Reklama

Z Mefistofelesem to sprawa

2018-04-04 10:33

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 13/2018, str. 17

Krzysztof Białoskórski

Napięcie między uprawianiem polityki a etyką jest niejako immanentnie wbudowane w świat. Czy zatem uprawianie zawodu polityka jest już na starcie obarczone zgodą na rezygnację z kodeksu etycznego? A może jest tak, że nie da się działać w sferze publicznej bez kompromisu z zasadami? To w istocie ciekawe dylematy, które brzmią zgoła faustowsko.

Oto przed młodym człowiekiem zawsze pojawia się postać mentora, który tłumaczy mu, jak stąpać drogami kariery. Młody człowiek musi właściwie podjąć tylko jedną decyzję i ma się pokłonić swojemu mentorowi, oddać mu cześć. Dziś, oczywiście, nie dokonuje się tego w jakiś archaiczny sposób. Nikt nie składa ofiar całopalnych, nie bije widowiskowych pokłonów, nie całuje po rękach.

Pewien znany krakowski profesor, wpływowy adwokat i człowiek bardzo majętny, uwielbia zabierać swoich magistrantów do knajp i stawiać im trunki, potem organizuje im rozmaite wyjazdy studialne, a dla tych najbardziej zapatrzonych w niego przewiduje staże w swojej kancelarii i w efekcie uproszczony start w życie wyższych sfer prawniczych. Jest jednak jeden warunek: taki „wychowanek” musi żarliwie deklamować poglądy swojego guru – jako swoje. Pan profesor jest w istocie maszynką do produkcji antykonserwatywnych i antykatolickich bon motów. Później te sformułowania nabożnie powtarza cały wydział uniwersytetu. Prawnicza kariera w Krakowie ma oblicze pana profesora, nie trzeba się wiele starać, wystarczy po prostu oddać mu cześć.

Reklama

Takich sytuacji i miejsc w całej Polsce jest bez liku. Nikt z młodych ludzi uczestniczących w takim „urabianiu” nie ma nawet poczucia obcowania z Mefistofelesem.

Przyznaję, że trochę uwznioślam te nasze współczesne dylematy, jednak na przykładzie polityków i polityki warto rozważyć takie odwieczne napięcie między rozumem i sumieniem. Faust nie był przecież zły z natury, był wykształcony, wrażliwy, skłonny do głębszych refleksji. Co zatem zdecydowało o straszliwej drodze, którą wybrał? Nic, tylko delikatna zmiana kierunku życia. Miast nieustannie badać swoje działania, mierzyć je busolą związku z Najwyższym, miast gotowości do upadania, kajania się i wstawania zaufał swojemu umysłowi. Najgorsze w jego historii jest jednak to, że nie tylko przywiódł do upadku samego siebie, ale także stał się powodem upadku istoty niewinnej – Małgorzaty.

Jego przypadki opisują dylemat, który tkwi w każdym z nas, nie do każdego jednak zostanie wysłany czarny pies, który przemieni się w Mefistofelesa. Ale polityk, człowiek, który wybiera działanie dla innych i jednocześnie realizowanie pewnych ideowych zamysłów, jak magnes przyciąga do siebie właśnie Mefista. Młody polityk nie zważa na pieniądze, nie działa z nadzieją na władzę i zaszczyty – on naprawdę chce ulżyć znanym sobie ludziom, chce nieco odmienić świat zgodnie z tym, w co wierzy. Pojawia się jednak Mefisto i zabiera go do gospody wszelkich rozkoszy. To przecież niesłychany przywilej zaznać najwymyślniejszych rozkoszy cielesnych.

Załóżmy jednak, że nasz młody polityk się otrząśnie, że cielesne rozkosze nie stanowią dla niego aż takiej pokusy, aby wytrącić go z obranej drogi. Wtedy zostanie mu dana „miłość”. Jednak nie ta czysta, święta – zupełnie inna: miłość do samego siebie, chęć oglądania w lustrze potęgującej się własnej doskonałości. W imię takiej właśnie „miłości” będzie usidlał ludzi, aby przeglądać się w ich oczach.

Może jednak i ta pokusa okaże się chwilowa, młody polityk po raz kolejny zapłacze i zechce powrócić do początku swojej drogi. Wtedy objawi mu się królestwo, którym może dowolnie rządzić. Będzie czynił ludziom dobro, zabiegał o ich poparcie. Wszelako nie z czystości serca, tylko z powodu umocnienia swej władzy. Itd., itd. Będzie wymyślnie – po herbertowsku – kuszony, bo zakładamy, że nasz polityk nie jest człowiekiem tuzinkowym.

W tym momencie widzę, jak zawiedzeni kiwacie głowami. Hm... ja też wiem, że większość znanych nam polityków nie przeszłaby już pierwszych pokus. Utknęliby albo w gospodzie, albo w studni miłości własnej, albo też upajając się bezwzględną grą o władzę dla samego jej posiadania.

Ale nasz polityk jest mocniejszy, bardziej subtelny, ma wgląd do własnego serca. Czy to oznacza, że jest już bezpieczny? O nie! Właśnie dla takich Mefisto przygotował swoje najbardziej wyrafinowane sztuczki. Co prawda jest tą „istotą, która chcąc zła, na końcu dobro jednak sprawia”, tym niemniej nie należy go nie doceniać. On potrafi tak ukręcić sprawy, że nasz polityk do końca będzie przekonany o tym, ile to dobra uczynił i jak wydoskonalił swoją istotę wewnętrzną.

– Świat jest już tak skonstruowany, że chcąc sprowadzić na ludzi dobro, czasem trzeba uczynić mały kompromis z zasadami. Wobec przeciwników, tych złych, należy zastosować ich metody, a wtedy tryumf naszego dobra będzie prawdziwy i co najważniejsze – skuteczny! – rzecze Mefisto do naszego zamyślonego, ostrożnego i dbałego o formy polityka.

– Nie można być ciapą, fajtłapą, wtedy grzeszy się brakiem skuteczności, a idee, które chcemy urzeczywistniać, stają się swoją własną karykaturą – odpowiada sobie w myślach nasz polityk.

I tak, krok po kroku, realizuje swoje zamierzenia. Początkowo jedynie nie mówi ludziom całej prawdy, bo przecież i tak nie są w stanie jej pojąć. Potem zatrudnia sztab specjalistów zajmujących się tym, aby prawda jak najlepiej wyglądała. Nawet nie zauważa, jak prawda, zniechęcona i obrażona, opuszcza jego wykwintną formę. Pozostaje jednak sama forma, za jej pomocą można przecież dokonywać cudów o wiele bardziej spektakularnych niż za pomocą tej starej nudziary – prawdy. W pewnym momencie nasz – rosnący we wpływy, skuteczny – polityk wydaje polecenie usunięcia niebezpiecznego młodzieńca, który pojawił się na rogatkach miasta i jął wykrzykiwać, że spotkał prawdę w polu, poza miastem, uciekała i opowiedziała mu, co się wydarzyło. Ten niebezpieczny wichrzyciel musi być natychmiast zlikwidowany, inaczej jego opowieści osłabią miasto, podzielą je wewnętrznie i w konsekwencji wydadzą na żer barbarzyńcom.

Cóż może z nim począć człowiek uczciwy i honorowy, za jakiego uważa się nasz polityk – który jednakże jest także odpowiedzialny, a troska o dobro ogółu nakłada na jego barki szczególne zobowiązania. Wyzna później swojemu spowiednikowi, że chętnie zamieniłby się z księdzem miejscami, bo siedzenie w konfesjonale nie niesie tak szalonych obowiązków jak bycie politykiem. – Wziąłem to życie na swoje sumienie, bo gdybym tego nie zrobił, życie straciłoby wielu ludzi. To ekonomia polityki, z którą prosta moralistyka nie ma wiele wspólnego – wyjaśnił.

Opisałem tu kilka strzępów z biografii człowieka wymyślonego i niepospolitego. Pomyślmy jednak o tych politykach, których takie dylematy nawet nie dotykają. Zastanówmy się zatem, czy polityka w ogóle może być wolna od ustępowania Mefistowi bądź czartom mniejszego płazu (w zależności od rozmiaru kapelusza noszonego przez polityka).

Wierzę w to, że tak być może, jednak taki polityk będzie miał bardzo trudną drogę, musi zatem mieć i zahartowany charakter. Powinien także znaleźć swojego przewodnika duchowego, a więc ocalić w sobie pokorę otwierającą na słuchanie – serio – rad płynących od takiej osoby. Polityk nie powinien też przywiązywać się do niczego, co dane mu było w życiu osiągnąć. Takie „nieprzywiązywanie się do niczego” jest najtrudniejsze, ale tylko ono daje wolność. Polityk musi być wolny, aby można było mu zaufać i powierzyć swój los. Nie jest to łatwe, ale warto, aby katolicy biorący się za polityczne rzeczy zdawali sobie sprawę ze skali trudności i prawdziwych zagrożeń, które ich czekają.

Tagi:
komentarz

Reklama

Czym się różni polski dzik od niemieckiego?

2019-01-11 14:49

Artur Stelmasiak

wikipedia.com

Wydawać by się mogło, że dziki żyjące w Polsce od tych niemieckich niczym się nie różnią. Ale według "ekologicznej" organizacji WWF podobieństwo jest tylko pozorne. Niemieckie dziki przenoszą ASF, a polskie nie przenoszą choroby. Dlatego Niemcy mogą polować na dziki, a Polacy nie.

W Polsce rząd chce rozrzedzić populację dzika i zaplanował, że myśliwi upolują ok. 200 tys. dzików. Chodzi oczywiście o ASF, czyli rozprzestrzenianie się niebezpiecznej dla trzody chlewnej choroby. Nie od dziś wiadomo, że rząd PiS-u ma wielu przeciwników, którzy tym razem stanęli w obronie uciemiężonego dzika. Od razu ruszyły pikiety i akcje protestacyjne lewicowych polityków, "obrońców sądów i demokracji" oraz tzw. organizacji ekologicznych. Za całą kampanię przeciwko polowaniom odpowiedzialny jest polski oddział World Wide Fund for Nature, czyli Światowy Fundusz na rzecz Przyrody.

Teoretycznie wszystko jest normalnie, czyli tak jak zawsze. Myśliwi na prośbę rządu będą polować, a opozycja i "ekolodzy" będą im przeszkadzać. Ale to tylko "normalność" teoretyczna, bo sprawdziłem jak sie sprawy mają u naszych zachodnich sąsiadów. Za sprawą berlińskiego adwokata mec. Stefana Hambury wiedziałem, że myśliwi w Niemczech upolowali prawie 1 milion dzików w 2018 roku. Pomyślałem sobie, że taka rzeź dzikich zwierzątek musiała spotkać się z jakimś sprzeciwem tamtejszych ekologów. Zacząłem sprawdzać i im dłużej sprawdzałem tym bardziej się dziwiłem.

Tamtejsza prasa nie tylko nie protestowała przeciwko polowaniom, ale chwaliła myśliwych za to, że skutecznie bronią ich kraj i ich świnie przed groźbą Afrykańskiego Pomoru Świń, który może przedostać się z Polski. Co więcej, ani słowa o odstrzale, którego skala była czterokrotnie większa niż ta zaplanowana w Polsce, nie znajdziemy na stronach WWF Deutschland.

Okazało się, że niemiecki WWF ma zupełnie inne podejście do sprawy przenoszenia ASF. W Polsce dziki nie przenoszą ASF, a w Niemczech przenoszą. Na oficjalnym i specjalistycznym bloogu WWF Deutschland można przeczytać o sposobach polowania na dzika za pomocą pułapek, noktowizorów i celowników na podczerwień. Niemiecki ekspert WWF przyznaje, że duża populacja dzików zwiększa ryzyko epidemii ASF w Niemczech. Jego zdaniem polowania spowalniają przyrost populacji dzika, ale ich skuteczność jest ograniczona. Winę za dynamiczny przyrost dzika ponosi niemieckie rolnictwo, a zwłaszcza wielkie uprawy rzepaku i kukurydzy, które dają doskonałą pożywkę dla tych zwierząt oraz schronienie przed myśliwymi. Dlatego polowania nie są najskuteczniejszym rozwiązaniem ASF i walki z dzikami, ale powrót do różnorodnych upraw rolniczych.

Okazuje się, że bliźniacze organizacje ekologiczne w Polsce i Niemczech albo korzystają z innej wiedzy, albo ta polska filia WWF zamiast ekologii uprawia politykę. Z dzikiem i ASF jest więc bardzo podobnie jak ze słynnym kornikiem drukarzem. W Niemczech najskuteczniejszą formą walki ze szkodnikiem jest wycinanie zainfekowanych drzew, a w polskiej Puszczy Białowieskiej ta metoda została zakazana.

Cała histeria z polowaniem na dziki przypomina mi historie jednego polskiego żubra (chronionego w całej UE), który podróżował bezpiecznie po całej Polsce. W wrześniu 2017 roku żubr wpadł na głupi pomysł, by sprawdzić jak działa układ Schengen po drugiej stronie Odry. Na niemieckiej ziemi nie przeżył nawet jednego dnia, bo na polecenie władz samorządowych został zastrzelony i ugrillowany jako atrakcja kulinarna na lokalnym pikniku. Aż strach pomyśleć co by się stało, gdyby żubra taki los spotkał w Polsce? Pewnie organizacje ekologiczne i opozycja domagałyby się ustąpienia całego rządu. To zestawienie pokazuje, że nasze społeczeństwo, organizacje i klasa polityczna jest bardzo mocno ekologicznie niedojrzała.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czechy: bezpodstawnie oskarżony duchowny chce wrócić do posługi kapłańskiej

2019-02-19 15:05

st (KAI) / Jesenik

Chcę służyć ludziom i Bogu, a powrót do kapłaństwa jest dla mnie najważniejszy – powiedział agencji ČTK ks. Adam Stanisław Kuszaj, którego sąd w Jeseniku po 8 latach uniewinnił z zarzutów seksualnego wykorzystania ministranta. Zgromadzenie salwatorianów zapowiedziało skierowanie do Stolicy Apostolskiej prośby o odwołanie nałożonej na duchownego kary suspensy.

Fotolia.com

Jeden z ministrantów (mający wówczas 16 lat) oskarżył go o to, że w 2009 roku wykorzystał go seksualnie. W 2011 roku sąd uznał winę polskiego kapłana i skazał go na pół roku więzienia, w zawieszeniu na 2 lata. Zakazał mu także pracy z osobami do 18 lat. Ksiądz Adam został suspendowany, odsunięty od pracy w parafii i pracował jako robotnik. W 2016 roku pojawili się nowi świadkowie w tej sprawie. Trzy osoby - znajomi poszkodowanego byłego ministranta, zeznały że już po wyroku skazującym księdza, słyszały od młodego człowieka w prywatnych rozmowach, iż całe oskarżenie jest nieprawdziwe i zostało przez niego wymyślone z zemsty na księdzu, który przestał dawać jego rodzinie pieniądze. Wówczas sprawa sądowa została wznowiona. Sąd zlecił ponowne badania psychiatryczne głównego świadka oskarżenia czyli byłego ministranta. Biegli po badaniach ustalili, że jego zeznania są niewiarygodne. Na niejawnej rozprawie sąd przesłuchał też nowych świadków. Według obrońcy księdza Kuszaja, dowodów na jego niewinność było więcej. Wyrok uniewinniający ogłoszono 13 lutego.

Przełożony Salwatorianów w Republice Czeskiej, ks. Leszek Rackowiak zapowiedział, że z chwilą uprawomocnienia się wyroku zgromadzenie zwróci się do Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego o zdjęcie z duchownego kary suspensy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Konferencja: Asy Polskiego Lotnistwa Wojskowego

2019-02-20 07:22

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem