Reklama

Tu widać wrażliwość

2018-03-14 11:06

Z abp. Grzegorzem Rysiem, metropolitą łódzkim, rozmawia Anna Skopińska
Edycja łódzka 11/2018, str. III

Piotr Drzewiecki
Abp Grzegorz Ryś

Anna Skopińska: – Przed nami duże wydarzenie – „Arena Młodych” – 20 i 21 marca, rekolekcje dla gimnazjalistów i licealistów w łódzkiej Atlas Arenie. Pierwsze takie wielkopostne skupienie dla młodych w historii archidiecezji. Jako rodzice dzieci w tym wieku czekamy z nadzieją, zapewne także Ksiądz Arcybiskup ma nadzieje z tym związane. Jakie?

Abp Grzegorz Ryś: – Po pierwsze mam nadzieję na spotkanie z młodymi. A po drugie – z tymi młodymi, którym trudniej dojść do kościoła niż na halę sportową.

– Ta hala to taki magnes?

– Nie chodzi o to, by młodzież wyprowadzać na halę, tylko o to, by znaleźć miejsce spotkania. Nie bez znaczenia chyba jest też to, że oni będą mogli zobaczyć się w pewnej liczbie. Dzisiaj młodemu człowiekowi wydaje się, że wiara jest jakimś przeżytkiem. I dobrze, gdy zobaczą, że nie są z tymi swoimi średniowiecznymi – w cudzysłowie – poglądami sami. I że to nie jest prawdą, że młodych wierzących jest mało. Poza tym rzeczywiście hala daje możliwości zastosowania rozmaitych środków przekazu, które zwykle w parafii są po prostu niedostępne. A to ważne, by nauczyć się mówić do młodych ich językiem, z zastosowaniem ich wrażliwości i ich poetyki.

– A dużo jest ludzi młodych szukających?

– Z tego, co widać, dużo. Jestem pod mocnym wrażeniem ankiety na temat religijności, która została ogłoszona jeszcze przez arcybiskupa Marka i przez prof. Kaję Kazimierską wśród uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Jej wyniki są dlatego cenne, że obraz młodych, jaki otrzymujemy, nie jest wcale jednokolorowy. Jest bardzo zróżnicowany. Z jednej strony mamy młodych, którzy zasadniczo chodzą do kościoła. Prawie 50 procent z nich przynajmniej raz na dwa tygodnie jest na Eucharystii, więc są to młodzi, którzy przychodzą do kościoła niemal regularnie. I nawet, jeśli mówią, że w kościele nic ciekawego dla nich się nie dzieje, to z jakiś powodów tam przychodzą. Przychodzą nierzadko sami, wcale nie wysyłani czy prowadzeni przez rodziców. Pytani o wartości, wskazują takie, które są bardzo bliskie chrześcijaństwu, ale – i tu warto się zatrzymać – definiują je jednak trochę inaczej niż chrześcijaństwo. W każdym razie wyraźnie widać, gdzie się można z nimi spotkać, mając na myśli nie arenę, ale miejsca duchowe. To rodzina, przyjaźń, relacje, których oni są ciekawi. Myślę, że jest wiele obszarów spotkania. Nasz kłopot polega na tym, że my tam nie wchodzimy i zostawiamy młodych samych na tych miejscach.

– To taki wiek, że się szuka. Ksiądz Arcybiskup też miał pewnie taki czas, gdy zastanawiał się nad wyborem swojej drogi...

– Myślę, że myśmy te 30 czy 40 lat temu w Polsce mieli dużo prościej. To, co jest właściwe dla młodego człowieka, czyli potrzeba pewnego zbuntowania się – było w czasach naszej młodości o wiele prostsze. Sensowność tego była o wiele bardziej oczywistsza. Bo to oznaczało tak naprawdę ustawić się w opozycji do świata, który był „czerwony”, totalitarny, zły, gwałcący podstawowe wolności itd. Dziś tych propozycji jest ogromnie wiele. To, co się zwykle podkreśla: to jest świat, w którym jest bardzo wiele możliwości i stosunkowo niewiele odpowiedzi dotyczących sensu. Bardzo wiele każdy może zrobić, bo ma do tego takie i inne możliwości techniczne, ale co ma zrobić? I jeszcze ważniejsze pytanie: dlaczego? Tych odpowiedzi jest bardzo niewiele. Albo czasami jest za wiele, ale z kolei takich, które nie idą w głąb. Bardzo doraźnych – na zasadzie tu i teraz. Młody człowiek za bardzo nie może i nie chce funkcjonować w taki sposób. W każdym razie – tak myślę – młodzi mają dziś trudniej, niż nasze pokolenie miało w ich wieku.

– W Łodzi jest zaplecze, które pomoże tym młodym?

– Jest ogromne zaplecze. Sama grupa, która w zasadzie inicjuje „Arenę Młodych”, liczy prawie 30 osób. A za każdą z tych osób stoi całe środowisko, a nie oni sami. Więc tak. Tu na pewno jest z kim.

– Powiedział kiedyś Ksiądz Arcybiskup: „ważna jest dla mnie wiara przeżywana w małych wspólnotach”. Nie każdy ma szansę taką wspólnotę odnaleźć, odnaleźć to miejsce dla siebie, ale też we wspólnotach nie ma oferty dla każdego...

– Po pierwsze: wiara musi być przeżywana w sposób głęboko osobisty. Nie może być sprowadzona do abstrakcyjnych pojęć. Bóg nie może być teologicznym czy filozoficznym abstraktem, miłość bliźniego nie może być abstrakcyjną teorią. A to oznacza dwie rzeczy: najpierw oznacza po stronie Kościoła pewien styl wprowadzania w wiarę. Można mówić do małej grupy a traktować ją jak masę. A można mówić do dużej grupy, właśnie takiej, jak ufam, że spotka się na Atlas Arenie, ale w sposób tak osobisty, że dotykający każdego. To wyzwanie, byśmy nauczyli się takiego przekazu, który próbuje dotrzeć do osoby w jej jednak jakiejś indywidualności. Każdy ma swoją własną historię życia, swoje decyzje, swoje trudności, swoje zwycięstwa, ma swoje klęski. Nie można mówić do masy. Jest taki moment w Ewangelii, kiedy wokół Jezusa siedzi tłum ludzi. I przychodzi Matka Boża i krewni Jezusowi. On wtedy wyciąga rękę nad ten tłum, w takim geście udzielania Ducha Świętego, i mówi: – to jest moja matka i moi bracia! To jest taki moment, w którym On ten tłum przekształca w rodzinę. I to jest kluczowy moment w ewangelizacji. Czy to można zrobić bez oferty przynajmniej małych grup, małych wspólnot? Myślę, że nie. Bo taki pomysł, takie założenie duszpasterskie, musi się przełożyć na jakiś konkret. Nie chodzi o to, że każdy człowiek musi być w małej wspólnocie, ale że każdy powinien mieć taki adres ze strony Kościoła, by mógł się czuć traktowany osobiście. I odnaleziony.

– Dziś Łódź to miasto akademickie, niegdyś było to miasto kobiet. To stąd, z tych okolic, są nasze niebeatyfikowane święte: Wanda Malczewska i Stanisława Leszczyńska. Mamy szansę doczekać, by były błogosławione?

– Ależ na pewno. Tylko najważniejszy jest tak naprawdę kult. Oddolny, lokalny kult. To nie jest tak, że beatyfikacja czy kanonizacja ma dopiero inicjować kult. Nie ma kultu, nie będzie jego uznania. I w tym jest pewne napięcie, bo to nie ma być kult oficjalny, tylko oddolny, który pokazuje, że ta osoba jest w danej społeczności wierzących, w lokalnym Kościele, rozpoznawalna. Że ludzie przychodzą na grób, modlą się, traktują tę osobę jako swoją pośredniczkę przed Bogiem. Bez tego nic się nie uda. To znaczy, że można odbyć wszystkie procedury przewidziane kościelnym prawem a nic nie będzie...

– A gdy krypta jest zamknięta?

– To już ma Pani odpowiedź.

– Jest taki piękny wiersz ks. Jana Twardowskiego o jego kapłaństwie, którego „boję się, lękam, przed którym w proch padam, klękam...”. A czym dla Księdza Arcybiskupa jest kapłaństwo? W tym roku 30. rocznica święceń Księdza Arcybiskupa. Czy z perspektywy czasu kapłaństwo to coś innego niż Ksiądz Arcybiskup myślał na początku tej drogi?

– Na każdym etapie życia kapłaństwo było jednak trochę czymś innym. Jest kapłaństwo neoprezbitera, który się rzuca do roboty, jeszcze w takim czasie szczególnym – 1988 rok, potem 1989 i pierwsze wolne wybory w Polsce. Myślę, że to było kapłaństwo na fali zaangażowania społecznego, bo takie wtedy musiało być. A potem na zasadzie pewnej skrajności – prawie że wycofania z życia publicznego, bo zostałem posłany na dalsze studia. Potem praca naukowa, gdzie właściwie duszpasterstwa miałem w życiu tyle, ile mogłem sam sobie znaleźć czy wybrać. I tu właśnie pojawia się ten motyw chrześcijaństwa przeżywanego w małej, bardzo konkretnej, wspólnocie. Właśnie dlatego, że nie miałem parafii, nie miałem swojej wielkiej ambony, ołtarza w parafii. A potem ni stąd ni zowąd, po takim długim przecież życiu uczelnianym, archiwalnym, naraz rektor seminarium. Zupełnie inny model życia. Potem biskup. I znów, jeszcze inaczej...

– Ksiądz Arcybiskup tęskni za byciem takim normalnym księdzem?

– Ciągle gdzieś byłem normalnym księdzem i myślę, że nim jestem w obu wymiarach – normalności i kapłaństwa (śmiech).

– Ale mógł sobie Ksiądz Arcybiskup wyjść spokojnie na ulicę. Teraz Metropolicie Łódzkiemu może trudniej niezauważonym...

– Teraz też mogę wyjść, nie jestem jeszcze aż tak rozpoznawalny (śmiech). Nie chodzi o to, by udawać kogoś innego, natomiast na pewno chodzi o jakąś odpowiedzialność. Ale ten obszar prywatności księdza jest dość niewielki, tak bym powiedział. I dlatego może czasem owocuje efektami niekoniecznie pożądanymi. Księża walczą o swoją prywatność tak, że potrafią się zamknąć na plebanii, jak w twierdzy, i tyle. Natomiast dla mnie w prywatności najważniejszy był obszar, który kiedyś nawet opisałem w artykule „Prywatna wiara księdza”: żeby się nie dać zredukować do roli społecznej, do zawodu. Bo kluczowe jest to, na ile ja przeżywam właśnie w swojej prywatności, rzeczywistą relację z Bogiem. Ze słowem Bożym.

– Może to powinna być obowiązkowa lektura dla przyszłych księży, by pamiętali? ...

– Takich, i daleko lepszych tekstów innych Autorów, jest wiele. Ten, o którym mówię został kiedyś przeze mnie opublikowany w „Znaku”. Potem był on wielokrotnie wznawiany i był jednym z tych moich „znakowskich” tekstów najczęściej cytowanych. To są takie rzeczy, które my zakładamy jako oczywiste, a one nigdy oczywiste nie są. Ponieważ księdza bardzo determinuje misja. W związku z tym na przykład księża na półkach najwięcej mają książek z zakresu życia rodzinnego i małżeńskiego...

– By się dokształcić? ...

– Muszą przepowiadać o rodzinie i małżeństwie. Natomiast to nie jest ich osobiste wyzwanie. Gdyby popatrzeć na to, ile mają książek z duchowości kapłańskiej, to pewnie byłoby ich znacznie mniej. To jest takie dość niebezpieczne nachylenie. Bardzo zdeterminowane zawodowo, a nie osobiście.

– Ksiądz Arcybiskup wychodzi do ludzi bezdomnych. Akurat za nami czas zimy, gdy ci ludzie potrzebują pomocy. Jak spogląda Ksiądz Arcybiskup na Łódź, na tą biedę tutaj, to można to porównać do Krakowa?

– W Krakowie jest dużo ludzi bezdomnych, z całej Polski, bo Kraków ma opinię miasta, nie wiem czy przyjaznego dla bezdomnych, ale takiego, które oferuje im wiele możliwości. To jest też taki świat, który się bardzo łatwo wewnątrz komunikuje. Tego, jaki bezdomni mają między sobą przekaz informacyjny, myślę, że niektóre media mogłyby się uczyć. W Łodzi trochę już podglądam, trochę rozmawiam, trochę widzę. Tu również biedy nie brakuje. Myślę, że są zdiagnozowane jej powody: skąd się wzięła. Na szczęście jest kilka przynajmniej środowisk, które się poważnie z nią mocują. Myślę, że Caritas wykonuje tu dużą robotę. Jestem pracą łódzkiej Caritas bardzo zbudowany. Zresztą nie tylko Caritas, ale też tym, co robi Centrum Służby Rodzinie, siostry Antonianki, które prowadzą Dom Samotnej Matki, siostry Służebniczki, które oferują pomoc niepełnosprawnym psychicznie. Oczywiście także siostry „kalkutki” i bracia bonifratrzy, czy w wymiarze miasta Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. Jest dużo tych działań, choć przecież jest też jeszcze ogromna przestrzeń do zagospodarowania. Cieszy mnie też wieloraka współpraca z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej. Myślę, że tu, w Łodzi, jest wrażliwość na drugiego człowieka.

– Jest Ksiądz Arcybiskup dumny z tej wrażliwości?

– Nie wiem, czy chodzi o dumę, ale jest to na pewno bardzo radosne, że taka wrażliwość jest. Kościół ma trzy nogi i one muszą być w miarę równe, jeśli jako wspólnota ludzi, ale i organizacja ma stać, a nie kiwać się na boki. Jedną nogą jest przepowiadanie, drugą – sprawowanie sakramentów, a trzecią jest caritas. Nie można caritas traktować opcjonalnie. To znaczy, że jak nam zostanie jeszcze trochę czasu, gdy już dopełnimy wszystkie wymogi kultu, i gdy wygłosimy Słowo na każdy temat, to w końcu zajmiemy się miłosierdziem. To wtedy jest zupełnie obok Ewangelii. Dlatego bardzo cieszy, że tak dalece ta wrażliwość tu się zakorzeniła. Trzeba tylko pomyśleć, co należy zrobić, by ją jeszcze wzmocnić i pomnożyć.

Tagi:
młodzi

Praca organiczna

2018-12-12 07:49

Bp Andrzej Przybylski
Edycja częstochowska 50/2018, str. VIII

Magdalena Pijewska

Najwyraźniej Duch Święty każe nam wciąż wracać do źródeł. Jednym z głównych postulatów zakończonego niedawno w Rzymie Synodu Biskupów na temat młodzieży, wiary i rozeznawania powołania było wołanie o obecność młodych w parafiach i o kapłanów, którzy będą chcieli im poświęcić swój czas i swoją przyjaźń. Niektórzy ojcowie synodalni zaznaczyli, że chodzi o powrót do pracy organicznej z młodymi, czyli o systematyczną formację młodych, w małych, parafialnych grupach. Myśląc o tym, przypomniałem sobie wydarzenie sprzed prawie dwudziestu lat.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Były rzecznik Watykanu apeluje o pełne wyjaśnianie przypadków pedofilii w Kościele

2018-12-15 19:58

ts (KAI) / Watykan

Były rzecznik Stolicy Apostolskiej ks. Federico Lombardi SJ wezwał do pełnego opracowanie skandalu pedofilii wśród duchowieństwa. Jeśli Kościół katolicki nie zajmie się tą sprawą szczegółowo i we wszystkich aspektach, „będzie popadał z jednego kryzysu w drugi” - napisał włoski jezuita na łamach najnowszego numeru jezuickiego czasopisma „La Civiltà Cattolica”. Ostrzegł też przed określaniem tego tematu mianem rozdmuchanego lub próbą zamknięcia go. "To błędna droga" - uważa były dyrektor watykańskiego Biura Prasowego, który piastował ten urząd w latach 2006-2016.

BP KEP

Jego zdaniem Kościół katolicki nadal twierdzi, jakoby wykorzystywanie seksualne nieletnich było problemem Zachodu lub świata anglosaskiego. Niekiedy wśród zwierzchników kościelnych panuje „niewiarygodna naiwność”, stwierdził z ubolewaniem autor artykułu. Przestrzegł, że skandale pedofilskie mogą jeszcze wybuchnąć w innych krajach. „Trzeba patrzeć realnie, bardzo w tym pomaga rozsądna informacja” - dodał.

Włoski jezuita przypomniał, że już pierwszy wielki skandal pedofilii w USA w 2002 roku pokazał, że polityka instytucjonalnej samoobrony, tuszowania czy przenoszenia sprawców w stan spoczynku jest nietrwała. Media, niekiedy w sposób bardzo agresywny, wymogły na Kościele przejrzystość, która wcześniej była bardzo zaniedbana - podkreślił autor.

Przedstawiciele Kościołów powinni zdecydowanie oprzeć się skłonności do ochraniania siebie samych i instytucji, unikając niewygodnych sytuacji - zaznaczył ks. Lombardi. Zwrócił uwagę, że należy zdecydowanie odrzucić bagatelizowanie, tuszowanie i kłamstwo. Kościół musi się nauczyć „jasnego i przejrzystego komunikowania zarówno we własnych szeregach, jak i poza wspólnotą” - czytamy w artykule na łamach dwutygodnika „La Civiltà Cattolica”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Katowice: Kościół czynnie zaangażowany w COP24

2018-12-16 14:44

ks.sk / Katowice (KAI)

W sobotę późnym wieczorem udało się przyjąć dokument końcowy Szczytu Klimatycznego COP24, który trwał w Katowicach od 3 grudnia. Dokument jest planem realizacji Porozumienia Paryskiego z 2015.

Szczyt klimatyczny ONZ 2018. Fot. Oficjalne materiały organizatora

Już od pierwszych dni trwania 24. Sesji Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu mocno zaznaczył się udział Kościoła. Po sesji plenarnej otwierającej obrady zabrał głos kard. Pietro Parolin, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej. Przypomniał, że „zmiana klimatu, to także kwestia moralna, nie tylko techniczna”.

W swoim wystąpieniu wskazał, że „wiemy co możemy zrobić i to co, musimy zrobić staje się etycznym imperatywem”. – To zobowiązuje nas do poważnego zastanowienia się nad znaczeniem finansowych i ekonomicznych inwestycji, i orientowaniu ich na sektorach, które mają wpływ na przyszłość ludzkości, zabezpieczające warunki dla godnego życia na zdrowej planecie – powiedział kard. Parolin do zebranych na sali plenarnej.

Kard. Parolin mówił, że z punktu widzenia Stolicy Apostolskiej program walki z globalnym ociepleniem musi być oparty na trzech filarach. Pierwszym z nich jest fundament etyczny. Drugi to przekonanie o możliwości osiągnięcia trzech celów: dowartościowania godności osoby ludzkiej, eliminowania ubóstwa oraz łagodzenia wpływu zmian klimatu w sposób odpowiedzialny i dostosowany do warunków. Trzeci filar to „skupianie się na spełnieniu obecnych i przyszłych potrzeb”.

Głos Kościoła wybrzmiał również mocno podczas konferencji prasowej z udziałem ks. Bruno-Marie Duffe, sekretarza watykańskiej Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka. Podkreślił on, że jednym z zadań stojących przed Kościołem jest „zachęcanie do podejmowania wyborów na rzecz ochrony ludzkiego życia i godności, szczególnie w najbiedniejszych regionach świata”. – Musimy wspierać, zachęcać i wyjaśniać znaczenie nowej, uniwersalnej solidarności – dopowiedział.

Podczas swojego wystąpienia zauważył także, iż rolą Kościoła nie jest już tylko słuchanie i rozumienie”. W odczuciu ks. Duffe polega ona na „wzywaniu, apelowaniu o nową solidarność, o globalną umowę solidarnościową”. - Potrzebne jest wsłuchanie się w rozpaczliwe wołanie Ziemi i odpowiedź na to wołanie – podkreślał.

Jednym z wydarzeń towarzyszących obradom COP24 była konferencja zorganizowana przez Polską Akademię Nauk (PAN), Francuskie Narodowe Centrum Badań Naukowych (CNRS) oraz Papieską Akademię Nauk. Wziął w niej też udział prymas Polski abp Wojciech Polak.

Podczas konferencji „Safeguarding Our Climate, Advancing Our Society” miały miejsce sesje tematyczne dotyczące wyzwań i etycznych aspektów zmian klimatycznych. Poruszono także zagadnienia obecnego stanu wiedzy i badań naukowych nad zmianami klimatu, jak również konsekwencji, które z nich wynikają.

Abp Polak zabierając głos podczas jednej z debat poświęconej dziedzictwu św. Jana Pawła II przypomniał, że papież mówił, iż kwestie klimatyczne są wezwaniem moralnym. – Chodzi więc o zmianę naszej postawy. To możemy jako ludzie wierzący usłyszeć i ku temu mamy nasze serca zwrócić – mówił.

Hierarcha podczas sesji zaakcentował również fakt, że „to właśnie spuścizna myśli papieża Polaka stała się swoistym fundamentem dla opublikowanej w 2015 roku encykliki papieża Franciszka „Laudato si’”. - Dla mnie osobiście najbardziej przejmującym fragmentem tej encykliki jest zarysowana przez papieża Franciszka wizja pogłębiającego się kryzysu klimatycznego, która ma fundamentalne znaczenie dla miliardów ludzi żyjących w tak zwanych krajach rozwijających – dodał prymas Polski podczas debaty.

Na temat religii jako sprzymierzeńca w ochronie klimatu wypowiedział się również Sekretarz Generalny ONZ António Guterres oraz prezydent Polski Andrzej Duda. – Dla wierzącego, który wyznaje, że świat jest ukształtowany przez Boga musi być strasznym oglądanie tego, jak człowiek niszczy dzieło stworzenia – powiedział Guterres. Jego zdaniem, jest całkowicie naturalne, że dla wierzących niszczenie świata stworzonego stoi w całkowitej sprzeczności z wiarą.

Prezydent Polski dodał, że „ochrona klimatu jest naszym chrześcijańskim obowiązkiem”. Przypomniał również, że „zasada zrównoważonego rozwoju bardzo mocno wypływa z filozofii chrześcijańskiej”.

Czynnie w 24. Sesję Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych zaangażowała się także archidiecezja katowicka wraz z innymi Kościołami, które działają w Katowicach oraz okolicznych miastach. Przy COP24 powstała tzw. „Strefa duchowa”. Polegała ona na nieustannym towarzyszeniu obradom głównie przez modlitwę o które zapewniał metropolita katowicki abp Wiktor Skworc.

Pytany o organizację Szczytu Klimatycznego w Katowicach podkreśla, że „przy różnych okazjach apeluje, żeby to światowe wydarzenie otoczyć modlitwą”. - Wołajmy do Ducha Świętego, który potrafi jednoczyć ludzkie serca, żeby w Katowicach doszło do oczekiwanego konsensusu, żeby ten szczyt zakończył się konkretnymi zobowiązaniami – mówił podczas jednego z wywiadów.

W ramach Strefy Duchowej sprawowano również Eucharystie w różnych językach dla poszczególnych grup, które przyjechały na COP24 do Katowic. Zostały wyznaczone kościoły w których liturgia odbyła się w języku angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim czy włoskim. Nie zapomniano o nabożeństwach innych Kościołów. W ramach „strefy duchowej” istniała także możliwość uczestniczenia w liturgii prawosławnej, nabożeństwie luterańskim, metodystycznym oraz baptystycznym.

Wspólnie wyznawcy Chrystusa spotkali się na Centralnym Nabożeństwie Ekumenicznym w katowickiej archikatedrze Chrystusa Króla. Przewodniczył mu metropolita katowicki abp Wiktor Skworc, który podkreślił, że zadaniem człowieka jest w mocy Ducha Świętego zmieniać oblicze ziemi.

- Podejmujmy zatem trud porządkowania własnego podwórka (osobistego i kościelnego), co może być przekonującym przykładem dla innych. Naszym obowiązkiem jest też uderzać w wielki dzwon sumień, jeśli odpowiedzialnie myślimy o losach świata i człowieka; jeśli chcemy wzmacniać chrześcijańska duchowość, wolną od „obsesji konsumpcji”; jeśli chcemy wyzwolenia od niewoli praktycznego materializmu – powiedział.

Podczas nabożeństwa abp Skworc przypomniał, że tym co łączy wyznawców Chrystusa jest Duch Święty. – Jesteśmy Nim napełnieni, otrzymaliśmy Jego dary i charyzmaty – nie dla karmienia własnego egoizmu, przede wszystkim dla rozumnej służby Stwórcy i stworzeniu – powiedział.

W katowickiej katedrze homilię wygłosił także Anders Wejryd, emerytowany literański prymas Szwecji. Nawiązał do idei ekumenizmu jako więzi między tym, co prywatne a tym co wspólne, ludzkie i ekologiczne, Kościołem i społeczeństwem, historią, wizjami oraz dzisiejszą epoką.

W archidiecezji katowickiej trwały także naukowe przygotowania do Szczytu Klimatycznego. Wydział Teologiczny Uniwersytetu Śląskiego zorganizował w przeddzień COP24 konferencję pt. „W trosce o wspólny dom. Chrześcijanin na drogach ekologii”. W jej trakcie abp Skworc zwrócił uwagę, że Kościół na Górnym Śląsku „popiera wszystkie działania rządowe i samorządowe, mające na celu poprawę jakości powietrza”.

– Popieramy poprzez budzenie świadomości we wspólnotach parafialnych, by unikać „małych” grzechów ekologicznych. Mobilizujemy duszpasterzy, by byli promotorami rozwiązań proekologicznych (…). Wydajemy pomoce i podręczniki promujące odpowiedzialny za środowisko styl życia oraz apelujemy do różnych podmiotów życia społecznego o właściwe, proekologiczne postawy i działania – wymieniał metropolita katowicki działania śląskiego Kościoła.

Na kilka dni przed rozpoczęciem Szczytu Klimatycznego Wydział Katechetyczny Kurii Metropolitalnej oraz Wydział Teologiczny zorganizowali Europejskie Spotkanie Młodych – PILGRIM. Uczestnikami spotkania była młodzież szkół ponadpodstawowych oraz studenci z Austrii, Czech, Słowacji, Ukrainy, Węgier, Rumunii, Polski oraz Indii.

Podczas spotkania młodzież z Austrii i Rumunii przekazała na ręce metropolity katowickiego „Manifest ekologiczny”, który jest wynikiem ostatnich 15 lat pracy i refleksji nad treściami proponowanymi przez PILGRIM. Został on podpisany przez przedstawicieli młodzieży z każdej ze szkół biorących udział w spotkaniu. Treść manifestu została także wręczona prezydentowi Katowic Marcinowi Krupie.

Szczyt klimatyczny zakończył się w sobotę, 15 grudnia, w późnych godzinach wieczornych przyjęciem końcowego dokumentu, który jest planem realizacji Porozumienia Paryskiego z 2015. Wzięło w nim udział ponad 20 tys. delegatów z całego świata, w tym przedstawiciele Stolicy Apostolskiej. Kolejny Szczyt Klimatyczny ma odbyć się w Chile.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem