Reklama

Nowy Testament

Dziękuję Ci, że jesteś kobietą

2018-02-28 10:37

Z Palomą Gomez Borrero rozmawiała Aleksandra Zapotoczny
Niedziela Ogólnopolska 9/2018, str. 12-14

Grzegorz Gałązka
Paloma Gómez Borrero należała do nielicznej grupy kobiet watykanistek, 1995 r.

Paloma Gómez Borrero (rocznik 1934) to hiszpańska dziennikarka, jedyna kobieta, która towarzyszyła Janowi Pawłowi II we wszystkich jego podróżach. W ciągu 27 lat pontyfikatu podczas 104 wyjazdów zagranicznych przemierzyła z nim 5 kontynentów. 24 marca 2017 r. udała się w swoją ostatnią podróż... W tym roku mija pierwsza rocznica śmierci hiszpańskiej watykanistki. Poniżej publikujemy jeden z ostatnich wywiadów z dziennikarką. Rozmowę – która jest także „wędrówką” po niezwykłych wspomnieniach o Papieżu Polaku – dedykujemy wszystkim kobietom z okazji ich święta

ALEKSANDRA ZAPOTOCZNY: – Przez całą Pani dziennikarską karierę tematem przewodnim Pani relacji, jako korespondentki radia i telewizji w Hiszpanii, był Jan Paweł II. Co najbardziej zapadło Pani w pamięć?

PALOMA GÓMEZ BORRERO: – Wspomnień mam wiele. Niezwykłe było pierwsze spotkanie z nim, kiedy zaraz po swoim wyborze zaprosił do siebie dziennikarzy. Wychodząc ze spotkania, zatrzymywał się przy zebranych. Nie wiem dlaczego, ale natychmiast skierował się w moją stronę i stanął obok. Po raz pierwszy znalazłam się tak blisko Ojca Świętego i zapytałam: „Czy Ojciec Święty mówi po hiszpańsku?”. „Nie – odpowiedział mi – ale obiecałem hiszpańskim kardynałom, że się nauczę”. Poprosiłam go o błogosławieństwo dla Hiszpanii, a on mi odpowiedział: „Dla Hiszpanii – wszystko”.

– Wzięła Pani udział chyba we wszystkich papieskich zagranicznych pielgrzymkach...

– Najpierw pojechaliśmy do Meksyku, Polski i do Afryki, więc podczas konferencji prasowych odbywających się w samolocie za każdym razem pytałam, kiedy wybierze się do Hiszpanii. Pewnego razu zwróciłam się słowami: „Na Ojca Świętego czeka św. Teresa... w Hiszpanii. Kiedy Papież przyjedzie ją odwiedzić?”. Oczywiście, bardzo się z tego śmiał. Jego 16. podróż była wreszcie tą do naszego kraju. Oczywiście, wszystkie podróże do krajów egzotycznych były bardzo ciężkie. W wielkim upale odwiedziliśmy pięć miejsc w Afryce, bardzo od siebie odległych. Podróże te były męczące, ale zawsze piękne, sam Papież mówił, że jest w nich coś niezwykłego.
Nie widziałam, żeby kiedykolwiek Papież otrzymał od kogokolwiek tyle świń... Tak było w Papui-Nowej Gwinei, gdzie najcenniejszym darem jest prosię. Witali go mieszkańcy ubrani w stroje ludowe – albo raczej rozebrani. Momentami wydawało się, że cofnęliśmy się do epoki kamienia łupanego... Na Wyspach Salomona natomiast zbliżył się nagle do Papieża ubrany w pióra żołnierz z dzidą w ręce i patrzył złowrogo. Byliśmy wystraszeni. Widząc, że ochrona nie reaguje, czekaliśmy, co będzie dalej. Żołnierz zaczął tańczyć...
Po którejś z pielgrzymek na Watykanie krążył żart: „W czym różni się ten papież od Pana Boga? – Pan Bóg jest wszędzie, ale Papież był już wszędzie”. Kiedy pierwszy raz dotarliśmy do Papui-Nowej Gwinei, byliśmy przekonani, że Papież też jest tu pierwszy raz, ale on powiedział: „Byłem tu już jako kardynał”.

– A Pani wspomnienia z pielgrzymek do Polski?

– Polskę odkryliśmy podczas pierwszej wizyty Papieża w Ojczyźnie. Ujrzeliśmy niezwykły naród, który całej Europie pomagał swoją modlitwą, żywą wiarą, miłością do Maryi. Nigdy nie zapomnę pożegnania w Krakowie. Na lotnisku nie było dużo ludzi, bo władze świadomie je zamknęły, ale na ulicach były tłumy. Ludzie, by zobaczyć Papieża, wchodzili nawet na drzewa. Siedziałam już w samolocie (dziennikarze wchodzą bocznymi drzwiami wcześniej niż papież), kiedy kard. Wyszyński zwrócił się do Ojca Świętego: „Zabierają Cię polskie skrzydła” – lecieliśmy Lot-em. Potem odbyły się ostatnie wystąpienia głowy państwa i Papieża, bardzo polityczne, dyplomatyczne, po czym Papież wchodził do samolotu. Spoglądałam na niego i zastanawiałam się, co mógł myśleć, żegnając prezydenta Polski. Obaj są Polakami, dlaczego więc są dla siebie tacy zimni...? I w tym momencie Papież zszedł ze schodów, wrócił do prezydenta i go objął. Z daleka dochodził głos ludzi, którzy śpiewali: „Góralu, czy ci nie żal”. Ludzie śpiewali, a prezydent z Papieżem żegnali się w serdecznym objęciu. Pomyślałam wtedy, że ten naród jest naprawdę niezwykły. Dwóch Polaków tak bardzo różniących się od siebie, ale złączonych Polską...

– Pani należała do nielicznej grupy kobiet watykanistek. Papież miał na uwadze kobiecy geniusz...

– Nie ma niczego cenniejszego niż to, co powiedział w Liście do kobiet: „Dziękuję ci, że jesteś kobietą”. Rozwijając temat kobiet w pontyfikacie Papieża, chcę opowiedzieć o pewnym fakcie. Dotarła do mnie informacja, że Jan Paweł II bardzo chciał zobaczyć film o św. Franciszku autorstwa Liliany Cavani. Jest to reżyserka wzbudzająca polemiki, kontrowersje. Nie jest katoliczką, za to kobietą twardą, ale równocześnie zakochaną w świętym z Asyżu, o którym zrobiła już dwa filmy. Papież chciał zobaczyć ten film w obecności samej reżyserki, by później o nim wspólnie dyskutować. Zaprosił ją na Watykan. Współpracownicy odradzali mu ten pomysł. Papież jednak obejrzał film wraz z reżyserką. Podczas sceny, w której przedstawiono samotność św. Franciszka, Papieżowi popłynęły łzy. Liliana po powrocie do domu napisała do niego list, w którym wytłumaczyła, że pisze z potrzeby serca. „Ojcze Święty, chciałeś zobaczyć mój film, nie przeszkodziło Ci to, że jestem kobietą. Nie byłeś do mnie uprzedzony. Osoby takie jak Ty ratują dzisiejszy świat. Dzięki Ci, Papieżu, człowieku godny Maryi”.
A mnie osobiście przydarzyła się taka niezwykła sytuacja. Byliśmy w Indiach. Tamtejszy arcybiskup podczas spotkania z osobami duchownymi wprowadził do kościoła kapłanów, a zakonnice zostały na zewnątrz. Po nabożeństwie Papież, gdy wychodził ze świątyni, zobaczył wszystkie te siostry i zapytał, dlaczego nie weszły do kościoła. One mu odpowiedziały, że arcybiskup tak zarządził. I to się Papieżowi nie spodobało. Kiedy dotarł do Pałacu Apostolskiego, gdzie było zorganizowane Studio Radia Watykańskiego, z którego i ja korzystałam, zobaczył mnie nadającą korespondencję do mojego kraju. W salonie miał być obiad dla rodziny papieskiej, czyli ochrony, asystentów, gwardzistów. Cała grupa z Papieżem udała się do sali jadalnej, ja zostałam w studiu. W pewnym momencie przyszedł Arturo Mari i powiedział, że zostałam zaproszona na obiad... Byłam zaskoczona. Poszłam razem z nim, usiadłam przy bocznym stoliku niedaleko głównego stołu, przy którym siedzieli Papież i inni hierarchowie kościelni. Widziałam, że Ojciec Święty rozmawia, ale raz po raz spogląda na mnie. Byłam jedyną kobietą na sali. Na koniec posiłku głos zabrał gospodarz miejsca, arcybiskup, a potem mówił Papież. „Jestem szczęśliwy – wyznał – mieszkańcy Goa znaleźli miejsce w moim sercu, ale dzisiaj bardzo się cieszę, że wśród nas jest też Paloma”. Oczywiście, zamarłam, a Papież dokończył: „Ponieważ papież nie dyskryminuje kobiet”. Potem podszedł do każdego stolika i każdego z osobna pozdrowił. W tym czasie wspomniany arcybiskup zbliżył się do mnie i powiedział: „Papież na Pani przykładzie dał mi dzisiaj lekcję”.

– Miała Pani wyjątkowy kontakt z Papieżem...

– Któregoś razu, gdy lecieliśmy do Ameryki, w samolocie były tylko trzy kobiety: ja, Valentina i Maria José. Papież jak zwykle podczas lotu przechodził między miejscami i pozdrawiał pasażerów. Kiedy miał się zbliżać do naszych miejsc, zaczęły się turbulencje. Musiał powrócić na swoje miejsce i zapiąć pasy. Było nam bardzo przykro... Podróż kontynuowaliśmy, turbulencje ustały, ale Papież do nas nie wracał. Maria José miała zadać mu pytanie i rozpaczała, co ona teraz zrobi – to jest jej pierwsza podróż z Papieżem, wszyscy dziennikarze zadali mu pytanie, a ona nie, jak się wytłumaczy w redakcji... Odpowiedziałam jej: „Nie przejmuj się, zaraz napiszę do Papieża”. I tam, w samolocie, napisałam do niego karteczkę...
Ja często pisałam do niego karteczki i przesyłałam je przez jego osobistego kamerdynera Camilla Cibina. Napisałam tak: „Ojcze Święty, w tym całym samolocie są tylko trzy kobiety, które jeszcze z Papieżem nie rozmawiały, jest z nami Maria José, która musi Papieżowi zadać pytanie. Jeśli Papież w Goa powiedział, że kobiet nie dyskryminuje, to my teraz czujemy się bardzo dyskryminowane”. Karteczkę przekazałam i czekam. Po chwili kamerdyner wrócił i powiedział: „Wszystkie trzy kobiety do Papieża”. Ks. Stanisław Dziwisz, zobaczywszy mnie, rzucił: „Pani jest okropna!”.
Dlatego ilekroć podczas konferencji prasowych na pokładzie samolotu Joaquín Navarro-Valls ogłaszał, że jest jeszcze okazja na ostatnie pytania, Papież widząc, że ja jeszcze pytania nie zadałam i że i tak mu potem napiszę list, udzielał mi głosu jako ostatniej. Napisała o tym Angela Ambrogetti w książce, która ukazała się też w Polsce, i kiedy ją przeczytałam, zażartowałam przed autorką: „Nie wiedziałam, że ja aż tyle mówiłam przed Papieżem”. No a dzisiaj już nie piszę, ale rozmawiam z nim i on zawsze mi odpowiada, pomaga mi, a ja mu potem dziękuję.

– Jest Pani babcią, więc wnuki zapewne wiedzą dużo o Papieżu...

– Kiedy byliśmy u niego z Laurą, trzymałam ją na rękach, a ona dotykała Papieżowi nosa. Zwracałam jej uwagę: „Laura, to jest Ojciec Święty, zachowaj choć trochę szacunku”... Katerinę Papież już ochrzcił, a dwóch jej braci podczas celebracji niosło dary. Kiedy pewnego razu udaliśmy się do Papieża z całą rodziną – byli także moja mama i mąż, który jest pilotem Alitalia – Ojciec Święty zwrócił się do niego: „Bardzo Panu dziękuję, że ma Pan tyle cierpliwości do żony, którą w swoje podróże zabiera Papież”. Mąż mu na to odpowiedział: „Mógłby Papież zabierać ją częściej”.

– Czy trudno jest być dziennikarzem katolickim?

– Wydaje mi się, że nie. Dziennikarz katolicki nie ma zamiaru nikogo o niczym przekonywać – ma tylko informować. 27 i pół roku mówiłam o Papieżu hiszpańskim słuchaczom i widzom i muszę powiedzieć, że miłość, którą noszą w sercu do Jana Pawła II, zrodziła się dzięki moim relacjom – świadomość tego ma Kościół hiszpański i miał ją też sam Papież. Ja w najzwyklejszy sposób relacjonowałam, opowiadałam. A tego Papieża opowiadało się przez anegdoty i przykłady, bo czynił piękne rzeczy – i jak je czynił!

– Relacjonowała Pani dla swojego kraju także odejście Papieża...

– Miałam ten przywilej być przy Papieżu w Sali Klementyńskiej. Stałam przy s. Tobianie i papieskim lekarzu. Patrzyłam na ks. Stanisława – miał takie czerwone oczy, z niewyspania i płaczu. I pamiętam, że ciągle pytał: „Według Ciebie jest pogodny, prawda? Jest pogodny?”. Pomyślałam, jak bardzo Papież musiał cierpieć, skoro teraz ks. Stanisław chce się upewnić, że cierpienie już się skończyło... Stałam tam i się modliłam, ale uświadomiłam sobie, że jestem uprzywilejowana, że mogę tu teraz być, dlatego muszę to zrelacjonować słuchaczom... Przypomniałam sobie, że Papież na początku swojego pontyfikatu powiedział: „Chciałbym być zamiataczem świata, oczyścić ulice, by nastały na nich pokój i miłość”. Opuszczając więc Salę Klementyńską, spojrzałam na niego po raz ostatni. „Teraz zamiataj ulice w niebie”... Kiedy zjechałam windą na dziedziniec, zadzwoniłam do redakcji i przekazałam korespondencję. Dyrektor przed programem kilkakrotnie pytał, czy dam radę mówić... Wiedziałam, że dam. Opowiedziałam więc wszystko, czego byłam świadkiem. Kiedy w 1981 r. dla hiszpańskiej telewizji nadawałam relację z zamachu na Papieża, wtedy była nadzieja, że przeżyje, a w tej chwili już nie żył. „Twój głos dziennikarza nie może załamywać się przez łzy, ty musisz opowiadać, że umarł wielki człowiek i święty”. Tak właśnie zakończyłam swoją korespondencję.

– Świętość Papieża potwierdziła jego kanonizacja.

– Dla mnie beatyfikacja czy kanonizacja nie zmieniają niczego. Papież świętym był dla ludzi już za życia, więc myślę również, że nie jest ważne, jak my go będziemy teraz nazywać. Mnie osobiście bardziej pasuje „Magno”, bo był wielki we wszystkim. Pamiętam, jak kiedyś pewna hiszpańska artystka pragnęła spotkać się z Papieżem, ale chorowała na raka wątroby. Wybierałam się na pielgrzymkę z Papieżem do Lourdes i podczas odwiedzin w szpitalu obiecałam jej modlitwę w grocie, a ona nalegała, żebym poprosiła Papieża, by się modlił. Obiecałam, że Papież dowie się o jej chorobie, no i... oczywiście, napisałam mu liścik w samolocie. Kiedy byliśmy już w Lourdes, stałam po stronie basenów. Papież wracał z groty i zobaczył mnie w tłumie. Wtedy dał sygnał Cibinowi. Ten wziął z rąk Papieża różaniec, podszedł do mnie i wręczając mi go, powiedział: „To jest dla twojej przyjaciółki od Papieża”. Ten różaniec artystka trzymała w ręce w szpitalu przez następne trzy miesiące, po czym zażyczyła sobie, by włożono go jej także do trumny. To był Papież Magno!

– Wspomnienie, które szczególnie skrywa Pani w sercu...?

– Pamiętam moje imieniny, przypadły one podczas pielgrzymki do Kinszasy w Kongo, wtedy również korzystałam ze studia Radia Watykańkiego, które tym razem zorganizowano w nuncjaturze. Imieniny obchodzę 15 sierpnia – w święto Virgen de La Paloma – Madonna della Colomba. Papież jadł obiad z kardynałami, dla dziennikarzy był przygotowany bufet w holu. Ja ogłosiłam wszystkim, by mi składali życzenia. W połowie obiadu otworzyły się drzwi i wyszedł do nas Papież: „Paloma, dowiedziałem się, że dziś masz imieniny. Chciałbym Ci złożyć życzenia i udzielić błogosławieństwa”. Tego samego dnia po południu Papież miał wiele punktów swojej wizyty, spotkania i Msze św.
Kolację zjedliśmy w taki sam sposób jak obiad, ale ja prawie nie jadłam, musiałam wyjść do studia, by nadać korespondencję. Pracując ze słuchawkami na uszach, przez małe okienko w drzwiach widziałam Papieża jedzącego z kardynałami. Po skończonej kolacji Papież udał się już do pokoju, wszyscy goście opuścili nuncjaturę, ale ja musiałam jeszcze nadać ostatnie relacje. Wiedziałam, że nikogo już nie ma, w studiu czekał na mnie technik. Nareszcie mogłam coś przekąsić i schowałam się w kącie. Nagle słyszę, że ktoś schodzi ze schodów. Był to Papież wraz z kamerdynerem, szli prosto do kaplicy, do której wszedł tylko papież. Cibin zobaczył mnie. „Papież modli się w kaplicy”. „Ale przecież po całym dniu jest zmęczony”. „On musi się modlić”... Cibin czekał na Papieża, a ja skończyłam swój posiłek i wróciłam do studia. Kiedy skończyliśmy transmisję, praktycznie wychodząc na korytarz, spotkaliśmy się z Papieżem. Zatrzymaliśmy się w drzwiach, by nie przeciąć mu drogi. Jan Paweł II nawet nie myślał, że może tu jeszcze kogoś spotkać. Szedł powoli z opuszczoną głową, ale gdy przechodził obok nas, wyczuł czyjąś obecność, podniósł oczy – pamiętam to jak dziś – i wtedy mnie zobaczył, a przecież widział mnie tu już w południe.
Z przerażeniem zwrócił się do mnie: „Z mojego powodu jeszcze pracujesz? Wybacz mi! ”.

***

8 marca 2018 na Jasnej Górze Święto Kobiet u Najpiękniejszej z Niewiast

Celem spotkania jest ukazanie piękna kobiecego powołania oraz roli niewiast w życiu rodziny i narodu.

Tegoroczne święto będzie wyjątkowe ze względu na przeżywany jubileusz 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

Na program spotkania 8 marca składać się będą: Msza św. w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej o godz. 18.30 pod przewodnictwem bp. Łukasza Buzuna z Kalisza z zawierzeniem Maryi Królowej Polski niewiast różnych stanów i zawodów. Następnie w zabytkowej Sali Rycerskiej będzie mieć miejsce okolicznościowe spotkanie, w czasie którego odbędzie się rozmowa o miłości do Królowej Polski i Ojczyzny oraz o roli kobiet w kształtowaniu patriotyzmu. Wśród szczególnych gości przewidziany jest udział uczestniczki Powstania Warszawskiego – Bogumiły Kulik ps. Wiśka oraz śpiewaczki operowej – Katarzyny Suskiej-Zagórskiej.

Reklama

Wieczór zakończy się Apelem Jasnogórskim o godz. 21.00.

Organizatorzy: Klasztor Ojców Paulinów, Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” – Oddział w Częstochowie oraz Radio Jasna Góra serdecznie zapraszają na spotkanie nie tylko kobiety!

Tagi:
ludzie

Częstochowa żegna wybitnego muzykologa i pedagoga

2018-06-20 14:51

Margita Kotas

Ze smutkiem zawiadamiamy o śmierci Wandy Malko, wybitnej częstochowianki, dr nauk humanistycznych, muzykolog i działaczki muzycznej Częstochowy, wieloletniego i zasłużonego pedagoga Zespołu Szkół Muzycznych im. M. J. Żebrowskiego oraz Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie, który swą muzyczną wiedzą dzielił się również na łamach „Niedzieli”.


Ś. P. Wanda Malko

Uroczystości pogrzebowe odbędą się w piątek 22 czerwca o godz. 12.30 w parafii pw. Pięciu Pierwszych Męczenników Polski przy ul. Obrońców Westerplatte 37 w Częstochowie.

Istnieje możliwość zmiany daty lub godziny pogrzebu śp. Wandy Malko, o czym Państwa poinformujemy.

Wanda Malko pochodziła z rodziny o wielopokoleniowych tradycjach muzycznych, w której Ludwik Wawrzynowicz i Tadeusz Wawrzynowicz byli w latach 1902-85 najaktywniejszymi animatorami życia muzycznego w Częstochowie; przez 25 lat była kontynuatorką ich dzieła. Ukończyła w 1971 r. Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną w Katowicach i uzyskała dyplom na Wydziale Teorii, Kompozycji i Dyrygentury. W tym samym roku podjęła pracę jako pedagog w Zespole Szkół Muzycznych w Częstochowie. W latach 1978-89 była dyrektorem Częstochowskiego Towarzystwa Muzycznego, a w latach 1993-96 – zastępcą dyrektora Filharmonii Częstochowskiej. Melomani pamiętają jej prelekcje poprzedzające koncerty, których wygłosiła ponad 2 tys. Była niestrudzonym badaczem dziejów muzycznej Częstochowy i autorką książek. Współpracowała z „Życiem Częstochowy”, Tygodnikiem Katolickim „Niedziela”, „Życiem Muzycznym” i „Ruchem Muzycznym”. Była autorką ponad 200 artykułów publicystycznych a także komentarzy w programach koncertowych Filharmonii Częstochowskiej. Współzałożycielką Stowarzyszenia „Kapela Jasnogórska”, członkiem komitetu redakcyjnego Encyklopedii Częstochowy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Przesłanie widzących z Medjugorie

2018-06-23 09:05

Salve TV

Kim są "widzący" z Medjugorie? Jak zaczęły się objawienia? Co mówiła do nich Matka Boża? Jak wyglądała?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gniezno: wyruszyła ekumeniczna pielgrzymka Niemców i Polaków

2018-06-24 19:43

bgk / Gniezno (KAI)

Nabożeństwo w kaplicy bł. Radzyma Gaudentego w podziemiach katedry gnieźnieńskiej rozpoczęło szesnastą ekumeniczną pielgrzymkę Niemców i Polaków szlakiem Ottona III. Pątnikom towarzyszą słowa Izajasza „Pan mnie namaścił” oraz refleksja nt. wolności.

PL.WIKIPEDIA.ORG

Wspólnie z uczestnikami pielgrzymki w nabożeństwie uczestniczyli: abp senior Henryk Muszyński, który od początku wspierał i patronował ekumenicznej inicjatywie oraz Prymas Polski abp Wojciech Polak dla którego jest ona znakiem, iż dziedzictwo św. Wojciecha, patrona niepodzielonego Kościoła, jest wciąż żywe.

„To wspólne wędrowanie, wspólna modlitwa i świadectwo pokazują, że Niemcy i Polacy, katolicy i ewangelicy pragną razem głosić i nieść Chrystusa w świat jak czynił to św. Wojciech. Słowo «razem» jest tu kluczowe. Razem pielgrzymują i razem stają jako świadkowie Ewangelii” – przyznał abp Wojciech Polak.

Nabożeństwo poprowadzili dwaj kapelani zaangażowani w organizację pielgrzymki od samego początku. Po stronie polskiej jest to ks. Jan Kwiatkowski, obecnie proboszcz w Długiej Goślinie, po stronie niemieckiej ewangelicki pastor Justus Werdin, który pielgrzymkę nazywa „ekumeniczną akademią na pieszo”.

„Jest modlitwa i wspólnota, jest odkrywanie tego, co najważniejsze, jest rozmowa i milczenie, jest uczenie się, jak być dla siebie nawzajem miłosiernymi. Bo tego też trzeba się nauczyć” – podkreślił pastor Werdin dodając, że w tym roku jest to także refleksja i zaduma nad wolnością i naszą za nią odpowiedzialnością .

„Będziemy się dzielić także tym, jak wiele dobrej woli potrzeba, by dar wolności został dostrzeżony i właściwie wykorzystany” – dodał ewangelicki duchowny.

Na temat wolności i niepodległości wskazał także ks. Jan Kwiatkowski przypominając o obchodzonej w tym roku rocznicy i przyznając, że jest bardzo ciekawy tego polsko-niemieckiego dialogu na ten temat.

„Mamy na trasie Gniezno, mamy Poznań, mamy Zbąszynek, gdzie kiedyś była granica, mamy więc miejsca, które dyskusję mogą zainicjować. Ciekaw jestem pytań i refleksji, zwłaszcza ze strony niemieckich pielgrzymów, szczególnie, że to oni zasugerowali, byśmy nad tym tematem się pochylili” – przyznał ks. Kwiatkowski.

Na ekumeniczny pątniczy szlak wyruszyło ponad trzydzieści osób. Liczba nie jest ostateczna, bo w drodze niektórzy jeszcze dołączą. Trasa wiedzie tradycyjnie przez Ostrów Lednicki, gdzie pielgrzymi będą jutro, Zbąszynek, Słubice, do Poczdamu i dalej pod stronie niemieckiej do Magdeburga, gdzie pątnicy dotrą 30 czerwca i gdzie ich wędrówkę zakończy nabożeństwo w miejscowej katedrze.

Pielgrzymka Ekumeniczna jest oddolną inicjatywą zrodzoną z potrzeby wspólnej modlitwy i spotkania. Jej pomysłodawcą jest ewangelik Helmut Kruger, niegdyś niechętny i uprzedzony do Polaków. Pragnąc zrewidować swoją postawę zaczął szukać pozytywnych epizodów w historii relacjach polsko-niemieckich. Uznał, że wydarzeniem takim był Zjazd Gnieźnieński w roku 1000, kiedy to u grobu św. Wojciecha w Gnieźnie spotkali się cesarz niemiecki Otton III i przyszły król Bolesław Chrobry. Kruger wraz z grupą przyjaciół zaczął pielgrzymować do Gniezna. Dzięki kontaktom z pastorem Justusem Werdinem, wielkim przyjacielem Polski, poznał chrześcijan w Polsce. Tak narodziła się idea wspólnego pielgrzymowania.   Inicjatywę gorąco poparł ówczesny metropolita gnieźnieński abp Henryk Muszyński, który zaproponował zajęcie się stroną organizacyjną ks. Janowi Kwiatkowskiemu, wcześniej zaangażowanemu w organizację pielgrzymek z Gniezna na Jasną Górę. Duchowny zaangażował się we współpracę z ewangelikami i z czasem ukończył studia doktoranckie z ekumenizmu na UKSW.

Na przestrzeni lat utarła się formuła pielgrzymki. Wyrusza ona na przemian – raz z Gniezna, raz z Magdeburga. Symboliczna jest zarówno trasa jak i termin. W Magdeburgu nauki pobierał św. Wojciech. Tam również swój początek miała historyczna pielgrzymka cesarza Ottona III do Gniezna w roku tysięcznym.

Równie symboliczny jest czas trwania pielgrzymki – od uroczystości św. Jana Chrzciciela do uroczystości apostołów Piotra i Pawła. Ma on głęboki teologiczny sens zarówno dla katolików, jak i protestantów, zwraca bowiem uwagę na proroka, który zapowiadał Chrystusa oraz na apostołów, którzy dyskutowali i pracowali nad kształtem Kościoła.

W tym roku oprócz wspólnej modlitwy pielgrzymi przed wyruszeniem w drogę wysłuchali także koncertu w katedrze gnieźnieńskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem