Reklama

Życie w zachwycie

Różowa toyota

2018-04-11 10:10

Maria Paszyńska
Niedziela Ogólnopolska 15/2018, str. 48

Robert Kneschke/Fotolia.com

Kilka lat temu podczas wywiadu radiowego papież Franciszek zdradził młodym ludziom recepturę na szczęście. Powiedział wówczas: „Miejcie śmiałość, by śnić. Ci, którzy nie śnią pięknych snów, mają koszmary. Tym, którzy pragną wielkich rzeczy, błogosławi Bóg”.

Wiosna w pełni, w pamięci wciąż mamy świeże wspomnienia radości Zmartwychwstania, więcej słońca – to wszystko sprawia, że nasz życiowy entuzjazm rośnie. Słowa Ojca Świętego idealnie wpisują się w ten czas. Jakiś głos w naszym wnętrzu woła: „Tak, chcę śnić i pragnąć wielkich rzeczy, tylko... jak to zrobić?!”.

Pewnego dnia wracałam z córką z przedszkola.

Reklama

– Ja chcę różową toyotę! – oświadczyła nagle moja czterolatka.

– Dobrze jest wiedzieć, czego się chce – odparłam nieco zdziwiona tą stanowczą i precyzyjną deklaracją.

– Jak będę duża i będę miała prawo jazdy, to będę miała różową toyotę.

– Nigdy nie widziałam różowej toyoty – zaczęłam ostrożnie. – Nie jestem pewna, czy to będzie możliwe.

– Pan Bóg mi pomoże – odpowiedziała córka z wielką mocą.

– Tak?

– Mhm – przytaknęła. – Ja to z Nim załatwię.

– A jak to zrobisz? – spytałam.

– To proste. Przeżegnam się i powiem: Panie Boże, bardzo Cię proszę, daj mi różową toyotę, bo ja najbardziej na świecie lubię różowy kolor, a Ty lubisz mnie.

Urzeka mnie niezachwiana wiara maluchów. Trochę naiwna, uproszczona, ale przy tym niezwykle bezpośrednia. Najpiękniejsza zaś jest ufność, że jeśli moje serce bardzo czegoś pragnie, Pan Bóg to zrozumie i pobłogosławi tym pragnieniom.

Jak pisała św. Mała Teresa: „Pan Bóg nie daje nigdy pragnień, których by nie mógł czy nie chciał urzeczywistnić”.

Dlatego bądźmy jak dzieci rozkochane w swoim Ojcu, ufne w Jego miłość i śniąc najpiękniejsze sny, zmieniajmy ten świat na lepszy. Od teraz, od zaraz, od dziś!

Maria Paszyńska, pisarka, prawniczka, orientalistka, varsavianistka amator, prywatnie zakochana żona i chyba nie najgorsza matka dwójki dzieci

Tagi:
dzieci

Reklama

Rodzicielskie warsztaty – czy warto?

2019-01-30 11:37

Rozmawia Katarzyna Krawcewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 5/2019, str. VI

Z Anną Walczak o coraz popularniejszych szkoleniach dla rodziców, o wychowaniu i wspieraniu dziecka rozmawia Katarzyna Krawcewicz

©drubig-photo - stock.adobe.com

Katarzyna Krawcewicz: – Dzisiaj mamy wiele ofert różnych kursów czy szkoleń dla rodziców. Skąd taki popyt na te zajęcia?

Anna Walczak: – Rodzicom zależy na jakości relacji z dziećmi, by była ona pełna szacunku i wzajemnego zaufania i dlatego chcą rozwijać swoje umiejętności rodzicielskie. Rodzice szukają też na warsztatach wiedzy z zakresu wychowania dzieci oraz chcą się spotkać z innymi rodzicami, żeby wymienić się doświadczeniami. Taka forma spotkań warsztatowych temu służy. Jako prowadząca dostaję od uczestników informacje zwrotne po warsztatach i stąd wiem, że jest to dla nich również specjalny czas na refleksję. Mówią, że na co dzień są zabiegani i nie mają czasu pomyśleć, jakie działania czy sposób mówienia do dziecka służą jego rozwojowi. A przecież chcą zadbać o jakość kontaktu i relacji z dzieckiem, zbudować jego poczucie wartości, chcą po prostu, żeby sobie poradziło w życiu i żeby było szczęśliwe.
Często też rodzice mówią, że nie radzą sobie z własnymi emocjami. Martwią się np., że złoszczą się na dziecko, ale jednocześnie nie wiedzą, jak sobie poradzić ze swoją złością. I dlatego szukają pomocy – w różnej formie. A przede wszystkim szukają rozmowy. Ważny jest dla nich też ten specjalnie wygospodarowany czas, bo wtedy nie zajmują się dziećmi ani codziennymi obowiązkami, ale mogą spokojnie zastanowić się, jak chcą, żeby wyglądało ich rodzicielstwo.
Jesteśmy też bardzo niepewni i potrzebujemy, żeby ktoś nam powiedział, że jesteśmy wystarczająco dobrymi rodzicami.

– Jeszcze kilkadziesiąt lat temu takich zajęć nie było, a przynajmniej nie były one tak popularne i dostępne. Coś jest nie tak z dzisiejszymi rodzicami?


– Uczestnicy zajęć powtarzają, że nikt nie uczył ich bycia rodzicami. Nie chcą powtarzać tego, co robili ich rodzice. Mówią, że sami nie dostali od nich tego, co teraz chcieliby dać swoim dzieciom.
Nastąpiły zmiany w myśleniu, w kulturze, również zmiany w podejściu do dziecka. Zdaję sobie sprawę, że teraz będę mocno generalizować, jednak kiedyś powszechnie uważano, że rodzicielstwo polega na tym, żeby dziecku dać jeść, ubrać je odpowiednio, położyć spać o konkretnej godzinie. Emocje dziecka czy jego zdanie nie były brane pod uwagę. Brakowało rozmów i nie dbano o jakość relacji. Kiedyś rodzice koncentrowali się na tym, by mieć rację, a nie relację, przysłowiowe „dzieci i ryby głosu nie mają”.
Uczestnicy zajęć mówią, że w dzieciństwie brakowało im np. otwartości ze strony mamy czy taty, brakowało im rozumienia ich emocji. Wspominają, że gdy czegoś potrzebowali, nikt nawet nie wysłuchał ich potrzeby. Bo to nawet nie chodzi o realizację potrzeb, ale przede wszystkim o wysłuchanie. Dzisiaj coraz więcej rodziców chce brać pod uwagę potrzeby dzieci. Podkreślam, że potrzeby to nie zachcianki.
Kolejną sprawą, na którą kiedyś nie zwracano uwagi, jest wspieranie dziecka w byciu sobą. Odkrywanie, kim ono tak naprawdę jest.

– Kiedy przegląda się oferty warsztatowe, widać, że mają one różną formę.


– Można zapisać się na jednorazowy kilkugodzinny kurs, a można też przez pewien czas uczestniczyć w cyklicznych zajęciach. I w tym drugim przypadku już zaczyna tworzyć się pewna wspólnota, a nawet grupa wsparcia. Takie miałam doświadczenie, chociażby prowadząc ostatnio Szkołę dla Rodziców. Uczestnicy zaczęli dzielić się swoimi głębokimi przeżyciami. I nie chodziło już tylko o rodzicielstwo, zaczęli mówić o swoich osobistych trudnościach.
Wybierając natomiast krótszą formę, rodzice przychodzą nie tylko po wiedzę, ale też po konkretne narzędzia, np. co zrobić, żeby dziecko mnie słuchało, żeby ze mną współpracowało, żeby nie krzyczało. Chcą mieć też możliwość zadawania pytań, które rozwiewają różnorodne wątpliwości, chcą usłyszeć, jak inni rodzice radzą sobie z problemami, które pojawiają się w wychowywaniu dzieci.

– I takie narzędzia dostają?

– Na pewno zależy to od warsztatu. Ale ja osobiście coraz bardziej się przekonuję, że im lepiej dbam o siebie i swoje potrzeby, tym mniej potrzebuję konkretnych narzędzi do bycia dobrym rodzicem. Naprawdę muszę zacząć od siebie. Nawet nie jako mama. Najpierw jestem osobą, potem mamą. Moje potrzeby – nie przede wszystkim, ale również.

– Dzisiaj nie ma jednej koncepcji wychowawczej, a wiele z nich się wzajemnie wyklucza. Jak zatem wybrać dobre warsztaty?


– Czasami trzeba pójść na warsztaty po to, żeby się przekonać, że ta metoda nie jest dla mnie. Nie da się z góry przewidzieć pewnych rzeczy. Warto pytać znajomych, którzy w czymś brali już udział. A potem sprawdzać samemu, czy ta wiedza jest przydatna w mojej rodzinie. Jeżeli od razu mamy opory przed przyjęciem jakiejś koncepcji, to prawdopodobnie nie jest ona dla nas. Warto słuchać swojej rodzicielskiej intuicji.
Ja też musiałam wiele się nauczyć jako rodzic, chociaż jestem pedagogiem. I po latach doświadczeń wiem, że dzisiaj nie wybrałabym warsztatów, które koncentrują się tylko na zmianie zachowania dziecka, czyli takich: co zrobić, żeby dziecko przestało płakać, żeby szło spać o jednej porze itd. Nie poszłabym na warsztaty, które miałyby mnie nauczyć żelaznej konsekwencji w wychowywaniu dzieci. Wolałabym np. uczyć się, jak towarzyszyć dziecku, kiedy przeżywa trudne emocje. I tu wrócę do moich potrzeb – jeśli umiem się sobą zaopiekować, to wtedy łatwiej mi przyjrzeć się potrzebom mojego dziecka, mam w sobie chęć do bycia blisko niego. Mam czas na to, żeby usiąść przy nim i już nawet niekoniecznie coś mówić, tylko być. I nie potrzebuję uczyć się na pamięć metod, bo moja empatia pomoże mi tak naprawdę usłyszeć moje dziecko i to, czego ono potrzebuje. Pamiętajmy też, że warsztaty nie mają wzbudzać w nas poczucia winy ani sprawiać, że będziemy się kontrolować z ołówkiem w ręku, czy wykonaliśmy wszystkie zadania. Nie o to w tym chodzi.

– Z Katarzyną Piosik-Łobaczewską będziecie od lutego prowadzić różne spotkania rodzicielskie. Co to będzie?


– 8 lutego zapraszamy na Rodzicielską Mapę Marzeń – będziemy rozmawiać o tym, jak dbać i rozwijać kontakt z dzieckiem oraz o co chcemy szczególnie zadbać w tym kontakcie w bieżącym roku. 16 marca będzie warsztat „Jak zatroszczyć się o siebie, by być troskliwym rodzicem”, 13 kwietnia spróbujemy zrozumieć emocje dziecka, a 18 maja skupimy się na rodzicielskiej złości. Spotykamy się w Zielonej Górze, przy ul. Lisowskiego 7.
Zapisy przyjmujemy pod nr. tel. 792 031 010 lub e-mailowo: pedagog.ania@gmail.com .

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jutro Irena i Jerzy Grzybowscy otrzymają medale „Pro Ecclesia et Pontifice"

2019-02-18 13:14

mip (archwwa.pl/KAI) / Warszawa

Założyciele "Spotkań Małżeńskich" Irena i Jerzy Grzybowscy zostaną we wtorek odznaczeni przez metropolitę warszawskiego kard. Kazimierza Nycza papieskim orderem „Pro Ecclesia et Pontifice". Uroczystość nadania odznaczenia odbędzie w Domu Arcybiskupów Warszawskich o godz. 18.00.

Archiwum rodzinne
Jerzy i Irena Grzybowscy

Irena i Jerzy Grzybowscy są z wykształcenia geografami. Irena Grzybowska przez wiele lat pracowała w Instytucie Geografii Uniwersytetu Warszawskiego, początkowo jako asystentka w Katedrze Geografii Fizycznej, później jako kustosz w bibliotece Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN. Dr Jerzy Grzybowski pracował z kolei jako asystent, a później adiunkt w Instytucie Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN (1976-1990); następnie jako redaktor i redaktor naczelny miesięcznika „Misjonarz” (1990-2008) wydawanego przez Zgromadzenie Księży Werbistów. W latach 1996-2004 był członkiem Zespołu Koordynacyjnego Ogólnopolskiej Rady Ruchów Katolickich, a od 2004 jest członkiem jej Rady Programowej.

O założonym nieco ponad 40 lat temu Stowarzyszeniu "Spotkania Małżeńskie" mówią, że to ostatnia deska ratunku i droga do świętości. Stowarzyszenie prowadzi warsztatowe rekolekcje dla małżeństw, które służą pogłębieniu, a często odbudowaniu więzi małżeńskiej. Rekolekcje są otwarte także dla związków nieformalnych poprzez organizowanie rekolekcji dla powtórnych związków po rozwodzie.

„Św. Jan pisze: Miłujmy się wzajemnie, bo miłość jest z Boga. Na Spotkaniach Małżeńskich troszczymy się o taką miłość między małżonkami, która jest z Boga. Ta miłość realizuje się w codziennym dialogu i decyzjach na podstawie tego dialogu podjętych” – mówi KAI Jerzy Grzybowski.

Irena i Jerzy Grzybowscy stworzyli w Polsce 26 ośrodków "Spotkań Małżeńskich". Co roku organizują ok. 80-90 tzw. weekendów rekolekcyjnych dla małżeństw, a ponadto kilkadziesiąt serii Wieczorów dla Zakochanych i Rekolekcji dla Narzeczonych – kursów przygotowujących do zawarcia sakramentu małżeństwa. Kadrę Animatorów tworzy aktualnie 298 małżeństw oraz 92 kapłanów i 1 siostra zakonna. Oddzielny program Stowarzyszenie proponuje kapłanom, alumnom seminariów duchownych i osobom życia konsekrowanego.

W kadencji 2009-2013 r. Irena i Jerzy Grzybowscy byli członkami Rady Duszpasterskiej przy Arcybiskupie Warszawskim. Są autorami licznych publikacji dotyczących małżeństwa, przygotowania do małżeństwa i duchowości małżeńskiej. We wrześniu 2018 r. zostali uhonorowani medalami "Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej". Prywatnie mają dwie córki.

Medalem „Pro Ecclesia et Pontifice" w najbliższych dniach uhonorowany zostanie także profesor nauk medycznych Marek Krawczyk, wybitny chirurg i wychowawca. Uroczystość wręczenie medalu odbędzie się w środę 27 lutego.

Medal Pro Ecclesia et Pontifice to jedno z wysokich odznaczeń Stolicy Apostolskiej w kształcie krzyża. Przyznawany jest przez papieża w dowód uznania dla zaangażowania w pracę na rzecz Kościoła, na wniosek biskupa diecezjalnego. Odznaczenie może otrzymać osoba świecka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przełożeni zakonów przepraszają ofiary wykorzystywania

2019-02-19 12:25

st (KAI/NCR) / Rzym

Z prośbą o przebaczenie aktów wykorzystywania seksualnego, jakich dopuścili się zakonnicy i zakonnice zwrócili się we wspólnym oświadczeniu przełożeni i przełożone generalne zakonów męskich i żeńskich. Nawiązując do rozpoczynającego się 21 lutego spotkania przewodniczących episkopatów, zaapelowali o stworzenie „struktur odpowiedzialności” w Kościele powszechnym.

o. Waldemar Gonczaruk CSsR

„Pochylamy nasze głowy ze wstydu, zdając sobie sprawę, że takie wykorzystywanie miało miejsce w naszych zgromadzeniach i zakonach” - stwierdzili przełożeni i przełożone reprezentujący około 850 000 członków katolickich zakonów męskich i żeńskich. Wyrazili ubolewanie z powodu ukrywania przez sprawców swoich czynów i podejmowanych przez nich manipulacji, a także braku właściwej reakcji ze strony przełożonych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem