Reklama

Gorący patrol każdego dnia

2018-03-07 11:21

Ks. Mieczysław Puzewicz
Edycja lubelska 10/2018, str. VIII

Ks. Mieczysław Puzewicz
Wolontariusze rozwożą materace i kołdry dla bezdomnych

Od 16 lat lubelscy wolontariusze pomagają bezdomnym. Rozdają codziennie gorące posiłki i ciepłe ubrania. Czasem ich ostatnią posługą jest udział w pogrzebach.

Jacek odchodzi w śmietniku

Pana Jacka znalazłem dwa lata temu zimą, na śmietniku przy dworcu PKP w Lublinie. Zasnął, na zawsze, z ręką pod głową, z pogodnym uśmiechem. Umarł, tak jak wielu naszych bezdomnych braci. W śmietniku, który był jego domem przez ostatnie tygodnie. Miał w swoim śmietniku kołdry i koce, dzięki którym przetrwał najzimniejsze noce. Wykończyło go „F-16”, techniczny spirytus ze Wschodu, który można kupić na każdej melinie. Jacek był bardzo zadbany, codziennie przychodził do ośrodka „Gorącego Patrolu”, brał świeże skarpetki, bieliznę, dostał dobre zimowe buty. Wieczorami zachodził na zupę, dbał o kalorie przed zimnymi nocami.

Przekonałem go dwa tygodnie wcześniej, żeby zrobił porządek z wszami. Zgodził się, że nie wypada dorosłemu facetowi chodzić ze zwierzyńcem na głowie. Dostał płyn, wziął kąpiel, zgolił bujną czuprynę. Wyprzystojniał, nie wyglądał na swoje prawie pięćdziesiąt lat. Po śmierci okazało się, że zostawił duże gospodarstwo rolne. Do rodziny nie chciał wracać; najbliżsi nie zrobili nic, by go odszukać. W ostatnich dniach życia był spokojny, pogodny, chyba z cichą radością godził się na swój los. Umarł w bardzo odświętnym, czystym stroju. Wierzę, że znalazł zrozumienie przed obliczem Boga Miłosiernego.

Reklama

Grzegorz na gałęziach przy „Ave” Z panem Grzegorzem rozmawiałem w środę wieczorem pod koniec października ubiegłego roku. Pamiętam, że to była środa; dalszy ciąg był dwa dni później. Mówiłem, że coraz gorzej wygląda, że szkoda życia, że „F-16” zeżre mu wątrobę i trzustkę. To inteligentny gość, ale od kilku lat wódka rządziła jego życiem, stracił pracę, potem przyszedł rozwód i eksmisja. Grzegorz chciał się wyrwać, miał dość nocy na melinach, bez prądu i wody, chciał zacząć na nowo. W tamtą środę był tylko na małym rauszu, zachęcałem, żeby poszedł na odwyk, że dostanie ubranie, kosmetyki, buty. W piątek, dwa dni potem, zadzwonił: – Tu Grzesiek, jestem na odwyku. Odwiedziłem go następnego dnia, przywiozłem to, co obiecałem. Pytam, co go wreszcie przekonało do decyzji. – No przecież ksiądz mówił, żebym zaczął od nowa. W nocy ze środy na czwartek Grzegorz stoczył szaloną walkę. Po kolei trzech bezdomnych kumpli ciągnęło go na meliny, obronił się. Wiedział, że w czwartek rano musi stawić się na odwyku z 0,00 promila na alkomacie, co jest warunkiem podjęcia leczenia. Pod kościołem „Ave” znalazł suche miejsce pod murem, nałamał kupkę gałęzi, żeby nie leżeć na betonie i nie przeziębić nerek. Rozdygotany przespał jakoś noc pod gołym niebem; przyjęto go na odwyk. To była najważniejsza noc w jego życiu, jak powiedział. Noc walki i zwycięstwa, tak myślę. Obecnie pan Grzegorz już pracuje jako elektryk.

Misja wolontariuszy

„Gorący Patrol” to program pomocy bezdomnym w Lublinie, realizowany przez Centrum Wolontariatu już od 16 lat. Na początku kilku wolontariuszy, inspirowanych wezwaniem św. Jana Pawła II do nowej wyobraźni miłosierdzia, rozwoziło w zimowe wieczory gorącą herbatę i kanapki bezdomnym w okolicach lubelskich dworców. Od ponad 7 lat pomoc koncentruje się w ośrodku poświęconym przez abp. Stanisława Budzika w pobliżu dworca kolejowego. Tam bezdomni otrzymują codziennie (od listopada do czerwca) gorące posiłki; mogą wymienić ubrania i przyjąć pomoc medyczną. Codzienny „Patrol” to kilkunastu wolontariuszy zajmujących się grupą od 50 do nawet 90 osób bezdomnych, rocznie ponad 400. W gronie wolontariuszy są lekarki, ludzie prowadzący własne firmy, pracownicy naukowi lubelskich uczelni, studenci, harcerze; jest dyrektor jednego z oddziałów dużego banku i emeryt, pojawiają się także siostry zakonne i dwóch księży. Jedni rozdają gorącą zupę i herbatę, inni kurtki, czapki i ciepłe swetry; jest ekipa opatrująca rany. Co jakiś czas kilkuosobowe patrole odwiedzają bezdomnych w altankach, pustostanach i ruderach, dowożą tam materace, kołdry, koce i ubrania.

Najważniejszą sprawą jest jednak spotkanie i rozmowa, poświęcenie czasu i uwagi, dostrzeżenie człowieka w osobie zaniedbanej, uzależnionej. Wiele osób udaje się przekonać do udziału w rekolekcjach dla bezdomnych. Niekiedy, niestety, ostatnią posługą wolontariuszy jest udział w pogrzebach. „Byłem głodny, a daliście Mi jeść, … wszystko, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25). Taka jest misja „Gorącego Patrolu”.

Tagi:
wolontariat bezdomni

W Oławie sieją nadzieję

2018-10-31 08:30

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 44/2018, str. IV

Paweł Trawka
Jubielusz „Pól Nadziei” w oławskim Centrum Kultury

Wolontariusze, lekarze, pielęgniarki, kapłani i uczniowie z ponad 20 szkół współpracujących z Hospicjum Domowym Caritas Archidiecezji Wrocławskiej spotkali się w Centrum Sztuki w Oławie, aby świętować 10. edycję Oławskich „Pól Nadziei”. Z okazji jubileuszu wręczono statuetki dla najbardziej zasłużonych wolontariuszy. W części artystycznej wystąpiły KrzyKaśki z Wrocławia.

Skąd się wzięły „Pola Nadziei”

w Oławie? Wszystko zaczęło się od organizacji charytatywnej Marie Curie Cancer Care w Wielkiej Brytanii w 1988 r., która podjęła się zbierania funduszy na utrzymanie hospicjów. W tym samym roku podjęła współpracę z Towarzystwem Przyjaciół Chorych „Hospicjum” w Krakowie prowadzącym Hospicjum św. Łazarza. To rzeczywisty początek akcji „Pola Nadziei” w Polsce. W Oławie impuls przyszedł od Adama Dziadury, lekarza, który zadzwonił na plebanię kościoła pw. św. Apostołów Piotra i Pawła w Oławie, a telefon odebrał ks. Tomasz Filinowicz. – W 2008 r. przyjąłem święcenia kapłańskie i pragnąłem pracować w hospicjum. Mówiłem biskupowi o swoim doświadczeniu z okresu studiów seminaryjnych, kiedy to byłem częstym gościem na oddziale hematologii dziecięcej. Miałem też kontakt z hospicjum dziecięcym. Chciałem to kontynuować. Tymczasem biskup posłał mnie do Oławy i powierzył zadanie pracy w środowisku osób niesłyszących – opowiada ks. Tomasz. – Myślałem: Szkoda, że biskup nie słucha i robi po swojemu. Szczęśliwie jednak i nade mną, i nad biskupem jest Ktoś, kto wie, co robi. Nim na dobre wprowadziłem się do parafii, zadzwonił jakiś człowiek. Przedstawił się jako lekarz z hospicjum sąsiadującego z plebanią i spytał o możliwość współpracy. „Od dawna modlimy się o księdza, który chciałby zaangażować się w pomoc naszym pacjentom” – mówił. No i tak się zaczęło...

Początki hospicjum w Oławie

to było kilka osób, które chciały czegoś więcej. Kilka nowych, myślących podobnie, pojawiło się w niedługim czasie. – Szczerze mówiąc nie pamiętam czyim pomysłem było zorganizowanie pierwszych „Pól Nadziei”. Pamiętam za to, że ci, którzy w to weszli, zaangażowali się całym sercem, choć nie było ich wielu. Basia, Beata, Teresa, Wacław oraz pracownicy hospicjum – doktor Adam i pielęgniarka Alicja. Pierwszy zespół był bardzo zgrany. Nie mieliśmy doświadczenia, nie mieliśmy kontaktów i sponsorów, ale mieliśmy głowy pełne pomysłów. Stukaliśmy do szkół, parafii, do urzędów, firm i lokalnych mediów. I udało się. Początek „Pól Nadziei” w Oławie wyrósł na potrzebie pomocy drugiemu, choremu człowiekowi. Pacjenci Hospicjum Domowego Caritas Archidiecezji Wrocławskiej zostali objęci opieką od 2005 r. W miarę wzrostu liczby chorych coraz częściej widoczna była potrzeba uzupełnienia opieki medycznej pomocą wolontaryjną. Samotne, starsze osoby, rodziny z ograniczonymi możliwościami opiekuńczymi oraz wiele innych sytuacji, gdzie trzeba było pójść do domu i opanować całą sytuację, przypilnować dzieci przy nauce, posprzątać, czy wreszcie podać leki albo zrobić herbatę. Ogromna potrzeba rozmów, wyżalenia się, albo po prostu zwykłej ludzkiej życzliwej obecności – opowiada doktor Dziadura.

Pojawił się ks. Tomasz Filinowicz

i rozpoczął pierwsze działania organizacyjne. Byliśmy wdzięczni jemu i ks. Januszowi Gorczycy za udostępnienie pomieszczeń parafialnych i życzliwe, bezinteresowne wsparcie, dobre podpowiedzi i cenne uwagi – wspomina doktor. Wolontariatem zgodziła się pokierować Alicja Drzewiecka, pielęgniarka. Za jej kadencji pojawił się pomysł wyjścia Hospicjum na zewnątrz, co rozpoczęło działalność akcyjną, a w ramach niej pierwszy festyn z udziałem dzieci i młodzieży oławskich szkół, pierwsze sadzenie żonkili na Rynku, pierwsze konkursy z nagrodami dla oławskich szkół i pierwsze zbiórki pieniężne na rzecz pacjentów hospicyjnych, a potem pierwsze zakupy sprzętu dla pacjentów. Podczas minionych akcji „Pola Nadziei” zebrano ok. 130 tys. zł. Za te pieniądze personel medyczny zakupił niezbędny sprzęt, m.in. ssaki do oczyszczania dróg oddechowych, inhalatory, koncentratory tlenu, a także bandaże do terapii kompresyjnej, opatrunki i materace antyodleżynowe.

Wolontariat trzeba dźwigać

a o jego sprawy dbać. Wie o tym Beata Kubowicz, która rozwinęła działalność akcyjną. Konkursy stały się wielotematyczne i udało się wzmocnić kontakt ze szkołami. „Pola Nadziei” trafiły najpierw gościnnie, a potem na stałe do Jelcza-Laskowic, gdzie z pomocą nauczycieli organizowano zbiórki pieniężne. Pani Beata przez wiele lat koordynowała przydzielanie wolontariuszy do potrzebujących pacjentów. Po odejściu ks. Tomasza do Wrocławia koordynowanie wolontariatem objęli Marta Możejko i Sławomir Graczyk. Pan doktor Dziadura podkreśla, że to mocarny tandem, który z niesamowitym zapałem i profesjonalizmem jest motorem i wykonawcą wszystkich działań i pomysłów. I zastanawia się, skąd oboje czerpią tyle energii do działania. To dzięki nim w wolontariat wpisują się dziś pogadanki i warsztaty szkolne dla dzieci i młodzieży, wiosenny Marsz Żonkili na oławskim Rynku i „Wieczory przy świecach” łączone z finałami konkursów szkolnych.

Co będzie dalej

w oławskim hospicjum? – Tego jeszcze nie wiemy, ale jesteśmy jako Hospicjum bardzo optymistycznie nastawieni i chcielibyśmy, by ta pomoc nie ustawała – mówi doktor Dziadura. Jesteśmy bardzo wdzięczni za wszelkie zaangażowanie i pomoc. Dziękujemy też w imieniu pacjentów i rodzin – tych, którzy są i tych, którzy już odeszli. Dziękujemy za tak wiele trudu oraz za otwartą współpracę z pracownikami zespołu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Z czego tu się cieszyć?!

2018-12-11 12:41

O. Dariusz Kowalczyk SJ
Niedziela Ogólnopolska 50/2018, str. 33

Ponoć Polacy mają skłonność do malkontenctwa. Amerykanin zapytany, jak leci, odpowie, że świetnie, a Polak, że tak sobie. Ktoś powie, że to kwestia różnic między językami, ale przecież mowa odzwierciedla duszę. Czytania trzeciej niedzieli Adwentu wzywają nas do radości. Dlatego mówimy o niedzieli „Gaudete”. „Radujcie się” – powtarza Paweł Apostoł w drugim czytaniu. Jasne! Każdy chciałby być radosny, ale nasuwa się pytanie, z czego mielibyśmy się tak cieszyć. W życiu mamy różne radości: pokój i miłość w rodzinie, miłe spotkania z przyjaciółmi, sukcesy w szkole lub w pracy, zwycięstwa polskich drużyn... Ale dzisiejsze czytania wskazują na inny motyw radowania się. Prorok Sofoniasz ogłasza: „Nie bój się (...)! Pan, twój Bóg, jest pośród ciebie”. Św. Paweł: „Pan jest blisko!”. Psalmista zaś wyśpiewuje: „Bóg jest między nami”. A zatem możemy się radować Bogiem, jego obecnością.

Przypominają się tutaj słowa z listu Jana Pawła II „Novo millennio ineunte”, który jest swoistym testamentem Papieża Polaka dla Kościoła na XXI wiek: „Nie, nie zbawi nas żadna formuła, ale konkretna Osoba oraz pewność, jaką Ona nas napełnia: Ja jestem z wami!”. Można by powiedzieć, że są radości przez małe „r” i jest Radość przez duże „R”, to znaczy pewność wiary, że w każdej sytuacji mogę powierzyć się Bogu. Owa Radość przez duże „R” może paradoksalnie współistnieć z trudnościami i cierpieniem. Nawet jeśli sprawy się nie układają, to w głębi serca mogę odczuwać pokój, że ostatecznie wszystko będzie, jak być powinno. Paweł Apostoł w Liście do Rzymian pyta retorycznie: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz?” (8, 35). O tym, że radość pośród cierpień jest możliwa, zaświadczyło wielu świętych, jak np. wspomniany już Jan Paweł II, którego w ostatnich latach życia tak bardzo nękały choroby i starość.

A jednak słowa z drugiego czytania: „Radujcie się (...). O nic się już nie martwcie”, mogą trochę irytować. No bo jak to nie martwić się o nic? Nie chodzi tu jednak o beztroskę, ale o to, by wiedzieć, że nasze życie jest czymś dużo więcej niż radzeniem sobie z kolejnymi problemami. Bądźmy odpowiedzialni, ale bez lęku i nerwowego zabiegania. Odpowiedzialność wyraża się także w konkretnym nawracaniu się, o którym mowa w ewangelii. Zapytajmy więc i my: „Nauczycielu, co mamy czynić?”. Co możemy zmienić na lepsze w naszym życiu? I prośmy Ducha Świętego, by nam pomógł odnaleźć adekwatną odpowiedź i dał siły do właściwego działania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Ambasador kultury polskiej

2018-12-16 15:05

Beata Pieczykura

Beata Pieczykura/Niedziela
Zespół Częstochowa

Jest ambasadorem kultury polskiej, promuje tradycję, twórczość ludową i narodową. Jest zjawiskiem wyjątkowym w życiu kulturalnym miasta. Prezentuje programy dojrzałe, mające nie tylko wysokie walory artystyczne, lecz także porywające barwnością, dynamiką i rozmachem, co przysparza mu sympatyków. W tym roku świętuje czterdzieste urodziny. Jubilat, czyli Zespół Pieśni i Tańca „Częstochowa”, zaprezentował się podczas jubileuszowego koncertu galowego pt. „Pory roku” 15 grudnia ub.r. w Filharmonii Częstochowskiej im. Bronisława Hubermana. Występ żywiołowy i nostalgiczny, barwny i jednokolorowy, piękny i wzruszający dostarczył dobrych przeżyć, u jego źródła bowiem leżą zaangażowanie, pasja i praca; w roku 100. rocznicy odzyskania niepodległości przed oczami publiczności zarysował piękno naszej Polski całej.

Zobacz zdjęcia: 40 lat Zespołu Pieśni i Tańca „Częstochowa”

Na rocznicowe obchody przybyli: władze Częstochowy wraz z prezydentem, radni miasta, dyrektorzy instytucji kultury i jednostek samorządowych, reprezentanci organizacji gospodarczych, stowarzyszeń kulturalnych, świata kultury, nauki i mediów, związków twórczych i zespołów folklorystycznych, m.in. Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny, byli tancerze z różnych stron Polski, którzy z dumą oglądali występ młodszych kolegów, osoby związane z zespołem, rodzice i rodzina tancerzy. Wśród zebranych była prof. Anna Brzozowska-Krajka, przewodnicząca Polskiej Sekcji Międzynarodowej Organizacji Sztuki Ludowej afiliowanej przy UNESCO, która przypomniała, że kierownik Danuta Morawska jest wiceprzewodniczącą Polskiej Sekcji Międzynarodowej Organizacji Sztuki Ludowej ds. Zespołów Folklorystycznych i Festiwali.

Z okazji jubileuszu kierownik Danuta Morawska otrzymała Nagrodę Miasta Częstochowy w dziedzinie kultury w 2018 r. oraz od prezydenta RP Andrzeja Dudy Medal Złoty za Długoletnią Służbę, kierownik artystyczny Jarosław Świątek odebrał Brązowy Medal Zasłużony dla Kultury Gloria Artis nadany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a zespół „Częstochowa” – odznakę honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej” od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem