Reklama

Jestem od poczęcia

Niepodległość energetyczna

2018-03-28 10:29

Z min. Piotrem Naimskim rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 13/2018, str. 38-39

Grzegorz Boguszewski
Piotr Naimski

O polskich projektach uniezależniania się od rosyjskich dostaw gazu, trudnych rozmowach z Unią Europejską i sposobach likwidacji smogu z min. Piotrem Naimskim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Energia, jej źródła i związane z nią technologie są nie tylko warunkiem istnienia nowoczesnego świata, ale też coraz częściej przyczyną międzynarodowych nieporozumień, a nawet powodem i zarazem instrumentem współczesnych wojen...

MIN. PIOTR NAIMSKI: – Bez wątpienia dostęp do energii, do źródeł surowców energetycznych, technologii wytwarzania energii jest w dzisiejszym świecie problemem ważnym zarówno dla polityki poszczególnych krajów, jak i dla polityki międzynarodowej. Nie jest to jednak kwestia nowa, XXI-wieczna; w naszej strefie cywilizacyjnej mamy z nią do czynienia od rewolucji przemysłowej, czyli od ok. 200 lat, odkąd na dużą skalę zaczęto stosować surowce energetyczne, głównie węgiel, odkąd nauczono się wytwarzać energię elektryczną na skalę masową. Wtedy konkurencja o dostęp do źródeł węgla, a wkrótce także do źródeł ropy naftowej, stała się wyznacznikiem posunięć politycznych, a czasem powodem wojen. Także dziś konkurencja o najbardziej ekonomicznie opłacalne źródła surowców może się wiązać z pewnymi zagrożeniami.

– Jak można opisać obecną sytuację Polski na polu tej konkurencji?

– Można powiedzieć, że w pewnym sensie Polska jest bardziej bezpieczna niż wiele innych krajów, ponieważ mamy własne źródła energii, a dla naszej gospodarki najważniejszym z nich jest wciąż węgiel...

– ...jednak jego wykorzystanie do celów energetycznych jest oprotestowywane z powodu zanieczyszczenia powietrza, które niesie technologia węglowa. UE podejmuje wciąż nowe próby zablokowania wydobycia polskiego węgla.

– Trzeba jasno powiedzieć, że protestują przede wszystkim ci, którzy nam tego węgla zazdroszczą, którzy chcieliby, żebyśmy mieli równie trudno jak ci, którzy go nie mają...

– Za to inni mają gaz, a Polska jednak musi pokonywać dość kosztowne trudności, by mieć dostęp do tego źródła energii.

– Nie jest aż tak źle. Jesteśmy wprawdzie uzależnieni od importu gazu, jednak w polskiej gospodarce ilość energii pochodząca z gazu jest stosunkowo niewielka. W tzw. energii pierwotnej źródło gazowe stanowi 13-14 proc., co powoduje, że w statystykach Polska jest postrzegana jako kraj względnie energetycznie bezpieczny. Jednakże zdane wyłącznie na gaz niektóre działy polskiej gospodarki (przemysł chemiczny, rafinerie) mogą cierpieć z powodu uzależnienia od importu tego surowca. I jeżeli to uzależnienie jest jednostronne – w naszym przypadku od rosyjskiego Gazpromu – to w każdej chwili możemy mieć poważny problem gospodarczy. Na szczęście nie budowaliśmy w Polsce elektrowni wykorzystujących technologie gazowe. Polska nie chce – i nie musi – dziś uzależnić swojej produkcji prądu elektrycznego od importowanego surowca, w szczególności od takiego dostawcy, jakim jest Gazprom.

– Nie chciała się uzależniać także w PRL-u, gdy uzależnienie od Rosji było oczywistością?

– Trudno powiedzieć, w jaki sposób myślał na ten temat Edward Gierek... Faktem jest, że po PRL-u odziedziczyliśmy całość polskiej energetyki opartej na węglu własnym.

– Musimy się natomiast samotnie zmagać z Rosją, która dąży do zmonopolizowania europejskiego rynku gazowego. Damy radę?

– Robimy wszystko, aby własną drogą ominąć te projekty polityczne, które mają ugruntować dominującą pozycję Gazpromu w naszym rejonie Europy. Istniejące i planowane gazociągi Nord Stream pod Bałtykiem wynikają z porozumień strategicznych o dostawach gazu między Rosją i Niemcami. Pamiętamy złożoną publicznie w 2009 r. w Polsce na Westerplatte propozycję Władimira Putina skierowaną do Angeli Merkel dotyczącą zawarcia sojuszu w sprawie dostaw rosyjskiego gazu do Niemiec i niemieckich technologii do Rosji... Niezależnie od protestów Polski oraz wielu innych europejskich krajów ta strategia jest realizowana.

– Znaleźliśmy się więc we wrogim „energetycznym” okrążeniu?

– Rzeczywiście, wokół Polski mamy pierścień gazociągów, którymi płynie rosyjski gaz.
Strategia rosyjskich polityków konsekwentnie zmierza do tego, aby uzależnić wszystkie kraje środkowoeuropejskie od rosyjskich dostaw. W Polsce mamy jednak własny projekt i własne plany, które już realizujemy. Zamierzamy pozyskiwać gaz ze źródeł politycznie niezależnych; są to złoża na norweskim szelfie oraz skroplony gaz, który może pochodzić od każdego producenta na świecie. Dążymy do tego, żeby różni dostawcy mogli na polskim rynku swobodnie konkurować. Takim dostawcą zdecydowanie nie jest przecież Gazprom.

– Dlaczego?

– Gazprom zawsze oferuje cenę administracyjnie i politycznie dekretowaną przez kremlowskich polityków. W związku z tym konkurowanie z nim na gruncie rynkowym jest pod każdym względem nieracjonalne, zwłaszcza z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego kraju.

– Jak dużym zagrożeniem dla tych polskich planów może być forsowana przez Rosję budowa gazociągu Nord Stream 2?

– Nord Stream 2 ma umożliwić przesyłanie ogromnych ilości gazu do wschodnich Niemiec, a przez nie do środkowej i południowej Europy. To będzie oznaczać, że dominująca pozycja Gazpromu jako dostawcy w regionie środkowej Europy zostanie utrwalona, co istotnie może ograniczyć nasze możliwości wymiany handlowej. Naszą odpowiedzią jest budowa własnej infrastruktury. Rozbudowujemy system przesyłowy w Polsce, aby gaz dostarczany do nas przez Bałtyk móc przesyłać na południe Polski, ale także przez interkonektory, które zbudujemy do 2022 r., do Czech i na Ukrainę – jeżeli to będzie możliwe – oraz na Słowację, a przez nią połączymy się z Węgrami. To jest alternatywna trasa przesyłu gazu nierosyjskiego. Nie ma wątpliwości, że o to toczy się teraz walka.

– Nie tylko czysto rynkowa, także polityczna...

– Zdecydowanie tak. Nord Stream 1 i 2 są to projekty czysto polityczne, a nie biznesowe, czego niemiecki rząd uparcie nie chce dostrzec, mimo że widzi to już wielu niemieckich polityków. Głosy krytyczne pojawiają się w tamtejszej prasie. Cała rzecz polega na tym, że wspierani przez rząd niemieccy biznesmeni od lat widzą w Rosji bardzo pożądanego partnera do bardzo korzystnych interesów. Rosja to wielki rynek zbytu i niewyczerpane źródło surowców. Pozostaje mieć nadzieję, że Niemcy w końcu przejrzą na oczy i jednak dostrzegą zagrożenia związane z uzależnieniem się od Rosji.

– Jak daleko jest zaawansowany ten trudny – bo wymagający przede wszystkim budowy odpowiedniej infrastruktury, co, jak już wiemy po doświadczeniach z gazoportem w Świnoujściu, nie jest w polskich warunkach takie proste – proces uniezależniania się Polski od rosyjskiego gazu?

– Projekt budowy trasy przesyłowej gazociągu z Norwegii przez Danię do Polski, tzw. Baltic Pipe, jest realizowany zgodnie z harmonogramem. W tej chwili jesteśmy na etapie badania możliwych wariantów trasy na Bałtyku; prowadzone są badania środowiskowe i technologiczne. Inwestorem budującym trasę przesyłową od duńskiej plaży do Polski, a także na terenie Polski jest Spółka Gaz-System, zaś połączenie duńskiej plaży z norweskim szelfem przez Morze Północne zapewni duński Energinet. Kolejna umowa między Energinetem i Gaz-Systemem koordynująca działania przy budowie gazociągu będzie podpisana pod koniec tego roku. PGNiG już podpisał wiążące 15-letnie umowy z Gaz-Systemem i Energinetem, a więc na stole zostały już położone prawdziwe pieniądze oraz zobowiązania. Gaz-System ma już niezbędne zgody z Polski, Niemiec i Danii na badania środowiskowe i geologiczne. Zakończenie całego projektu przewiduje się na 2022 r.

– Na ile ten gaz, który dzięki dzisiejszym staraniom kiedyś popłynie z nowych źródeł do Polski, sprosta polskiemu zapotrzebowaniu?

– Obecnie zużywamy w Polsce ok. 16 mld m3 gazu rocznie i to zużycie powoli rośnie. W 2022 r. przez Baltic Pipe oraz gazoport w Świnoujściu będziemy mieli możliwość sprowadzenia ok. 16-18 mld m3 gazu. A dodatkowo mamy w Polsce naszą własną stabilną produkcję ponad 4 mld m3. Znaczy to, że polska gospodarka nie tylko będzie w pełni zaopatrzona w gaz ze źródeł innych niż rosyjskie, ale powstanie nawet pewna nadwyżka, którą będziemy mogli zaoferować sąsiadom.

– Polska wciąż walczy o zachowanie swojego podstawowego źródła energetycznego. Czy można mieć nadzieję na jakiekolwiek korzystne dla polskiej gospodarki rozwiązanie polsko-unijnego konfliktu węglowego?

– Trzeba dużej determinacji, aby zabiegać o polskie interesy, potrzebne są rzeczowe argumenty. Mówienie o konflikcie jest na szczęście na wyrost. Jesteśmy w stanie osiągać korzystne dla Polski kompromisy. Niedawno Komisja Europejska zgodziła się na wprowadzenie w Polsce tzw. rynku mocy, dzięki czemu można będzie sprzedawać i kupować w Polsce nie tylko energię elektryczną, ale też handlować mocą elektrowni. Będzie to sposób pozyskiwania pieniędzy na częściowe finansowanie nowych inwestycji w energetyce. Mamy natomiast kłopoty z tzw. pakietem zimowym, czyli kilkoma nowymi aktami prawnymi dotyczącymi rynku energii w UE – niektóre zapisy są dla Polski trudne do zaakceptowania. Przed nami niełatwe rozmowy. Można powiedzieć, że w relacjach Polski z KE w sektorze energetyki nie ma chwili przestoju. Komisja występuje z coraz to nowymi inicjatywami legislacyjnymi, a my musimy być bardzo uważni, musimy reagować szczególnie w sytuacjach, kiedy nowe przepisy mogą ograniczać rozwój polskiej gospodarki.

– Czy można już dziś przewidzieć, jaka będzie polska energetyka za kilkadziesiąt lat?

– Ministerstwo Energii dysponuje już pewnymi obliczeniami, z których wynika, że w połowie tego wieku będziemy mieli w Polsce mniej więcej ok. 50 proc. energii z węgla, ok. 20 proc. ze źródeł odnawialnych i również ok. 20 proc. z energetyki nuklearnej.

– Będziemy jednak mieli elektrownię jądrową?!

– Taka elektrownia jest niezbędna, aby Polska mogła się utrzymać w reżimie polityki europejskiej i zarazem utrzymała węgiel jako główne źródło energii, czego warunkiem jest właśnie istnienie odpowiedniej ilości bezemisyjnych jej źródeł. Ok. 2030 r. powinniśmy mieć już w Polsce pierwszą elektrownię jądrową.

– A co z odnawialnymi źródłami energii? Farmy wiatrowe przecież się w Polsce nie przyjęły.

– W naszym projekcie polityki energetycznej zakładamy, że w Polsce będzie się budowało farmy wiatrowe na morzu, gdzie warunki wietrzne są dużo lepsze niż na lądzie. Ponadto tam one nie będą nikomu przeszkadzały. Chcemy doprowadzić do tego, aby morskie farmy wiatrowe mogły powstawać bez specjalnych dopłat, czyli bez nakładania na wszystkich odbiorców energii w Polsce dodatkowego podatku, który ma wspierać ich powstawanie.

– To wszystko brzmi, Panie Ministrze, jak piękny sen o czystym powietrzu i kwitnącej gospodarce – który oby się ziścił – tymczasem mamy bardzo przyziemne problemy z ogrzewaniem naszych domów, ze smogiem...

– Rzeczywiście, mamy tu poważny problem do pilnego rozwiązania. Zanieczyszczenie powietrza zwane smogiem powstaje przede wszystkim ze spalin samochodów oraz z małych pieców domowych, których właścicieli nie stać na dobre, czyste paliwo lub nie są oni świadomi tego, że paląc, czym popadnie, sami sobie zatruwają powietrze. To kwestia edukacji, ale też pewnej odgórnej organizacji. Mamy w rządzie specjalny program antysmogowy, który wiąże kwestię ograniczania zanieczyszczeń pochodzących ze spalania niewłaściwych materiałów ze wsparciem dla tych, którzy sami nie są w stanie zmierzyć się z tym problemem. Dotyczy on ocieplania budynków, wymiany pieców na bardziej nowoczesne.

– Najłatwiejsza do opanowania wydaje się sprawa ograniczenia dość masowej sprzedaży rosyjskiego bardzo toksycznego „niby-węgla”. Dlaczego do tej pory nie udało się temu zaradzić?

– Mam nadzieję, że wkrótce będzie to możliwe. Na końcowym etapie legislacji znajduje się ustawa wprowadzająca normy dla węgla, w tym też importowanego. Miejmy nadzieję, że to polepszy sytuację.

– I na pewno ok. 2030 r. będziemy mieć w Polsce czyste powietrze, dostęp do nieuwarunkowanych politycznie źródeł energii i nie będziemy się już bać rosyjskiego szantażu...?

– Rosji się nie boimy także dzisiaj, a naszą sytuację w dziedzinie dostaw surowców energetycznych zdecydowanie polepszymy do 2022 r.

Piotr Naimski – sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, pełnomocnik Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej

Z Bogiem przez Amerykę Południową

2018-07-10 12:29


Niedziela Ogólnopolska 28/2018, str. 54-57

Od Ziemi Ognistej po Karaiby, przez Chile, Argentynę, Boliwię, Peru, Ekwador, Kolumbię i Wenezuelę. Po 181 dniach samotnie przemierzonych w Ameryce Południowej przyszedł czas na Afrykę i najnowszy dokument „Restauracja”.

Archiwum Damiana Lemańskiego

MAŁGORZATA SOBCZUK: – Co kryje się pod nazwą „181”?

DAMIAN WOLF WAGABUNDA: By to wyjaśnić, wystarczy jedno słowo: „dni”, bo tyle dni spędziłem włócząc się po Ameryce Południowej.

– Pokazałeś siebie w różnych miejscach Ameryki Południowej i ludzi, których spotkałeś na tej trasie. Wracając wspomnieniami do tamtego czasu, co zobaczyłeś i czego doświadczyłeś?

– To było piękne doświadczenie. To, co zobaczyłem, też było niesamowite. W filmie Ameryka Południowa jest jakby tłem do tego, co przeżywam w środku. Głównym wątkiem łączącym wszystko są moje przemyślenia. Samotność sprzyja rozmyślaniom i zadawaniu sobie pytań. Myślałem, po co to wszystko. Zastanawiałem się, dlaczego robię to, co robię i doszedłem do wniosku, że warto robić to, co się czuje i jest prawdziwe, dobre i wypływa ze środka. Ktoś powiedział, że każdy powinien robić coś, żeby ocalić swoją duszę. Staram się tak żyć, żeby ta moja dusza miała nowe doświadczenia. Nie tylko jedzenie dla ciała, ale też coś dla środka.

– Ameryka Południowa okazała się dla Ciebie dobra?

– Dobra. Jest piękna. Na pewno chcę tam wrócić. Jak to w życiu, nie zawsze jest tylko kolorowo i cudownie. Są i cięższe chwile. Dla mnie to była taka lekcja przebywania z samym sobą, uczenia się akceptowania tego, co przychodzi i na co nie mam wpływu. Zakochałem się w tych miejscach. Nie pytaj mnie, które jest naj..., bo to są najtrudniejsze pytania.

– Nie będę pytała o miejsca. Zapytam o ludzi. Zakochałeś się też w obywatelach tego kontynentu?

– Poznałem wiele osób, niekoniecznie z Ameryki Południowej, którzy tam podróżowali. Odnoszę wrażenie, że w podróży, gdzieś w górach, czy w miejscach pustynnych, ludzie są bardziej czyści, mniej udają i bardziej się otwierają. Łatwiej się zaprzyjaźnić. Nawet w krótkim czasie można zakładać prawdziwe przyjaźnie. Czasami biali ludzie, bo dla tamtych mieszkańców jesteśmy Gringo, po historii z najeźdźcami z Hiszpanii czy z Portugalii, niekoniecznie są tam mile witani. Staram się miejscowym pokazać, że nie chcę ich w żaden sposób wykorzystać, czy po prostu popatrzeć na nich jak na zwierzęta w zoo. Gdy się chce, można złapać z nimi bliższy kontakt.

– Jesteś podróżnikiem, w którym dostrzegam człowieka pielgrzyma. Kogoś, kto jest w drodze. Jak odbierałeś to, że dane Ci było w samotności przemierzać te kilometry, widzieć nowe miejsca, poznawać ludzi, ale też mieć czas na spotkanie z Bogiem?

– Przede wszystkim nie jestem podróżnikiem. Podróżuję czasami. Może są to trochę dłuższe podróże niż przeciętne. Słowo, którym się przedstawiam, to marzyciel. Staram się robić to, czego pragnie moje serce. A co do tego pielgrzyma, to trafiłaś. Tak właśnie się czułem. Było to dosłowne wyjście na pustynię w samotności, gdzie według mnie łatwiej jest prowadzić rozmowy z Bogiem. Byłem tam sam i nie miałem nikogo, kto mógłby mi pomóc. Dlatego zwracałem się do Najwyższego. By mieć radość z podróżowania i nie przejmować się cały czas jakimiś problemami, czy nie bać się zdarzeń, ludzi, a nawet zwierząt. Po prostu oddawałem się Mu w opiekę. Jestem zbyt mały, żeby móc powiedzieć, że sam sobie wszystko załatwię. Wierzę, że Bóg był tam ze mną, jak i w wielu sytuacjach mojego życia.

– Powiedziałeś wcześniej, że plecak, który niosłeś, był dla Ciebie krzyżem.

– Niekoniecznie plecak, tylko samo to doświadczenie było krzyżem. Samotność była krzyżem, trudne doświadczenia, ciężkie nocne czy sytuacje na granicach, które były stresujące. To wszystko było takim krzyżem. Każdy ma swój krzyż, więc chociaż było ciężko, to z drugiej strony powtarzałem sobie: Ciesz się, bo miejsca, w których jesteś, to, co widzisz, spotkania, które przeżywasz, są czymś niesamowitym. Większość twoich bliskich nigdy czegoś takiego nie doświadczy. Czasami, gdy stawałem na jakiejś górze – a szedłem cały dzień sam – czy gdzieś na pustyni, czy na skale, nad Oceanem, czułem się mały, a jednocześnie czułem się szczęściarzem, że mogę tego doświadczać.

– W ręku trzymałeś różaniec. Modliłeś się za swoich bliskich, za siebie?

– Miałem tam czas, by modlić się za wszystkich. I za to, co przyszło mi do serca, za tych, których zostawiłem. Za to, co też będzie. Na modlitwę miałem bardzo dużo czasu, na przykład w Patagonii, kiedy szedłem 8 godzin, bo żaden samochód nie jechał. Wtedy gada się do siebie albo do Boga.

– Życzę Ci, byś dalej odkrywał świat i pomagał tak jak dotąd to czynisz. Dziękuję za rozmowę.

– Dziękuję bardzo.

Damian Lemański aka Damian Wolf Wagabunda –
polski fotograf i filmowiec, dokumentujący życie wokół siebie. Interesuje się głównie człowiekiem i jego miejscem w dzisiejszym świecie.
W 2008 r. ukończył Europejską Akademię Fotografii.
Brał udział w warsztatach prowadzonych przez Tomasza Tomaszewskiego, Michaela Ackermana, Lorenzo Castore.
Na przełomie 2011 i 2012 r. przez 181 dni włóczył się po Ameryce Południowej. Z tej samotnej wyprawy powstał film „181”. Zaś w 2015 r. ruszył rowerem z Mazur do Afryki, by po 171 dniach dojechać do Dakaru w Senegalu. Podczas tej wyprawy, wraz z fundacją „Usłyszeć Afrykę”, zbierał pieniądze na edukację głuchoniemej dziewczynki Makane Dieng.
Z tej wyprawy Damian przygotował film „Restauracja”. W ostatnim czasie serce zostawił na Luniku 9, romskim osiedlu w słowackich Koszycach, wśród mieszkających tam dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Franciszek: bez Chrystusa nie znajdziemy właściwego kierunku życia

2018-07-22 12:20

st, tom (KAI) / Watykan

"Wszyscy potrzebujemy słowa prawdy, które by nas prowadziło i oświecało nam drogę. Bez prawdy, którą jest sam Chrystus nie można znaleźć właściwego ukierunkowania życia" - powiedział Franciszek podczas dzisiejszej modlitwy Anioł Pański w Watykanie. Papież zaznaczył, że kiedy oddalamy się od Jezusa i od Jego miłości, gubimy się, a egzystencja zamienia się w rozczarowanie i niezadowolenie.

Grzegorz Gałązka

Papież nawiązał dzisiejszej Ewangelii mówiącej o apostołach, którzy po swojej pierwszej misji powrócili do Jezusa, opowiedzieli Mu „wszystko, co zdziałali i czego nauczali” i chcieli zażyć trochę zasłużonego odpoczynku w miejscu pustynnym. Niestety ich zamiar nie mógł się spełnić gdyż za nimi podążały tłumy.

"To samo może się zdarzyć także dzisiaj. Czasami nie udaje się nam zrealizować naszych planów, ponieważ pojawia się coś pilnego i nieoczekiwanego, krzyżującego nasze plany i wymagającego elastyczności i gotowości, by zaspokoić potrzeby innych osób" - mówił papież.

Franciszek zachęcił, abyśmy w takich wypadkach naśladowali Jezusa, który "ujrzał wielki tłum i zdjęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać". Zdaniem papieża w tym krótkim zdaniu ewangelista niejako "fotografuje oczy Boskiego Nauczyciela i Jego postawę", którą opisują trzy czasowniki: "widzieć, mieć współczucie, nauczać". "Spojrzenie Jezusa nie jest neutralne ani co gorsza, zimne i obojętne, ponieważ Jezus zawsze patrzy oczyma serca. A Jego serce jest tak czułe i pełne współczucia, że potrafi pojąć nawet najbardziej ukryte potrzeby osób" - wyjaśniał Franciszek zaznaczając, że współczucie Jezusa nie oznacza jedynie reakcji emocjonalnej w obliczu sytuacji ludzkich trudności, ale jest czymś znacznie więcej: jest postawą i predyspozycją Boga wobec człowieka i jego historii.

Papież zwrócił uwagę, że Jezus widząc ludzi, potrzebujących przewodnictwa i pomocy nie dokonuje jakiegoś cudu, ale naucza dając "chleb Słowa". "Wszyscy potrzebujemy słowa prawdy, które by nas prowadziło i oświecało nam drogę. Bez prawdy, którą jest sam Chrystus nie można znaleźć właściwego ukierunkowania życia. Kiedy oddalamy się od Jezusa i od Jego miłości, gubimy się, a egzystencja zamienia się w rozczarowanie i niezadowolenie. Mając Jezusa u boku możemy bezpiecznie iść naprzód, możemy przezwyciężyć próby, postępujemy w miłości do Boga i do bliźniego. Jezus uczynił siebie darem dla innych, stając się w ten sposób wzorem miłości i służby dla każdego z nas" - powiedział Franciszek.

Na zakończenie wezwał: "Niech Najświętsza Maryja Panna pomaga nam brać na siebie problemy, cierpienia i trudności naszego bliźniego poprzez postawę dzielenia się i służby".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem