Reklama

Tylko Jezus, zawsze Jezus

2018-02-28 10:37

Z kard. Ernestem Simonim rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 9/2018, str. 18-21

Krzysztof Tadej
Kard. Ernest Simoni przeszedł drogę męczeńską za czasów reżimu Envera Hodży w Albanii. Do godności kardynalskiej podniósł go papież Franciszek w 2016 r.

Gdy papież Franciszek usłyszał historię jego życia, powiedział tylko jedno zdanie: „Ty jesteś męczennikiem!”. A potem się rozpłakał. Po raz pierwszy w czasie pontyfikatu. Kard. Ernest Simoni w więzieniu spędził 28 lat. Tylko dlatego, że był księdzem. To jedna z najbardziej fascynujących współczesnych postaci Kościoła katolickiego. Ma 90 lat, jest Albańczykiem.

KRZYSZTOF TADEJ: – 24 grudnia 1963 r., w Wigilię, w życiu Księdza Kardynała wszystko się zmieniło...

KARD. ERNEST SIMONI: – Odprawiałem Mszę św. Kościół był wypełniony ludźmi. Przyszło czterech mężczyzn ze służby bezpieczeństwa. Zaczekali do zakończenia Mszy św. Potem podeszli do mnie i zakuli w kajdanki. Pokazali dekret, w którym zapisany był wyrok – śmierć przez powieszenie. Wszystko działo się przy ołtarzu, na oczach ludzi.

– Jak zareagowali wierni?

– W kościele byli moja mama i mój tata. Ojciec krzyczał: „Co zrobił mój syn, że go aresztujecie? Dlaczego zadajecie mu tortury?!”. Odpowiedzieli: „On jest wrogiem ludu”. Ludzie płakali.

– Jakie zarzuty postawiono Księdzu Kardynałowi?

– Usłyszałem trzy. Zarzucano mi, że w czasie kazań mówiłem, iż katolicy mają być wierni do końca i gdy trzeba, mają zginąć za Chrystusa. Drugi zarzut to odprawienie Mszy św. za zamordowanego prezydenta Stanów Zjednoczonych Johna F. Kennedy’ego.

– To było zakazane?

– Powiedzieli, że on jest wrogiem Związku Radzieckiego. Rzeczywiście, odprawiłem Mszę św. w jego intencji, bo usłyszałem w radiu apel Ojca Świętego, żeby na całym świecie modlić się za zabitego katolickiego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Z tym związane były inne zastrzeżenia. Prenumerowałem pismo w języku francuskim o tytule „Związek Radziecki”. Tam było zdjęcie Johna F. Kennedy’ego i jego żony Jacqueline. Powiedzieli, że w domu przechowuję zdjęcia wrogów.

– A trzeci zarzut?

– To, że jestem egzorcystą, a miało to źle wpływać na ludzi w Albanii. Wiedzieli, że udałem się na 10-dniowe spotkanie egzorcystów z całego świata w Rzymie i Watykanie, gdzie odbyło się także spotkanie z papieżem. Nie ukrywałem, że jestem egzorcystą i działam przeciwko Szatanowi. Na czym polegała ta działalność? Prowadziłem egzorcyzmy dla tych, którzy się zgłaszali i tego potrzebowali. Poza tym zalecałem modlitwy np. kobietom, które nie mogły mieć dzieci. Mówiłem, żeby odmawiały Różaniec trzy razy w ciągu dnia, zachowywały czystość i wierność w małżeństwie i odmawiały Koronkę do Miłosierdzia Bożego s. Faustyny Kowalskiej. W innych przypadkach prosiłem o odmawianie modlitwy „Ojcze nasz” i Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa. To były moje przewinienia.

– Spodziewał się Ksiądz Kardynał tego aresztowania i tego, że pobyt w więzieniu może trwać wiele lat?

– Wiedziałem, że coś może się wydarzyć. Kościół w Albanii dużo cierpiał po dojściu do władzy komunistów. Były aresztowania, mordowanie ludzi. Kapłanów chciano odłączyć od Watykanu. Widziałem, co się dzieje. Jeszcze przed wojną wstąpiłem do kolegium franciszkańskiego w Szkodrze. Potem studiowałem, a później powołano mnie do służby wojskowej. Te dwa lata w wojsku były bardzo ciężkie. Zdarzały się dni, gdy przez 17 godzin stałem z karabinem w śniegu, na mrozie. W 1956 r. potajemnie przyjąłem święcenia kapłańskie, a w 1963 r. przyszli po mnie. Tak naprawdę aresztowali mnie z powodu nienawiści, którą mieli w sercach do Kościoła katolickiego.

– W 1967 r. prezydent Albanii Enver Hodża ogłosił, że Albania będzie pierwszym całkowicie ateistycznym państwem świata.

– To było w czasie, gdy siedziałem w więzieniu. Już wcześniej księża stali się wrogami dla rządzących. Myślę, że Pan Bóg wszystko przewidział. Tortury, cierpienia, ale na końcu i tak On zwycięży.

– Co było najtrudniejsze w więzieniu?

– Początek był trudny. W Szkodrze, po aresztowaniu, wsadzili mnie do malutkiej celi – dwa na dwa metry. Bez okna. Wszędzie było brudno. Traktowali jak zwierzę. Do celi wsadzili też mojego przyjaciela. Tak o nim wówczas myślałem. Wiele razy bywał na plebanii, pomagał w kościele...

– Jak się zachowywał w celi?

– Mówił źle o komunistach – że są ateistami i kryminalistami. Ciągle coś złego dodawał. Reagowałem spokojnie. Mówiłem, że Pan Jezus uczył, iż należy kochać wrogów, modlić się za nich i błogosławić wszystkim. Kiedyś ten „przyjaciel” powiedział: „Zgubisz się przez Jezusa”, a potem zapytał: „I co? Czy w tej sytuacji chcesz umrzeć dla Chrystusa?”. Odpowiedziałem: „Umrę dla Chrystusa. Tak, gotowy jestem dla Niego oddać życie”.

– To on zdradził Księdza Kardynała?

– Po wielu latach okazało się, że tak właśnie się stało. Ale na początku tego nie wiedziałem. Nie domyślałem się, że specjalnie mnie prowokował, żebym coś złego powiedział o komunistach. Odpowiadałem grzecznie, z życzliwością i miłością Kościoła. „Pan Jezus polecił nam przebaczać” – mówiłem. I dodawałem: „Wszystkim, bez wyjątku. Również tym, przez których cierpimy”.

– Dzięki temu darowano Księdzu Kardynałowi życie?

– W celi były zainstalowane podsłuchy. Okazało się, że prezydent Albanii Hodża w swoim biurze lubił słuchać tego, co mówią w celach więźniowie. Nie wiedzieliśmy o tym. Kiedy usłyszał moje rozmowy o komunistach i przebaczeniu, po kilku dniach wysłał do więzienia oficera z informacją, że mi przebaczył i że nie zostanę powieszony. Oficer stwierdził, że prezydent przekonał się, iż nic złego nie mówiłem o komunistach i nie jestem zaciekłym wrogiem. Karę śmierci zamieniono mi na 25 lat więzienia.

– Gdy nie było jeszcze interwencji prezydenta, bał się Ksiądz Kardynał śmierci?

– Przeżywałem wszystko w sposób duchowy, blisko Pana Boga. Powtarzałem słowa Pana Jezusa: „Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15, 20 – przyp. red.). Myślę, że spokój, który miałem, pochodził od Ducha Świętego. Tak było, gdy czekałem na wykonanie wyroku i gdy dowiedziałem się, że zmuszali moich kolegów, by zeznawali przeciwko mnie.

– Ulegli? Złożyli fałszywe zeznania przeciwko Księdzu Kardynałowi?

– Tak, składali takie zeznania. Były też inne trudne momenty. W więzieniu zadawano mi różne cierpienia, stosowano tortury. Chcieli, żebym coś złego powiedział przeciwko Bogu, Kościołowi, Watykanowi, papieżowi. Nie zgadzałem się.
Kiedyś założyli mi kajdanki, bardzo mocno. Na przegubach zatrzymywało się krążenie krwi. Domagali się, żebym coś wreszcie powiedział przeciwko Bogu lub Watykanowi. Nic nie mówiłem. Poczułem, że jestem między życiem a śmiercią. Traciłem siły. Z upływem czasu było coraz gorzej. Umierałem. Wtedy zaakceptowałem śmierć. Mówiłem do siebie w myślach, że nigdy nie powiem nic złego przeciwko Panu Bogu i Kościołowi. Gdy byłem już prawie nieprzytomny, zdjęli mi kajdanki i zaczęli mnie polewać lodowatą wodą. Jakoś powróciłem do życia.

– Czy w takich chwilach nie pojawiała się pokusa, aby zeznawać to, co chcą usłyszeć? Zawsze Ksiądz Kardynał mówił: „Mogę umrzeć, ale nie wyrzeknę się Chrystusa”?

– Nigdy nie zaakceptowałem tego, co chcieli uzyskać.

– Głodował Ksiądz Kardynał w więzieniu?

– Tylko głód był przerażający. To było okropne. Kiedyś w więzieniu ważyłem zaledwie 43 kilogramy. Skóra i kości. Kiedy mnie skazali, na początku nie pracowałem, więc nie miałem prawa do jedzenia. Dawali tylko trochę chleba. Nic więcej. Z głodu jadłem trawę.

– Trawę?

– Tak, rzucali nam trochę trawy, jak zwierzętom. Zdarzało się, że w celi wymiotowaliśmy z głodu. I jedliśmy własne wymiociny.

– ...

– Tak było. Ale Pan Bóg mi pomógł. Przeżyłem.

– Dużo się Ksiądz Kardynał modlił w więzieniu?

– Każdego dnia się modliłem. Odmawiałem Różaniec i inne modlitwy. Byłem cierpliwy i pewny, że otrzymam nagrodę od Jezusa. Na początku wypowiadałem słowa bez dźwięków, tak żeby nikt nie słyszał i mnie w związku z tym nie torturował. Myśleli, że mówię sam do siebie. „To może dobry człowiek, ale pomylony, wariat” – słyszałem, jak to komentowali. Gdy przeniesiono mnie do większej celi, to po cichutku odmawiałem modlitwy po łacinie. Nikt ich nie rozumiał. Nawet więźniowie myśleli, że zwariowałem.

– Modlił się Ksiądz Kardynał za wstawiennictwem świętych? A czy są wśród nich ulubieni święci?

– Wszyscy święci są dobrzy, to przecież znajomi Pana Boga. Nieraz prosiłem o pomoc Ojca Pio. Tak było jeszcze wtedy, gdy odprawiałem egzorcyzmy. Najczęściej jednak prosiłem o wstawiennictwo Najświętszą Maryję Pannę. Nie ma jak Matka Boża. Ona jest najmocniejsza.

– Odprawiał Ksiądz Kardynał potajemnie Msze św.?

– To już było w innym miejscu. Z tej malutkiej celi, którą nazywaliśmy „dziurą”, przenieśli mnie do większej, przeznaczonej dla kilku osób. Pomieszczenie pięć na cztery metry. Kiedyś stłoczyli tam aż 54 więźniów! Wyliczyliśmy, że każdy miał 39 centymetrów kwadratowych. Jak ktoś spał, to inny musiał stać. Nie było łóżek, tylko siano na podłodze. Wszędzie brud i ogromny smród. Z trudem można było wytrzymać.
Potem przeniesiono mnie do baraków w obozach pracy. Gdy była możliwość, odprawiałem Mszę św. Malutkie hostie przygotowywałem z kawałeczków chleba. Wino mszalne stanowiło kilka kropel wyciśniętych z winogron. Mszę św. odprawiałem z pamięci, po łacinie. Inni więźniowie, muzułmanie, patrzyli na mnie i nie rozumieli słów. Ale myślę, że odczuwali moc Ducha Świętego, bo w tym czasie płakali.

– Czy w więzieniu mógł ktoś Księdza Kardynała odwiedzać, np. rodzice?

– W każdy możliwy sposób utrudniano mi spotkanie z rodziną, w końcu okazało się, że jest to w ogóle niemożliwe. Zmieniano miejsca pobytu, żeby utrudnić kontakt z otoczeniem. Byliśmy nie tylko torturowani i odizolowani, ale też wykonywaliśmy najcięższe prace. Był okres, gdy pracowałem w kopalni, 500 metrów pod ziemią. Wydobywaliśmy miedź. I wtedy otrzymałem telefon, że zmarł mój ojciec.

– To chyba było wyjątkowo trudne przeżycie, gdy nie mógł Ksiądz Kardynał uczestniczyć w pogrzebie ojca...

– W chwilach takiego ogromnego cierpienia zawsze dostawałem pomoc z nieba. Łaska Boża pozwalała przetrwać te chwile.

– A mama? Czy Ksiądz Kardynał się z nią spotkał?

– Tak, żyła jeszcze rok po moim uwolnieniu.

– Mówił Ksiądz Kardynał, że karę śmierci zamieniono na 25 lat więzienia. A wiemy, że w więzieniu spędził Ksiądz aż 28 lat...

– Te 25 lat zmniejszono do 18. Pod koniec tego okresu wybuchł bunt więźniów. Został szybko stłumiony i zaczęło się szukanie winnych. Niektórzy współwięźniowie wskazali mnie jako prowodyra. Wtedy po raz drugi skazano mnie na karę śmierci. Miałem być rozstrzelany. Ale i tym razem Bóg mnie ocalił. Znaleźli się policjanci, którzy widzieli, że nie miałem w tym żadnego udziału i byłem niewinny. Pamiętam, jak przyjechał minister spraw wewnętrznych Albanii. Ustawiono nas w szeregach i zaczął przemawiać. Mówił o mnie, że nie ma problemu, by mnie zabić, bo przecież jestem księdzem. Ale tego nie zrobią tylko z tego powodu, że kilku więźniów skłamało. Ci, którzy kłamali, zostali rozstrzelani. A mój wyrok śmierci zamieniono na 10 lat więzienia. W sumie byłem więźniem przez 28 lat.

– Czy był taki moment w więzieniu, że myślał Ksiądz Kardynał, iż już tego nie wytrzyma?

– Nie, nie miałem takiej chwili. Zawsze modliłem się z nadzieją, że Bóg mi pomoże.

– Czy wśród osób z władz lub strażników był ktoś, kto zachowywał się inaczej? Po ludzku?

– Kiedyś jeden ze strażników chciał mnie tak uderzyć, żeby zabić. Ale komendant mu tego zakazał. Ci ważni, na wyższych szczebach, ale i mniej ważni mówili, że jestem wrogiem ludu – wrogiem w sensie politycznym i dlatego zginę. Dodawali: „Ale jako człowieka cię popieramy, bo jesteś dobry”.

– Czy któryś z nich później się nawrócił?

– Kto wie? Było ich tak wielu... Po wyjściu na wolność jednego z nich zobaczyłem na ulicy. Gdy mnie spostrzegł, natychmiast się oddalił.
Wszystkim, którzy zadali mi cierpienie, przebaczyłem. Bez wyjątku – wszystkim. Od pierwszej chwili w więzieniu. Gdy dowiadywałem się, że któryś z nich zmarł, to odprawiałem za niego Mszę św.

– Więzienie opuścił Ksiądz Kardynał w 1981 r.

– Wyszedłem na wolność, ale nadal byłem traktowany jak „wróg ludu”. Zmuszono mnie do pracy w kanałach ściekowych. Mówiono, że muszę to robić do końca życia. W wolnych chwilach jechałem do wiosek i różnych miejscowości. W tajemnicy spowiadałem, chrzciłem dzieci, odprawiałem Msze św. Dopiero w 1991 r. nastąpiła zmiana i mogłem swobodnie się poruszać.

– To, że Ksiądz Kardynał przeżył, uważa za cud?

– To łaska Boża. Takie są fakty. Sam z siebie nic nie mogłem zrobić.

– Franciszek powiedział do Księdza Kardynała: „Ty jesteś męczennikiem!”, inni księża mówią: „On będzie kiedyś ogłoszony świętym”. Czuje się Ksiądz Kardynał świętym?

– (śmiech) Jak mówimy o świętości, to patrzmy na Jezusa. Jezus jest wzorem i odpowiedzią na wszystko.

– Jak teraz wygląda prywatne życie kard. Simoniego? Czyta Ksiądz Kardynał książki, ogląda mecze piłkarskie?

– Moje życie... teraz często jestem zapraszany do różnych sanktuariów, kościołów. Jadę tam, żeby dać świadectwo. W Europie, w Azji, często w różnych miejscowościach Włoch. Ale to coraz trudniejsze, bo mam 90 lat!
Poza tym mój dzień to modlitwa. Odprawiam Mszę św., a później się modlę. Raczej nie oglądam telewizji. Tylko transmisje, gdy przemawia papież Franciszek. Włączam radio, gdy odmawiany jest Różaniec. Chcę być blisko Boga. Moje życie to modlitwa. Nic więcej.

– Teraz, w tym wieku, Ksiądz Kardynał nie boi się śmierci?

– Jestem spokojny. Kto kocha Jezusa, ten nie umiera. Św. Paweł powiedział: „Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie, jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana” (Rz 14, 7-8 – przyp. red.). Pamiętajmy, że ze śmiercią życie się nie kończy, ale się zmienia. Jeśli wierzysz, to śmierć jest tylko przejściem do życia wiecznego.

– Jakie są marzenia Księdza Kardynała?

– Zbliżyć wszystkie dusze do Pana Boga i oświecić ateistów, żeby się nawrócili.

– Słyszałem, że ludzie z całego świata zgłaszają się do Księdza Kardynała i proszą o modlitwę, np. o uzdrowienie. I często następuje cud, czyli uzdrowienie nagłe, trwałe, niewytłumaczalne z naukowego punktu widzenia.

– Cudu dokonuje Pan Bóg. A ja się tylko o to modlę.

– Może Ksiądz Kardynał opowiedzieć o konkretnych zdarzeniach?

– Kiedy pojechałem do Nowego Jorku, spotkałem parę, która od 16 lat nie mogła mieć dzieci. Modliłem się w ich intencji. Minęło wiele miesięcy i kiedyś znowu się spotkaliśmy. Powiedzieli, że dzięki tej modlitwie mają dziecko.
Kilka miesięcy temu proboszcz jednej z parafii we Florencji poprosił mnie, żebym odwiedził 6-letnie dziecko w szpitalu. Było chore na raka mózgu. Pojechałem, modliłem się.
Po czterech dniach dzwoni ktoś z jego rodziny. I płacze. Myślałem, że dziecko zmarło. Ale po chwili mówi, że zostało uzdrowione! Lekarze powiedzieli, że nieznana ręka zatrzymała raka mózgu.
Takich zdarzeń jest wiele. Tak działa Jezus, który jest dla wszystkich. To nie ja – tylko Jezus, zawsze Jezus.

– Jakie przesłanie chciałby Ksiądz Kardynał przekazać Czytelnikom „Niedzieli” i wszystkim Polakom?

– Będę się modlił za Polskę i Polaków z całego serca. A jakie jest moje przesłanie? Dla kapłanów – trzeba być księdzem 24 godziny na dobę, nie tylko w określonym czasie. Księdzem jest się zawsze dla innych. Księża mają być światłem dla ludzi. Światłem Jezusa. Oni to wiedzą, że mają robić i mówić to, co Jezus. Kapłan swoje życie dedykuje Bogu. Ale żeby iść za Jezusem, trzeba nieść swój krzyż. I iść z nim do końca.
A do Czytelników „Niedzieli” i wszystkich Polaków – módlcie się. Codziennie. Módlcie się, odmawiając Różaniec i inne modlitwy. Czego od nas oczekuje Pan? Nie tylko tego, żebyśmy chcieli iść za Nim. Mamy się też uświęcać. Porzucić grzech, „obmyć się”, dążyć do świętości. Kochajcie Jezusa. Jezus robi wszystko dla tych, którzy go kochają. Jezus żyje. Jezus kocha. Jezus czeka. On zmartwychwstał. Prawdziwie zmartwychwstał!

Tłumaczenie: Agnieszka Gałązka

Tagi:
kardynał

Kard. Müller: nikt nie może postawić papieża w stan oskarżenia

2018-11-28 09:35

tłum. st (KAI) / Watykan

Nikt nie ma prawa, by postawić papieża w stan oskarżenia ani żądać jego rezygnacji – powiedział w wywiadzie udzielonym La Stampa były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, kard. Gerhard Ludwig Müller. Znany teolog udzielił odpowiedzi na pytania Andrei Torniellego.

Monika Książek/Niedziela
Kardynał Gerhard Ludwig Müller

La Stampa: Abp Carlo Maria Viganò opublikował pod koniec sierpnia dokumentację, stawiając w stan oskarżenia papieża z powodu rzekomego „osłaniania” kardynała Theodore’a McCarricka i posunął się do żądania, aby Franciszek podał się do dymisji: co Wasza Eminencja o tym sądzi?

- Nikt nie ma prawa oskarżać papieża ani żądać od niego rezygnacji! Oczywiście można mieć różne poglądy na temat istniejących problemów i sposobów ich rozwiązywania, ale musimy je przedyskutować zgodnie z rolami każdego, a ostatecznie to kardynałowie, jako przedstawiciele Kościoła Rzymskiego mogą pomóc papieżowi lub prosić papieża o pewne wyjaśnienia. Musi się to jednak odbywać w trybie poufnym, we właściwych miejscach, nigdy nie dopuszczając publicznej polemiki, w tym ataków, które doprowadzają do podważenia wiarygodności Kościoła i jego misji. Osobiście jestem przekonany, że papież Franciszek uczyni wszystko, co możliwe, aby zwalczyć zjawisko wyzyskiwania dzieci i aby krzewić nową duchowość kapłanów, którzy muszą postępować według serca Chrystusa i czynić dobro dla wszystkich ludzi, a zwłaszcza dzieci i ludzi młodych.

La Stampa: Również dzisiaj straszliwy skandal nadużycia jest wykorzystywany do wewnętrznych bitew w Kościele. Czy Wasza Eminencja zgadza się z tym spostrzeżeniem?

- Wszyscy musimy współpracować, aby przezwyciężyć ten kryzys, który szkodzi wiarygodności Kościoła. Niestety istnieją te grupy, te „partie” - tak zwanych „postępowców” i „konserwatystów”. Wszyscy jesteśmy zjednoczeni w wierze objawionej, a nie w przesądach ideologii politycznych. Nie jesteśmy instytucją polityczną. Kościół został ustanowiony przez Jezusa Chrystusa i jest kierowany przez biskupów, a zwłaszcza Następcę Piotra, który jest trwałą i widzialną zasadą oraz fundamentem jedności i wiary Kościoła w prawdzie objawionej i komunii sakramentalnej, w naszym byciu braćmi i zaufaniu sobie nawzajem, jak czytamy w soborowej konstytucji Lumen gentium (pod numerem 18). Mam nadzieję, że Papież może podjąć pewne inicjatywy na rzecz pojednania. Na przykład, w celu zarządzania kryzysem w następstwie skandalu nadużyć w Stanach Zjednoczonych, może mianować komisję kardynałów, których darzy zaufaniem, w celu zbadania sytuacji i na podstawie rzetelnych informacji poczynić następnie pewne propozycje, niezależnie od konfliktów, walk między frakcjami, wzajemnych podejrzeń, propagandowych kampanii medialnych. Potrzebujemy solidnej bazy informacji: tylko w ten sposób można podejmować decyzje na przyszłość. La Stampa: Nie ulega wątpliwości, że wykorzystywanie małoletnich jest przestępstwem i ohydnym grzechem. Czy Wasza Eminencja nie sądzi jednak, że w Kościele jest zbyt wiele zaufania do najlepszych praktyk i norm, jako sposobu rozwiązania problemu? Czy nie grozi to zapomnieniem, że Kościół nie jest jakąś firmą?

- Prawo kanoniczne jest dla nas instrumentem, konieczną pomocą dla Kościoła, który jak każda społeczność potrzebuje swoich reguł. W prawie kanonicznym mamy normy prawa Bożego, których nie możemy zmienić, ale także normy praw ludzkich, kościelne, które możemy zmieniać i aktualizować, aby coraz lepiej odpowiadać na wymagania i okoliczności, którym trzeba stawić czoła. Ale my, Kościół, jesteśmy rzeczywistością sakramentalną i duchową, a najważniejsze są wymiary moralności i wiary: nie wystarczają reguły, normy, dyscyplina zewnętrzna. Potrzebujemy duchowej odnowy, modlitwy i pokuty, czerpiąc z łaski sakramentów, z czytania i rozważania Biblii, potrzebujemy wejścia w ducha Jezusa Chrystusa. Musimy być kapłanami według serca Jezusa, serca Jezusa Chrystusa na krzyżu, który cierpiał i umarł ze względu na umiłowanie wszystkich grzeszników i każdego człowieka. Kapłan jest alter Christus, nie ze względu na swoje umiejętności i zdolności, ale dlatego, że oddaje swoje serce ludziom. Musimy świadczyć o tym i czyniąc to, przywracać wiarygodność Kościoła, aby ludzie mogli napotykać wiarę. La Stampa: Benedykt XVI i Franciszek, w obliczu skandali nadużyć nalegali na ścieżkę nawrócenia i modlitwy ...

- Jest to droga najbardziej autentyczna. Istnieją procedury, które zostały ustanowione w celu zwalczania tego zjawiska, ale najważniejsza jest odnowa duchowa, nawrócenie. Są kapłani, którzy nigdy nie udają się na ćwiczenia duchowe, nigdy nie przystępują do spowiedzi, nie modlą się brewiarzem. A kiedy życie duchowe jest puste, jak kapłan może działać według Chrystusa? Grozi mu, że stanie się „najemnikiem”, jak czytamy w Ewangelii św. Jana. La Stampa: Wiele zamieszania wzbudził fakt, że Stolica Apostolska zwróciła się do biskupów amerykańskich, aby odroczyli głosowanie w sprawie nowych norm walki z pedofilią, przewidujących ustanowienie komisji osób świeckich, które miałyby zbadać odpowiedzialność biskupów i kody odpowiedzialności. Jak Wasza Eminencja ocenia to, co się wydarzyło?

- Zgodnie z sakramentalną naturą Kościoła, biskupi mają swoją odpowiedzialność, a papież ma swoją własną, ale wszyscy muszą współpracować. Mamy wystarczające normy prawa kanonicznego, istnieje motu proprio Sacramentorum sanctitatis tutela z 2001 roku, istnieją normy Kongregacji Nauki Wiary, a nie zawsze wszyscy biskupi współpracowali z naszą dykasterią. Nie informowali, tak jak postanowiono, by czynić. Najpierw musimy robić to, co zostało już ustalone i wskazane jako konieczne i obowiązujące w istniejących normach. Ponadto można współpracować, w duchu braterskim i kolegialności, i można też dyskutować, czy ton proponowanego tekstu jest odpowiedni. Powiedziano mi, że tekst dotarł do Rzymu ze Stanów Zjednoczonych w ostatniej chwili: dlaczego nie został wysłany wcześniej? Trzeba unikać konfrontacji i publicznych polemik, i najpierw wspólnie omawiać problemy, aby dojść do decyzji. Musimy więcej rozmawiać wcześniej, przed podjęciem decyzji. Myślę, że kierownictwo Konferencji Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych powinno wcześniej skonsultować się z naszymi ekspertami w Kongregacji Nauki Wiary. Ojciec Święty jest jedną osobą, nie może zająć się wszystkim. Z tego powodu istnieją dykasterie Kurii Rzymskiej, aby współpracować i osiągnąć dobrze wypracowaną propozycję, którą można by przedstawić papieżowi. La Stampa: Są dziś osoby, które twierdzą, że problem nadużyć jest faktycznie związany z problemem homoseksualizmu duchowieństwa. Co Wasza Eminencja o tym myśli?

- Pedofilia i homoseksualizm są wyrażeniami zaczerpniętymi z psychologii, które pomagają Kościołowi w jego teologii moralnej. Ale dla nas wymiar ma charakter moralny: to znaczy, czy działamy zgodnie z przykazaniami, według świętej woli Boga, czy też nie. Musimy współpracować z psychologią i socjologią, ale w Kościele na poziomie nauczania nie możemy umieszczać tych dyscyplin na pierwszym planie. Musimy natomiast opierać się na teologii moralnej. Oczywiste jest, że zgodnie z wolą Boga, wierni świeccy nie mogą utrzymywać relacji seksualnych poza małżeństwem, a w przypadku księdza - który zobowiązał się żyć w celibacie - nie może on mieć żadnych relacji seksualnych. Tym bardziej nikt nie może również wykorzystywać seksualnie nastolatków i dzieci. Nadużycie wobec małoletnich to odrażający grzech, który jest kradzieżą duszy maluczkich powierzonych naszej trosce, jest czymś diabolicznym! Musimy podnieść poziom moralny kleru. Jeśli chodzi o pańskie pytanie: nie możemy mówić o „homoseksualistach”. Nie ma „homoseksualistów” jako kategorii. Są konkretne osoby, które mają pewne skłonności i istnieją pokusy. Nasze serce jest zranione przez grzech pierworodny i musimy pokonywać pokusy przy pomocy łaski, nowym życiem w Jezusie Chrystusie. Trzeba nazywać zawsze grzech grzechem i uznawać go za taki, aby nie popaść w zepsucie tych, którzy grzeszą i usprawiedliwiają sami siebie. La Stampa: Papież Franciszek mówi o nadużyciach władzy i klerykalizmie, by wskazać, że uprzednie względem wykorzystywania seksualnego, duchownych wobec małoletnich (i dorosłych niepełnosprawnych) jest nadużycie osób sprawujących władzę nad ofiarą. Możemy na przykład powiedzieć - że McCarrick nie tylko utrzymywał relacje homoseksualne ze swoimi seminarzystami, ale ich wykorzystywał.

- Sądzę, że papież chce podkreślić fakt, iż w nadużyciach seksualnych wobec małoletnich popełnionych przez kapłanów zawsze występuje nadużycie władzy naturalnej i duchowej kapłana. Jest on przedstawicielem Jezusa Dobrego Pasterza, dzieci i nastolatki ufają mu, a on sprawuje nad nimi ojcostwo. Wykorzystywanie seksualne zaczyna się od nadużycia władzy i sumienia. Sądzę, że to chciał powiedzieć Ojciec Święty. Jeśli ktoś jest zeświecczony w swoim sercu, to dla niego kategorie władzy, własnego interesu, luksusu, pieniędzy, przyjemności, stają się bożkami. Kapłan nie może być zeświecczony: nasz czas, nasze życie jest dla ludzi, dla ludu Bożego. La Stampa: Papież Franciszek nalega i przestrzega przed klerykalizmem...

- Nie podoba mi się to słowo, ponieważ jest ambiwalentne, ale jak już powiedziałem, oznacza to tutaj nadużycie władzy należącej do kapłana z urzędu. Człowieka, który przestaje być dobrym pasterzem według serca Jezusa i zamienia się w najemnika. Tak mówi Biblia. La Stampa: Eminencjo, jak ocenia Ksiądz Kardynał polaryzację i nacisk, z jakim pewne grupy i niektóre media wykorzystują pewne nietrafne nominacje, być może związane ze znacznymi zaniedbaniami i uzależnieniu od układów?

- Mamy bardzo jasne przykłady w Biblii: sam Jezus powołał dwunastu apostołów, a jeden z nich, Judasz, był zdrajcą. Również dzisiaj jest możliwe, by papież mianował osobę „fałszywą”, która nie nadaje się na urząd, do biskupstwa. Sam Jezus Chrystus, chociaż dzięki swemu boskiemu intelektowi wiedział wszystko, pozostawił wolność zdrajcy Judaszowi. Ponadto każdy jest odpowiedzialny za swój grzech: możemy, poprzez proces wyboru z udziałem kongregacji Kurii Rzymskiej, poprzez wszystkie ludzkie osądy, czynić wszystko, co możliwe, aby wybrać dobrego kandydata. Ale papież nie ponosi odpowiedzialności za to, co następnie czynią ci biskupi, podobnie jak biskupi nie są odpowiedzialni za wszystko, co robią ich kapłani. Każdy jest osobiście odpowiedzialny za zło, które popełnia. La Stampa: Jak zatem udoskonalić proces wyboru biskupów?

- My ludzie nie jesteśmy w stanie sformułować oceny absolutnej, doskonałej: czynimy to według naszych ograniczonych możliwości, zgodnie z tym, co jest nam dane poznać. Trzeba szukać odpowiednich kandydatów do posługi biskupiej, ale papież nie jest nieomylny, gdy kogoś mianuje. Także w przyszłości nie będziemy w stanie całkowicie uniknąć błędów. Musimy uczyć się z błędów, starać się czynić ich coraz mniej, starać się, aby coraz lepiej dokonywać wyboru. Ale jesteśmy ludźmi i jako tacy jesteśmy grzesznikami i omylnymi. Wszyscy potrzebujemy Bożego miłosierdzia i przebaczenia, wszyscy musimy uznać siebie za grzeszników. Nie potrzebujemy tych, którzy wynoszą się jako sędziowie lub mściciele krzywd, uważając siebie za sprawiedliwych. Jestem przekonany, że ważnym krokiem byłoby krzewienie większej współpracy między różnymi dykasteriami Kurii Rzymskiej dla dobra Kościoła. Poszczególne dykasterie już teraz odnoszą się do papieża, ale należy umacniać współpracę horyzontalną.

Rozmawiał Andrea Tornielli

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: rozbłysły światełka na choince pod Oknem Papieskim

2018-12-15 19:47

luk / Kraków (KAI)

Już po raz kolejny plac przed Pałacem Arcybiskupów Krakowskich rozświetliły choinkowe światełka. Uroczystemu zapaleniu lampek na blisko 20-metrowym drzewku z Nadleśnictwa Nawojowa przewodniczył abp Marek Jędraszewski.

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Zgromadzonych przed Pałacem Arcybiskupów Krakowskich cały czas rozgrzewał śpiewem zespół „Moja Rodzina”. Zarówno dzieci, jak i dorośli byli również poruszeni przedstawieniem „Panie Jezu przyjdź”, które pokazało czego współczesnym ludziom brakuje w okresie przygotowań i samych Świąt Bożego Narodzenia.

Po koncercie i przedstawieniu na scenie pojawił się metropolita krakowski, abp Marek Jędraszewski, któremu towarzyszyli nuncjusz apostolski w Polsce, abp Salvatore Pennacchio oraz wojewoda małopolski, Piotr Ćwik. Razem z nimi do dzieci przyszedł także św. Mikołaj, który rozdał prezenty.

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

W słowie pasterskim skierowanym do zebranych abp Jędraszewski zwrócił uwagę, że choinka wskazuje na życie. - W zbliżające się Boże Narodzenie to Chrystus przychodzi do nas, by obdarzyć nas życiem wiecznym. Cieszymy się, że ta choinka jest z nami, gdyż jest wyrazem radości z tego, że Syn Boży stał się człowiekiem i ciągle chce nam wszystkim błogosławić - powiedział, zachęcając jednocześnie, by wykorzystać jeszcze kilka najbliższych dni, by dobrze przygotować serca na świąteczny czas.

Spotkanie przy choince na placu przed Pałacem Arcybiskupów w Krakowie jest okazją do wspólnego oczekiwania na przyjście Chrystusa i nawiązaniem do tradycji świątecznego drzewka na Placu św. Piotra w Rzymie, które stawiano tam dla papieża Jana Pawła II od 1982 r. Na tegoroczną, najsłynniejszą w Krakowie choinkę, nawojowscy leśnicy wybrali jodłę o pięknej i rozbudowanej koronie z Nadleśnictwa Nawojowa.

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Epifaniusz nowym zwierzchnikiem Kościoła Prawosławnego Ukrainy

2018-12-15 20:04

kg (KAI/RISU) / Kijów

Dotychczasowy metroolita perejasławski i białocerkiewski z Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego (UKP PK) Epifaniusz (Dumenko) został zwierzchnikiem przyszłego Kościoła Prawosławnego Ukrainy i to on odbierze 6 stycznia 2019 z rąk patriarchy Konstantynopola Bartłomieja tomos (dekret) o autokefalii. Wyboru dokonało 192 delegatów na sobór zjednoczeniowy, który 15 grudnia obraduje w Kijowie. Nowy zwierzchnik będzie nosił tytuł metropolity kijowskiego i całej Ukrainy.

wikipedia.pl
Epifaniusz

Sobór zjednoczeniowy ukraińskiego prawosławia obraduje w historycznej Sofii Kijowskiej, czyli dawnej świątyni Mądrości Bożej w Kijowie, pod przewodnictwem osobistego przedstawiciela patriarchy Bartłomieja - metropolity Galii (Francji) Emanuela. Do udziału w nim patriarcha zaprosił wszystkich ukraińskich biskupów prawosławnych oraz przedstawicieli mnichów i mniszek i osób świeckich. Na zaproszenie to odpowiedzieli przede wszystkim hierarchowie dwóch dotychczas niekanonicznych Kościołów ukraińskich: Patriarchatu Kijowskiego i Autokefalicznego, podczas gdy kierownictwo Kościoła promoskiewskiego, zdecydowanego przeciwnika autokefalii ukraińskiej, zabroniło surowo swym biskupom udziału w soborze.

Abp Epifaniusz (Dumenko) urodził się 3 lutego 1979 w wiosce Wowkowie w rejonie iwanowskim w obwodzie odeskim, ale wyrósł we wsi Stara Żadowa w obwodzie czerniowieckim. Po ukończeniu w 1996 miejscowej szkoły średniej wstąpił do seminarium duchownego w Kijowie, które ukończył 3 lata później, po czym kształcił się do 2003 w Kijowskiej Akademii Duchownej. Jest kandydatem nauk teologicznych. W okresie od 1 lipca 2003 do 31 grudnia 2005 był sekretarzem-referentem prawosławnej kurii biskupiej w Równem. W latach 2006-07 uzupełniał studia w zakresie filozofii na Narodowym Uniwersytecie Ateńskim, a po powrocie do kraju kierował wydziałem filozofii na swej dawnej akademii duchownej.

21 grudnia 2007 przyjął postrzyżyny mnisze i imię zakonne Epifaniusz. W następnym roku rozpoczęła się jego błyskawiczna kariera kościelna. 6 stycznia otrzymał święcenia diakonatu (w zakonie: hierodiakona), a w 2 tуgodnie później - święcenia kapłańskie (hieromnicha). 25 tegoż miesiąca został sekretarzem głowy UKP PK, patriarchy Filareta. Od 16 marca był archimandrytą (najwyższa godność w życiu zakonnym), a w 4 dni później został przełożonym klasztoru męskiego św. Michała w Kijowie. 30 maja objął zarządzanie bieżącymi sprawami Patriarchatu Kijowskiego.

21 października 2009 Synod UKP PK mianował go biskupem wyszhorodzkim i pomocniczym eparchii (diecezji) kijowskiej a 27 lipca 2010 rektorem Kijowskiej Prawosławnej Akademii Teologicznej, a zarazem pełniącym obowiązki biskupa perejasławskochmielnickiego. 23 stycznia 2012 patriarcha Filaret wyniósł go do godności arcybiskupa. 28 czerwca 2013 otrzymał tytuł metropolity perejasławskochmielnickiego i białocerkiewskiego z prawami biskupa diecezjalnego. Obecny tytuł metropolity perejasławskiego i białocerkiewskiego nosi od 13 grudnia 2017 roku. Jest stałym członkiem Świętego Synodu UKP PK.

15 grudnia br. został wybrany na zwierzchnika nowego Kościoła Prawosławnego Ukrainy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem