Reklama

Studia na UKSW - pielęgniarstwo

Lokalna sitwa – studium przypadku

2018-04-18 11:44

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 16/2018, str. 17

Adufilms/pixabay.com

Układ – to słowo najlepiej opisuje mechanizm działania wielu miasteczek i miast, które stały się niemalże prywatną własnością lokalnych sitw. Bez przezwyciężenia tych sitw nie będzie w ogóle mowy o realnych zmianach, które trwale odcisną się na kształcie naszej państwowości. Utrapieniem Polski lokalnej są kliki, które całkowicie zawłaszczyły miejscowy potencjał. Zwykle dzieje się to podobnie: oto wśród miejscowych biznesmenów jeden zaczyna się wyróżniać, idzie mu znacznie lepiej niż pozostałym i zarabia nieporównywalnie większe pieniądze. Niekoniecznie jest to jednak jego zasługa, najczęściej jest wspomagany przez ludzi służb specjalnych.

W miasteczku X, które chcę przedstawić jako nieomal laboratoryjny przykład tej patologii, zaczęło się od tego, że jeden z biznesmenów zorganizował przedsiębiorstwo budowlane, zdobywał dobre kontrakty, z czasem zaczął zakładać następne firmy, a kilka – dzięki swoim znajomościom – wprowadził nawet na giełdę. Wokół biznesmena pojawili się znani w okolicy notable, a on zatrudnił ich na eksponowanych stanowiskach w swojej firmie. Nie muszą zbyt wiele robić, ot, niech stwarzają po prostu wrażenie, że te firmy liczą się bardziej niż wszystkie inne. Potem w lokalnym środowisku rozchodzi się informacja, że właściciel holdingu posiada całkiem poważne konto w IPN, a tak naprawdę to od wielu lat był powiązany z wojskowymi służbami specjalnymi. Biznesmen hojnie łoży na działalność charytatywną, aż w końcu otrzymuje statuetkę „Anioła Dobroci”, wręczoną mu publicznie. Biznesmen znajduje wreszcie swojego kandydata na prezydenta. Finansuje mu kampanię i promuje go w lokalnej gazecie, która wydawana jest przez jedną z jego firm. Kandydat biznesmena wygrywa wybory i zatrudnia w urzędzie tylko „krewnych i znajomych królika”, wskazanych mu przez – obrastającego w piórka – biznesmena.

Od miasteczka aż do siedziby powiatu wszyscy prokuratorzy i sędziowie biorą udział w sutych imprezach, które wyprawia nasz biznesmen. Nawet gdy uroczystość dwudziestolecia firmy przypada w dzień Wigilii, to goście zorganizowanego przez biznesmena balu mogą do woli raczyć się w tym czasie napojami obfitującymi w dobrze stężony alkohol.

Reklama

Prezydent miasta trwa na swojej pozycji wyłącznie dzięki wsparciu biznesmena, ten nie wymaga od niego zbyt wiele. Ot, gdy okazuje się, że miasto musi wybudować nowe przedszkole, przetarg na tę usługę wygrywa firma należąca do naszego biznesmena. Całkiem przypadkowo zresztą tak się dzieje. Nikt im nie pomaga, nikt o niczym nie wie. Rychło okazuje się, że w naszym miasteczku koszt budowy przedszkola jest dwukrotnie wyższy niż w Warszawie, kto by tam jednak zawracał sobie głowę takimi drobnostkami, nasza firma dostaje kolejne zlecenie – tym razem na wybudowanie nowej szkoły. I tym razem koszt tej budowy jest zdecydowanie wyższy niż w dużych miastach.

W spółkach naszego biznesmena zatrudnieni są członkowie rodzin kilku okolicznych prokuratorów i sędziów, pracę znajduje tam także żona szefa policji w miasteczku. Lokalna gazeta pilnie tępi każdego, kto śmiałby się krytycznie wypowiedzieć o biznesmenie.

Zmieniają się jednak czasy i do naszego miasteczka wkracza Prawo i Sprawiedliwość. Rychło miejscowi liderzy nowego ruchu są precyzyjnie owinięci sieciami rozmaitych zależności, snutymi wprost z portfela naszego biznesmena. Z lokalnego oddziału partii usunięci zostają wszyscy ci członkowie, którym nie podoba się działalność biznesmena. Dotychczas w miasteczku „rządził” młody burmistrz, którego nasz biznesmen odnalazł w lokalnym zakładzie rzeźniczym i jako tako przysposobił do pełnienia publicznej funkcji. Dla pewności burmistrz otrzymał od biznesmena wiano w postaci doświadczonego zastępcy, wieloletniego działacza PZPR na szczeblu miasteczka. Praktycznie młody prezydent nie musi się zbyt często pojawiać w pracy. Wszystkie dylematy rozwiązuje za niego zastępca, były działacz komunistyczny.

Przychodzi jednak nowa rzeczywistość i należy odpowiednio przygotować się do nadchodzących wyborów. W miasteczku nawet kioskarz Ruchu nie może pisnąć bez zgody i wiedzy naszego biznesmena, stąd też rychło na zebraniach PiS pojawiają się ludzie siedzący u biznesmena w kieszeni. Oni doskonale pojmują lokalną grę. Zatem do wyborów jako kandydat PiS i lokalny konkurent prezydenta rzeźnika wystawiony zostanie człowiek, któremu – za sowitą zapłatą – przyjdzie pełnić rolę „zająca”, ma przegrać, stwarzając pozory, że realnie stara się o fotel, który nasz biznesmen przeznaczył dla kogoś innego.

– PiS, PO i inne partie mogą sobie istnieć w Warszawie, u nas każdą taką organizację prędzej czy później opanują ludzie naszego biznesmena. On dba o to, aby w miasteczku nie wyrósł nikt niezależny i krytyczny wobec panującego w nim od lat układu – opowiada mi jeden z radnych działających w tym miasteczku.

– I wy tak bez szemrania się na to godzicie? – pytam nieco zdruzgotany opowieściami o sposobach działalności lokalnej szajki.

– Proszę pomieszkać w naszym miasteczku, sam Pan wtedy zrozumie, na czym to polega – uśmiecha się mój rozmówca.

– Tu, u nas, dużo trudniej jest być niezależnym i badać afery niż tam, u was, w stolicy – dodaje z miną, jakby wyjaśniał dziecku rzeczy najprostsze.

Miasteczko istnieje w rzeczywistości, leży w połowie drogi między Warszawą a Łodzią. Ludzie mówią tu ściszonym głosem, bowiem największym pracodawcą w okolicy jest właśnie nasz biznesmen, a każdy ma kogoś w rodzinie, kto zależy od wahań humoru biznesmena.

Czy taki lokalny układ, bezczelna sitwa, da się skutecznie rozbić, czy można w takim miasteczku zaprowadzić jaką taką normalność? Teoretycznie jest to możliwe, praktycznie dokonać tego może albo człek nieświadomy siły oddziaływania tego układu, albo też ktoś zupełnie z zewnątrz, kto nie da się obłaskawić i wkręcić przez lokalne bagienko.

Oczywiście, sumy, które nikną w kieszeniach kliki, nie przyprawiają o zawrót głowy. Jednak na niespełna pięćdziesięciotysięczne miasteczko są na tyle znaczące, że musi się z nimi liczyć każdy przedstawiciel lokalnej władzy, każdy – myślący o karierze – działacz społeczny.

Pozornie miasteczko jest ospałe i pozbawione werwy, kiedy jednak słucham opowieści o zabawach biznesmena i jego świty, to natychmiast mam się na baczności. To nie są gry lokalnych bonzów, to po prostu sposób na wypoczywanie preferowany przez „lokalną elitę”, którą wyhodował i obudził do życia nasz – wierzący w swoje moce – biznesmen. Lokalny układ, sitwa, porozumienie łapówkarskie nie powstaną, oczywiście, bez przedstawicieli miejscowej elity. Jednak pozyskanie jej przychylności to relatywnie bardzo niewielkie koszty. Straty spowodowane działaniem takiej sitwy są trudne do oszacowania, największą z nich jest jednak masowa ucieczka młodzieży z miasteczka. Oni doskonale widzą założony w nim „szklany sufit”, znają doświadczenia rodziców związane z nieudanymi próbami przebicia tej szklanej powały. Uciekają, bo chcą żyć inaczej, bez wszechobecnego uścisku „sitwy”.

Czy gdyby udało się sitwę rozbić, wypełniłaby się luka pokoleniowa między dziećmi szkolnymi a staruszkami, którzy spacerują ulicami miasteczka? Warto spróbować, może wtedy wielu młodych – zamiast szlifować londyńskie bruki, byle dalej od biznesmena i jego akolitów – pozostanie na miejscu i senna, lekko depresyjna atmosfera naszego miasteczka ulegnie poprawie. Pamiętajcie jednak – sitwa powstaje tam, gdzie w układ wchodzi biznes, policja, urzędnicy i przedstawiciele lokalnych władz. I szczególna prośba o wytężoną uwagę dla księży – nie przyjmujcie za dobrą monetę wszystkiego, co lśni w wyciągniętych w waszą stronę dłoniach biznesmena.

Tagi:
miasto felieton

Jestem dumny, że mieszkam w Częstochowie

2018-09-04 13:45

Ks. Ireneusz Skubiś
Edycja częstochowska 36/2018, str. II

Bożena Sztajner/Niedziela

Przed kilkoma dniami absolwentka naszej częstochowskiej Politechniki w rozmowie ze mną powiedziała, że lubi to miasto, dlatego postanowiła tutaj zamieszkać, tutaj poszukuje pracy i mieszkania. I muszę powiedzieć, że nie jest to wyjątek. Niejednokrotnie spotkałem się z tym, że ktoś mówił: świadomie wybrałem na miejsce mojego życia Częstochowę, bo tutaj czuję się dobrze, tu przede wszystkim mam Jasną Górę, gdzie mogę skutecznie się modlić i gdzie zawsze otrzymam pociechę.

Jak to dobrze, że ludzie mają takie swoje małe ojczyzny! A Częstochowa z pewnością jest tu miastem wyjątkowym. Jest w końcu naszą duchową stolicą. Ma wspaniałą historię, wpisującą się wraz z o. Augustynem Kordeckim w historię naszej Ojczyzny, ma upamiętnienie w literaturze i poezji. Nie wolno nie brać pod uwagę, że jest Częstochowa miastem znanym na całym świecie. „Czarna Madonna” to określenie, które budzi radość i życzliwość u ludzi na wszystkich kontynentach. Jasna Góra to po prostu dom Matki. Iluż ludzi przychodzi tu każdego roku ze swoimi intencjami, prosząc o potrzebne łaski. Pamiętamy też wypowiedzi Ojca Świętego Jana Pawła II o Jasnej Górze. Powiedział, że trzeba pilnie przykładać ucho do murów jasnogórskich, żeby dowiedzieć się, co trapi nasz naród, jakie są jego niepokoje i troski. Powinni o tym pamiętać wszyscy rządzący naszym krajem.

Częstochowa to miejsce otwarte dla całego świata. Przybywali tu królowie, przybywają ludzie wielcy i mali, dlatego bardzo boli, gdy czasem słyszy się o tym, że ktoś z mieszkających tu ludzi nie był na Jasnej Górze. Bo mieszkać w tym mieście i nie znać siły tego sanktuarium, to jest po prostu absurd.

Dlatego musimy wciąż na nowo zdawać sobie sprawę z roli tego miejsca. Trzeba też pamiętać, że ono nas, jego mieszkańców, do czegoś zobowiązuje. Obywatel Częstochowy powinien być godnym miana częstochowianina, czyli mieszkańca grodu maryjnego. Powinien nie tylko znać jego historię i nazwiska ważnych częstochowian, ale też być człowiekiem dobrym, szlachetnym, szczerym i życzliwym wszystkim, bo takie jest chrześcijaństwo.

Są w Polsce ludzie i środowiska, które wywierają nacisk, by Częstochowa realizowała wizję ateistyczną, więcej – by przodowała tu innym polskim miastom, czego przykładów mieliśmy już wiele, choćby np. sprawa dofinansowywania in vitro. Jednak częstochowianie powinni pamiętać, że są nośnikami orientacji katolickiej i takie są oczekiwania innych. Zatem nasze wybory powinny zawsze iść w kierunku opcji chrześcijańskiej w tym mieście, która rozumiałaby lepiej jego rolę dla Polski, lepiej dbała o jego pełny rozwój – tak jak to się dzieje w miastach sanktuaryjnych na świecie.

A mieszkaniec Częstochowy o Jasnej Górze powinien mówić tylko dobrze i pamiętać, że jest ona chlubą miasta. Bo inaczej sam sobie wystawia odpowiednią opinię. Gdyby nie było Jasnej Góry, Częstochowa byłaby tylko niewiele znaczącym miastem na mapie Polski. Naszą wielkością jest Jasna Góra.

Podobnym znakiem dla naszego miasta jest wychodzący tu jeden z nielicznych tygodników katolickich – „Niedziela”, znana na całym świecie. A więc znajmy i kochajmy Jasną Górą oraz częstochowską „Niedzielę” – mieszkaniec Częstochowy nie może nic o nich nie wiedzieć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Prof. Wanda Półtawska odznaczona Orderem Orła Białego

2016-05-03 13:38

lk, am / Warszawa / KAI

Wanda Półtawska - lekarka, obrończyni życia, najbliższa przyjaciółka i współpracownica Karola Wojtyły - znalazła się w gronie sześciu osób zasłużonych w służbie państwu i społeczeństwu, odznaczonych dziś przez prezydenta Andrzeja Dudę Orderem Orła Białego. Najwyższe polskie odznaczenia zostały wręczone na Zamku Królewskim w Warszawie z okazji Narodowego Święta 3 Maja.

Andrzej Hrechowicz/KPRM

Prof. Wanda Półtawska, lekarka, psychiatra, obrończyni życia, najbliższa współpracownica Karola Wojtyły - została uhonorowana Orderem Orła Białego "w uznaniu znamienitych zasług dla Rzeczypospolitej Polskiej, za wybitne osiągnięcia w pracy publicznej i państwowej".

Zwracając się do prof. Półtawskiej, prezydent Andrzej Duda powiedział, że "osoba taka jak Pani, o takiej moralności i tak wielkiej etyce, i twardych zasadach, mogła nie wstawać przed Prezydentem Rzeczypospolitej", by otrzymać odznaczenie.

Order Orła Białego - jak podkreślił prezydent Duda - został przyznany Wandzie Półtawskiej "za działalność niezłomną przez tak wiele lat, przez dziesięciolecia, od czasów młodości - służby harcerskiej, konspiracji".

Prezydent wyraził uznanie dla odznaczonej za to, że przetrwała cierpienie w obozie koncentracyjnym, a potem dawała świadectwo wiary, wartości, rodziny, życia ludzkiego, zwłaszcza dzieci, dzieci nienarodzonych", które było "świadectwem bez obawy i zawsze cichej służby" jako lekarz, doradca rodzinny, jako ten, kto pomagał ludziom bardzo często w najtrudniejszych chwilach. - Wiary i służby tak niezwykle cenionej przez naszego Ojca Świętego Jana Pawła II. Za to dziękuję i jestem zaszczycony, że jest pani dzisiaj tutaj i że mogłem wręczyć Pani to odznaczenie - dodał Andrzej Duda.

Andrzej Hrechowicz/KPRM

Wanda Półtawska złożyła z kolei na ręce prezydenta podziękowania "za dzisiejszy dzień, bo wreszcie mam poczucie, że jestem w Polsce, wśród ludzi, którzy rozumieją, co to słowo znaczy". - Długo czekaliśmy na to. Miałam serię frustracyjnych reakcji, jak z Ravensbrück wróciłam w gruncie rzeczy do następnej niewoli. I dopiero dzięki temu, co tu, teraz mam poczucie, że jednak dożyłam tego, o co chodziło w całym moim życiu i życiu mojego pokolenia - podkreśliła Wanda Półtawska.

Prezydent odznaczył Orderem Orła Białego także Irene Kirszensztein-Szewińską, Michała Kleibera, Michała Lorenca, Zofię Romaszewską oraz Bronisława Wildsteina.

Wanda Półtawska urodziła się w 1921 roku w Lublinie. Podczas wojny była łączniczką. W lutym 1941 r. została aresztowana przez gestapo i przewieziona do obozu koncentracyjnego Ravensbrück, a w marcu 1945 r. do Neustadt-Gleve, gdzie przebywała do końca wojny - 8 maja 1945. Po wojnie skończyła studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, w 1947 roku wyszła za mąż za Andrzeja Półtawskiego. Urodziła czworo dzieci. Pracowała w szpitalu psychiatrycznym, prowadziła badania tzw. dzieci oświęcimskich.

Od 1969 roku zajmowała się poradnictwem małżeńskim i rodzinnym. Przez 42 lata (1955-97) wykładała medycynę pastoralną na Wydziale Teologicznym, a potem w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. W latach 1981-1984 prowadziła te wykłady w Instytucie Jana Pawła II przy Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie.

W 1967 roku zorganizowała Instytut Teologii Rodziny przy Wydziale Teologicznym i kierowała nim przez 33 lata, szkoląc młode małżeństwa i narzeczonych oraz księży. W 1994 roku została członkiem Papieskiej Akademii Życia. Współpracuje z Papieską Radą dla Pracowników Służby Zdrowia. Po stworzeniu Papieskiej Rady Rodziny w 1983 r. została również razem z mężem jej członkiem.

W 1981 roku została odznaczona medalem "Pro Ecclesia et Pontifice", w 1999 r. m.in. Komandorią papieskiego Orderu św. Grzegorza. Otrzymała w 1987 roku honorowy doktorat Notre Dame Pontifical Catechetical Institute w Arlington, Virginia, a w 2008 r. doktorat honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Jest autorką książek "I boję się snów" (wspomnienia z obozu w Ravensbrück), "Stare rachunki", "Przygotowanie do małżeństwa", "Z prądem i pod prąd", "Przed nami miłość" "By rodzina była Bogiem silna" i bestselleru „Beskidzkie rekolekcje” oraz „Jeden pokój” - zapisu rozmów na podstawie filmu Pawła Zastrzeżyńskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Kamińki: Za rok w diecezji warszawsko-praskiej planowany jest synod młodzieży

2018-11-13 18:45

mag / Warszawa (KAI)

Za rok w diecezji warszawsko-praskiej planowany jest synod poświęcony młodzieży – zapowiedział bp Romuald Kamiński. W budynku Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Warszawsko-Praskiej odbyło się doroczne diecezjalne spotkanie duszpasterskie kapłanów. Wśród poruszanych tematów był synod młodzież w Rzymie, nowy program duszpasterski w Kościoła w Polsce, oraz zagadnienie norm ochrony dzieci i młodzieży.

©DisobeyArt – stock.adobe.com

Bp Solarczyk podkreślił, że fundamentem duszpasterstwa, w tym zwłaszcza duszpasterstwa młodzieży jest żywa relacja z Bogiem i posłuszeństwo Bożemu Słowu. - Jeżeli we wspólnocie Kościoła u pasterzy zaczyna brakować duchowego spojrzenia i wrażliwości na działanie łaski, mocy Ducha Świętego, to zostaje tylko człowiek i socjologia. Wówczas zaczyna się przywoływać nie tyle tego, co Bóg nam powiedział i co mamy od Niego przekazać ludziom, ale czego ludzie od nas chcą i co my mamy im powiedzieć żeby nas posłuchali, czy też - jak mamy dopasować nasz przekaz, by to do nich trafiło. W tym momencie mamy do czynienia z różnymi koncepcjami – ostrzegł bp Solarczyk.

Nawiązując do posynodalnej adhortacji papieża Jana Pawła II o zadaniach rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym, Familiaris Consortio, bp Solarczyk powiedział, że to, co nazywamy przygotowaniem bliższym obejmuje młodych w wieku 16-29 lat. Przyznał, że jest to niezwykle dynamiczny czas dla młodzieży, kiedy kształtuje się jej światopogląd i dokonuje pierwszych ważnych wyborów, które będą miały konsekwencje w przyszłości. Ogromny wpływ ma wówczas otaczający świat wraz z różnym koncepcjami nie mającymi nic wspólnego ze światopoglądem katolickim, czy chrześcijańskim systemem wartości. Jest również środowisko rówieśnicze, najbliższa rodzina, szkoła.

– Poprzez lekcje religii, przygotowanie do sakramentów, czy przy okazji kolędy, mamy szansę wprowadzić młodego człowieka w doświadczenie wiary. Podkreślił, że kapłan ma być tym, który z oddaniem przeżywa swoje powołanie oraz podejmuje posługę duszpasterską na poziomie parafii. - Możemy mieć różne założenia co do formy, inicjatyw, naszej duchowości, ale przy ołtarzu - bez względu czy to jest duża parafia, czy maleńka - stajemy wobec tej samej tajemnicy – zwrócił uwagę bp Solarczyk.

Z kolei bp Romuald Kamiński przestrzegł kapłanów przed aktywizmem podkreślając wartość osobistej modlitwy. Jako przykład wskazał kardynała Hlonda, który niezwykle cenił sobie czas poświęcony Bogu. Sam mówił, że owocność jego duszpasterskiej posługi zależy od głębokiego życia wiary – powiedział biskup warszawsko-praski. Przekonywał kapłanów, że jeśli staną na odpowiednim poziomie tej wewnętrznej mocy, to będziemy mieć czas, sposobność i siły by formować liderów, którzy zajmą się innymi.

- Potrzeba docenić rolę Parafialnych Rad Duszpasterskich oraz Parafialnych Rad Ekonomicznych – podkreślił biskup warszawsko-praski zachęcając do większej współpracy z ludźmi świeckimi.

Zapowiedział także na przyszły rok diecezjalny Synod poświęcony młodzieży. Przygotowania do niego rozpoczną się na wiosnę. – Zależy nam na lepszym poznaniu młodego pokolenia oraz różnych działań duszpasterskich, możliwości którymi dysponujemy, tak by odczytując znaki czasu w sposób właściwy wyjść naprzeciw pojawiającym się potrzebom – powiedział w rozmowie z KAI biskup warszawsko-praski.

Program duszpasterski na rok 2018/2019 zatytułowany „W mocy Bożego Ducha” omówił ks. prof. Tomasz Wielebski. Zwrócił uwagę na wspólnoto-twórczą rolę Ducha Świętego. Przypomniał o konieczności uświadomienia dorosłym katolikom ich miejsca i roli w Kościele oraz w ich własnych parafiach. - Mając do czynienia ze społeczeństwem pluralistycznym trzeba również pomagać ludziom w budowaniu właściwej motywacji – powiedział ks. Wielebski.

Podkreślił wartość przygotowania do sakramentu bierzmowania. – Dobrze przygotowane Nabożeństwa pokutne mogą być szansą formułowania sumienia – mówił prelegent.

Wspomniał również o potrzebie formowania ludzi świeckich. Jako jedną z możliwości wskazał Dwuletnią Szkolę Katechistów prowadzoną na UKSW.

W czasie diecezjalnego spotkania duszpasterskiego kapłanów poruszono również zagadnienie norm ochrony dzieci i młodzieży oraz kwestie aktywności duchownych w Internecie. Omówiono również przepisy RODO.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem