Reklama

Kompozytor rozdarty historią

2018-04-11 10:10

Piotr Iwicki, muzyk, publicysta
Niedziela Ogólnopolska 15/2018, str. 49


Dymitr Szostakowicz (1906-75)

Już dawno żadna książka nie namieszała mi w głowie tak jak „Zgiełk czasu” Juliana Barnesa. Laureat Nagrody Bookera wchodzi w życie Dymitra Szostakowicza może nie z przysłowiowymi buciorami, ale bez ogródek, by odbrązowić jeden z najbardziej monumentalnych pomników kultury muzycznej XX wieku. Wnuk Bolesława Szostakowicza, powstańca styczniowego, prawnuk powstańca listopadowego – Piotra; geniusz kompozycji, miłośnik piłki nożnej i siatkówki, człowiek, którego życie – jak sam mówił – przebiegało pod dyktando lat przestępnych. Pierwszym przełomem była wizyta Józefa Stalina, Wiaczesława Mołotowa, Anastasa Mikojana i Andrieja Żdanowa w moskiewskim Teatrze Wielkim, gdzie wykonywano słynną już na całym świecie operę Szostakowicza „Lady Makbet mceńskiego powiatu”. Dezaprobata władzy zepchnęła dzieło i artystę w otchłań infamii, a gwoździem do trumny był artykuł „Chaos zamiast muzyki” w „Prawdzie”. Kompozytor sam otarł się o śmierć, jako protegowany marszałka Michaiła Tuchaczewskiego był bowiem dwukrotnie wezwany do NKWD w sprawie spisku generałów. Za drugim razem, kiedy stawił się na przesłuchanie, oficera Zakriewskiego, który go wezwał, już nie było – śledczy stał się ofiarą. Podobnych zakrętów w życiu Szostakowicza było więcej. Z każdą kartą książki nie tyle poznajemy fabularyzowane fakty z życia kompozytora, ile obserwujemy jego przemianę – ot, jak z wroga ludu staje się ulubieńcem władzy, jak sam siebie potępia, jak jedzie do Stanów Zjednoczonych, gdzie wychwala władzę radziecką, jak krytykuje system imperialistyczno-kapitalistyczny i wreszcie gra na fortepianie swoje kompozycje w wypełnionej po brzegi Madison Square Garden. Z jednej strony piętnastotysięczny tłum i transparenty przed hotelem namawiające go do skoku z okna i wystąpienia o azyl, z drugiej – człowiek, muzyczny geniusz, który zdaje sobie sprawę z potęgi śmiertelnej machiny, którą była władza Stalina. Ile w tym było gry, intelektualno-moralnych szachów, które pozwalały Szostakowiczowi działać w imperium zła, tworzyć arcydzieła muzyki XX wieku, a ile strachu? Zwykłego, ludzkiego, paraliżującego, który sprawiał, że obok drzwi do gabinetu Stalina zawsze stało dwóch sanitariuszy, którzy mogli wynieść omdlonego petenta bądź posprzątać po nim, gdy z nerwów zanieczyścił salon władzy. Symfonie: II, V, VI, VII, IX czy pierwsza w zbiorze, którą prowadzili najwybitniejsi dyrygenci z czołowymi orkiestrami, gdy jej twórca miał nieco ponad 20 lat, mistrzowskie dzieła muzyki kameralnej, pianistyczne perły z 24 preludiami na czele. Spuścizna po Szostakowiczu jest fenomenalna, a mój zachwyt nad nią – nieskrywany. Kiedy włączam płytowe nagranie bądź słucham koncertowej interpretacji, muzyka potomka Polaków zabiera mnie w muzyczną podróż, artystyczny kosmos. Rzecz w tym, że po lekturze „Zgiełku czasu” już nigdy nie będę pewien, czy mistrz mówi do mnie serio, czy też z przymrużeniem oka. Gdzie kończy się geniusz, a zaczyna życiowy pragmatyzm, zaś miejsce twórczej weny zajmuje cynizm.

Tagi:
muzyka

Deus Meus na pustyni – pieśni cierpiącej miłości

2019-03-13 10:09

Materiał prasowy

Legendarny chór Deus Meus i Fundacja Aniołów Miłosierdzia zapraszają na spacer po pustyni miłości. Poruszające aranżacje pieśni Wielkiego Postu zilustrowane milczeniem piasku, soli i światła. W każdy piątek i w Triduum Paschalne - nowy teledysk. Gramy na rzecz pierwszego hospicjum dla dzieci na Litwie. Patrz, słuchaj, daj się kochać

7 piątków Wielkiego Postu, Triduum i Zmartwychwstanie – w każdy z tych dni na stronie mostdonieba.pl oraz na kanale Youtube oraz Facebook premiera teledysku do kolejnej pasyjnej pieśni – tak wygląda scenariusz projektu „Deus Meus na pustyni – pieśni cierpiącej miłości”. Skąd pomysł?

- Historia zaczyna się banalnie, przy pizzy – opowiada Grzegorz Kiciński z Fundacji Aniołów Miłosierdzia. - Spotkało się kilku przyjaciół, by pogadać o tym jak można uczcić 25-lecie powstania chóru Deus Meus a przy okazji pomóc s. Michaeli Rak, która buduje pierwsze hospicjum dla dzieci na Litwie. Od słowa do słowa doszliśmy do płyty „Słońce nagle zgasło”. Zbliżał się Wielki Post a hospicjum to miejsce, gdzie od pytań o sens cierpienia uciec się nie da. Rozjechaliśmy się do domów z pytaniami jak nazwać ten pomysł, a przede wszystkim – jak zilustrować pustynie, na które wyprowadza nas cierpienie. Piasek, sól, światło. Bingo! Rysowanie piaskiem. Obdzwoniliśmy znane nazwiska. Odwagi do pomysłu dodała nam Kasia Perkowska, choć sama nie mogła się podjąć dzieła. W końcu do współpracy udało się zaprosić Magdalenę Suszek-Bąk, znaną np. z ilustracji podczas ŚDM w Krakowie. Tak powstał Deus Meus na pustyni – pieśni cierpiącej miłości.

Pieśni miłości oczami malarki

- Chciałam powiedzieć sobie „stop, zatrzymaj się, spójrz w oczy Tego, który kocha naprawdę, w którego ręku jest całe moje życie. Zadzwonił telefon. W słuchawce pytanie czy zgodziłabym się zilustrować pieśni Wielkiego Postu – opowiada Magdalena Suszek-Bąk, autorka ilustracji. –Otrzymując od Fundacji Aniołów Miłosierdzia propozycję współpracy przy realizacji projektu „Deus Meus na pustyni - pieśni cierpiącej miłości”, poczułam ogromną nadzieję na wejście głębiej w tajemnice Męki Pańskiej. Obraz, a w szczególności obraz połączony z muzyką, potrafi sięgnąć do pokładów uczuć na co dzień niedostępnych. Zapragnęłam skierować myśli ku Temu, który jest źródłem miłości. Wielki Post to wielkie „STOP dla światowych pożądań”. Zabiegane myśli, rozkojarzone oczy, biegamy od spraw ważnych do ważniejszych, które kradną kolejne minuty, godziny i dni. Tyle pędu i niepokoju. Coraz mniej czasu na spotkanie twarzą w twarz, jeszcze mniej – na słuchanie, na szukanie prawdy, na miłość.

Gdy otrzymałam pliki z pieśniami nagranymi przez chór Deus Meus, zaskoczyło mnie, że chodzi przede wszystkim o te najbardziej znane pieśni. Znam je od dzieciństwa, ale gdy je odsłuchałam zadziałały we mnie tak mocno, że stworzenie do nich obrazów nastąpiło samoczynnie. To tak, jakby ktoś uwolnił we mnie obrazy, które towarzyszyły każdemu przeżytemu nabożeństwu Drogi Krzyżowej czy Gorzkich Żali. Zaskoczyło mnie, że tych obrazów jest aż tyle. Wielkim przeżyciem było spotkanie z pieśnią Antoniny Krzysztoń – „Słońce nagle zgasło”. Łagodnie wprowadziła mnie w przeżywanie Wielkiego Postu i dała mi odwagę spojrzeć w twarz miłującego Chrystusa. Mam nadzieję, że pieśni i obrazy cierpiącej miłości pomogą także innym.

Z pamiętnika Deus Meus

Hubert Kowalski, dyrygent, kompozytor:

To była połowa lat 90-tych. Przyjechaliśmy razem z zespołem Deus Meus (który wtedy jeszcze nie miał takiej nazwy) do Warszawy na zaproszenie Jana Pospieszalskiego, by nagrać tradycyjne polskie pieśni wielkopostne do programu Swojskie Klimaty dla TVP. To zaproszenie było dla nas wielkim zaskoczeniem i jednocześnie wyróżnieniem. W zasadzie dopiero zaczynaliśmy razem działać. Grupa się formowała. Żyliśmy nowymi duchowymi odkryciami i radością z nagrania i wydania kasety „Hej Jezu“.

Marcin Pospieszalski na miejscu harmonizował pieśni, a my uczyliśmy się ich, by w kolejnych dniach dokonać nagrania w kościele Dominikanów na ul. Freta. Byliśmy poruszeni każdą kolejną harmonią oraz tekstami, które śpiewaliśmy. Uczestniczyliśmy w jakimś osobistym misterium spotkania Boga w muzyce i we wspólnocie ludzi. Dostaliśmy także do zaśpiewania z Antoniną Krzysztoń piękną pieśń „On“, skomponowaną przez Wojtka Konikiewicza. Pierwsze słowa tej pieśni stały się później tytułem naszej płyty z pieśniami wielkopostnymi.

Próby i nagrania były wyczerpujące, ale towarzyszyło nam cały czas jakieś szczególne wzruszenie serca, że możemy być razem, i że możemy razem przez dźwięki zrobić coś dobrego.

To doświadczenie przyniosło Ojcu Andrzejowi Bujnowskiemu, naszemu opiekunowi i liderowi oraz Marcinowi Pospieszalskiemu i Edkowi Sosulskiemu, który niezależnie nagrywał dźwięk, myśl, by nagrać kolejne pieśni i wydać w postaci płyty.

Dokonało się to w kolejnych miesiącach. Nagraliśmy płytę „Słońce nagle zgasło“ i zaistnieliśmy oficjalnie jako zespół Deus Meus. Nie zawsze się o tym pamięta, że dziś w wielu kościołach Polski śpiewane są przez schole i chóry parafialne pieśni pasyjne zharmonizowane przez Marcina Pospieszalskiego. A ja pamiętam łzy wzruszenia i niemoc śpiewania, kiedy pierwszy raz zaśpiewaliśmy głosy pieśni „Dobranoc Głowo Święta”. Nie sądziłem wtedy, że takie chwile tak dobrze się później pamięta i że to wzruszenie na zawsze zostaje tak bliskie sercu.

Ewa Feret, wokalistka:

Jechaliśmy wszyscy pociągiem do Warszawy, Ojciec Andrzej wyjął listę pieśni, które mamy nagrać i z przerażeniem stwierdziłam, że nie mają nic wspólnego z nagrywanymi wcześniej pieśniami chwały, że są tradycyjne i nudne - tak wtedy pomyślałam. I o zgrozo: na liście jest „Dobranoc głowo święta”, które kojarzyło mi się tylko z wykonaniem z mojej parafii… dramat.... Jak dziś pamiętam Marcina siedzącego na jakimś stopniu ołtarzowym w małej kaplicy z zeszytem nutowym, w którym tworzył kolejne harmonie, Pamiętam też łzy wzruszenia, kiedy złożyliśmy w czterogłosie „Święty Boże”. Nie dośpiewałam wtedy do końca. Nie mogłam uwierzyć, że w tych tekstach i melodiach jest ukryte takie piękno. Marcinowe harmonie otworzyły mi na to piękno oczy (i uszy). Nagrania na płytę przypadły na początek adwentu. Nie było łatwo schować radość z oczekiwania na Boże Narodzenie i przenieść się na Golgotę. W dodatku, dwie ulice dalej trwały roboty drogowe i pracował młot pneumatyczny, do którego pracy musieliśmy dostosować nagrywanie. Kiedy Ojciec Andrzej na Deusową wigilię przywiózł zmiksowane „Dobranoc” i włączył, byśmy mogli posłuchać wszyscy płakaliśmy. Tak naprawdę Deus Meus zawsze będzie się dla mnie równało nawróceniu w każdym możliwym wymiarze tego słowa.

Robert Drężek, gitarzysta Luxtorpeda:

Mimo że towarzyszyły mi w kościele co roku od najmłodszych lat, zachwyciłem się nimi dopiero w momencie, gdy nagrywaliśmy je z Deus Meus. Od tamtej pory w trakcie Eucharystii i nabożeństw brzmią zupełnie inaczej niż kiedyś w moich uszach. Każdego roku w Środę Popielcową chętnie odkurzam swoją płytę z pieśniami postnymi, żeby przybliżyć się do Męki Chrystusa. W tym roku zrobiłem to ponownie.

Cykl „Deus Meus na pustyni – pieśni cierpiącej miłości”

Śpiew: Deus Meus

Produkcja muzyczna: Marcin Pospieszalski

Oprawa graficzna - rysunek piaskiem i solą: Magdalena Suszek-Bąk, rysowanepiaskiem.pl

Nagranie teledysku: Grzegorz Juziak i Jędrzej Niestrój

Producent cyklu: Fundacja Aniołów Miłosierdzia, mostdonieba.pl


W cyklu pojawią się:

1. Słońce nagle zgasło

2. Stała Matka Boleściwa

3. Dobranoc, Głowo święta

4. Ludu mój ludu

5. Bóg tak ukochał świat

6. Święty Boże

7. Jezu Chryste, Panie miły

8. Ozdobo nieba, ziemi i człowieka

9. Taka cisza w nas

Informacje dodatkowe

DEUS MEUS to zespół, którego początki sięgają 1994 roku. A wszystko zaczęło się w Ludźmierzu na warsztatach muzyków – chrześcijan. Grupa studentów ze Szczecina pod przywództwem dominikanina O. Andrzeja Bujnowskiego stworzyła jeden z pierwszych profesjonalnych zespołów grających muzykę chrześcijańską.

Nikt nie spodziewał się, że owocem tego spotkania będzie nagranie płyty „Hej, Jezu!” (1995) („Listowe piosenki 2”), zawiązanie się zespołu, który istnieje i działa już 25 lat. W roku następnym (1996) DEUS MEUS wydał płytę z pieśniami wielkopostnymi „Słońce nagle zgasło”. Kolejne lata przyniosły nowe płyty: „Jezus zwyciężył” (1997) (z grupą Oweyo), „Mój Jezus” (1997), „Chwała Barankowi” (1998), „Jahwe” (2002), „Trasa” (2006) (płyta, która jest zapisem trasy koncertowej z okazji 10 – lecia istnienia DEUS MEUS) oraz „Otwórz się niebo” (2009) (płyta z pieśniami adwentowymi). W roku 2012 zespół wydał kolejną płytę „Wniebowianki”, gdzie próbuje połączyć współczesne brzmienia z polską muzyką ludową.

Warto zaznaczyć, że szczególnie pierwsze płyty zespołu weszły do kanonu najbardziej kultowych polskich płyt muzyki chrześcijańskiej, a poszczególne piosenki znane są niemal w każdym polskim kościele. Zespół Deus Meus jest wymieniany jako jeden z twórców muzyki chrześcijańskiej w naszym kraju. Twórczość Deus Meus towarzyszy młodzieży i osobom dorosłym, wspólnotom we wspólnej modlitwie, spotkaniach, ewangelizacjach. Zespół w ciągu tych 25 lat zagrał przeszło 700 koncertów na terenie całego kraju.

Początkowo DEUS MEUS tworzyli studenci, ludzie młodzi. Z biegiem lat nie tylko ludzie dojrzewali – wraz z nimi dojrzewał również zespół. Dziś DEUS MEUS jest grupą ludzi różnych profesji, indywidualności, których jednoczy wspólna idea. Wciąż jednak podkreśla swoje szczecińskie pochodzenie.

Magdalena Suszek-Bąk – malarka, animatorka. Doktorat z malarstwa obroniła na ASP w Krakowie. Laureatka wyróżnień i nagród w konkursach artystycznych. Animacją w soli, piasku i świetle zajmuje się od 2013 r. Występowała w Europie i Azji podczas licznych wydarzeń kulturalnych, koncertów, itp. Wykonała m.in. fragment Drogi Krzyżowej rysowany piaskiem dla Papieża Franciszka podczas Światowych Dni Młodzieży na krakowskich Błoniach.

Fundacja Aniołów Miłosierdzia – Organizacja Pożytku Publicznego, utrzymuje jedyne na Litwie hospicjum oraz zbiera środki na budowę pierwszego tego typu ośrodka dla dzieci. Znana z takich akcji, jak Most Do Nieba, Skarbonka Dobra oraz Pielgrzymka Pokoju i Pojednania. Dodatkowo opiekuje się klubem sportowym dla niepełnosprawnych dzieci oraz Domem Chleba dla bezdomnych w Warszawie. Ufundowała dwie Monstrancje Fatimskie z okazji 100-lecia objawień Matki Bożej w Fatimie (jedna dla Sanktuarium w Fatimie, druga dla Sanktuarium na zakopiańskich Krzeptówkach) oraz Monstrancję Lumen Gentium z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości (sanktuarium Jana Pawła II w Krakowie). Więcej: www.mostdonieba.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Marsz w obronie dzieci przed aborcją i LGBT

2019-03-20 16:27

Artur Stelmasiak

W Narodowy Dzień Życia 24 marca, każdy z nas będzie mógł wyrazić swoje poparcie dla ochrony życia poczętego oraz sprzeciwić się wobec agresywnej kampanii LGBT w edukacji

Artur Stelmasiak/Niedziela

W ostatnich tygodniach Polacy mają aż nadto powodów, aby wyrazić swoje poparcie dla wartości chrześcijańskich w życiu społecznych. To także okazja, by pokazać sprzeciw wobec akcji "edukacyjnej", która jest zagrożeniem dla rodzin, a zwłaszcza dzieci w wieku szkolnym. - Narodowy Marsz Życia jest ogólnopolską inicjatywą, której celem jest przypomnienie o prawie do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, ale także będzie wsparciem dla ochrony naturalnej rodziny i prawa rodziców do decydowania o wychowaniu swoich dzieci - mówi rzecznikiem prasowym marszu Lidia Sankowska-Grabczuk. - Ochrona rodziny i dzieci nabiera szczególnego znaczenia w Warszawie choćby ze względu na politykę władz miasta nakierowaną na promocję w szkołach ideologii i postulatów ruchu LGBT.

Uczestnicy ogólnopolskiego marszu będą upomnieć się o konkretne działania władz państwowych, obiecane i deklarowane, a obecnie zaniechane. Będzie to więc kolejny apel o jak najszybsze przyjęcie przez Sejm w formie ustawy obywatelskiego projektu „Zatrzymaj aborcję”, pod którym podpisało się ponad 800 tysięcy obywateli, oraz wypowiedzenia przez nasze państwo genderowej Konwencji Stambulskiej i zaproponowania Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny. - Jestem mamą rocznej córeczki i jestem przerażona tym co obecnie w Polsce się dzieję. Idę protestować, bo boję się o to w jakim środowisku będzie dorastać i czego będzie uczyć się moje dziecko - mówi Magdalena Korzekwa-Kaliszuk. - Czuję odpowiedzialność za przyszłość mojego dziecka. Jako matka zrobię wszystko, by chronić swoje dziecko przed agresją zideologizowanych środowisk.

Organizatorem Narodowego Marszu Życia jest Chrześcijański Kongres Społeczny, Polska Federacja Ruchów Obrony Życia i Fundacja św. Benedykta. Rozpocznie się on 24 marca o godz. 13.30 na placu Zamkowym i przejdzie na pl. Trzech Krzyży. Wcześniej o godz. 12.00 uczestnicy zaproszeni są na Msze św. w kościele akademickim św. Anny. - Stajemy w obronie tych dzieci, które dziś są zagrożone legalną aborcją. Przecież w Polsce masowo zabija się dzieci m. in. z Zespołem Downa. Nasz Narodowy Marsz Życia upomina się o prawo do życia dla każdego dziecka, ale także idziemy w obronie rodziny, która jest atakowana wrogimi ideologiami ze wszystkich stron - mówi Korzekwa-Kaliszuk i zaprasza na niedzielny marsz: - Idźmy razem, by bronić tych, którzy sami obronić się nie mogą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Peregrynacja obrazu św. Józefa Kaliskiego w Krośnie Odrzańskim

2019-03-22 01:35

Kamil Krasowski

Obraz św. Józefa Kaliskiego 20-21 marca nawiedził parafię św. Jadwigi Śląskiej w Krośnie Odrzańskim. Z Krosna dotarł do parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Cybince.

facebook/Parafia Rzymskokatolicka pw. św. Jadwigi Śląskiej w Krośnie Odrzańskim
Peregrynacja w kościele św. Jadwigi Śląskiej
Zobacz zdjęcia: Peregrynacja obrazu św. Józefa Kaliskiego w Krośnie Odrzańskim
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem