Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Nieocenione korzyści z lasu

2018-04-11 10:10

Z dr. Andrzejem A. Koniecznym rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 15/2018, str. 36-37

Ministerstwo Środowiska
Dr. Andrzej Konieczny

O wyjątkowości polskich Lasów Państwowych w Unii Europejskiej i polskim projekcie Leśnych Gospodarstwh Węglowych z dyrektorem generalnym Lasów Państwowych dr. Andrzejem A. Koniecznym rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Jak Pan Dyrektor sądzi, czy dziś przeciętny Polak już wie i należycie docenia znaczenie lasu dla życia i ludzi? Czy w ogóle wie, czym jest las?

DR ANDRZEJ A. KONIECZNY: – Sądzę, że nie jest z tym najlepiej. Dla mnie osobiście las jest tym, co wiąże pokolenia mojej rodziny: to las sadzony nieopodal domu rodzinnego przez mojego dziadka i ojca, to praca mojego ojca leśnika, którego jako dziecko rzadko widywałem, bo całe dnie od świtu do nocy spędzał w lesie... Dla nas, leśników, las jest czymś więcej niż tylko zwykłym miejscem pracy, często jest całym życiem kolejnych pokoleń. Jednakże to prawda, że inni patrzą na las inaczej, raczej obojętnie, i nie martwią się o jego – a więc i swoją! – przyszłość...

– ...bo nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las?

– To porzekadło ma nas wszystkich uspokoić, zwolnić od roztropnej troski o to dobro wspólne, którym jest las. Jest to podejście wygodne i, niestety, często spotykane w dzisiejszym świecie bezgranicznego konsumpcjonizmu.

– W Polsce lasy należą do państwa, lecz chyba wciąż są traktowane nie jako dobro wspólne, narodowe, ale – według panującego jeszcze często postkomunistycznego myślenia – raczej jako dobro niczyje, które można dewastować, traktować jak wysypisko śmieci itp.

– To, niestety, prawda. Wystarczy podać jeden przykład: wokół Warszawy mamy 4 nadleśnictwa, w których rocznie zbieramy i wywozimy z lasu 3,7 tys. m3 śmieci. Tak więc dla wielu las jest po prostu bezpłatnym wysypiskiem śmieci... Wydaje się, że ludzie wciąż korzystają z lasu na zasadzie „pasażera na gapę” i co więcej, nawet nie mają świadomości, ile czerpią z tego cennego dobra, co najwyżej odczuwają tylko jakiś bliżej nieokreślony pozytywny wpływ obcowania z lasem.

– Polacy traktują las jak powietrze?

– Można by powiedzieć, że jak czyste powietrze, którego nie może zabraknąć, ale którego się nie widzi. Może dlatego, że w Polsce lasy są dostępne dla wszystkich, niemal bez ograniczeń. Jedyne ograniczenia w lasach zarządzanych przez LP mają zwykle charakter czasowy i wynikają z konieczności dbania o bezpieczeństwo i zdrowie lasów lub odwiedzających je osób.

– O ile na co dzień Polacy traktują lasy nieco po macoszemu, to w sytuacjach wyjątkowych stają w ich obronie, czego dowodem było pospolite ruszenie pod nazwą Ruch Obrony Lasów Polskich, gdy różni politycy rządzący w III RP próbowali je na różne sposoby prywatyzować. Dziś nie ma już żadnych zagrożeń dla Lasów Państwowych w ich obecnej formie?

– Wydaje się, że panuje już dość powszechne przekonanie – także w kręgach politycznych – o słuszności władztwa państwowego nad lasami, które jako jedyne jest w stanie zapewnić ich istnienie dla przyszłych pokoleń, dla bieżącej gospodarki kraju. Co do tego chyba nikt rozsądny w Polsce nie ma już wątpliwości. Zwłaszcza że obecna struktura Lasów Państwowych, forma organizacyjna, przyporządkowanie resortowe, stabilność finansowa i majątkowa są dobrze ugruntowane. Nie widzę więc zagrożenia dla Lasów Państwowych jako takich.

– I nie jest nim nawet danina, którą od niedawna Lasy Państwowe muszą świadczyć na rzecz budżetu państwa?

– Ta wpłata była niewątpliwie znaczącym obciążeniem: w 2014 i 2015 r. z funduszu inwestycyjnego Lasów Państwowych brano do budżetu państwa po 800 mln zł, a od 2016 r. obowiązuje wpłata w wysokości 2 proc. wartości sprzedanego drewna. Jeśli zliczyć wszystkie podatki oraz należne daniny, a także wsparcie finansowe udzielane przez Lasy Państwowe na różne ważne dla społeczeństwa cele, oddajemy rocznie do budżetu państwa i budżetów samorządów oraz na rzecz instytucji takich jak np. parki narodowe łącznie ok. 3 mld zł. Nasze dofinansowanie parków narodowych jest równe połowie ich budżetu. Gospodarując majątkiem Skarbu Państwa, Lasy Państwowe gromadzą środki na odpowiednie zabezpieczenie lasu, ochronę przed szkodnikami, na budowę dróg, ochronę przeciwpożarową, na szkółki leśne, potrzebują też rezerw na wypadek konieczności usuwania skutków klęsk, takich jak ubiegłoroczny huragan w Borach Tucholskich. Można więc powiedzieć, że każda dodatkowa danina – jak te nałożone w 2014 r. – oznacza uszczuplenie środków na takie właśnie cele.

– Za to te leśne pieniądze pomogły spełnić inne, być może ważniejsze potrzeby społeczne...

– No właśnie, ponoć miały dzięki nim powstać lokalne drogi, tzw. schetynówki. Niestety, trudno dziś stwierdzić, na co naprawdę te pieniądze zostały wydane, gdzie przepadły. Lasy Państwowe nigdy nie uchylały się od świadczeń na rzecz państwa. Wręcz przeciwnie: jako sprawnie zarządzana i samofinansująca się firma w możliwie najlepszy sposób – co widać w międzynarodowych porównaniach – dbają o to dobro narodowe, którym są polskie lasy, o jego trwałość i przyszłość. I z tego przede wszystkim powinniśmy zdawać sobie sprawę, zwłaszcza obecnie, kiedy świat zaczyna wreszcie poważnie doceniać wpływ lasu na środowisko życia człowieka. Ale nie zapominajmy też, że w swej ponad 94-letniej historii polskie Lasy Państwowe solidarnie przechodziły wraz z państwem polskim wszystkie trudne momenty i zawsze były dla niego wsparciem. W II RP polskie lasy – w tym również Puszcza Białowieska i Puszcza Nadniemeńska – były nawet wydzierżawiane podmiotom z obcym kapitałem po to tylko, żeby uzupełnić Skarb Państwa. Po II wojnie światowej również przychodziły państwu na ratunek.

– Mówiło się nawet o rabunkowej gospodarce leśnej.

– Prowadził ją przede wszystkim niemiecki okupant w czasie wojny. Po wojnie również dochodziło do dużych wyrębów, bo wielkie ilości drewna były potrzebne choćby przy odbudowie stolicy. Mało kto wie, że sporo z wyposażenia Zamku Królewskiego wykonano z dębów z Puszczy Białowieskiej...

– Dziś coraz ważniejsze stają się tzw. pozaprodukcyjne funkcje lasu. Czy Lasy Państwowe starają się oszacować i uwzględnić ich wartość?

– To bardzo trudne. Nobel dla tego, kto to kiedyś wyliczy. Ze szwajcarskich badań przeprowadzonych przez dr Ingrid Kissling-Näf wynika, że spośród wszystkich funkcji, które las pełni w warunkach szwajcarskich, wartość korzyści płynących z funkcji produkcji drewna wynosi zaledwie 5 proc., zaś 95 proc. przypada na liczne pozaprodukcyjne funkcje lasów, takie jak: rekreacyjna, pod względem różnorodności biologicznej, ochronna, np. ochrona przed lawinami, co w Szwajcarii jest niezwykle istotne. Wszystkie funkcje pozaprodukcyjne mają określoną – z pewnością coraz wyższą – choć trudną do dokładnego oszacowania wartość. Polskie Lasy Państwowe są jedynym takim podmiotem w Unii Europejskiej, który samodzielnie mierzy się z tymi nienazwanymi jeszcze kosztami „usług” na rzecz środowiska naturalnego, które musiałoby pokrywać państwo, żeby zapewnić obywatelom wszystkie dobra pozaprodukcyjne lasu.

– Jedną z najważniejszych funkcji pozaprodukcyjnych lasu – może najważniejszą – jest produkcja tlenu i pochłanianie dwutlenku węgla. W Polsce za sprawą ministra prof. Jana Szyszko powstał program Leśnych Gospodarstw Węglowych, który pośrednio opiera się na oszacowaniu wartości tej bardzo ulotnej funkcji, co miałoby ułatwić konkretne rozrachunki w ramach światowej polityki klimatycznej. Czy Polska rzeczywiście może w odpowiednio krótkim czasie znacząco zwiększyć potencjał pochłaniania CO2 przez lasy?

– Z naszych analiz wynika, że jest to możliwe, choć, oczywiście, niełatwe, bo nie mamy już zbyt wielu gruntów do nowych zalesień. Głównie z powodu unijnych dopłat do hektara ziemi, które wyhamowały zalesianie nieużytków rolniczych. Na terenie Polski znajduje się 0,23 proc. lasów świata (ok. 9 mln ha). Nie jesteśmy więc leśną potęgą, lecz naszą koncepcją Leśnych Gospodarstw Węglowych zainteresowali się najwięksi posiadacze lasów, przede wszystkim Chiny, które w ciągu kilku lat zamierzają zalesić 5 mln ha nowych gruntów tylko po to, by zwiększyć pochłanianie CO2. Nam zalesienie 2,5 mln ha zajęło 70 lat! Chińczycy chcieliby wykorzystać ten nasz polski pomysł, zwłaszcza w aspekcie wyceny monetarnej pochłaniania CO2. Leśne Gospodarstwa Węglowe dają niejako dodatkowy przeliczeniowy zysk – wynikający z pochłoniętych jednostek węgla – który zgodnie z ustaleniami światowych porozumień klimatycznych będzie można zainwestować w przemysł. Chinom bardzo na tym zależy, gdyż świat coraz bardziej wytyka im wysoką emisję CO2 i innych zanieczyszczeń przez tamtejszy przemysł. Polsce także.

– Czy w Polsce Leśne Gospodarstwa Węglowe będą zadowalająco wydajne, skoro nie możemy skokowo zwiększyć lesistości?

– Nasz konkretny program LGW przedstawimy w grudniu br. w Katowicach na COP24. Lesistość Polski będzie rosła (zakłada się 33 proc. do 2050 r.), choć na pewno nie tak szybko jak w Chinach, które mają jeszcze dużo miejsca na lasy. Obecnie skrupulatnie liczymy, jaką maksymalnie powierzchnię można by było dodatkowo zalesić. Realizując program LGW, będziemy jednakże stawiać raczej na zwiększanie liczby drzew, zasobności na hektarze, a także na odpowiednią strukturę gatunkową już istniejących drzewostanów.

– Co to znaczy?

– Ażeby zwiększyć tę „zawartość drewna w lesie”, czyli zintensyfikować proces fotosyntezy, wprowadzamy tzw. drugie piętro lasu, np. pod duże już sosny podsadzamy buka. W ten sposób wydatnie zwiększa się ilość pochłanianego CO2. Dobrym sposobem na przyspieszenie pochłaniania i akumulacji węgla jest zalewanie torfowisk, które przesuszone uwalniają dwutlenek węgla do atmosfery. Mamy też specjalne sposoby prowadzenia upraw leśnych, polegające na mieszaniu różnych, dobrze uzupełniających się gatunków. Jednakże największą wartość dodaną daje posadzenie drzew tam, gdzie ich nie było. Dobrym pomysłem jest więc sadzenie gatunków szybko rosnących (np. brzozy i modrzewia) na gruntach specjalnie do tego celu wykupionych przez zakłady produkujące celulozę.

– Czy zwiększające się wciąż pozyskiwanie drewna w Lasach Państwowych da się pogodzić z funkcjonowaniem Leśnych Gospodarstw Węglowych?

– Tak. Po pierwsze, jeśli pozyskane drewno zostanie zamienione na trwałe wyroby – w których węgiel pozostanie zmagazynowany na długo – czyli np. na meble z litego drewna czy drewniane domy. Po drugie, jeśli na miejsce wyciętych drzew szybko zostaną posadzone nowe drzewa. A z uwagi na węgiel zmagazynowany w glebie trzeba się zawsze dwa razy zastanowić, zanim zdecydujemy się na jakąkolwiek orkę, jakiekolwiek przygotowywanie gleby do sadzenia.

– Las wydajnie magazynujący węgiel ma być zatem zdany na mozolną ręczną robotę?

– Już obecnie całe sadzenie odbywa się w ten sposób. Mechanizację sadzenia w polskim leśnictwie praktykowano kilkadziesiąt lat temu przy zalesianiu wielkich powierzchni gruntów porolnych – zalesiano wtedy po 60 tys. ha tych gruntów rocznie. Tak było od końca wojny do lat 60. ubiegłego wieku.

– Ludzi drażnią dziś wycinka drzew i wywóz drewna za pomocą potężnych maszyn, które sprawiają wrażenie wielkich niszczycieli lasu, zwłaszcza właśnie gleby... Czy nie da się tego uniknąć?

– Nie ma takiej potrzeby, gdyż jak wyliczyli specjaliści z dziedziny inżynierii leśnej, te wielkie maszyny przemieszczające się po runie leśnym mają mniejszy nacisk na cm2 powierzchni niż stopa człowieka... A jeszcze większe szkody czyni – wydawałoby się najbardziej ekologiczny środek transportu – wykorzystywany dawniej w lasach koń. Ale rzeczywiście, duże maszyny w lesie wzbudzają u ludzi złe emocje. Jednak z naszego punktu widzenia tylko one mogą zapewnić bezpieczne warunki pozyskiwania drewna. I naprawdę za ich sprawą nie wycinamy więcej drzew, niż to wynika z corocznych planów, które są tak ułożone, by zasoby drzewne naszych lasów – mimo koniecznego przecież ich użytkowania – stale wzrastały.

Andrzej A. Konieczny, leśnik (absolwent SGGW), doktor nauk ekonomicznych, absolwent studiów podyplomowych Master of Business Administration University of Illinois oraz na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu w Białymstoku; odbył staże zawodowe w administracji leśnej Szwajcarii i Niemiec; od 1996 r. pracował na różnych stanowiskach w Lasach Państwowych; w latach 2015-18 r. – podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska. Od 19 stycznia 2018 r. – dyrektor generalny Lasów Państwowych.

Tagi:
Lasy Państwowe

Nowy dyrektor Lasów Państwowych

2018-01-19 08:59

ministerstwo środowiska

Henryk Kowalczyk, minister środowiska, powołał Andrzeja Koniecznego na stanowisko dyrektora generalnego Lasów Państwowych.


Minister środowiska powołal nowego dyrektora Lasów Państwowych

Andrzej Konieczny jest absolwentem Wydziału Leśnego Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie na kierunku leśnictwo. W 2004 roku otrzymał tytuł doktora nauk ekonomicznych. W pracy doktorskiej zajmował się zagospodarowaniem obszarów wiejskich w ramach wykonania ustawy o przeznaczeniu gruntów rolnych do zalesienia w perspektywie przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej.

Ukończył także studia podyplomowe Master of Business Administration University of Illinois we współpracy z Politechniką Lubelską oraz studia podyplomowe Finanse i Rachunkowość Przedsiębiorstw na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu w Białymstoku. Swoją karierę zawodową związał z Lasami Państwowymi, gdzie od 1996 roku pracował na różnych stanowiskach i w różnych nadleśnictwach m.in. w Nadleśnictwie Chotyłów i Nadleśnictwie Pomorze. Odbył też staże zawodowe w administracji leśnej Szwajcarii i Niemiec.

W latach 2006-2008 pełnił funkcję dyrektora ekonomicznego w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie. Związany był również z Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych w Warszawie jako jeden z jej inspektorów. W latach 2013-2014 jako nadleśniczy kierował Nadleśnictwem Białowieża. Od 19 listopada 2015 r. do 18 stycznia 2018 r. był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Środowiska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Abp Mokrzycki: w naszych rękach spoczywa odpowiedzialność za zgodę

2018-07-17 06:39

pab / Strachocina (KAI)

To w naszych rękach spoczywa odpowiedzialność za wiarę i Kościół, za zgodę i wzajemne poszanowanie – mówił abp Mieczysław Mokrzycki, który w poniedziałek przewodniczył Mszy św. na „Bobolówce” w Strachocinie – miejscu urodzenia św. Andrzeja Boboli.

Adam Łazar

– Umiejmy być ludźmi prawego sumienia, aby nie tylko osądzić, ale przede wszystkim podnosić na duchu i umacniać nadzieję. Odnawiając w sobie postawę czystości wiary i obyczajów, nie idąc na kompromis ze złem, lecz odważnie służyć prawdzie, oceniając rzeczywistość świata według ewangelicznego „tak – tak, nie – nie” – mówił metropolita lwowski.

Były sekretarz Jana Pawła II i Benedykta XVI zachęcał, aby zadać sobie pytanie, czy mamy w sobie tyle wiary i odwagi, aby całemu światu przypomnieć o obecności Boga w świecie. Przywołał homilię Jana Pawła II, którą wygłosił na inaugurację swojego pontyfikatu, a w której wzywał: „Nie bójcie się! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!”.

W dalszej części kazania metropolita lwowski zwracał uwagę na potrzebę dobrego rozumienia wolności oraz miłości do ojczyzny. Zapewniał, że Jan Paweł II wszędzie, gdzie się tylko znajdował, zawsze był dumny z tego, że jest Polakiem. – Potrzeba pytać samych siebie, bez względu na to, gdzie żyjemy i pracujemy: czy potrafimy być dumni, że naszą ojczyzną jest Polska? Czy czujemy na sobie odpowiedzialność za jej dzisiaj i jutro? Czy potrafimy poświęcić jej swoje życie nie dzieląc jej, lecz jednocząc ją wokół Chrystusa, wybierając Go jako drogę, prawdę i życie, czyli jako naszą wspólną przyszłość? – pytał. – Przecież to w naszych rękach spoczywa odpowiedzialność za wiarę i Kościół, za zgodę i wzajemne poszanowanie – zaznaczył.

Hierarcha zachęcał, aby trzymać się mocno Pana Boga i Ewangelii, gdyż jest to droga pokoju i dobra. – Gdy jej braknie, to przychodzi niepokój i zło, czego my dzisiaj, żyjąc w Ukrainie doświadczamy. Trwająca wojna pozostawiła już swój owoc w tysiącach grobów młodych ludzi poległych na froncie i w tysiącach okaleczonych. Pozbawione miłosierdzia myślenie jest ślepe na tragedię setek tysięcy rodzin, którym zburzono domy, zabierając jednocześnie szczęście, do którego mają prawo – opowiadał.

Na zakończenie kaznodzieja wzywał, aby wpatrując się w postawę życia św. Andrzeja Boboli i św. Jana Pawła II, nie dać się zwieść i omamić złu i nie otwierać dla niego „drzwi naszych domów, serc i umysłów, ale zwyciężajmy je dobrem i miłością”. – Tam, gdzie jest zło, tam nie ma Boga, bo On jest najwyższym dobrem. Tam, gdzie jest nienawiść, tam nie ma Boga, bo On jest miłością. Tam, gdzie jest wojna, tam nie ma Boga, bo On jest pokojem. Tam, gdzie jest kłamstwo, tam nie ma Boga, bo On jest prawdą – podkreślił.

Modlitwy ku czci św. Andrzeja Boboli odbywają się każdego 16. dnia miesiąca. Rozpoczynają się w kościele, który jest sanktuarium tego świętego, skąd wyrusza procesja na tzw. Bobolówkę, gdzie najprawdopodobniej znajdował się dom rodzinny św. Andrzeja. Następnie sprawowana jest Msza św., po której następuje procesyjny powrót do sanktuarium. W drodze odmawiany jest różaniec. Na zakończenie jest możliwość ucałowania relikwii świętego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielka Brytania: minister wzywa Kościół do zmiany nauczania

2018-07-18 06:42

azr (The Telegraph/Catholic Herald/KAI) / Londyn

Penny Mordaunt, brytyjska sekretarz stanu ds. międzynarodowego rozwoju, spotkała się z przewodniczącym Papieskiej Akademii Życia abp Vicenzo Paglią. Przekonywała go, że Kościół katolicki powinien zmienić nauczanie dotyczące stosowania środków antykoncepcyjnych.

dalaprod/Fotolia.com

Jak informuje brytyjski dziennik The Telegraph, minister Mordaunt użyła m.in. argumentu mówiącego o tym, że każdego dnia 800 kobiet umiera z powodu powikłań ciążowych i połogowych. Argumentowała, że szerszy dostęp do środków antykoncepcyjnych "złagodziłby ten problem". Podczas spotkania w Watykanie, Mordaunt przekonywała, że przywódcy religijni powinni zmienić swoje "głębokie przekonania i postawy", aby umożliwić kobietom szerszy dostęp do "prokreacyjnej opieki medycznej".

W rozmowie z The Telegraph polityk podsumowała swoje spotkanie z abp Vicenzo Paglią i abp Paulem Gallagherem, sekretarzem ds. relacji z państwami watykańskiego Sekretariatu Stanu. Mówiła o potrzebie pomocy młodym kobietom, narażonym na utratę życia i zdrowia, m.in. w związku z niedostateczną dostępnością środków antykoncepcyjnych.

"Kościół katolicki może nam w tym pomóc, a moim apelem było, aby pomógł nam w ratowaniu życia, zwłaszcza młodych matek" - mówiła.

Jej wystąpienie zbiegło się w czasie z jubileuszem 50-lecia ogłoszenie encykliki "Humanae Vitae" papieża Pawła VI, która porządkowała nauczanie Kościoła m.in. w kwestii antykoncepcji. Jak przypomina Catholic Herald, w ubiegłym miesiącu blisko 500 księży z Wielkiej Brytanii podpisało się pod dokumentem wyrażającym wdzięczność za zawarte w encyklice nauczanie i podtrzymującym całkowity sprzeciw przeciwko sztucznej antykoncepcji.

"Jako księża, pragniemy poprzeć, w 50. rocznicę Humanae Vitae tę szlachetną wizję miłości życiodajnej, jak zawsze nauczał Kościół i jak ją rozumiał. Wierzymy, że prawdziwa "ludzka ekologia", ponowne odkrycie dróg natury i szacunku dla godności ludzkiej, są kluczowe dla przyszłości naszego narodu: zarówno katolików, jak i nie-katolików. Proponujemy ponowne odkrycie Humanae Vitae, nie tylko w wierności Słowu Bożemu, ale jako klucz do uzdrowienia i trwałego rozwoju naszego społeczeństwa" - napisali w dokumencie brytyjscy księża.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem