Reklama

Ksiądz Wawrzyniak potrzebny od zaraz

2018-04-11 10:10

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 15/2018, str. 40

Z każdego głośnika i ekranu wylewa się potop dobrych rad. Wszystkie o tym, jak lepiej zarabiać, jak ochraniać to, co mamy, i jak sięgać po to, czego jeszcze nie mamy czy nie zaznaliśmy. Dobrzy wujkowie współczesności prowadzą nas za rękę do urn wyborczych, do sklepów, nawet do kościołów. Wszędzie mówi się o gospodarce, ekonomii. Spotkałem się nawet z określeniami „Boża ekonomia”, „ekonomia istnienia”. Czy naprawdę niczego już nie da się zaznać, przeżyć niezależnie, doświadczyć bez wysługiwania się zachłannemu i kapryśnemu bożkowi ekonomii? Czy naprawdę nasze życie stało się tak wymierne, zaplanowane, pozbawione tajemnicy?

Ktoś powie: No dobrze, ale jak pan chce żyć, myśleć, planować, a nawet marzyć bez rachunkowości, zamierzeń, realizowania precyzyjnie założonych celów? Czy można się naraz zbuntować przeciwko tej cyfrowej rzeczywistości i uciec w małą mistykę jednorazowego przeżywania tajemnicy własnego życia i przeznaczenia? Taka postawa jest niemożliwa. Oczywiście, można od tego uciec, zaszyć się w pustelni i przestać myśleć o otaczającym nas świecie. Sęk jednak w tym, że ludzie uciekający nie są w stanie nic w tym świecie zmienić. Kapitulują i przestają w nim po prostu uczestniczyć. Jak zatem zachować postawę aktywną, a jednocześnie nie dać się wtłoczyć w bloki startowe, w wyścig, którego reguły ustalają jedynie chciwość i chęć wywyższenia się nad innymi? Ekonomia jest tylko wycinkiem naszej aktywności, przynosi jednak wymierne narzędzia pomiaru, stąd najłatwiej jest właśnie uczestniczyć w wyścigu ekonomicznym, w którym reguły ustalają ci, którzy kapitał posiadają i za pomocą swojej gry ten kapitał pomnożą.

Kiedyś całe seminarium na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie poświęciłem tematowi sformułowanemu bardzo enigmatycznie: „Co jest wrogiem?”. Odpowiedzi były rozmaite, często niezwykle oryginalne i frapujące, jednak lwia część myślenia moich młodych słuchaczy była poświęcona próbom opisu współczesnego kapitalizmu korporacyjnego, który nie tylko zabiera wolność i kradnie osobowość, ale też z poniżenia i wyzysku czyni cnoty jak najbardziej pożądane.

Reklama

Umówmy się zatem, że godząc się na pracę u kogoś, wyrzekamy się panowania nad własnym czasem i oddajemy ten przywilej w ręce tego, kto nam płaci. Kapitalizm korporacyjny wzmacnia w jego uczestnikach najgorsze cechy: służalczość, donosicielstwo, zanik własnej osobowości na rzecz tzw. osobowości korporacyjnej. Bawimy się na sygnał, okazujemy entuzjazm na sygnał, uznajemy za wartościowe to, co służy naszej korporacji. Z czasem w firmie tworzy się swoista sekta, przekonana o tym, że poza firmą nie istnieje nawet namiastka pożądanego życia. Czy zatem samo zarabianie na życie jest już złem? Nie, o ile nie przybiera obsesyjnych rozmiarów i nie przekracza miar, za którymi kryją się już reguły psychotyczne.

Czy w dzisiejszym świecie jest możliwe istnienie poza kapitalizmem i jego regułami? Ktoś powie, że już samo postawienie takiego problemu jest marksistowskie i na kilometr pachnie jakąś lewacką hipokryzją. Tymczasem Polacy godzą się na uczestniczenie w wyścigu do kapitału, którego nie posiadają i nie będą posiadać, rywalizacja jest bowiem tak nierówno skonstruowana, że właściciele działającego u nas dużego kapitału zwykle są z zagranicy i tam mają ulokowane swoje ośrodki lojalnościowe. Polska potrzebuje inwestycji własnych. Jak do tego jednak doprowadzić, gdy obywatele zostali wyzuci z kapitału? Ten dylemat towarzyszy wielu rozwijającym się krajom.

My mamy jednak tę przewagę nad tzw. trzecim światem, że nasze zasady mocno tkwią w katolicyzmie. A skoro tak, to warto sobie przypomnieć o zasadach społecznej gospodarki rynkowej, wśród których solidarność, pomocniczość i zasada wyrzeczenia się zysku za wszelką cenę stanowią nieoceniony, społeczny, a w konsekwencji także rynkowy kapitał. Gospodarka rynkowa z zasadami nie jest mrzonką dla pięknoduchów. To gleba, z której wyrasta sposób ekonomicznego działania, w którym lichwa, wyzysk i tzw. obiektywność kapitału są czymś nagannym. Oparcie budowy nowej gospodarki na zakorzenionym w społeczeństwie etosie, wielka działalność edukacyjna, pokazująca, że per saldo w kapitalizmie opłaca się mieć i stosować pewne niewzruszalne zasady – to dziś zadania dla polskiego Kościoła i jego misji duszpasterskiej wśród Polaków.

To właśnie Kościół katolicki powinien edukować i propagować wzorce, w których jak najszersze kręgi społeczne mają dostęp do wspólnie wypracowywanego kapitału, a także upowszechnia się własność środków produkcji. Spółdzielnie, kooperatywy i wszelkie inne formy wspólnego gospodarowania powinny nie tylko wrócić do łask, ale także stanowić wzorzec samoorganizacji i odbudowy normalnych więzi w społeczeństwie. W tym wszystkim – co wielokrotnie podkreślał św. Jan Paweł II – wielką rolę odgrywa sama praca. Musi ona mieć sens i dawać poczucie godności – wtedy nie tylko powstaje fenomen nadzwyczajnej aktywności pewnych środowisk, ale także zostaje przezwyciężona naturalna skłonność do inercji i społecznej apatii.

W Polsce mamy do czynienia z widocznym brakiem kapitału inwestycyjnego, a bez inwestycji nasza gospodarka nie stanie się znacząco konkurencyjna. Bez inwestowania w zakłady produkcyjne nie zbudujemy trwałych podstaw stabilnego wzrostu gospodarczego. Jeżeli bowiem będzie się on opierał na dotychczasowych filarach, to musimy się pogodzić z niemiecką dominacją na polskim rynku oraz z surowcowym dyktatem ze strony Rosji.

Świat bardzo się zmienia, niemal codziennie powstają nowe sposoby wytwarzania i organizacji produkcji. Dopóki w Polsce nie upowszechni się alternatywny wobec liberalnego sposób myślenia o aktywności obywateli, dopóty będziemy skazani jedynie na kopiowanie obcych wzorców i godzenie się z dyktatem międzynarodowej finansjery, która jak się okazało, ma wobec naszego kraju dość agresywne zamiary.

Osiemnastoletni Święty na grafice w licheńskim muzeum

2018-09-18 15:47

Anita Rossa

Dzisiaj obchodzimy święto patrona Polski, młodzieży i dzieci św. Stanisława Kostki (1550-1568). Jego dzieje są dokładnie udokumentowane w hagiografii polskiej.


Temu świętemu przypisywano zwycięstwo nad Turkami w bitwie pod Chocimiem w 1621. Związane jest to z wizją o. Mikołaja Oborskiego, jezuity, który widział św. Stanisława na obłokach, jak błagał Matkę Bożą o pomoc dla wojsk polskich.

W Muzeum im. ks. Józefa Jarzębowskiego w Licheniu Starym znajduje się kilka grafik przedstawiających św. Stanisława.

Autor prezentowanego miedziorytu - Wolfgang Kilian (1581-1663) przedstawił św. Stanisława Kostkę proszącego Maryję o wstawiennictwo i pomoc w bitwie pod Chocimiem zwanej "Polskim Lepanto". Św. Stanisław stoi w centrum grafiki, po jego lewej stronie Matka Boża, w płaszczu i w koronie, idzie z dłońmi wyciągniętymi przed siebie, w geście powstrzymywania, wzrok ma skierowany na dół, na słońce, które znajduje się u Jej stóp. Ma to zapewne związek z zaćmieniem słońca, które miało miejsce przed wyruszeniem wojsk tureckich.

Stanisław Kostka urodził się w 1550 r. na Mazowszu, w Rostkowie koło Przasnysza. Jego ojciec Jan był kasztelanem zakroczymskim, matka Małgorzata pochodziła z rodziny Kryskich z Drobina. W życiu Stanisława znaczącą rolę odegrał jego brat Paweł, z którym po ukończeniu 15. roku życia został wysłany na studia do kolegium jezuickiego w Wiedniu.

Stanisława charakteryzował zapał do nauki i żarliwa pobożność. W młodym wieku osiągnął dojrzałość prowadzącą do przeżyć mistycznych. Jego wizje po raz pierwszy miały miejsce w 1565 r., w Wiedniu, podczas krótkotrwałej, lecz groźnej choroby. Nagłe uzdrowienie Stanisław przypisywał wstawiennictwu Matki Bożej.

Wcześnie zrodziło się w nim powołanie do życia zakonnego. Mimo wielu przeszkód młody Stanisław usilnie dążył do tego by zostać zakonnikiem. Decyzja o wstąpieniu do zakonu spotkała się ze sprzeciwem ze strony rodziny, zwłaszcza brata Pawła. Stanisław potajemnie udał się pieszo z Wiednia do Bawarii, do jezuitów w Dylindze (650 km). Tamtejszy prowincjał Piotr Kanizjusz odesłał go do Rzymu. Chłopiec pieszo odbył dalszą podróż. 28 października 1567 r. został przyjęty do nowicjatu jezuickiego przez Franciszka Borgiasza. Budował wszystkich uczynnością i pokorą w spełnianiu obowiązków.

Mając 18 lat, złożył śluby zakonne. Niespodziewanie zapadł na malarię, po krótkiej chorobie, przepowiedziawszy swą śmierć, zmarł w wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 14 sierpnia 1568 r.

Kult Stanisława zrodził się spontanicznie. Kostka został beatyfikowany w 1670 r. Jego kanonizacja odbyła się za papieża Benedykta XIII w 1726 r.

Decyzją polskich biskupów rok 2018 przeżywamy pod szczególnym patronatem tego właśnie Świętego. Wybór nie jest przypadkowy, bo 15 sierpnia 2018 r., obchodziliśmy 450. rocznicę Jego śmierci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Ryś do młodzieży: nie bójcie się pomyłki

2018-09-19 10:20

xpk, lk / Łódź (KAI)

Powołanie – to temat zorganizowanego w Łodzi presynodu o młodzieży. Pomysłodawcą spotkania będącego zapowiedzią październikowego synodu biskupów w Rzymie był Grzegorz Ryś. - Jest jakiś strach przed pomyłką. Myślicie, że Bóg jest taki jak dzisiejsze społeczeństwo, że jak się pomylicie, to was wyśmieje i zmiażdży? On nie jest taki - mówił do młodych metropolita łódzki. Gościem łódzkiego spotkania był kard. Luis Antonio Tagle z Filipin.

Piotr Drzewiecki
Abp Grzegorz Ryś

Uczestnicy spotkania wzięli m.in. udział w dyskusji na temat powołania do życia konsekrowanego. O wyborach życiowych młodych ludzi mówił także metropolita łódzki.

„Gdy odpowiadacie na pytanie, kim chcecie być, są dwa momenty, mówicie o zawodach oraz o tym, co możemy nazwać stanem życia: mąż, żona, matka, kapłan, osoba konsekrowana. Chcę wam powiedzieć, że obie te kategorie są ważne, gdy jest mowa o powołaniu. Duża część dokumentu przygotowująca synod kładzie nacisk na ten związek między zawodem a powołaniem. Oznacza to, że całe życie należy odczytywać w kategoriach powołania, by nie doszło do schizofrenii: religijny jestem w kościele, a po za nim już zupełnie inny - tłumaczył abp Ryś.

– Mówicie o powołaniu w kategoriach: spełnienie, intuicja, pasja. To wszystko jest ważne, ale nie patrzycie na to, w jakiej wspólnocie żyjecie. W tych wypowiedziach zabrakło Kościoła, zabrakło takiego widzenia, że moje życie jest we wspólnocie. Kościół, który prowadzi papież Franciszek, uświadamia nam, że ma swój cel poza sobą. Gdzie ja jestem w tej misji Kościoła? Czy to jest w ogóle mój sposób myślenia o powołaniu? – pytał abp Ryś.

Abp Ryś zauważył, że dzisiejszy młody człowiek boi się, że w swoich wyborach się pomyli. - Jest jakiś strach przed pomyłką. Skąd ten strach? Myślicie, że Pan Bóg jest taki jak dzisiejsze społeczeństwo, że jak się pomylicie, to was wyśmieje i was zmiażdży? On nie jest taki i Kościół nie jest taki. Nie bójcie się – apelował.

Ostatnią częścią dzisiejszego presynodu była Msza św., której przewodniczył i kazanie wygłosił kard. Tagle. Zwrócił uwagę, że każdy wciąż jest powoływany do czegoś i przez kogoś, bo powołanie jest częścią naszego życia. Stąd powinniśmy być ekspertami od powołania, ale niestety tak nie jest – stwierdził.

Hierarcha zwrócił uwagę, że trzeba sobie uświadomić, "kto lub co mnie woła?". - Do czego mnie woła i dlaczego? Kiedy słyszę to wezwanie - jestem do tego pociągnięty czy po prostu mówię: nie? Ale w świecie, w którym żyję sam, nie mogę być spełniony. Potrzebujemy czegoś większego niż my sami, kogoś większego od nas. Gdy poznajemy samych siebie, wtedy siebie samych odnajdujemy. W ostateczności prawdziwie powołanie jest słyszane, wybrane i spełnione we wzajemnych relacjach – zaznaczył kardynał.

Wnioski z łódzkiego presynodu i spotkania z młodzieżą abp Grzegorz Ryś przedstawi na październikowym synodzie biskupów o młodzieży w Rzymie, któremu przewodniczyć będzie papież Franciszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem