Reklama

Miłość nigdy nie umiera

2018-04-04 10:33

Z Ewą Błasik rozmawia Krzysztof Tadej
Niedziela Ogólnopolska 14/2018, str. 22-24

Seweryn Sołtys
Gen. pil. Andrzej Błasik 10 kwietnia 2010 r. leciał do Katynia po raz pierwszy. To była dla niego bardzo ważna podróż w przeszłość

Z Ewą Błasik – żoną gen. pil. Andrzeja Błasika, dowódcy Sił Powietrznych Wojska Polskiego, który zginął 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

KRZYSZTOF TADEJ: – 10 kwietnia 2010 r. ...

EWA BŁASIK: – Andrzej wstał bardzo wcześnie. Nie miał zwyczaju tak rano jeść śniadań. Wychodząc z domu w białej koszuli i galowym mundurze, pocałował mnie, jak się okazało, ostatni raz..., chwilę później rozległ się dźwięk zamykanych drzwi. Do dzisiaj słyszę to zamykanie i mam w pamięci Jego ulubiony utwór „Windą do nieba”, w którym Elżbieta Dmoch śpiewa: „(...) i tak odchodzę bez pożegnania, jakby znienacka ktoś między nami zatrzasnął drzwi...”.

– Cieszył się, że leci do Katynia?

– Leciał tam po raz pierwszy. Wiedziałam, jak ważna jest dla niego ta podróż w przeszłość. Zresztą dla nas wszystkich – dla mnie, dla dzieci. Głęboko przeżywaliśmy tę okrągłą rocznicę zbrodni katyńskiej. To przecież szczególne miejsce dla każdego Polaka.
Wcześniej byłam z mężem i dziećmi na filmie „Katyń” Andrzeja Wajdy. Pamiętam, jak w pewnym momencie na ekranie zobaczyliśmy pilota w furażerce, który jechał w wagonie na śmierć. Spojrzałam na Andrzeja. Był bardzo poruszony tą sceną. Po chwili zobaczyliśmy, jak pilot na desce w wagonie czymś ostrym wyrył datę: 10 kwietnia 1940 r. Później, po wielu dniach, przypomniałam sobie ten szczegół. 10 kwietnia... dokładnie 70 lat później wydarzył się kolejny dramat...

– Pani też miała lecieć do Katynia...

– Pragnęłam w tym wyjątkowym miejscu uczcić, uhonorować zamordowanych polskich żołnierzy. Andrzej powiedział, że zabierze mnie następnym razem, ponieważ w tę okrągłą rocznicę leci wielu Vip-ów. Wybrałam się do Katynia i Smoleńska już po śmierci mojego Męża.

– Miał lecieć innym samolotem?

– W czwartek, na ostatniej odprawie kadry kierowniczej Dowództwa Sił Powietrznych, mówił, że zabierze wszystkich generałów na pokład samolotu Jak-40. W piątek, dzień przed wylotem, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego śp. gen. Franciszek Gągor podjął decyzję, że dowódcy wszystkich rodzajów sił zbrojnych polecą tupolewem razem z Panem Prezydentem, twierdząc, „że Prezydentowi się nie odmawia, jak zaprasza”. Andrzej przyjął do wiadomości decyzję przełożonego.

– Był czymś zaniepokojony?

– Andrzejowi kilka dni przed tragedią przyśniła się Jego śmierć. Obudził się w nocy i usiadł na łóżku. Zapytałam: Andrzejku, co się stało? Powiedział, że umierał w tym śnie, widział swoje ciało rozerwane na części. Pamiętam Jego dogłębnie zamyślony wyraz twarzy.

– Powróćmy do sobotniego poranka 10 kwietnia 2010 r. Jak się Pani dowiedziała o śmierci męża?

– Zadzwonił brat Andrzeja – Piotr i zapytał mnie, którym samolotem poleciał Andrzej do Katynia. Odpowiedziałam, że tupolewem, po chwili ciszy usłyszałam: „Włącz telewizor” – i się rozłączył. Włączyłam... Natychmiast zaczęłam dzwonić do Męża. Telefon był ciągle zajęty. Pewnie wiele osób próbowało się do Niego wtedy dodzwonić.

– I...?

– Wiedziałam, że muszę być twarda i że nie mogę się rozklejać, rozpaczać. Trzeba było chronić dzieci... Założyłam na siebie jakby taki stalowy pancerz. Po długim upływie czasu wojskowi wspominali i mówili: „Ewa, w tych pierwszych telefonicznych rozmowach to ty nas podnosiłaś na duchu, a nie my ciebie”. Myślałam ciągle o dzieciach, pragnęłam ulżyć im w potwornym cierpieniu. Dopiero później przyszedł czas na łzy i rozpamiętywanie.

– Czas leczy rany?

– Miniony okres, te 8 lat, to jedna wielka rana, niemal każdego dnia rozszarpywana przez kolejne kłamstwa cynicznych oszczerców mojego Bogu ducha winnego Męża. To trudny czas walki o prawdę. Mąż tak wiele dobrego zrobił dla Polski, dla naszych Sił Powietrznych i nie zasłużył na taką nikczemność. Tym bardziej że nie żyje i nie może się bronić.

– Co najbardziej bolało?

– Przeraźliwie bolało każde kłamstwo, a było ich tak wiele pod adresem mojego bezbronnego Męża, że trudno zliczyć! Znałam Andrzeja doskonale. Zawsze bronił pilotów i stawał za nimi murem. Również w tym locie był wsparciem dla załogi, a nie obciążeniem, jak chcą tego wynajęci kłamcy. Nie mogłam dłużej słuchać tych prostackich wymysłów i zarzutów. Zaczęłam walczyć o prawdę! Zastanawiałam się wtedy, czy jest jeszcze jakiś inny kraj, jakaś inna armia na świecie, które w takiej sytuacji nie broniłyby honoru i godności swojego poległego oficera. Był czas, gdy nie miałam odwagi patrzeć prosto w oczy Mężowi spoglądającemu z wiszącego na ścianie obrazu. Nie wiedziałam, czy dam radę udźwignąć ciężar obrony prawdy przed kłamliwą propagandą mediów głównego nurtu, nieuczciwych, bezmyślnych pseudodziennikarzy. Nie wiedziałam, czy poradzę sobie z osaczającym mnie bezdusznym złem. Modlitwa dawała mi ogromną siłę i moc do walki z tym złem.
Teraz, po 8 latach, sytuacja jest inna. Niedawno opublikowano fragmenty stenogramów z posiedzeń komisji Millera. To są niezbite dowody, jak przez lata bezpodstawnie budowano narrację obwiniającą mojego Męża. Te ujawnione stenogramy stały się jednym z dowodów, że miałam rację.

– Kiedy dzisiaj myśli Pani o Mężu...

– Bardzo mi Go brakuje, ale mam poczucie Jego bliskości. Myślę, że w czasie rozstania, rozłąki można być blisko drugiej osoby. Na co dzień odczytuję znaki, że mnie wspiera. Gdy mam podjąć jakąś decyzję, to zastanawiam się, co Andrzej zrobiłby na moim miejscu. Wracam do wspólnych pięknych chwil. Miłość nigdy nie umiera. Myślę, że po Jego śmierci jeszcze bardziej Go kocham.

– Miłość zaczęła się w Białej Podlaskiej od... maszyny do pisania.

– Dokładnie tak było. Koleżanka zapytała mnie, czy mogę pomóc pilotowi z Dęblina przepisać Jego pracę dyplomową. Zgodziłam się. Okazało się, że praca napisana jest z fachowymi skrótami i lotniczymi określeniami i trudno mi było to wszystko rozszyfrować. Sam zainteresowany musiał się pojawić, żeby mi ją podyktować. I tak zaczęła się moja znajomość z Andrzejem.

– To była wielka, romantyczna miłość od pierwszych chwil?

– Od razu czułam, że między nami dzieje się coś głębokiego. Andrzej bardzo szybko się we mnie zakochał. Ja od razu wiedziałam, że jest bardzo mądrym, ciepłym, pogodnym człowiekiem i ma wspaniałe serce. Zobaczyłam, że to człowiek wielkiej klasy i miary. W Jego obecności czułam się bezpiecznie. Tak, to była wielka, romantyczna miłość od samego początku.
W pierwszych miesiącach po skończonych studiach w Dęblińskiej Szkole Orląt Andrzej został przeniesiony do jednostki w Mirosławcu. Gdy miał wolny dzień, to przyjeżdżał do Białej Podlaskiej. Podróż trwała bardzo długo, nawet 12 godzin. To była spora odległość, bo 650 km w jedną stronę. Pomimo trudności przyjeżdżał. Choćby na chwilę, na kilka godzin. Nieraz więcej czasu spędzał w podróży, niż przebywał ze mną. Na koniec nie mogliśmy się rozstać. Zawsze odprowadzałam Go na dworzec. Czekał do ostatniej chwili, żeby wsiąść do pociągu. A ja długo stałam, patrzyłam na ten odjeżdżający pociąg i czułam, że jest mi bardzo źle bez Niego.

– Potem był ślub kościelny, mimo że w Ludowym Wojsku Polskim nie patrzono łaskawie na sprawy wiary.

– Dla Andrzeja było oczywiste, że weźmiemy ślub kościelny. Jeszcze nie znałam specyfiki wojska, nie wiedziałam, jak na to ktoś zareaguje. Andrzej też mnie nie wtajemniczał, że z tego powodu miał problemy.

– Jakie?

– Oficerowie polityczni Go wzywali, przesłuchiwali. Szczegółowo o wszystko wypytywali. Nie robiło to na Nim żadnego wrażenia. Był osobą głęboko wierzącą. Ślub kościelny, spowiedź, uroczystości religijne to było dla Niego coś oczywistego. Miał też zawsze przy sobie obrazek Matki Bożej Jasnogórskiej. Z tym obrazkiem wsiadł do samolotu. Za chwilę pokażę Jego portfel. W nim też nosił święte obrazki.
O Jego pobożności świadczy fakt, że zawierzył swoje życie Matce Bożej na Jasnej Górze. To zawsze było wyjątkowe miejsce w naszym życiu. Byliśmy tam wielokrotnie. Gdy jechaliśmy gdzieś na południe Polski, to wstępowaliśmy do sanktuarium, żeby się pomodlić. Dlatego po tragedii razem z dziećmi przekazałam Jego mundury, pamiątki właśnie na Jasną Górę. Urna ze szczątkami mojego Męża znalezionymi na miejscu katastrofy przez motocyklistów Rajdu Katyńskiego znajduje się w sanktuarium w Kaplicy Pamięci Narodu.

– Jak dzieci przeżyły te 8 lat?

– Moje dzieci do dzisiaj są zszokowane formułowanymi oskarżeniami. Andrzej był wspaniałym mężem i ojcem. Człowiekiem, który dla bezpieczeństwa Polski poświęcił całe swoje życie, a my razem z Nim. Rodzina pilota musi się przecież podporządkować służbie w wojsku, zaakceptować zmiany miejsca pobytu czy nieobecność ojca, który wyrusza na loty.

Kocham lotnictwo, podziwiam pilotów, bo to wyjątkowy, trudny i wymagający poświęceń zawód. Każdy w naszej rodzinie zdawał sobie sprawę, z jakim ryzykiem się wiąże. W tej profesji niekiedy sekundy decydują o życiu. Przeżyłam wiele pogrzebów pilotów. Wiedziałam, że śmierć jest czymś realnym. Dlatego dbałam, żeby w domu Andrzej miał jak najwięcej spokoju i jak najlepsze warunki. Domowe obowiązki brałam na siebie, żeby mógł się w pełni oddawać swojej lotniczej pasji.

– Na ile wiara pomogła Pani w przeżywaniu tej tragedii?

– Gdyby nie modlitwa, to chyba serce by mi pękło. Modliłam się, prosiłam św. Jana Pawła II o wsparcie, o pomoc. Wieczorami słuchałam jego kazań. Bardzo mi to pomagało.
Modlitwa towarzyszy mi każdego dnia. Dzięki niej przeżyłam ten najtrudniejszy okres mojego życia i myślę, że nie zawiodłam Andrzeja. Dzisiaj z ogromnym wewnętrznym spokojem patrzę na Jego portret.

Tagi:
Smoleńsk

Historyczna rocznica

2018-04-18 11:44

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 16/2018, str. 18-19

10 kwietnia 2018 r., w dniu ósmej rocznicy katastrofy smoleńskiej, zamknął się ważny etap naszej najnowszej historii. Na placu Piłsudskiego w Warszawie, gdzie w kwietniu 2010 r. pogrążeni w smutku Polacy modlili się za ofiary katastrofy, stanął pomnik upamiętniający wszystkie 96 osób, które zginęły

Artur Stelmasiak
Pomnik, przykryty  biało-czerwoną  flagą,  został  odsłonięty  przez  przedstawicieli  rodzin  smoleńskich

O tym, że katastrofa smoleńska powinna zostać upamiętniona w centrum Warszawy, Polacy byli przekonani już 10 kwietnia 2010 r. Największa tragedia w naszej powojennej historii musi mieć swoje artystyczne odniesienie w przestrzeni publicznej stolicy. Tak przecież jest ze wszystkimi ważnymi wydarzeniami w naszej historii. – Modlimy się przede wszystkim za zmarłych, którzy osiem lat temu zginęli w katastrofie smoleńskiej. Ale módlmy się także o to, by ten pomnik wszystkich nas jednoczył. Niech ten pomnik przemawia do przyszłych pokoleń. Boże, zlej swoje błogosławieństwo na wszystkich, którzy będą nawiedzać to wyjątkowe miejsce – prosił w modlitwie kard. Kazimierz Nycz, który poświęcił pomnik na placu Piłsudskiego.

Pomnik autorstwa Jerzego Kaliny ma prostą formę, ale już teraz urósł do narodowego symbolu, który może zakończyć trawiący Polaków spór polityczny. Ofiarami katastrofy sprzed ośmiu lat byli przecież politycy ze wszystkich opcji politycznych. – On jest wszystkich i dla wszystkich – podkreślił prezydent RP Andrzej Duda i wyraził nadzieję, że pomnik będzie nas jednoczył, niezależnie od poglądów politycznych, że w krótkim czasie będzie świętym miejscem dla wszystkich Polaków. – Bo jest symbolem naszej wspólnoty, bo upamiętnia to, co było wspólnotowe, i że właśnie dla tego, co było wspólne, nasze, oni zginęli. I dlatego on jest nasz, wspólny! – podkreślił prezydent.

Zapracował na upamiętnienie

Przykryty biało-czerwoną flagą pomnik został odsłonięty przez przedstawicieli rodzin ofiar katastrofy. To one najwięcej wycierpiały po stracie bliskich oraz zostały wciągnięte w wir bezlitosnej polityki. – Długo czekałam, ale cieszę się, że wreszcie nadeszła ta chwila – powiedziała „Niedzieli” Ewa Kochanowska, wdowa po śp. Januszu Kochanowskim, rzeczniku praw obywatelskich. – Pomnik Jerzego Kaliny bardzo mi się podoba, bo przecież sama uczestniczyłam w postępowaniu konkursowym – dodała.

W gronie osób, które odsłoniły pomnik smoleński, był, oczywiście, Jarosław Kaczyński, brat śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To jego polityczna i osobista determinacja sprawiła, że ofiary katastrofy zostały wreszcie upamiętnione. – Ani pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej, ani pomnik Lecha Kaczyńskiego nie są przeciwko nikomu. My chcemy jedności Polaków, ale jedności wokół dobra, a nie wokół zła – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości. – Tam jest 96 nazwisk. Bez żadnych tytułów, bez funkcji, po prostu 96 osób. 96 osób Polek i Polaków, którzy wspólnie wybrali się do Katynia po to, by podtrzymać pamięć. I to jest wystarczający powód, żeby ten pomnik tutaj stanął.

Tuż obok, na skraju placu Piłsudskiego, przy gmachu Garnizonu Warszawa, został odsłonięty kamień, gdzie za kilka miesięcy stanie pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego. – Ten pomnik powstaje dlatego, że Lech Kaczyński przez całe swoje życie budował drogę do wyzwolenia ojczyzny. A później, gdy wolność okazała się niedoskonała, tworzył nurt życia publicznego, którego celami były zmiana i naprawa Rzeczypospolitej. Nikt nie odegrał tak wielkiej roli jak on w budowaniu tego, co było w Polsce dobre i sprawiedliwe. I dlatego ten pomnik stanie w tym miejscu – stwierdził Jarosław Kaczyński.

Do symboliki pomnika śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego odniósł się także Andrzej Duda. – Nikt nie miał takiego zaufania społecznego wśród wyborców, którzy wybrali go do Senatu, do Sejmu, na prezydenta Warszawy i wreszcie na prezydenta Rzeczypospolitej. Prezydent prof. Lech Kaczyński cieszył się po prostu ogromnym zaufaniem, bo sobie na to zaufanie zapracował. Można więc śmiało powiedzieć, że zapracował sobie swoją służbą dla ojczyzny także na to upamiętnienie – podkreślił prezydent Duda.

Quo vadis Polonia?

Stałym punktem rocznicowych obchodów jest zawsze Msza św. z udziałem rodzin ofiar, najwyższych władz państwowych i ponad 100 księży z całej Polski. Tysiące wiernych wypełniło szczelnie warszawską katedrę, ulice Starego Miasta oraz plac Zamkowy. – Jak co roku, jak co miesiąc wspominamy tych, którzy wtedy zginęli. 96 córek i synów narodu, pod przewodnictwem prezydenta Lecha Kaczyńskiego – powiedział bp Michał Janocha. W trakcie homilii nawiązał do jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Odniósł się do artystycznej instalacji grobu Pańskiego w warszawskiej archikatedrze, gdzie na tle narodowych barw orzeł w koronie zrywa kajdany i unosi się w powietrze. Przypomniał, że w Smoleńsku polskie skrzydła wbiły się w czarną ziemię. A w katedrze polskie skrzydła wzbijają się w białe niebo. Dumny orzeł zrywa żelazne łańcuchy, zrywa się do lotu. Od tego zrywu mija sto lat. – Jaka jest dzisiaj nasza ojczyzna? Jaka jest ziemia naszych praojców, ziemia Szczęsnego Felińskiego, Piłsudskiego, Dmowskiego, Witosa, Korfantego, Wyszyńskiego, ziemia Karola Wojtyły, po stu latach od tamtego cudu? – zastanawiał się bp Janocha i konstatował: – Między katedrą a Pałacem Prezydenckim stoją bariery chroniące Polaków przez Polakami, a czarne marsze domagają się prawa do zabijania nienarodzonych. Czy ten orzeł, który rozrywa kajdany i zrywa się do lotu, nie jest tylko projekcją naszych narodowych tęsknot, czy nie jest naszym kolejnym zbiorowym złudzeniem, czy nie jest jakąś tragiczną farsą?

Zdaniem bp. Janochy, współczesne kajdany mają swój wymiar społeczny i często bezwiednie sami sobie je nakładamy albo pozwalamy nakładać – przez bezkrytyczne uleganie wpływowym ideologiom. Jan Paweł II nazwał to zjawisko „cywilizacją śmierci”, kiedy w imię egoistycznej wolności, oderwanej od solidarności i od odpowiedzialności, głosi się prawo do decydowania o życiu nienarodzonych, upośledzonych, śmiertelnie chorych. Ksiądz biskup przypomniał, że pierwszym krajem w Europie, który wprowadził nieograniczone prawo zabijania nienarodzonych, była bolszewicka Rosja, a drugim były nazistowskie Niemcy. – Dziś tego samego prawa domagają się ludzie w imię postępu. Czy jeżeli ludożerca je widelcem i nożem, to jest postęp? W tym miejscu można powtórzyć pytanie, nieco nadużywane, niemniej jednak ważne i poważne: Quo vadis Polonia? Quo vadis Europa? – zauważył bp Janocha.

Ostatni Marsz Pamięci

Późnym wieczorem z archikatedry pod Pałac Prezydencki przeszedł Marsz Pamięci. Jarosław Kaczyński powiedział, że postawienie pomnika ofiar katastrofy kończy ważny etap. Podziękował wszystkim uczestnikom, którzy przez długie osiem lat uczestniczyli w comiesięcznej Mszy św. oraz w Marszu Pamięci. Zapowiedział, że nadal będą się modlić każdego 10. dnia miesiąca, ale już nie będzie marszy Krakowskim Przedmieściem.

Brat śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego wielokrotnie podkreślał wagę upamiętnienia ofiar katastrofy oraz wyjaśnienia jej przyczyn. – Mamy raporty wstępne, jeszcze nieostateczne. Przed nami badania, które będą prowadzone na zlecenie prokuratury przez najwybitniejszych w skali światowej specjalistów od katastrof lotniczych. Część spraw została już wyjaśniona, a droga do kolejnych jest otwarta – podsumował Jarosław Kaczyński. – To 96. marsz. Tyle marszów, ile ofiar katastrofy smoleńskiej. 96. marsz jest marszem ostatnim, bo doszliśmy do celu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nowenna Częstochowy do Matki Bożej Jasnogórskiej

2018-08-17 06:51

o. Stanisław Tomoń/ BPJG

Jak co roku - na Jasnej Górze 17 sierpnia rozpoczną się bezpośrednie przygotowania do uroczystości ku czci Najświętszej Maryi Panny Jasnogórskiej. Przez dziewięć kolejnych wieczorów o godz. 18.30 odprawiana jest wspólnotowa Msza św. z kazaniami.

Biuro Prasowe Jasnej Góry

W tym roku kazania nowennowe głosi bp Andrzej Przybylski, bp pomoc. arch. częstochowskiej.

Eucharystie, koncelebrowane przez ojców paulinów i księży duszpasterzy częstochowskich parafii, sprawowane są na Szczycie jasnogórskim. W każdy z kolejnych 9. dni, przybywają na nie zorganizowanymi grupami wierni z poszczególnych częstochowskich parafii. W dniach nowenny Msze św. z kazaniami transmitowane są codziennie na falach Radia Jasna Góra.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Dziennik watykański wspomina Arethę Franklin i jej występ przed Franciszkiem

2018-08-17 19:52

kg (KAI/OR) / Watykan

Zmarła 16 sierpnia w wieku 76 lat amerykańska piosenkarka Aretha Franklin wystąpiła we wrześniu 2015 w Filadelfii przed Franciszkiem w czasie jego podróży do Stanów Zjednoczonych. Przypomniał o tym watykański dziennik "L'Osservatore Romano" w obszernym artykule poświęconym gwieździe muzyki soul, dodając, że w czasie odbywającego się tam wówczas Światowego Spotkania Rodzin Franklin wykonała słynny hymn "Amazing Grace" (Cudowna łaska).

wikipedia.org

W artykule "Między cierpieniem a nadzieją" pismo zwraca uwagę, że hołd artystce złożyli prezydenci: obecny Donald Trump i jego poprzednik Barack Obama, chociaż ten pierwszy prawdopodobnie "nie był poruszony jej głosem", jak to było w przypadku Obamy. Obecny gospodarz Białego Domu napisał na swoim Twitterze, że "zmarła królowa soulu była wielką kobietą z niewiarygodnym darem Bożym - swoim głosem". I dodał: "Będzie nam jej brakować".

Zdaniem dziennika mniej suche i z pewnością bardziej zaangażowane było wspomnienie pozostawione przez Obamę, "który z piosenkarką dzielił, choć w bardzo odmienny sposób, doświadczenie wzrastania jako Murzyn w Stanach Zjednoczonych drugiej połowy ubiegłego wieku". "W jej głosie mogliśmy usłyszeć naszą historię we wszystkich jej odcieniach, naszą siłę i nasz ból, naszą ciemność i nasze światła, nasze poszukiwania odkupienia oraz nasz z trudem wywalczony szacunek" - przytoczyła gazeta słowa byłego prezydenta.

Zwróciła uwagę, że odniesienie do szacunku nie było przypadkowe, gdyż tak właśnie - "Respect" [Szacunek] - brzmi tytuł jednego z największych przebojów Arethy. Jest to hymn-wezwanie do świadomości czarnych kobiet w trudnych latach sześćdziesiątych, doświadczających wówczas głębokich i gwałtownych napięć rasistowskich.

Ale te same lata, obfitujące również w wielkie możliwości dla tych, którzy zamierzali pojawić się na estradzie muzycznej, stanowiły dla piosenkarki prawdziwy punkt zwrotny. Młoda wykonawczyni utworów gospel, córka kaznodziei baptystycznego, porzucona w wieku 6 lat przez matkę i która po raz pierwszy sama została matką, mając zaledwie 14 lat, trafiła do wytwórni Atlantic Records, założonej przez Ahmeta Ertegüna - syna ówczesnego ambasadora Turcji w Waszyngtonie (takie rzeczy mogły się wydarzyć tylko w tamtych latach - podkreślił dziennik).

Sam Ertegün jest dziś mało znany, ale miał on genialne wyczucie i to on odkrył największe talenty muzyki jazzowej, soul i rocka na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. W gronie tym znalazła się Aretha Franklin, obdarzona niezwykłą rozpiętością głosu, którego nie trzeba było ograniczać ani naginać do wymogów komercyjnych. Pozwalało to jej wykonywać soul, a więc tę muzykę, którą śpiewała od dziecka, gdy jej ojciec prowadził nabożeństwa. Była to muzyka duszy, która "podobnie jak w procesie oczyszczenia, prowadzi śpiewającego i słuchającego od buntu i zmysłowości do uniesienia i tej próby odkupienia, do której nawiązał w swym przesłaniu Obama" - zaznaczył dziennik papieski. I dodał, że "żaden instrument nie mógł lepiej od głosu Franklin wyrazić tej drogi pełnej cierpienia, ale rozświetlanej nadzieją".

Począwszy od lat sześćdziesiątych kariera piosenkarki była naznaczona niezliczonymi sukcesami. Wielokrotnie zdobywała nagrody Grammy (czyli swego rodzaju Nobla w dziedzinie muzyki lekkiej), a w 1980 wystąpiła w filmie "The Blues Brothers" - historycznym obrazie Johna Landisa, w którym grając rolę żony Matta "Guitar" Murphy'ego, wykonała niezapomnianą wersję piosenki "Think", będącej innym z jej najsłynniejszych przebojów.

Jednym z ostatnich jej występów było pojawienie się przed Franciszkiem w czasie jego pobytu w Stanach Zjednoczonych, gdy podczas Światowego Spotkania Rodzin w Filadelfii zaśpiewała 26 września 2015 starą pieśń gospel "Amazing Grace" (Cudowna łaska), "która teraz zdaje się być wyraźnym punktem odniesienia do tej niespodziewanej łaski, którą jej głos był rzeczywiście obdarzony" - zakończył swój komentarz dziennik watykański.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem