Reklama

Misterium w teatrze

2018-01-31 10:18

Z Janem Nowarą, dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie, rozmawia Irena Markowicz
Edycja rzeszowska 5/2018, str. VI

Maciej Mikulski
Jan Nowara

Irena Markowicz: – Na początku 2018 r. Teatr im. A. Węgierki z Białegostoku przywiózł do Rzeszowa sztukę w Pana reżyserii „Popiełuszko”. Nieco wcześniej, jesienią, widzowie mogli obejrzeć rodzimą produkcję, „Serce bez granic” o kard. Adamie Kozłowieckim, misjonarzu Afryki, pochodzącym z naszych stron. To przykłady, że teatr służy nie tylko rozrywce, ale propaguje również treści fundamentalne, uniwersalne, związane też z sacrum.

Jan Nowara: – Jesteśmy zaangażowani w kultywowanie tradycji i wartości zakorzenionych na Podkarpaciu. Do tych dwóch wymienionych sztuk dodam jeszcze jeden wcześniejszy spektakl, przygotowany w związku z utworzeniem Muzeum Polaków Ratujących Żydów w Markowej imienia rodziny Ulmów, inspirowany poetyckim pamiętnikiem Icchaka Kacenelsona „Dzieci Hioba – wiek XX”, wyreżyserowany przez Sławomira Gaudyna. To też była opowieść włożona w ten wątek wartości, które teatr chce wspierać i przedstawiać.
Kardynał A. Kozłowiecki jest może bardziej znany w świecie niż w Polsce. Oczywiście na Podkarpaciu ma swoje miejsce w zbiorowej świadomości. Inaczej bywa w innych regionach Polski.

– Co wyróżnia te dwie postaci?

– I jeden, i drugi był dużego formatu człowiekiem. Wartość ich posługi wiązała się z dobrem, z empatią, ze skromnością. Adam Kozłowiecki, będąc w Afryce misjonarzem, biskupem, przewodniczącym Konferencji Episkopatu Zambii, zdobył wielki autorytet, ale też zaskarbił sobie uczucia. Był kochany przez ludzi, bo nie tylko niósł im wiarę, ale też pomagał w tworzeniu lepszego życia, w budowaniu szkół, szpitali. Jego dzieło nie przepadło także i dlatego, że miał zwyczaj pisania listów, zapisywania przeżyć, zdarzeń. Scenariusz sztuki „Serce bez granic” został oparty właśnie na tych dokumentach, pokazujących go jako człowieka, którego nawet najbardziej dotkliwe przeżycia nie złamały, nie odebrały wiary w ludzkie dobro. Przeżył najpierw obóz Auschwitz, potem Dachau i zachował pogodę ducha, optymizm i wiarę, a nawet wybaczył oprawcom. Potrafił bowiem oddzielić człowieka od systemu. W dobie deficytu autorytetów warto przywołać i ożywić w teatrze jego postać, wsłuchać się i zastanowić nad wyjątkowym przykładem życia Polaka, który zasłynął w świecie.

– Czy spektakl „Serce bez granic” to sprawa już zamknięta?


– Bynajmniej, mamy plan pokazania tego przedstawienia w całej Polsce, wraz z wystawą poświęconą życiu i pracy misyjnej Kardynała. W styczniu wspólnie z Fundacją im. Ks. Kardynała
A. Kozłowieckiego z Huty Komorowskiej i przy wsparciu Marszałka Województwa Podkarpackiego dzieło tego wielkiego misjonarza Afryki przedstawimy w Sejmie i w zabytkowych wnętrzach biblioteki na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

– Z kolei misterium o życiu i śmierci urodzonego w Suchowoli na Podlasiu ks. Jerzego Popiełuszki powstało przed 33. rocznicą męczeństwa Błogosławionego, jesienią 2017 r.

– Kiedy dyrektor białostockiego Teatru Dramatycznego Piotr Półtorak zaproponował mi wyreżyserowanie tego spektaklu, najpierw uświadomiłem sobie wielkość wyzwania. Teatr to nie film, jak zmieścić i opowiedzieć na scenie historię życia i śmierci tak charyzmatycznego kapłana. Ale propozycja była jednak bardzo ekscytująca i bez wahania podjąłem się tego zadania. Konrad Szczebiot, kierownik literacki Teatru A. Węgierki w Białymstoku, rozpoczął pisanie scenariusza, proponując konwencję migawek z życia ks. Jerzego, którą przyjąłem jako współautor warstwy tekstowej przedstawienia. Z Markiem Mikulskim, scenografem, podjęliśmy kluczową decyzję o formie teatralnego misterium, która wpłynęła na wertykalną konstrukcję scenografii z symbolicznym stołem w funkcji ogniska domowego, ołtarza mszalnego i wreszcie stołu ofiarnego. Misterium pozwoliło nam przemieszać ze sobą w spektakl elementy duchowe, religijne z obrazkami rodzajowymi z życia, czyli obok człowieczeństwa przedstawić świętość, bowiem istota fenomenu błogosławionego księdza Jerzego polega na niezwykłym wymieszaniu tych dwóch pierwiastków. I właśnie na połączeniu tych dwóch sfer polega podobieństwo postaci kard. Kozłowieckiego i ks. Popiełuszki. Niezwykła charyzma i wspaniała misja, którą niósł ksiądz Jerzy, to wizja wolności wiary, ale i wolności Ojczyzny. Stąd tak entuzjastycznym przyjęciem cieszyły się jego Msze za Ojczyznę sprawowane w warszawskim kościele pw. św. Stanisława Kostki na Starym Żoliborzu. Najpierw jednak ks. Popiełuszko wszedł z kapłańską posługą do strajkujących w Hucie Warszawa i stał się w mgnieniu oka duchowym opiekunem ludzi pracy, a dziś jest patronem „Solidarności”, która przyniosła nam wolność.

– Po kreacji filmowej i ze względu na charakter postaci zapewne trudno było obsadzić rolę główną...

– Tak. Casting nie był castingiem na dobre czy efektowne aktorstwo. Tu potrzebna była umiejętność przekazania dobra, jasności, ciepła. I to właśnie dzięki swojej energii i wewnętrznej aurze do roli Popiełuszki został wybrany Jakub Lasota, urodzony w Mielcu, zresztą bardzo dobry aktor związany dziś z Warszawą.

– Spektakl powstał w Białymstoku, w centrum regionu związanego z pochodzeniem błogosławionego księdza...

– Tak i tam również, w dramatycznym i tragicznym epizodzie, zagadka jego śmierci została rozwiązana. Starsi aktorzy „Węgierki” byli świadkami, jak ulicami Białegostoku, wśród tłumów ludzi, poruszał się ambulans, który wiózł ciało księdza Jerzego na sekcję zwłok, która miała wyjaśnić przyczynę śmierci.

– Przed nadchodzącą kanonizacją Błogosławionego sztukę będą oglądać widzowie w wielu ośrodkach, będzie ciągle aktualna, dla tej postaci jest miejsce w pamięci Polaków, ale nadchodzą kolejne rocznice, wyzwania.


– Wchodzimy w tej chwili w rok 100-lecia niepodległości. Jak uczy nas historia, nie jest ona dana raz na zawsze i trzeba jej strzec. W dziele wolności, polskiej niepodległości, bł. ks. Jerzy Popiełuszko odegrał ważną rolę. Wolności Ojczyzny poświęcił swoje życie. Teatr im. Wandy Siemaszkowej uczestniczy w przygotowaniu międzynarodowego projektu „Trans/Misje. 1918 – koniec i początek”. Dla państw Europy Środkowowschodniej będzie to rocznica ustanowienia nowego porządku, rodzenia się nowej rzeczywistości. Uczestnikami tego projektu są, oprócz rzeszowskiego, teatry z państw sąsiednich: ze Słowacji, Czech, Węgier, Ukrainy i Litwy. Pierwsza edycja festiwalu odbędzie się w Rzeszowie pod koniec sierpnia 2018.
Na podstawie tych i innych jeszcze przykładów można powiedzieć, że główną ideą Teatru, który prowadzę, jest próba przerzucenia pomostu pomiędzy starymi wartościami, ożywionymi w postaciach kard. Kozłowieckiego i ks. Popiełuszki, obecnymi także w wielkiej literaturze, a współczesnością, w której poruszają się dziś ludzie, szczególnie ludzie młodzi. Tym pomostem może być teatr. Bo właśnie on, pomimo różnych zapowiedzi końca, w związku z powstaniem filmu, telewizji, Internetu – wciąż gromadzi publiczność. Dzieje się tak, ponieważ emocji rodzących się pomiędzy żywym aktorem a żywym widzem nie da się na szczęście niczym zastąpić. To szczęście każdego człowieka teatru, także moje szczęście – dyrektora „Siemaszki”.

Tagi:
teatr

Międzywojewódzki Sejmik Teatrów Wsi Polskiej

2018-02-14 11:10

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 7/2018, str. II

Już po raz 43. w Tarnogrodzie odbył się Międzywojewódzki Sejmik Wiejskich Zespołów Teatralnych. Były to jednocześnie eliminacje do Ogólnopolskiego Sejmiku Teatrów Wsi Polskiej, który odbywa się w październiku, również w Tarnogrodzie

Joanna Ferens
Na scenie

W tegorocznej edycji Sejmiku, który odbył się w dniach 2-4 lutego br., wzięło udział piętnaście zespołów z trzech województw: lubelskiego, podkarpackiego i świętokrzyskiego. Występy tradycyjnie oceniała czteroosobowa Rada Artystyczna, w której skład wchodzą: prof. Lech Śliwonik, prof. Piotr Dahlig, prof. Katarzyna Smyk oraz prof. Edward Wojtaszek. Uroczystego otwarcia imprezy dokonał burmistrz Tarnogrodu Eugeniusz Stróż oraz prezes Zarządu Głównego Towarzystwa Kultury Teatralnej prof. Lech Śliwonik.

Bogactwo tradycji

Jak wyjaśnia Renata Ćwik, dyrektor Tarnogrodzkiego Ośrodka Kultury i kurator Sejmiku, celem przeglądu jest m.in prezentacja i ocena aktualnego stanu amatorskiego ruchu teatralnego w środowisku wiejskim. – Chcemy promować i popularyzować wiejskie zespoły teatralne oraz chronić tradycje ludowe polskiej wsi. Ponadto zależy nam na upowszechnianiu dorobku teatrów wiejskich, doskonalenie zespołów przez organizację zajęć warsztatowych, zainspirowanie twórców wiejskiego teatru do korzystania z dorobku kultury ludowej i narodowej oraz promocji amatorskich zespołów teatralnych poza miejscem zamieszkania. Na naszej tarnogrodzkiej scenie można zobaczyć bardzo bogaty repertuar, który prezentują zespoły, począwszy od spektakli obrzędowych, przez jasełka, wesele, kusaki, aż po widowisko związane ze świętem Matki Bożej Gromnicznej i życiem codziennym wsi polskiej – wskazała.

Prof. Katarzyna Smyk z Zakładu Kultury Polskiej i Instytutu Kulturoznawstwa UMCS w Lublinie podkreśla, jakie wartości ma to wydarzenie. – Bardzo się cieszę, że co roku na tym Sejmiku pojawiają się nowe osoby, z nowymi spektaklami i nowymi instrumentami. Jest to wielka wartość, bo to wzmacnia sens istnienia tego wydarzenia i zapewnia mu ciągłość. Niezwykły jest również udział młodych ludzi w tych przedstawieniach, gdyż wiem, że dzięki temu ta tradycja będzie zachowana i przekazywana. Bardzo ważne jest, aby przekazywać te tradycyjne wartości, które są stricte polskie, takie jak wierność, wiara czy tolerancja i życzliwość dla drugiego człowieka. Zwracamy również uwagę na to, w jaki sposób jest inscenizowany konkretny obrzęd, scenografia, tempo spektaklu, stroje, wiarygodność obrzędowa, a także spojrzenie etnologa, antropologa i etnomuzykologa, aby stwierdzić, czy słowa, powiedzenia, legendy i pieśni są związane z konkretną obyczajowością. Tymi spektaklami można nie tylko nasycić oczy, ale też zarazem uczyć się od zespołów szacunku do tego, co tradycyjne – podkreśliła prof. Smyk.

Źródła tradycji

Prof. Edward Wojtaszek, reżyser teatralny, który od ponad dwudziestu lat towarzyszy wiejskim teatrom, wyjaśnia, na czym polega praca w Radzie Artystycznej przy ocenie spektakli. – Te dwadzieścia lat jest dla mnie niesłychanie istotne, jak powrót do źródeł i odnajdywanie swoich korzeni, szukanie punktów odniesienia w czasie i przestrzeni. Można spokojnie powiedzieć, że większość z nas ma korzenie wiejskie, niewielka część z dworów szlacheckich, a większość z chłopskich chat. Tradycja, obyczaje i ceremonie rodziły się i kultywowane były na wsi. Za każdym razem, kiedy trafiam na taki sejmik, czuję się, jakbym się kąpał w źródlanej wodzie, jeśli chodzi o kulturę, język, obyczaje, muzykę – stwierdził Edward Wojtaszek.

Instruktor i kierownik zespołu z Hańska, Halina Radecka, tłumaczyła, dlaczego członkowie zespołu postanowili zająć się właśnie teatrem wiejskim. – My zajmujemy się obrzędami i zwyczajami Polesia Lubelskiego. Następnie ubieramy to w pewną fabułę i tworzymy przedstawienia, aby stało się to bardziej dostępne dla każdego człowieka. „Suchy” wykład jest po prostu nudny, dlatego chcemy, aby te zwyczaje i obrzędy były poznawane przy dobrej zabawie i wspaniałej rozrywce.

Na scenie

Na deskach Tarnogrodzkiego Ośrodka Kultury wystąpiły m.in. zespoły: Zespo´ł Obrze?dowy z Han´ska, zespół Pasjonaci z Gimnazjum w Tarnogrodzie, Zespół Śpiewaczo-Obrzędowy Blinowianki z Blinowa, Janowiacy z Janowa Lubelskiego, Jarze?bina z Paszenek oraz Szkolne Koło Teatralne „Korale” z Korolówki-Osady, Stowarzyszenie Tradycji i Kultury Wiejskiej „Jawornik” z Jawornika Polskiego, zespół Sokolanki z KGW w Sokolnikach, zespół Świętokrzyskie Jodły ze Śniadki Drugiej, zespół Ocicanki z Tarnobrzegu, Zespół Śpiewaczo-Obrzędowy Korzenie z Łaguszowa, zespół Jarzębina Czerwona z Rudy-Huty, Zespół Obrzędowy Zaborowianki z Zaborowia, Teatr „U Julka” z Przeworska, zespół Wzdolskie Kołowrotki ze Starej Wsi oraz zespół Seniorzy z Urszulina.

Prezentacjom zespołów towarzyszą zajęcia warsztatowe z Radą Artystyczną i wystawy fotograficzne. Wydarzenie zorganizowano pod patronatem i przy wsparciu finansowym Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz we współpracy z Zarządem Głównego Towarzystwa Kultury Teatralnej w Warszawie, Wojewódzkiego Ośrodka Kultury w Lublinie, Marszałka Województwa Lubelskiego, Towarzystwa Kultury Teatralnej Ziemi Lubelskiej, Starosty Biłgorajskiego, Burmistrza Tarnogrodu, Tarnogrodzkiego Towarzystwa Regionalnego oraz Tarnogrodzkiego Ośrodka Kultury.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Moja Miłość” - dobry film na Wielki Post

2018-02-15 12:35

pra / Warszawa (KAI)

2 marca na ekrany polskich kin wchodzi film „Moja Miłość”. To opowieść o odkrywaniu przez młodą dziewczynę swojej wiary, o poszukiwaniu Boga i podążaniu za jego głosem.


„Moja miłość” to fabularna opowieść o Rachel Joy Scott – pierwszej spośród trzynastu ofiar strzelaniny w Columbine High School, która miała miejsce 20 kwietnia 1999 roku. Oryginalny tytuł filmu to „I am not ashamed” (z ang. Nie wstydzę się). Miłością głównej bohaterki jest Jezus - to Jego nastolatka się „nie wstydzi”, chociaż nikogo nie chce nawracać na siłę. „Chcę żyć moim życiem dla Jezusa. Niech ludzie z tego korzystają, jak tylko chcą” - mówi filmowa Rachel.

Wiarę dziewczyny potwierdza przyjaciel ze wspólnoty, którego Rachel nazywała starszym bratem. Polski dystrybutor filmu udostępnił właśnie wywiad, w którym Mark Pettit opowiada prawdziwą historię.

Otóż koledzy z pracy próbowali namówić Rachel na palenie marihuany. Mark pojechał do lokalu, w którym pracowała przyjaciółka. „Przechadzałem się z wypiętą klatą. Onieśmielałem ich” - mówi zaznaczając, że osiągnął swój cel, bo nieco przestraszył zbyt odważnych kolegów Rachel. Dziewczyna wtedy podeszła do niego i powiedziała: „Jak jesteś taki mądry, to zaproś ich teraz do wspólnoty”. Mark przyznaje, że ta postawa przyjaciółki pokazuje jej charakter, a jego samego nauczyła pokory.

Fabuła filmu „Moja Miłość” przeplata losy Rachel z losami Erica Harrisa i Dylana Klebolda, dwóch uczniów szkoły i sprawców szkolnej masakry. Film powstał na kanwie historii Rachel, a także odnalezionych po śmierci pamiętników dziewczyny, będących niezwykłym świadectwem wiary, tęsknoty za Bogiem, religijnych poszukiwań i nastoletnich rozterek.

W filmowej historii odnotowano m.in. dialog między Rachel a jednym z morderców. Świadkiem tej dramatycznej rozmowy był przyjaciel dziewczyny – Richard Castaldo, został postrzelony ośmiokrotnie, ale udało mu się przeżyć masakrę. „No Rachel gdzie jest teraz ten twój Bóg?” – zapytał Eric Harris. „Co teraz zrobiłby Jezus?” - krzyczał. Potem szarpnął dziewczynę za włosy, przyłożył jej pistolet do skroni i zapytał: „Nadal wierzysz w Boga?”. „Wiesz, że tak” – odpowiedziała dziewczyna. „Zatem idź do niego” – powiedział Harris i strzelił.

Producentem filmu jest Pure Flix – amerykańskie studio filmowe, znane z religijnych filmów z przesłaniem, takich, jak dwuczęściowa już seria „Bóg nie umarł”, która trafiła także do polskich kin.

Film wyreżyserował Brian Baugh. W rolę Rachel Joy Scott wcieliła się Masey McLain. Polskim dystrybutorem filmu jest Kondrat – Media. „Moja Miłość” 2 marca pojawi się na ekranach kin.

Film objęty jest patronatem Katolickiej Agencji Informacyjnej i projektu "Młodzi od A do Ż".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Proszowice: miasto i fanklub Kamila Stocha świętują i gratulują

2018-02-17 21:02

dziar / Proszowice (KAI)

- Na ulicach pustki, wszyscy ludzie przed telewizorami, a jutro na Mszach świętych będzie okazja pogratulować, choć na odległość – Honorowemu Obywatelowi Proszowic, Kamilowi Stochowi, mistrzowi olimpijskiemu – mówi KAI ks. dr Jan Zwierzchowski, proboszcz parafii w Proszowicach.

Adam Psica/pl.wikipedia.org

Kapłan wyjaśnia, że w tutaj, w tym oddalonym o 24 km miasteczku od Krakowa, w diecezji kieleckiej – powstał pierwszy w Polsce oficjalny fanklub Kamila Stocha, któremu prezesuje Rafał Chmiela. Powołano go w sierpniu 2011 r., na co sportowiec wyraził zgodę.

Bliska rodzina ze strony żony Kamila Stocha mieszkała z Proszowicach, a gdy nasz mistrz studiował w Krakowie, to właśnie tutaj zamieszkał, wraz z żoną Ewą, w budynku starej poczty przy ul. Głowackiego – opowiada proboszcz.

Zapewne zawarte w tamtych latach przyjaźnie i znajomości zaowocowały stałymi kontaktami, powstaniem kilka lat temu fanklubu i nadaniem Kamilowi Stochowi – Honorowego Obywatelstwa Miasta Proszowic, niespełna rok temu.

- Wtedy właśnie poznałem go osobiście, w uroczystości wzięli udział jego rodzice, bp Piotr Skucha, który pochodzi z Proszowic, reprezentacja polskich skoczków narciarskich. Kamil Stoch angażuje się w życie Proszowic, np. w różne inicjatywy sportowe i społeczne np. szkoły podstawowej nr 1, spotyka się z uczniami – dodaje ks. Zwierzchowski.

Fanklub mieści się w kawiarni „Muzealnej”, gdzie zgromadzono eksponaty przekazane przez Kamila Stocha, m.in. jego kombinezon, narty, nakrycia głowy i inne sportowe rekwizyty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem