Reklama

Choroby. Zawinione?

2018-02-07 13:42

Z prof. Andrzejem Gładyszem rozmawia Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 6/2018, str. IV

nito/fotolia.com

Z prof. Andrzejem Gładyszem, specjalistą chorób wewnętrznych i zakaźnych, lekarzem, którzy zajmował się diagnostyką i leczeniem AIDS w Polsce od początku pojawienia się epidemii zakażeń HIV rozmawia Agnieszka Bugała

AGNIESZKA BUGAŁA: – W ubiegłym roku zorganizował Pan we Wrocławiu konferencję naukową pod hasłem „Główne wyzwania HIV/AIDS w Polsce”. Dane dotyczące ilości chorych i problemy, z jakimi mierzą się na co dzień, zatrważały. Pomyślałam, że Światowy Dzień Chorego 2018 to dobry pretekst, aby pochylić się nad cierpieniem tych właśnie chorych.

PROF. ANDRZEJ GŁADYSZ: – Jest pani odważna, o tym wciąż mówimy za mało, zwłaszcza w katolickich pismach. Udajemy, że nie dotyczy nas ten problem.

– A jaka jest sytuacja w Polsce? Bo wiemy, że są dobre, skuteczne leki. Już nie musimy bać się HIV?

– Sytuacja nie jest opanowana. Najnowszy raport Głównego Inspektora Sanitarnego wskazuje na ciągle rosnącą liczbę nowo wykrytych zakażeń HIV. W ciągu tylko jednego roku – 2016 wzrost wyraził się 279 nowymi przypadkami w stosunku do roku 2015. Proszę to przyjąć z zastanowieniem. Ja zaczynałem karierę walki z HIV wtedy, kiedy panowało powszechne przekonanie, że nasz kraj katolicki nie musi obawiać się tej epidemii. Do niedawna, rzeczywiście, roczna dynamika wykrywanych zakażeń była względnie umiarkowana. Teraz mamy zupełnie inną sytuację, mniej więcej od 4-5 lat obserwujemy duży przyrost nowych zakażeń, szczególnie wśród osób młodych, i niestety, również w wieku szkolnym, co musi budzić niepokój i co leżało u podstaw zwołania ubiegłorocznej konferencji.

– O. Knotz wskazuje na przykłady par małżeństw, które przestrzegając norm moralnych nie wystawiają się na zagrożenie wirusem. A jednak zakażeń przybywa i zdarzają się w związkach, które deklarują dotrzymywanie wierności. Coraz więcej osób ulega pokusie?

– Jestem w stanie zrozumieć uleganie pokusie, bo jesteśmy słabi. Nie oceniam moralnie takiej decyzji, ale jeżeli ktoś decyduje się na przypadkowy kontakt seksualny z nowo poznaną, lub nieznaną osobą, musi liczyć się z ewentualnością zarażenia. To są fakty, czy nam się one podobają, czy też nie. Liczba świeżo rozpoznawanych chorób w wyniku zakażeń przenoszonych drogą płciową rzeczywiście wciąż rośnie.

– Co jest receptą, by ten wzrost zatrzymać?

– Kontakt seksualny musi być bezpieczny. Jedyną gwarancją bezpieczeństwa jest wierność w małżeństwie i czystość przedmałżeńska, a także w modnym obecnie partnerstwie – innych gwarancji nie ma. Wszystkie inne relacje, w których podejmowane jest współżycie wymagają używania prezerwatywy jako zabezpieczenia przed zakażeniem. Prezerwatywa nie jest tu środkiem antykoncepcyjnym, ale ochroną przed zakażeniem. Nie chodzi tylko o HIV, obserwujemy gwałtowny wzrost zakażeń kiłą. Mnie, jako lekarza, bardziej martwi nieleczone, lub źle leczone, czy późno rozpoznane zakażenie kiłą, niż HIV.

– Dlaczego? Do tej pory w świadomości wielu osób HIV równało się śmierć…

– Kiła jest chorobą, która skrycie atakuje nasz organizm. Nieleczona powoduje nieodwracalne zmiany w układzie nerwowym i w układzie krążenia. HIV, nawet wykryty późno i z późno włączonym leczeniem stwarza szansę na zatrzymanie skutków, a w dużej mierze na odwrócenie nawet zaistniałych już zmian chorobowych, czego nie uzyskuje się w tzw. kile późnej. Przerażają dane o tym, że rodzą się dzieci z kiłą wrodzoną.

– Czyli mimo, iż mamy publikacje, internet, różne źródła wiedzy, wiemy zbyt mało, aby się obronić…

– Z korzystaniem ze źródeł wiedzy bywa bardzo różnie. Spójrzmy na szkołę – dane zatrważają. Psychologowie i lekarze biją na alarm w sprawie obniżania się wieku inicjacji seksualnej wśród młodych ludzi, podaje się, że inicjacja dotyczy już trzynastolatków. Musimy liczyć się z tym, że zakażenia pojawią się wśród młodzieży i one się już pojawiają. Konsekwencje są dramatyczne. Rzeżączka w takim wieku powoduje poważne zmiany w narządach płciowych i w układzie rodnym kobiety i w konsekwencji prowadzi do niepłodności. Z rozmów z młodymi dowiaduję się, że zaczyna panować pewna moda na to, kto już „to” zrobił, kto już współżył. I nie mówimy tu o miłości, uczuciach – trudno uznać, że w tych przypadkowych kontaktach buduje się właściwa i odpowiedzialna relacja. Mamy do czynienia z nowym doznaniem, ale, niestety, obciążonym ryzykiem, ogromnymi konsekwencjami, rzutującymi na resztę życia, do którego przeżywania należy być przygotowanym, również edukacyjnie. Jeśli tak, to muszę zapytać, dlaczego zostawiamy młodzież bez edukacji?

– A zostawiamy?

– Sprowadzamy edukację seksualną do tego, że owocem intymnego spotkania dwojga ludzi jest dziecko. Edukowanie ma zatem pokazać jak zabezpieczyć się przed niechcianą, zwłaszcza w młodym wieku, ciążą. A to kompletne nieporozumienie! Spotkałem się też z opiniami wśród katechetów, że edukowanie jest ryzykowne, bo zbyt wcześnie i niepotrzebnie kierujemy uwagę młodych na te kwestie i pobudzamy ich zainteresowanie.

– A ja spotkałam się z taką formą edukacji seksualnej, że świadomie nie zapisałam moich dzieci na te nieobowiązkowe lekcje. W dobie dyskusji genderowych niebezpieczeństwo ideologizowania edukacji seksualnej istnieje, rodzic musi to wiedzieć…

– Edukacja ma za zadanie wyjaśnić, jak działa organizm kobiety i mężczyzny, zwrócić uwagę na cykl płodności i uświadomić skalę zagrożenia, zarówno dla psychiki, jak i całego organizmu, na które wystawimy siebie, podejmując zbyt wczesne i niekontrolowane kontakty seksualne z przypadkowymi osobami. To robię ja, gdy przyjmuję zaproszenia na spotkania z młodymi. I widzę, jak bardzo młodzież tego potrzebuje! Nie schowamy młodych ludzi przed światem, który czasem bardzo agresywnie wkracza w ich życie. Musimy z nimi rozmawiać, aby wiedzieli, co może się wydarzyć.

– Mówi Pan o obniżaniu się wieku inicjacji seksualnej. Czy tym samym obniża się wiek zarażanych HIV?

– Tak się dzieje, niestety. Najmłodszy chory miał 15 lat. Rozpoznanie nastąpiło wtedy, gdy AIDS rozwinęło już pełne objawy.

– Dlaczego tak długo nikt z opiekunów niczego nie zauważył?

– Sytuacja prawna w Polsce jest dziś taka: niepełnoletni młody człowiek nie może sam zgłosić się do lekarza, musi przyjść z prawnym opiekunem. Jednocześnie prawo zakazuje kontaktów intymnych z osobami poniżej piętnastego roku życia. Czyli z młodzieżą szesnastoletnią i siedemnastoletnią już nie, one, wg prawa, mogą te kontakty podejmować. I, niestety, często podejmują, narażając się na zakażenie! Jednocześnie ci młodzi nie mogą bez opiekuna prawnego zgłosić się do lekarza. Tu dochodzimy do paradoksu: jeśli współżyją i rozpoznają jakiekolwiek problemy zdrowotne, a nie mogą, bądź nie chcą przyznać się do tego faktu rodzicom, to oznacza, że nie mają szansy podjąć wcześniej leczenia. I skazują się na rozwój zakażenia w chorobę.

– Może dlatego, że przychodzi im do głowy pytanie: Co sobie o mnie pomyśli? Sam jestem sobie winien, to choruję…

– Spotkania z lekarzem w takich sytuacjach nie podlegają ocenie moralnej sytuacji, w której doszło do zakażenia.

– Jak rozmawiać z młodymi, aby chcieli słuchać i nie ryzykowali „zawinionych chorób”?

– Widzę dużą rolę dla katechezy, dla katechetów. Bo trudno uciec przed pytaniem: Jak to się dzieje, że młodzi chodzą na katechezę, a wiek inicjacji seksualnej stale się obniża? Czy to oznacza, że tych tematów się nie porusza, czy źle się porusza? W 1981 r., pojawił się problem HIV i AIDS w Polsce. Od 1982 r. byłem członkiem grupy doradczej przy ministrze zdrowia. Do 1985 r. naprawdę słyszałem taką opinię, że my, jako kraj katolicki, nie będziemy mieć z AIDS nic wspólnego. To byłoby bardzo piękne – ale słabość ludzka nie ma narodowości, modlitwa, nie poparta czynem nie chroni przed chorobami przenoszonymi w czasie intymnych kontaktów.
Konsternacja zapanowała w 1985 r., gdy wykryto pierwsze przypadki. Oczywiście, najpierw sprawa dotyczyła narkomanów – oj, czuliśmy się dobrze, bo przecież narkomani sami dokonują złych wyborów. Później, kiedy zakażenia zaczęły dotyczyć osób heteroseksualnych argument o tym, że nic nam nie grozi, bo jesteśmy krajem ludzi ochrzczonych, legł w gruzach. I żebyśmy się dobrze zrozumieli – jestem przekonany, że ludzie prowadzący dobre, uczciwe, święte życie w relacjach intymnych, w małżeństwie, nie przenoszą tych zakażeń. Jednak żyjemy w czasach rozluźnienia obyczajów i naprawdę jedno intymne spotkanie poza małżeństwem może być przyczyną dramatu. Udawanie, że to nas nie dotyczy, pogłębia problem, bo wtedy nie poddajemy się badaniom, wirus czai się w organizmie, namnaża się i jest coraz większym zagrożeniem. Musimy mieć świadomość, że w tej dziedzinie moralne osłabienie grozi poważnymi konsekwencjami.

– Nauka Kościoła jest w tej kwestii bardzo jasna…

– Tak, ale żywy Kościół to ludzie grzeszni, popełniają błędy, naprawiają je i żyją dalej. Powtarzam jednak, że błędy będące konsekwencją przypadkowych zachowań seksualnych mogą zaważyć na życiu małżeństw i rodzin. Musimy o tym mówić. Wciąż, jako ludzie, nie jesteśmy zbyt odważni, zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o wyznanie winy, albo przyznanie się do choroby. Konsekwencją zatajenia prawdy o zakażeniu się wirusem może być zakażenie żony, męża, a potem, jeśli prawda nadal nie wychodzi na jaw, dziecka. Przyczynę tego stanu widzę w tym, że nie umiemy rozmawiać i nie edukujemy młodych ludzi, którzy za chwilę już są dorośli i podejmują współżycie. Idealnie byłoby, gdybyśmy tak bardzo wiernie żyli dekalogiem, że takie sytuacje nie miałyby miejsca.

– A jeśli on zapewnia ją, a ona jego, że są sobie wierni i nie ma powodu do obaw? Przecież związek buduje się na zaufaniu…

– Jestem zwolennikiem dużego zaufania do ludzi. Szanowałem prawo kobiet do odmówienia wykonania testu na HIV w okresie ciąży. Rozumiem, gdy kobieta mówi, że nie ma powodu wykonywać takiego testu, bo nie ma sobie nic do zarzucenia, nie znalazła się w sytuacji narażającej ją na zakażenie – zachowała dziewictwo aż do ślubu, nigdy nie zdradziła jedynego w swoim życiu partnera. Jednak trafiłem w mojej pracy na przypadek, gdy okazało się, że jestem w błędzie, bo Bogu ducha winna kobieta w czasie ciąży dowiaduje się, że jest zakażona. Jak to się stało? Przeszłość partnera zaowocowała takim dramatem. Żyjemy w czasach, gdzie przed zawarciem małżeństwa, przed podjęciem współżycia w związku, mamy prawo poprosić naszego wybranka, wybrankę, o wykonanie badań w kierunku HIV. Edukacja ma również polegać na tym, abyśmy byli świadomi tego prawa.

– Odsłania Pan ułomną i nie dającą powodu do dumy kondycję ludzką…

– Wszystko zależy od obyczajowości akceptowanej, bo zmienia się świat i przesuwają się granice. Wraz z przesuwaniem się granic wzrastają zagrożenia. Jednak, jeśli chcemy mieć stuprocentową pewność i dać taką pewność tej osobie, z którą chcemy spędzić całe życie w związku, to musimy wiedzieć, że tylko dziewictwo a potem wierność są gwarancją. Jeśli nie akceptujemy tego kodeksu, lub chociaż na jedną chwilę z niego zrezygnujemy, narażamy się na zakażenie – nie tylko wirusem HIV, jest też wirusowe zapalenie wątroby typu B i C, rzeżączka, kiła, itd.
Jestem starym lekarzem i zawsze z podziwem patrzę na ludzi, którzy przestrzegają takiego kodeksu moralnego. To nie jest zaściankowe, to jest wyzwanie, a w dzisiejszych czasach bohaterstwo.

Tagi:
AIDS choroba

Abp Henryk Hoser o sprawie Alfiego Evansa: Sądy stają się panami życia

2018-04-25 14:16

Rozmawiał Adam Kacprzak/wpolityce.pl

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a którą mu się odbiera - powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl arcybiskup Henryk Hoser SAC, biskup senior diecezji warszawsko-praskiej.

Artur Stelmasiak
Abp Henryk Hoser

wPolityce.pl: Księże Arcybiskupie, historia dwuletniego Alfiego Evansa bez wątpienia porusza, ale także i bulwersuje. Lekarze przekonywali, że jego terapia jest „daremna”, a wręcz „nieludzka”. Czy ktokolwiek ma moralne prawo wygłaszać takie słowa?

Ks. Arcybiskup Henryk Hoser: Każda terapia jest ludzka. Nieludzkie może być traktowanie człowieka. Trzeba powiedzieć, że ten przypadek nie podpada pod pojęcie terapii uporczywej, czyli daremnej, ponieważ nie zachodzą dwie ważne proporcje. Po pierwsze, to jest dwuletnie dziecko, czyli organizm rosnący, a nie będący u kresu swego życia człowiek podeszły, którego perspektywa życia biologicznego nie jest długa. Tutaj przede wszystkim są pewne szanse podtrzymania tego dziecka przy życiu. A nawet gdy dzisiaj nie mamy efektywnej terapii leczenia, to jednak postęp w leczeniu chorób genetycznych jest tak duży, że za jakiś czas można by pomoc przyczynowo. I po drugie, fakt, że to dziecko, odłączone od aparatury, oddychało samodzielnie ponad 10 godzin, pokazuje, że miało ono autonomię życia.

Przy tej sprawie trzeba zwrócić jeszcze uwagę, że mimo postawy rodziców i nadaniu dziecku włoskiego obywatelstwa - co stało się dzięki zaangażowaniu Ojca Świętego - by mogło zostać transferowane do rzymskiego szpitala Bambino Gesu, nie chciano dać mu tej możliwości. Trzeba też wreszcie powiedzieć, że jest bardzo złą praktyką, że to sądy stają się panami życia i śmierci.

Czy można powiedzieć w takim razie, że system – sąd brytyjski, ale także trybunał w Strasburgu, który podtrzymał decyzję o odłączeniu od aparatury – stał się w jakimś sensie przejawem cywilizacji śmierci?

To jest przejaw cywilizacji śmierci. Widzimy tę perspektywę i autonomię życia, która już tutaj zaistniała. Natomiast przypadki takich chorób regresyjnych - gdy dziecko urodziło się bez objawów, a które postępują teraz – powinny być uprzywilejowane przez badania medyczne, by można było takie choroby obserwować i potem leczyć. A tego się nie robi. Każdy taki przypadek jest wielkim wyzwaniem dla nauki o człowieku i medycyny.

Pojawia się również pytanie o prawa rodziców, którzy walczyli o życie swojego dziecka przed sądami. Czy w świecie Zachodu rodzice tych praw już nie mają?

Coraz bardziej te prawa są im odbierane. A w tym wypadku, nawet jeśli państwo brytyjskie nie chciało tego dziecka utrzymywać – co na pewno nie stanowi wielkiego obciążenia – to powinno zgodzić się na przewiezienie go tam, gdzie chciano go leczyć, czyli wyspecjalizowanego szpitala rzymskiego Bambino Gesu.

Interwencja Ojca Świętego Franciszka i Watykanu daje chyba poczucie nadziei, że Kościół wypełnia tak mocno swoją misję obrony życia.

Został już prawie sam na tej arenie walki o życie. Coraz mniej jest instytucji, które broniłyby ludzkiego życia tak konsekwentnie jak właśnie Kościół.

W Wielkiej Brytanii widzimy wyraźnie dwa obrazki: ciężko chory dwulatek, skazany na śmierć i radość z powodu narodzin „royal baby”. Ten rozdźwięk chyba nie najlepiej świadczy o społeczeństwie Zachodu?

Jest to społeczeństwo rozdwojone, a w pewnym sensie schizofreniczne, skoro dostrzega się to dziecko królewskie, która pojawia się na świecie w pięknym otoczeniu, a jednocześnie nie dostrzega się tego, które jest chore, wymaga pilnej pomocy i potrzebuje miłości rodziców, a które się odbiera.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert Uwielbienia w Drzewicy

2018-05-22 07:23

Dominik Niemirski

W czwartek, 31 maja 2018 roku o godz. 19.00 w Regionalnym Centrum Kultury w Drzewicy po raz pierwszy odbędzie się Koncert Uwielbienia pod hasłem „Jezus Moim Panem”. Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa jest doskonałą okazją do tego, by w sposób radosny wyrazić wiarę w obecność Pana Jezusa w Eucharystii.


Hasło przewodnie koncertu nawiązuje do słów pieśni dziękczynnej, którą Mojżesz i Izraelici śpiewali ku czci Pana opuszczając ziemię egipską - „On Bogiem moim, uwielbiać Go będę” (Wj 15, 2). W trakcie koncertu dzieci, młodzież oraz muzycy realizując słowa Św. Augustyna, który napisał, że „kto śpiewa, dwa razy się modli” zachęcą wszystkich zgromadzonych do głośnego i radosnego śpiewu pieśni uwielbienia. Koncert będzie wyjątkową okazją do pogłębienia naszej wiary.

Wspólna modlitwa oraz rozważanie Słowa Bożego pomogą unieść nasze serca ku Bogu. Drzewicki Koncert Uwielbienia zakończy się modlitwą przy relikwiach Świętego Jana Pawła II. Organizatorami koncertu są Parafia pw. Św. Łukasza Ewangelisty w Drzewicy oraz Regionalne Centrum Kultury w Drzewicy. Patronat Honorowy nad koncertem sprawuje Ordynariusz Diecezji Radomskiej Ksiądz Biskup Henryk Tomasik. Opiekę medialną sprawują: Tygodnik Katolicki „Niedziela”, Radomski Gość Niedzielny, Radio Plus Radom oraz Opoczyńska.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Bp Ignacy Dec afiliowany do Zakonu Franciszkanów

2018-05-22 22:13

xdm / Wambierzyce (KAI)

21 maja podczas uroczystej Mszy św. w Wambierzycach bp Ignacy Dec przyjął godność afiliacji do Zakonu Braci Mniejszych. „Jubileusz 800-lecia Wambierzyc, w którym znajduje się sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin stał się sposobnością do obdarowania godnością afiliacji do Zakonu Braci Mniejszych Bp Ignacego Deca – mówił w homilii o. Alan Tomasz Brzyski OFM Minister prowincjalny.

Ks. Daniel Marcinkiewicz

„Ksiądz biskup od wielu lat wspiera naszą prowincję św. Jadwigi na różne sposoby, niejednokrotnie tak, jakby sam był jej członkiem. Życzliwość wobec zakonu Braci Mniejszych znalazła swój wyraz we wprowadzeniu do Wambierzyc w 2007 roku naszej wspólnoty przekazując administrację parafii Nawiedzenia NMP. Stąd dzisiaj w dowód wdzięczności w uroczysty sposób pragniemy afiliować księdza biskupa do pierwszego zakonu, co jest uhonorowaniem pierwszego stopnia prowincji św. Franciszka z Asyżu w Polsce” – podkreślał o. Alan Brzyski, prowincjał.

Następnie Minister Prowincjalny Prowincji św. Jadwigi dokonał duchowej afiliacji biskupa świdnickiego do wspólnoty franciszkańskiej odczytując rzymski dekret podpisany przez Ministra Generalnego całego Zakonu Braci Mniszych o. Michaela A. Perry.

„Dla uznania życzliwej pomocy, szczerej postawy i serdecznej obecności księdza biskupa pośród braci prowincji św. Jadwigi w diecezji świdnickiej, w Polsce, z uczuciami ogromnej wdzięczności afiliuję księdza biskupa do Zakonu Braci Mniejszych i przez pośrednictwo naszego serafickiego Ojca św. Franciszka z Asyżu wzywam dla Niego błogosławieństwa Boga miłosiernego i wszechmogącego i zawierzam go opiece Najświętszej Dziewicy Maryi, Matki Bożej” – czytamy w rzymskim dekrecie.

Prowincja św. Jadwigi w Polsce wywodzi się z prowincji saksońskiej. Rozległość ówczesnej prowincji obejmującej Westfalię, Nadrenię oraz Śląsk utrudniała władzom zakonnym zarządzanie podległymi domami i zakonnikami, dlatego 21 IX 1893 r. postanowiono o utworzeniu ze śląskich klasztorów we Wrocławiu, Górze św. Anny oraz w Prudniku komisariatu zakonnego, który pozostawałby zależny od macierzystej prowincji. Pierwszym komisarzem wrocławskim mianowano o. Piusa Bocka, pochodzącego z saksońskiej prowincji św. Krzyża.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem