Reklama

Motocykliści chcą być razem

2018-04-25 11:32

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 17/2018, str. VI

Karolina Krasowska
W tym roku motocykliści po raz 7. przejadą ze Świebodzina do Ro kitna

Z ks. Jarosławem Zagozdą, proboszczem z podgorzowskiej Baczyny, rozmawia Kamil Krasowski

KAMIL KRASOWSKI: – 29 kwietnia odbędzie się 7. Diecezjalna Pielgrzymka Motocyklowa spod figury Chrystusa Króla w Świebodzinie do sanktuarium w Rokitnie. Jak narodziło się to dzieło?

KS. JAROSŁAW ZAGOZDA: – Pierwsza oficjalna pielgrzymka do sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej odbyła się w 2012 r. To było działanie oddolne. Ludzie sami chcieli taką pielgrzymkę zorganizować. Chcieli pojechać do świętego miejsca. Wybór padł na Rokitno, bo nie ma lepszego miejsca w diecezji. Pielgrzymka zawsze wygląda podobnie. Jest Koronka do Bożego Miłosierdzia, bardzo dobrze odbierana przez motocyklistów. Wielu z nich mówiło, że pierwszy raz w życiu modliło się Koronką właśnie na pielgrzymce. I to jest ważny element. Później jest sprawowana Msza św., poświęcenie motocykli i wspólne spotkanie przy stole. Od samego początku w pomoc przy organizacji pielgrzymki – w organizację przejazdu, ustawienie motocykli – zaangażowanych było wielu ludzi. I tak do tej pory współpracujemy. Taką grupą są motocykliści z Gorzowa skupieni w grupie MIŚ, którzy pomagają nam każdego roku.

– Jak wyglądały początki? Ile osób jeździło wówczas do Rokitna?

– W pierwszej pielgrzymce wzięło udział ok. 100 osób. Później ta liczba wzrastała. Najwięcej to było ok. 500 motocykli. Nie chodzi jednak o ilość, a przede wszystkim o duchowe przeżycie – modlitwę, spokojny czas wspólnie przeżywany w sanktuarium, co zawsze akcentujemy. Ilość nie ma znaczenia, chociaż wszystkie zloty i spotkania motocyklistów taki ranking prowadzą, my nie przywiązujemy do tego wagi.

– Skąd najczęściej przyjeżdżają uczestnicy pielgrzymki?

– Jak jest dobra pogoda, bo to jest bardzo ważne, to przyjeżdżają nawet spoza diecezji, z województw zachodniopomorskiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego. Przyjeżdżają ludzie z Poznania, Piły, Połczyna Zdroju, Wrocławia, a także zaprzyjaźnieni motocykliści z Niemiec. Mówimy, że jest to pielgrzymka motocyklistów z naszej diecezji, ale każdy znajdzie tu swoje miejsce.

– Jakie intencje towarzyszą pielgrzymom?

– Uczestnicy przywożą swoje konkretne intencje modlitewne, które składają na ołtarzu w czasie Mszy św. sprawowanej za nich. Modlimy się, żeby Pan Bóg bezpiecznie nas prowadził, ale także polecamy zmarłych motocyklistów. Bardzo wielu ludzi prosi o Boże błogosławieństwo dla swoich rodzin. To też jest ciekawy rys – przyjeżdżają ludzie na motocyklach, ale wielu przybywa samochodami. Mąż przyjeżdża motocyklem, a żona z dziećmi samochodem. Albo dziadek z babcią przyjeżdżają za wnukiem właśnie samochodem, żeby z nim być. Dlatego wydaje mi się, że nasza pielgrzymka jest takim rodzinnym świętem.

– Czy w naszej diecezji istnieje duszpasterstwo motocyklistów?

– Kiedyś słyszałem takie powiedzenie, że każdy motocyklista ma duszpasterza w swoim proboszczu, ponieważ każdy należy do jakiejś parafii. Oficjalnie nie ma takiego duszpasterstwa, ale księża od zawsze są tam, gdzie się gromadzą ludzie. Biskup nie mianował takiego duszpasterza, ale są księża, którzy z tym środowiskiem się spotykają i duszpastersko troszczą się o nie.

– Wspominał Ksiądz, że w organizację pielgrzymki zaangażowani są członkowie Grupy Motocyklowej MIŚ. Z tego, co wiem, w pielgrzymkę zaangażowany jest także Klub Motocyklowy God’s Guards. Co to za klub?

– To klub, który zrzesza księży zajmujących się duszpasterstwem motocyklistów w całej Polsce, ale nie tylko, bo do wspólnoty należą też księża z Niemiec albo ci, którzy wyjechali na studia np. do Hiszpanii i tam też się spotykają. Mówi się, że jest to wspólnota kapłańska. W naszej diecezji jest kilku księży, którzy należą do tego klubu. Wspólnie przeżywamy rekolekcje, raz w roku bierzemy udział w pielgrzymce od Bałtyku do Tatr.

– W tym roku takie ogólnopolskie spotkanie Klubu God’s Guards odbędzie się w naszej diecezji w Kęszycy Leśnej.

– Rekolekcje odbywają się w różnych miejscach. Pierwsze były w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, później była Częstochowa, Warszawa, Tarnów, zaś w tym roku będzie to nasza diecezja. Spodziewamy się, że przyjadą do nas księża, którzy zajmują się duszpasterstwem motocyklistów w całej Polsce.

– Jakie są główne cele Diecezjalnej Pielgrzymki Motocyklowej ze Świebodzina do Rokitna?

– Religijny cel to przede wszystkim modlitwa. Motocykliści to ludzie, którzy lubią wejść do kościoła. Jak zwiedzają jakieś miejsca, to bardzo często jest tak, że zatrzymują się właśnie pod kościołem, żeby zobaczyć, wejść, przeżegnać się. Bardzo ciekawy i ważny jest też cel wspólnototwórczy. Motocykliści chcą być razem. Jak jedziemy na motocyklach, to nie ma okazji, żeby porozmawiać, bo każdy jedzie sam. Jak się spotkamy w większej albo mniejszej grupie – to dobrze jest opowiedzieć swoje wrażenia. Dzielimy się doświadczeniem – kto gdzie był, gdzie warto pojechać. Kolejny cel to promocja bezpiecznej jazdy. Jedziemy w zwartym szyku, w takiej procesji, w pielgrzymce, żeby pokazać, że na drodze trzeba bardzo mocno uważać.

– Jak Ksiądz jako organizator przeżywa pielgrzymkę?

– Bardzo się z niej cieszę. Zawsze też z niepokojem obserwuję pogodę z myślą, czy uda się przejechać. Był taki jeden rok, gdy padał grad. Myśleliśmy, że nikt nie przyjedzie, ale wręcz przeciwnie – przyjechało bardzo dużo ludzi. W takiej grupie modlitwa w Rokitnie ma dla mnie bardzo duże znaczenie. To pokazuje, że motocykliści to nie ludzie, którzy myślą tylko o tym, żeby jechać i pokonywać kilometry, ale że lubią się zatrzymać. Doświadczam też jedności, tutaj nie ma znaczenia, kto skąd jest i jakim motocyklem przyjeżdża.

– Kiedy odkrył Ksiądz swoje zamiłowanie do motocykli?

– Jako nastoletni chłopak dojeżdżałem do szkoły motorowerem. Jednak przyszedł czas, że zacząłem dużo jeździć na rowerze. Gdy byłem na jednej z parafii w Lubsku, spotkałem fajną grupę motocyklistów i właśnie tam powróciły do mnie dawne zamiłowania, spotkałem się też z dużą życzliwością ówczesnego proboszcza. Także zaczęło się to dawno, a odrodziło kilkanaście lat temu. Z motocyklami łączy mnie nić sympatii. Nie jest to żadna wielka miłość, ponieważ zdaję sobie sprawę, że nie zawsze będę jeździł, że przyjdzie taki wiek, kiedy stanie się to niebezpieczne. Nie jeżdżę daleko, ale zawsze jest to okazja do spotkania się z kimś i zobaczenia pięknych miejsc. Z motocykla wygląda to zupełnie inaczej. Można wjechać tam, gdzie nie wjedzie się samochodem, a prawo pozwala. Na mecze żużlowe też jeżdżę z kolegami księżmi na motocyklach. Wtedy zawsze można szybciej dojechać pod stadion, szybciej wydostać się spod stadionu po meczu. Na zakupy do miasta też jeżdżę na motocyklu, bo jest łatwiej i szybciej.

– Jaką maszyną Ksiądz jeździ?

– Jeżdżę miejsko-turystycznym motocyklem BMW o niedużej pojemności. Takim, żeby czuć się bezpiecznie i żeby za dużo zapasu mocy nie było (śmiech).

Tagi:
wywiad pielgrzymka sezon motocyklowy motocykliści

Motocyklowa husaria uczciła niepodległość

2018-11-28 11:04

Agnieszka Raczyńska
Edycja sosnowiecka 48/2018, str. VI

100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości uczcili członkowie Katolickiego Klubu Motocyklowego Chapter Jaworzno, który – na czele z motocyklistą w sutannie, proboszczem parafii św. Brata Alberta w Jaworznie-Pieczyskach, ks. Mariuszem Lizończykiem – wraz z jaworznickim Muzeum Techniki Wojskowej podjął się trudu zorganizowania I Ogólnopolskiego Patriotycznego Zlotu Motocyklowego

Archiwum organizatorów zlotu
Proboszcz parafii w Jaworznie ks. Mariusz Lizończyk wraz z motocyklistami uczestniczył w I Patriotycznym Zlocie

Od samego rana 11 listopada motocykliści z różnych stron Polski gromadzili się przed parafialną jaworznicką świątynią. Liczba uczestników przerosła najśmielsze oczekiwania organizatorów. W zlocie wzięło udział aż 450 motocykli. Uroczystą Eucharystię pod przewodnictwem i z homilią ks. Mariusza Lizończyka poprzedził nietypowy gong – salwa armatnia, podczas której oddano 100 wystrzałów na 100-lecie odzyskania niepodległości oraz huk odpalonych motocykli. Punktualnie o godz. 11.11 rozpoczęła się Eucharystia w intencji Ojczyzny. Przy ołtarzu Pańskim zgromadzili się kapłani – ks. Andrzej Krupa, wikariusz parafii św. Jana Kantego w Jaworznie-Niedzieliskach, kapelan motocyklistów naszej diecezji oraz ks. Michał Jamruś z parafii Najświętszej Maryi Panny Nieustającej Pomocy w Jaworznie-Osiedlu Stałym.

W patriotycznej kawalkadzie

W samo południe na wieży kościelnej odezwały się dzwony a chór motocyklistów odśpiewał Mazurka Dąbrowskiego. Potem wszyscy udali się do tzw. ogrzewalni św. Brata Alberta, gdzie był czas na posmakowanie dań, które serwowała kuchnia polowa oraz na patriotyczne rozmowy motocyklistów. Następnie motocykliści na swoich maszynach przybranych stosownie do okoliczności w biało-czerwone flagi wyjechali w pięknej paradzie na ulice Jaworzna. Trasa przejazdu wynosiła 50 km, którą kawalkada motocyklowej husarii pokonała w 1,5 godziny. Tuż przed godz. 15.00 uczestnicy zlotu dotarli na jaworznicki rynek. Gdy ustał huk ryczących pojazdów – chopperów, ścigaczy i innych dwukołowców – przed tutejszą kolegiatą wybrzmiała Koronka do Bożego Miłosierdzia.

Motocyklowa solidarność

– Na I Ogólnopolski Patriotyczny Zlot Motocyklowy przybyli motocykliści z całego kraju. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się tak ogromnego odzewu. Osobiście rozmawiałem z motocyklistą z Przemyśla, który przyjechał wraz z córką do Jaworzna i który powiedział, że marzył o takiej imprezie, aby w taki wyjątkowy sposób uczcić odzyskanie przez Polskę niepodległości. Byli ludzie z Warszawy, Łodzi, Dolnego Śląska i wielu innych zakątków Polski. Motocykliści nie zawiedli i tym razem, bo tacy jesteśmy – solidarni i zawsze w jedności – mówi ks. Mariusz Lizończyk, który na motocyklu jeździ już od ponad 30 lat.

W ramionach św. Brata Alberta

To właśnie w parafii, której jest duszpasterzem schronienie znaleźli członkowie Katolickiego Klubu Motocyklowego Chapter Jaworzno, który jest częścią Klubu Motocyklowego Souls Hunters Żory. Dzięki życzliwości proboszcza, członka jaworznickiego klubu, w parafii odbywają się cykliczne spotkania klubowiczów. – Jesteśmy tutaj w każdy 3. piątek miesiąca. Centrum naszych klubowych spotkań stanowi Eucharystia i rozważanie słowa Bożego. Potem jest czas na omówienie bieżących spraw. Te spotkania są dla nas niezwykle istotne, modlimy się wówczas w intencji naszych rodzin, w intencji tragicznie zmarłych kolegów, prosimy o szczęśliwe powroty. Czujemy się otoczeni opieką patrona parafii św. Brata Alberta. Do naszego klubu należy 13 motocyklistów, w tym 3 kapłanów – ks. Michał Jamruś, ks. Andrzej Krupa i ks. Mariusz Lizończyk – zaznacza Jan Dziobak, członek klubu z Jaworzna.

***

Dla wielu motocyklistów patriotyczny zlot w Jaworznie był tym, który zamknął motocyklowy sezon A.D. 2018. Na kolejne motocyklowe wyjazdy, które rozpoczną się znowu wiosną, wszystkim właścicielom dwukołowców życzymy Szczęść Boże! Ile wyjazdów, tyle samo powrotów, a w zbiorniku paliwa zawsze po sam korek!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zdrada Judasza

2012-11-19 12:00

Justyna Wołoszka
Edycja szczecińsko-kamieńska 13/2009

Tadeusz Poźniak
Judasz u arcykapłanów

Jedną z najbardziej haniebnych opowieści zapisanych w Biblii jest opowieść o Judaszu Iskariocie, który zdradził swego Mistrza. Był jednym z dwunastu Apostołów powołanych przez Jezusa, który pełnił we wspólnocie specjalną funkcję. Zgodnie z przekazem Ewangelii, powierzono mu pieczę nad wspólnymi finansami. Dopuszczał się sprzeniewierzeń, dlatego oburzył się, widząc czyn Marii z Betanii, która namaściła Jezusowi nogi drogocennym olejkiem nardowym i otarła je włosami: „«Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?» Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano” (J 12, 5-6). Po przybyciu Jezusa do Jerozolimy „udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam». A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać” (Mt 26, 14-16).
Los Judasza i suma trzydziestu srebrników przyjętych w zamian za zdradę posiada odniesienia starotestamentalne. Trzydzieści srebrników to ustanowione przez Prawo odszkodowanie za zabitego niewolnika: „Gdyby zaś wół zabódł niewolnika lub niewolnicę, jego właściciel winien wypłacić ich panu trzydzieści syklów srebrnych, wół zaś będzie ukamienowany” (Wj 21, 32). W Księdze Zachariasza pojawia się proroctwo, że taka kwota zostanie zapłacona za Mesjasza (Za 11, 12). Kiedy Judasz przyjął trzydzieści srebrników za życie Chrystusa, spełniło się starotestamentalne proroctwo.
Chociaż trudno współcześnie ustalić dokładną wartość trzydziestu srebrników, wiemy, że nie była to duża suma pieniędzy. W Nowym Testamencie nie mówi się jednoznacznie o monetach żydowskich. Żydzi wraz z utratą niezależności nie mieli prawa bić własnej monety. Od czasów Heroda posługiwano się oficjalnie rzymskim systemem monetarnym. Stosowano jednak nadal nazwy greckie i semickie. W czasach Pana Jezusa najpowszechniej używany był rzymski denar, który stanowił przeciętną dniówkę ówczesnego robotnika. Nie oznacza to, że robotnik zarabiał 365 denarów rocznie, ponieważ nie pracowano w dni szabatu i inne święta religijne. Denar miał taką samą wartość jak grecka drachma. Pieniądz ten był wybity ze srebra i nosił podobiznę głowy cesarza. Z tego powodu Żydzi nie mogli używać denarów do regulowania opłat za czynności religijne, dlatego je wymieniano. Ogólne określenie „srebrnik” obecnie uważa się za synonim sykla. Sykl był dawną jednostką wagi (14 g), która z czasem została przekształcona w żydowską jednostkę monetarną, wykonywaną ze srebra. Używając terminu sykl na określenie monety, dodawano zazwyczaj określenie: „ze srebra” - srebrnik. Jeden sykl odpowiadał zarobkowi za cztery dni pracy. Judasz otrzymał za wydanie Pana Jezusa prawdopodobnie trzydzieści srebrnych syklów z Tyru (zob. ilustracje) albo Antiochii. Suma ta równała się w przybliżeniu 120 denarom, co trudno uznać za fortunę. Dla porównania talent srebra był wart 10 tys. drachm lub 10 tys. denarów. Roczny dochód Heroda w ostatnim roku jego życia wynosił ok. 1000 talentów. W przypowieści o nielitościwym dłużniku (Mt 18, 23-24) czytamy o anulowanym przez króla długu wynoszącym niewyobrażalną sumę 10 tys. talentów, czyli tyle, ile wynosiły dziesięcioletnie dochody Heroda.
Wiadomość o skazaniu Jezusa dotarła do Judasza i wywarła na nim wstrząsające wrażenie. Srebrniki, które otrzymał za zdradę, stały się dla niego wyrzutem nie do zniesienia. Wrócił do świątyni, aby je oddać, jednak arcykapłani odmówili ich przyjęcia. Wyjaśnić należy, dlaczego faryzeusze wzbraniali się przed przyjęciem pieniędzy zwróconych przez Judasza. Prawo zabraniało składać w ofierze Bogu pieniądze uzyskane niegodziwie: „Nie zaniesiesz do domu Pana, Boga twego, zarobku nierządnicy, jak i «zapłaty dla psa», jako rzeczy ofiarowanej ślubem. Tak jednym, jak i drugim brzydzi się Pan, Bóg twój” (Pwt 23, 19). Faryzeusze uznali, że Judaszowe srebrniki należą do dochodów tego właśnie rodzaju i dlatego nie włożyli ich do skarbon świątynnych. W takim wypadku należało zwrócić pieniądze ofiarodawcy, a gdy ten się nie zjawiał, obrócić na jakiś dobry cel.
Judasz „rzuciwszy srebrniki ku przybytkowi, oddalił się, potem poszedł i powiesił się” (Mt 27, 5). Za srebrniki zakupiono „pole garncarzowe” z przeznaczeniem na grzebanie cudzoziemców. Według późniejszej relacji Dziejów Apostolskich, Judasz „za pieniądze, niegodziwie zdobyte, nabył ziemię i spadłszy głową na dół, pękł na pół i wypłynęły wszystkie jego wnętrzności. Rozniosło się to wśród wszystkich mieszkańców Jerozolimy, tak że nazwano ową rolę w ich języku „Hakeldamach”, to znaczy: Pole Krwi” (Dz 1, 18-19). Obydwa opisy śmierci Judasza nawiązują do biblijnych opisów śmierci ludzi bezbożnych. Warto porównać te teksty z opisami śmierci Achitofela (2 Sm 17, 23) i Antiocha Epifanesa (2 Mch 9, 7-9).
Ciekawe objaśnienie dotyczące śmierci Judasza podaje Jakub de Voragine - dominikanin, arcybiskup Genui - w „Złotej legendzie”, którą spisał w latach 1263-73. „Później jednak żal go ogarnął i powiesił się na powrozie. Gdy zaś wisiał, ciało jego pękło przez pół i wylały się wszystkie wnętrzności jego. Nie wyzionął zaś ducha ustami, nie godziło się bowiem, aby usta, które dotknęły chwalebnej twarzy Chrystusa, zostały tak haniebnie splamione. Natomiast słuszne było, aby wnętrzności, które poczęły zdradę, pękły i wypadły i aby powróz zdusił krtań, z której wydobywał się głos zdrajcy. Ciało zaś Judasza zawisło w powietrzu, aby w ten sposób on, który obrażał aniołów w niebie, a ludzi na ziemi, odsunięty został od nieba i ziemi, a w powietrzu stał się towarzyszem diabłów”.
Warto odwołać się do św. Jana Chryzostoma, który zwraca uwagę na pewien istotny szczegół: „Zauważ natomiast, kiedy pojawiają się u niego wyrzuty. Gdy grzech został spełniony i doprowadzony do końca. Taki właśnie jest diabeł. Tym, którzy nie czuwają, nie pozwala, by widzieli zło, aby nie zmienił się ten, kto wpadł w jego sidła. Gdy zbrodnia została dokonana w całości, wtedy poczuł żal, a i wówczas bez skutku. Wszystko można by uznać: że się potępił, że rzucił srebrniki, że nie uszanował żydowskiego ludu. Lecz jest dziełem złośliwego szatana, nie do przebaczenia, to z kolei, że się powiesił. Oderwał go od żalu, by nie miał z tego żadnej korzyści; zgładził go najhaniebniejszą i jawną dla wszystkich śmiercią, kusząc go, by sam odebrał sobie życie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

ŚDM w Panamie: Polskie Spotkanie Narodowe

2019-01-24 07:39

pb (KAI Panama) / Panama

Polskie Spotkanie Narodowe odbyło się 23 stycznia wieczorem podczas 34. Światowych Dni Młodzieży w Panamie. Zorganizowano je na placu przy centrum handlowym Albrook Mall, gdzie w 1983 r. Mszę św. odprawił św. Jan Paweł II.

Młodzi/Facebook

Na początku przed ołtarz wprowadzono feretrony z różnymi wizerunkami Matki Bożej z Polski. Mszy św., koncelebrowanej z nim przez 10 innych polskich biskupów, przewodniczył Prymas Polski. - Annuntio vobis gaudium magnum [Ogłaszam wam radość wielką - KAI]: papież Franciszek jest już z nami! - powiedział abp Wojciech Polak, odnosząc się do przylotu papieża do Panamy. Wprowadzając w liturgię, zapowiedział, że jest to Eucharystia „wdzięczności i czuwania”, a także oczekiwania na spotkanie z Ojcem Świętym.

Homilię wygłosił bp Marek Solarczyk, przewodniczący Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Młodzieży. Zaznaczył, że odczytany w czasie Mszy fragment Ewangelii o weselu w Kanie Galilejskiej niesie w sobie doświadczenie obecności Boga. – Jesteśmy tutaj na panamskiej ziemi, uczestnikami takiego kananejskiego, galilejskiego wesela. Tego wszystkiego, co nam przypomina i uświadamia, że jest Matka i że został zaproszony Chrystus. Przez nas – zaznaczył hierarcha, wzywając do dziękczynienia za tę obecność Boga.

Wskazał, że Maryja jest szczególną patronką tych Światowych Dni Młodzieży. – Przygotowujemy się do tego, aby razem z Ojcem Świętym Franciszkiem w niedzielę podczas Mszy posłania publicznie, a na pewno także w naszych sercach, poprzez naszą wiarę, wypowiedzieć te słowa, które Ona wypowiedziała w Nazarecie: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa” – przypomniał biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej. Dodał, że po tych słowach Duch Święty na Nią zstąpił i dzieło Boże zaczęło się rozwijać.

Tłumaczył, że wypowiadając te słowa Maryi we wspólnocie wiary i miłości, „mamy być gotowi na to, aby przyjąć moc Boga, aby stać się tymi, których Duch Święty umocni i będzie prowadził”. I uczyni z każdego z nas „świadka Bożych tajemnic”.

Młodzi/Facebook

W modlitwie wiernych uczestnicy liturgii powierzali Bogu papieża i wszystkich duchownych („aby byli prawdziwymi sługami Chrystusa”), Kościół w Polsce („by objawiał wolę Boga w dzisiejszym świecie i prowadził młodzież do żywej wiary”), ojczyznę („by była wierna swym katolickim korzeniom”), młodzież uczestniczącą w ŚDM, a także ich organizatorów i wolontariuszy.

Krzyż przy ołtarzu pochodził z kaplicy św. Jana Pawła II w centrum handlowym Albrook Mall, którą opiekuje się Wspólnota Apostołów Jezusa i Maryi. Pielęgnuje ona pamięć o Janie Pawle II i mocy jego świętości.

Po Mszy św. odbył się koncert uwielbienia, w czasie którego wystąpili polscy artyści: Olga Szomańska, Darek Malejonek, Marcin Wyrostek, Marcin Januszkiewicz oraz Siewcy Lednicy, a także gość specjalny z USA – Stan Fortuna.

Młodzi/Facebook

Spotkanie zostało przygotowane przez Krajowe Biuro Organizacyjne Światowych Dni Młodzieży oraz organizatorów Rejsu Niepodległości. Było otwarte dla wszystkich chętnych, dlatego brali w nim udział nie tylko Polacy.

Na ŚDM jest około 3,8 tys. Polaków, łącznie z wolontariuszami, duchownymi towarzyszącymi grupom młodzieży oraz uczestnikami Rejsu Niepodległości na żaglowcu "Dar Młodzieży", który od 22 stycznia cumuje w porcie Balboa w stolicy Panamy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem