Reklama

Sanktuarium jest przedsionkiem nieba

2018-05-09 10:18

Z ks. Marianem Muchą SAC rozmawia Przemysław Mosur-Darowski
Niedziela Ogólnopolska 19/2018, str. 10-11

Eliza Bartkiewicz / BP KEP

– Jeśli gdziekolwiek w Polsce istnieją przedsionki nieba, takie miejsca, w których niebo styka się z ziemią, to z pewnością są nimi maryjne sanktuaria. W nich ludzie doświadczają daru szczególnej Bożej obecności, Jego miłosierdzia i matczynej miłości Maryi, która pozwala znaleźć umocnienie dla swojej wiary – mówi „Niedzieli” ks. Marian Mucha SAC, kustosz sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach w Zakopanem

PRZEMYSŁAW MOSUR-DAROWSKI: – Decyzją Konferencji Episkopatu Polski sanktuarium na Krzeptówkach zostało nowym sanktuarium narodowym. Czym właściwie jest sanktuarium narodowe?

KS. MARIAN MUCHA SAC: – Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Sama definicja „sanktuarium” podana przez Kodeks prawa kanonicznego odwołuje się do pielgrzymowania. Czytamy: „Przez sanktuarium rozumie się kościół lub inne miejsce święte, do którego (...) pielgrzymują liczni wierni, z powodu szczególnej pobożności” (kan. 1230). Z jednej strony istnieje więc jakieś miejsce, a z drugiej – mamy gest, który je definiuje: pielgrzymkę. Ten sam kodeks podaje trzy rodzaje sanktuariów: diecezjalne, narodowe i międzynarodowe, a tym samym określa niejako przestrzeń zadaniową dla danego miejsca. Jest sanktuarium w Fatimie – miejscu objawień Matki Bożej, które ma moc oddziaływania na cały Kościół, i jest sanktuarium na Krzeptówkach – służące krzewieniu orędzia z Fatimy i kultu fatimskiego na terenie naszej ojczyzny.

– Dlaczego to właśnie Krzeptówki zostały wyróżnione w ten sposób i co oznacza ta decyzja?

– Jeśli gdziekolwiek w Polsce istnieją przedsionki nieba, takie miejsca, w których niebo styka się z ziemią, to z pewnością są nimi maryjne sanktuaria. W nich ludzie doświadczają daru szczególnej Bożej obecności, Jego miłosierdzia i matczynej miłości Maryi, która pozwala znaleźć umocnienie dla swojej wiary.
Bardzo chcę wierzyć, że takim przedsionkiem nieba jest również nasze sanktuarium, będące wotum wdzięczności za cud ocalenia życia św. Jana Pawła II. Pielgrzymuje tu przecież wielu ludzi, by wsłuchiwać się w treść fatimskiego przesłania i doświadczyć cudu ocalenia. To miejsce, które jest symbolem cierpienia zadanego Ojcu Świętemu, które towarzyszyło mu też w ostatnich dniach życia. Myślę, że właśnie ta świadomość w Konferencji Episkopatu Polski sprawiła, iż sanktuarium na Krzeptówkach czekają teraz nowe wyzwania.

– A dlaczego właśnie Zakopane stało się miejscem, gdzie pojawiła się świątynia związana z objawieniami w Fatimie?

– Jestem przekonany, że nie byłoby takiej decyzji KEP, gdyby nie wszystkie wydarzenia z przeszłości. Pallotyni Prowincji Chrystusa Króla założyli na Krzeptówkach swoją placówkę w 1950 r. Gdy w 1961 r. pasterz diecezji Leiria przekazał kard. Wyszyńskiemu figurę Matki Bożej Fatimskiej, miała ona pielgrzymować za żelazną kurtyną, czyli tam, gdzie – ze względu na wspomnianą w przesłaniu fatimskim Rosję – nie miała wstępu. Prymas Tysiąclecia, przekazując Krzeptówkom dar z Fatimy, zobowiązał pallotynów do wyruszenia z figurą Matki Bożej i Jej przesłaniem. Figura – po poświęceniu przez bp. Karola Wojtyłę – rozpoczęła pielgrzymowanie po wielu parafiach w Polsce, w których pallotyni głosili też rekolekcje fatimskie. Dwadzieścia lat później, w godzinie pierwszego objawienia Matki Bożej w Fatimie, na Placu św. Piotra miał miejsce zamach na życie Jana Pawła II. To w tym dniu na Krzeptówkach, w pierwszych godzinach modlitwy o uratowanie życia Papieża, zostało podjęte przez śp. ks. Mirosława Drozdka SAC zobowiązanie: „Jeżeli Bóg uratuje życie Jana Pawła II, to na tym miejscu wybudujemy kościół dziękczynienia za ten ratunek”. W 1987 r. Jan Paweł II dokonał w Rzymie koronacji figury Matki Bożej Fatimskiej z Krzeptówek, a w 1997 r. przybył do sanktuarium. Wtedy wypowiedział słowa, które nadają naszej świątyni wyjątkowe znaczenie i potwierdzają jej papieski charyzmat: „To sanktuarium, które dziś mogę konsekrować, wznosiło wiele rąk i wiele serc zjednoczonych pracą, ofiarą i miłością do Papieża. Trudno mi o tym mówić bez wzruszenia (...). Zawsze mi pomagaliście, byliście ze mną i rozumieliście moje troski. Czułem to. Było to dla mnie wielkim wsparciem (...). Dziękuję wszystkim za tę świątynię. Zawiera ona waszą miłość do Kościoła i do Papieża. Jest niejako kontynuacją mojej wdzięczności do Boga i Jego Matki. Razem z wami bardzo cieszę się tym darem”.
Dwadzieścia lat po konsekracji kościoła przez Papieża, w trakcie uroczystości w 100. rocznicę objawień w Fatimie, przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki ponowił Akt poświęcenia Ojczyzny i Kościoła w Polsce Niepokalanemu Sercu Maryi.

– Jaką rolę odgrywa sanktuarium w życiu mieszkańców Podhala i całej Polski? Czy miano sanktuarium narodowego coś w tej kwestii zmienia?

– Akt ogłoszenia zakopiańskich Krzeptówek sanktuarium narodowym, którego dokona abp Marek Jędraszewski 13 maja br., będzie wydarzeniem jednoczącym ludzi i dającym nadzieję, bo samo orędzie Maryi z Fatimy jest właśnie orędziem nadziei i afirmacją obecności Boga, mimo wszystkich prób negowania Jego obecności. To przypomnienie, że Bóg nigdy się od nas nie odwraca, a wręcz przeciwnie – puka do wszystkich serc i upomina się o każde ze swoich dzieci. Myślę, że mieszkańcy Skalnego Podhala są dumni z tego faktu i nie zapominają, iż to wszystko wiąże się z zadaniami, które realizowało i dalej realizuje nasze sanktuarium.

Tagi:
sanktuarium

Reklama

Tu Maryja wyprasza cuda

2019-04-03 10:09

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 14/2019, str. I

Pięć lat temu w uroczystość Zwiastowania Pańskiego kościół pw. św. Antoniego Padewskiego we Wrocławiu, od 1998 r. prowadzony przez ojców paulinów, został ogłoszony Sanktuarium Jasnogórskiej Matki Kościoła. Dekret wydał metropolita wrocławski abp Józef Kupny i to on 25 marca br. przewodniczył Mszy św. jubileuszowej

Agnieszka Bugała
Abp Józef Kupny, metropolita wrocławski głosi homilię w Sanktuarium Jasnogórskiej Matki Kościoła we Wrocławiu

Metropolita Wrocławski i Konfrater Paulińskiego Zakonu wygłosił homilię, w której podkreślił, że Bóg chce być obecny w naszej codzienności, chce mieszkać wśród nas. – Wielu tego nie rozumie i mówi: Po co budować kościoły, przecież ja dobrze modlę się w górach?! Mam świetny kontakt z Bogiem na łonie przyrody, nie potrzebny mi kościół... A jednak Bóg chce być między nami – mówił Metropolita – i wkracza w naszą codzienność tak, jak wkroczył w codzienność Maryi w dniu Zwiastowania – z obietnicą i propozycją.

– Chrześcijanin nie może sobie dać wmówić, że wiara jest sprawą prywatną. Musimy wyznawać wiarę na zewnątrz i musimy dawać świadectwo wiary wobec innych. Nie dlatego – tłumaczył Arcybiskup – że chcemy kogoś drażnić albo prowokować, nie dlatego nosimy krzyże. Wyznajemy wiarę, bo spotkaliśmy Jezusa i nie możemy udawać, że nic w naszym życiu się nie zmieniło. Cieszę się, że wspólnie możemy świętować i dziękować Bogu za zdroje łask otrzymanych tutaj za wstawiennictwem naszej Niebieskiej Matki – mówił w homilii. – W takich świętych miejscach jak to, Maryja w sposób szczególny realizuje zadanie zlecone Jej przez Syna umierającego na drzewie Krzyża, by matczyną miłością ogarnęła Jego uczniów. Każdy z nas musiałby teraz głośno wypowiedzieć troski, bóle, nieszczęścia związane z życiem osobistym, rodzinnym, byśmy zdali sobie sprawę z tej wielkiej liczby próśb zanoszonych tutaj przed zatroskane i pełne miłości oblicze Matki. Każdy z nas musiałby także głośno powiedzieć o wszystkich chorobach duszy i ciała, które dzięki wstawiennictwu Matki Bożej zostały uleczone – wtedy poznalibyśmy skuteczność Jej orędownictwa. Nie jest nam dane pojąć tajemnicę orędownictwa Matki Najświętszej w naszych sprawach. Sanktuarium Maryjne jest tym świętym miejscem, w którym Maryja pozwala nam głębiej wejść w tajemnice Jej matczynego serca pełnego miłości do swoich dzieci – mówił abp Józef Kupny.

Obchody (w dniach 22-24 marca) poprzedziło Triuduum Maryjne pt. „Zrujnowana czy odbudowana świątynia? (1 Kor 3)”, które poprowadzili o. Adam Czuszel i Debora Sianożęcka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dłonie, które uczą miłości

2019-04-22 18:04

Anna Skopińska

Blask i ciepło

Maria Niedziela
o. Anastazy Pankiewicz

I pokazuje mi siebie w ludziach i znakach, które – tak myślę – są znakami od niego. Więc najpierw siostry antonianki i klasztor przy ul. Janosika. Choć pierwszym i pamiętającym o. Anastazego Pankiewicza był ten przy Mariańskiej 3 – niedaleko miejsca, w którym wzniósł szkołę, klasztor i kościół. S. Agnieszka, z którą rozmawiam, pamięta jeszcze tamto miejsce i dom, bo tam właśnie zaczynała swoją zakonną drogę. W zakonie, który utworzył. Po to, by charyzmatem wspierały życie, dzieci poczęte, te już narodzone, by służyły tym najsłabszym. Ale spotykam też s. Zytę – ona wstąpiła do zgromadzenia dokładnie 60 lat temu – w roku, gdy zostało ono oficjalnie zatwierdzone. Starsza zakonnica, kobieta, ma niezwykły uśmiech i ciepło bijące z oczu. I jest tak po ludzku niezwykle piękna. Pytam, czy nie żałuje. „Nie” - odpowiada. I robi to z takim przekonaniem, że aż coś ściska za gardło. Bo już wiem, co daje jej ten blask.

W kaplicy sióstr jest płaskorzeźba o. Pankiewicza. A przy nim cierniowa korona, czyli Dachau. W klasztorze jest też jego portret. Od sióstr słyszę, że to jedno z wierniejszych odwzorowań. Siostry prowadzą w Łodzi Dom Samotnej Matki. I pewnie o to chodziło przyszłemu błogosławionemu. O tę służbę najmniejszym i najsłabszym. I choć to daleko od dawnej Mariańskiej – obecnie to skrawek zieleni pomiędzy ul. Wojska Polskiego a Akademią Sztuk Pięknych – to w klasztorze sióstr po raz pierwszy spotkałam o. Pankiewicza. Właśnie w tych kobietach, których powołaniem to, o co zabiegał.

Zawsze zostaje ślad

Na cmentarzu na Dołach było już trudniej. Ale to tam został ten mały ślad. Gdy 2 lutego 1940 r. o. Anastazy Pankiewicz został wyrzucony z budynku klasztoru, mógł wyjechać z Łodzi. Nie zrobił tego. Nie zabiegał o swoje życie. Zamieszkał w małym pokoju w domku Bronisława Gralińskiego – kierownika pobliskiego cmentarza. Naprzeciw była kaplica. W niej raz w tygodniu odprawiał Mszę św. - w niedzielę. Codzienne eucharystie sprawował w swoim pokoju. Dziś budynek kierownika cmentarza jeszcze stoi. Ale już nie jest ten sam. - wszystko wyremontowane, obłożone styropianem, otynkowane, w środku nie ma nawet skrawka starej ściany – słyszę od przebierających się tu grabarzy – gdyby przyszła pani kilka lat temu... – mówią. Ale nie przyszłam... Z roboczego podwórka dostrzegam jednak, że nie każdy ślad jest zatarty. Do malutkiego domku dobudowano niższą oficynę a gzyms pomiędzy starym i nowym dachem po prostu zamalowano białą farbą. Jako jedyny fragment nie został zaklejony, wyrównany. Pewnie trudno było tam dotrzeć. A może to uśmiech o. Anastazego? Do tego domku siostry przynosiły mu jedzenie. W 2007 roku w łódzkim klasztorze antonianek zmarła s. Bonawentura, która wędrowała z ul. Mariańskiej właśnie tu, by ich założyciel miał co jeść...

W kaplicy, choć wybudowanej w 1934 roku, nie ma za to nic z tamtego czasu. Na froncie są jednak tablice pamiątkowe. Z nadzieją podchodzę – jedna poświęcona harcerzom, którzy w latach 1942 - 1943 prowadzili tu tajną drukarnię, jest upamiętnienie angielskiego lotnika, niezłomnych.... A on? Od 2 lutego do 6 października odprawiał tu Msze św. Z tego cmentarza został zabrany do więzienia śledczego przy Sterlinga, stąd poszedł do Dachau... Nikt tego nie wie. Te tysiące ludzi przemierzających ścieżki, cmentarne alejki, przechodzących na drugą stronę ul. Smutnej, nie zdają sobie sprawy, że to była droga którą nie raz pokonał o. Pankiewicz. I że nie ukrywał się tutaj. Adres podawał jako oficjalny, miał pozwolenie na odprawianie niedzielnej Mszy św. Nie uciekał, nie drżał o swoje życie. Zaufał. - to taki człowiek? Nie wiedziałyśmy, że był tak blisko... - mówią trochę speszone panie z kwiaciarni.

Na górce

Najważniejsze jego dzieło. Klasztor, kościół św. Elżbiety Węgierskiej i szkoła. „Na górce”. Gimnazjum, które pracę zaczęło w 1937 roku dziś także tętni życiem. Przed placówką, która w części jest też klasztorem łódzkich bernardynów, stoi pomnik o. Pankiewicza. Błogosławionego. Musi mijać go każdy, kto tędy przechodzi. Idąc do szkoły, kościoła, czy skracając sobie drogę do szpitala. Tu tu objawił się cały talent, i całe powołanie bernardyna. Temu miejscu oddał całe serce. Doglądał tu każdej kładzionej cegły, każdego detalu. Był z ludźmi. Jego historię znają bardzo dobrze uczniowie szkoły., Jest przecież ich patronem. I pewnie to taki Boży palec, że naprzeciw kompleksu bernardynów powstał szpital dziecięcy, z onkologią i trudnymi oddziałami. Że nieopodal siostry salezjanki prowadzą ochronkę bałucką. On rzucił tu światło, zapalił iskrę. I ta po dziś dzień promieniuje.

Mam co jeść

Kolejne miejsce to kościół św. Piotra i Pawła. W tej świątyni poświęcił stacje drogi krzyżowej. Do starej, pamiętającej jeszcze czasy o. Anastazego, części wchodzą ludzie. Zwykły dzień. A ich jest coraz więcej. Jedna kobieta przystaje. - dzięki nim nie muszę martwić się o wiele rzeczy – mówi. Przyszła tu po paczkę. Robi to raz w miesiącu. - to dla mnie wielka ulga, bo niektórych produktów spożywczych czy chemii nie muszę już kupić – dodaje. Nie pytałam jej o nic. To ona wychodząc z parafialnego punktu caritas chciała podzielić się swoją małą radością. - bo wie pani, jest ciężko, ale muszę dać radę – stwierdza. Nie wiem ile ma lat. Może jest w wieku mojej mamy? A może młodsza? Wiem tylko, że to kolejna osoba „podstawiona” tu przez przyszłego świętego.

Męczeństwo...

Jest też wiezienie na Szterlinga w Łodzi, gdzie Niemcy przesłuchiwali przez 17 dni o. Anastazego. To miejsce straceń i męczeństwa tysięcy Polaków. W której sali był przetrzymywany? W którym miejscu? Obecnie znajdują się tam przychodnie lekarskie. Ale gdzieś tam w wyobraźni widzę przywiezionego tu zakonnika, w habicie, bo go nie zdjął. Prowadzonego i przetrzymywanego. To preludium do Konstantynowa Łódzkiego i do Dachau. Dostał numer 28176 i pasiak. „Niech się dzieje wola Boża. Jestem gotowy na śmierć.” - powiedział, gdy został wytypowany do transportu inwalidów i poprowadzony do ciężarówki jadącej do gazu. Zginął 20 maja 1942 roku. Czy go znamy? Czy pamiętamy? Tyle go w Łodzi a jakby nie był widoczny... Choć jego dłonie uczą miłości. Takiej do końca. 13 czerwca 1999 r. św. Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi 108 męczenników. Wśród nich naszego o. Anastazego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Paryż: rektor bazyliki Notre-Dame złoży skargę w związku z pożarem

2019-04-22 20:59

st (KAI) / Paryż

Ks. prał. Patrick Chauvet, rektor-archiprezbiter bazyliki Notre-Dame w Paryżu powiedział dzisiaj w rozgłośni franceinfo, że ma zamiar „złożyć skargę” w związku z „nieumyślnym zniszczeniem” tej świątyni.

Corriere Della Sera/twitter

„Katedra należy do państwa, ale wewnątrz są meble, krzesła, nagłośnienie, projektory ... Konieczne jest złożenie wraz z władzami państwowymi skargi do prokuratury, aby firmy ubezpieczeniowe podjęły działania, a jednocześnie bym dokładnie wiedział, co się stało ”- stwierdził.

Rektor zapewnił, że skarga zostanie złożona w związku z „nieumyślnym zniszczeniem”, ponieważ nie sądzi, by był ktoś, kto chciałby podpalić świątynię. Jego zdaniem przyczynami pożaru mogły być „albo nieroztropność, albo zwarcie”. Jednocześnie podkreślił, że szybko docierają dary finansowe, a ich wartość osiągnęła już sumę około miliarda euro. Zapewnił, że te pieniądze zostaną wykorzystane najpierw na prace, które „będą ogromne” i zaangażują około „tysiąca osób”.

Ks. Chauvet wyznał, że nie jest sobie w stanie wyobrazić, ile będą kosztować te prace. Przypomniał, że bazylika zatrudnia także osoby, którym w obecnej sytuacji musi zapewnić środki do życia, aż do chwili, kiedy będą mogli na nowo podjąć swą pracę w paryskiej katedrze.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem