Reklama

Rzeźbiarz Bożego Objawienia

2018-04-11 10:09

Ks. Marek Łuczak
Niedziela Ogólnopolska 15/2018, str. 10-11

Grzegorz Gałązka

Fenomen Benedykta XVI można sprowadzić do prostego zdania: Jako jeden z najwybitniejszych teologów dał ludzkości odpowiedzi na najistotniejsze kwestie podejmowane przez myślicieli niemal całego świata. Ale można to ująć precyzyjniej: jego niewątpliwy geniusz wyrażał się nie tyle w błyskotliwych odpowiedziach, ile w trafnych pytaniach. To m.in. dzięki nim Ratzinger wykuwał kształt objawienia ze słowa Bożego i Tradycji. Czynił to jako papież, ale wcześniej jako teolog i prefekt Kongregacji Nauki Wiary

Od wczesnych lat młodości dla Josepha Ratzingera najbardziej fascynujące było stawianie pytań. Być może nauczył się tego od jednego ze swoich profesorów, który w trakcie dyskusji formułował wątpliwości odnoszące się do dogmatu o nieomylności papieża. Gottlieb Söhngen, bo o tego akademika chodzi, został kiedyś skonfrontowany z pytaniem, co zamierza uczynić, gdy jednak okaże się, że dogmat zostanie przyjęty. „Jeśli dogmat zostanie przyjęty, przypomnę sobie, że Kościół jest mądrzejszy niż ja” – odpowiedział pokornie dogmatyk. Te słowa stały się dla późniejszego papieża jednym z ważniejszych drogowskazów. Teologia, mimo że dzięki jej uprawianiu zarabiał na życie, nie była dla Ratzingera zwykłą dziedziną uniwersytecką. Powiedzieć, że była dla niego pasją to też zdecydowanie za mało. Teologia była dla niego częścią życiowej drogi, dodajmy – najważniejszą częścią, bo w jego przypadku zbiegała się z wiarą, dzięki której przez całe życie pragnął spotykać żywego Jezusa Chrystusa. Udawało mu się to na pewno dzięki osobistej modlitwie i medytacji świętych tekstów, ale z pewnością w nie mniejszym stopniu także dzięki lekturze Ojców Kościoła i starożytnych mistyków.

W jego życiu nie było przypadków

Benedykt XVI dożył sędziwego wieku i niewątpliwie nadszedł już czas pewnych podsumowań. Wpisuje się w nie książka Elio Guerriera pt. „Świadek Prawdy”, wydana w wydawnictwie WAM i zareklamowana przez jego redaktorów jako „najpełniejsza biografia Benedykta XVI”.

Obserwatorzy Kościoła, ale także jego wierne dzieci stawiają sobie pytania o fenomen tego papieża. Pytania te są tym bardziej fascynujące, że widać w nich jak na dłoni działania Bożej Opatrzności. Ta sama prawda przedziera się zresztą także z życiorysów pozostałych papieży XX i XXI wieku. Można ją streścić w prostej konstatacji: w ich życiu nie było przypadków.

Reklama

W życiu młodego Ratzingera zatem na pewno nie było przypadkiem, że jego rodzicami byli Józef i Maria. Mogłoby się wydawać, że to tylko nic nieznacząca koincydencja, ale przecież za faktem tym kryje się prawda wyraźnie widziana oczyma wiary, iż za tymi imionami stoją potężni patronowie. To oni na pewno towarzyszyli bawarskiej rodzinie we wszystkich poczynaniach.

Przypadkiem nie był też na pewno fakt, że ojciec przyszłego papieża pełnił funkcję żandarma i z tego powodu co pewien czas musiał zmieniać miejsce zamieszkania. Joseph ze względu na tę okoliczność poznawał uroki Bawarii, która w tamtym czasie była prawdziwą kuźnią katolicyzmu.

Bernard Lecomte, niegdyś watykanista publikujący w „Le Monde”, wskazał na podobieństwa między Kalwarią Zebrzydowską a Altötting – dwoma sanktuariami maryjnymi. Do pierwszego pielgrzymował mały Karol Wojtyła z ojcem, a do drugiego mały Joseph Ratzinger z rodziną.

Dwaj przyszli papieże pochodzący z Europy Centralnej – jak pisze Guerriero – zostali powołani do niesienia pokoju swoim krajom i całemu kontynentowi w trudnym przejściu z drugiego do trzeciego milenium.

Prowadzony przez Opatrzność

Na pewno przypadkiem nie było także to, że mały Joseph został ochrzczony w wodzie dopiero co poświęconej podczas ceremonii wielkosobotnich. Fakt ten naznaczył całe jego życie, zanurzone w paschalnej atmosferze tych godzin, w których dokonuje się misterium przejścia Jezusa ze śmierci do życia. W swoich wspomnieniach Benedykt XVI tak o tym napisze: „Moje życie od początku zagłębione było w tajemnicy Świąt Wielkanocnych, co wypełniało mnie ciągle wdzięcznością, bo mogło być tylko znakiem błogosławieństwa”.

Biografia Josepha Ratzingera – jak czytamy we wprowadzeniu do książki „Świadek Prawdy” – koniecznie musi się zacząć od nakreślenia kontekstu historyczno-geograficznego. Przyszły papież urodził się w 1927 r., gdy Niemcy zaczynały oplatać złowieszcze macki nazizmu, który w niedalekiej przyszłości miał pozostawić po sobie tak straszliwe spustoszenia.

W prowincjonalnej miejscowości, jaką było Aschau, mieszkali już przekonani naziści. Także tam dotarła organizacja młodzieżowa Hitlerjugend, która miała na celu wychowywać uczniów na nowych panów świata. Rodzeństwo Josepha, 14-letnia wówczas Maria i 11-letni Georg, musiało założyć brunatne koszule i maszerować ulicami ku chwale nowych Niemiec. Ojciec Ratzinger w pełni dostrzegał niebezpieczny wpływ, który mogły wywrzeć te pełne nienawiści i gwałtu manifestacje na młode, nieukształtowane jeszcze wtedy w pełni sumienia, i protestował przeciwko nim; nazywał Hitlera włóczęgą i łobuzem, który doprowadził Niemcy do ruiny.

Warto pamiętać, że członkostwo młodych Niemców w organizacji powołanej do istnienia zaraz po dojściu nazistów do władzy było obowiązkowe. Aż do 1939 r. zwolnieni z tego byli seminarzyści, jednak wraz z wybuchem wojny zapisanie się do tej organizacji stało się obowiązkowe dla wszystkich. Rektor przyszłego papieża postanowił zapisać swych podopiecznych gremialnie, by uniknąć w ten sposób niepotrzebnych szykan.

Opowieść o uczciwym człowieku

Jak wynika z relacji Georga Ratzingera, im czarniejsze chmury nazizmu rozpościerały się wokół, tym gorętsza pobożność znamionowała jego przeciwników. Tak brat Benedykta XVI wspomina atmosferę rodzinnego domu: „Codziennie modliliśmy się wspólnie – przed i po każdym posiłku. Główna modlitwa miała miejsce po obiedzie. Składały się na nią m.in. prośby w różnych intencjach, dotyczące naszej rodziny”.

Bawaria Ratzingera wyglądała ku Austrii, ku Czechom i Słowacji, w stronę Polski i świata słowiańskiego, nie z intencją ataku i podboju, na hitlerowską modłę, lecz by prowadzić żywy i ciągnący się nieprzerwanie przez wieki dialog wiary i kultury.

Benedykt XVI prowadził ów dialog przez całe swoje życie. Biografia napisana przez Elio Guerriera stała się jego wiernym zapisem. Trzeba jednak zastrzec, że autor książki – jak sam to podkreślił – nie napisał jej, by zebrać materiał na proces beatyfikacyjny Josepha Ratzingera. „Jestem nawet przekonany, że Kościół dobrze by zrobił, gdyby całkowicie zrezygnował z kanonizowania papieży, gdyż myślę – jak twierdzi Urs von Balthasar – że owa praktyka wystawia go na niebezpieczeństwo kanonizowania siebie samego i własnej historii. Niemniej życia papieży nie da się ukryć pod korcem, pozostaje ono na widoku ludzi całego świata. Osąd ich działań dobrze jest zostawić badaczom i ich wolności. Taka postawa mogłaby również stanowić znak otwartości, która tak bardzo leży na sercu jego następcy. Chciałem raczej opowiedzieć o uczciwym człowieku, kochającym Bawarię i książki, który z żalem zamienił katedrę profesorską na biskupią”.

Co wynikło z tej zmiany, każdy ze świadków pontyfikatu Benedykta XVI mógłby powiedzieć, odwołując się do własnych doświadczeń. Pontyfikat ten nie należał wprawdzie do długich, jednak ze względu na głębię teologicznej myśli Papieża długo będziemy do niego wracać. Nowa propozycja wydawnictwa WAM na pewno okaże się bardzo dobrym przewodnikiem na tej drodze.

***

Benedykt XVI o swoim pontyfikacie:

Od początku byłem świadomy swoich ograniczeń, a zgodziłem się – jak zawsze starałem się czynić w moim życiu – w duchu posłuszeństwa. Potem były mniejsze czy większe trudności pontyfikatu, ale były także liczne łaski. Zdawałem sobie sprawę, że wszystkiemu, co miałem robić, nie byłem w stanie podołać sam, a więc byłem niemal zmuszony oddać się w ręce Boga, zawierzyć Jezusowi, z którym – w miarę jak pisałem książkę o Nim – czułem się związany starą i coraz głębszą przyjaźnią. Była także Matka Boża, Matka nadziei, niezawodna podpora w trudnościach. Była mi Ona coraz bliższa, gdy odmawiałem Różaniec i odwiedzałem sanktuaria maryjne. Wreszcie byli święci, moi towarzysze drogi całego życia: św. Augustyn i św. Bonawentura, moi mistrzowie duchowi, a także św. Benedykt, którego motto „Niczego nie przedkładać nad Chrystusa” stawało mi się coraz bliższe, i św. Franciszek, Biedaczyna z Asyżu, który pierwszy przeczuł, że świat jest odzwierciedleniem stwórczej miłości Boga, od którego pochodzimy i ku któremu zmierzamy.

Za: Elio Guerriero, „Świadek Prawdy”

Tagi:
Benedykt XVI

Reklama

Tornielli: sześć lat po rezygnacji Benedykt XVI nadal towarzyszy Kościołowi

2019-02-11 17:23

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Przed sześciu laty Kościołem i światem wstrząsnęła bezprecedensowa i niespodziewana wiadomość o rezygnacji Benedykta XVI. Do tego wydarzenia powraca dziś dyrektor programowy watykańskich mediów. Porównuje je do przysłowiowego gromu z jasnego nieba.

Grzegorz Gałązka

Andrea Tornielli przyznaje, że dymisja Benedykta XVI naznaczyła historię Kościoła. Podkreśla jednak, że byłoby ogromnym błędem, gdyby wydarzenie to przysłaniało nam doniosłe znaczenie całego ośmioletniego pontyfikatu Josepha Ratzingera.

- Byłoby to błędem, ponieważ papież Benedykt swym świadectwem i nauczaniem towarzyszył i nadal towarzyszy Kościołowi – powiedział Radiu Watykańskiemu Andrea Tornielli. – Świadectwo. Pomyślmy na przykład o przyszłym kościelnym szczycie na temat ochrony nieletnich i o tym, jak papież Benedykt swoją decyzją, by spotykać się z ofiarami nadużyć, przyczynił się do zmiany mentalności w Kościele. Nauczył nas patrzeć na ofiary jak na osoby, które trzeba przyjąć i wysłuchać ze współczuciem. Także jego nauczanie jest bardzo bogate. Pomyślmy choćby o tym, że nawet sekularyzację potrafił on odczytywać jako zjawisko pozytywne, które ogołociło Kościół ze swych bogactw i przywilejów, a tym samym w jakiś sposób go oczyściło. Również papież Benedykt przedstawiał ideał Kościoła, który nie jest samowystarczalny, nie wierzy w samego siebie, w swoje możliwości, lecz wszystko musi otrzymać od Boga, aby stać się kanałem, poprzez który Bóg dociera do ludzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dokąd zmierza Kościół?

2019-02-20 06:49

st (KAI) / Watykan

Do podjęcia przez uczestników rozpoczynającego się 21 lutego w Watykanie spotkania przewodniczących episkopatów istotnych wyzwań moralnych, przed jakimi stoi Kościół, wezwali w opublikowanym 19 lutego liście otwartym kardynałowie Walter Brandmüller i Raymond Leo Burke. Wraz z nieżyjącymi już kardynałami Carlo Caffarrą i Joachimem Meisnerem wystosowali oni we wrzeniu 2016 r. list z prośbą o wyjaśnienie spornych – ich zdaniem – fragmentów adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”.

Margita Kotas

Oto tekst listu otwartego w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia, przewodniczący Konferencji Episkopatów, Zwracamy się do was z głębokim niepokojem! Świat katolicki jest zagubiony i z bólem zadawane jest pytanie: dokąd zmierza Kościół? W obliczu mającego miejsce zagubienia zdaje się, że trudność jest sprowadzana do kwestii wykorzystywania małoletnich, będącego straszliwym przestępstwem, zwłaszcza gdy jest ono popełniane przez księdza, co jest jednak tylko częścią znacznie poważniejszego kryzysu. W Kościele ma miejsce plaga rozpowszechnienia programu homoseksualnego, krzewionego przez zorganizowane sieci i chronionego przez klimat współudziału i spisek milczenia. Korzenie tego zjawiska wyraźnie widać w atmosferze materializmu, relatywizmu i hedonizmu, w którym otwarcie kwestionowane jest istnienie bezwzględnego, nie uznającego żadnych wyjątków prawa moralnego.

Winę za wykorzystywanie seksualne zrzuca się na klerykalizm. Ale pierwsza i główna wina duchowieństwa nie polega na nadużywaniu władzy, lecz na oddaleniu się od prawdy Ewangelii. Źródłem zła, które deprawuje pewne kręgi w Kościele jest nawet publiczne zaprzeczanie, słowami i czynami, prawa Bożego i naturalnego. W obliczu tej sytuacji kardynałowie i biskupi milczą. Czy będziecie również milczeli przy okazji spotkania zwołanego w Watykanie na 21 lutego?

Należymy do tych, którzy w 2016 r. przedstawili Ojcu Świętemu pewne pytania, wątpliwości (dubia), które podzieliły Kościół w obliczu wniosków Synodu o Rodzinie. Dziś na te wątpliwości nie tylko nie pojawiła się jakakolwiek odpowiedź, ale stanowią one część bardziej ogólnego kryzysu wiary. Dlatego zachęcamy was, abyście podnosili głos, by chronić i głosić pełną naukę Kościoła.

Modlimy się do Ducha Świętego, aby wspierał Kościół i obdarzał światłem pasterzy, którzy nim kierują. Pilne i konieczne jest teraz stanowcze działanie. Ufamy Panu, który obiecał: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).

Walter Kardynał Brandmüller, Raymond Leo Kardynał Burke

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Potrzebujemy realnej polityki wspierającej kobiety

2019-02-20 19:14

Parlament Europejski przegłosował rezolucję na temat wrogiego nastawienia w odniesieniu do praw kobiet i równouprawnienia płci w UE. W głosowaniu udało się odrzucić kilka najbardziej skandalicznych postulatów m.in. dotyczących przeciwdziałania dezinformacji ws. ochrony życia oraz wprowadzenia obowiązkowej edukacji seksualnej dzieci i młodzieży. Niestety PE zaakceptował postanowienia potępiające ukierunkowanie polityki równości na politykę rodzinną i macierzyńską oraz prowadzenie kampanii przeciwko Konwencji Stambulskiej. Europosłowie zgodzili się również na uznanie aborcji jako środka zwiększającego równouprawnienie kobiet. Debata i głosowanie nad rezolucją były kolejnym przykładem ośmieszenia i dyskredytowania polityki równości płci przez populizm skrajnej lewicy.

Biuro Poseł do Parlamentu Europejskiego

Rezolucja została przygotowana przez Komisję Praw Kobiet i Równouprawnienia (FEMM) zdominowaną przez środowiska lewicowe, co znalazło odzwierciedlenie w tekście rezolucji, która zmierzała m.in. do ograniczenia wolności słowa, poprzez wezwanie do potępienia krytyki Konwencji Stambulskiej. Jest to dowód na niebywałą hipokryzję bowiem środowiska te na sztandarach mają obronę wolności słowa, będącą jednym z filarów Karty Praw Podstawowych UE, a tymczasem podejmują działania tę wolność ograniczające.

Ta, tzw. postępowa lewica potępiła również ukierunkowanie polityki równości płci na politykę rodzinną i macierzyńską. Argumentowano to tym, że wspieranie rodziny i macierzyństwa nie służy trwałym zmianom, które prowadziłyby do poprawy praw kobiet w dłuższym czasie. Takie myślenie jest koronnym dowodem na to, że dla środowisk liberalno-lewicowych macierzyństwo jest przysłowiową „kulą u nogi”, która przeszkadza kobiecie w rozwoju zawodowym. W tekście znalazło się także skandaliczne wezwanie do uznania ochrony życia poczętego za dezinformację, co byłoby próbą ograniczenia działalności ruchów pro-life. W tym akurat przypadku Parlament Europejski zachował zdrowy rozsądek i zapis ten odrzucono w głosowaniu.

Uznanie, że aborcja i prawa mniejszości seksualnych miałyby być rozumiane jako pogorszenie praw kobiet uznaję za aberrację. Dlatego zgłosiłam alternatywną rezolucję wskazującą realne problemy kobiet. Podkreślam w niej potrzebę zmniejszania luki płacowej i emerytalnej pomiędzy kobietami i mężczyznami. Zwracam uwagę na konieczność zwalczania przemocy wobec kobiet. Potępiam okaleczanie żeńskich narządów płciowych oraz zawieranie przymusowych małżeństw, które dotyczą małżeństw osób dorosłych z dziećmi. Ponadto wskazuję, że udział kobiet w życiu publicznym powinien być większy oraz podkreślam potrzebę dążenia do równowagi między życiem zawodowym i prywatnym. Zwracam również uwagę na problem postępującej seksualizacji wizerunku kobiet.

Niestety Parlament Europejski po raz kolejny dał się złapać na lep lewicowej propagandy i przyjął rezolucję przygotowaną przez Komisję Praw Kobiet i Równouprawnienia. Dokument ten poparła niestety spora grupa posłów PO. Widać, że Platforma będzie się ścigać z Wiosną Roberta Biedronia o elektorat skrajnie lewicowy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem