Reklama

Arche Hotel

Leżajsk: Festiwal Kultury Chrześcijańskiej

Rób to, co kochasz

2018-05-09 10:54

O. Bartymeusz Kędzior OFM
Edycja przemyska 19/2018, str. VII

Archiwum organizatorów
Gościem Festiwalu była Małgorzata Kożuchowska

W kwietniu Leżajsk zamienił się w stolicę kultury chrześcijańskiej. To był niesamowity czas, wielkie święto wiary. Dwa tygodnie, kiedy mogliśmy inaczej spojrzeć na Boga i świat Jego wartości, który nam proponuje. W różnych wydarzeniach Festiwalu wzięło udział ponad 6000 osób!

Organizatorzy: klasztor Ojców Bernardynów i Franciszkański Ośrodek Kultury w Leżajsku zaprosili wielu znamienitych gości, którzy podczas spotkań, koncertów, warsztatów, projekcji filmowych i sztuk teatralnych dzielili się swoimi pasjami, swoją wiarą i miłością do Boga. Każdego dnia Festiwalu miała miejsce Eucharystia.

Ale po kolei: Festiwal Kultury Chrześcijańskiej Leżajsk 2018 rozpoczął się 7 kwietnia uroczystą Eucharystią, sprawowaną przez o. Teofila Czarniaka, ministra Prowincji Niepokalanego Poczęcia NMP, oraz Wieczorem Chwały. W niedzielę 8 kwietnia podczas Mszy św. w bazylice leżajskiej muzycznie towarzyszył Festiwalowi zespół Zapatrzeni, a na koniec dnia odbył sie koncert – Totalne Uwielbienie w wykonaniu MATE.O.

Reklama

W kolejnym dniu gościem był Ireneusz Krosny. Z poruszającego świadectwa jego życia można było wydobyć najważniejsze przesłanie: W życiu najważniejsze są relacje! One przetrwają na zawsze! Zatem, dbajmy o nie.

Wtorek 10 kwietnia był dniem filmu. Gościem był reżyser filmu „Siła modlitwy” – Jarosław Mańka. Wiara, modlitwa i zaufanie Bogu! To chyba najważniejsze przesłanie z tego spotkania. Środowy poranek przywitał nas hiphopowymi rytmami chrześcijańskiego rapera TAU. Jego muzyka i świadectwo porwało młodych ludzi i nie tylko. Wieczorem zaś Festiwal upłynął pod znakiem miłości. Naszymi gośćmi byli Gomułeczki, czyli Monika i Marcin Gomułkowie wraz z Adasiem i Zuzią.

Kolejne dni Festiwalu zdominował teatr! Najpierw Teatr Maska wystawił sztukę „O mniejszych braciszkach świętego Franciszka”, zaś grupa teatralna Franciszek wystawiła swoją premierową sztukę pt. „Szansa”.

W niedzielę 15 kwietnia jak kochać rozumnie pokazał nam ks. Łukasz Piórkowski, a we wtorek podczas spotkania z dziećmi podzielił się przemyśleniami, że najlepszym sposobem na wszelkie dąsy i fochy są: modlitwa, Eucharystia i czytanie Słowa Bożego.

Delfina i Bartek gościli u nas w środę 18 kwietnia. Występem i świadectwem życia zapalili w wielu, szczególnie młodych ludziach pasje do tańca i akrobatyki, a przede wszystkim rozbudzili pragnienie rozwijania swoich talentów, które otrzymaliśmy od Boga.

Festiwal zakończyliśmy 22 kwietnia – Mszą św. pod przewodnictwem o. Sylwestra Skirlińskiego i wspaniałym spotkaniem z Małgorzatą Kożuchowską.

Bogu niech będą dzięki za ten czas! Dziękujemy wszystkim zaproszonym gościom. Dziękujemy sponsorowi głównemu, czyli zakładowi SMAK GÓRNO. Ale przede wszystkim dziękujemy wszystkim za obecność i wszelkie wsparcie!

O. Bartymeusz Kędzior OFM, Organizator Festiwalu, Koordynator ds. Nowej Ewangelizacji

Tagi:
Festiwal Kultury Chrześcijańskiej

„Eutrapelia” w Stalowej Woli

2017-07-26 10:52

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 31/2017, str. 6-7

Archiwum autora

Liceum Ogólnokształcące im. Komisji Edukacji Narodowej

Po raz kolejny w placówce odbyły się zmagania w ramach Festiwalu Kultury Chrześcijańskiej „Eutrapelia”. Na sali gimnastycznej zgromadzoną młodzież oraz zaproszonych członków kapituły powitał dyrektor placówki Mariusz Potasz. Uczniowie z klasy drugiej, według scenariusza Sylwii Węglińskiej i uczennicy Wiktorii Masłowskiej, przygotowali program słowno-muzyczny pt. „Idźcie i głoście Miłość”. Hasło wiodące jubileuszowej edycji festiwalu „Idźcie i głoście...” uzupełniono słowem „miłość”. Aneta i Konrad, prowadząc spotkanie, najpierw przybliżyli jego znaczenie, następnie chór szkolny pod kierunkiem Jolanty Kawy ozdobił tę refleksję pieśnią z repertuaru Piotra Rubika, w czasie której zatańczyła para uczniów z Zespołu Szkół nr 6 w Stalowej Woli. Współpraca tych obu placówek edukacyjnych od wielu lat oparta jest na miłości siostrzanej i na wartościowych przesłaniach ks. Jana Twardowskiego. Ponadto uczestnicy przedsięwzięcia mogli się wsłuchać w analizę trudów dojrzewającej miłości, będącej okresem próby, z którym trzeba się uporać, jak pisał wieszcz narodowy Adam Mickiewicz. Do wspomnienia o miłości do ojczyzny nawiązała zaś Dominika w pieśni „To ojczyzna twa”. Wieńczącym program utworem był „Hymn o Miłości” św. Pawła w interpretacji Przemka. Chór po raz kolejny uświetnił śpiewem spotkanie, wykonując „Psalm dla Ciebie”. Spotkanie uczniów liceum z festiwalem zakończył występ wokalny chóru z solistami: Jackiem, Dominiką, Pauliną i Olą, a ks. Bogdan Krempa udzielił wszystkim błogosławieństwa na dalszy czas wytężonej pracy w szkole.

Centrum Edukacji Zawodowej

Od 20 lat placówka otwiera swoje podwoje i prezentuje się w ramach festiwalu. W auli wypełnionej uczniami przeżywano koncert ewangelizacyjny pt. „Idźcie i głoście” – Jezus. Uczniowie pod kierunkiem Mirosława Juśkiewicza, Anny Olszewskiej i Anety Wójcik przygotowali krótkie katechezy kerygmatyczne, przeplecione prezentacją wokalno-instrumentalną zespołu Ceziaki, w asyście kwartetu wokalnego. – Każda z tych katechez oparta na krótkich fragmentach Pisma Świętego przybliżała wartość miłości Boga do człowieka, który przez śmierć i zmartwychwstanie swego Syna zbawił całą ludzkość. Katecheza o grzechu przybliżyła nam skutki złego postępowania, lekceważenia woli Bożej i nieposłuszeństwa, które w ostateczności wciągają w pułapkę samotności, przemocy i konfliktów jakby w potrzask, z którego nie ma wyjścia. Ten grzeszny sposób życia niszczy w nas ufność i miłość ku Bogu, a potęguje pychę i miłość do samego siebie – zaznaczają twórcy. Ostatnia katecheza zwróciła uwagę wszystkich słuchaczy na działanie Ducha Świętego, który uobecnia Zmartwychwstałego zasiadającego po prawicy Ojca. Przez swe dary uświęca i pociesza, uzdrawia duszę oraz obdarza mądrością i pokojem. – Nasza głęboka wiara sprawia, że pomimo wielu trudności i przeciwności nie zatrzymujemy się, lecz idziemy niestrudzenie do przodu, ku górze, z entuzjazmem i ze świadomością niepowtarzalnej miłości Boga. Tą prawdą mamy obowiązek się dzielić i dawać świadectwo tam, gdzie pokieruje nas los – podkreślają uczniowie. Refleksje i zadumę nad życiem człowieka zobrazowano krótkimi filmami. Członkowie kapituły podziękowali dyrekcji w osobach Piotra Żyjewskiego i Anny Woś za pielęgnowanie tradycji uczestnictwa szkoły w festiwalu, a Gabrieli Rubas-Dębskiej, Grzegorzowi Skoczkowi i Piotrowi Żakowi za czynne wsparcie w działaniach artystycznych.

Zespół Szkół im. gen. Władysława Sikorskiego

Dyrekcja, nauczyciele oraz uczniowie placówki zaprosili kapitułę na festiwalowe spotkanie z matką, która modlitwą potrafi uratować świat. – Pierwsza część programu przybliżyła nam klimat domu, w którym rodzice i dziadkowie cieszą się z narodzin Pawełka. Cały czas dba o niego matka, modląc się nieustannie, nawet wtedy, kiedy Paweł zbacza z właściwej drogi życia. Po dłuższym czasie, jak marnotrawny syn, Paweł wraca do domu, przeprasza za swoje zachowanie i prosi o przebaczenie. Druga część została poświęcona Matce Bożej, ukazanej w prezentacji multimedialnej – relacjonują uczestnicy. Ciekawą formę miała trzecia część przedsięwzięcia, na poczet której został przeprowadzony wywiad ze społecznością szkolną na temat, kim są dla nas nasze mamy, dlaczego je tak kochamy i za co im dziękujemy. Zarówno młodzież, jak i dorośli chętnie wypowiadali się na temat swoich mam, a ich wypowiedzi były bardzo bogate, zaś lista podziękowań nie kończyła się. Wyjątkowy śpiew Dominiki ubogacił cały program oraz pozwolił zatrzymać się i wtulić się jak dziecko w ramiona Matki. Dyrektor festiwalu Ewa Sęk pogratulowała wszystkim artystom za głębokie przeżycie tego programu, Agnieszce Rusinek i Iwonie Siembidzie za różnorodność form artystycznych, a ks. Mariuszowi Kozłowskiemu za wsparcie duchowe i intensywną pracę w dziele krzewienia wiary w środowisku szkolnym. Szczególne podziękowania skierowane zostały do dyrektora Andrzeja Kolucha za wychowywanie uczniów w kulturze polskiej i chrześcijańskiej.

Zespół Szkół nr 2 im. Tadeusza Kościuszki

Spektakl teatralny pt. „Jasne światło” Marcina Kobierskiego przygotowany został przez Renatę Pachacz, ks. Wiesława Marszałka i Bogusława Łoja, pracujących wspólnie z młodzieżą w placówce kierowanej przez Tomasza Sekulskiego i Dariusza Bożka. – Na scenie uczniowie przybliżyli historię życia Chiary Badano, włoskiej dziewczyny pełnej energii, radości i młodzieńczego wigoru, lubiącej sport i wspólne spotkania z koleżankami, ale nade wszystko lubiącej czytać Pismo Święte i rozmowy z Jezusem w kościele. Pewnego dnia dziewczyna wybiera sobie Pana Jezusa na swojego Oblubieńca, powierza mu swoje życie, młodość, a następnie cierpienie, gdyż choroba, sprawiająca jej wielki ból, obezwładniła jej nogi tak, że przestała chodzić. Będąc w szpitalu, spotyka ludzi chorych, cierpiących nie tylko cieleśnie, ale i duchowo, nieumiejących pokonywać swoich ułomności z braku cierpliwości. Chiara swój ból łączy z cierpieniem Chrystusa Ukrzyżowanego, tym samym dając świadectwo swojej wiary wszystkim wokoło. Taka postawa jest podziwiana przez pacjentów szpitala, ale też i wyśmiewana. Kiedy płomyk jej życia dogasa, przygotowana na spotkanie z Oblubieńcem odchodzi w spokoju i z radością do chwały nieba. Wszyscy, którzy ją znali, nazywali ją aniołem i nadali przydomek „Luce” – światło, snuli refleksję nad sensem życia i zastanawiali się, jaki sens ma cierpienie. Tło drogi życia przyszłej błogosławionej stanowiło zwyczajne życie ludzi prostych, zajmujących się różnymi sprawami, interesującymi się nie tylko sobą, ale innymi ludźmi. Spotykając się przy mogiłach najbliższych, żywo dyskutowali zarówno z umarłymi, jak i żywymi. Taka droga błogosławionej jest godna naśladowania dla wszystkich ludzi, a zwłaszcza dla jej rówieśników – relacjonują akcję spektaklu jego twórcy. Członkowie kapituły podziękowali młodzieży i opiekunom stalowowolskiej „Budowlanki” za przykład bł. Chiary – Lucy Badano.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

O. F. Lombardi: ważniejsze jest cierpienie i sprawiedliwość ofiar niż dobre imię instytucji

2019-02-17 17:31

dg, TVP / Warszawa (KAI)

Konieczne jest wprowadzenie również w Kościele nowej kultury, „która będzie miała na celu przede wszystkim nie obronę dobrego imienia instytucji, ale cierpienie i sprawiedliwość osób, które ucierpiały" - powiedział na antenie TVP1 o. Federico Lombardi SJ, były dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej. Podczas spotkania w sprawie ochrony małoletnich w Kościele, które odbędzie się w Watykanie w dniach 21-24 lutego 2019, będzie on moderował posiedzenia plenarne tego zgromadzenia. 17 lutego był on gościem Pauliny Guzik w programie „Między ziemią a niebem”.

Włodzimierz Rędzioch

Włoski jezuita stwierdził, że problem nadużyć seksualnych w Kościele nie rozpoczął się teraz, ale trwa już od wielu lat. Przypomniał kilka bardzo silnych kryzysów związanych z tą sprawą. „Papieże przez ostatnich 15-20 lat mierzyli się z tym problemem. Ale trwa on nadal i mamy do czynienia z nowymi kryzysami, ponieważ sprawa ta wychodzi na światło dzienne w krajach, w których do tej pory nie zbadano jej należycie. Rozumiemy zatem, że jest jeszcze wiele kroków, które należy zrobić, aby zmierzyć się właściwie z tym problemem. Wielu rzeczy już się nauczyliśmy, ale być może tylko w pewnych miejscach, w konkretnych krajach, w diecezjach, ale nie zrozumiano ich jeszcze w sposób wystarczający w całym Kościele we wszystkich częściach świata” – powiedział rozmówca dziennikarki TVP.

Zwrócił uwagę, że szczególnie ważne jest słuchanie ofiar, zrozumienie, jak głębokie są rany i zadane cierpienie w życiu tych osób, które zostały skrzywdzone. "Nie zdawaliśmy sobie wcześniej z tego sprawy w przeszłości. Myśleliśmy, że możemy żyć w kulturze milczenia, że lepiej nie mówić o tych rzeczach w rodzinach, w społeczeństwie, w instytucjach, w Kościele. Nawet jeśli te rzeczy się przydarzały, przechodziliśmy wobec nich milcząco. Trwaliśmy w myśleniu, że milczenie jest najlepszym sposobem na stawienie czoła temu problemowi. Teraz natomiast zrozumieliśmy, że problem jest naprawdę poważny, głęboki, że niesie ze sobą ogromne cierpienie, niesprawiedliwość, które nie mogą zostać pominięte. Należy patrzeć na niego w sposób jasny, wymierzyć sprawiedliwość, należy pomóc osobom skrzywdzonym w głębokim uzdrowieniu wewnętrznym, aby mogły dalej żyć ze spokojem. I to właśnie dla Kościoła jako instytucji jest szczególnie ważne, ponieważ Kościół jest, chce i powinien być nauczycielem moralności, prawdy, właściwego zachowania dla dobra nowych pokoleń. Dlatego jeśli w Kościele zdarzają się takie przypadki, należy z całą pewnością zmierzyć się z nimi i ukarać winnych. Trzeba zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby zapobiec temu, aby podobne rzeczy zdarzały się w przyszłości" – zaznaczył o. Lombardi.

Wskazał na konieczność wprowadzenia również w Kościele nowej kultury, „która będzie miała na celu przede wszystkim nie obronę dobrego imienia instytucji, ale cierpienie i sprawiedliwość osób, które ucierpiały. Dlatego należy podjąć wszystkie właściwe kroki, z punktu widzenia zarówno prawnego, jak i wychowawczego i zapobiegawczego. Przede wszystkim jest sprawą arcyważną, abyśmy żyli kulturą ochrony nieletnich i prawdziwą świadomością, w jaki sposób zapobiegać i unikać tych trudnych sytuacji od samego początku”.

Jezuita zaznaczył, że konieczna jest troska o odpowiedni dobór kandydatów do kapłaństwa i życia zakonnego, żeby były to osoby dojrzałe również pod względem psychologicznym i seksualnym, „aby nie było ryzyka, że będą jakieś tendencje czy wręcz realne zachowania związane z pedofilią, które są ogromnym zagrożeniem dla młodych ludzi. Wybór i formacja kandydatów do kapłaństwa są bardzo ważne, także biskupi odpowiedzialni za wspólnoty muszą wiedzieć, w jaki właściwy sposób reagować, gdy pojawiają się takie zbrodnie czy bardzo poważne czyny, aby móc podejmować jak najszybciej odpowiednie decyzje, aby na nowo wprowadzić ład we wspólnocie, aby oddać sprawiedliwość i aby osobom, które ucierpiały, pomóc odnaleźć na nowo spokój”.

Zdaniem gościa programu papież Franciszek ma szeroki ogląd tego problemu. Uważa, że korzeniem problemu jest sposób, w jaki są przeżywane stosunki międzyludzkie, także wewnątrz Kościoła oraz przeżywanie sprawowania władzy jako panowania (przywództwa) a nie jako służby. A zatem, jeśli ktoś przeżywa relacje z innymi jako chęć panowania nad innymi, nad ich sumieniem, ich osobami, ewidentnie może go to doprowadzić do nadużyć, kierując się brakiem głębokiego szacunku, który powinien mieć we wszystkich aspektach życia, włączając w to także wymiar seksualny – powiedział były dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej.

Mocno podkreślił przy tym, że nie należy bronić instytucji czy potwierdzać swoją w niej rolę, ale trzeba służyć ludziom przez instytucję Kościoła. „A zatem nieletni, a w szczególności ofiary powinny być w centrum naszej uwagi bardziej niż my sami” - dodał.

Papież Franciszek zwołuje biskupów dlatego, że to oni są pasterzami w Kościele, mają władzę przewodniczenia ludowi Bożemu. A zatem to oni jako pierwsi muszą żyć postawą odpowiedzialności jako służby, aby przekazywać ją także swoim kapłanom i czynić ją żywą także we wspólnocie Kościoła, wśród całego ludu Bożego, z całym wkładem i aktywnym zaangażowaniem także innych osób w Kościele. Ale to biskupi są pierwszymi odpowiedzialnymi za życie wspólnoty Kościoła, dlatego papież chce przez nich przekazać całej wspólnocie Kościoła swoje stanowisko, aby oni je przekazali dalej – wskazał jezuita.

Zaznaczył, że następstwem nadużyć czy błędów obciążających czyjąś odpowiedzialność może być odsunięcie od obowiązków. Wskazał również na konieczność przejrzystości, by zasady postępowania i procedury były jasne dla całej społeczności, co sprzyja współodpowiedzialności i pomocy we wspólnym rozwiązywaniu problemów.

Są kraje, w których biskupi zrobili już bardzo dużo, mają duże doświadczenie w tym zakresie, stworzyli na te potrzeby odpowiednie biura, pomogli bardzo wielu ofiarom, a zatem wiedzą, jak stawić czoła problemowi. Są inne kraje, w których działań tych jeszcze nie podjęte wystarczająco albo zrobiono niewiele i biskupi nie wiedzą dobrze, jak powinni się zachować i jak właściwie reagować na takie przypadki. A więc fakt, że przyjadą biskupi z całego świata, wytwarza wspólną świadomość, solidarność w zmierzeniu się z problemem i pomaga szczególnie tym biskupom, którzy nie są jeszcze świadomi problemu albo nie podjęli jeszcze odpowiednich inicjatyw. Dzięki spotkaniu zostaną doinformowani i otrzymają odpowiednią pomoc w zakresie skutecznych działań związanych z tym problemem.

Papież Franciszek mówił o tym spotkaniu jako o „katechezie”, to znaczy jako o pomocy dla biskupów w nauczeniu się, co mają robić. A gdy wrócą do domu, będą mogli powiedzieć: teraz zrozumiałem, że ponoszę tę odpowiedzialność, zrozumiałem, jak powinienem reagować, jakie są procedury, według których powinienem postępować, jakie są pomoce i konkretne inicjatywy pomocowe, które powinienem powołać w mojej diecezji – wytłumaczył o. Lombardi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kamil Bednarek: Lubię dawać siebie

2019-02-18 02:13

Agnieszka Bugała

Sukces może zmienić ludzkie serce i przyjaciół wokół – ale on sobie z tym poradził. Jest niekwestionowaną gwiazdą polskiej sceny muzyki reggae. Pisze, komponuje, wciąż się uczy. I ścisza głos, gdy mówi o domu, o przyjaźni, miłości i… o babci.

Paweł Bugała
Kamil Bednarek z dziennikarką Niedzieli Agnieszką Bugałą

Z Kamilem Bednarkiem rozmawia Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała: Kamil, już niebawem, bo 1 lutego premiera płyty „MTV Unplugged”. Dołączyłeś do listy niewielu artystów, którzy dostali szansę nagrania swoich utworów w aranżacjach akustycznych.

Kamil Bednarek: To było dla mnie i zespołu muzyczne wyzwanie i wyróżnienie, bo rzeczywiście, nie każdy dostaje propozycję realizacji takiego projektu. Zmobilizowaliśmy się, włożyliśmy mnóstwo pracy – odbyło się aż 40 prób, by wszystko brzmiało dobrze – i ten wysiłek się opłacał. Dzięki temu byliśmy przygotowani, choć nie ukrywam, że nigdy jeszcze nie czułem tak ogromnego stresu przed koncertem. Dzięki temu, jeśli chodzi o tremę przed koncertem, znów przesunęła mi się granica strachu. Mimo tego, że gram już od 10 lat, to zdarzało się, że stres się pojawiał. Teraz jestem spokojniejszy, raczej wyciszony, pewny siebie – jeśli chodzi o strach przed reakcją stresową. Udział w tym projekcie bardzo nas, jako zespół, rozwinął, podniósł poziom naszego grania.

Zawsze marzyłeś, by zagrać z orkiestrą…

Tak, a muzyczna oprawa tego projektu mnie zachwyciła. Mieliśmy kwartet smyczkowy, chórki – niezwykła przygoda. I byli też goście. W projekcie wziął udział Igor Herbut, Kuba Badach, Karolina Artymowicz, w sumie, z nami, aż 15 osób na scenie. Aranże są świeże – muzyka znana z radia brzmi w tej oprawie zupełnie inaczej. Zagrałem też na saksofonie.

A perkusja i gitara? Bo to Twoje muzyczne wyzwania instrumentalne…

Tak, perkusję też odpaliłem! Wcześniej nie grałem na niej śpiewając jednocześnie, dlatego stres sięgał zenitu, ale udało się, więc satysfakcja jest ogromna. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł to zobaczyć. Scena była piękna, piękne wizualizacje – pierwszy raz kręcono ten unplugged techniką filmową, więc przetarliśmy szlaki, jeśli chodzi o sposób nagrywania koncertu.

Gratulacje, czekam!

Dziękuję, zatem czekamy razem!

A teraz trochę cofniemy się w czasie, dobrze? Podobno w chwili, gdy w finale „Mam Talent” zająłeś drugie miejsce i zaczął się w Polsce szał na Bednarka, to sołtys Lipek, Twojej rodzinnej miejscowości, pan Władysław Świerczek martwił się, że Warszawa Cię zepsuje. Zepsuła?

Pozdrawiam, Panie Zdzichu!!! Nie, wiesz, ja zostałem w rodzinnych stronach – to jedna sprawa. Druga, że to chyba nie miasto może zepsuć, ale my sami, gdziekolwiek byśmy byli, jeśli nie wyznaczymy sobie granic i celu. Sława na pewno ma to do siebie, że może zniszczyć, zwłaszcza wnętrze człowieka. Trzeba zachować trzeźwe myślenie i dystans do tego, co się robi – nawet, jeśli to jest spełnienie marzeń. Nic nie trwa wiecznie, sława i sukces mogą się szybko skończyć. Pytanie, co wtedy? Dla mnie zawsze najważniejsi byli ludzie i starałem się okazywać im szacunek. Wiem, że dobro wraca. Staram się też, aby to, co robię było zgodne ze mną, żebym nie musiał się wstydzić. Najgorszy był dla mnie ten moment, gdy nagle, niemal z dnia na dzień, z osoby anonimowej stałem się rozpoznawalny. Zakupy zaczęły być problemem, przestałem chodzić do klubów – to, co się wydarzyło postawiło przede mną konieczność ułożenia świata wokół siebie od nowa. Zabrałem się do roboty.

Miałeś 19 lat, świat legł Ci u stóp…

Dostałem lekcję. Nabieranie dystansu do siebie, w nowych okolicznościach, pozwoliło mi skorygować wiele własnych wad, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Musiałem też nauczyć się słuchać ludzi – i uznać, że nie zawsze to, co o mnie mówią, albo czego chcą jest prawdą i jest dobre. Spotkałem ludzi, którzy chcieli wykorzystać przyjaźń, wizerunek, czasem nawet podpiąć się pod sukces, uśpić czujność, a potem po prostu wyciągnąć z tego korzyści dla siebie. Ale myślę, że tak jest nie tylko w branży muzycznej. Czy się zepsułem? Nie czuję, aby ten czas, który minął i zdobyte doświadczenia jakoś szczególnie mnie zmieniły. Wciąż lubię ludzi, choć może mam większy dystans, szanuję ich i robię swoje.

Pracujesz intensywnie od dekady – nowe płyty pojawiają się systematycznie i za każdym razem są sukcesem. Wielu Twoich rówieśników, po takim sukcesie, mogłoby powiedzieć: Pass, teraz odcinam kupony.

Staram się wciąż rozwijać, ale rzeczywiście, pracuję bardzo intensywnie. Doświadczyłem też momentów braku inspiracji, takiej suszy, w której nic nie rośnie. Wciąż uczę się balansu – bo gdy coś robię, to angażuję się cały i to mnie spala. Po koncercie zazwyczaj przez godzinę piszę autografy, każdy z fanów chce, aby traktować go szczególnie, wyjątkowo. Staram się. Lubię oddawać siebie, przecież to dla nich i dzięki nim gram.

A jak odpoczywasz?

Uwielbiam naturę, stare samochody – to mnie relaksuje i w taki sposób odpoczywam, dlatego często przesiaduję ze znajomymi w garażu i coś dłubię. Odpoczywam też w studiu.

No właśnie, bo masz już swoje studio nagrań i utwory do albumu „Talizman” nagrałeś już u siebie?

W części, wokale były nagrane u mnie, instrumenty wtedy jeszcze nie. Ale teraz udało się wreszcie zebrać te instrumenty, których potrzebuję i mogę zamykać się do pracy w miejscu, w którym dobrze się czuję. Sąsiedzi też chyba nie narzekają, bo staraliśmy się wszystko dobrze wyciszyć. Lubię pracować w nocy, wtedy lepiej słyszę, zmysły się odpalają, człowiek się wycisza i może usłyszeć coś, co przychodzi.

A jak powstają piosenki Kamila Bednarka? Bo są dwie ścieżki tego, co robisz: muzyka i tekst. Zachwyt muzyką mamy już omówiony, więc przejdźmy do tekstów piosenek. To, co piszesz, to nie jest tekściarstwo, wiele sformułowań w Twoich piosenkach to poetyckie obrazy i wersy. Ja mam kilka ulubionych, np. gdy piszesz o „brudnym sercu na loopach”…

Przecież to są proste teksty…

Poezja jest prosta, co nie znaczy, że łatwo przychodzi. Czy wiesz, jakie jest najczęściej pojawiające się słowo w Twoich piosenkach?

Oddycham?

Tak, właśnie to! Piszesz i śpiewasz: Oddycham - sobą, tobą, powietrzem, życiem…

Był taki okres, że wszystkim oddychałem. Albo może odetchnąłem, po wielu zawirowaniach, i mogłem zacząć świadomie oddychać i cieszyć się wszystkim, co robię. Teraz jestem niezależny – dzięki temu, że mam już swoją wytwórnię – zasypiam spokojnie, nie jestem ograniczany w tym, co chcę przekazywać moją muzyką.

Zrobiłeś kiedyś zdjęcie i podpisałeś je: Trzy kobiety mojego życia. Pamiętasz?

Tak! To była mama, siostra i babcia.

A to prawda, że pierwszą płytę nagraliście dla babci? Ty i Twoje rodzeństwo?

Byliśmy dzieciakami, podpiąłem klawisze do komputera i nagraliśmy piosenki, które babcia bardzo lubiła. To były stare piosenki, śpiewaliśmy je dla niej jako maluchy. Stawaliśmy w rzędzie i były przepychanki: Nie ty, teraz ja śpiewam! Każdy miał swój kawałek, a ona słuchała. Wiesz, jak słucha ktoś, kto kocha bezgranicznie? No to właśnie tak.

Co było na tej płycie?

O, na przykład: „Ładne oczy masz, komu je dasz”! (Kamil śpiewa)

Piękna historia… Kim jest babcia dla Kamila Bednarka?

Wiesz, babcia jest dla mnie drugą mamą. Mieszka w Bychawie, pod Lublinem, to mama mojej mamy. Wszystkie wakacje, ferie i czas wolny spędzaliśmy u niej, dawała nam dużo miłości, dużo ciepła. Czułem się tam, jak w domu. Często było tak, że nie chcieliśmy wracać do domu, bo u babci najlepiej! Szarlotki, pyszne jedzonko, które robiła dla nas… W domu też było dużo miłości, ale wiadomo, u babci najlepiej. W ciągu roku mam mało czasu, aby tam jeździć tak często, jakbym chciał, ale w styczniu mam trochę wolnego, więc na pewno ją odwiedzę. Z jej domem, z tym miejscem wiąże się mnóstwo miłych wspomnień. Tam zawsze spadało dużo śniegu i my, ubrani w jakieś kożuszki, zjeżdżaliśmy na dużych workach z górki…

A wiesz, że mówisz pięknie?

Rodzina to jest bezgraniczna miłość. Tego nie da się kupić. Niezależnie od tego, jak potoczy się los – czy będziesz świętować sukces, czy poniesiesz wielką porażkę – wiesz, że to jest szczere, że tam jest prawda. Kochają cię takim, jakim jesteś, a gdy ci coś nie wychodzi, to wspierają, bo wiedzą jak do ciebie dotrzeć, mają klucz. Ale rodzina to nie tylko więzy krwi. Mam trójkę przyjaciół, nie jesteśmy spokrewnieni, ale są dla mnie jak rodzina, bo zachowują się jak rodzina. Zawsze mogę liczyć na ich wsparcie,

Czyli taka wizja: Za pół wieku Kamil Bednarek, siwe dredy, domek w lesie, mnóstwo wnuków wokół pasuje Ci?

O tak, oby, życz mi tego! Jeszcze jakieś studyjko, żebym mógł trochę pograć. I najlepiej, żeby mówili: Dziadek, zagraj coś!

Ale to ładne marzenie…

Oby się spełniło!

A chodzisz jeszcze na lekcje śpiewu?

Tak, poprawiam emisję głosu.

A jest Ci to w ogóle potrzebne?

Gdyby nie było, to pewnie nie musiałbym już śpiewać nic nowego, to by znaczyło, że jakoś się wyczerpałem, a ja mam jeszcze dużo takich marzeń muzycznych, których mój obecny głos nie jest w stanie odmalować. Wyobrażam sobie jak może brzmieć mój głos i chcę to osiągnąć. Schowałem do szuflady kilka takich rzeczy, których na tym etapie nie jestem w stanie zaśpiewać. Ale spokojnie, nie zrażam się tym odkryciem. Z głosem jest jak z mięśniem – trzeba ćwiczyć, szlifować i rozwijać. Im więcej ćwiczysz, tym więcej możesz z siebie dać. Wiem, że miałem dużo szczęścia w mojej muzycznej przygodzie, ale jeszcze długa droga przede mną, zanim powiem sobie, że zrobiłem już wszystko, co zamierzałem. Teraz powinienem wykorzystać całą moją energię na poznawanie ludzi, na poznawanie nowych gatunków muzycznych, a potem transponowanie tych odkryć do mojej muzyki. Tak będzie z następną płytą – trochę więcej opowiem o świecie.

Już masz komplet utworów?

Mam komplet i nadwyżkę na dwie płyty, ale wciąż coś dopisuję. Pisząc kawałek wychodzę ze studia z jakimś zarysem piosenki – jest linia, ale gdy zamknę oczy widzę coś jeszcze, ten proces trwa. Często zdarza się też tak, że piosenki przychodzą w czasie spotkań z przyjaciółmi. „Chwile jak te” powstały w czasie wieczoru kawalerskiego mojego szwagra: wziąłem gitarę do ręki, zobaczyłem ludzi, których dawno nie widziałem, a bardzo ich lubię – i zabrzmiało, że to są „takie chwile, jak te”. Tworzenie piosenek nie zawsze wymaga kompletnej ciszy, izolacji, czasem czujesz radość i wyrzucasz ją z siebie – i masz piosenkę.

Śpiewałeś w projekcie „Polskie Betlejem”, wcześniej wziąłeś udział w poznańskim koncercie z okazji rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego…

I jeszcze 11 listopada, na Stadionie Narodowym z okazji 100- lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Cieszyłem się, że mnie zaproszono. Nastrój, emocje, które się wyzwalały – to było prawdziwe święto.

I masz orła na piersi…

Zawsze jest. Jestem patriotą – nie fanatycznym – ale jestem dumny, z naszej historii, z naszych przodków, z tego co zrobili dla Polski, ale też dla świata. Nie odpuściliśmy nigdy i za to jestem im wdzięczny. Mamy potencjał wojowników, dlatego, gdy nie mamy z kim walczyć na zewnątrz, często zaczynamy walczyć ze sobą.

Podobała mi się ta rozmowa…

Ja też Ci za nią bardzo dziękuję…

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem