Reklama

Biłgorajska bohaterka Wanda

2018-02-14 11:10

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 7/2018, str. V

Joanna Ferens
Na otwarcie wystawy przybyli m.in. harcerze. Obok okładka książki

W Muzeum Ziemi Biłgorajskiej została otwarta wystawa poświęcona Wandzie Wasilewskiej, odważnej i wiernej swoim przekonaniom i Ojczyźnie, żołnierzowi Armii Krajowej

Postać Wandy Wasilewskiej przybliżyła w rozmowie dyrektor biłgorajskiego muzeum Dorota Skakuj. – Wanda „Wacek” Wasilewska to postać, której biłgorajanom nie trzeba przypominać, ma ona nawet w Biłgoraju ulicę swojego imienia. Historia jej odwagi jest znana, łącznie z próbą samobójczą – podczas torturowania – wyskoczenia przez okno z siedziby gestapo. Została zamordowana w wieku 21 lat. Była osobą szczerą, lojalną i wierną. Wolała zrobić wszystko, by nie wydać współtowarzyszy broni. Chcieliśmy pokazać osobę Wandy Wasilewskiej w perspektywie czasów, w których przyszło jej żyć i zginąć. By jednak zrozumieć jej życie, trzeba poznać kontekst historyczny wychowania i walki o wolną Polskę – wskazała.

Wraz z otwarciem wystawy odbyła się promocja książki o bohaterskiej Wandzie Wasilewskiej, której autorem jest jej siostrzeniec Bogdan Siejek. Podczas wydarzenia mówił o powstawaniu tej pozycji oraz zbieraniu do niej materiałów. – Materiały zbierałem od dawna, głównie na potrzeby rodzinne. Jakiś czas temu własnym nakładem wydałem fotoksiążkę o Wandzie Wasilewskiej. Ale takim zapalnikiem była pani redaktor z Biłgorajskiej Telewizji Kablowej, która zmotywowała mnie do napisania książki. Publikacja w małym nakładzie została wydana w 2016 r. Po opublikowaniu biografii mojej ciotki Wandy z Brzyskich Wasilewskiej ps. Wacek, utrzymywałem kontakty z biłgorajskim Muzeum, otrzymałem także wiele dowodów zainteresowania i ciepłych słów, które potwierdziły, że nawet po ponad siedemdziesięciu latach pamięć o niej jest ciągle żywa. Dzięki Dorocie Skakuj, dyrektorowi Muzeum w Biłgoraju, i Tomaszowi Brytanowi powstała wystawa, która osobę mojej cioci przypomina. W dużej mierze ta wystawa składa się z naszych pamiątek, być może one znajdą się na stałe w Muzeum w Biłgoraju, wszystko zależy od zgody pozostałych członków rodziny – podkreślił. Bogdan Siejek przytaczał również słowa „Wira” Bartoszewskiego o wszystkich walecznych kobietach tamtych czasów, które podobnie jak Wanda nie dały się złamać wrogowi: „A wyście mogły tylko tak żyć, jak żyłyście, lub zginąć. I jeżeli żałować czego należy, to tego, że za mało było czasu, byście mogły takie pojmowanie życia zaszczepić innym”. Bogdan Siejek dodaje, że takich postaci jak jego ciotka Wanda Wasilewska było tysiące. Dzięki nim III Rzesza nie pokonała Zamojszczyzny. To niezłomny opór tych ludzi oraz ich wytrwałość nie pozwoliły okupantowi uporać się z ruchem partyzanckim.

Na otwarciu wystawy pojawili się również harcerze z 13. Drużyny Starszoharcerskiej „Pochodni” działającej przy Szkole Podstawowej nr 3 w Biłgoraju. Podharcmistrz Dorota Woźniak zdradziła, co sprawiło, że postanowili wziąć udział w tym wydarzeniu. – Przyszliśmy na wystawę poświęconą Wandzie Wasilewskiej ps. Wacek i promocję jej biografii ze względu na to, że jako harcerze staramy się jak najlepiej poznać historię naszego miasta, ponadto Wanda była również harcerką. Jesteśmy nowo powstałą drużyną i szukamy patrona – bohatera. Być może ta młoda kobieta, która walczyła w czasie II wojny światowej na naszym terenie, może być wzorem dla naszego harcerskiego życia – wskazała.

Reklama

Decyzją Miejskiej Rady Narodowej w Biłgoraju z 1957 r. ulica, przy której znajdowała się katownia gestapo w Biłgoraju, została nazwana imieniem „Wacek” Wasilewskiej. Jest to miejsce, gdzie bohaterska Wanda była przetrzymywana, bita i torturowana przez gestapo, skąd wyskoczyła przez okno, na wskutek czego doznała wstrząsu mózgu i połamania nóg, a mimo to była nadal przesłuchiwana i torturowana, a następnie wywieziona na Rapy i tam rozstrzelana. Mimo strasznych tortur nie wydała swoich przyjaciół ani nikogo z partyzantów. Odnalezione ciało Wandy wraz z ciałami ekshumowanych innych partyzantów przewieziono na cmentarz w Krzeszowie i 3 sierpnia 1944 r. pochowano we wspólnym grobie.

Mąż Wandy, Konrad Wasilewski ps. Grot, napisał we wspomnieniach o swojej walecznej i odważnej żonie, która nie wahała się oddać swojego życia za wolność każdego z nas. Świadczyła o prawdzie i do samego końca pozostała wierna swoim ideałom, Bogu i Ojczyźnie: „Wanda to dla mnie symbol i uosobienie najwyższych wartości ludzkich, szlachetności i wielkości. To świętość, o której mogę mówić z nabożeństwem i tylko w wyjątkowych chwilach. Wobec niej czuję się jak marny pył i gdy o niej mówię, to równocześnie czuję, że żadne słowo nie odda jej wielkości. Ona mnie widzi i w swej wielkoduszności i wspaniałości nie ma do mnie żalu”.

Tagi:
Armia Krajowa

Świadek Powstania mówi, jak było

2018-02-14 23:08

Agnieszka Bugała

Spotkaniem z Bogdanem Lipnickim – pułkownikiem w stanie spoczynku, emerytowanym lekarzem wojskowym, uczestnikiem Powstania Warszawskiego i żołnierzem AK – Centrum Historii Zajezdnia we Wrocławiu uczciło 14 lutego 76. rocznicę powstania Armii Krajowej. Spotkanie odbyło się w ramach cyklu „Świadkowie historii opowiadają Wrocław”.

Agnieszka Bugała

Płk. Bogdan Lipnicki okupację przeżył w rodzinnym mieście, był świadkiem pacyfikacji powstania w getcie warszawskim. W czasie wojny przydzielony do kompanii saperów był zaangażowany m.in. w obronę Banku Polskiego na Starym Mieście i przemierzył kanałami drogę do Śródmieścia. Po wojnie spędził lata w służbie wojskowej jako lekarz epidemiolog i bakteriolog.

Gdy wybuchła wojna pan Bogdan miał dziesięć lat, gdy wybuchło Powstanie piętnaście. Należał już wtedy do Szarych Szeregów.

- Pamiętam, że pierwszym elementem terroru niemieckiego, było rozporządzenie o oddaniu wszystkich aparatów radiowych. Druga rzecz to była konfiskata wszystkich samochodów. W związku z tym Plac Piłsudskiego był zastawiony skonfiskowanymi pojazdami. Niemcy wywieźli z Warszawy wszystkie nowoczesne tramwaje i autobusy. Taksówki też zlikwidowali. Dlatego jeździły po mieście tramwaje z XIX w. Rozpoczął się terror i głód. Zamknięto teatry i kawiarnie. Szkoły nie były czynne. Moją szkołę przy ul. Barokowej też zamknięto. Rok szkolny 1939/40 dokończyłem w domu – opowiadał w Zajezdni.

- Jak wybuchło Powstanie, to zgłosiłem się do dowództwa na odcinku przy ulicy Freta i tam spotkałem oficera, któremu zaproponowałem swoje usługi. To on mnie przydzielił do kompanii saperów, która stacjonowała też przy ulicy Kościelnej – opowiadał płk. Lipnicki. Do jego zadań należało noszenie pisemnych raportów. Chodził najczęściej na ulicy Freta, codziennie po południu, albo wieczorem.

Pan Bogdan stracił w Powstaniu najpierw ojca, przygniecionego przez ruiny, a potem jedynego brata Stanisława Lipnickiego ps. „Szczucki”, który zginął na Żoliborzu na dwie godziny przed kapitulacją Powstania Warszawskiego. Został sam i po wojnie opiekowali się nim dalsi członkowie rodziny.

- Mój brat był bardzo osadzony w konspiracji. Z tego co mi opowiadał, to należał do różnych ugrupowań. Więc jeżeli chodzi o moją świadomość przedpowstańczą, to pośrednio dowiadywałem się o tym od brata, który był mocno osadzony w konspiracji. Brat był starszy ode mnie o prawie pięć lat, tak że przed wojną rozpoczął naukę w gimnazjum i podczas wojny uczęszczał na komplety, tak że nawet przystąpił do egzaminu maturalnego. Brał udział w szkoleniu podchorążych, tak że miał takie przygotowanie niemalże wojskowe. W dniu wybuchu – znaczy przed wybuchem, poinformował ojca i mnie, że będzie brał udział w Powstaniu i 1 sierpnia tam gdzieś koło godziny pierwszej poszedł na miejsce zgrupowania na Żoliborzu, w okolicach Cytadeli.

Do Wrocławia trafił w transporcie jenieckim. Wysiadł na stacji Wrocław – Sołtysowice i to było jego pierwsze spotkanie z miastem.

- Z tego transportu wyszliśmy i zaprowadzili nas do obozu przejściowego, tam właśnie w tej części miasta zwanej teraz Sołtysowicami. To były tyły a tam olbrzymia cukrownia, młyn, i olbrzymie koszary. Stamtąd wywieźli nas do Lamsdorf, dziś to są Łambinowice, olbrzymiego obozu niemieckiego.

Potem los rzucił go jeszcze do Zawiercia. Do stolicy Dolnego Śląska wrócił dziesięć lat po zakończeniu wojny.

W czasie spotkania odtworzono nagranie z przemową gen. Bora – Komorowskiego, który wyjaśniał dlaczego podjęto decyzję o zbrojnej walce z dużo silniejszym, niemieckim okupantem. Po prelekcji słuchacze zadawali Pułkowinikowi pytania. Jedno z nich dotyczyło oceny Powstania warszawskiego.

- To wydarzenie historyczne, było i już. Nie można teraz dywagować, czy było potrzebne, czy dobrze zorganizowane. Nie cofniemy czasu. Robiliśmy, co mogliśmy. Walczyliśmy, chcieliśmy przetrwać, chcieliśmy przeżyć.

PO spotkaniu w holu głównym zrobiono pamiątkowe fotografie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W roku 2019 dziesięciu kardynałów utraci prawa wyborcze

2018-12-17 13:10

st (KAI) / Watykan

W przyszłym roku 10 purpuratów, członków Kolegium Kardynalskiego (w tym dwóch Polaków) ukończy 80 lat, a tym samym utraci prawo udziału w ewentualnym konklawe.

Krzysztof Tadej

Są to: 30 stycznia - Alberto Suárez Inda (Meksyk) 11 marca - Orlando Beltran Quevedo (Filippiny) 8 kwietnia – Edwin Frederick O’Brien – (USA) 27 kwietnia - Stanisław Dziwisz (Polska) 31 lipca - John Tong Hon (Chiny) 16 sierpnia - Seán Baptist Brady (Irlandia) 7 października - Laurent Monsengwo Pasinya (Demokratyczna Repubika Konga) 11 października - Zenon Grocholewski (Polska) 14 października - Edoardo Menichelli (Włochy) 15 października- Telesphore Placidus Toppo (Indie)

Obecnie Kolegium Kardynalskie liczy 124 kardynałów-elektorów. Oznacza to, że w przyszłym roku liczba ta spadnie do 114, chyba, że Ojciec Święty postanowi zwołać swój szósty konsystorz dla kreowania nowych kardynałów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Kolędnicy Misyjni dla dzieci z Rwandy i Burundi

2018-12-18 17:05

dg / Warszawa (KAI)

"Kolędowanie to kształtowanie człowieczeństwa młodych ludzi, którzy włączają się w tę akcję i potrafią dostrzec potrzeby drugiego" - mówił bp Artur Miziński podczas konferencji prasowej poprzedzającej tegoroczne misyjne kolędowanie, która odbyła się w Sekretariacie KEP.

Przemysław Mosur

Przed konferencją prasową w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski Kolędnicy Misyjni z Jabłonowa Pomorskiego zaprezentowali scenkę „Dzieciom w Rwandzie i Burundi” i zaśpiewali kolędy.

– Kolędowanie to kształtowanie człowieczeństwa młodych ludzi, którzy włączają się w tę akcję i potrafią dostrzec potrzeby drugiego. W świecie, w którym żyjemy, gdzie dzisiaj niestety coraz częściej nie tylko u dzieci, ale i u dorosłych jest tendencja zamykania się w sobie, izolowania, kontaktu przez media a nie bezpośrednio, zanikanie wrażliwości na drugiego człowieka, ciągła gonitwa i rywalizacja, te dzieci wykazują zupełnie innego ducha, ducha ewangelicznego. To piękny, dziecięcy personalizm chrześcijański – mówił bp Artur Miziński po obejrzeniu przedstawienia przygotowanego przez dzieci z Jabłonowa. „Mam nadzieję, że drzwi naszych serc i domów będą otwarte dla kolędników, którzy zaniosą radość płynącą z Narodzenia Pańskiego do naszych rodzin, a my włączymy się w to dzieło, wrażliwi na Chrystusa rodzącego się dziś w drugim człowieku” – dodał.

W konferencji wzięli udział sekretarz KEP bp Artur Miziński, br. Jean Baptiste Mutabaruka, karmelita bosy, pochodzący z Rwandy, br. Omer Nshmirimana, karmelita bosy, pochodzący z Burundi, p. Justyna Prajs, dyrektor Centrum Kultury i Sportu w Jabłonowie Pomorskim a także przedstawiciele Papieskich Dzieł Misyjnych: ks. prał. Tomasz Atłas, dyrektor krajowy PDM w Polsce oraz p. Anna Sobiech, sekretarz krajowy PDMD. Spotkanie poprowadził ks. Paweł Rytel-Adrianik, rzecznik KEP.

– W niektórych regionach Polski kolędujemy już po raz 26. Przez minione lata kolędnicy misyjni z Polski pomagali m.in. dzieciom w Ugandzie, Wietnamie, Demokratycznej Republice Konga, Pakistanie, Indiach, Syrii, Libanie. W bieżącym roku wybraliśmy Rwande i Burundi. Chcemy zapewnić dzieciom żyjącym w tych dwóch maleńkich krajach o trudnej i bolesnej historii bezpieczną przyszłość, w której będą mogły rozwijać się w sposób integralny, w atmosferze przyjaźni, solidarności, przebaczenia; przyszłość naznaczona dobrocią i bliskością Jezusa, który przyszedł do każdego człowieka – mówił ks. Tomasz Atłas i zaznaczył, że inicjatywa cieszy się wsparciem nuncjusza apostolskiego w Polsce, który swoją posługę dyplomatyczną rozpoczynał właśnie w Rwandzie.

Br. Jean Baptiste Mutabaruka i br. Omer Nshmirimana, karmelici bosi bosy z Rwandy i Burundii, opowiedzieli o sytuacji dzieci w tych krajach oraz problemach i niebezpieczeństwach, z jakimi się spotykają.

W Rwandzie i Burundi pilną potrzebą jest opieka nad dziećmi osieroconymi, które straciły bliskich z powodu wojny i chorób, m.in. AIDS. Powszechnym i dotkliwym problemem jest też społeczne odrzucenie dzieci niepełnosprawnych. Trafiają one na ulicę, stają się ofiarami handlu, niewolnictwa lub innego rodzaju przestępczości.

Justyna Prajs, dyrektor Centrum Kultury i Sportu w Jabłonowie Pomorskim, jest od ponad dwóch lat opiekunem grup kolędniczych. „Otrzymujemy więcej niż dajemy, my tylko poświęcamy czas, odwiedzamy, jesteśmy pięknie przyjmowani, z uśmiechem na twarzy. Ludzie oddają nam nie tylko pieniądze, ale i życzliwość, częstują nas. Wychodzimy bardzo ubogaceni, a przy okazji możemy pomóc innym” – mówiła p. Prajs, wskazując również na wagę akcji dla podtrzymywania polskiego dziedzictwa kulturowego. Zaznaczyła, że powstają również grupy kolędnicze osób dorosłych.

Owoce zeszłorocznej inicjatywy zaprezentowała Anna Sobiech, sekretarz krajowy Papieskiego Dzieła Misyjnego Dzieci. W zeszłym roku na rzecz dzieci w Syrii i w Libanie polscy Kolędnicy Misyjni z 41 diecezji oraz parafii Ordynariatu Polowego w Polsce (i wspólnot polonijnych poza granicami kraju) zebrali ponad 1 mln 335 tys. złotych. Środki te przekazano na 40 projektów ochrony życia i pomoc w edukacji dzieci do 14. roku życia w tych dwóch krajach. Najaktywniejsze były diecezje rzeszowska i katowicka.

Kolęda misyjna to propozycja Papieskich Dzieł Misyjnych dla rodzin, wspólnot parafialnych i szkół na czas Bożego Narodzenia. Głównymi bohaterami tego przedsięwzięcia są dzieci, które w ten sposób dzielą się radością wiary i pomagają swoim rówieśnikom w krajach misyjnych.

– W tym przedsięwzięciu chodzi o bożonarodzeniową radość, ożywienie wiary, edukację, wsparcie dla misji i podtrzymywanie polskich tradycji. Niesie ono dobro tym, którzy kolędują, tym, którzy kolędników przyjmują i tym, którzy są beneficjentami projektów PDMD, czyli dzieciom w krajach misyjnych – wyjaśnia ks. Tomasz Atłas, dyrektor krajowy PDM.

W projektach wspieranych przez PDMD misjonarze w obu tych krajach kładą nacisk na społeczną integrację i chrześcijańskie wartości, jakimi są przebaczenie, pojednanie i pokój. Stąd ważnym polem ich pracy są szkoły, gdzie wspólnie uczą się dzieci pochodzące z różnych plemion – mówi o. Dominique Savio Mundere z diec. Byumba.

Więcej informacji o inicjatywie, a także materiały dla uczestników, scenariusz przedstawienia dla dzieci i lekcji przygotowującej do kolędowania oraz spot promujący akcję znaleźć można na stronie dzieciom-misji.missio.org.pl/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem