Reklama

Miałem tysiące powodów, by w NATO być dumnym z bycia Polakiem

2018-04-25 11:32

Monika Kanabrodzka
Edycja podlaska 17/2018, str. VII

Archiwum CIDO
Ks. płk. Henryk Polak

Z ks. płk. Henrykiem Polakiem, ówczesnym kapelanem w Polskim Przedstawicielstwie Wojskowym przy NATO i Unii Europejskiej w Brukseli, rozmawia Monika Kanabrodzka

MONIKA KANABRODZKA: – 3 maja jest dniem szczególnym. Tego dnia obchodzimy Uroczystość Najświętszej Marii Panny Królowej Polski, głównej patronki Polski, a także Dzień Modlitw za Emigrację. W jaki sposób Maryja towarzyszy Księdzu w posłudze duszpasterskiej w Polsce i za granicą?

KS. PŁK. HENRYK POLAK: – W parafii ciechanowieckiej, z której pochodzę, święta maryjne były zawsze uroczyście obchodzone. Taki rys duszpasterstwa nadawał, nieżyjący już dziś, były proboszcz ciechanowieckiej parafii ks. Wincenty Marczuk. On również podkreślał rolę Kościoła w dziejach Polski, a zwłaszcza kult Matki Bożej. Pamiętam z życia naszej wsi nabożeństwa majowe odprawiane przy małej kapliczce, przy figurze Matki Bożej. Tam przychodziliśmy codziennie, tam wymodlono dla mnie powołanie, tam ofiarowywano za mnie modlitwy w trakcie studiów seminaryjnych. Wiem, że do dnia dzisiejszego płyną tam modlitwy w mojej intencji przed Matką Bożą. W takim duchu byłem wychowany, dlatego przez całe lata kapłaństwa czułem niezwykłą obecność Matki Bożej w moim życiu i pracy duszpasterskiej. Brałem udział w pielgrzymkach pieszych na Jasną Górę zarówno z Drohiczyna, jak i później z żołnierzami Krakowskiego Okręgu Wojskowego, którego byłem dziekanem przez 11 lat. Pamiętam atmosferę wśród żołnierzy na pielgrzymce. Pierwsze dwa dni marszu prawie w milczeniu. Nie jest łatwo zachęcić 19-letnich mężczyzn do śpiewania Godzinek o szóstej rano. Trzeba było nad tym popracować. Poza tym oni widzieli reakcje ludzi witających pielgrzymów w miastach i wioskach. Na widok grupy pięciuset chłopa w mundurach wkraczających do wioski z maryjną pieśnią na ustach ludzie płakali ze wzruszenia, witali, częstowali. To wyzwalało dobre chęci w żołnierzach i chcieli, co najmniej, dorównać grupom cywilnym. Poza tym powtarzaliśmy często hasło: „Tylko Szwedzi szli na Jasną Górę bez spowiedzi”. Miałem ogromną satysfakcję, kiedy sto procent naszych żołnierzy pod koniec pielgrzymki przystępowało do Komunii św. Wtedy myślałem, że choćby tylko dla tego widoku warto było iść do wojska.

– Proszę powiedzieć w jakich miejscach otaczał Ksiądz duszpasterską opieką żołnierzy oraz jak wspomina Ksiądz pracę kapelana w polskiej jednostce?

– Byłem kapelanem w Polskim Przedstawicielstwie Wojskowym przy NATO i Unii Europejskiej w Brukseli. Opieką duszpasterską ogarniałem bazy wojskowe w Mons (Belgia), Brunssum (Holandia), Ramstein i Heidelberg (Niemcy). Było to dla mnie ogromne wyróżnienie, ale i wyzwanie. Wspominam ten czas, jako błogosławiony. Polscy żołnierze i ich rodziny wyróżniali się na tle innych narodowości: osiemdziesięcioprocentowa frekwencja na Mszach św., regularne przystępowanie do sakramentów świętych, Pierwsze Komunie św. dzieci, bierzmowania młodzieży, spotkania w grupach osób dorosłych. Na odprawach międzynarodowych i międzywyznaniowych, kapelani innych narodowości patrzyli na nas, Polaków, z podziwem i zazdrością. Jestem wdzięczny moim kolegom żołnierzom i ich rodzinom za to niezwykłe świadectwo wiary. Miałem tysiące powodów, by w NATO być dumnym z tego, że jestem Polakiem.

– Jak żołnierze przeżywają oddalenie od Ojczyzny oraz służbę często z narażeniem zdrowia i życia? Czy pamięta Ksiądz spotkania, rozmowy z żołnierzami, które szczególnie zapadły w pamięci?

– Żołnierze dzisiaj decydując się na służbę wojskową biorą pod uwagę ewentualną konieczność wyjazdu na misje wojskowe w różne zakątki świata. To bywa wyjazd na wojnę czy do Iraku czy do Afganistanu. Będąc dziekanem Okręgu, a potem Korpusu w Krakowie kilkakrotnie żegnałem kolejne kontyngenty wyjeżdżające na misje. Zawsze na pożegnanie była Msza św., podczas której wręczałem każdemu żołnierzowi różaniec. Prosiłem, by go zabrali do munduru i odmawiali. Mówiłem również, że jeżeli ktoś zapomniał jak się odmawia Różaniec, niech się zgłosi do kapelana po przypomnienie. To nie wstyd. Po powrocie jednej ze zmian z Iraku wspomina pewien porucznik: „Dał nam ksiądz przed wyjazdem różańce i kazał odmawiać. Odmawiałem go codziennie. Tak się nauczyłem i robię to codziennie do dnia dzisiejszego, również w Polsce”. Opowiadali żołnierze wracający z misji, że tam nie było wśród Polaków ateistów. Jak śmierć w oczy zagląda – kończy się ateizm. W sytuacji kiedy trzeba spać w kamizelce kuloodpornej, myśli się o życiu i śmierci poważnie. Wspominają moi koledzy żołnierze również i radośniejsze momenty z tamtego wojennego życia. W Wielką Sobotę zwyczajem Polaków trzeba było poświęcić pokarmy. Zamiast koszyczka używali hełmów żołnierskich, aby tradycji stało się zadość.

– Proszę opowiedzieć o Księdza doświadczeniach polonijnych. Jaka jest obecna sytuacja Polaków w Brukseli?

– Cztery lata mieszkałem w Brukseli. Obserwowałem życie nie tylko żołnierzy, ale i licznej Polonii. Wielu ludzi z Siemiatycz, Bielska, Ciechanowca, Grodziska, Perlejewa tam mieszka i pracuje. Teraz sytuacja jest dobra, ponieważ wszyscy pracują legalnie, mieszkają z całymi rodzinami, są ubezpieczeni, dzieci chodzą do szkoły. Nasi rodacy są cenieni, jako wszechstronni, dobrzy pracownicy i specjaliści w wielu dziedzinach. Znają język francuski czy flamandzki, zajmują coraz wyższe stanowiska. Poza tym dają piękne świadectwo wiary. Jeżeli w Brukseli jakiś duży kościół jest wypełniony ludźmi, to na pewno Msza św. odprawiana jest tam po polsku. Dla przykładu, przy kościele św. Elżbiety jest parafia belgijska i Polska Misja Katolicka ks. Dziury. W pierwszy dzień Wielkanocy na wszystkich Mszach św. belgijskich było 18 osób. Na polskich – ludzie nie mieścili się w potężnym kościele. Całymi godzinami spowiadaliśmy przed Wielkanocą. To są nasi rodacy z Podlasia, z naszej diecezji. Wynieśli wiarę z dobrych, polskich rodzin. Niech tak będzie zawsze. Obecna sytuacja na Zachodzie, w tym w Belgii, staje się coraz bardziej skomplikowana. Na ulicach jest coraz bardziej niebezpiecznie. Ludzie czują zagrożenie, niepokój. Boją się o wychowanie dzieci. Wielu decyduje się na powrót do Polski.

– Patriotyzm to umiłowanie narodowej tradycji, kultury, religii oraz języka. Jak wygląda pielęgnowanie postaw patriotycznych wśród Polaków mieszkających w Brukseli?

– Uczucia patriotyczne budzą się bardziej za granicą niż w ojczyźnie. Z racji świąt patriotycznych organizowane są uroczyste obchody przy współpracy z ambasadą bilateralną czy unijną. Odprawiane są Msze św. w polonijnych kościołach, a z racji największych polskich świąt w katedrze brukselskiej. Do nauki języka są szkoły polskie. Ponadto działają organizacje takie jak Polska Macierz Szkolna czy organizacje kombatanckie np. żołnierzy Generała Maczka. We Flandrii są liczne cmentarze, gdzie spoczywają polscy żołnierze. Co roku organizowane są uroczystości na najwyższym poziomie. Dla przykładu na cmentarzu polsko-kanadyjskim w Maldegem zawsze jest obecny ambasador Polski, ambasador Kanady, przedstawiciel Króla Belgii i liczni okoliczni mieszkańcy. Podczas uroczystości Orkiestra Marynarki Wojennej Kanady gra, chór flamandzki po polsku śpiewa: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Zawsze uczestniczyłem w tych uroczystościach z ogromną dumą i wzruszeniem. W Gent (Gandawa) jest pomnik ku czci pięciu polskich lotników, którzy zginęli w bitwie nad Gandawą. Co roku w pobliskim kościele jest Msza św. i potem apel przy pomniku. Miejscowa belgijska diecezja przysyła swojego przedstawiciela, który patrząc na nasz udział we Mszy św. mówi ze wzruszeniem i zazdrością: „U nas też tak kiedyś było”. Na terenie baz wojskowych w Brunssum i Mons są również polskie szkoły. Dzieci uczą nie tylko języka polskiego, ale uzupełniają wiedzę z przedmiotów, których nie ma w szkołach belgijskich, czy amerykańskich. Z racji świąt państwowych i kościelnych szkoły polskie przygotowują piękne akademie. Gratulowałem nauczycielom i uczniom pomysłów, zdolności i umiejętności. Dziękuję wszystkim polskim rodzinom wojskowym z Belgii Holandii i Niemiec za piękną współpracę, za świadectwo wiary i polskości. Czułem się tam bardzo potrzebny. Niech Bóg Wam błogosławi.

Tagi:
wywiad

Lubię oddawać siebie

2019-01-16 11:02

Z Kamilem Bednarkiem rozmawia Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 3/2019, str. 54-57

Sukces może zmienić ludzkie serce i przyjaciół wokół – ale on sobie z tym poradził. Jest niekwestionowaną gwiazdą polskiej sceny muzyki reggae. Pisze, komponuje, wciąż się uczy. I ścisza głos, gdy mówi o domu, o przyjaźni, miłości i... o babci

Agnieszka Bugała

AGNIESZKA BUGAŁA: – Kamil, już niebawem, bo 1 lutego premiera płyty „MTV Unplugged”. Dołączyłeś do listy niewielu artystów, którzy dostali szansę nagrania swoich utworów w aranżacjach akustycznych.

KAMIL BEDNAREK: – To było dla mnie i zespołu muzyczne wyzwanie i wyróżnienie, bo rzeczywiście, nie każdy dostaje propozycję realizacji takiego projektu. Zmobilizowaliśmy się, włożyliśmy mnóstwo pracy – odbyło się aż 40 prób, by wszystko brzmiało dobrze – i ten wysiłek się opłacał. Dzięki temu byliśmy przygotowani, choć nie ukrywam, że nigdy jeszcze nie czułem tak ogromnego stresu przed koncertem. Dzięki temu, jeśli chodzi o tremę, znów przesunęła mi się granica strachu. Mimo że gram już od 10 lat, to zdarzało się, że stres się pojawiał.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019 300x300 nowy termin

Czy kremacja zwłok jest niezgodna z wiarą chrześcijańską? (2)

Ks. Krzysztof Graczyk
Edycja włocławska 31/2003

Kzenon/pl.fotolia.com

Na podstawie przedstawionej wcześniej nauki Kościoła trzeba stwierdzić, że chrześcijańska praktyka grzebania ciał ludzi zmarłych opiera się na prawdzie o integralnym odkupieniu nas przez Chrystusa Pana, który kiedyś wskrzesi ciała zmarłych i obdarzy je chwałą zmartwychwstania. Wyraźne stanowisko Kościoła zostało przedstawione w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego, obowiązującym od 1983 r. Można więc na podstawie przepisów prawnych zawartych w tej kodyfikacji stwierdzić, że kremacja nie jest zabroniona, ale lepszy jest tradycyjny pogrzeb: "Kościół usilnie zaleca zachowanie pobożnego zwyczaju grzebania ciał zmarłych. Nie zabrania jednak kremacji, jeśli nie została wybrana z pobudek przeciwnych nauce chrześcijańskiej" (1176 § 3).
Patrząc przez pryzmat historii chrześcijaństwa, kremacja była wielokrotnie potępiana przez Kościół katolicki, ponieważ wiązała się z wiarą w to, że po śmierci wszystko się kończy. Mentalność ta uległa zmianie. I w obecnym czasie Kościół uznaje, że kremacja jest "dziś często pożądana, nie z powodu nienawiści wobec Kościoła lub obyczajów chrześcijańskich, ale jedynie z racji związanych z higieną, racji ekonomicznych czy innego rodzaju, w płaszczyźnie publicznej czy prywatnej" (Instrukcja Świętego Oficjum, a obecna nazwa: Kongregacja ds. Nauki Wiary, 1963). Innymi słowy można stwierdzić, że Kościół katolicki uznaje kremację, ponieważ pozwala ona zachować warunki higieny, zdrowia publicznego i stanowi rozwiązanie trudności z pozyskiwaniem terenów na cmentarze. Kremacja, pomijając motywacje natury ideologicznej, daje się pogodzić z wiarą chrześcijańską i formami pobożności związanymi z okazywaniem szacunku wobec ciała zmarłego: "Rzeczywiście, spalenie (kremacja) zwłok, jako że nie dotyczy duszy i nie przeszkadza Bożej Wszechmocy w odbudowaniu ciała, nie zawiera sama w sobie, ani nie przyczynia się w sposób obiektywny do zaprzeczenia tym dogmatom" (Instrukcja Świętego Oficjum, 1963), tj. zmartwychwstania ciał i nieśmiertelności duszy. Wymiar paschalny (śmierć i zmartwychwstanie) kremacji jest taki sam jak zwykłego pochówku (pogrzebanie) - to, co ulega przemianie w proch czy popiół, przeznaczone jest do zmartwychwstania. Zresztą nikt nie jest w stanie stwierdzić, że w momencie zmartwychwstania użyta zostanie ta sama materia, to samo ciało, które posiadamy w obecnym życiu. Dlatego też zmartwychwstanie nie będzie nowym początkiem starego sposobu istnienia, lecz nową rzeczywistością, nowym życiem.
Trzeba ostatecznie powiedzieć, że Kościół nie zabrania stosowania kremacji, ale poleca w dalszym ciągu pobożny zwyczaj grzebania ciał zmarłych, ponieważ posiada on pewne znaczenie, którego niestety pozbawia kremacja. I tak złożenie ciała w ziemi przypomina, że śmierć jest snem, w którym oczekujemy przebudzenia, i który jest związany ze zmartwychwstaniem. Ponadto trzeba podkreślić, że w języku biblijnym pogrzeb jest znakiem ludzkiej ograniczoności i przemijalności: "wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!" (Rdz 3, 19). I jeszcze w innym miejscu: "Wielka udręka stała się udziałem każdego człowieka i ciężkie jarzmo spoczęło na synach Adama, od dnia wyjścia z łona matki, aż do dnia powrotu do matki wszystkich" (tj. ziemi: Syr 40, 1). Bez ulegania pokusie dosłownej interpretacji Pisma Świętego przywołane powyżej fragmenty bardziej wskazują na pochówek niż na kremację.
Wielu ludzi pyta: Czy pochówek nie może być uważany za pozostałość przestarzałej mentalności lub pełnej przesądów i tylko zewnętrznej otoczki czci dla ciała zmarłego? Przecież po co czekać, aby nastąpił rozkład zwłok, gdy można osiągnąć ten sam stan poprzez ich spalenie (kremację)? Otóż trzeba mocno powiedzieć, że takie myślenie nadaje kremacji znaczenie ideologiczne, oczywiście inne niż to antychrześcijańskie i antyreligijne znane z przeszłości, ale zawsze nie do przyjęcia. Pochówek to wybór naturalności rozkładu ciała ludzkiego, ale to nie znaczy, że należy uważać go za naturalistyczny i irracjonalny. Chodzi tu przecież o ludzką wrażliwość i zwyczaj, który dla wierzącego posiada długą tradycję, uznawaną także dziś za rozsądną. Psychiczny opór ludzi wobec kremacji (wybiera ją mniejszość) nie może być traktowany jako opóźnienie rozwoju kultury w danym społeczeństwie. Należy szanować tych, którzy proszą o kremację, ale trzeba również nabrać dystansu wobec informacji na ten temat i wobec presji namawiania do jej stosowania. Ludzka i chrześcijańska pietas wymaga, by zarówno w przypadku kremacji, jak i pochówku szanowano zwłoki zmarłych, a obrzędy były otwarte na nadzieję zmartwychwstania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Adios Chitré!

2019-01-22 00:02

Agata Pieszko

"Za nami piękny czas w Los Pozos. Czas modlitwy, braterstwa i radości. Mimo że różni nas wiele-język, kultura, miejsce gdzie żyjemy, to w czasie Dni w Diecezji Chitré doświadczaliśmy tej wielkiej prawdy, że mimo tych wszystkich rzeczy, które nas różnią, w Chrystusie wszyscy jesteśmy jedną rodziną".-mówi ks. Mariusz Sobkowiak z Diecezjalnego Duszpasterstwa Młodzieży we Wrocławiu.

Archiwum DDM

Podczas Dni w Diecezjach pielgrzymi z Polski doświadczali bożej obecności nie tylko podczas wspólnej Eucharystii. Odnajdowali Pana Boga w gościnności gospodarzy z diecezji Chitré, barwnej kulturze Hiszpan, a nawet w pracach społecznych, dzięki którym uczyli się radości z codziennych spraw.

"Wszyscy pielgrzymi z różnych krajów, które gościnnie przyjęła diecezja, gromadzą się tu jak w wieczerniku. Tutaj czujemy się jednym Kościołem bo jesteśmy napełnieni jednym Duchem i łączy nas jeden chrzest. Nic tak nie łączy, jak wspólna Eucharystia i wspólna modlitwa, której tutaj na ŚDM nigdy nie brakuje!"-dodaje ks. Mariusz

Już jutro nasi rodacy rozpoczną oficjalne świętowanie Światowych Dni Młodzieży 2019 w Panamie! Otaczajmy ich szczególną modlitwą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem