Reklama

Corriere della Sera

Potrzebna większa rola kobiet w Kościele

2018-03-14 11:04

pr
Niedziela Ogólnopolska 11/2018, str. 39

Pixabay.com

Nie marzy o tym, by zostać papieżem, kardynałem czy nawet biskupem. Nie myśli również o tym, że powinna sprawować Mszę św. czy słuchać spowiedzi. Wystarczyłyby tylko prawo do głoszenia homilii i większe znaczenie w Kościele. Takie mniej więcej pragnienia i oczekiwania wyraziła w obszernym wywiadzie dla największego włoskiego dziennika „Corriere della Sera” przewodnicząca Międzynarodowej Unii Przełożonych Generalnych Zakonów Żeńskich, maltańska zakonnica s. Carmen Sammut.

„Szefowa” wszystkich zakonnic na świecie dostrzega potrzebę zwiększenia roli sióstr zakonnych, a generalnie kobiet w Kościele. Na prowokacyjne pytanie dziennikarza, czy widziałaby kobietę w roli sekretarza stanu i następcy kard. Pietro Parolina, stwierdziła, że fotel szefa dykasterii ds. świeckich, rodziny i życia byłby najlepszym miejscem dla kobiet czy w sensie ogólnym dla osoby świeckiej. Zakonnica pochwaliła papieża Franciszka, który jako pierwszy następca św. Piotra autentycznie wsłuchuje się w głos kobiet i narzeka, że wcześniej w Watykanie nie było takiego zwyczaju. S. Carmen zauważyła również, że liczba sióstr maleje. Dziś na całym świecie jest ich nieco ponad 670 tys. – dokładnie o 51615 mniej niż 5 lat wcześniej. W czym widzi przyczynę tego spadku? Maltańska zakonnica ma jasno sprecyzowaną opinię: Kościół nie potrafi mówić o Bogu, a przecież młodzież jest szlachetna tak samo jak wcześniej. Jako przykład podaje Holandię, gdzie młodzi ateiści pomagają wiekowym już zakonnicom w ich dziełach miłosierdzia. Z wywiadu wynika również przekonanie s. Carmen, że kobiety lepiej trafiłyby do słuchaczy Ewangelii, gdyby tylko pozwolono im na przepowiadanie, np. na głoszenie homilii.

Przeczytaj także: Większa rola kobiet w Kościele - WYWIAD Z S. CARMEN
Tagi:
rozmowa

Dziecko trzeba przygotować na śmierć

2018-10-24 10:41

Ze Sławomirem Świerzyńskim, liderem zespołu Bayer Full, rozmawia Rafał Węglewski
Niedziela Ogólnopolska 43/2018, str. 46-47

Archiwum zespołu Bayer Full
Sławomir Świerzyński podczas nagrania w studiu w Harbinie, Chiny

Rafał Węglewski: – Czym dla Pana jest wiara, jaką rolę odgrywa Bóg?

Sławomir Świerzyński: – Najpierw wyjaśnijmy – który Bóg? To jest bardzo ważne. Zawsze, gdy się modlę, wymawiam słowa: w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego Boże w Trójcy Przenajświętszej, aby była jasna sytuacja, że chodzi o tego jednego, jedynego prawdziwego Boga. Wierzeń w świecie jest obecnie wiele, tak samo bóstw. Jak jeżdżę po świecie, widzę, że każdy ma swojego boga, mnie też niektórzy starają się wciągnąć w te wierzenia – np. konfucjańskie obrzędy i oddawanie hołdu. Zawsze wtedy chronię się modlitwą, np. „Pod Twoją obronę”. Tak, jestem osobą wierzącą, wierzę w Jezusa Chrystusa, Boga w Trójcy Przenajświętszej.

– Muzycznie również odniósł się Pan do wartości chrześcijańskich.

– Tak, to prawda, ukazała się płyta pod tytułem „Któż jak Bóg”. Zamieściłem tam wiele tekstów religijnych. To mój manifest i przekaz. Płyta doczekała się bardzo mocnej krytyki z ust dziennikarzy, Piotra Najsztuba i Jacka Żakowskiego. Były to prześmiewcze głosy, że jest to „katopolo”. Jak to możliwe, że to ma rację bytu?

– Ale chyba przyzwyczaił się Pan do krytyki tzw. salonu.

– Im chodziło przede wszystkim o moje poglądy nt. aborcji. Odpowiedziałem, że jeśli dziecko nie może być bezpieczne pod sercem matki, to gdzie może być bezpieczne? Od 22 lat na każdym koncercie śpiewamy przynajmniej jedną piosenkę religijną. Ostatnio zaśpiewaliśmy „Wspaniała Matko” w intencji pielgrzymów, którzy szli na Jasną Górę.

– Rodzina jest dla Pana...

– Na pierwszym miejscu jest, oczywiście, Pan Bóg, a zaraz za Nim rodzina. Tu, na ziemi, rodzina jest najważniejsza.

– W Pańskim życiu były również bardzo trudne chwile. Czy były chwile zwątpienia?

– Nie było miejsca na zwątpienie, absolutnie. Był to czas zawierzenia i całkowitego oddania się Panu Bogu. Miałem trudny czas w życiu, byłem osobą grzeszącą i zbuntowaną, nałożyło się na to także porwanie mojego syna. Dało mi to bardzo dużo do myślenia.

– Jak, z perspektywy czasu, porwanie syna wpłynęło na Pańskie życie?

– Nie ma perspektywy czasu, jeśli chodzi o porwanie dziecka – ono jest zawsze, zawsze jest teraz. Ilekroć oglądam wydarzenia związane ze śmiercią obcego dziecka czy porwaniem, zawsze się zastanawiam, czy rodzice zdążyli przygotować to dziecko na śmierć. Każdy mówi: będzie dobrze. Mamo, idę na dyskotekę, będzie fajnie, będzie dobrze. Zawsze zadaję pytanie, czy przygotowałaś to dziecko na śmierć. Ono wychodzi z domu i nie wiadomo, czy wróci! Rodzice nie zdają sobie z tego sprawy, życie dzisiaj jest kruche i niebezpieczne. Mówi się: przygotowałem dziecko do życia – a na śmierć? Dziennikarze mówią: jak Pan tak może? Ja mogę, mogę zadawać takie pytania, ja przez to przeszedłem. Wiem, co myślą rodzice w momencie, kiedy ktoś porywa im dziecko, tego się nie da opisać w żaden sposób.

– Łączy Pan pasję z pracą. Czy nadal muzyka – nagrywanie płyt, koncertowanie przynoszą taką radość jak te dwadzieścia czy trzydzieści lat temu?

– Nawet większą niż kiedyś! W tym momencie, kiedy się spotkaliśmy, pisałem piosenkę. Nie znam jeszcze tytułu. Najwdzięczniejszy temat to relacja między kobietą a mężczyzną. Trzeba w formie, załóżmy, ośmiu wersów zawrzeć takie emocje i puentę w refrenie, by składało się to na całość, i trzeba to zaśpiewać. Pisanie piosenek przynosi mi cały czas wiele radości. Piszę ich bardzo dużo, dla siebie i dla innych. Jeśli to siedzi w człowieku i jest niewymuszone, to piosenki się sypią jak z rękawa.

– W jakich okolicznościach najlepiej się Panu tworzy muzykę?

– Z reguły odbywa się to tak po prostu... jak pstryknięcie palcami. Gdy piszę muzykę, potrzebuję tylko miejsca skupienia, takiego, gdzie nikt mi nie przeszkadza. Jestem w otoczeniu pianina i komputera i wtedy tworzę.

– Wiele eksperymentuje Pan z muzyką...

– Wygląda to tak, że niektóre piosenki muszą się mieścić w kanonach disco polo, czyli muszą być odpowiedni rytm i zagrywka. Okazuje się jednak, że czasami trzeba coś zmienić, dokonać frazowania całej piosenki, choćby była oparta na czterech czy sześciu akordach, by była zupełnie inna, ale nadal ciekawa. Eksperymentowanie z nurtami i stylami muzycznymi daje bardzo ładny efekt. Rozszerzają się horyzonty, wprowadzamy elementy innej muzyki, zmieniamy tempo, stosujemy inne riffy gitarowe, inne zagrywki na pianinie. Słucham bardzo dużo muzyki, przeróżnej. Zawsze jednak staram się wybrać kilka akordów i zagrywek dla siebie. Wystarcza mi to w sensie inspiracji, aby stworzyć coś nowego.

– Czy Sławomir Świerzyński jest ojcem disco polo i biesiady?

– Jeżeli chodzi o biesiadę, zgadzam się w pełni, w stu procentach. Prawda jest taka, że biesiadę wymyśliłem jako słowo, brzmienia, jako formułę i prowadzenie imprez. Pierwszy zrobiłem biesiadę. Jeśli chodzi o biesiadę weselną, to już w ogóle można powiedzieć, że temat mam w małym placu. Natomiast co do disco polo, już nie do końca. Samo słowo wymyślił Witek Waliński. Byłem przy tym, jak to powstawało w małym pokoju w Regułach.

– W początkowej fazie muzyki disco polo nie określano jej tą nazwą...

– Tak, to była piosenka chodnikowa, po prostu. Uważam, że to jest najładniejsza nazwa. Naturalna polska nazwa „chodnikowa” – od tego, że kasety sprzedawano na chodnikach z łóżek polowych. To było wychodzone, te piosenki, przeboje były wychodzone przez publiczność. Nie było Internetu, żadne radio tego nie grało, żadna telewizja tego nie emitowała, a nam, zespołowi Bayer Full, udało się sprzedać 17,6 mln kaset i płyt CD w Polsce.

– Mało który artysta dzisiaj może się pochwalić takim sukcesem tylu sprzedanych albumów.

– Postawmy sprawę jasno. Teraz jest tak, że Internet to zabił. Ktoś ma jedną piosenkę, umówmy się, że artyści wydają jedną piosenkę na rok. Wrzucają ją na YouTube. Każdy może to pobrać, więc po co ma kupować. Kiedyś dziennikarz zadał mi takie pytanie: Po co Pan to robi? Mówię – z przyjemnością to robię, ale tak dokładnie – dla przyjemności. Ale też chcę z tego coś mieć.

– A jak jest z frekwencją na koncertach?

– Ostatnio, gdy graliśmy w Janowie Lubelskim, było około dwudziestu tysięcy ludzi. Piszę piosenki i tworzę, a publiczność wali na nasze koncerty drzwiami i oknami. Prowadzę koncerty w swój wyjątkowy sposób, w zupełnie inny niż inni. Zapowiadam każdą piosenkę jakimś dowcipem. Do każdej mam ułożony tekst, który trzeba powiedzieć.

– Jak rozpoczęła się przygoda z Chinami?

– Napisano do mnie w sprawie spotkania odnośnie do zespołu polsko-chińskiego, śpiewania po chińsku. Nie odpowiedziałem, uznałem to za żart. Po dwóch tygodniach ponownie dostałem maila w tej sprawie. Uznałem, że coś jest na rzeczy. Spotkałem się z przedstawicielami Chińskiego Radia w Polsce. Mieli pomysł, aby przed Expo pojawił się temat polsko-chińskiego zespołu śpiewającego polsko-chińskie piosenki. Nikt tego nie chciał zrobić mimo ogłoszonych konkursów.

– Pan się odważył.

– Stwierdziłem, że pojedziemy po bandzie... (śmiech). Jesteśmy w Chinach od dziesięciu lat, poznaliśmy wszystkich pierwszych sekretarzy, którzy tam urzędują, i wszystkich ambasadorów w Polsce. Przyjaźnimy się z niektórymi Chińczykami. Jesteśmy dla nich bardzo bezpiecznym zespołem, bo nie wchodzimy w politykę.

– A jak się nazywacie po chińsku?

– Nasza nazwa po chińsku – „Baj fu” znaczy: dający sto szczęść. Ludzie w Polsce chcą, żebyśmy śpiewali piosenki w języku chińskim, robimy to jednak jako egzotyczną ciekawostkę. Trzeba było, oczywiście, nauczyć się języka chińskiego, na początku podstaw, należy jednak pamiętać, że śpiewany znacznie się różni od mówionego. Dla nas to niesamowita przygoda.

– W jaką stronę zmierza muzyka disco polo?

– Zmierza najzwyczajniej do kąta! Jeżeli nowi artyści się nie otrząsną i nie zaczną robić czegoś fajnego, w sensie właśnie eksperymentowania z muzyką, i nie zaczną być młodzi i świeży, w sensie muzycznym, to nie przewiduję niczego dobrego. Obecna telewizja zabija całe disco polo. Zespoły nie mają możliwości zaprezentowania się. Jest tak dużo wykonawców, że osoby, które decydują, co ma iść na antenę, robią to według swojego uznania. Im się podoba np. zespół Piękni i Młodzi, który jest grany do bólu, ewentualnie Zenek (Zenon Martyniuk, zespół Akcent – przyp. red.), któremu robią krzywdę, bo go grają non stop. W czasie programu „Disco Relax”, który trwał godzinę, poświęcono po półtorej minuty na artystę. Wtedy wylansowano piosenkę „Jesteś szalona”. Przygotowujemy teraz międzynarodowy Festiwal Piosenki Tanecznej w Kielcach z telewizją publiczną. Robię wszystko, żeby to nie był kolejny festiwal jakichś tam kolejnych przebojów, które zostały wylansowane dwadzieścia lat temu. Artysta zaśpiewa swój przebój, aby widz mógł go utożsamić z utworem, ale ma też zaśpiewać swoją nową piosenkę, do tej pory nielansowaną.

– Czy będzie to discopolowe Opole?

– Myślę, że lepiej jak Opole. Dlatego że w Opolu zabrakło już melodii, zabrakło refrenów. W Opolu jest totalna polityka. Tam się gender spiera z rockiem, rock z hip-hopem. Wszyscy tam myślą, jak daleko jesteśmy od zachodniej Europy, czy my już dotarliśmy z wielkimi opolskimi przebojami do tej Europy, czy jeszcze nie. A my mamy swoje piosenki, śliczne piosenki, śpiewane w języku polskim, które kiedyś były wykonywane również w Opolu.

– Pasjami Sławomira Świerzyńskiego są?

– Moją pasją są konie. Posiadam stadninę. Specjalizuję się w skupowaniu, renowacji, tworzeniu nowych powozów konnych. Dobrze się na tym znam, bo już przez wiele lat się tym zajmuję. Uwielbiam sporty wodne – od kajaków po żagle i jachty motorowe. Jednak moją największą pasją są książki i czytanie.Uwielbiam czytać!

– A ulubiona pozycja?

– Od dwudziestu lat nie rozstaję się z „Poematem Boga-Człowieka” Marii Valtorty. Książka o życiu Pana Jezusa. Czytam ją non stop, codziennie. Choćby mały fragment, nie trzeba nic więcej. Jak to Papież powiedział, kto przeczyta, ten zrozumie.

– A z modlitwą jest Pan za pan brat?

– Przed koncertem zawsze się modlę słowami: „Panie Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Ciebie, kocham Ciebie i ufam Tobie. Wybacz wszystkim tym, którzy w Ciebie nie wierzą, Ciebie nie wielbią i Tobie nie ufają. Amen”. Wychodzę na scenę. Koncert jest zawsze ofiarowany Panu Bogu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Co zrobić z nieużywanym kościołem?

2018-12-17 21:03

vaticannews.va / Watykan

W przypadku kościołów, które zostały porzucone lub straciły swoje symboliczne znaczenie, ich desakralizacja jest jak najbardziej możliwa, ale nigdy nie jest dopuszczalna ich profanacja – stwierdził kard. Gianfranco Ravasi, prezentując opublikowany dziś dokument Papieskiej Rady ds. Kultury na temat zbywania i nowego przeznaczenia kościołów.

rafaelguitarforever/pixabay.com

Przewodniczący Rady przyznał, że w dawniejszych czasach duża liczba kościołów była wynikiem pewnego kontekstu społeczno-kulturowego. Dziś natomiast np. centra miast są prawie niezamieszkałe i pełnią funkcje administracyjne czy urzędnicze. Jako przykład podał Rzym, gdzie ponad połowa kościołów w centrum miasta jest nieużywana. Ale ze względu na to, że dla wielu osób, które przyjeżdżają je zobaczyć, pełnią funkcję symboliczną, nie można zmienić ich przeznaczenia. Jeżeli nawet straciły one swą funkcję sakralną, to nadal pozostają ważnymi miejscami z punktu widzenia duchowego i artystycznego.

Kard. Ravasi podkreślił, że dokument wskazuje także na wagę formacji przyszłych kapłanów czy nowych biskupów, aby byli dobrze przygotowani do zarządzania dobrami kulturalnymi oraz znali wagę i znaczenie historyczne i artystyczne dziedzictwa Kościoła. Błędy popełniane w tym zakresie biorą się bowiem często z braku kompetencji i świadomości.

Mówiąc o desakralizacji świątyni nowy dokument zwraca także uwagę na meble i inne wyposażenia. Stwierdza, że powinny być przeniesione do innego kościoła albo przechowywane w muzeum. Nie dotyczy to ołtarzy, które nigdy nie tracą swojego przeznaczenia i konsekracji. Jeżeli nie mogą być przeniesione do innego kościoła, winny być zniszczone.

Omawiając dla włoskiej agencji katolickiej SIR nowy dokument o zbywaniu i nowym przeznaczeniu kościołów, watykański hierarcha zaznaczył ważną rolę wspólnoty związanej z daną świątynią, która powinna mieć wpływ na decyzję dotyczącą jej przyszłości, tak, aby nie pozostawała ona tylko w gestii proboszcza czy biskupa. Rola wspólnoty parafialnej jest także ważna w podejmowaniu decyzji dotyczącej przeszłego przeznaczenia świątyni. W tej sprawie – zaleca dokument – należy współpracować z władzami cywilnymi oraz zasięgnąć rady osób kompetentnych w tej materii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Najnowsze badania PEW: Polska nadal najbardziej katolickim krajem Europy

2018-12-19 16:02

kg (KAI/www.pewresearch.org) / Waszyngton

Polska, której 87 proc. mieszkańców przyznaje się do katolicyzmu, pozostaje nadal najbardziej katolickim państwem Europy. Te i wiele danych przynosi najnowsze opracowanie amerykańskiego instytutu Pew Research Center nt. Kościoła katolickiego na naszym kontynencie, przeprowadzone w 34 krajach.

Ruggiero Scardigno / Fotolia.com

Opracowanie przypomina na wstępie, że jeszcze na początku XX wieku większość katolików mieszkała właśnie w Europie – w 1910 wskaźnik ten wynosił 65 proc. ogółu wiernych, ale już w sto lat później spadł on do 24 proc., za to prawie 40 proc. zamieszkuje obecnie Amerykę Łacińską, w Afryce Subsaharyjskiej żyje 16 proc. wszystkich katolików a w regionie Azji i Pacyfiku - 12. Nadal natomiast na naszym kontynencie istnieje najwięcej różnych instytucji katolickich i żyje tu aż 42 proc. ogółu kardynałów.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że katolicy przeważają w Europie Południowej i Środkowej, przy czym w większości są to najludniejsze kraje tej części świata: Francja, Włochy, Hiszpania, Niemcy i Polska, która ma najwyższy odsetek wiernych w stosunku do ogółu mieszkańców: 87 proc. Dalsze miejsca zajmują: Włochy – 78 proc. i Portugalia – 77, następnie Hiszpania – 60 proc. i Węgry – 56 proc. ludności. Ale wysokie wskaźniki mają też kraje spoza tego regionu: Litwa – 75 proc. i Irlandia – 72. Znacznie niższe, choć też liczące się, są odsetki katolików w Wielkiej Brytanii i Holandii – po 19 proc. i na Ukrainie – 10, przy czym w tej drugiej większość miejscowych katolików to grekokatolicy.

Wierni w Europie Środkowej i Wschodniej są bardziej religijni niż ich współwyznawcy na Zachodzie. Na przykład do kościoła chodzi tam przynajmniej raz na miesiąc średnio 44 proc. wiernych, podczas gdy w Europie Zachodniej wskaźnik ten jest o 11 proc. niższy. I odpowiednio wyższe są procenty tych, którzy modlą się codziennie: 36 i 13 proc., uważających religię za bardzo ważną w ich życiu: 31 i 13 proc. oraz wierzących w Boga – 91 wobec 80 proc. 56 proc. Ukraińców stwierdziło, że modlą się przynajmniej raz dziennie, podczas gdy we Francji odsetek ten wynosi 9.

Katolicy środkowo- i wschodnioeuropejscy są też bardziej konserwatywni w sprawach społecznych, np. o ile we wszystkich krajach zachodnich większość wiernych popiera legalizację związków osób tej samej płci (Holandia – 92 proc., Belgia – 83 proc.), to we wschodniej części kontynentu większość jest temu przeciwna. Najniższy odsetek zgody na takie rozwiązania występuje na Ukrainie oraz w Bośni i Hercegowinie – poniżej 10 proc. w każdym z tych państw. Również stopień poparcia dla legalnej aborcji jest w Europie Środkowo-Wschodniej znacznie niższy niż na Zachodzie, choć też jest stosunkowo wysoki: 47 wobec 71 proc.

I wreszcie katolicy zachodni są bardziej skłonni od swych współwyznawców na Wschodzie do akceptacji muzułmanów w swym otoczeniu. W większości krajów zachodnich co najmniej połowa miejscowych wiernych zgodziłaby się mieć w rodzinie wyznawcę islamu, przy czym najwyższe wskaźniki występują w Hiszpanii – 69 proc. i w Szwajcarii – 57. Tymczasem w naszej części kontynentu aprobatę dla takiej postawy wyraziło najwyżej 21 proc. wiernych na Węgrzech i 15 proc. na Łotwie. W pozostałych krajach tego regionu odsetki te są znacznie niższe.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem