Reklama

Przestrzeń otwarta dla każdego

2018-04-11 10:09

Z abp. Grzegorzem Rysiem – metropolitą łódzkim – rozmawia Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 15/2018, str. 14-15

Archidiecezja Łódzka

LIDIA DUDKIEWICZ: – 27 stycznia 2018 r. w Kościele łódzkim rozpoczął się szczególny czas łaski – w związku z otwarciem IV Synodu Archidiecezji Łódzkiej. Proszę o wyjaśnienie istoty i celu tej wielkiej inicjatywy, zaplanowanej na najbliższe trzy lata.

ABP GRZEGORZ RYŚ: – W 2020 r. archidiecezja łódzka będzie obchodziła swoje 100-lecie. Jubileusz to zawsze dobry czas, aby poczynić refleksję dziękczynną za to, co się w tym Kościele wydarzyło. Jest to jednocześnie czas, aby podumać nad obecnym stanem naszego Kościoła partykularnego oraz podjąć zań odpowiedzialność na następne lata. Staram się wyczuwać intencje mojego poprzednika – abp. Marka Jędraszewskiego, inicjatora synodu. Gdy się dowiedziałem, że mam iść z Krakowa do Łodzi, to pomyślałem, że tego jubileuszu nie można przeżyć inaczej, jak właśnie w ten sposób – przez synod. Cieszę się, że arcybiskup Marek zaproponował archidiecezji synod o charakterze pastoralnym, a nie wyłącznie prawnym. Specyfika pastoralnego synodu polega bowiem na tym, że jego zasadnicze życie toczy się w zespołach synodalnych – w parafiach, w dekanatach, ale też w różnych grupach stanowych, czasami w szkołach, w środowiskach uczelnianych, we wspólnotach ruchów eklezjalnych i w różnych stowarzyszeniach. Mamy już ponad 300 grup synodalnych, co jest powodem do radości. Każdego roku poszczególne grupy najpierw będą się skupiać nad ośmioma tematami, a wypracowane wnioski zostaną przekazane do sekretariatu synodu. To nam otworzy przestrzeń do rozmowy plenarnej na poziomie całej archidiecezji.
Abp Jędraszewski zaproponował też trzy tematy na trzy kolejne lata: pierwszy – młodzież, drugi – rodzina i trzeci – parafia. Zdecydowałem się dodać do nich trzy istotne punkty odniesienia, którymi są dokumenty papieża Franciszka. Wzorowałem się tu trochę na Ojcu Świętym Janie Pawle II, który jako arcybiskup krakowski na zwołanym przez siebie synodzie pastoralnym czytał w zespołach synodalnych z krakowskimi diecezjanami dokumenty Soboru Watykańskiego II, próbując znaleźć odpowiedź na konkretne pytania. Chciał pokazać, że te dokumenty dają się przekładać na życie codzienne konkretnego Kościoła partykularnego.

– Jak w praktyce wygląda studiowanie dokumentów papieża Franciszka w czasie IV Synodu Archidiecezji Łódzkiej?

– Praktyka jest taka, że na trzy lata przeznaczyliśmy trzy dokumenty. Pierwszy rok, kiedy tematem jest młodzież, za punkt odniesienia bierze tekst encykliki „Lumen fidei”. Już same propozycje spotkań w zespołach synodalnych opierają się na tej właśnie encyklice Franciszka, ze wskazaniem konkretnych fragmentów, które są najbardziej oczywistymi punktami odniesienia. Niezależnie od tego mam nadzieję, że uczestnicy zespołów zapoznają się z całą encykliką, której tekst udostępniamy.
Bardzo ścisły związek z papieskim dokumentem przewidzieliśmy, konstruując drugi rok spotkań. Ośmiu spotkaniom dotyczącym tematyki rodzinnej zostało przyporządkowanych osiem rozdziałów adhortacji „Amoris laetitia”. Każde spotkanie będzie oparte na jednym rozdziale. W ramach przygotowania grupa robocza zaproponuje pewną syntezę każdego rozdziału. Rozpisujemy także ankietę wśród rodzin dzieci pierwszokomunijnych, która pomoże nam się odnaleźć w rzeczywistości lokalnej. Z kolei zespół przygotowujący materiał do debaty każdej małej grupie synodalnej zaproponuje konkretne pytania, na które odpowiedzi będą nas szczególnie interesowały.
W trzecim roku, gdy tematem będzie parafia, za punkt odniesienia bierzemy adhortację „Evangelii gaudium”. Chodzi o to, aby każda parafia odkryła w sobie właściwą dynamikę ewangelizacyjną. Podobnie to widzimy w odniesieniu do całego Kościoła, który nie stoi w miejscu, ale wychodzi do ewangelizacji. Trzeba postawić pytania o dynamikę działań ewangelizacyjnych i zastanowić się, co zrobić, aby było lepiej. Dzisiaj to są zagadnienia fundamentalne. Parafia nie może być tylko miejscem, gdzie się administruje sakramentami, lecz musi tworzyć dynamiczną wspólnotę, która dochodzi do misji, pozyskuje nowych ludzi. Inaczej – po co robić jubileusz diecezji? Nas obchodzi Kościół na przyszłość.

– „Wyruszamy we wspólną drogę!”. Jak mamy rozumieć to wezwanie Księdza Arcybiskupa skierowane do diecezjan na starcie synodu?

– To jest najpierw kalka samej nazwy, bo słowo „synod” pochodzi od greckich słów: „syn hodos” – wspólna droga. Taka forma pastoralnego synodu, będąca wspólną drogą, sprawia, że to nie jest tylko ładne i „politycznie poprawne” powiedzenie. Faktycznie synod pastoralny jest otwartą przestrzenią dla każdego. W pierwszym roku synodu ze względu na tematykę dotyczącą młodzieży w parafialnych grupach synodalnych jest bardzo dużo młodych ludzi, np. w szkołach działają zespoły synodalne. Na tym pierwszym etapie młodzież już chętnie się włączyła w ruch synodalny – to jest bardzo budujące. Kolejne grupy będziemy nadal otwierać. Kiedy przyjdzie czas na tematykę rodzinną czy parafialną, w synod bardziej włączą się inne grupy wiekowe. Piękny przykład pracy w grupach przeżyliśmy już w katedrze na otwarcie synodu. Wszyscy mieliśmy doświadczenie słuchania siebie nawzajem. Każda grupa od razu przedstawiła też pierwsze wnioski. Niektóre były bardzo inspirujące, ku zaskoczeniu i radości organizatorów. Jedna z grup, gdy prezentowała wyniki swoich rozmów, powiedziała m.in. o potrzebie szczególnego wyjścia do młodych ludzi niepełnosprawnych, którzy być może z powodu choroby czy niepełnosprawności nie założą swojej rodziny. Postawiono pytania: Czy są jakieś propozycje zaangażowania tych młodych ludzi w Kościele? Jak im pomóc, aby czuli się szczęśliwi i widzieli głęboki sens swojego życia pomimo choroby czy niesprawności? Trzeba zauważyć, że przy teoretycznym wyczuleniu na sprawy choroby, cierpienia, krzyża ludzkiego – na co dzień może być tak, że w naszej optyce są ciągle ludzie, którzy się całkiem dobrze mają, a młodzi niepełnosprawni gdzieś nam giną z pola widzenia. Trzeba się więc zastanowić, jak odnaleźć tych ludzi i przede wszystkim prowadzić ich do sakramentów. Cieszę się, że już na starcie synodu było widać owoc dialogu kapłanów i świeckich, którzy przynoszą doświadczenie swojego życia i dają pełniejszy obraz rzeczywistości oraz pokazują obszary, w których trzeba działać. Synod musi być wspólną drogą.

– IV Synod Archidiecezji Łódzkiej wykorzystuje w swoich pracach współczesne technologie. Dynamicznie działa już strona internetowa. Z pewnością środki społecznego przekazu ułatwiają dotarcie do diecezjan z propozycjami synodalnymi, a także pomagają wyjść z Ewangelią i papieskim nauczaniem dalej – do tego świata, który jest oddalony od Kościoła, obojętny, a nawet wrogo nastawiony do religii...

– To szerokie zagadnienie. Zgadzam się z abp. Rino Fisichellą, przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji, który mówi, że dzisiaj Internet to nie tylko środek, narzędzie komunikacji, ale raczej nowy kontynent, który ludzie licznie odwiedzają albo wręcz zamieszkują. Jeśli Kościół ma spełniać swoją misję ewangelizacyjną, to musi iść tam, gdzie obecnie są ludzie, a nie tam, gdzie ich nie ma.
Temu zadaniu ma sprostać m.in. strona internetowa synodu. Zamieszczone są na niej w całości do pobrania przede wszystkim trzy teksty papieża Franciszka, które studiujemy w ramach prac synodalnych przez kolejne trzy lata. Zasadniczo chodzi o to, żeby ludzie przestudiowali te dokumenty w całości, muszą więc mieć do nich łatwy dostęp. Obecność w Internecie, przy użyciu wszystkich nowoczesnych środków przekazu i nowoczesnych technologii, jest koniecznością. Ideałem natomiast jest to, aby nie tylko spotkać się z człowiekiem tam, na cyfrowym kontynencie, ale też zaprosić go dalej do życia – czyli z przestrzeni wirtualnej do wspólnoty realnej. Trzeba więc być i w sieci, i w realu. W tym przypadku narzędzia cyfrowe są świetną pomocą w odnajdywaniu się i nawiązywaniu kontaktu.
Kiedy kard. Karol Wojtyła organizował synod pastoralny w Krakowie, nie miał takich możliwości szybkiego kontaktu, żeby z dnia na dzień, z godziny na godzinę dotrzeć do wszystkich synodalnych zespołów. Teraz wystarczy umieścić jakiś materiał na stronie internetowej i każdy może natychmiast go pobrać, aby z niego korzystać. W czasach kard. Wojtyły były maszyny do pisania i papier przebitkowy, na którym przez kalkę uzyskiwało się np. siedem kopii, i tak w nieskończoność stukało się literki, aby można było dotrzeć do większej liczby ludzi. Czasami jednak myślę, że ludzie w tamtych czasach, bez naszych dzisiejszych nowoczesnych narzędzi, potrafili działać sprawnie. To pokazuje, że sama technologia jeszcze niczego nie załatwia. Potrzebny jest ewangelizacyjny zapał. Dzisiejszy człowiek ma niesamowite środki komunikacji, ale często czuje, że jest coraz bardziej samotny. To są paradoksy naszych czasów, bo mając rozmaite możliwości, aby się spotkać z drugim człowiekiem, gubimy gdzieś ku temu ochotę.

– Synod jest więc najlepszą okazją, aby oderwać się od wszelkich stanów zachowawczych i szukać nowych dróg ewangelizacji, włączając się w misyjny wymiar życia Kościoła.

– To czas mobilizacji. Chodzi głównie o to, żeby pobudzić życie w parafiach i doprowadzić do powstania konkretnych małych wspólnot ludzi zainteresowanych Kościołem, jego najważniejszymi tematami, którzy potrafią się do niego odnosić najpierw na modlitwie, a potem w świetle Pisma Świętego i tego, czego on naucza w wymiarze magisterialnym. Tu akurat mam doświadczenie jeszcze z czasów krakowskich. Niektóre grupy synodalne założone za czasów kard. Wojtyły do dzisiaj się spotykają. Synod się skończył w 1979 r., a ci ludzie nadal, miesiąc w miesiąc, mają ze sobą kontakt. To znaczy, że nabyli jakieś istotne doświadczenie, którego nie chcą za żadne skarby stracić. To jest to, na czym mi w Łodzi zależy. Nasz synod ma trwać również później, po swoim oficjalnym zamknięciu, i to w bardzo konkretnym wymiarze.
100-lecie naszej diecezji pokrywa się z 200-leciem Łodzi – jako miasta, które ma swoją lokację w XV wieku, ale tak naprawdę „wybuchło” w 1820 r. jako miasto przemysłu włókienniczego. Mamy więc też tutaj pewną wspólną drogę, aby się zmobilizować i przyjrzeć, jak nasza lokalna społeczność wygląda na dzień dzisiejszy i na ile Kościół może być wspólnotą, która posłuży szerszemu środowisku, jego rozwojowi. A więc idziemy ku przyszłości z konkretami wynikającymi ze specyfiki naszego łódzkiego środowiska.

– Z pewnością obecny rok duszpasterski, poświęcony Duchowi Świętemu, będzie sprzyjał pracom synodu Kościoła łódzkiego.

– To się dzieje, ale nawet nie musimy o tym mówić. Duch Święty bowiem w tajemnicy Trójcy Świętej może być przez nas postrzegany jako najbardziej pokorna z Osób. To zawsze Mistrz drugiego planu. Fakt, że nasz synod się rozpoczął i trwa akurat w czasie szczególnego przyzywania Ducha Świętego w polskim Kościele, jest opatrznościowy – to szczególny czas łaski.

Tagi:
synod Abp Ryś

Reklama

Abp Ryś o wolności w Kościele

2019-03-12 11:33

xpk / Łódź (KAI)

Ochrzczeni w Jezusie Chrystusie, odnajdują w sobie taką godność, która jest nieusuwalna przez żadne zewnętrzne konteksty, łącznie z tak zasadniczym, że ktoś jest niewolnikiem czy wolnym człowiekiem – przypomniał abp Grzegorz Ryś podczas wykładu inaugurującego „Akademicki Tydzień Pytań”. Hasłem cyklu organizowanego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego jest „wolność”.

Piotr Drzewiecki
Abp Grzegorz Ryś

– Pomysł zorganizowania „Akademickiego Tygodnia Pytań” zrodził się stosunkowo niedawno. Chodziło nam o to, by spotkać się w przestrzeni akademickiej – tłumaczy ks. Marian Chalecki – salezjański duszpasterz akademicki. – Wiemy, że ludzie młodzi mają pytania i szukają odpowiedzi. To jest bardzo dobre, ale my w tym szukaniu odpowiedzi na pytania młodych, chcemy podeprzeć się autorytetem wielu księży, którzy w tej przestrzeni akademickiej funkcjonują od lat – dodaje jeden z organizatorów.

Pierwszy wykład wygłosił metropolita łódzki abp Grzegorz Ryś. Hierarcha szukał odpowiedzi na pytanie: „Czy w Kościele można być wolnym?”. Na wstępie arcybiskup sięgnął do początków Kościoła, czyli do życia i działalności ewangelizacyjnej św. Pawła. – Paweł w więzieniu, pomimo swoich trudów znoszonych dla Ewangelii, pozostaje wewnętrznie wolny – tłumaczył arcybiskup.

– A kiedy odsyła niewolnika Onezyma do jego pana, Filemona, to w swoim najkrótszym z listów prosi o przyjęcie go nie jak niewolnika, ale jak swojego brata. To rozstrzygniecie trzeba mieć w pamięci. Gdy się czyta wielkie teksty Pawła z jego wielkich listów, gdzie Paweł pisze: nie ma już niewolnika, nie ma już człowieka wolnego. W tym stwierdzeniu nie ma wezwania do żadnej rewolucji społecznej, natomiast jest przekonanie, że ci ludzie, którzy są ochrzczeni w Jezusie Chrystusie, odnajdują w sobie taką godność, która jest nieusuwalna przez żadne zewnętrzne konteksty, łącznie z tak zasadniczym, że ktoś jest niewolnikiem czy wolnym człowiekiem – podkreślił arcybiskup.

Drugim ważnym momentem w historii Kościoła poruszającym temat wolności – jak zauważył prelegent – jest encyklika Jana XXIII „Pacem in terris”, w której pierwsza część jest poświęcona prawom człowieka. – To katalog wolności człowieka – to jest wolność człowieka rozpisana na konkretne ludzkie prawa. Jeśliby się pytać: czy w nauczaniu Jana XXIII, a potem w nauczaniu całego Kościoła po tym papieżu, czy jest jakaś granica postawiona tej wolności, to oczywiście Jan XXIII mówi: ja znam tą granicę, bo tą granicą jest ludzkie sumienie – zaznaczył łódzki pasterz.

– My nieraz na pytanie o wolność w Kościele odpowiadamy bardzo na skróty, bo nam ten skrót odpowiada. Bardzo sympatyczny jest Kościół odnowiony w epoce Soboru Watykańskiego II, co nie oznacza, że jest bezgrzeszny, bo nieraz strasznie grzeszy, ale na poziomie tego, czego naucza, jest zapewne bardzo atrakcyjny. Atrakcyjne są początki Kościoła do początku wieku IV, ale gdyby te dwie klamry miały wystarczyć za całą odpowiedź, to byśmy zrobili dość nieprzyzwoity skok nad tym, co jest w środku, między tymi dwoma epokami – dodał.

Sylabus Errorum, Indeks Ksiąg Zakazanych oraz Inkwizycja – to przykłady, które w swoim wykładzie zaprezentował i omówił metropolita łódzki wskazując na to, że każdy kto w swojej wolności prezentował własne zdanie w Kościele, a które nie było zgodne z ówczesną doktryną Kościoła Rzymskiego, w najłagodniejszym przypadku mógł trafić na indeks lub zostać wyklętym. Jednak zdarzało się i tak, że za swoje poglądy płacono oddaniem życia na stosie.

Kończąc wykład hierarcha zaznaczył, że tam, gdzie w Kościele dochodzi do misyjnego działania, tam Kościół staje się wolny i sam ludziom tę wolność oferuje. - Dość trudno żyje się człowiekowi wolnemu w Kościele, jeśli Kościół pomiesza porządki i sięgnie po środki, które jemu nie są właściwe. To są środki pozornego bezpieczeństwa, jakie gwarantuje Kościołowi władza doczesna albo zaoferowana Kościołowi przez doczesną władzę, albo samemu przez Kościół zagarnięta. Jeśli Kościół chce się takimi argumentami posługiwać i temu służyć, to wtedy ludziom kochającym wolność i doświadczającym tej wolności w spotkaniu z Chrystusem, może być z Kościołem strasznie trudno – zakończył arcybiskup.

Organizatorami pierwszego łódzkiego „Akademickiego Tygodnia Pytań” są cztery środowiska akademickie działające na terenie miasta Łodzi: diecezjalne Duszpasterstwo Akademickie „DA5”, salezjańskie Duszpasterstwo Akademickie „Węzeł”, dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie „Kamienica” oraz jezuickie Duszpasterstwo Akademickie „JDA”.

W kolejnych dniach będzie można wysłuchać następnych wykładów. We wtorek o. Piotr Aszyk SJ odpowie na pytanie „Co nam wolno a co przynosi korzyść?”, w środę o. Jacek Prusak SJ powie: „Dlaczego uciekamy od wolności?”, w czwartek ks. Grzegorz Strzelczyk wygłosi wykład „Czy Bogu wszystko wolno?”, zaś w piątek o. Maciej Zięba OP odpowie na postawione pytanie „Jesteśmy wolni i co dalej?”. Wszystkie wykłady odbywają się o godz. 20:00 na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego (ul. Kopcińskiego 8/12 – aula fioletowa).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: otwarcie procesu beatyfikacyjnego węgierskiego męczennika

2019-03-25 17:53

Joanna Folfasińska | Archidiecezja Krakowska

Joanna Adamik/archidiecezja krakowska
Trybunał procesu beatyfikacyjnego

25 marca 2019 roku, arcybiskup Marek Jędraszewski, po uzyskaniu zgody Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, powołał Trybunał do przeprowadzenia procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego Jánosa Esterházyego, świeckiego i ojca rodziny w następującym składzie: ks. dr Andrzej Scąber – delegat biskupa, o. dr hab. Szczepan Tadeusz Praśkiewicz OCD – promotor sprawiedliwości, o. Piotr Lamprecht OSA – notariusz. Postulator sprawy, o. Paweł Cebula OFM Conv., zwrócił się do metropolity i członków Trybunału z prośbą o rozpoczęcie i przeprowadzenie procesu oraz przedstawił zgromadzonym postać Sługi Bożego. W uroczystości wzięła udział między innymi rodzina

Janos Esterházy był działaczem węgierskich organizacji, funkcjonujących na terenie Słowacji, która po rozpadzie Austro-Węgier, w listopadzie 1918 roku, weszła w skład Czechosłowacji, podczas gdy przez setki lat stanowiła część Korony św. Stefana jako Górne Węgry. W związku z tym, jej terytorium zamieszkiwała ludność węgierska. Esterházy aktywnie działał na rzecz praw ludności węgierskiej, został przewodniczącym konserwatywnej Węgierskiej Partii i posłem do parlamentu Czechosłowacji. Korzystając ze swoich znajomości i koligacji rodzinnych – był synem węgierskiego arystokraty i Elżbiety, córki hrabiego Stanisława Tarnowskiego – pomagał Polakom, którzy przedzierali się przez Słowację, by przez Węgry i Rumunię, udać się na zachód, gdzie tworzyło się Wojsko Polskie. Za czyn pomocy polskim uchodźcom w czasie II wojny światowej został pośmiertnie odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego orderem Polonia Restituta. Przez cały okres trwania wojny, udzielał również pomocy Słowakom i Żydom, a w 1942 roku głosował w słowackim parlamencie przeciwko ich deportacji do obozów koncentracyjnych. Esterházy został aresztowany przez NKWD i zesłany do łagrów. Po trzech latach katorgi, odesłano go do Czechosłowacji, ponieważ tamtejszy rząd skazał go na karę śmierci za współpracę z Niemcami. Na skutek nacisków opinii publicznej, wyrok zamieniono na dożywotnie więzienie o zaostrzonym rygorze w Mírovie, gdzie na skutek wycieńczenia i chorób zmarł w 1957 roku. Jego ciało wrzucono do zbiorowej mogiły.

– Kluczem do męki, śmierci i cierpienia Jánosa Esterházyego są jego własne słowa: „Naszym znakiem jest krzyż”. Krzyż Chrystusa zwycięskiego i zmartwychwstałego jest kluczem, który pomaga zrozumieć całe życie, a szczególnie ostatni etap: uwięzienie w łagrze i cierpienie spowodowanych chorobą w więzieniach. – powiedział o. Cebula

Postulator zwrócił uwagę na cztery aspekty duchowości Esterházyego: pragnienie poddania się woli Bożej, umiłowanie obecnego w Eucharystii Chrystusa, obcowanie duchowe ze świętymi, a także kult Najświętszej Maryi Panny.

– Niech one pomogą nam odczytywać to, co Bóg chce powiedzieć przez swojego sługę i pomogą również wszystkim, którzy zamykają się przed poznaniem prawdy o Jánosu. – mówił na zakończenie.

Po wypowiedzi postulatora, nastąpił moment zaprzysiężenia. Pierwszy przysięgę złożył arcybiskup, następnie jego delegat, promotor sprawiedliwości, notariusz i postulator sprawy.

Po podpisaniu dokumentów, głos zabrał arcybiskup. Zacytował słowa utworu Zbigniewa Herberta „Przesłanie Pana Cogito”, podkreślając, że jest on świeckim wezwaniem do heroizmu i pochwałą tej postawy:

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch
ocalałeś nie po to aby żyć

masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy
(…)

czuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i idź

dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

(…)

Bądź wierny Idź

Metropolita zaznaczył, że 20 lat później ukazał się list pasterski Jana Pawła II „Tertio Millennio Adveniente”, który miał przygotować wiernych do świętowania Roku Jubileuszowego.

“U kresu drugiego tysiąclecia Kościół znowu stał się Kościołem męczenników. Prześladowania ludzi wierzących — kapłanów, zakonników i świeckich — zaowocowały wielkim posiewem męczenników w różnych częściach świata. Świadectwo dawane Chrystusowi aż do przelania krwi, stało się wspólnym dziedzictwem zarówno katolików, jak prawosławnych, anglikanów i protestantów (…)To świadectwo nie może zostać zapomniane (…) W naszym stuleciu wrócili męczennicy. A są to często męczennicy nieznani, jak gdyby „nieznani żołnierze” wielkiej sprawy Bożej. Jeśli to możliwe ich świadectwa nie powinny zostać zapomniane w Kościele. Zgodnie z sugestią Konsystorza trzeba, ażeby Kościoły lokalne, zbierając konieczną dokumentację, uczyniły wszystko dla zachowania pamięci tych, którzy ponieśli męczeństwo (…)Największym hołdem dla Chrystusa ze strony wszystkich Kościołów na progu trzeciego tysiąclecia będzie ukazanie przemożnej obecności Odkupiciela w owocach wiary, nadziei i miłości złożonych poprzez ludzi tylu języków i ras, którzy poszli za Chrystusem różnymi drogami chrześcijańskiego powołania.” – pisał papież.

Arcybiskup zwrócił uwagę, że koncepcje Herberta i Jana Pawła II znacząco różnią się od siebie. Poeta powiedziałby, że choć Janos Esterházy był heroicznym człowiekiem, to ostatecznie przegrał, ginąc w Mírovie. Papież, pisząc o świętych męczennikach naszych czasów, wskazywał na zwycięstwo Chrystusa.

– Dokładnie 25 lat po opublikowaniu tego listu apostolskiego, pragniemy, powołując ten Trybunał, pokazać Jánosa Esterházyego jako wielkiego, nieznanego jeszcze, żołnierza wielkiej sprawy Bożej. Przez jego życie, w trudnych i dramatycznych czasach I połowy XX, chcemy pokazać żywotność Kościołów w Polsce, na Węgrzech, na Słowacji i w Czechach. Przez owoce wiary nadziei i miłości jego życia, pragniemy ukazać obecność Chrystusa Odkupiciela w naszych czasach (…) To dzisiejsze wydarzenie wpisuje się w życzenie Jana Pawła II, aby świętość dzieci Kościoła była przez sam Kościół stwierdzana i stawiana za wzór dla innych. Tak nam dopomóż Bóg! – mówił metropolita.

W uroczystości brała udział córka Jánosa Esterházego Alice Esterhazy-Malfatti, która w liście skierowanym do zebranych podkreśliła, że życie jej ojca zbudowane było na miłości. Dodała, że Sługa Boży ogromną miłością darzył cztery narody: polski, słowacki, czeski i węgierski.

– Tak bardzo kochał powierzonych sobie ludzi, że poświęcił za nich życie. Był przekonany, że społeczność i poczucie przynależności do niej muszą być budowane na przykładzie miłości i wspólnoty rodzinnej. Jego wiara i głęboka miłość do Boga utwierdziły go w tych przekonaniach. Ewangelia św. Jana mówi: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Mój ojciec w duchu tego ewangelicznego zadania zrealizował swoją służbę polityczną i znosił cierpienie (…) Niestety, w naszych społeczeństwach, wciąż musimy stawić czoła duchowemu dziedzictwu Wielkiej Rewolucji Francuskiej, która chce wytępić wiarę i moralność (…) Tak jak mówił Jan Paweł II, ładne słowa: wolność, równość, braterstwo, staną się parodią, jeśli wykluczymy z nich Boga.

Na zakończenie listu, wyraziła nadzieję, że Chrystus obecny był w życiu i męczeństwie jej ojca. Podziękowała arcybiskupowi za podjęcie trudu procesu beatyfikacyjnego, który pokazuje, że konsolidację między narodami: polskim, węgierskim, słowackim i czeskim trzeba budować na Chrystusowym fundamencie.

List przesłał również kardynał Dominik Duka, metropolita praski i prymas Czech. Zapewniał w nim o duchowej łączności i podkreślił, że postawa, jaką János Esterházy prezentował w więzieniu to wzór chrześcijańskiego życia i postępowania.

Spotkanie zakończyła wspólna modlitwa i błogosławieństwo. Do 30 kwietnia 2019 roku można przekazać Kurii Arcybiskupiej w Krakowie wszystkie dokumenty, pisma i wiadomości dotyczące Sługi Bożego Jánosa Esterházyego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Józef Kupny podjął Dzieło Duchowej Adopcji

2019-03-25 22:40

Agnieszka Bugała

W czasie Mszy św. sprawowanej z okazji jubileuszu 5-lecia ustanowienia Sanktuarium Jasnogórskiej Matki Kościoła we Wrocławiu proboszcz paulińskiej parafii o. Mirosław Bijata poprowadził modlitwę przyrzeczenia, którą odmówili chętni włączenia się w Dzieło Duchowej Adopcji. Wśród osób podejmujących modlitwę w intencji dzieci zagrożonych aborcją był wrocławski metropolita abp Józef Kupny. Decyzja Księdza Arcybiskupa to ważne świadectwo i konkretny dowód na troskę pasterza o powierzone owce.

Agnieszka Bugała

Duchowa Adopcja jest modlitwą w intencji dziecka zagrożonego zabiciem w łonie matki. Trwa dziewięć miesięcy i polega na codziennym odmawianiu jednej tajemnicy różańca świętego oraz krótkiej modlitwy w intencji dziecka i jego rodziców. Dzieło Duchowej Adopcji powstało po objawieniach w Fatimie, stając się odpowiedzią na wezwanie Matki Bożej do modlitwy różańcowej, pokuty i zadośćuczynienia za grzechy. W roku 1987 modlitwa została przeniesiona do Polski. Duchowa adopcja skutecznie leczy głębokie zranienia wewnętrzne spowodowane grzechem aborcji a także pomaga ludziom młodym kształtować charakter, walczyć z egoizmem, odkrywać radość odpowiedzialnego rodzicielstwa. W każdej chwili można przyłączyć się do Dzieła Duchowej Adopcji poprzez rozpoczęcie dziewięciomiesięcznej modlitwy za dziecko poczęte.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem