Reklama

O godność dziecka utraconego

2018-05-23 10:40

Z Beatą Niewęgłowską-Guzik i Andrzejem Guzikiem rozmawiają Dominika Bigas i Weronika Panek
Niedziela Ogólnopolska 21/2018, str. 24-26

Archiwum Państwa Guzików
Pogrzeb dzieci utraconych

Każdego dnia na łące życia pełnej pięknych kwiatów znajdujemy puste, ogołocone z zieleni pola bólu, smutku, czasem rozpaczy rodziców po stracie swojego dziecka. Ze wzruszeniem przeczytałem świadectwo matki zamieszczone w jednym z ostatnich numerów „Miłujcie się”. Cytuję z pamięci: „Wiedzieliśmy, że nasz syn nie będzie długo żył. Miałam jedno pragnienie, żeby urodził się nie w karetce. Udało się. Mogliśmy przez 28 minut tulić nasze dziecko, zanim odeszło do Pana. Jakże wielki musi być ból matek, które tego szczęścia nie miały, bo ich dzieci urodziły się martwe”. Pamiętam pierwszy pogrzeb dzieci utraconych. Stało się to możliwe dzięki staraniom państwa Beaty i Andrzeja Guzików, z którymi możemy się dzisiaj spotkać dzięki wywiadowi, który zamieszczamy w „Niedzieli”.
Ks. Zbigniew Suchy

DOMINIKA BIGAS I WERONIKA PANEK: – Kiedy Państwo zaczęli się angażować w obronę życia? Co na to wpłynęło?

BEATA NIEWĘGŁOWSKA-GUZIK I ANDRZEJ GUZIK: – Od początku małżeństwa jesteśmy bardzo mocno zaangażowani w obronę życia. W czasie studiów należeliśmy do duszpasterstwa akademickiego i jako wolontariusze chodziliśmy do szpitala onkologicznego pomagać chorym. Jako narzeczeni byliśmy słuchaczami Studium Życia Rodzinnego. Zawsze uważaliśmy, że życie ludzkie rozpoczyna się w momencie poczęcia i człowiekowi należą się godność, szacunek i ochrona aż do naturalnej śmierci.

– Kiedy i w jaki sposób rozpoczęli Państwo przygotowania pogrzebu dzieci utraconych?

– Do Zakładu Patomorfologii w Krośnie, w którym pracujemy, dostarczany jest z oddziału ginekologiczno-położniczego materiał z wyskrobin jamy macicy. Podczas opracowywania tego materiału wyodrębniamy ciała obumarłych wewnątrzmacicznie dzieci.
Nasze przygotowania rozpoczęliśmy od opracowania procedury postępowania z ciałem dziecka/płodu z zachowaniem godności należnej zmarłemu, która została zatwierdzona 11 marca 2009 r. przez Dyrekcję Wojewódzkiego Szpitala Podkarpackiego w Krośnie. Zgodnie z tą procedurą każda matka zmarłego przed urodzeniem dziecka jest informowana o tym, że w materiale histopatologicznym wyodrębniono tkanki dziecka i przekazano je na trakt sekcyjny, skąd mogą być odebrane przez rodzinę celem pochówku. Według obowiązującego prawa, za zwłoki uważa się ciała osób zmarłych i dzieci martwo urodzonych bez względu na czas trwania ciąży.

– Co działo się wcześniej z dziećmi, które obumarły wewnątrzmacicznie?

– Od początku naszej pracy w Zakładzie Patomorfologii w Krośnie wszystkie dzieci były przekazywane na cmentarz i chowane w grobowcu NN. Jak było wcześniej, tego nie wiemy. Możemy się tylko domyślać, że dzieci martwo urodzone i poronione były traktowane jako odpady medyczne.

– Jak to wygląda obecnie?

– Po opracowaniu procedur medycznych dotyczących postępowania z ciałem dziecka, z zachowaniem godności należnej zmarłemu, zwróciliśmy się do Prezydenta Miasta Krosna o wyznaczenie miejsca na cmentarzu komunalnym pod grób dzieci zmarłych przed urodzeniem. Po otrzymaniu zgody zarząd cmentarza wydał zezwolenie na wybudowanie grobowca, a Urząd Stanu Cywilnego przygotował stosowne dokumenty do pochówku. Obecnie szczątki żadnego dziecka nie są przekazywane do utylizacji.

– Jakie trudności Państwo napotkali?

– Droga była bardzo trudna, ponieważ istniało i nadal istnieje wiele luk prawnych w dziedzinie związanej z pochówkiem dzieci obumarłych wewnątrzmacicznie. Trzeba było przecierać szlaki. Te przygotowania nie były łatwe. Oprócz przeszkód formalnych spotkaliśmy się z totalnym niezrozumieniem, wyśmianiem i przykrymi komentarzami. Padały słowa o zbitku komórek, utylizacji resztek po poronieniu i traktowaniu martwych dzieci jako zwykły odpad medyczny.

– Jaka jest świadomość rodziców, którzy utracili swoje dziecko? Czy zdają oni sobie sprawę, że ich dziecku należy się pochówek tak jak każdemu człowiekowi?

– Śmierć dziecka przed urodzeniem jest dla rodziców, a szczególnie dla matki, bolesnym i trudnym przeżyciem. W Polsce tylko nieliczne szpitale wdrożyły procedury postępowania z ciałem dziecka poronionego lub martwo urodzonego. Rodzice mają prawo do pożegnania zmarłego dziecka i pochowania jego ciała w grobie, nawet gdy dziecko żyło kilka dni, tygodni czy miesięcy.
Jeśli następuje poronienie i dziecko obumiera wewnątrzmacicznie, część rodziców jest świadoma swojego macierzyństwa i ojcostwa. Przychodzą do zakładu patomorfologii i odbierają swoje dziecko, które zmarło na etapie kilku- czy kilkunastodniowym swojego życia. Czynią wówczas pochówek na własną rękę, chowają te dzieci przy grobie mamy, taty, babci, dziadka lub przygotowują dla nich specjalny grobowiec.
Pomimo możliwości odebrania zmarłego dziecka nie wszyscy rodzice zgłaszają się po jego ciało. Nie znamy powodów, dla których tak się dzieje, ale uważamy, że decyzję o nieodebraniu zwłok należy uszanować.

– Jaki czas mają rodzice, aby zgłosić się po ciało dziecka?

– Matka w czasie pobytu w szpitalu podpisuje oświadczenie, że została poinformowana o prawie do pochówku. Jeżeli w ciągu najbliższych 6 tygodni nie odbierze dziecka, zostanie ono przekazane do pochówku zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa.

– Co się dzieje, gdy rodzice nie zgłoszą się po ciało swojego dziecka?

– Prawo do pochowania zwłok dzieci poronionych lub martwo urodzonych oprócz rodziców ma również najbliższa rodzina: krewni wstępni, zstępni oraz boczni do czwartego stopnia pokrewieństwa. To prawo przysługuje również podmiotom, które się do tego dobrowolnie zobowiążą.
W 2010 r. nasza placówka medyczna zobowiązała się dobrowolnie i bezinteresownie do pochowania doczesnych szczątków wszystkich dzieci nieodebranych przez najbliższą rodzinę ze szpitala.

– Jak sytuacja wygląda w innych szpitalach?

– Coraz więcej szpitali interesuje się opracowanymi przez nas procedurami. Niejednokrotnie wysyłaliśmy je do szpitali, które nas o to prosiły. Wiemy też, że niektóre placówki rozpoczęły już wdrażanie tych procedur. Na Podkarpaciu szpital w Przemyślu skorzystał z naszych doświadczeń i w ubiegłym roku odbył się tam kolejny pogrzeb.
Myślę, że mocno zaawansowane są też już przygotowania pogrzebu w Rzeszowie. Będzie to jeden pochówek dotyczący wszystkich szpitali. Kapelani z poszczególnych placówek wraz z pracownikami Zakładu Patomorfologii w szpitalu przy ul. Lwowskiej zajmują się tym tematem. W innych szpitalach wygląda to różnie. Wiemy od naszych kolegów, że wiele dzieci jest przekazywanych do utylizacji.

– Czyli przekazanie ciała dziecka do utylizacji jest dla szpitala wygodniejszym rozwiązaniem...

– Prawdopodobnie tak, ponieważ gdy nie ma ciał zmarłych dzieci, to nie ma problemu z pochówkiem. Ale trzeba pamiętać, że to na szpitalu spoczywa obowiązek pochowania dzieci zmarłych wewnątrzmacicznie lub martwo urodzonych. Szpitale, które traktują zwłoki dzieci jako odpady medyczne, powołują się na rozporządzenie Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z 25 kwietnia 1994 r. Tymczasem ten akt utracił moc prawną w 1998 r.

– Czy niezależnie od tego, na jakim etapie ciąży kobieta poroni, ma prawo pochować swoje dziecko?

– Według obowiązującego prawa, za zwłoki uważa się ciała osób zmarłych i dzieci martwo urodzonych bez względu na czas trwania ciąży. Niezależnie od tego, czy to dziecko żyło dzień, dwa czy kilkanaście dni, ma status człowieka. Oczywiście, po poronieniu konieczne jest badanie histopatologiczne wydalonego materiału w Zakładzie Patomorfologii. Ono potwierdza obecność ciąży oraz dostarcza informacji na temat m.in. wad dziecka i przyczyn poronienia. Materiał ten zatapia się w bloczki parafinowe, które szpital ma obowiązek wydać do pochówku. Nawet kilkudniowe zarodki powinny być traktowane jako osoby ludzkie, z poszanowaniem ich godności, i powinny być pochowane.

– Jakie formalności muszą spełnić rodzice, żeby odebrać swoje dziecko i samemu je pochować?

– Szpital, w którym następuje poronienie, ma obowiązek wydać pisemne zgłoszenie urodzenia dziecka – wystawione przez lekarza, położną lub zakład opieki zdrowotnej, a także kartę zgonu wydawaną na wniosek osób uprawnionych do pochówku. Czas trwania ciąży, wiek dziecka czy waga nie mogą być podstawą do odmowy wydania dokumentów potrzebnych do pochówku. Stanowi o tym rozporządzenie Ministra Zdrowia z 17 września 2004 r. zmieniające wcześniejsze rozporządzenie w sprawie rodzajów dokumentacji medycznej w zakładach opieki zdrowotnej, sposobu jej prowadzenia oraz szczegółowych warunków jej udostępniania.
Z pisemnym zgłoszeniem urodzenia dziecka oraz kartą zgonu należy się zgłosić do Urzędu Stanu Cywilnego w ciągu 3 dni od poronienia lub urodzenia martwego dziecka. Tam wystawiany jest skrócony akt urodzenia z adnotacją o urodzeniu martwym. W tej sytuacji nie wystawia się aktu zgonu. Dokumentem uprawniającym do pochowania ciała dziecka poronionego lub martwo urodzonego jest karta zgonu.

– Jakie prawa przysługują kobiecie, która utraciła swoje dziecko?

– Niezależnie od tego, czy doszło do poronienia, czy urodzenia martwego dziecka, kobiecie przysługuje prawo do zasiłku i urlopu macierzyńskiego w wymiarze od siedmiu dni, liczonych od dnia śmierci dziecka, do ośmiu tygodni oraz do zasiłku pogrzebowego. Zasiłek macierzyński i pogrzebowy otrzymuje się na podstawie aktu urodzenia z adnotacją o urodzeniu dziecka martwego. Z tym dokumentem kobieta zgłasza się do zakładu pracy w celu uzyskania zasiłku macierzyńskiego. W przypadku zasiłku pogrzebowego należy wypełnić wniosek o wypłatę oraz dostarczyć oryginały rachunków dotyczących kosztów związanych z organizacją pochówku.

– Kiedy odbył się pierwszy pochówek w Krośnie?

– W Krośnie pierwszy pogrzeb dzieci zmarłych przed urodzeniem odbył się 29 czerwca 2011 r., po ponadrocznych przygotowaniach. Pochowaliśmy wtedy 58 dzieci.

– Jak często organizują Państwo takie pochówki?

– Pochówki są organizowane 15 października każdego roku. W Polsce i na całym świecie jest to Dzień Dziecka Utraconego. Zawsze jest Msza św. w intencji rodziców dzieci utraconych, a następnie – pogrzeb i złożenie ciał w grobie. Każde dziecko spoczywa w oddzielnej trumience, gdyż takie są przepisy o chowaniu zwłok ludzkich.
Ciała zmarłych powinny być traktowane z szacunkiem i miłością wypływającą z wiary i nadziei w zmartwychwstanie, a grzebanie zmarłych jest wypełnieniem uczynku miłosierdzia względem ciała. Tak więc od wielu już lat wypełniamy ten chrześcijański uczynek miłosierdzia i odprowadzamy zmarłe dzieci nieodebrane ze szpitala przez najbliższych na miejsce wiecznego spoczynku.

– Jak wyglądał ostatni zorganizowany pochówek i ile dzieci zostało pochowanych?

– W sobotę 14 października 2017 r. z okazji Dnia Dziecka Utraconego w sanktuarium św. Jana Pawła II w Krośnie została odprawiona uroczysta Msza św. w intencji dzieci zmarłych przed urodzeniem oraz ich rodziców. Eucharystii przewodniczył archiprezbiter krośnieński ks. prał. Jan Bielec, homilię wygłosił ks. dr Tomasz Picur – ojciec duchowny i wykładowca etyki i teologii moralnej w Wyższym Seminarium Duchownym w Przemyślu. Pochowaliśmy tego dnia 46 dzieci.
Podczas ostatniego pochówku gościliśmy lekarzy ginekologów z Ogólnopolskiej Sekcji Ginekologiczno-Położniczej Stowarzyszenia Lekarzy Katolickich, którzy przybyli do Krosna z całej Polski na konferencję naukowo-szkoleniową. Jesteśmy zaszczyceni, że członkowie tej sekcji zapragnęli uczestniczyć we Mszy św. w intencji dzieci zmarłych przed urodzeniem oraz ich rodziców i w ten sposób uczcić Dzień Dziecka Utraconego.

– Gdzie rodzice i rodzina dziecka utraconego mogą szukać wsparcia?

– W wielu szpitalach nie ma jeszcze procedur postępowania z dziećmi poronionymi i martwo urodzonymi, ale wielu rodziców szuka wsparcia np. w Internecie lub wśród znajomych, którzy doświadczyli takiej straty. Jest serwis dla rodziców po stracie dziecka – „Dlaczego”, są wspólnoty rodziców dzieci utraconych, są grupy wsparcia działające przy parafiach. Można tam szukać pomocy. Są tam ludzie, którzy doświadczyli straty dziecka, służą pomocą i radami, można od nich uzyskać konkretne informacje praktyczne, a także poprosić o pomoc psychologiczną lub duchową.

– Co pogrzeb dziecka utraconego daje rodzicom i rodzinie?

– Pogrzeby są bardzo potrzebne rodzicom. Grób, w którym spoczywają zmarłe dzieci, jest dla rodziców miejscem spotkania z utraconym dzieckiem. Jest to miejsce pamięci pomagające po chrześcijańsku przeżyć ból i żałobę. Wiele osób zatrzymuje się przy tym grobie na modlitwę i zapala znicz, aby uczcić pamięć dzieci, którym z różnych przyczyn nie było dane cieszyć się życiem. Rodzice, którzy przeżyli dramat dziecka utraconego, znajdują tam ukojenie i pocieszenie.
Niektórzy rodzice mają świadomość, że wiele lat temu utracili swoje dzieci, ale nie wiedzą, co się z nimi stało. My wiemy. Prawdopodobnie zostały potraktowane jako odpady medyczne i zutylizowane. Oczywiście, dusze tych dzieci są w niebie. Ten grób jest także dla takich rodziców.

– Ile dzieci spoczywa na cmentarzu w Krośnie?

– Na cmentarzu w Krośnie spoczywa 342 dzieci. Na grobowcu widnieje napis: „Dzieci zmarłe przed urodzeniem” oraz znajduje się cytat z Księgi Proroka Jeremiasza: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię” (1, 5).
Jest to piękne miejsce, które tonie w kwiatach i zniczach, szczególnie w listopadzie, w Dzień Dziecka i Dzień Matki. Rodzice dbają o ten grób, przynoszą różne pamiątki, aniołki, maskotki – ten grób żyje. To jest chyba dowód na to, że takie miejsce jest potrzebne.

Beata Niewęgłowska-Guzik Doktor nauk biologicznych, specjalista cytomorfolog, kierownik Pracowni Cytodiagnostyki Centrum Zdrowia MedLifeCover w Krośnie.
Andrzej Guzik, lekarz medycyny, specjalista histopatologii i cytodiagnostyki, ginekolog-położnik, kierownik Zakładu Patomorfologii Centrum Zdrowia MedLifeCover w Krośnie.
Małżonkowie Beata i Andrzej Guzikowie są rodzicami czworga dzieci, absolwentami Archidiecezjalnego Studium Życia Rodzinnego w Lublinie, należą do wspólnoty Domowego Kościoła Ruchu Światło-Życie.

***

ZAPROSZENIE

9 czerwca br. o godz. 12 rozpocznie się I Ogólnopolska Pielgrzymka Rodzin Dziecka Utraconego do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Organizatorzy pielgrzymki zachęcają rodziców, aby przywieźli ze sobą kartę z imieniem dziecka i świecę. Imiona będą złożone na ołtarzu i wpisane do Księgi Dzieci Utraconych prowadzonej w sanktuarium.

Tagi:
nienarodzone dzieci

Abp Dzięga: Zabijanie serc dzieci nienarodzonych to zabijanie Polski

2018-12-01 18:27

Artur Stelmasiak

Państwo, które świadomie pozwala na zabijanie własnych dzieci, jest państwem bez przyszłości. Zabijanie polskich serc to zabijanie Polski - mówił w Toruniu abp Andrzej Dzięga podczas 27. rocznicy powstania Radia Maryja. Te słowa skierowane były m. in. do wielu rządzących polityków z premierem Mateuszem Morawieckim na czele.

TV Trwam

Metropolita szczeciński abp Andrzej Dzięga przewodniczył Mszy św. z okazji 27. rocznicy powstania Radia Maryja w hali sportowej w Toruniu. W uroczystości wzięło udział tysiące pielgrzymów, kilkunastu biskupów oraz przedstawiciele władz państwowych. Wśród wielu posłów Prawa i Sprawiedliwości byli także ministrowie, wiceministrowie m. in. Zbigniew Ziobro, Joachim Brudziński, Mariusz Błaszczak i premier Mateusz Morawiecki.

W homilii abp Dzięga mówił m. in o potrzebie ochrony małżeństwa, rodziny oraz życia dzieci nienarodzonych. - O Polsko! Co ty robisz ze swoim sercem otrzymanym od Chrystusa? Czemu zabijasz serce? Nie zabijacie serca także dosłownie. Także tych maleńkich serc pod sercem matki. Pod sercem matki ma prawo żyć serce dziecka - stwierdził abp Andrzej Dzięga.

Metropolita szczeciński mówił, że maleńki poczęty człowiek najpierw cały jest sercem, a gdy matka dowiaduje się o istnieniu swojego dziecka to serce dziecka bije już regularnie. - To są impulsy miłości dziecka i jednocześnie wołanie o miłość matki i ojca. To także wołanie o miłość całej społeczności i miłość własnego narodu - mówił w homilii abp Dzięga.

TV Trwam

Hierarcha przypomniał słowa św. Jana Pawła II, który mówił, że naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości. - Słyszycie to politycy Polscy. Państwo które świadomie pozwala na zabijanie własnych dzieci, jest państwem bez przyszłości - podkreślił.

Arcybiskup mówił, że trzeba się sercem nienarodzonych już dzisiaj zająć, nie kiedyś, nie może jutro, bo że jutro często oznacza nigdy. A gdy serce woła, to zawsze woła o dziś, już, teraz. - Kochani politycy! Nie patrzcie na daleki świat, który stoi na granicy szaleństwa. Bądźcie po bożemu rozumni, wolni i miejcie serce. Bądźcie wdzięczni za to, że dochodzi do was prośba wielu serc o ratowanie serc polskich dzieci - apelował abp Dzięga. - Jeśli nie będzie waszej odpowiedzi serca, to przyjdą na wasze miejsce inni mający serce, albo zabite zostanie serce narodu. Zabijanie polskich serc to zabijanie Polski.

Ordynariusz archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej mówił do polityków, że nie ma już na co czekać i należy patrzeć we własne serce. - Dzisiaj jeszcze jest czas wyboru. Dalej będzie już albo po Bożemu, albo bezbożnie. A ci co pozostaną bezbożni będą osądzeni przez samego Boga i będą odrzuceni. "Idźcie precz przeklęci w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom" - przypomniał słowa Ewangelii abp Dzięga. - Ale gdy serca Polaków zostaną uratowane i ochronione to przyjdą kolejne ważne tematy, ale przyjdzie też Boża Łaska, mądrość i moc.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jerzy Owsiak na bakier z Kościołem i patriotyzmem

2014-06-10 14:43

Jerzy Robert Nowak
Niedziela Ogólnopolska 24/2014, str. 42-43

TOMASZ URBANEK/DDTVN/EAST NEWS
Jerzy Owsiak

Niedawno ogłoszono, że laureatem plebiscytu „Ludzie Wolności”, organizowanego przez „Gazetę Wyborczą” i TVN, w kategorii „społeczeństwo” został Jerzy Owsiak. Dla wielu osób była to wiadomość szokująca ze względu na ogromną kontrowersyjność tej postaci. Powszechnie znana jest rola Jerzego Owsiaka jako najgłośniejszego propagatora „luzu”, amoralnej zasady „róbta, co chceta”. Wielokrotnie wskazywano również, jak za jego rzekomą apolitycznością i ogromnie nagłaśnianą przez media ideą charytatywnej zbiórki pieniędzy kryje się jednoznaczna stronniczość na rzecz lewej części sceny politycznej. W tym tekście chciałbym skrótowo pokazać niektóre – nie dość znane – fakty, ilustrujące wyraźne uprzedzenia Owsiaka wobec Kościoła i Polaków jako narodu.

Antykościelne fobie

Jerzy Owsiak jest synem pułkownika milicji, zajadłego ateisty. Jego ojciec w pisanych przez siebie życiorysach akcentował swój negatywny stosunek do duchowieństwa katolickiego, określając je jako „szkodnika państwa demokratycznego” (P. Lisiewicz, M. Marosz, „Ten, który zniszczył bunt”, „Nowe Państwo”, ½013). Niewierząca była również matka Owsiaka (por. M. Narbutt, „Człowiek orkiestra”, „Rzeczpospolita” z 31 stycznia – 1 lutego 2004 r.).

Pomimo wychowania w ateistycznej rodzinie Owsiak deklarował się jako „niechodzący do kościoła katolik” (M. Narbutt, tamże). O tym, jaki jest faktyczny stosunek Owsiaka do Kościoła, najwymowniej świadczy fakt, że na początku lat 90. Owsiak ogłaszał jako hymn w programie „Róbta, co chceta” antyklerykalną piosenkę „Hipisówka” zespołu „Kobranocka” (por. P. Lisiewicz, „Seks zamiast armat”, „Gazeta Polska” z 3 stycznia 2007 r.). Piosenka w obrzydliwy wręcz sposób lżyła Kościół i duchownych. Dość zacytować choćby taki fragment:

„Modlitw szept w usta wbiegł
O stosunkach, o stosunkach przerywanych,
Głupi pech i lęk klech
Na głupotę, na durnotę przekuwany.
Wiara w cud, mrowie złud,
Które ty opłacasz swoją mrówczą pracą,
Dokąd pójść, zewsząd gnój,
Zwykły znój, za który nigdy nie zapłacą”.

I jakoś dziwne wyszydzanie w piosence „lęku klech na głupotę przekuwanego”, „wiary w cud” nijak nie przeszkadzało „katolikowi” Owsiakowi. Promowanie antykościelnej „Hipisówki” u Owsiaka nie było czymś odosobnionym. Grzegorz Wierzchołowski wspominał: „Na pierwszej edycji Przystanku w 1995 r. gromkie brawa wśród części publiczności zebrał np. lewacki zespół «Hurt», śpiewając m.in.: «Zdejmij ten krzyż, on przeszkadza ci, zdejmij ten krzyż, wyrzuć go za drzwi»” („Przystanek Postęp”, „Gazeta Polska” z 29 sierpnia 2007 r.).

W wywiadzie dla czasopisma „Zdrowie” „katolik” Owsiak wprost wyszydzał wiarę w cudowne powstanie człowieka, mówiąc m.in.: „Ludzie za granicą mnie pytają: «Czy naprawdę u was w rządzie myślą, że człowiek powstał wyłącznie w sposób cudowny?». Co ja mam odpowiadać? Jak głupoty opowiada ktoś w autobusie, można się odwrócić. Ale kiedy to mówią politycy – trzeba reagować” (za postkomunistycznym „Przeglądem” z 14 stycznia 2007 r.).

Szokujący był fakt, że „katolik” Owsiak jakoś szczególnie nietolerancyjny był wobec Kościoła katolickiego, podczas gdy równocześnie był bardzo łaskawy wobec innych wyznań, zwłaszcza wobec sekty Hare Kryszna. Socjolog Jacek Kurzępa komentował: „Pan Owsiak z niewiadomych powodów toczy boje z Przystankiem Jezus, podczas gdy bez oporów przyzwala na aktywność sekty Hare Kryszna, która ponad 20 lat temu została uznana za szczególnie niebezpieczną przez Parlament Europejski. Hare Kryszna zaprasza woodstockową młodzież do udziału w procesjach, oferuje tanie posiłki, wabi do swojej świątyni, z której dobiegają dźwięki modlitwy i mantry. Ludzie nie rozumieją, że uczestniczą w rytuałach sekty. Ten kryptoprzekaz oceniam jako bardzo subtelną, ale niebezpieczną promocję Hare Kryszny” (wywiad A. Mikołajczyka z dr. J. Kurzępą pt. „Świat według Owsiaka”, „OZON” z 2 sierpnia 2008 r.). Trzeba stwierdzić, że dr Kurzępa (dziś już profesor) miał rację. Na tle życzliwego stosunku Owsiaka do sekty Hare Kryszna tym bardziej szokujący był jego nader niechętny stosunek do Przystanku Jezus. Po kilku latach tarć i trudnych rozmów w końcu doszło do ostatecznego konfliktu z winy Owsiaka. W marcu 2003 r. Jerzy Owsiak w wypowiedzi dla „Gazety Lubuskiej” (powtórzonej później przez KAI) powiedział, że „nie chce widzieć na Przystanku Woodstock namiotu i duchownych z Przystanku Jezus”. Na uwagę ks. Draguły, że organizatorzy Przystanku Jezus spełnili już w zeszłym roku wszystkie warunki Owsiaka, szef WOŚP warknął: „Powiedzmy, że w tym roku odbiła mi palma”. Wśród zbieraniny młodych na Woodstocku nader silnie uzewnętrzniały się nastroje antykatolickie. W czasie Przystanku Woodstock w 1999 r. pod adresem młodzieży z Przystanku Jezus, która szła w Drodze Krzyżowej, „posypały się wyzwiska ze strony zbuntowanych punków. Poleciało też kilka butelek” (M. Majewski, „Żar stu tysięcy”, „Rzeczpospolita” z 7 sierpnia 1999 r.). Wielokrotnie dochodziło do profanowania krzyża przy namiocie na Przystanku Jezus. Zdziczali młodzi ludzie rzucali w niego puszkami od konserw i wyszydzali go (por. M. Jeżewska, M. Marosz, D. Łomicka, „Przystanek Woodstock – profanują krzyż”, „Gazeta Polska Codziennie” z 3 sierpnia 2013 r.). Ze szczególną zajadłością Owsiak atakował Radio Maryja i o. Tadeusza Rydzyka. Po publikacji we „Wprost” osławionych „taśm Rydzyka” pisał w liście do prezydenta i premiera: „Słowa o. Rydzyka mogę tylko porównać z najbardziej absurdalnymi wypowiedziami partyjnych bonzów III Rzeszy (...). Jest tak głupio znowu wstydzić się za ten kraj” („Gazeta Wyborcza” z 11 lipca 2007 r.).

Owsiak: „Polacy są straszliwymi rasistami”

W 2000 r., w czasie ogromnego kryzysu prawicy w związku z upadkiem AWS-u, Jerzy Owsiak pozwolił sobie na publiczne ujawnienie całej fobii wobec swego narodu. Zrobił to w wywiadzie dla tropiącego „nacjonalizm” i „antysemityzm” antyfaszystowskiego czasopisma „Nigdy Więcej”, mówiąc m.in.: „Polacy są straszliwymi rasistami. Szowinizm narodowy jest obecny w Polsce i nie jest to wcale bardzo marginalne zjawisko. Potwierdza to np. program Wojciecha Cejrowskiego «WC Kwadrans» (...). Polacy lubią być rasistami, chcą polepszyć przez to swój wizerunek, swoją własną wartość. (...) Duży udział w tym ma np. Kościół, który, nie rozumiejąc pewnych rzeczy, stawia kropkę nad «i». (...) Jesteśmy bardzo nietolerancyjni w stosunku do osób innej wiary. (...) Polacy są okropnymi rasistami (wywiad A. Zachei z J. Owsiakiem pt. „Trzeba być konsekwentnym”, „Nigdy Więcej”, 1½000). W wywiadzie znalazło się jeszcze odpowiednie określenie Polski w porównaniu z innymi krajami, zdaniem Owsiaka – „Polska... to zaścianek”.

Owsiaka pogarda dla Polski

Można tylko żałować, że te niemądre uogólnienia Owsiaka są tak mało znane w Polsce, bo na pewno pomogłyby w podważeniu jego mitu. Przypomnijmy jednak, że kilkakrotnie nawet podczas publicznych spotkań posuwał się on do otwartego wypowiedzenia jakiejś obrzydliwej opinii o Polsce. Oto kilka przykładów. 8 czerwca 2001 r. w Żarach, podczas publicznego spotkania zorganizowanego przez władze miasta i w ich obecności, Owsiak wypowiedział słowa: „W Polsce, tym pieprzonym kraju, zawsze będą narkotyki” (MZM, „Polska to «piep... kraj»”, „Nasza Polska” z 19 czerwca 2001 r.). Oburzony wypowiedzią Owsiaka Krzysztof Błażejczyk skierował do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa z art.133, polegającego na znieważeniu Ojczyzny. Wkrótce okazało się jednak, że prokuratura, decyzją z 31 lipca 2001 r., odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie znieważenia narodu i Rzeczypospolitej Polskiej. Pismo prokuratury nie zawierało żadnej argumentacji (por. A. Echolette, „Nie obraził Narodu”, „Nasza Polska” z 21 sierpnia 2001 r.). Do ponownego plugawienia imienia Polski przez Owsiaka doszło na Przystanku w Woodstock w 2003 r. Andrzej Poray tak pisał na ten temat: „«Polska to pop... kraj. Żyjemy w pop... kraju» – tymi słowami lider Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzy Owsiak otwierał Przystanek Woodstock. Wykreowany przez lewicowe media «autorytet» i później nie szczędził wulgarnych, agresywnych słów pod adresem Ojczyzny” („Owsiak i jego armia”, „Nasza Polska” z 12 sierpnia 2003 r.).

Dziennikarz „Do Rzeczy” Wojciech Wybranowski wspominał podobnie ohydne wystąpienie Owsiaka: „To był 2002 lub 2003 rok. Jeden z Przystanków Woodstock, jakie jako dziennikarz relacjonowałem (...). Mija godzina 17-ta. W tym czasie w wielu miastach Polski ludzie stają na baczność, w milczeniu oddając hołd Powstańcom Warszawskim. A w Żarach na scenę wychodzi Owsiak. (...) I dokładnie w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego wrzeszczy do tych młodych zgromadzonych pod sceną obraźliwe słowa pod adresem Polski, coś, że pieprzy Polskę, że Polska to… i tu padają bardzo wulgarne słowa. (...)” („Jerzy Owsiak publicznie zbluzgał mój kraj, czyli jak szef WOŚP «oddał hołd» Powstaniu Warszawskiemu”, www.niezlomni.com, dostęp z 11 stycznia 2014 r.). W czasie gdy mamy tak wielkie zaległości w odsłanianiu przemilczanej najnowszej historii, dziejów Żołnierzy Wyklętych czy prześladowań politycznych doby stanu wojennego, Owsiak perorował: „Trzeba raz na zawsze skończyć z tymi pomnikami ku czci i chwale, z tym wiecznym gadaniem, co kto zrobił 30 lat temu” (wywiad M. Szymaniaka z J. Owsiakiem pt. „Mam dość pomników ku czci i chwale”, „Życie Warszawy” z 25-26 sierpnia 2007 r.).

Szerszy portret J. Owsiaka znajduje się w świeżo wydanym 3. tomie mojej książki „Czerwone dynastie przeciw Narodowi i Kościołowi”, którą można zamówić – tel. 608-854-215 i e-mail: maron@upcpoczta.pl) J.R.N.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

W bazylice mariackiej odprawiono Mszę św. za prezydenta Adamowicza

2019-01-18 20:39

tk, lk / Gdańsk (KAI)

W bazylice mariackiej w Gdańsku odprawiono wieczorem Mszę św. w intencji zabitego w niedzielę prezydenta miasta Pawła Adamowicza. Jeszcze do północy będzie możliwość pożegnania prezydenta. Jutro w tej samej świątyni, po sprawowanej w południe Mszy św., prezydent zostanie pochowany.

Wikicommons
Paweł Adamowicz

W Mszy św. sprawowanej pod przewodnictwem metropolity gdańskiego abp. Sławoje Leszka Głódzia uczestniczyła rodzina Zmarłego i wielkie rzesze gdańszczan zgromadzonych wewnątrz i na zewnątrz bazyliki. Obecni byli m.in. wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz i przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

"Przychodzimy podziękować za dobro, które ś.p. prezydent Paweł Adamowicz spełnił na ziemi" – powiedział w homilii biskup pomocniczy archidiecezji gdańskiej Zbigniew Zieliński. Wskazał, że zmarły prezydent wypełnił intensywnie przestrzeń miasta swoją nieprzeciętną aktywnością. „Jak wielu gdańszczan kochał tę bazylikę mariacką, w której spocznie” – mówił duchowny. Dodał, że prezydent dostrzegał też potrzebę tworzenia nowych świątyń dla ludzi, którzy zamieszkiwali w nowych dzielnicach Gdańska.

„Jakąś kwintesencją jego życia stały się słowa, którymi je zakończył: Gdańsk jest szczodry, Gdańsk dzieli się dobrem, Gdańsk chce być domem solidarności, to jest cudowny czas dzielenia się dobrem” – mówił biskup cytując słowa Pawła Adamowicza.

Kaznodzieja wskazał też na szacunek jaki zamordowany prezydent zaskarbił sobie u gdańszczan, czego dowodem są tłumy przybywające na ostatnie pożegnanie i ludzie w zadumie i modlitwie dotykający trumny, zarówno Europejskim Centrum Solidarności jak i obecnie, w bazylice mariackiej.

Bp Zieliński wskazał, że modlitwie za zmarłych towarzyszy także świadomość ludzkich słabości, bowiem przed Bogiem nikt nie jest bez winy. „Dlatego sprawujemy w intencji naszego zmarłego Brata ofiarę eucharystyczną i prosimy miłosiernego Boga, by go oczyścił od wszelkiej winy i dopuścił do społeczności świętych” – powiedział hierarcha.

Kaznodzieja przyznał, że w takich tragicznych okolicznościach pojawia się pokusa nienawiści, ale podkreślił, że uleganie jej nie jest czymś nieuchronnym. Tłumaczył, że wielkość człowieka odkrywającego ogrom Bożego miłosierdzia objawia się w tym, że sam tego miłosierdzia doświadczając, potrafi pokusę nienawiści od siebie odsunąć.

Bazylika mariacka będzie dziś otwarta do północy tak, by umożliwić wszystkim chętnym złożenie hołdu prezydentowi i modlitwę przy jego trumnie.

W całym kraju od piątku od godz. 17.00, do soboty do godz. 19.00 obowiązuje żałoba narodowa.

W sobotę 19 stycznia o godz. 12.00 zostanie odprawiona Msza św. pogrzebowa pod przewodnictwem metropolity gdańskiego abp. Sławoja Leszka Głódzia. Proboszcz Bazyliki Mariackiej ks. Ireneusz Bradtke poinformował, że tego dnia od godz. 7.00 świątynia będzie otwarta i będzie można modlić się przy prochach Zmarłego.

Wiceprezydent Aleksandra Dulkiewicz poinformowała, że rodzina Zmarłego prosi, by nie kupować kwiatów i zniczy, a pieniądze przekazać na dwa cele: hospicjum im. ks. Eugeniusza Dutkiewicza w Gdańsku oraz Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Podkreśliła, że dzieła te są żywym pomnikiem prezydenta Adamowicza, który je wspierał i umiłował w sposób szczególny.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zmarł w poniedziałek 14 stycznia wskutek ciężkich ran odniesionych poprzedniego wieczora po ataku nożownika podczas gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Miał 53 lata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem