Reklama

Arche Hotel

Nieocenione korzyści z lasu

2018-04-11 10:10

Z dr. Andrzejem A. Koniecznym rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 15/2018, str. 36-37

Ministerstwo Środowiska
Dr. Andrzej Konieczny

O wyjątkowości polskich Lasów Państwowych w Unii Europejskiej i polskim projekcie Leśnych Gospodarstwh Węglowych z dyrektorem generalnym Lasów Państwowych dr. Andrzejem A. Koniecznym rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jak Pan Dyrektor sądzi, czy dziś przeciętny Polak już wie i należycie docenia znaczenie lasu dla życia i ludzi? Czy w ogóle wie, czym jest las?

DR ANDRZEJ A. KONIECZNY: – Sądzę, że nie jest z tym najlepiej. Dla mnie osobiście las jest tym, co wiąże pokolenia mojej rodziny: to las sadzony nieopodal domu rodzinnego przez mojego dziadka i ojca, to praca mojego ojca leśnika, którego jako dziecko rzadko widywałem, bo całe dnie od świtu do nocy spędzał w lesie... Dla nas, leśników, las jest czymś więcej niż tylko zwykłym miejscem pracy, często jest całym życiem kolejnych pokoleń. Jednakże to prawda, że inni patrzą na las inaczej, raczej obojętnie, i nie martwią się o jego – a więc i swoją! – przyszłość...

– ...bo nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las?

– To porzekadło ma nas wszystkich uspokoić, zwolnić od roztropnej troski o to dobro wspólne, którym jest las. Jest to podejście wygodne i, niestety, często spotykane w dzisiejszym świecie bezgranicznego konsumpcjonizmu.

– W Polsce lasy należą do państwa, lecz chyba wciąż są traktowane nie jako dobro wspólne, narodowe, ale – według panującego jeszcze często postkomunistycznego myślenia – raczej jako dobro niczyje, które można dewastować, traktować jak wysypisko śmieci itp.

– To, niestety, prawda. Wystarczy podać jeden przykład: wokół Warszawy mamy 4 nadleśnictwa, w których rocznie zbieramy i wywozimy z lasu 3,7 tys. m3 śmieci. Tak więc dla wielu las jest po prostu bezpłatnym wysypiskiem śmieci... Wydaje się, że ludzie wciąż korzystają z lasu na zasadzie „pasażera na gapę” i co więcej, nawet nie mają świadomości, ile czerpią z tego cennego dobra, co najwyżej odczuwają tylko jakiś bliżej nieokreślony pozytywny wpływ obcowania z lasem.

– Polacy traktują las jak powietrze?

– Można by powiedzieć, że jak czyste powietrze, którego nie może zabraknąć, ale którego się nie widzi. Może dlatego, że w Polsce lasy są dostępne dla wszystkich, niemal bez ograniczeń. Jedyne ograniczenia w lasach zarządzanych przez LP mają zwykle charakter czasowy i wynikają z konieczności dbania o bezpieczeństwo i zdrowie lasów lub odwiedzających je osób.

– O ile na co dzień Polacy traktują lasy nieco po macoszemu, to w sytuacjach wyjątkowych stają w ich obronie, czego dowodem było pospolite ruszenie pod nazwą Ruch Obrony Lasów Polskich, gdy różni politycy rządzący w III RP próbowali je na różne sposoby prywatyzować. Dziś nie ma już żadnych zagrożeń dla Lasów Państwowych w ich obecnej formie?

– Wydaje się, że panuje już dość powszechne przekonanie – także w kręgach politycznych – o słuszności władztwa państwowego nad lasami, które jako jedyne jest w stanie zapewnić ich istnienie dla przyszłych pokoleń, dla bieżącej gospodarki kraju. Co do tego chyba nikt rozsądny w Polsce nie ma już wątpliwości. Zwłaszcza że obecna struktura Lasów Państwowych, forma organizacyjna, przyporządkowanie resortowe, stabilność finansowa i majątkowa są dobrze ugruntowane. Nie widzę więc zagrożenia dla Lasów Państwowych jako takich.

– I nie jest nim nawet danina, którą od niedawna Lasy Państwowe muszą świadczyć na rzecz budżetu państwa?

– Ta wpłata była niewątpliwie znaczącym obciążeniem: w 2014 i 2015 r. z funduszu inwestycyjnego Lasów Państwowych brano do budżetu państwa po 800 mln zł, a od 2016 r. obowiązuje wpłata w wysokości 2 proc. wartości sprzedanego drewna. Jeśli zliczyć wszystkie podatki oraz należne daniny, a także wsparcie finansowe udzielane przez Lasy Państwowe na różne ważne dla społeczeństwa cele, oddajemy rocznie do budżetu państwa i budżetów samorządów oraz na rzecz instytucji takich jak np. parki narodowe łącznie ok. 3 mld zł. Nasze dofinansowanie parków narodowych jest równe połowie ich budżetu. Gospodarując majątkiem Skarbu Państwa, Lasy Państwowe gromadzą środki na odpowiednie zabezpieczenie lasu, ochronę przed szkodnikami, na budowę dróg, ochronę przeciwpożarową, na szkółki leśne, potrzebują też rezerw na wypadek konieczności usuwania skutków klęsk, takich jak ubiegłoroczny huragan w Borach Tucholskich. Można więc powiedzieć, że każda dodatkowa danina – jak te nałożone w 2014 r. – oznacza uszczuplenie środków na takie właśnie cele.

– Za to te leśne pieniądze pomogły spełnić inne, być może ważniejsze potrzeby społeczne...

– No właśnie, ponoć miały dzięki nim powstać lokalne drogi, tzw. schetynówki. Niestety, trudno dziś stwierdzić, na co naprawdę te pieniądze zostały wydane, gdzie przepadły. Lasy Państwowe nigdy nie uchylały się od świadczeń na rzecz państwa. Wręcz przeciwnie: jako sprawnie zarządzana i samofinansująca się firma w możliwie najlepszy sposób – co widać w międzynarodowych porównaniach – dbają o to dobro narodowe, którym są polskie lasy, o jego trwałość i przyszłość. I z tego przede wszystkim powinniśmy zdawać sobie sprawę, zwłaszcza obecnie, kiedy świat zaczyna wreszcie poważnie doceniać wpływ lasu na środowisko życia człowieka. Ale nie zapominajmy też, że w swej ponad 94-letniej historii polskie Lasy Państwowe solidarnie przechodziły wraz z państwem polskim wszystkie trudne momenty i zawsze były dla niego wsparciem. W II RP polskie lasy – w tym również Puszcza Białowieska i Puszcza Nadniemeńska – były nawet wydzierżawiane podmiotom z obcym kapitałem po to tylko, żeby uzupełnić Skarb Państwa. Po II wojnie światowej również przychodziły państwu na ratunek.

– Mówiło się nawet o rabunkowej gospodarce leśnej.

– Prowadził ją przede wszystkim niemiecki okupant w czasie wojny. Po wojnie również dochodziło do dużych wyrębów, bo wielkie ilości drewna były potrzebne choćby przy odbudowie stolicy. Mało kto wie, że sporo z wyposażenia Zamku Królewskiego wykonano z dębów z Puszczy Białowieskiej...

– Dziś coraz ważniejsze stają się tzw. pozaprodukcyjne funkcje lasu. Czy Lasy Państwowe starają się oszacować i uwzględnić ich wartość?

– To bardzo trudne. Nobel dla tego, kto to kiedyś wyliczy. Ze szwajcarskich badań przeprowadzonych przez dr Ingrid Kissling-Näf wynika, że spośród wszystkich funkcji, które las pełni w warunkach szwajcarskich, wartość korzyści płynących z funkcji produkcji drewna wynosi zaledwie 5 proc., zaś 95 proc. przypada na liczne pozaprodukcyjne funkcje lasów, takie jak: rekreacyjna, pod względem różnorodności biologicznej, ochronna, np. ochrona przed lawinami, co w Szwajcarii jest niezwykle istotne. Wszystkie funkcje pozaprodukcyjne mają określoną – z pewnością coraz wyższą – choć trudną do dokładnego oszacowania wartość. Polskie Lasy Państwowe są jedynym takim podmiotem w Unii Europejskiej, który samodzielnie mierzy się z tymi nienazwanymi jeszcze kosztami „usług” na rzecz środowiska naturalnego, które musiałoby pokrywać państwo, żeby zapewnić obywatelom wszystkie dobra pozaprodukcyjne lasu.

– Jedną z najważniejszych funkcji pozaprodukcyjnych lasu – może najważniejszą – jest produkcja tlenu i pochłanianie dwutlenku węgla. W Polsce za sprawą ministra prof. Jana Szyszko powstał program Leśnych Gospodarstw Węglowych, który pośrednio opiera się na oszacowaniu wartości tej bardzo ulotnej funkcji, co miałoby ułatwić konkretne rozrachunki w ramach światowej polityki klimatycznej. Czy Polska rzeczywiście może w odpowiednio krótkim czasie znacząco zwiększyć potencjał pochłaniania CO2 przez lasy?

– Z naszych analiz wynika, że jest to możliwe, choć, oczywiście, niełatwe, bo nie mamy już zbyt wielu gruntów do nowych zalesień. Głównie z powodu unijnych dopłat do hektara ziemi, które wyhamowały zalesianie nieużytków rolniczych. Na terenie Polski znajduje się 0,23 proc. lasów świata (ok. 9 mln ha). Nie jesteśmy więc leśną potęgą, lecz naszą koncepcją Leśnych Gospodarstw Węglowych zainteresowali się najwięksi posiadacze lasów, przede wszystkim Chiny, które w ciągu kilku lat zamierzają zalesić 5 mln ha nowych gruntów tylko po to, by zwiększyć pochłanianie CO2. Nam zalesienie 2,5 mln ha zajęło 70 lat! Chińczycy chcieliby wykorzystać ten nasz polski pomysł, zwłaszcza w aspekcie wyceny monetarnej pochłaniania CO2. Leśne Gospodarstwa Węglowe dają niejako dodatkowy przeliczeniowy zysk – wynikający z pochłoniętych jednostek węgla – który zgodnie z ustaleniami światowych porozumień klimatycznych będzie można zainwestować w przemysł. Chinom bardzo na tym zależy, gdyż świat coraz bardziej wytyka im wysoką emisję CO2 i innych zanieczyszczeń przez tamtejszy przemysł. Polsce także.

– Czy w Polsce Leśne Gospodarstwa Węglowe będą zadowalająco wydajne, skoro nie możemy skokowo zwiększyć lesistości?

– Nasz konkretny program LGW przedstawimy w grudniu br. w Katowicach na COP24. Lesistość Polski będzie rosła (zakłada się 33 proc. do 2050 r.), choć na pewno nie tak szybko jak w Chinach, które mają jeszcze dużo miejsca na lasy. Obecnie skrupulatnie liczymy, jaką maksymalnie powierzchnię można by było dodatkowo zalesić. Realizując program LGW, będziemy jednakże stawiać raczej na zwiększanie liczby drzew, zasobności na hektarze, a także na odpowiednią strukturę gatunkową już istniejących drzewostanów.

– Co to znaczy?

– Ażeby zwiększyć tę „zawartość drewna w lesie”, czyli zintensyfikować proces fotosyntezy, wprowadzamy tzw. drugie piętro lasu, np. pod duże już sosny podsadzamy buka. W ten sposób wydatnie zwiększa się ilość pochłanianego CO2. Dobrym sposobem na przyspieszenie pochłaniania i akumulacji węgla jest zalewanie torfowisk, które przesuszone uwalniają dwutlenek węgla do atmosfery. Mamy też specjalne sposoby prowadzenia upraw leśnych, polegające na mieszaniu różnych, dobrze uzupełniających się gatunków. Jednakże największą wartość dodaną daje posadzenie drzew tam, gdzie ich nie było. Dobrym pomysłem jest więc sadzenie gatunków szybko rosnących (np. brzozy i modrzewia) na gruntach specjalnie do tego celu wykupionych przez zakłady produkujące celulozę.

– Czy zwiększające się wciąż pozyskiwanie drewna w Lasach Państwowych da się pogodzić z funkcjonowaniem Leśnych Gospodarstw Węglowych?

– Tak. Po pierwsze, jeśli pozyskane drewno zostanie zamienione na trwałe wyroby – w których węgiel pozostanie zmagazynowany na długo – czyli np. na meble z litego drewna czy drewniane domy. Po drugie, jeśli na miejsce wyciętych drzew szybko zostaną posadzone nowe drzewa. A z uwagi na węgiel zmagazynowany w glebie trzeba się zawsze dwa razy zastanowić, zanim zdecydujemy się na jakąkolwiek orkę, jakiekolwiek przygotowywanie gleby do sadzenia.

– Las wydajnie magazynujący węgiel ma być zatem zdany na mozolną ręczną robotę?

– Już obecnie całe sadzenie odbywa się w ten sposób. Mechanizację sadzenia w polskim leśnictwie praktykowano kilkadziesiąt lat temu przy zalesianiu wielkich powierzchni gruntów porolnych – zalesiano wtedy po 60 tys. ha tych gruntów rocznie. Tak było od końca wojny do lat 60. ubiegłego wieku.

– Ludzi drażnią dziś wycinka drzew i wywóz drewna za pomocą potężnych maszyn, które sprawiają wrażenie wielkich niszczycieli lasu, zwłaszcza właśnie gleby... Czy nie da się tego uniknąć?

– Nie ma takiej potrzeby, gdyż jak wyliczyli specjaliści z dziedziny inżynierii leśnej, te wielkie maszyny przemieszczające się po runie leśnym mają mniejszy nacisk na cm2 powierzchni niż stopa człowieka... A jeszcze większe szkody czyni – wydawałoby się najbardziej ekologiczny środek transportu – wykorzystywany dawniej w lasach koń. Ale rzeczywiście, duże maszyny w lesie wzbudzają u ludzi złe emocje. Jednak z naszego punktu widzenia tylko one mogą zapewnić bezpieczne warunki pozyskiwania drewna. I naprawdę za ich sprawą nie wycinamy więcej drzew, niż to wynika z corocznych planów, które są tak ułożone, by zasoby drzewne naszych lasów – mimo koniecznego przecież ich użytkowania – stale wzrastały.

Andrzej A. Konieczny, leśnik (absolwent SGGW), doktor nauk ekonomicznych, absolwent studiów podyplomowych Master of Business Administration University of Illinois oraz na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu w Białymstoku; odbył staże zawodowe w administracji leśnej Szwajcarii i Niemiec; od 1996 r. pracował na różnych stanowiskach w Lasach Państwowych; w latach 2015-18 r. – podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska. Od 19 stycznia 2018 r. – dyrektor generalny Lasów Państwowych.

Tagi:
Lasy Państwowe

Nowy dyrektor Lasów Państwowych

2018-01-19 08:59

ministerstwo środowiska

Henryk Kowalczyk, minister środowiska, powołał Andrzeja Koniecznego na stanowisko dyrektora generalnego Lasów Państwowych.


Minister środowiska powołal nowego dyrektora Lasów Państwowych

Andrzej Konieczny jest absolwentem Wydziału Leśnego Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie na kierunku leśnictwo. W 2004 roku otrzymał tytuł doktora nauk ekonomicznych. W pracy doktorskiej zajmował się zagospodarowaniem obszarów wiejskich w ramach wykonania ustawy o przeznaczeniu gruntów rolnych do zalesienia w perspektywie przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej.

Ukończył także studia podyplomowe Master of Business Administration University of Illinois we współpracy z Politechniką Lubelską oraz studia podyplomowe Finanse i Rachunkowość Przedsiębiorstw na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu w Białymstoku. Swoją karierę zawodową związał z Lasami Państwowymi, gdzie od 1996 roku pracował na różnych stanowiskach i w różnych nadleśnictwach m.in. w Nadleśnictwie Chotyłów i Nadleśnictwie Pomorze. Odbył też staże zawodowe w administracji leśnej Szwajcarii i Niemiec.

W latach 2006-2008 pełnił funkcję dyrektora ekonomicznego w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie. Związany był również z Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych w Warszawie jako jeden z jej inspektorów. W latach 2013-2014 jako nadleśniczy kierował Nadleśnictwem Białowieża. Od 19 listopada 2015 r. do 18 stycznia 2018 r. był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Środowiska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Tradycje bożonarodzeniowe w Polsce i na świecie

2014-12-22 13:23

oprac. kw (KAI) / Warszawa / KAI

Od wieków chrześcijanie na całym świecie w różnorodny sposób obchodzą święta Bożego Narodzenia. Choinka jest znana niemal wszędzie, choć w Burundi przystraja się bananowca, a w Indiach drzewko mango. Najsłynniejszą kolędę „Cicha noc" przetłumaczono na 175 języków, najpiękniejsze szopki są podobno we Włoszech, a we Francji jada się podczas Wigilii ostrygi.

BOŻENA SZTAJNER

Korzenie tradycji związanych z Bożym Narodzeniem sięgają odległych czasów. Nierzadko zwyczaje te wywodzą się jeszcze z rytuałów pogańskich, na których miejsce wprowadzano później święta chrześcijańskie, nadając im zupełnie nowe znaczenie. Znacząca jest tu data. W wielu kulturach w przeróżny sposób starano się podczas przesilenia zimowego „przywołać” słońce z powrotem na ziemię i sprawić, aby odrodziła się przyroda.

Istotny jest także rys eschatologiczny świąt Bożego Narodzenia. Miejsce zostawiane przy wigilijnym stole przeznaczano dla „przybysza”, czyli dla duchów przodków. W Polsce zwyczaj ten upowszechnił się w XIX wieku. Miał on wówczas wymowę patriotyczną – dodatkowe nakrycie symbolicznie zarezerwowane było dla członka rodziny przebywającego na zesłaniu na Syberii.

Boże Narodzenie było także czasem wróżb. Wyjątkowość tego dnia polegała na tym, że jego przebieg miał znaczący wpływ na cały nadchodzący rok. Jedną z polskich tradycji jest kładzenie siana pod wigilijny obrus. Ciągnięto z niego słomki – im dłuższa, tym więcej pomyślności czekało danego człowieka w następnym roku. Jeszcze dzisiaj dość powszechna jest wiara w to, że w Wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem. Podsłuchujący je ludzie dowiadywali się ponoć najczęściej o zbliżającej się śmierci własnej albo kogoś z rodziny.

Chrześcijaństwo od początku swego istnienia nadało tym zwyczajom nowy sens, wytworzyło też swoje obrzędy. Niestety we współczesnej, zeświecczonej kulturze często zapomina się o chrześcijańskich źródłach tego święta.

ŻŁÓBEK

Żłóbek w dzisiejszej postaci zawdzięczamy św. Franciszkowi. Historia tej tradycji jest jednak znaczenie dłuższa i sięga piątego wieku. Wtedy, jak głosi podanie, żłóbek Jezusa przeniesiono z Betlejem do Rzymu i umieszczono w bazylice Matki Bożej Większej. Także Pasterkę w Rzymie odprawiano początkowo tylko w tym kościele.

To we Włoszech zaczęto w uroczystość Bożego Narodzenia wystawiać żłóbki, w których umieszczano figury Świętej Rodziny, aniołów i pasterzy. Do rozpowszechnienia tego zwyczaju przyczynił się św. Franciszek. Z przekazów pozostawionych przez jego biografa – Tomasza z Celano – wiemy, że w wigilijną noc Biedaczyna z Asyżu zgromadził w grocie w miejscowości Greccio okolicznych mieszkańców i braci, by w prosty sposób pokazać im, co to oznacza, że „Bóg stał się człowiekiem i został położony na sianie ". W centrum jaskini leżał wielki głaz, pełniący rolę ołtarza. Przed nim bracia umieścili zwykły kamienny żłób do karmienia bydła, przyniesiony z najbliższego gospodarstwa. W pobliżu, w prowizorycznej zagródce, stało kilka owieczek, a po drugiej stronie wół i osioł. Jak pisał kronikarz, zwierzęta „zaciekawione, wyciągające szyje w stronę żłobu, pochylając się i jakby składając pokłon złożonej w nim figurce przedstawiającej dziecię Jezus". Postaci do szopki wybrano spośród obecnych braci i wiernych. Zapalonymi pochodniami św. Franciszek rozjaśnił niebo, a w lesie ukryli się pasterze, którzy na dane hasło wznosili gromkie okrzyki. Do dziś szopka w Greccio przyciąga corocznie rzesze turystów.

Obecnie najsłynniejsze są szopki toskańskie, sycylijskie i neapolitańskie. W Szwajcarii, w Niemczech i w Austrii modne są żłóbki „grające". W Polsce do najbardziej znanych należą szopki krakowskie, prawdziwe arcydzieła sztuki ludowej. Powstanie tej tradycji przypisuje się murarzom i cieślom. Nie mając zatrudnienia w zimie, chodzili oni z takimi szopkami-teatrzykami od domu do domu i tak zarabiali na swe utrzymanie. Wzorem architektonicznym był dla nich przede wszystkim kościół Mariacki, ale wykonywano także miniatury Wawelu, Sukiennic i Barbakanu. Od 1937 r. z inicjatywy Jerzego Dobrzyckiego odbywa się konkurs na najpiękniejszą „Szopkę Krakowską”.

Już w średniowieczu wystawiono przy żłóbkach przedstawienia teatralne zwane jasełkami. W Polsce najbardziej znanym utworem tego gatunku jest „Polskie Betlejem" autorstwa Lucjana Rydla.

WIECZERZA WIGILIJNA

Uroczystość Bożego Narodzenia wprowadzono do kalendarza świąt kościelnych w IV wieku. Dwieście lat później ustaliła się tradycja wieczornej kolacji, zwanej wigilią. Wieczerza wigilijna jest niewątpliwie echem starochrześcijańskiej tradycji wspólnego spożywania posiłku, zwanego z grecka agape, będącego symbolem braterstwa i miłości między ludźmi. Gdy w drugiej połowie IV w. Synod w Laodycei zabronił biesiadowania w świątyniach, zwyczaj ten przeniósł się do domów wiernych. W Polsce Wigilię zaczęto obchodzić wkrótce po przyjęciu chrześcijaństwa, choć na dobre przyjęła się dopiero w XVIII w.

Wigilia (łac. czuwanie) – pierwotnie oznaczała straż nocną i oczekiwanie. W słowniku kościelnym nazywa się tak dzień poprzedzający większe święto. Dawniej w każdą wigilię obowiązywał post. Do stołu wigilijnego siadano, gdy zabłysła pierwsza gwiazda. Miała ona przypominać Gwiazdę Betlejemską prowadzącą pasterzy i magów do Betlejem.

Na wschodzie Polski i na Ukrainie pierwszą potrawą jest kutia – pszenica lub jęczmień zaprawiana miodem, migdałami i śliwkami. Po modlitwie i czytaniu Pisma Świętego następuje podzielenie się opłatkiem, który jest symbolem Eucharystii.

W północnej Anglii jeszcze do połowy XX wieku podawano w Wigilię „mugga”, czyli owsiankę z miodem. Zwyczaj ten pochodził jeszcze z czasów Wikingów. W Szkocji tradycyjnie spożywa się „Athol Brose” – owsiankę z whisky.

W Walii tradycją jest Calennig – jabłko, ustawione na trójnogu z patyczków, naszpikowane migdałami, goździkami i innymi przyprawami oraz przybrane zielenią. Chodzące po kolędzie dzieci ofiarowują je w zamian za małe datki.

W Norwegii podczas Wigilii podaje się żeberka świni i gotowane mięso owcze lub specjalne danie przygotowane z solonej i gotowanej ryby, która wcześniej leżała w ługu sodowym przez 2-3 dni. Potrawę tę, podawaną z boczkiem, nazywa się Lutefisk.

W Szwecji tradycyjna uczta wigilijna składa się z rozmoczonej suszonej ryby, galarety, wieprzowej głowizny i chleba. We Włoszech podaje się ravioli z mięsnym farszem i ciasto drożdżowe z korzeniami. W Danii je się słodki ryż z cynamonem i pieczoną gęś z jabłkami.

Peruwiańskim przysmakiem podczas świąt Bożego Narodzenia są świnki morskie. Mięso tych zwierząt ma niewiele tłuszczu i jest tanie, dlatego może być świetną alternatywą dla wieprzowiny. Tradycja jedzenia świnki morskiej jest bardzo silna w andyjskich krajach. Na dowód tego, w katedrze w dawnej stolicy imperium Inków – Cusco, na obrazie przedstawiającym ostatnią wieczerzę, Chrystus i jego uczniowie jedzą właśnie świnkę morską.

Tradycyjnie w całej Ameryce Łacińskiej na Wigilię nie może zabraknąć kakao z mlekiem i babki z rodzynkami, zwanej „panetón" (od słowa „pan”, które oznacza chleb). Jest to zwyczaj pochodzący z Włoch, ale rozpowszechniony w wielu krajach. Ostatnio coraz popularniejszy staje się też szampan, którym jest musująca „sidra", czyli wino z jabłek.

PASTERKA

Pasterka jest pamiątką z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy nabożeństwa nocne należały do stałej praktyki Kościoła. Pierwsze Msze św. o północy 24 grudnia sprawowano w Betlejem. W Rzymie zwyczaj ten znany był już za czasów papieża Grzegorza I Wielkiego, pasterkę odprawiano przy żłóbku Chrystusa w bazylice Matki Bożej Większej. Charakter tej liturgii tłumaczą pierwsze słowa invitatorium, wprowadzenia do Mszy: „Chrystus narodził się nam. Oddajmy mu pokłon".

CHOINKA

Zwyczaj ten pochodzi jeszcze z czasów pogańskich, rozpowszechniony był wśród ludów germańskich. Wierzono, że szpilki jodłowe chronią przed złymi duchami, piorunem i chorobami. W czasie przesilenia zimowego zawieszano u sufitu mieszkań jemiołę, jodłę, świerk lub sosenkę jako symbol zwycięstwa życia nad śmiercią. Kościół chętnie ten zwyczaj przejął. Choinka stawiana była na znak narodzin Jezusa Chrystusa – rajskiego drzewka dla ludzkości.

Starożytni Rzymianie ozdabiali swoje domy wiecznie zielonymi roślinami, np. jemiołą, bluszczem, laurem, kiedy przygotowywali się do obchodów przypadających w dniach 17-24 grudnia święta boga urodzaju, Saturna. Odbywały się wtedy procesje ze światłem i obdarowywano się prezentami.

Najstarsze pisemne świadectwo o ozdobionym na Boże Narodzenie drzewku pochodzi z 1419 r. Wtedy to niemieccy piekarze z Fryburga ustawili choinkę w szpitalu Świętego Ducha, przybierając ją owocami, opłatkami, piernikami, orzechami i papierowymi ozdobami. Od XVI w. zwyczaj ten rozpowszechnił się wśród cechów i stowarzyszeń w miastach, a także w domach starców i szpitalach.

Do Polski zwyczaj stawiania choinek w domach przeniósł się z Niemiec w XVIII w. Jednak już znacznie wcześnie w naszym kraju przybierano dom na wigilię Bożego Narodzenia. W izbie zawieszano podłaźniczkę i sad oraz ustawiano snopy zboża.

Podłaźniczka jest to choinka z uciętym wierzchołkiem, przybrana jabłkami i orzechami i zawieszana nad drzwiami sieni. W domu stawiano ją w kącie centralnego pomieszczania, tzw. czarnej izby. Była symbolem życiodajnej siły słońca, stanowiła ochronę gospodarstwa od złych mocy i uroków.

Zwyczaj choinkowy rozpowszechniony jest niemal na całym świecie. W święta Bożego Narodzenia umieszcza się choinki w kościołach i domach, na placach i w wystawowych oknach. Najdroższą choinkę wystawiła pewna firma jubilerska w Tokio, w 1975 r. Oceniono ją na blisko trzy miliony dolarów. Najwyższa choinka stanęła przed wiedeńskim ratuszem w tym samym roku, a liczyła 30 metrów.

W Burundi tradycyjną bożonarodzeniową choinkę zastępują bananowce. Znaleźć je można w każdej szopce w tym kraju. Zgodnie z lokalną tradycją symbolizują one szacunek, z jakim witany jest rodzący się Jezus. Banan jest w Burundi symbolem przywitania gościa, dlatego nawet gdy prezydent kraju udaje się z wizytą do jakiegoś miasta, to trasę jego przejazdu dekoruje się młodymi bananami.

W Indiach w roli choinek występują drzewka mango. Tak samo przybiera się je ozdobami i słodkościami.

KOLĘDY

W dorobku kulturalnym i folklorystycznym Polska jest jednym z krajów, które mają najwięcej kolęd. Nasza tradycja zna ich blisko 500.

Najbardziej znaną, choć nieznanego autorstwa, jest „Cicha noc" śpiewana w 175 językach, w najodleglejszych zakątkach świata. Po raz pierwszy kolędę tę wykonano z akompaniamentem gitary podczas pasterki w 1818 r. w kościele św. Mikołaja w Oberndorfie koło Salzburga. W następnych latach śpiewano ją na dworze cesarza Franciszka Józefa. Zarejestrowano już ponad tysiąc wersji tej kolędy.

W Polsce z kolędowaniem łączy się zwyczaj przebierańców. Pierwotnie, już od XVI w. Polsce żacy, dziś chłopcy przebierają się za Heroda, trzech króli, śmierć, pasterzy, turonia. Śpiewają kolędy, niosą szopkę lub gwiazdę. W czasie od Bożego Narodzenia do uroczystości Objawienia Pańskiego obchodzą domy i zbierają dary.

ŻYCZENIA I PODARKI

Łącznie w całym świecie liczba wysyłanych kartek bożonarodzeniowych sięga kilku miliardów. W krajach anglosaskich jest to zwyczaj tak popularny, że na jedną osobę przypada średnio kilkanaście świątecznych kart. Istnieją całe firmy wydawnicze specjalizujące się w tej dziedzinie.

W USA dzieci telefonują do św. Mikołaja, a ten zjeżdża tam na spadochronie, bądź przyjeżdża na saniach. Warto zauważyć, że jego współczesny wizerunek – gromko śmiejącego się brodacza w czerwonym kaftanie wymyśliła Coca-Cola. Koncern ten użył w swojej reklamie postaci św. Mikołaja po raz pierwszy w 1930 r.

W Anglii dzieci stawiają w przedsionku swoich pokoi buty lub pończochy, a św. Mikołaj napełnia je w nocy łakociami. W Holandii przyjeżdża na białym koniu, a dzieci piszą do niego listy. Ma w różnych krajach różne nazwy: Santa Claus, Pan Heilige Christ, Befana, Dziadek Mróz.

Prezenty we Francji przynoszą, w zależności od regionu i rodzinnych tradycji, Aniołek, Dzieciątko Jezus lub, najpopularniejszy i najbardziej podobny do św. Mikołaja, „Pere Noël”. Pozostawia on, niezauważony, podarki w świąteczny poranek 25 grudnia. Wieczorem 24 grudnia należy zostawić pod choinką parę własnych butów, aby Pere Noël wiedział, gdzie położyć nasz prezent.

BOŻE NARODZENIE W EUROPIE ZACHODNIEJ

Święta Bożego Narodzenia w Wielkiej Brytanii już dawno zatraciły swój religijny charakter i stały się po prostu dniami wolnymi od pracy, kiedy to można najeść się do syta, odebrać prezenty, odwiedzić rodzinę i znajomych i nacieszyć oko świątecznymi ozdobami.

O godzinie 15.00 cały kraj zamiera przed telewizorami, gdyż o tej porze królowa wygłasza doroczne, dziesięciominutowe przemówienie do swoich poddanych. Słuchają go obowiązkowo wszyscy – nawet antymonarchiści. Pod koniec obiadu pociąga się tzw. crackersy, czyli ładnie opakowane tubki tekturowe, w których znajduje się kapiszon, wybuchający przy rozrywaniu papieru, a także drobne bibeloty i żarty (na ogół kompletnie niezrozumiałe dla cudzoziemców) zapisane na kawałku papieru. Mężczyźni po obiedzie często wymykają się do lokalnego pubu, a żony sprzątają i zmywają stosy naczyń.

Występuje tam zwyczaj całowania się pod jemiołą, praktykuje się go szczególnie na biurowych, przedświątecznych „parties”, odbywających się bądź to w biurach, bądź też w wynajętych salach pubowych. Tradycyjne też bogato dekoruje się ulice, sklepy i domy prywatne.

W Irlandii nadal jeszcze utrzymuje się w Wigilię starodawny zwyczaj stawiania w oknie zapalonej świecy, mającej wskazywać drogę obcemu wędrowcowi i gotowość przyjęcia go pod dach, tak jakby się przyjmowało Świętą Rodzinę. Na wsiach przed świętami myje się domy i budynki gospodarskie oraz bieli je wapnem na cześć nadchodzącego Chrystusa.

We Francji Boże Narodzenie obchodzi się przede wszystkim jako święto rodzinne, które niestety wiele straciło ze swego religijnego charakteru. Można to zrozumieć w kraju, w którym stale praktykuje zaledwie 8 proc. z 70 proc. jego mieszkańców, deklarujących się jako katolicy. W dni ważnych świąt kościelnych notuje się jednak znacznie wyższy, dochodzący do blisko 30 proc., napływ ludzi do kościołów. Drugi dzień świąt jest normalnym dniem roboczym.

We Francji na świateczny stół podaje się ostrygi, kaszankę i pieczonego indyka. W zachodniej Europie coraz częściej, szczególnie w dużych miastach, na świąteczny obiad wychodzi się cała rodziną do dobrej restauracji.

Tradycyjne francuskie desery to „buche de Noël” – bożonarodzeniowe polano i „mendiants” – żebracy. Pierwsza z tych potraw to rolada z kremem lub lodami, imitująca grubą gałąź – polano, które niegdyś wkładano do kominka, by ogrzało dom po powrocie rodziny z pasterki. Ciasto polewa się czekoladą i ozdabia motywami „leśnymi”. Mendiants, znane głównie na południu kraju, to kruche okrągłe ciasteczka, bogato ozdobione bakaliami, które oznaczać mają brązowe kolory habitów zakonów żebraczych.

Niewątpliwie do najważniejszych atrakcji świątecznego stołu należą też czekoladki. W wielu domach robi się jeszcze okrągłe miękkie czekoladki, ale na ogół są one kupowane. Paczuszka eleganckich czekoladek z renomowanej cukierni stanowić może doskonały prezent pod francuską choinkę.

Francuzi zwracają też ogromną uwagę na wina, które towarzyszą świątecznym potrawom, a szampan (w najgorszym wypadku dobre wino musujące) jest nieodłącznym elementem świątecznego posiłku.

W Wielkiej Brytanii w dzień Bożego Narodzenia obowiązkowo na stole pojawia się indyk, z farszem (ale podawanym osobno) z bułki tartej i przypraw oraz brukselka. Na deser pudding na gorąco, czyli gotowana na parze masa z suszonych owoców, bułki tartej i łoju, podawany z gęstymi sosami na bazie brandy lub rumu, podaje się ponadto „mince pies”, czyli ciastka nadziewane suszonymi owocami i czekoladową roladę albo tort z twardym jak kamień lukrem. Wieczorem je się na ogół zimną wędlinę, przede wszystkim szynkę.

Francja nie zna opłatka i zwyczaju dzielenia się nim, a jego rolę w instytucjach spełniają spotkania z okazji tradycji „migdałowego króla”. Organizuje się je od Trzech Króli w praktyce przez cały styczeń wokół okrągłego ciasta drożdżowego bądź francuskiego z migdałowym nadzieniem. Są one okazją do składania życzeń współpracownikom, wyborcom, klientom itp. Podobnie, kartki z życzeniami (raczej noworocznymi niż świątecznymi) wysyłane są z reguły dopiero po Nowym Roku i przychodzą przez cały styczeń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Były rzecznik Watykanu apeluje o pełne wyjaśnianie przypadków pedofilii w Kościele

2018-12-15 19:58

ts (KAI) / Watykan

Były rzecznik Stolicy Apostolskiej ks. Federico Lombardi SJ wezwał do pełnego opracowanie skandalu pedofilii wśród duchowieństwa. Jeśli Kościół katolicki nie zajmie się tą sprawą szczegółowo i we wszystkich aspektach, „będzie popadał z jednego kryzysu w drugi” - napisał włoski jezuita na łamach najnowszego numeru jezuickiego czasopisma „La Civiltà Cattolica”. Ostrzegł też przed określaniem tego tematu mianem rozdmuchanego lub próbą zamknięcia go. "To błędna droga" - uważa były dyrektor watykańskiego Biura Prasowego, który piastował ten urząd w latach 2006-2016.

BP KEP

Jego zdaniem Kościół katolicki nadal twierdzi, jakoby wykorzystywanie seksualne nieletnich było problemem Zachodu lub świata anglosaskiego. Niekiedy wśród zwierzchników kościelnych panuje „niewiarygodna naiwność”, stwierdził z ubolewaniem autor artykułu. Przestrzegł, że skandale pedofilskie mogą jeszcze wybuchnąć w innych krajach. „Trzeba patrzeć realnie, bardzo w tym pomaga rozsądna informacja” - dodał.

Włoski jezuita przypomniał, że już pierwszy wielki skandal pedofilii w USA w 2002 roku pokazał, że polityka instytucjonalnej samoobrony, tuszowania czy przenoszenia sprawców w stan spoczynku jest nietrwała. Media, niekiedy w sposób bardzo agresywny, wymogły na Kościele przejrzystość, która wcześniej była bardzo zaniedbana - podkreślił autor.

Przedstawiciele Kościołów powinni zdecydowanie oprzeć się skłonności do ochraniania siebie samych i instytucji, unikając niewygodnych sytuacji - zaznaczył ks. Lombardi. Zwrócił uwagę, że należy zdecydowanie odrzucić bagatelizowanie, tuszowanie i kłamstwo. Kościół musi się nauczyć „jasnego i przejrzystego komunikowania zarówno we własnych szeregach, jak i poza wspólnotą” - czytamy w artykule na łamach dwutygodnika „La Civiltà Cattolica”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem