszyn jeszcze uczymy, ale praca w tym momencie jest bardzo ciekawa” – podkreśliła s. Teresa. Cały proces powstawania opłatków nie jest skomplikowany. Skład to wyłącznie, zgodnie z przepisami kościelnymi, woda i mąka pszenna pierwszego gatunku. Proces wypieku takiego placka przy nowych maszynach wynosił ok. 43 s. Żeby móc wyciąć z upieczonego ciasta komunikanty, hostie czy opłatki, trzeba takie placki odpowiednio nawilżyć. Do tego służy garownia, w której wytwarzana jest specjalna para. Spakowane komunikanty trafiają głównie do parafii w diecezji drohiczyńskiej. „Jeśli uda nam się rozwinąć i na tyle usprawnić pracę, aby zapewnić odpowiednią ilość komunikantów, wtedy będziemy chciały wprowadzić możliwość sprzedaży internetowej na całą Polskę” – zaznaczyła s. Teresa.

Praca w atmosferze szacunku i modlitwy

Siostra opowiedziała również o odpowiednim podejściu podczas wykonywania pracy. „Zdecydowałyśmy się na dalsze prowadzenie i modernizację opłatkarni ze względu na to, żeby komunikanty i hostie, które są tak ważne dla nas, katolików, były wykonywane w atmosferze szacunku i modlitwy” – dodała. Remont jednak nie został w pełni zakończony. Żeby zrealizować i dokończyć projekt odbudowy skrzydła klasztoru potrzeba pracy i nakładów finansowych. „Za to, że udało się wykonać te wielkie dzieło, jesteśmy szczególnie wdzięczne Panu Bogu, bp. Tadeuszowi Pikusowi oraz darczyńcom. Jest to ogromna radość” – podkreśliła s. Klara. Z inicjatywy sióstr, w darze wdzięczności za składane ofiary, raz w miesiącu będzie odprawiona Msza św. w intencji darczyńców.

Tagi:
benedyktynki

Złoty jubileusz Benedyktynek Misjonarek

2018-09-25 11:55

Tadeusz Boniecki
Edycja lubelska 39/2018, str. IV

Tadeusz Boniecki
W jubileuszu uczestniczyły m.in. siostry niegdyś i obecnie pracujące w Chełmie

W sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej odbyły się uroczystości z okazji 50-lecia posługi Sióstr Benedyktynek Misjonarek na Górze Chełmskiej. Wraz z siostrami przybyłymi z 9 placówek modliła się przełożona generalna m. Marcelina Kuśmierz OSB.

Trudne początki

Wszystko zaczęło się wczesnym rankiem 7 września 1968 r. Wówczas jako pierwsze do Chełma przybyły z Kwidzyna zakonnice: przełożona s. Hiacynta oraz siostry Lidia i Agata. Przyjechały w towarzystwie ekonomki s. Karoliny, która miała pomóc w organizacji nowej placówki. Zaraz po przyjściu na Górę Chełmską zapukały do drzwi kościoła Mariackiego. Otworzył im ówczesny kościelny, Władysław Nafalski. „Byłyśmy pierwszymi pątniczkami, które wcześnie rano przybyły na uroczystości odpustowe. Zostałyśmy przysłane przez Wielebną Matkę, aby pozostać u stóp Chełmskiej Maryi i wiecznie z Jej pomocą służyć Chrystusowi Królowi, którego chcemy szukać w duszach wiernych parafii Mariackiej” – zapisały siostry w kronice. Po Mszy św. siostry zostały zaproszone na śniadanie do proboszcza ks. Marcelego Mrozka.

Zaraz po przyjeździe dokonano podziału pierwszych obowiązków. S. Hiacynta miała uczyć dzieci religii, s. Lidia pracować w kancelarii parafialnej, a s. Agata opiekować się bielizną kościelną, upiększać ołtarze i gotować posiłki. Na początku było bardzo trudno. Wszystkiego brakowało, czasami nawet żywności. Siostry musiały spać na siennikach, bo nie było łóżek. Mimo to Benedyktynki włączyły się aktywnie w prace związane z funkcjonowaniem parafii. Pamiętna była pierwsza Pasterka na Boże Narodzenie 1968 r. W kronice s. Lidia zapisała: – „Msza św. była koncelebrowana, i według nowego Mszału, twarzą do wiernych. Udział wiernych wspaniały, parę kolęd śpiewał chór, jednak nie miał kiedy, bo lud brał żywy udział w Pasterce. Podziwiać można było wpływ Soboru Watykańskiego II. Swoją odnową liturgiczną daje ludziom przedsmak nieba w czasie sprawowania świętych obrzędów, nie tylko w Rzymie, Betlejem, lecz zwykłym polskim Chełmie Lubelskim, gdzie zresztą codziennie Bóg rodzi”.

Praca w parafii Mariackiej

Od początku siostry zajmowały się działalnością charytatywną. Przed Wielkanocą rozdawały żywność ubogim, a tym, którzy nie mogli przyjść, same zanosiły paczki w pierwszy dzień świąt wielkanocnych. Przygotowywały też posiłki dla chorych. Działalność charytatywna była szczególnie potrzebna w latach 80. XX wieku. „W sierpniu 1980 r. niespodziewanie usłyszałyśmy o strajku, najpierw w Świdniku, później w gdańskiej stoczni im. Lenina i o powstaniu NSZZ „Solidarność”. Od tego czasu przeżywaliśmy wiele gorących dni, napływ darów z całego świata dla ludności naszego kraju. Podział wziął na siebie Kościół. Różnie odbywało się ich rozdawanie. 1 października 1980 r. główny obowiązek sprawiedliwego rozdzielania proboszcz ks. Bownik powierzył s. Lidii. A ona jak może, tak dzieli. Do pomocy ma około stu osób świeckich, prawdziwy sztab ludzi. To oni wyładowują dary, układają je w magazynach i do paczek, wpisują w kartoteki oraz wysyłają pisma zawiadamiające o przydzieleniu darów. Praca to nie mała, ale jeśli pozwoli przetrwać niejednemu życiu, które będzie chwalić Boga, to najważniejsze. Bo wszystko, co mamy, to z dobroci Bożej, która tak porusza serca” – zapisały siostry.

W grudniu 1978 r. nowym zarządcą parafii został ks. Kazimierz Bownik. – Kiedy po odebraniu nominacji od biskupa przybyłem do Chełma, pierwszego wieczoru, zauważyłem przez okna sali katechetycznej uczącą siostrę. Była to s. Kinga, z którą miałem okazję współpracować przed laty w Puławach. Było to dla mnie wielkim powodem radości, bo nikogo tutaj jeszcze nie znałem – wspominał po latach ks. inf. Kazimierz Bownik.

– Siostry okazywały mi bardzo dużo serdeczności i pomocy; głównie zajmowały się katechezą. Praca sióstr również spowodowała, że zaczynały się pojawiać powołania zakonne wśród dziewcząt. Do zakonu benedyktynek z terenu parafii wstąpiły wówczas dwie siostry Kwapisiewicz: s. Benigna i s. Daria oraz wiele dziewcząt pochodzących z okolic miasta. Widząc posługę naszych sióstr, podejmowały w tym charyzmacie swoje życiowe decyzje – podkreślał były proboszcz parafii Mariackiej. W jego pamięci szczególne miejsce zajmuje s. Lidia. – Pochodziła z Wielkopolski i zanim wstąpiła do zakonu była księgową w niemieckiej cukrowni. Jako księgowa bardzo sumienna i uporządkowana, pracowała przez wiele lat z ks. kan. Marcelim Mrozkiem, a później ze mną. Troszczyła się też w subtelny sposób, abyśmy dopinali na miarę potrzeb różne sprawy urzędowe oraz posiadali potrzebne dokumenty, wymagane przez władze duchowne i świeckie. S. Lidia miała zdolności poetyckie; wierszyki dla dzieci na różne okoliczności układała sama. Przez lata prowadziła pogadanki dla przedszkolaków, zajmowała się pracą charytatywną – wspominał ks. Bownik.

Obecnie z zapałem i poświęceniem w parafii pracują: przełożona s. Angelika oraz siostry: Laura, Aneta, Tarsycja i Julitta. Prowadzą katechezę w szkołach, opiekują się zakrystią, przygotowują uroczystości religijne, włączając w nie dzieci i młodzież, zajmują się prowadzeniem domu pielgrzyma.

Uroczystości jubileuszowe

Dziękczynnej Mszy św. za pół wieku obecności Benedyktynek Misjonarek w Chełmie przewodniczył proboszcz ks. Andrzej Sternik. W homilii ks. inf. Kazimierz Bownik mówił o różnorodnej i ofiarnej posłudze Bogu i ludziom wielu sióstr benedyktynek. – Jesteśmy wdzięczni siostrom, że wybrały zgodnie z przesłaniem św. Benedykta „ora et labora” żarliwą modlitwę i rzetelną pracę, że podjęły wielką służbę Kościołowi. Praca ta w ciągu 50 lat to wielka rewitalizacja duchowa Góry Chełmskiej i całego miasta – podkreślał ks. Bownik. Wśród najważniejszych pól działalności sióstr wymienił duszpasterstwo dzieci i młodzieży przez prowadzenie katechizacji, krucjaty eucharystycznej, koła misyjnego, wakacji z Bogiem czy grup teatralnych i muzycznych. – W ciągu półwiecza wypiękniały Chełm i Góra Chełmska. Dwa pokolenia mieszkańców, w tym duża część inteligencji, rozpoczynała swoją przygodę z Kościołem w przedszkolu z benedyktynkami. To one kształtowały pojęcie żywego Kościoła w dzieciach i młodzieży przez 50 lat – podkreślał. Ksiądz Infułat zaświadczył, że siostry nigdy nie odmówiły pomocy i pracowały w jednomyślności i solidarności z kapłanami.

M. Marcelina Kuśmierz zaznaczała, iż jubileusz to czas podsumowania, który jest okazją do dziękczynienia Bogu za Jego łaski, ukazane w tak wielu dziełach realizowanych przez siostry. – To czas zamyślenia nad bogatą historia tego miejsca; to czas modlitwy dziękczynienia za prowadzoną misję, która stale wraz z kolejnymi siostrami tworzącymi wspólnotę przynosi nowe, piękne owoce – mówiła Matka Generalna. Dziękując siostrom pracującym niegdyś i obecnie w Chełmie, wyraziła nadzieję, że ich praca stanie się dla młodych okazją do poszukiwania Bożej woli w życiu, do wyboru drogi powołania benedyktyńskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Św. Teresa z Avila - życiowa mistyczka

Elżbieta Adamczyk
Edycja łódzka 41/2007

François Gérard, "Św. Teresa”
Św. Teresa Wielka z Ávila – piękna kobieta, „teolog życia kontemplacyjnego”

Czy czytali Państwo „Drogę doskonałości” św. Teresy z Avila, reformatorki żeńskich klasztorów karmelitańskich, mistyczki i wizjonerki? A jej listy pisane do osób duchownych i świeckich? To zaskakująca literatura. Autorka, święta i doktor Kościoła, żyjąca w XVI w. w Hiszpanii, ujawnia w niej nadzwyczajną trzeźwość umysłu oraz wiedzę o świecie i człowieku. Jej znajomość ludzkiej, a szczególnie kobiecej natury, z pewnością przydaje się i dziś niejednemu kierownikowi duchowemu. Trapiona chorobami, prawie nieustannie cierpiąca, św. Teresa zwraca się do swoich sióstr językiem miłości, wolnym od pobłażania, ale świadczącym o głębokim rozumieniu i nadprzyrodzonym poznaniu tego, co w człowieku słabe, i może stanowić pożywkę dla szatańskich pokus.
Po latach pobytu w klasztorze św. Teresa podjęła trudne dzieło reformy żeńskich wspólnot karmelitańskich. Dostrzegła niedogodności i zagrożenia wynikające z utrzymywania dużych zgromadzeń, zaproponowała więc, aby mniszki całkowicie oddane na służbę Chrystusowi mieszkały w małych wspólnotach, bez stałego dochodu, zdane na Bożą Opatrzność, ale wolne od nadmiernej troski o swe utrzymanie. Zadbała także o zdrowie duchowych córek, nakazując, aby ich skromne siedziby otoczone były dużymi ogrodami, w których będą pracować i modlić się, korzystając ze świeżego powietrza i słońca. Te wskazania św. Reformatorki pozytywnie zweryfikował czas i do dziś są przestrzegane przy fundacji nowych klasztorów.
Oczywiście, główna troska św. Teresy skierowana była na duchowy rozwój Karmelu. Widziała zagrożenia dla Kościoła ze strony proponowanych przez świat herezji. Cóż może zrobić kobieta? - pytała świadoma realiów. Modlitwa i ofiara jest stale Kościołowi potrzebna. Kobieta, przez daną jej od Boga intuicję i wrażliwość, potrafi zaangażować nie tylko swój umysł, ale i serce na służbę Bożej sprawy. W życiu ukrytym i czystym, przez modlitwę i ufność może ona wyprowadzić z Serca Jezusa łaski dla ludzi. Jak korzeń schowany w ziemię czerpie soki nie dla siebie, ale dla rośliny, której część stanowi, tak mniszka za klauzurą Karmelu podtrzymuje duchowe życie otaczającego świata. Dąży do zażyłości z Panem nie dla zaspokojenia własnych pragnień, lecz dla Królestwa Bożego, aby Stwórca udzielał się obficie stworzeniu, karmiąc je łaską i miłością. Tak widziała to św. Teresa i tak postrzegają swe zadanie dzisiejsze karmelitanki. Modlą się za Kościół, za grzeszników i ludzi poświęconych Bogu, narażonych na potężne i przebiegłe zasadzki złego, aby wytrwali i wypełnili swoje powołanie. Szczęśliwe miasto, w którym Karmel znalazł schronienie. Szczęśliwa Łódź.
Pełne wiary, wolne od strapień doczesnych, mieszkanki Karmelu potrzebują wszakże naszego wsparcia, materialnej ofiary, dziękczynnej modlitwy. W przededniu święta Założycielki Karmelu terezjańskiego, w roku poprzedzającym 80. rocznicę obecności Karmelitanek Bosych w Łodzi przy ul. św. Teresy 6, ku nim zwracamy spojrzenie. Niech trwa wymiana darów.

Przeczytaj także: Człowiek pióra i czynu
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Biskupi chińscy na synodzie: zaprosiliśmy papieża do Chin

2018-10-16 21:12

pb (KAI/Avvenire) / Watykan

Dwaj chińscy biskupi uczestniczący w zgromadzeniu Synodu Biskupów nt. młodzieży zaprosili papieża Franciszka do odwiedzenia Chin. Do Rzymu przyjechali: bp Giuseppe Guo Jincai i Giovanni Battista Yang Xiaoting. Stało się tak po raz pierwszy w historii Synodu, a możliwe było dzięki niedawnemu porozumieniu watykańsko-chińskiemu, za którego sprawą wszyscy biskupi w Chinach są obecnie w komunii z papieżem.

Grzegorz Gałązka

Chińscy hierarchowie uczestniczyli jedynie w dwóch pierwszych tygodniach obrad synodalnych. Przed powrotem do Pekinu spotkali się z chińskimi katolikami mieszkającymi w Rzymie. Odprawili dla nich Mszę św. w kościele św. Bernardyna ze Sieny. Bp Guo udzielił również wywiadu włoskiemu dziennikowi katolickiemu „Avvenire”.

Wyznał, że udział w zgromadzeniu Synodu Biskupów był dla niego łaską. – Naprawdę poczułem, że Kościół jest jedną wielką rodziną, mamy ten sam chrzest, tę samą wiarę. I choć kultury i języki są różne, jesteśmy jedno i w ten sposób jesteśmy świadkami jednego Kościoła zjednoczonego w różnorodności. Razem ze współbratem Yangiem Xiaotingiem mogliśmy się ubogacić w cierpliwym i braterskim dialogu – powiedział 50-letni hierarcha.

Ujawnił, że gdy papież Franciszek przywitał ich podczas Mszy św. na rozpoczęcie obrad Synodu, byli głęboko wzruszeni. – W tej chwili uleciało ponad 60 lat. Cierpieliśmy, czekaliśmy tyle lat, i w końcu nadeszła łaska bycia w pełnej komunii z następcą Piotra, radość z uczestnictwa w synodzie Kościoła. Czuliśmy się tak kochani i wezwani przez Pana, by świadczyć o tej samej wierze pod kierunkiem Piotra – opowiadał bp Guo.

Obaj chińscy biskupi mieszkali w Domu św. Marty, więc mieli okazję dzielić codzienność papieża, jeść w tej samej stołówce, co było dla nich „emocjonujące”. Przyjęcie przez Franciszka było dla nich wielkim wsparciem. Mieli też okazję dłużej z nim porozmawiać „jak dzieci z ojcem”. – Powiedział, że nas kocha, że kocha nasz kraj i że zawsze dużo modli się za chrześcijan w Chinach. A my mu powiedzieliśmy, że Kościół w Chinach modli się za niego. Otrzymaliśmy także jego błogosławieństwo, jak ojciec błogosławi swe dzieci. Zobaczyliśmy, jak troszczy się o każdego biskupa – podkreślił chiński hierarcha.

Dodał, że przez cały październik w każdej chińskiej parafii katolicy odmawiają różaniec „w intencjach, o które prosi Ojciec Święty”.

Dziękując za przyjęcie we Włoszech, zaprosił także biskupów i kardynałów włoskich do odwiedzania wspólnot katolickich w Chinach.

- W tych dniach zaprosiliśmy papieża Franciszka, by przyjechał do Chin. Czekamy na niego. Czas [tej podróży] zna Pan. Ale my się o to modlimy, odmawiamy różaniec, aby ta chwila szybko nadeszła. Aby to, co niemożliwe, stało się możliwe, tak jak nasza obecność tutaj – powiedział bp Guo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem